02.02.2017

Osiemdziesiąt siedem

Elena
W ułamku sekundy znalazła się przy Aldero, bezceremonialnie zarzucając chłopakowi ramiona na szyję. Zawahał się, ale nie próbował jej od siebie odpychać, pozwalając, żeby zmaterializowała się przy nim. W następnej chwili już przymierzała się do tego, żeby wgryźć się w jego szyję. Nie chciała zastanawiać się nad tym, gdzie i dlaczego byli; czy ktokolwiek mógłby ich zauważyć, tym bardziej, że późna pora wcale nie gwarantowała, że nagle staną się dla ludzi całkowicie niewidzialni.
– Elena… – Aldero zawahał się, co w pierwszej chwili zaczęło ją drażnić. Chcąc nie chcąc powstrzymała się przed atakiem, pozwalając, żeby odchylił ją w swoich ramionach i przyjrzał jej bladej twarzy. – Nie powinnaś. Mam na myśli… Jestem wampirem, tak? Rozmawialiśmy o tym – przypomniał, ale dziewczyna tylko potrząsnęła głową.
– Nie zaszkodzisz mi – oznajmiła z przekonaniem, bardziej niż kiedykolwiek dotąd świadoma takiego stanu rzeczy. Cóż, jakoś nie miała wątpliwości co do tego, że wampiryzm jej nie groził, nie wspominając o tym, że wydawał się najmniej istotną kwestią ze wszystkich.
Chłopak wahał się jeszcze przez chwilę, zanim ostatecznie skinął głową. Sądziła, że tym razem nic nie będzie w stanie jej powstrzymać, więc tym bardziej zaskoczyło ją to, że Aldero nagle zesztywniał, w następnej sekundzie zdecydowanym ruchem odsuwając ją od siebie. Drgnęła, po czym spojrzała na niego z niedowierzaniem, w równym stopniu zaskoczona, co i oszołomiona jego reakcją, nim jednak zdążyła zastanowić się nad tym, co powinna zrobić, palce wampira zdążyły zacisnąć się wokół jej nadgarstka.
– Nie tutaj – stwierdził lakonicznie i choć wciąż miała wątpliwości, nie próbowała protestować, kiedy pociągnął ją za sobą.
Niespokojnie rozejrzała się dookoła, przez krótką chwilę niemalże całkowicie pewna, że zdoła dostrzec kogoś w ciemnościach. Parking wyglądał na opustoszały, przynajmniej na pierwszy rzut oka, chociaż z oczywistych względów pozory jak najbardziej mogły mylić. Niczego nie była już pewna, zwłaszcza przez narastający, coraz bardziej dający się jej we znaki głód, który na wszystkie możliwe sposoby usiłowała ignorować. Tylko chwilę, pomyślała niemalże gorączkowo, próbując przekonać samą siebie, że tak będzie w istocie, to jednak okazało się o wiele trudniejsze, aniżeli mogłaby sobie życzyć. Nie była w stanie się skoncentrować, w efekcie niejako musząc zdać się na kuzyna, żeby nie ryzykować, że przypadkiem pokusi się o zrobienie czegoś, czego później wszyscy mogliby żałować.
Nie zastanawiała się nad tym, gdzie i dlaczego prowadził ją chłopak. Wciąż była niczym jeden wielki kłębek nerwów, ledwo zdolna skupić się na metodycznym podążaniu przed siebie. W efekcie prawie nie zarejestrowała tego, że w pośpiechu okrążyli liceum, ostatecznie kryjąc się w rzucanym przez budynku cieniu. Wciąż dziwnie roztrzęsiona, w pośpiechu oswobodziła ramię z uścisku Aldero, po czym przeszła jeszcze kilka kroków, ostatecznie opierając się o chłodną ścianę budynku. Nerwowo napinała mięśnie, przez krótką chwilę mając nieprzyjemne wrażenie, że bardzo niewiele brakuje, żeby tak po prostu rozpadła się na kawałeczki. Oczywiście, już kiedyś doświadczyła głodu – i to nie jednokrotnie zresztą – ale to było coś więcej, niż po prostu pragnienie, które mogłaby porównać do tego, którego doświadczała, kiedy jeszcze była pół-wampirzycą. Co prawda sama myśl o tym, że teraz mogłaby być kimkolwiek innym, wydawała się nieprawdopodobna, ale ta kwestia zeszła gdzieś na dalszy plan, wyparta przez całą mieszankę innych, bardziej złożonych emocji.
– W porządku? – Głos Aldero wyrwał ją z zamyślenia, sprawiając, że przez krótką chwilę miała ochotę roześmiać się w nieco histeryczny, pozbawiony oznak wesołości sposób. – Nie sądziłem, że ty… – zaczął, po czym rzucił jej wymowne spojrzenie, najwyraźniej nie widząc powodu, żeby kończyć myśl.
– A jednak – mruknęła, po czym wzruszyła ramionami. – To bardziej skomplikowane, ale nie o to teraz chodzi. Rafael i ja… – Zacisnęła usta, w ostatniej chwili decydując się zamilknąć. Ostatnim, czego tak naprawdę potrzebowała, pozostawało to, żeby rozmawiać z kuzynek na temat ewentualnego uzależnienia od demona. – Poradzę sobie jakoś. Po prostu potrzebuję chwili, żeby dojść do siebie, a później… – zaczęła, jednak chłopak nie pozwolił na to, żeby dokończyła.
– Nawet tak sobie nie żartuj – rzucił niemalże poirytowanym tonem. – Widzę, że aż się nosi… Nie po raz pierwszy zresztą – dodał, a Elena zesztywniała, aż nazbyt świadoma tego, że najpewniej miał na myśli moment, w którym jeszcze przed wyjazdem do Volterry, rzuciła mu się do gardła. Nie skomentowała tego nawet słowem, uparcie milcząc i po cichu licząc na to, że jednak zmieni temat. – Elena…
– Co znowu?
Chciał ją dręczyć i to akurat teraz, kiedy była w takim stanie? Zdecydowanie nie zamierzała spokojnie tego znosić, nie wspominając o tym, że szlag trafiał ją na samą myśl o możliwości utracenia kontroli. Czy to miało od teraz wyglądać w taki sposób? Wcześniej nie sprawdzała, czy cokolwiek zmieniło się w kwestii tego, czy była w stanie nad sobą panować, choć najwyraźniej powinna – i to zwłaszcza biorąc pod uwagę to, jak czuła się w tamtej chwili. Z drugiej strony, do tej pory nie miała żadnych problemów w tym, żeby nad sobą zapanować, a to chyba również o czymś świadczyło. Być może szukała dla siebie usprawiedliwienia, ale naprawdę nie rozumiała, co takiego wpłynęło na zmianę sposobu, w jaki się czuła – na to, że tak nagle mogłaby znaleźć się na granicy, przez krótką chwilę mając wrażenie, że naprawdę niewiele brakowało, żeby dokonała jakiejś masowej masakry, gdyby akurat pojawiła się taka potrzeba. Wszystko tak naprawdę zmieniło się z chwilą, w której spojrzała na Liz, ale to przecież nie miało sensu, zresztą…
– Dobra, nieważne. – Aldero z niedowierzaniem potrząsnął głową, po czym pośpiesznie ruszył w jej stronę. – Nie powiedziałem tego, żeby cię zdenerwować, jasne? Chcę pomóc, ale…
– Obejdzie się – wycedziła przez zaciśnięte zęby.
W zasadzie sama nie była pewna, czego tak naprawdę chciała, ale to w tamtej chwili wydawało się najmniej istotne. Zdecydowanie ważniejszą kwestią pozostawało to, że balansowała na krawędzi, zdolna w równym stopniu się opanować, co i jednak pokusić się o zrobienie czegoś głupiego. Aldero również musiał zdawać sobie z tego sprawę, bo w odpowiedzi na jej słowa najzwyczajniej w świecie się uśmiechnął, choć w tamtej chwili zdecydowanie nie miał powodów do odczuwania zadowolenia.
– No jasne! – rzucił z przekąsem, nie szczędząc sobie złośliwości. – I właśnie z tego powodu przed sekundą wyglądałaś na chętną, żeby się na mnie rzucić?
Zacisnęła dłonie w pieści, mimowolnie zaczynając się zastanawiać, czy gdyby zdecydowała się go uderzyć, wciąż zadawałby jej tak głupie pytania. Prawda była taka, że największy problem leżał w niej samej, ale nad tym nie chciała się zastanawiać, uparcie unikając myślenia na jakikolwiek temat. Zbytnio bała się tego, jaki kierunek mogłaby przybrać ich rozmowa, gdyby jednak powiedziała mu o tym, co przypadkowo osiągnęli z Rafaelem – sytuacji, w której kierowałaby tylko krew demona albo… Cóż, kogoś takiego jak Aldero, bo osoka, która krążyła w jego żyłach, wciąż mogła okazać się jej lekarstwem. Tak przynajmniej sądziła Mira, a sądząc po tym, do którego rodzaju krwi właśnie ją ciągnęło, coś zdecydowanie w tym stwierdzeniu było.
Zawahała się, wciąż zła i mocno wytrącona z równowagi. Aż wzdrygnęła się, kiedy kuzyn ponownie się do niej zbliżył, w następnej sekundzie jak gdyby nigdy nic kładąc obie dłonie na jej ramionach. Przez krótką chwilę miała ochotę na niego warknąć, ale powstrzymała się, w duchu powtarzając sobie, że udawanie obrażonej księżniczki jest ostatnim, co w obecnej sytuacji miałoby sens. Teraz nie było na to czasu, nie wspominając o tym, że szkolny bal zdecydowanie nie należał do sprzyjających okoliczności, biorąc pod uwagę, co takiego mogłaby zrobić w najgorszym wypadku. Co więcej, przecież doskonale zdawała sobie sprawę z tego, że Aldero chciał jej pomóc, broniąc się przed taką możliwością wyłącznie z obawy przed tym, że znów będzie mu coś zawdzięczała – i że jednocześnie ponownie go skrzywdzi.
Och, nie zasłużył sobie na to.
Wciąż pełna wątpliwości, chcąc nie chcąc pozwoliła, żeby chłopak nakłonił ją do spojrzenia sobie w oczy. Nie zaprotestowała, kiedy bez słowa przygarnął ją do siebie w taki sposób, że jej usta znalazły się tuż przy jego gardle. Tym razem było o wiele prościej niż za pierwszym razem, kiedy niemalże rozerwała mu przełyk, byleby tylko dostać się do tego, czego potrzebował jej organizm. Próbowała być delikatna, przynajmniej w miarę możliwości, chociaż to wcale nie było łatwe, skoro jakaś jej cząstka aż rwała się do ataku, bynajmniej nie grzesząc cierpliwością. Tym większą ulgę poczuła z chwilą, w której w końcu poczuła przyjemną słodycz w ustach – nie tak intensywną i wyczekiwaną, jak ta krwi Rafaela, ale przynajmniej tymczasowo musiała wystarczyć. Elena mimowolnie zadrżała, co najmniej oszołomiona sytuacją. Czuła, że serce bije jej dosłownie jak szalone, tak szybko i mocno, jakby w każdej chwili mogło wyrwać się z piersi i uciec gdzieś daleko, choć zarazem to wydawało się co najmniej niemożliwe.
Aldero po prostu ją trzymał, delikatnie obejmując i pozwalając, żeby piła. Początkowo starała się być jak najbardziej ostrożna, nie chcąc go skrzywdzić, ale po kilku kolejnych sekundach instynkt zrobił swoje, a ona była w stanie koncentrować się już tylko i wyłącznie na piciu. Wiedziała, że powinna kontrolować, jak wiele od niego wzięła, ale skupienie się na czymkolwiek poza spijaniem słodkiej krwi, okazało się niemożliwe. W głowie miała pustkę, zaś jedynym usprawiedliwieniem stało się to, że ktoś taki musiał wiedzieć, na jak wiele mógł sobie pozwolić. Zresztą sam oferował jej siebie, prawda? W takim wypadku tym bardziej nie widziała powodu, dla którego miałaby się powstrzymywać, choć ta teoria wydawała się co najmniej naciągana – a przynajmniej do takich wniosków doszłaby „rozsądna Elena”, gdyby akurat mogła pozwolić sobie na właściwe przeanalizowanie sytuacji.
Wystarczy, usłyszała gdzieś w umyśle. Łagodny szept ją zaskoczył, skutecznie wytrącając z równowagi i sprawiając, że zawahała się, tym bardziej, że Aldero brzmiał na równie stanowczego, co i spokojnego. Mimo wszystko i tak w pierwszym odruchu zapragnęła zaprotestować, mając ochotę cicho warknąć, żeby dać mu do zrozumienia, że ostateczna decyzja tak czy inaczej należała do niej. To była jej krew – ta, którą sam jej zaoferował, tym samym pozwalając, żeby przejęła kontrolę – a skoro tak…
Westchnęła cicho, po części z żalem, po czym chcąc nie chcąc zdecydowała się odsunąć. Ostrożnie cofnęła się o krok, opierając plecami o ścianę i mocno zaciskając powieki. Oddychała szybko i płytko, niemalże spazmatycznie, przez dłuższą chwilę koncentrując przede wszystkim na próbie odzyskania kontroli. Z wolna zaczęła się uspokajać, tym samym uświadamiając sobie, co i z jakiego powodu właśnie zrobiła. Coś ścisnęło ją w gardle, zwłaszcza kiedy uświadomiła sobie kierunek, który przybrały jej własne myśli – wciąż nienaturalnie wręcz skomplikowane i mieszające się ze sobą tak bardzo, że aż poczuła się nieswojo.
Jest w porządku, prawda? Jesteś tutaj, zresztą nic mu nie zrobiłaś, więc…
– Elena? – rzucił z wahaniem Aldero. – Hej, spójrz na mnie, kuzyneczko – zachęcił, niejako nie pozostawiając jej innego wyboru.
– Przepraszam – wyszeptała, nie kryjąc oszołomienia.
Z opóźnieniem spojrzała stojącego tuż przed nią wampira, w pośpiechu mierząc go wzrokiem. Nie miała odwagi, żeby tak po prostu spojrzeć mu w oczy, niezależnie od tego, co w tamtej chwili sobie myślał – również w kwestii, że sam pozwolił, by mogła się posilić. Zbytnio przerażało ją to, co czuła się gotowa zrobić, byleby pozyskać upragnioną krew, bo to zdecydowanie nie było normalne, przynajmniej z jej perspektywy. Wolała nie zastanawiać się, co byłoby, gdyby miała do czynienia z kimś słabszym i mniej doświadczonym, kto nie byłby w stanie tak po prostu dać jej do zrozumienia, że ma natychmiast go zostawić, żeby nie posunąć się za daleko.
Przełknęła z trudem, po czym skrzywiła się, w ustach wciąż mając oszałamiający, słodki posmak. Jakaś jej cząstka nadal łaknęła krwi, ale stanowczo ją uciszyła, nie zamierzając pozwolić sobie na wymuszenie Aldero czegoś więcej, aniżeli do tej pory zdecydował się zadecydować. Jako wampir szybko doszedł do siebie, więc kiedy po długim wahaniu spojrzała na niego gardło, przekonała się, że rana zdążyła się zasklepić, to jednak wcale dziewczyny nie uspokoiło.
– Lepiej ci?
Wzruszyła ramionami, sam niepewna, co powinna mu odpowiedzieć. Och, na swój sposób na pewno czuła się bardziej świadoma – głód zaczął z wolna odchodzić w zapomnienie, pozostawiając za sobą wyłącznie poczucie dezorientacji i narastające z każdą kolejną sekundą wątpliwości. Czułą się winna, w efekcie przez kilka sekund mając ochotę porządnie przywalić głową w ścianę budynku, by ukarać się za same tylko myśli, by spróbować posunąć się jeszcze dalej. Jasne, była Aldero wdzięczna za to, że jej pomógł, ale z drugiej strony…
– Tak sądzę – przyznała z wahaniem, ostrożnie dobierając słowa. – Już jest w porządku, więc się nie martw. Ja… Dzięki – dodała, mając wrażenie, że zaczyna pleść trzy po trzy.
Wiedziała, że pytał ją przede wszystkim o fizyczny stan, najpewniej zainteresowany najważniejszą kwestią, a więc tym, czy przypadkiem nie miała w planach zmasakrować bawiącego się na sali gimnastycznej towarzystwa. Nerwowym ruchem odgarnęła włosy z czoła, po czym właściwie bezwiednie przesunęła językiem po wargach. Nie miała pojęcia, jak wyglądała, ale coś w spojrzeniu Aldero dało jej do zrozumienia, że najpewniej jak siódme nieszczęście – blada, roztrzęsiona i bliska tego, żeby dla lepszego efektu zwymiotować dopiero co przyjęty posiłek. Podejrzewała, że to nie poprawiłoby jej sytuacji, ale właściwie o to nie dbała, dochodząc do wniosku, że wszystko wydawało się lepszą perspektywą, niż trwanie w ciszy i obwinianie się za coś, na co tak czy inaczej nie miała wpływu.
Wzdrygnęła się, kiedy chłopak bez jakiegokolwiek ostrzeżenia znalazł się bliżej, zachęcająco wyciągając ramiona w jej stronę. Choć początkowo miała ochotę się wycofać, ostatecznie pozwoliła mu się objąć, mimowolnie rozluźniając się w ciepłym, znajomym uścisku. Nie sądziła, że to w ogóle możliwe, a jednak poczuła się dużo pewniej, z wolna zaczynając się uspokajać. Gdyby do tego wszystkiego nabrała pewności, że to wystarczy, żeby zaczęła zachowywać się tak jak do tej pory, a tym bardziej poczuła sobą, wtedy wszystko stałoby się dużo prościej, a jednak…
– Tęskniłem za tobą, wiesz? – usłyszała tuż przy uchu. – Nie w tym sensie, w którym mogłabyś sobie pomyśleć. Jasne, nie cofam tego, co powiedziałem, ale…
– Co? – zaniepokoiła się, sama niepewna, jak powinna rozumieć jego słowa.
Mimowolnie napięła mięśnie, wciąż obawiając się tego, że w którymś momencie znów się pokłócą, tym bardziej, że w ostatnim czasie przychodziło im to nader łatwo. Nie chciała nawet o tym myśleć, tym bardziej, że gdyby przyszło jej wybierać, rozwiązanie byłoby bardzo proste. Miała Rafaela – zawsze, niezależnie od tego, co by usłyszała. Aldero z kolei pozostawał tylko wyłącznie rodziną i dobrym przyjacielem zarazem, a jednak…
– Po prostu za tobą – powtórzył z naciskiem wampir. – Dalej uważam, że jestem kretynką, Elena… Ale jeśli chcesz być z nim, to twój wybór. Niemniej licz się z tym, że jak tylko da mi powód albo skrzywdzi ciebie, nie będę się powstrzymywać.
Otworzyła i zaraz zamknęła usta, ostatecznie decydując się na milczenie. W głowie miała pustkę, ale to nie przeszkadzało jej w zrozumieniu poszczególnych słów – i to zwłaszcza takich, które niosły ze sobą aż tak istotny przekaz. Zawahała się, po czym mocniej przywarła do kuzyna, mimowolnie zastanawiając nad tym, jak bardzo głupim i egoistycznym pozostawało to, że chciała mu uwierzyć i udawać, że jak najbardziej mogli zachowywać się tak, jakby nic złego się nie stało. Kiedy sugerował jej spędzenie wieczoru w niemalże normalny sposób, mogła wyobrazić sobie, że zdoła grać choćby i całą noc, gdyby zaszła taka potrzeba, ale na dłuższą metę…
– Może po prostu chodźmy do środka, zanim zresztą zacznie się niecierpliwić – zaproponowała, prostując się i w pośpiechu oswobadzając z jego uścisku. W niepokojąco wręcz łatwy sposób przyszło jej przybranie maski – nie po raz pierwszy zresztą, bo okłamywanie nawet samej siebie w ostatnim czasie opanowała niemalże do perfekcji. – Nie przejmuj się, już nad sobą panuję. Nie zamierzam nikogo zabić, o ile nie zauważę, że jakaś panna ma taką samą kieckę – dodała zaczepnym tonem, chociaż zdecydowanie nie było jej do śmiechu.
Aldero spojrzał na nią z powątpiewaniem, ale nie próbował protestować. W zamian podążył za nią, kiedy niemalże natychmiast ruszyła w drogę powrotną, chcąc jak najszybciej znaleźć się w miejscu, gdzie milczenie przestałoby być aż tak uciążliwe. Powoli zaczynała żałować, że gdziekolwiek się ruszyła, ale usiłowała trzymać tę i jej podobne myśli na dystans, raz po raz powtarzając sobie, że teraz to już i tak nie miało znaczenia. Musiała wytrzymać jeszcze kilka godzin, a później…
Cóż, nie miała pewności, czy Rafael odnajdzie się w roli ewentualnego „pocieszacza”, ale to w gruncie rzeczy nie miało znaczenia. Liczyło się to, że przy demonie czuła się bezpieczna, zresztą chciała z nim porozmawiać o tym, co się wydarzyło – i czy jako jakiś cholerny demon-nie-demon miała prawo odczuwać aż tak silne pragnienie. To była ważna kwestia, której nie zamierzała tak po prostu ignorować, a tym bardziej czekać na moment, w którym zrobiłaby coś, czego później przyszłoby jej żałować. Może i Rafa nie widział problemu w wybiciu całej populacji dzieciaków, w przeszłości bez wątpienia zabijając nie raz, na dodatek w pozbawiony oznak litości sposób, ale z Eleną sprawa miała się zupełnie inaczej, przez co czuła się co najmniej przerażona perspektywą tego, czego mogłaby dokonać.
Och, oczywiście, że byłaby w stanie zrobić coś co najmniej niepokojącego, gdyby tylko pojawiła się po temu sposobność. Zdążyła już przekonać się, że jest do tego zdolna, kiedy – zaślepiona i nieświadoma własnych czynów – zaatakowała własnego ojca, a później walczyła z Rafaelem. Sam demon stwierdził, że byli do siebie podobni i chyba coś w tym było, nawet jeśli ostatecznie określił ją mianem anioła, co do tej pory brzmiało dla niej co najmniej śmiesznie. Nie, zdecydowanie nie czuła się jak jakiś cholerny boski posłannik, a wręcz przeciwnie – ktoś, kto jak najbardziej mógłby wylądować u boku Ciemności, choć i tego nie chciała nawet brać pod uwagę.
Przestała myśleć z chwilą, w której jej uszu doszła energiczna, wciąż wypełniająca salę gimnastyczną muzyka. Przystanęła, pozwalając, żeby Aldero zrównał się z nią na chwilę przed tym, jak zdecydowali się dołączyć do tłumu tańczących. Czuła się lepiej, przynajmniej w kwestii pewności, że nagle nie pokusi się o rozerwanie komuś gardła, ale i tak wolała, żeby kuzyn był blisko, mogąc w każdej chwili powstrzymać ją przed zrobieniem czegoś głupiego, gdyby jednak straciła nad sobą panowanie. Właściwie sama nie była pewna, czego powinna się po sobie spodziewać, nie wspominając o tym, że już nawet nie ufała własnym możliwościom – a to zdecydowanie nie było normalne.
Wciąż o tym myślała, kiedy tuż przed nią właściwie znikąd pojawiła się jakaś postać. Zaklęła, po czym poderwała głowę, żeby z irytacją spojrzeć na osobę, której omal nie potrąciła, tym bardziej, że zdecydowanie nie czuła się winna zaistniałej sytuacji. Gdyby przynajmniej patrzył, gdzie chodzi, wtedy…
– Cześć, Elena – usłyszała znajomy, nieco bełkotliwy głos i to wystarczyło, żeby wytrącić ją z równowagi.
Zastygła w bezruchu, po czym odrzuciła jasne włosy na plecy i wyprostowała się niczym struna, w niemalże wyniosły sposób spoglądając na stojącego tuż przed nią śmiertelnika.
Brian zawahał się, a potem z wolna się uśmiechnął.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz




After We Fall
stories by Nessa