19.06.2016

Dwieście dwadzieścia dziewięć

Jocelyne
Sama nie była pewna, czy powinna się śmiać, czy może płakać. Początkowo nie wierzyła w to, ze Dallas faktycznie zamierza zachowywać się jak dzieciak, jak gdyby nigdy nic proponując jej grę w koszykówkę. Zmieniła zdanie dopiero kiedy chcąc nie chcąc znalazła się wraz z nim na boisku, obserwując jak odbija piłkę – całkiem wprawnie swoją drogą, co chyba znaczyło, że nie robił tego po raz pierwszy. Wciąż nie miała pewności, jakich zasad powinna oczekiwać i co takiego chłopak planował, dlatego obserwowała go biernie, nie reagując do momentu, w którym nie zdecydował się zwrócić na nią uwagi.
– Panie przodem – zaproponował, rzucając piłkę w jej stronę, tym razem z o wiele większym wyczuciem niż na początku.
Zdołała ją pochwycić, ale i tak nie od razu zareagowała, po prostu stojąc w bezruchu i bezmyślnie wodząc wzrokiem to w stronę Dallasa, to znowu zawieszonego kilka metrów nad ziemią kosza. Dopiero naglące spojrzenie chłopaka dało jej do zrozumienia, że najpewniej oczekiwał tego, że spróbuje rzucić do celu, więc ostatecznie spróbowała się dostosować. Wbiła wzrok w obręcz i – raz po raz powtarzając sobie przy tym, że nie wolno jej wykorzystywać charakterystycznych dla nieśmiertelnych zdolności – wyrzuciła obie ręce przed siebie, na oślep ciskając piłką do kosza.
Usłyszała głuchy dźwięk, który wydała z siebie kula przy spotkaniu z obręczą, ostatecznie odbijając się od niej i z powrotem lądując na boisku. Zauważyła, że Dallas wywrócił oczami, po czym pobiegł po symbol jej męki, wracając do niej nie będąc w stanie powstrzymać się przed wygłupami. Miała ochotę na niego warknąć, kiedy jak gdyby nigdy nic zaczął poruszać się slalomem, dla lepszego efektu przerzucając piłkę z jednej ręki do drugiej albo jakby od niechcenia kozłując nią za plecami. Nie była pewna, czy po prostu chciał się popisać, to zresztą wydawało jej się najmniej istotne w sytuacji, w której chciała z nim porozmawiać.
– Dallas! – ponagliła.
Nie przejął się w jakiś widoczny sposób, z wolna i jakby od niechcenia podchodząc bliżej. Założyła ramiona na piersiach, próbując dać mu do zrozumienia, że wcale nie była zadowolona z przebiegu spotkania, jednak i to nie zrobiło na nim wrażenia.
– Daj, pokażę ci – zaproponował, zamaszystym gestem wyciągając piłkę w jej stronę. – To naprawdę nie jest takie trudne.
Otworzyła i zamknęła usta, przez dłuższą chwilę mając wrażenie, że chłopak najzwyczajniej w świecie sobie z niej żartował. W efekcie sama nie była pewna, co takiego podkusiło ją do tego, żeby jednak przyjąć ofiarowany jej przedmiot i raz jeszcze skoncentrować się na koszu. Wyczuła ruch za plecami, kiedy Dallas zajął miejsce tuż za nią, po raz kolejny oszałamiając ją swoją bliskością, ciepłem i odruchami, jakie wyzwalał w niej, kiedy w nieświadomy sposób zaczynał podsycać odczuwane przez dziewczynę pragnienie.
Jego dłonie znalazły się na jej własnych, czym skutecznie zaskoczył ją do tego stopnia, że aż zamarła w bezruchu, mimowolnie poddając się wszystkiemu, co próbował zrobić. Pozwoliła na to, żeby uniósł jej ręce, pomagając przyjąć odpowiednią pozycję i unieś piłkę na wysokość, która musiała być odpowiednia. Nie odezwała się nawet słowem również wtedy, kiedy – wciąż znajdując się zdecydowanie zbyt blisko – ruchem dał jej do zrozumienia, kiedy i w jaki sposób ma ponowić rzut. Podporządkowała mu się, ostatecznie posyłając piłkę prosto do celu – gładko weszła w obręcz, by po chwili z charakterystycznym już, głuchym uderzeniem wylądować na ziemi.
– Skończyłeś już? – wymamrotała, przez dłuższą chwilę mając problem z zebraniem myśli i wydobyciem z siebie głosu.
– Serio tak bardzo ci się śpieszy? – westchnął, po czym odsunął się o krok. Wciąż czuła się dziwnie oszołomiona, kiedy odwróciła się w jego stronę, obserwując jak raz po raz przeczesuje włosy palcami. – Okej, niech będzie. Przecież obiecałem ci, że porozmawiamy.
– Co tutaj się dzieje? – zapytała wprost, nawet nie chcąc brać pod uwagę tego, że mógłby jej nie odpowiedzieć.
– Więc jednak ci się śpieszy… – Dallas zawahał się na moment. – Wyhamuj trochę, co księżniczko? Ściany mają uszy.
– O tak, to już słyszałam. Ja chcę wiedzieć, co takiego… – zaczęła, jednak w ostatniej chwili wzięła się w garść. Mogła być na niego zła, ale to nie zmieniało faktu, że musiała zachować ostrożność. Dla pewności rozejrzała się dookoła, raz jeszcze wyostrzając zmysły w nadziei na to, że uda jej się stwierdzić, czy wszystko było w porządku, jednak nawet mimo świadomości tego, że byli sami, wcale nie poczuła się pewniej. – Powiedziałeś, że mam przyjść tutaj. Nic już nie rozumiem, a chyba to mnie dotyczy, prawda?
– Jak i wszystkich innych – wymamrotał w roztargnieniu. – Chyba nie uwierzyłaś w tę bajeczkę o badaniach nad bezsennością, nie? Tu znowu wracamy do Collina i…
– I do ciebie – podpowiedziała mu usłużnie.
Drgnął, ale – co nie uszło jej uwadze – nawet nie zaprotestował.
– Tak… W zasadzie tak – przyznał, lekko mrużąc oczy. – Nie zapomniałaś tego, co powiedziałem ci w biurze.
– Martwi cię to? – zapytała, chociaż zdecydowanie nie było jej z tego powodu jakoś szczególnie przykro.
Dallas puścił jej uwagę mimo uszu, po czym bez chwili wahania zrobił zdecydowany krok w przód. Omal się nie wywróciła, kiedy niejako znalazła się w jego ramionach.
– To w zasadzie nie jest tajemnicą, przynajmniej oficjalnie, ale każdy z nas tutaj coś potrafi. Collin to mały piroman, no a ja… Pamiętasz, że tak nagle wywaliło prąd? – zapytał, a zaintrygowana Jocelyne wymownie uniosła brwi ku górze. – To ja – oznajmił wprost. – Myśl sobie, co tylko zechcesz, ale to moja robota. Jakbyś zajrzała mi w kartę, znalazłabyś, że kontroluję prąd… To dlatego nie przejmowałem się kamerami: na nagraniach jest tylko szum.
– Ty… Co takiego?
Chłopak potrząsnął z niedowierzaniem głową, jakby to, co właśnie jej mówił, kosztowało go mnóstwo energii. Zanim zdążyła zastanowić się nad tym, co próbował jej wytłumaczyć, stanowczym ruchem skinął w stronę z jednej stojących na zewnątrz, przez wzgląd na wczesną porę wciąż zgaszonych latarni.
Do czasu. Nie musiała pytać, a tym bardziej komentować tego, że lampa nagle zaświeciła jasnym blaskiem, po czy… żarówka najzwyczajniej w świecie eksplodowała. Aż wzdrygnęła się, bezwiednie przesuwając bliżej Dallasa, przez co jeszcze mocniej wtuliła się w jego bok. Jej oczy rozszerzyły się nieznacznie, zaraz też spróbowała się zreflektować i odsunąć, jednak w zdenerwowaniu to okazało się o wiele trudniejsze, aniżeli mogłaby przypuszczać. Ciało raz po raz odmawiało jej posłuszeństwa, serce waliło jak oszalałe, a umysł wciąż odmawiał interpretacji bodźców, które odbierały jej wyostrzone zmysły. W efekcie czuła się niewiele pewniej niż w sytuacji, w której poznała wyjątkowe zdolności Collina.
Dallas chwycił ją za ramię, być może bojąc się tego, że mogłaby upaść, a może raczej perspektywy jej ucieczki. Mogła tylko zgadywać, co takiego chodziło mu po głowie, tym bardziej, że twarz chłopaka nie wyrażała żadnych konkretnych emocji. Wpatrywał się w nią, obejmował i wydawał się intensywnie nad czymś myśleć. Przez cały ten czas nie odrywał wzroku od jej twarzy, najpewniej czekając na kolejne pytanie albo jakąkolwiek sensowną reakcję z jej strony. Cóż, wyjątkowe zdolności nie powinny były robić na niej wrażenia, przynajmniej w teorii, jednak nawet ktoś, kto na co dzień obracał się wokół nieśmiertelnych, mógł czuć się zszokowany perspektywą objawienia się takich umiejętności u człowieka.
– Joce? – usłyszała, więc chcąc nie chcąc uniosła głowę i spróbowała skoncentrować na swoim rozmówcy wzrok. – Wszystko gra?
Pokręciła głową.
– Tak mi się wydaje – powiedziała, chociaż to nie zabrzmiało nawet w połowie tak pewnie, jak mogłaby tego oczekiwać. – To po prostu… Ale Jeremi albo Vicki?
– To bardziej złożone, przynajmniej u niej. Vicki czasami trochę odwala, ale to chyba zauważyłaś… Wyczuwa różne rzeczy – dodał, a ją jak na zawołani przeszły ciarki. – Z Jeremim jest tak samo…
– Też coś… wyczuwa?
Tym razem Dallas spojrzał na nią w bardziej świadomy sposób, ostatecznie energicznie potrząsając głową.
– Nie. Miałem na myśli, że to złożone – poprawił się pośpiesznie. – Chodzi o to, że o Jeremim tak naprawdę nic nie wiadomo. Oni sami chyba nie wiedzą – przyznał, a Jocelyne momentalnie zorientowała się, kogo musiał mieć na myśli.
Zamknęła oczy, licząc na to, że w ten sposób uda jej się łatwiej uspokoić i choć po części uporządkować sobie w głowie to, czego się dowiedziała. Niczego już nie była pewna, a Dallas wcale nie pomagał jej z tym, że naprzemiennie kluczył, by po chwili zaserwować jej jakąś rewelację. Jakby tego było mało, nagle uświadomiła sobie, że wciąż stała wystarczająco blisko, żeby chłopak mógł ją obejmować; czuła ciepło jego ciała, a także coś ponad to – rodzaj napięcia, który sprawiał, że włoski na ramionach i karku stawały jej dęba, dokładnie tak, jak… Cóż, w przypadku nasyconego wyładowaniami elektrycznymi powietrza.
Nie rozumiała, jakim cudem wcześniej niczego nie zauważyła Podejrzewała, że Dallasowi zwykle towarzyszyła taka niezwykła aura, wzbudzająca zarazem niepokój, jak i narastającą z każdą kolejną sekundą fascynację. Serce biło jej jak szalone, a gardło wciąż piekło, jednak była w stanie odsunąć pragnienie gdzieś na dalszy plan, nadając mu małoistotną, pozbawioną większego znaczenia rolę. Była głodna i przestraszona, jednak nie na tyle, by uznała za obiad Dallasa albo któregokolwiek z mieszkańców ośrodka. W zasadzie wcale nie była pewna tego, czy byłaby w stanie przełknąć cokolwiek, co wydało jej się dość paradoksalne w takiej sytuacji.
Milczenie przeciągało się w nieskończoność, jednak nawet nie była tego świadoma. W głowie miała pustkę, zresztą wciąż miała wrażenie, że Dallas mówił do niej w jakimś innym, obcym języku, którego nie rozumiała. Chciała to zrozumieć, zaakceptować i przewidzieć do czego w takim razie prowadził Projekt Beta, ale…
– A ty? – Koleje pytanie Dallasa skutecznie wytrąciło ją z równowagi. Z miejsca spięła się, po czym poderwała głowę, spoglądają wprost w parę lśniących, zielonych oczu. Chłopak nie odrywał od niej wzroku, a ona nie miała pojęcia dlaczego. – Co wyczytałaś w swoich aktach?
Poczuła, że coś ściska ją w gardle, a całe ciało napina się jeszcze bardziej. Mimowolnie zaczęła drżeć zaniepokojona samą tylko perspektywą rozmawiania o czymś tak wrażliwym i zarazem dla niej niebezpiecznym. Czuła, że po tym, jak sam wyjawił jej to, co dotyczyło jego zdolności, nie zamierzał tak po prostu odpuścić i że niejako była zobligowana do tego, żeby z nim porozmawiać, ale…
– Nie wiem – przyznała. Dallas spojrzał na nią z niedowierzaniem, wyraźnie nie zamierzając jej uwierzyć. –
– Nie przeczytałaś? Przecież pytałem, czy…– zaczął, jednak zdecydowała się na to, żeby mu przerwać:
– Przeczytałam, ale nie rozumiem tego, co napisali – wyjaśniła. Musiała urwać, kiedy coś ścisnęło ją w gardle, tym samym sprawiając, że głos w wyraźny sposób zaczął jej się łamać. – Co oznacza „nekromancja”…?
Sądziła, że Dallas rzuci jakiś złośliwy komentarz albo zaśmieje się i oznajmi, że na językach obcych, to on się nie zna, jednak nic podobnego nie miało miejsca. W zamian chłopak zesztywniał, po czym spojrzał na nią oczami wielkimi jak spodki, przez dłuższą chwilę będąc w stanie tylko i wyłącznie się jej przypatrywać.
– Że… jak? – powtórzył i wydał jej się równie zafascynowany, co i na swój sposób zaniepokojony. – Powtórz to, co powiedziałaś… Napisali ci, że jesteś nekromantką?
– A co to ma do…?
Nie pozwolił jej skończyć:
– W jaki sposób się tutaj znalazłaś? – zapytał bez chwili wahania, nieoczekiwanie decydując się zmienić temat. – No wiesz, musiało się zdarzyć coś, co zadecydowało o tym, że przyjechałaś tutaj, zamiast siedzieć w domu. Mnie na przykład rodzice wysłali tutaj po tym, jak omal nie doprowadziłem do pożaru domu… Tak, instalacja. Tak, nie wiedziałem, co takiego robię, bo to czasami mi się wymyka i kończy tak, a wtedy akurat się pokłóciliśmy. – Dallas wymownie spojrzał na kawałki rozbitej żarówki. – Zresztą nieważne. Rozumiesz o co mi chodzi?
Rozumiała, chociaż w żaden sposób nie potrafiła stwierdzić, jakim cudem wciąż nadążała za jego tłumaczeniami. W pierwszym momencie zawahała się, niepewna tego, czy powinna mu cokolwiek mówić, jednak prawie natychmiast doszła do wniosku, że jest jej wszystko jedno. Nie miała nic do stracenia, zresztą na sensowne odpowiedzi czekała zdecydowanie zbyt długo, żeby teraz dodatkowo zwlekać.
– To się zaczęło, kiedy byłam oglądać z mamą dom… Wiesz, przeprowadzamy się – wyjaśniła lakonicznie. Dallas nie znał ani Gabriela, ani Renesmee, więc nie widziała powodu, dla którego miałaby kłamać na temat relacji z nimi. – Jeszcze zanim tam weszliśmy, zaczęłam czuć się dziwnie. Po prostu siedziałam w aucie, patrzyłam się na ten budynek i czułam, że jeśli tam wejdę… Ale weszłam – podjęła, bezskutecznie próbując zapanować nad dreszczem, który jak na zawołanie wstrząsnął całym jej ciałem. – Na początku nic się nie działo, a przynajmniej tak mi się wydawało. Później mama i kobieta, która nas oprowadzała, poszły na górę. Wolałam zostać na parterze, bo wciąż czułam się źle, a tam przynajmniej miałam blisko do drzwi wejściowych i świeżego powietrza. Zostałam na dole – powtórzyła, powoli zaczynając się plątać – ale…
Coś ścisnęło ją w gardle, skutecznie utrudniając jej wykrztuszenie z siebie chociaż słowa więcej. Wzięła kilka głębszych wdechów, próbując nad sobą zapanować i jakkolwiek doprowadzić się do porządku, jednak to okazało się o wiele trudniejsze, niż mogłaby oczekiwać. Wspomnienie emocji oraz tego, czego doświadczyła w tamtym budynku, momentalnie wróciły, chociaż przez cały ten czas na tyle różnych sposobów próbowała się od nich odciąć.
Weź się w garść, Jocelyne!, warknęła na siebie w duchu, jednak i to okazało się niewystarczającą motywacją. Wciąż czułą się dziwnie, z każdą kolejną sekundą czując się coraz pewniej i nie wycofując się tylko i wyłącznie przez wzgląd na wciąż stojącego przy niej Dallasa.
– Wtedy zobaczyłam go po raz pierwszy… A potem zaczęłam krzyczeć, bo nigdy nie widziałam czegoś takiego. Uznasz mnie za wariatkę, Dallas, ale on naprawdę tam był, chociaż nie miał prawa. Jak mógłby, skoro on wcale nie… – Urwała, w zamian jedynie bezradnie potrząsając w głowie. Spróbowała wziąć kilka głębszych wdechów, jednak nie uzyskała niczego, prócz tego, że prawie się zakrztusiła. – Nie powiedziałam nikomu, czego tak naprawdę się wystraszyłam. Myślałam, że skoro już tam nie wrócimy… Ale on przyszedł za mną do szkoły i znowu spanikowałam. Wszyscy myśleli, że tamtego dnia chciałam skoczyć z dnia, ale to nieprawda. Mój brat mnie stamtąd zabrać, ale ja i tak go widziałam… tamtego faceta, który…
– Który co? – ponaglił ją łagodnie Dallas. Jego ton się zmienił, a głos zabrzmiał znacznie łagodniej, czego zdecydowanie by się po tym chłopaku nie spodziewała.
– Miał ślad po kuli w głowie… Ślad po kuli! – nie wytrzymała. – Nie wiem, może się nie znam, ale po czymś takim nie da się tak po prostu chodzić i żądać pomocy! A jednak on stał obok mnie, powtarzał moje imię i…
Tym razem zamilkła, wszystko zresztą wskazywało na to, że Dallas nie oczekiwał dalszych wyjaśnień. Zaskoczył Jocelyne tym, że tak po prostu zdecydował się otoczyć ją ramionami, pozwalając żeby wtuliła się w niego, szukając utraconego spokoju. W teorii mogła wspomnieć również o Rosie, bo ta historia byłaby o wiele łatwiejsza do opowiedzenia, jednak nie była w stanie się do tego zmusić. Już i tak wyjawiła mu dość, wracając do czegoś, co zdecydowanie nie należało do tych szczęśliwych wspomnień – i to najdelikatniej rzecz ujmując. Miała dość i to na długo, niezależnie od wszystkiego nie zamierzając odpowiadać na jakiekolwiek dodatkowe pytania.
Z tym, że Dallas ich nie zadał, po prostu milcząc i dając jej okazję do tego, żeby choć po części spróbowała nad sobą zapanować. Wydawał się nad czymś intensywnie myśleć, a kiedy spojrzała na niego pytająco i przekonał się o tym, że zapanowała nad sobą na tyle, żeby nie być już bliską płaczu, zdecydowanym ruchem odsunął ją na długość wyciągniętych ramion, po czym bez jakiegokolwiek ostrzeżenia zacisnął palce na jej nadgarstku.
– Pamiętasz adres tego domu? – zapytał wprost. Zaskoczył ją do tego stopnia, że aż spojrzała na niego z niedowierzaniem, ostatecznie twierdząco kiwając głową. Na więcej nie było jej stać, Dallas zresztą tego nie oczekiwał. – W takim razie mam pomysł… Chodź, chcę coś sprawdzić – zadecydował, zdecydowanym ruchem ciągnąc ją w stronę ośrodka.
Nie zaprotestowała, poniekąd zbytnio oszołomiona, by zdobyć się na jakąkolwiek reakcję. Wraz z chłopakiem wróciła do budynku, świadoma tylko i wyłącznie tego, że w znacznym stopniu opóźniała marsz, raz po raz potykając się albo po prostu nie będąc w stanie wykrzesać z siebie dość energii, by poruszać się wystarczająco szybko. Dallas nie skomentował tego nawet słowem, jak gdyby nigdy nic prowadząc ją do części sypialnianej. Dopiero kiedy znalazła się w obcym sobie pokoju, uprzytomniła sobie, że zabrał ją do siebie, jednak i to nie zrobiło na niej wrażenia. Bezmyślnie wodziła wzrokiem dookoła, podczas gdy jej towarzysz rozsiadł się na łóżku, w pełni skoncentrowany na telefonie komórkowy.
Dallas odblokował komórkę, w pośpiechu wcisnął coś na wyświetlaczu, po czym spojrzał na nią wyczekująco. Nie od razu zrozumiała, że czegokolwiek od niej oczekiwał, przez dłuższą chwilę bezmyślnie przypatrując się jego poczynaniom i oczekując… Cóż, w zasadzie sama nie była pewna czego.
– Podaj mi adres tego domu, okej? Sprawdzimy go – wyjaśnił cierpliwie.
Zaskoczona, przesunęła się bliżej, by móc zobaczyć, że jego celem przez cały czas była możliwość skorzystania Internetu. Odpalił przeglądarkę i czekał, jak gdyby nigdy nic licząc na to, że wszelakie odpowiedzi znajdzie przy pomocy odpowiednich stron.
– To bezpieczne? – zapytała z powątpiewaniem. Do tej pory kryła się ze swoim telefonem, korzystając z niego rzadko i zawsze w samotności, nie chcąc ryzykować tego, że jednak ktoś zdecyduje się go jej zabrać. – Sam mówiłeś, że musimy być ostrożni.
– Bo tak jest. Nie martw się, wiem, co robię – zapewnił, a na jego ustach z miejsca pojawił się uśmiech. – Gdybym korzystał z sieci dla nas, wtedy mógłby być problem, bo wiem, że kontrolują wszystkie wiadomości, które wysyłamy. Ale ich prywatnego łącza nie sprawdza nikt – oznajmił z dumą, a ona spojrzała na niego z niedowierzaniem.
– Chcę wiedzieć, skąd ty masz dostęp do ich łącza? Cokolwiek to znaczy…
Dallas wywrócił oczami.
– To jest twój największy problem? Po prostu mam swoje sposoby – oznajmił z przekonaniem, bynajmniej nie wydając się z tego powodu przygnębionym. – Dasz mi ten adres czy nie?
Wzruszyła ramionami, dochodząc do wniosku, że właściwie nie ma nic do stracenia. Wciąż czuła się oszołomiona wspomnieniami i samym kierunkiem, który przybrała rozmowa, ale udawało jej się o tym nie myśleć. Co więcej, była coraz bardziej ciekawa tego, co zamierzał znaleźć Dallas, więc ostatecznie uległa mu, bez chwili wahania recytując adres i z uwagą wpatrując, jak chłopka w pośpiechu wprowadza go do telefonu.
Początkowo nic się nie działo, a przynajmniej ona nie była w stanie skupić się na niczym, co działo się wokół niej. Po prostu wpatrywała się w przestrzeń, skupiając się na oddychaniu i cierpliwie czekając na jakąkolwiek reakcję ze strony swojego towarzysza. Wciąż była pod wpływem emocji, a jakby tego było mało, zaczynała być coraz bardziej niespokojna i…
A potem chłopakowi wyrwał się zduszony okrzyk, przez co omal nie spadła z łóżka na którym oboje siedzieli.
– Jocelyne… Joce, spójrz na to.
Poderwała głowę, po czym w pośpiechu nachyliła się w jego stronę.
Jeszcze zanim spojrzała na wyświetlacz komórki, czuła, że dzieje się coś bardzo dziwnego.

1 komentarz:

  1. Hej
    Nawet nie pamiętam na czym skończyłam komentować. Więc wspomnę o najważniejszych kwestiach.
    Biedny Aldero- w takich niesprzyjających okolicznościach musiał powiedzieć Elenie o swoich uczuciach. Przy kimś kogo nienawidzi, a kto odebrał mu jego miłość. Cóż...musi się chłopak pogodzić z tym i znaleźć kogoś innego:D Równie uroczego i uprzejmego jak Cullenówna:P
    Rufus musi być w szoku. Nie dość, że jego mała dziewczynka przełamała się i spotyka z chłopakiem zmieniającym się w wilka to jeszcze został zaatakowany przez człowieka:D I to kołkiem:D Oj coś nie ma dnia ten Rufus:D
    No i Jocelynn i Dallas. Ciekawa jestem co on znajdzie w internecie o tym adresie. Trochę jestem zdziwiona, że powiedziała mu co widziała, ale chyba czasem lepiej powiedzieć komuś "równie normalnemu" co i my sami:)
    Nie będę się rozpisywać o opisach itd, chociaż troszkę przedłużałaś z opisem perspektywy Liz kiedy tą zaszedł Rufus, ale to jest drobny szczegół:)
    Czekam na ciąg dalszy

    Weny kochana
    Guśka

    OdpowiedzUsuń









After We Fall
stories by Nessa