
Layla
Layla
zastygła w bezruchu, niepewna, czy w istocie coś usłyszała. Wszelakie
wątpliwości ulotniły się, kiedy tylko wszyscy – nie tylko ona – wbili wzrok
w jedną z zacienionych, wąskich uliczek, które zbiegały się
w centrum, a które prowadziły w najróżniejsze strony. Ta
konkretna nie wyróżniała się niczym szczególnym, może pomijając to, że coś się
w niej czaiło, chociaż wszędzie w koło panowała nieprzenikniona wręcz
cisza.
Lekko zmrużyła oczy, by lepiej widzieć mimo ciemności
panującej pomiędzy budynkami. Pierwsze promienie słońca już rozjaśniły niebo,
ale to wciąż było zbyt mało, by rozproszyć noc i cienie, które do tej pory
spowijały miasto. Mimowolnie zadrżała, nie tyle ze strachu, co raczej
podekscytowana, jak zwykle mając wrażenie, że mrok ją woła. Cienie wydawały się
żywe, poza tym falowały lekko, a Layla miała wrażenie, że coś się
w nich kryje – jak cień cienia, choć nie potrafiła tego opisać,
a samo doświadczenie wydawało się równie nierealne, co i odrobinę
przerażające.
A potem pośród cieni dostrzegła drobną postać, kiedy zaś
Theo jak gdyby nigdy nic wystąpił krok na przód i uśmiechnął się, wszystko
stało się jasne.
– River Song? – Chociaż zabrzmiało to jak pytanie,
w głowie wampira pobrzmiewała absolutna pewność.
Nie odpowiedziała, tylko w końcu wyszła
z kryjówki, wchodząc w krąg rzucanego przez wschodzące słońce
światła. Miała jasne włosy, niemal srebrne w takim oświetleniu, co mocno
kontrastowało z jej bladą skórą. Layla widziała ją zaledwie kilka razy,
zwykle w Akademii, kiedy chodziła tam razem z Esme pilnować
najmłodszych dzieci, ale i tak nie mogła przywyknąć do zdolności
wampirzycy, która z łatwością potrafiła upodobnić się do człowieka. Teraz
również poradził ją błękitny odcień jej oczu, choć te wyjątkowo nie sprawiały
wrażenia energicznych i błyszczących, ale ostrych i zmartwionych, co
niejednokrotnie widywała u Isabeau.
– Ciebie też dobrze widzieć, Theodorze – powiedziała
spokojnie, kiwając głowa w ramach powitania.
– Taa… Theodor? – wymamrotała Kristin. Wcześniej zastygła
w bezruchu, a na widok wampirzycy wytrzeszczyła oczy
i wstrzymała oddech, jednak w odpowiedzi na jej słowa do całej
mieszanki sprzecznych uczuć, które nią targały, dołączyły również konsternacja
i… rozbawienie. Już nie obejmowała Theo, tylko stała jakiś metr za nim, do tej
pory wpatrując się w River Song, po chwili jednak przeniosła wzrok na
swojego partnera. Layla zauważyła, że jest dziwnie blada i napięta; ciemne
oczy błyszczały, dolna warga zaś drgała jej tak, jakby za moment miała
wybuchnąć histerycznym śmiechem. – Masz… na imię… Theodor? – powtórzyła
i chociaż widać było, że się starała, wyrwało jej się ciche parsknięcie.
Layla powstrzymała się od tego, by wywrócić oczami. Sam
zainteresowany z kolei rzucił Kristin nieco zażenowany spojrzenie, po czym
ponownie skoncentrował się na River Song.
– Miałaś mnie tak nie nazywać – przypomniał jej
z rozdrażnieniem, które skutecznie przysłoniło wcześniejszą uprzejmość. –
Naprawdę, River Song.
– Daj już z tym spokój, Theodorze. Naprawdę nie
rozumiem o co ci chodzi. – Brwi wampirzycy powędrowały ku górze. – Nie
patrz na mnie w ten sposób. Nic nie prowadzę na przyzwyczajenia – odparła,
od niechcenia wzruszając ramionami. Jasne włosy opadły jej na twarz, kiedy
poruszyła głową. – Macie problem, a ja sądzę, że mogę wam pomóc. To chyba
w tym momencie najważniejsze, czyż nie?
– Istotnie – przyznał, ale wciąż mierzył ją wzrokiem.
Kristin dalej mruczała coś pod nosem, a kiedy Layla
uważniej jej się przyjrzała, dostrzegła, że dziewczyna mruży gniewnie oczy,
a jej spojrzenie wędruje to w stronę River Song, to w stronę
Theo. Wiedziała, że pomiędzy tą dwójką było jakieś powiązanie,
a przynajmniej tak twierdzili Pavarotti, ale była przekonana, że wampir
już to załatwić, tak, by uspokoić swoją partnerkę. Nawet jeśli, wszystko
wskazywało na to, że Kristin to nie wystarczyło… A może nawet więcej, bo
po sposobie w jaki lustrowała wzrokiem River Song, Layla była gotowa
pokusić się o stwierdzenie, że obie kobiety widzą się po raz pierwszy.
Odchrząknęła znacząco, niemniej zażenowana od Theo.
Ostatnim, czego potrzebowała, był jakiś miłosny dramat, a znając Kristin
nawet tragedia, jeśli w porę tego nie przerwać.
– Problem. Wilkołaki. Esme – przypomniała pokrótce, po czym
westchnęła, bo w odpowiedzi na imię żony Carlisle drgnął nerwowo.
– To prawda, że możesz nam pomóc? – zapytał pośpiesznie,
koncentrując się na River Song. – Proszę cię – dodał, kiedy wampirzyca
przeniosła na niego swoje nieznośnie ludzkie oczy.
– Nie musisz prosić. Gdybym nie chciała albo nie mogła, nie
przyszłabym – oznajmiła z przekonaniem i rozbrajającą szczerością. –
W zasadzie już wcześniej chciałam się z którymś z was zobaczyć.
W ostateczności pofatygowałabym się do Dimitra, ale teraz nie ma na to
czasu – oznajmiła spiętym głosem.
Layla przesunęła się bliżej, stając tuż przed wampirzycą.
Wpatrzona w nią, wsparła obie dłonie na biodrach i lekko nachyliła
się do przodu.
– O czym? – nalegała. Po rozmowie z Pavarottimi
jej cierpliwość została mocno nadszarpnięta, więc nawet nie próbowała udawać,
że ma siły do zabawy w uprzejmości. – Co wiesz, River? – dodała
z naciskiem, podrygując nerwowo.
– Dobrze cię widzieć, Laylo – powiedziała spokojnie River
Song, kiwając jej głową.
– Tak, tak. Ciebie też – mruknęła, potrząsając
z niedowierzaniem głową. Jak ona być aż tak opanowana, a jednocześnie
zimna niczym lód? – Czy teraz w końcu możemy przejść do rzeczy? –
westchnęła.
Kobieta przyjrzała jej się z zainteresowaniem.
– Emocje nie zawsze są dobrym doradcą – zauważyła River
Song. – Tego jednego się nauczyłam przez minione wieki.
– Co ona, do diabła, pieprzy? – mruknęła
z rozdrażnieniem Kristin.
– Jak mówiłam, mogę pomóc – podjęła wampirzyca, zupełnie
jakby nie słyszała pytania. – Ale najpierw musicie pójść ze mną. Wszystko
wyjaśnię na miejscu – obiecała, po czym jak gdyby nigdy nic wycofała się
w uliczkę z której przyszła.
Layla nie zdziwiła się, kiedy Carlisle i Theo ruszyli
za nią. Sama również wyczuwała w River Song coś, co podpowiadało jej, że
należnie od tego, czy bredziła od rzeczy, można było jej zaufać. To i tak
wydawało się lepszą perspektywą niż dalsze kręcenie się w kółko, dlatego
sama również zrobiła krok do przodu i…
I właśnie wtedy Kristin uczepiła się jej ramienia.
– Jaja sobie ze mnie robisz? – zapytała
z niedowierzaniem. – Tak po prostu za nią idziemy? – dodała w sposób
sugerujący, że najchętniej skierowałaby się w drugą stronę.
Kierowana instynktem, Layla odwróciła się w stronę
dziewczyny i spojrzała jej w oczy.
– Pytanie podstawowe: ufasz mi? – powiedziała wprost,
świadoma tego, że to być może cios poniżej pasa, ale nie dbała o to.
– Tak.
Uniosła brwi, zaskoczona stanowczością jej słów. Nadal
czułą się dziwnie, kiedy przypominała sobie o tym, jakim zaufaniem darzą
ją Kristin czy William.
– Świetnie – wymamrotała, szybko biorąc się w garść. –
W takim razie chodźmy – zadecydowała, kiwając głową w stronę
zacienionej uliczki.
Kristin nadal nie wyglądała na przekonaną, ale przynajmniej
nie zaprotestowała. Bez trudu dogoniły resztę, przez większość czasu trzymając
się razem, ale po chwili brunetka przeszła do przodu, by móc zrównać się
z Theo. Zerknął na nią z wahaniem, rozluźniając się dopiero wtedy,
kiedy jak gdyby nigdy nic wtuliła się w jego bok.
Layla skoncentrowała się na drodze, bez trudu rozpoznając
tę część miasta, którą prowadziła ich River Song. Zrozumienie pojawiło się
samo, kiedy wyszli na jedną z głównych uliczek, nim jednak zdążyła się
odezwać, to Theo powiedział to, co od dłuższego czasu chodziło jej po głowie:
– Idziemy do Akademii.
Kobieta nie odwróciła się, ale skinęła głową.
– Do Akademii? – powtórzył Carlisle. – Dlaczego? River Song,
doceniam chęć pomocy, ale nie mamy teraz czasu, by…
– Wiem, że martwisz się o żonę – przerwała mu
z westchnieniem. – Słyszałam o czym rozmawialiście.
– Właśnie. – Doktor zawahał się. – Więc co tutaj robimy? –
drążył, wyraźnie nieprzekonany. Layla wiedziała, że mimo wszystko i tak
ciągnęło go do tego, żeby mimo jej zapewnień samemu sprawdzić dom.
River Song znów zwlekała z odpowiedzią, tym razem do
momentu, w którym zatrzymała się na głównych, szerokich schodach przed
wejściem do Akademii Nocy. Layla i Kristin machinalnie przesunęły się
przez wsparte na kolumnach zadaszenie, pewniej czując się w rzucanym przez
nie cieniu, nawet jeśli na tym etapie zmian wciąż było im bliżej do
pół-wampirzyc niż do spalających się na słońcu wampirów.
– To jest mój dom – powiedziała River, nie oglądając się za
siebie, ale oczywistym było, że mówi o szkole. – Akademia była i jest
częścią mnie, nawet kiedy podróżowałam z daleka od Miasta Nocy. Teraz też
spędzał tutaj dużo czasu… Dlatego wiem, co dzieje się w okolicy –
oznajmiła, po czym spojrzała stanowczo na Carlisle’a, jakby przeczuwając, że
jest chętny jej przerwać. – Odkąd tylko pamiętam, na terenach Akademii dzieci
księżyca odprawiają swoje obrzędy. Słyszałam dość, by wiedzieć, że ta pełnia
będzie wyjątkowa. Pojawią się tutaj, jestem tego pewna.
Cała czwórka patrzyła się na nią w taki sposób, jakby
widziała ją po raz pierwszy.
– Do pełni zostało kilka godzin – zaoponował w końcu
Carlisle. – Nie możemy czekać. Jeśli jest z nimi Alessia albo Esme… –
Pokręcił głową, nie będąc w stanie dokończyć myśli.
– Więc co? Lepiej wparować do ich dzielnicy, kiedy będą
wszyscy razem? – River Song zacisnęła dłonie w pięści, nie kryjąc
rozdrażnienia. – Cokolwiek ma się wydarzyć, twoja żona i wnuczka są
bezpieczne do zachodu słońca.
– Co więc sugerujesz? – zapytał z rezygnacją. – Mamy
czekać?
– Jeśli River tak twierdzi, to na to by wychodziło –
oznajmił z przekonaniem Theo.
River Song uśmiechnęła się do niego.
– Dziękuję, Theodorze – rozpromieniła się, ale w jej
uśmiechu dostrzegalna byłą swego rodzaju powściągliwość. – No cóż, jeśli
czujecie taką potrzebę, idźcie albo zostańcie i zaczekajcie tutaj. Ja
tylko próbuję pomóc, a tak się składa, że na wilkołakach znam się lepiej
niż bym sobie życzyła. Prawda jest taka, że im bardziej będziecie wokół nich
węszyć, tym bardziej ich to zaintryguje, a wtedy ktoś ucierpi. Nie chcę
być pesymistką, ale coś czuję, że to nie im grozi coś złego, a przynajmniej
nie wyłącznie. – Zamilkła na moment, by się zastanowić. – Jestem poważna,
Carlisle. Dlatego nie chciałam iść prosto do Dimitra: bo kiedy zrobi
zamieszanie, nawet Yves przestanie dbać o swoje plany. A wtedy już na
pewno nie odzyskacie żadnej z nich – zakończyła złowróżbnie.
Zaraz po tym – jak gdyby nigdy nic – odwróciła się na
pięcie i wbiegła po schodach, chcąc znikając we wnętrzu Akademii Nocy.
Theo jako pierwszy otrząsnął się na tyle, by za nią ruszyć.
– Hej, River, czekaj. Musimy pogadać – oznajmił,
a kiedy przystanęła, by na niego zaczekać, obejrzał się na Kristin. –
Niedługo wrócę – obiecał i posłał jej olśniewający uśmiech, ten jednak
zamarł mu na ustach, kiedy uważniej przyjrzał się dziewczynie.
– Tak… No jasne, Theodorze. Idź z River Suk…
Song sobie pogadać, a mną najzupełniej
w świecie się nie przejmuj – sarknęła, nie kryjąc się goryczy. Layla widziała Kristin
w najróżniejszych sytuacjach, ale na pewno nie drżącą i gniewnie
trzepocącą powiekami, by powstrzymać łzy i ukryć niebezpieczne czerwone
błyski, które wyparły naturalna szarość jej tęczówek. – W końcu ona jest
tak piekielnie nieomylna… taka nieomylna i… i… – Urwała, nie będąc
w stanie skończyć.
– Kris… – Wampir spojrzał na nią co najmniej
skonsternowany.
Machnęła ręką, by móc mu przerwać.
– Mówiłam już: nie przejmuj się mną! – powtórzyła albo
raczej warknęła w sposób, którego żadne z nich nie słyszało
u niej od lat.
Rzuciła mu jeszcze jedno gniewne spojrzenie czerwonych,
jarzących się oczu i nie czekając aż ktoś się odezwie albo spróbuje do
niej podejść, zeskoczyła ze stromych stopniu, po czym rzuciła się biegiem przed
siebie, szybko znikając wszystkim z oczu.
Theo zrobił taki ruch, jakby zamierzał za nią podejść. Nie
zastanawiając się nad tym, co robi, Layla zastąpiła mu drogę i pokręciła
głową.
– Ja to załatwię – powiedział, choć w rzeczywistości
wcale nie chciała się w to mieszać. – Serio. Porozmawiam z nią.
– Co to właściwie było? – westchnął, wciąż bardziej
oszołomiony niż zmartwiony tym, jak zachowała się Kristin. – Jakiś zespół napięcia
czy co?
– Nie wierzę, że nawet wy, lekarze, zwalacie wszystko na
zespół napięcia przedmiesiączkowego – żachnęła się, unosząc brwi ku górze. –
Poważnie, jak zawsze hormony? Ja jestem jedną wielką mieszanką najróżniejszych
hormonów, a jak na razie nie rozniosłam miasta, nie zagryzłam żadnego
człowieka ani na nikogo nie nakrzyczałam. – Wsparła dłonie na biodrach, mając
nadzieję, że dzięki temu nawet mimo różnicy wzrostu zrobi na nim jakieś
wrażenie.
– Hm, jakby się zastanowić, właśnie naskakujesz na mnie.
Prychnęła, ale udało jej się uśmiechnąć. Z jednej
strony sama również nie nadążała za Kristin, z drugiej jednak które
z nich tak naprawdę znało tę dziewczynę? Layla do tej pory sądziła, że to,
iż w ogóle związała się z Theo, graniczyło z cudem, zwłaszcza,
że wytrwali ze sobą przez tyle lat. Nie żeby rozumiała zazdrość w tym
akurat wypadku, ale czy sama nie zachowywała się równie irracjonalnie, kiedy
Rufus uparcie nie chciał wytłumaczyć jej kim jest Rosa?
Pokręciła głową, by odpędzić od siebie wizje przeszłości,
a zwłaszcza te dotyczące tego najgorszego okresu, kiedy próbowała zwalczyć
w sobie uczucie, którym darzyła Rufusa. Wspomnienie jego i Rosy
zresztą w prostej drodze prowadziło bezpośrednio do Dylana, a to
zdecydowanie nie było czymś, co chciała rozważać.
– W takim razie pójdę za Kristin – zadecydowała, po
czym z westchnieniem zerknęła na Carlisle’a. – Jeśli chodzi o to, co
powiedziała o wilkołakach River Song…
– Nie zamierzam zrobić niczego głupiego, jeśli to próbujesz
zasugerować – zapewnił ją z bladym uśmiechem, który jednak nie objął jego
złocistych oczu. Jasny kolor zresztą przygasł, a Layla nagle zwątpiła
w to, czy w sytuacji, kiedy wszyscy praktycznie zgodzili się
z tym, że Esme najpewniej jest zagrożona ze strony wilkołaków, może
doktorowi zaufać. – Mimo wszystko sprawdzę okolice domu. Może faktycznie się
śpieszymy, a to, co powiedział ci William wcale nie ma związku z jej
nieobecności – dodał, ale słychać było, że sam w to nie wierzy.
– No dobrze – zgodziła się. – W takim razie sprawdź
to. Może z Kristin jeszcze rozejrzymy się po mieście i coś zauważymy.
Nie podoba mi się to, ale faktycznie lepiej nikomu nie mówić. Spotkajmy się
przed zachodem słońca, czyli za jakieś… – zamilkła, zupełnie jakby nasłuchiwała
– siedem godzin. Jak będzie trzeba skopać kilka wilczych tyłków, biorę to na
siebie i naprawdę nie chcę słuchać wymówek na temat tego, że jestem
w ciąży – ucięła stanowczo, machinalnie muskając dłonią brzuch.
Cała zesztywniała, mając wrażenie, że w odpowiedzi na
jej słowa coś się w niej poruszyło. Wiedziała, że po wszystkim, co
wydarzyło się ostatnim razem, ryzyko graniczyło z szaleństwem, ale nie
dbała o to. Tutaj chodziło również o jej rodzinę, a odsunięta od
sprawy czułaby się jeszcze bardziej zdenerwowana niż biorąc w niej czynny
udział. Innymi słowy, pomyślała,
byłabym złą matką, gdybym narażała się na aż tak wielki
stres.
Carlisle przyjrzał jej się badawczo, co jedynie ją
zirytowało, bo czuła się tak, jakby traktował ją jako słabą i kruchą,
niezdolną do zajęcia się czymkolwiek. Przynajmniej tak to odebrała
w pierwszym momencie, bo prawie natychmiast wyraz jego twarzy się zmienił,
a troska została przysłonięta przez coś, co była w stanie opisać
wyłącznie jako wdzięczność.
– Dziękuję, Laylo – powiedział cicho.
Wzruszyła ramionami, zupełnie jakby to nic nie znaczyło,
choć zdawała sobie sprawę z tego, że w rzeczywistości jest inaczej.
Nie wiedziała od czego to zależy, ale poczuła się przytłoczona tymi wszystkimi
emocjami i sytuacją. Och, a chciała po prostu upewnić się, że nie
jest wariatką, znaleźć Rufusa i w końcu odpocząć…
I dlatego uparcie się przed nim blokujesz?, zadrwił cichy głosik w jej głowie. Uciszyła go
stanowczo, nie zamierzając zwalczać wyrzutów sumienia. Teraz działo się zbyt
wiele ważnych rzeczy, a gdyby Rufus był przy niej, najpewniej spróbowałby
ją odsunąć. Cóż, pewnie miałby rację zaczynając być nadopiekuńczym, chociaż…
Hm, nadopiekuńczy Rufus? To byłoby nadto ciekawym doświadczeniem.
– Idę szukać Kristin – rzuciła, po oddaliła się
w pośpiechu, w duchu klnąc na Theo i na to, że zostawiała go sam
na sam z River Song. „Na litość bogini, idioto, twoja dziewczyna
najpewniej wypłakuje sobie oczy, a ty naprawdę chcesz rozmawiać
z inną?!” – miała ochotę zawołać, choć jednocześnie nie miała pewności,
czy ma to jakikolwiek sens. A jeśli coś w istocie było na rzeczy? Nie
wyobrażała sobie tego – wampir był zbytnio wpatrzony w Kristin – ale
z drugiej strony… – Aha, jakbyś zobaczył Williama, to powiedz mu, że może
się nam przydać – dodała jeszcze na odchodne.
Przestała o tym myśleć, koncentrując się na słodkim
zapachu Kristin. Podejrzewała, że dziewczyna wykorzysta swoje powinowactwo
z ciemnością oraz telepatyczne zdolności, by łatwiej się ukryć, ale przez
miesiące spędzone z pół-wampirzycą i pozostałymi nauczyła się
przenikać ich sztuczki, dzięki czemu bez trudu mogła ich wyśledzić, kiedy
nachodziła taka potrzeba. Co prawda łatwiej jej to przychodziło, kiedy na swoje
drodze zostawiali wytoczone z krwi ciała, jednak nie miała nic przeciwko
temu, że Kristin jej tego zaoszczędziła.
Trop prowadził najpierw w kierunku centrum miasta,
później zaś skręcał w przeciwnym kierunku. Nie musiała zastanawiać się, by
zgadywać, że Kristin w ostatniej chwili zmieniła zdanie. Zawsze najlepiej
czuli się w ciemnościach albo w otoczeniu natury, dlatego była pewna,
że znajdzie dziewczynę w lesie albo przynajmniej jego pobliżu. Wiedziała,
że Kristin najpewniej ma pełno swoich kryjówek, ale to również nie stanowiło
przeszkody – na krótko po śmierci Isabeau razem z Dylanem dokładnie przeczesali obrzeża Miasta Nocy. Zwłaszcza
chłopak był dobrze rozeznany i to nie tylko jeśli chodziło o las, ale
również wejściach do tuneli pod miastem, Layla jednak stanowczo odrzuciła od
siebie możliwość tego, by Kristin mogła zejść do podziemi.
Uciec daleko… Gdzie sama by poszła, gdyby chciała się
schować przed światem?
Odpowiedź przyszła instynktownie i nawet nie
zastanawiała się nad tym, gdzie chciała się znaleźć. Nogi same powiodły ją
w głąb lasu, a później wprost na polanę, którą odkryła kilka lat
wcześniej, a z którą wiązała dość przykre wspomnienia. No, może
niezupełnie, bo kiedyś zabrał ją tam Dylan i czuli się ze sobą całkiem
dobrze, ale wspomnienie chłopaka również nie napawało ją entuzjazmem. Później
zresztą przypadkiem trafiła tu na Lawrence’a, który – co prawda przypadkowo,
ale pal to licho – zahipnotyzował ją i doprowadził do tego, że omal nie
zabiła Dimitra.
Kristin leżała w otoczeniu wysokiej trawy, skryta
w cieniu rozłożystego dębu. Ciemne włosy otaczały jej głowę niczym
aureola, dziewczyna zaś uważnie wpatrywała się w jaśniejące niebo,
a przynajmniej tę jego część, którą była w stanie dostrzec pomiędzy
plątaniną gałęzi. Nie poruszyła się, a Layla nie miała pewności, czy
przyjaciółka w ogóle ją usłyszała albo zauważyła.
Przez ułamek sekundy trwała w bezruchu, nasłuchując,
po chwili jednak – wzdychając nieco demonstracyjnie – spokojnym krokiem ruszyła
przed siebie, bez pośpiechu zbliżając się do Kristin. Trawa cicho zaszeleściła,
gdy zaczęła przedzierać się przez sięgającą kolan trawę, co bynajmniej nie
umknęło uwadze rozłożonej na ziemi dziewczyny.
– Kristin? – szepnęła Layla łagodnie. Nie wiedziała od
czego zacząć, a tym bardziej co powiedzieć później, by jakkolwiek
załagodzić to, co działo się pomiędzy Kristin a Theo. – Kris, kochanie…
Z gardła Kristin wyrwało się rozdrażnione, niechętne
warknięcie. Dziewczyna poderwała się gwałtownie, odrzucając na plecy ciemne
włosy, po czym gwałtownie się odwróciła.
Lśniące czerwienią, wypełnione łzami oczy, zatrzymała na
Layli.
Zachowanie River mocno mnie zaskoczyło.. Jak ona niby może pomóc w poszukiwaniu Alessi? Wiem, że Akademia to jej drugi dom i wie co nie co o obrzędach wilkołaków, ale nie domyślam się, o co jej dokładnie chodzi -.- No cóż, niedługo wszystko będzie jasne :)
OdpowiedzUsuńA tak swoją drogą, to nie wiedziałam, że pełna wersja imienia Theo to Theodor... Myślałam, że Theo to Theo i tyle.
Moim zdaniem Theo powinien iść wtedy za Kris, anie słuchać River... Biedaczka poczuła się odrzucona przez ukochanego :( Przynajmniej Layla wykazała się trzeźwym rozumem i poszła za przyjaciółką. Wiem, że kiedyś była za nią w pewnym stopniu odpowiedzialna i jak widać, kiedyś nawiązała się między nimi pewnego rodzaju więź... Theo powinien teraz mocno przeprosić Kris. A coś czuję, że powinien się mocno postarać, bo ta mu tego tak łatwo nie wybaczy, znając jej uparty charakter. No i Theo jest niczego sobie więc czuję, ze zanim znowu będzie między nimi tak jak dawniej, może trochę czasu minąć... Zobaczymy, co z tego wyniknie.
Czekam już na nn :)
Pozdrawiam i do napisania ;*
lilka24