21 lipca 2014

Sto sześćdziesiąt trzy

Layla
Layla zastygła w bezruchu, niepewna, czy w istocie coś usłyszała. Wszelakie wątpliwości ulotniły się, kiedy tylko wszyscy – nie tylko ona – wbili wzrok w jedną z zacienionych, wąskich uliczek, które zbiegały się w centrum, a które prowadziły w najróżniejsze strony. Ta konkretna nie wyróżniała się niczym szczególnym, może pomijając to, że coś się w niej czaiło, chociaż wszędzie w koło panowała nieprzenikniona wręcz cisza.
Lekko zmrużyła oczy, by lepiej widzieć mimo ciemności panującej pomiędzy budynkami. Pierwsze promienie słońca już rozjaśniły niebo, ale to wciąż było zbyt mało, by rozproszyć noc i cienie, które do tej pory spowijały miasto. Mimowolnie zadrżała, nie tyle ze strachu, co raczej podekscytowana, jak zwykle mając wrażenie, że mrok ją woła. Cienie wydawały się żywe, poza tym falowały lekko, a Layla miała wrażenie, że coś się w nich kryje – jak cień cienia, choć nie potrafiła tego opisać, a samo doświadczenie wydawało się równie nierealne, co i odrobinę przerażające.
A potem pośród cieni dostrzegła drobną postać, kiedy zaś Theo jak gdyby nigdy nic wystąpił krok na przód i uśmiechnął się, wszystko stało się jasne.
– River Song? – Chociaż zabrzmiało to jak pytanie, w głowie wampira pobrzmiewała absolutna pewność.
Nie odpowiedziała, tylko w końcu wyszła z kryjówki, wchodząc w krąg rzucanego przez wschodzące słońce światła. Miała jasne włosy, niemal srebrne w takim oświetleniu, co mocno kontrastowało z jej bladą skórą. Layla widziała ją zaledwie kilka razy, zwykle w Akademii, kiedy chodziła tam razem z Esme pilnować najmłodszych dzieci, ale i tak nie mogła przywyknąć do zdolności wampirzycy, która z łatwością potrafiła upodobnić się do człowieka. Teraz również poradził ją błękitny odcień jej oczu, choć te wyjątkowo nie sprawiały wrażenia energicznych i błyszczących, ale ostrych i zmartwionych, co niejednokrotnie widywała u Isabeau.
– Ciebie też dobrze widzieć, Theodorze – powiedziała spokojnie, kiwając głowa w ramach powitania.
– Taa… Theodor? – wymamrotała Kristin. Wcześniej zastygła w bezruchu, a na widok wampirzycy wytrzeszczyła oczy i wstrzymała oddech, jednak w odpowiedzi na jej słowa do całej mieszanki sprzecznych uczuć, które nią targały, dołączyły również konsternacja i… rozbawienie. Już nie obejmowała Theo, tylko stała jakiś metr za nim, do tej pory wpatrując się w River Song, po chwili jednak przeniosła wzrok na swojego partnera. Layla zauważyła, że jest dziwnie blada i napięta; ciemne oczy błyszczały, dolna warga zaś drgała jej tak, jakby za moment miała wybuchnąć histerycznym śmiechem. – Masz… na imię… Theodor? – powtórzyła i chociaż widać było, że się starała, wyrwało jej się ciche parsknięcie.
Layla powstrzymała się od tego, by wywrócić oczami. Sam zainteresowany z kolei rzucił Kristin nieco zażenowany spojrzenie, po czym ponownie skoncentrował się na River Song.
– Miałaś mnie tak nie nazywać – przypomniał jej z rozdrażnieniem, które skutecznie przysłoniło wcześniejszą uprzejmość. – Naprawdę, River Song.
– Daj już z tym spokój, Theodorze. Naprawdę nie rozumiem o co ci chodzi. – Brwi wampirzycy powędrowały ku górze. – Nie patrz na mnie w ten sposób. Nic nie prowadzę na przyzwyczajenia – odparła, od niechcenia wzruszając ramionami. Jasne włosy opadły jej na twarz, kiedy poruszyła głową. – Macie problem, a ja sądzę, że mogę wam pomóc. To chyba w tym momencie najważniejsze, czyż nie?
– Istotnie – przyznał, ale wciąż mierzył ją wzrokiem.
Kristin dalej mruczała coś pod nosem, a kiedy Layla uważniej jej się przyjrzała, dostrzegła, że dziewczyna mruży gniewnie oczy, a jej spojrzenie wędruje to w stronę River Song, to w stronę Theo. Wiedziała, że pomiędzy tą dwójką było jakieś powiązanie, a przynajmniej tak twierdzili Pavarotti, ale była przekonana, że wampir już to załatwić, tak, by uspokoić swoją partnerkę. Nawet jeśli, wszystko wskazywało na to, że Kristin to nie wystarczyło… A może nawet więcej, bo po sposobie w jaki lustrowała wzrokiem River Song, Layla była gotowa pokusić się o stwierdzenie, że obie kobiety widzą się po raz pierwszy.
Odchrząknęła znacząco, niemniej zażenowana od Theo. Ostatnim, czego potrzebowała, był jakiś miłosny dramat, a znając Kristin nawet tragedia, jeśli w porę tego nie przerwać.
– Problem. Wilkołaki. Esme – przypomniała pokrótce, po czym westchnęła, bo w odpowiedzi na imię żony Carlisle drgnął nerwowo.
– To prawda, że możesz nam pomóc? – zapytał pośpiesznie, koncentrując się na River Song. – Proszę cię – dodał, kiedy wampirzyca przeniosła na niego swoje nieznośnie ludzkie oczy.
– Nie musisz prosić. Gdybym nie chciała albo nie mogła, nie przyszłabym – oznajmiła z przekonaniem i rozbrajającą szczerością. – W zasadzie już wcześniej chciałam się z którymś z was zobaczyć. W ostateczności pofatygowałabym się do Dimitra, ale teraz nie ma na to czasu – oznajmiła spiętym głosem.
Layla przesunęła się bliżej, stając tuż przed wampirzycą. Wpatrzona w nią, wsparła obie dłonie na biodrach i lekko nachyliła się do przodu.
– O czym? – nalegała. Po rozmowie z Pavarottimi jej cierpliwość została mocno nadszarpnięta, więc nawet nie próbowała udawać, że ma siły do zabawy w uprzejmości. – Co wiesz, River? – dodała z naciskiem, podrygując nerwowo.
– Dobrze cię widzieć, Laylo – powiedziała spokojnie River Song, kiwając jej głową.
– Tak, tak. Ciebie też – mruknęła, potrząsając z niedowierzaniem głową. Jak ona być aż tak opanowana, a jednocześnie zimna niczym lód? – Czy teraz w końcu możemy przejść do rzeczy? – westchnęła.
Kobieta przyjrzała jej się z zainteresowaniem.
– Emocje nie zawsze są dobrym doradcą – zauważyła River Song. – Tego jednego się nauczyłam przez minione wieki.
– Co ona, do diabła, pieprzy? – mruknęła z rozdrażnieniem Kristin.
– Jak mówiłam, mogę pomóc – podjęła wampirzyca, zupełnie jakby nie słyszała pytania. – Ale najpierw musicie pójść ze mną. Wszystko wyjaśnię na miejscu – obiecała, po czym jak gdyby nigdy nic wycofała się w uliczkę z której przyszła.
Layla nie zdziwiła się, kiedy Carlisle i Theo ruszyli za nią. Sama również wyczuwała w River Song coś, co podpowiadało jej, że należnie od tego, czy bredziła od rzeczy, można było jej zaufać. To i tak wydawało się lepszą perspektywą niż dalsze kręcenie się w kółko, dlatego sama również zrobiła krok do przodu i…
I właśnie wtedy Kristin uczepiła się jej ramienia.
– Jaja sobie ze mnie robisz? – zapytała z niedowierzaniem. – Tak po prostu za nią idziemy? – dodała w sposób sugerujący, że najchętniej skierowałaby się w drugą stronę.
Kierowana instynktem, Layla odwróciła się w stronę dziewczyny i spojrzała jej w oczy.
– Pytanie podstawowe: ufasz mi? – powiedziała wprost, świadoma tego, że to być może cios poniżej pasa, ale nie dbała o to.
– Tak.
Uniosła brwi, zaskoczona stanowczością jej słów. Nadal czułą się dziwnie, kiedy przypominała sobie o tym, jakim zaufaniem darzą ją Kristin czy William.
– Świetnie – wymamrotała, szybko biorąc się w garść. – W takim razie chodźmy – zadecydowała, kiwając głową w stronę zacienionej uliczki.
Kristin nadal nie wyglądała na przekonaną, ale przynajmniej nie zaprotestowała. Bez trudu dogoniły resztę, przez większość czasu trzymając się razem, ale po chwili brunetka przeszła do przodu, by móc zrównać się z Theo. Zerknął na nią z wahaniem, rozluźniając się dopiero wtedy, kiedy jak gdyby nigdy nic wtuliła się w jego bok.
Layla skoncentrowała się na drodze, bez trudu rozpoznając tę część miasta, którą prowadziła ich River Song. Zrozumienie pojawiło się samo, kiedy wyszli na jedną z głównych uliczek, nim jednak zdążyła się odezwać, to Theo powiedział to, co od dłuższego czasu chodziło jej po głowie:
– Idziemy do Akademii.
Kobieta nie odwróciła się, ale skinęła głową.
– Do Akademii? – powtórzył Carlisle. – Dlaczego? River Song, doceniam chęć pomocy, ale nie mamy teraz czasu, by…
– Wiem, że martwisz się o żonę – przerwała mu z westchnieniem. – Słyszałam o czym rozmawialiście.
– Właśnie. – Doktor zawahał się. – Więc co tutaj robimy? – drążył, wyraźnie nieprzekonany. Layla wiedziała, że mimo wszystko i tak ciągnęło go do tego, żeby mimo jej zapewnień samemu sprawdzić dom.
River Song znów zwlekała z odpowiedzią, tym razem do momentu, w którym zatrzymała się na głównych, szerokich schodach przed wejściem do Akademii Nocy. Layla i Kristin machinalnie przesunęły się przez wsparte na kolumnach zadaszenie, pewniej czując się w rzucanym przez nie cieniu, nawet jeśli na tym etapie zmian wciąż było im bliżej do pół-wampirzyc niż do spalających się na słońcu wampirów.
– To jest mój dom – powiedziała River, nie oglądając się za siebie, ale oczywistym było, że mówi o szkole. – Akademia była i jest częścią mnie, nawet kiedy podróżowałam z daleka od Miasta Nocy. Teraz też spędzał tutaj dużo czasu… Dlatego wiem, co dzieje się w okolicy – oznajmiła, po czym spojrzała stanowczo na Carlisle’a, jakby przeczuwając, że jest chętny jej przerwać. – Odkąd tylko pamiętam, na terenach Akademii dzieci księżyca odprawiają swoje obrzędy. Słyszałam dość, by wiedzieć, że ta pełnia będzie wyjątkowa. Pojawią się tutaj, jestem tego pewna.
Cała czwórka patrzyła się na nią w taki sposób, jakby widziała ją po raz pierwszy.
– Do pełni zostało kilka godzin – zaoponował w końcu Carlisle. – Nie możemy czekać. Jeśli jest z nimi Alessia albo Esme… – Pokręcił głową, nie będąc w stanie dokończyć myśli.
– Więc co? Lepiej wparować do ich dzielnicy, kiedy będą wszyscy razem? – River Song zacisnęła dłonie w pięści, nie kryjąc rozdrażnienia. – Cokolwiek ma się wydarzyć, twoja żona i wnuczka są bezpieczne do zachodu słońca.
– Co więc sugerujesz? – zapytał z rezygnacją. – Mamy czekać?
– Jeśli River tak twierdzi, to na to by wychodziło – oznajmił z przekonaniem Theo.
River Song uśmiechnęła się do niego.
– Dziękuję, Theodorze – rozpromieniła się, ale w jej uśmiechu dostrzegalna byłą swego rodzaju powściągliwość. – No cóż, jeśli czujecie taką potrzebę, idźcie albo zostańcie i zaczekajcie tutaj. Ja tylko próbuję pomóc, a tak się składa, że na wilkołakach znam się lepiej niż bym sobie życzyła. Prawda jest taka, że im bardziej będziecie wokół nich węszyć, tym bardziej ich to zaintryguje, a wtedy ktoś ucierpi. Nie chcę być pesymistką, ale coś czuję, że to nie im grozi coś złego, a przynajmniej nie wyłącznie. – Zamilkła na moment, by się zastanowić. – Jestem poważna, Carlisle. Dlatego nie chciałam iść prosto do Dimitra: bo kiedy zrobi zamieszanie, nawet Yves przestanie dbać o swoje plany. A wtedy już na pewno nie odzyskacie żadnej z nich – zakończyła złowróżbnie.
Zaraz po tym – jak gdyby nigdy nic – odwróciła się na pięcie i wbiegła po schodach, chcąc znikając we wnętrzu Akademii Nocy. Theo jako pierwszy otrząsnął się na tyle, by za nią ruszyć.
– Hej, River, czekaj. Musimy pogadać – oznajmił, a kiedy przystanęła, by na niego zaczekać, obejrzał się na Kristin. – Niedługo wrócę – obiecał i posłał jej olśniewający uśmiech, ten jednak zamarł mu na ustach, kiedy uważniej przyjrzał się dziewczynie.
– Tak… No jasne, Theodorze. Idź z River Suk… Song sobie pogadać, a mną najzupełniej w świecie się nie przejmuj – sarknęła, nie kryjąc się goryczy. Layla widziała Kristin w najróżniejszych sytuacjach, ale na pewno nie drżącą i gniewnie trzepocącą powiekami, by powstrzymać łzy i ukryć niebezpieczne czerwone błyski, które wyparły naturalna szarość jej tęczówek. – W końcu ona jest tak piekielnie nieomylna… taka nieomylna i… i… – Urwała, nie będąc w stanie skończyć.
– Kris… – Wampir spojrzał na nią co najmniej skonsternowany.
Machnęła ręką, by móc mu przerwać.
– Mówiłam już: nie przejmuj się mną! – powtórzyła albo raczej warknęła w sposób, którego żadne z nich nie słyszało u niej od lat.
Rzuciła mu jeszcze jedno gniewne spojrzenie czerwonych, jarzących się oczu i nie czekając aż ktoś się odezwie albo spróbuje do niej podejść, zeskoczyła ze stromych stopniu, po czym rzuciła się biegiem przed siebie, szybko znikając wszystkim z oczu.
Theo zrobił taki ruch, jakby zamierzał za nią podejść. Nie zastanawiając się nad tym, co robi, Layla zastąpiła mu drogę i pokręciła głową.
– Ja to załatwię – powiedział, choć w rzeczywistości wcale nie chciała się w to mieszać. – Serio. Porozmawiam z nią.
– Co to właściwie było? – westchnął, wciąż bardziej oszołomiony niż zmartwiony tym, jak zachowała się Kristin. – Jakiś zespół napięcia czy co?
– Nie wierzę, że nawet wy, lekarze, zwalacie wszystko na zespół napięcia przedmiesiączkowego – żachnęła się, unosząc brwi ku górze. – Poważnie, jak zawsze hormony? Ja jestem jedną wielką mieszanką najróżniejszych hormonów, a jak na razie nie rozniosłam miasta, nie zagryzłam żadnego człowieka ani na nikogo nie nakrzyczałam. – Wsparła dłonie na biodrach, mając nadzieję, że dzięki temu nawet mimo różnicy wzrostu zrobi na nim jakieś wrażenie.
– Hm, jakby się zastanowić, właśnie naskakujesz na mnie.
Prychnęła, ale udało jej się uśmiechnąć. Z jednej strony sama również nie nadążała za Kristin, z drugiej jednak które z nich tak naprawdę znało tę dziewczynę? Layla do tej pory sądziła, że to, iż w ogóle związała się z Theo, graniczyło z cudem, zwłaszcza, że wytrwali ze sobą przez tyle lat. Nie żeby rozumiała zazdrość w tym akurat wypadku, ale czy sama nie zachowywała się równie irracjonalnie, kiedy Rufus uparcie nie chciał wytłumaczyć jej kim jest Rosa?
Pokręciła głową, by odpędzić od siebie wizje przeszłości, a zwłaszcza te dotyczące tego najgorszego okresu, kiedy próbowała zwalczyć w sobie uczucie, którym darzyła Rufusa. Wspomnienie jego i Rosy zresztą w prostej drodze prowadziło bezpośrednio do Dylana, a to zdecydowanie nie było czymś, co chciała rozważać.
– W takim razie pójdę za Kristin – zadecydowała, po czym z westchnieniem zerknęła na Carlisle’a. – Jeśli chodzi o to, co powiedziała o wilkołakach River Song…
– Nie zamierzam zrobić niczego głupiego, jeśli to próbujesz zasugerować – zapewnił ją z bladym uśmiechem, który jednak nie objął jego złocistych oczu. Jasny kolor zresztą przygasł, a Layla nagle zwątpiła w to, czy w sytuacji, kiedy wszyscy praktycznie zgodzili się z tym, że Esme najpewniej jest zagrożona ze strony wilkołaków, może doktorowi zaufać. – Mimo wszystko sprawdzę okolice domu. Może faktycznie się śpieszymy, a to, co powiedział ci William wcale nie ma związku z jej nieobecności – dodał, ale słychać było, że sam w to nie wierzy.
– No dobrze – zgodziła się. – W takim razie sprawdź to. Może z Kristin jeszcze rozejrzymy się po mieście i coś zauważymy. Nie podoba mi się to, ale faktycznie lepiej nikomu nie mówić. Spotkajmy się przed zachodem słońca, czyli za jakieś… – zamilkła, zupełnie jakby nasłuchiwała – siedem godzin. Jak będzie trzeba skopać kilka wilczych tyłków, biorę to na siebie i naprawdę nie chcę słuchać wymówek na temat tego, że jestem w ciąży – ucięła stanowczo, machinalnie muskając dłonią brzuch.
Cała zesztywniała, mając wrażenie, że w odpowiedzi na jej słowa coś się w niej poruszyło. Wiedziała, że po wszystkim, co wydarzyło się ostatnim razem, ryzyko graniczyło z szaleństwem, ale nie dbała o to. Tutaj chodziło również o jej rodzinę, a odsunięta od sprawy czułaby się jeszcze bardziej zdenerwowana niż biorąc w niej czynny udział. Innymi słowy, pomyślała,
byłabym złą matką, gdybym narażała się na aż tak wielki stres.
Carlisle przyjrzał jej się badawczo, co jedynie ją zirytowało, bo czuła się tak, jakby traktował ją jako słabą i kruchą, niezdolną do zajęcia się czymkolwiek. Przynajmniej tak to odebrała w pierwszym momencie, bo prawie natychmiast wyraz jego twarzy się zmienił, a troska została przysłonięta przez coś, co była w stanie opisać wyłącznie jako wdzięczność.
– Dziękuję, Laylo – powiedział cicho.
Wzruszyła ramionami, zupełnie jakby to nic nie znaczyło, choć zdawała sobie sprawę z tego, że w rzeczywistości jest inaczej. Nie wiedziała od czego to zależy, ale poczuła się przytłoczona tymi wszystkimi emocjami i sytuacją. Och, a chciała po prostu upewnić się, że nie jest wariatką, znaleźć Rufusa i w końcu odpocząć…
I dlatego uparcie się przed nim blokujesz?, zadrwił cichy głosik w jej głowie. Uciszyła go stanowczo, nie zamierzając zwalczać wyrzutów sumienia. Teraz działo się zbyt wiele ważnych rzeczy, a gdyby Rufus był przy niej, najpewniej spróbowałby ją odsunąć. Cóż, pewnie miałby rację zaczynając być nadopiekuńczym, chociaż… Hm, nadopiekuńczy Rufus? To byłoby nadto ciekawym doświadczeniem.
– Idę szukać Kristin – rzuciła, po oddaliła się w pośpiechu, w duchu klnąc na Theo i na to, że zostawiała go sam na sam z River Song. „Na litość bogini, idioto, twoja dziewczyna najpewniej wypłakuje sobie oczy, a ty naprawdę chcesz rozmawiać z inną?!” – miała ochotę zawołać, choć jednocześnie nie miała pewności, czy ma to jakikolwiek sens. A jeśli coś w istocie było na rzeczy? Nie wyobrażała sobie tego – wampir był zbytnio wpatrzony w Kristin – ale z drugiej strony… – Aha, jakbyś zobaczył Williama, to powiedz mu, że może się nam przydać – dodała jeszcze na odchodne.
Przestała o tym myśleć, koncentrując się na słodkim zapachu Kristin. Podejrzewała, że dziewczyna wykorzysta swoje powinowactwo z ciemnością oraz telepatyczne zdolności, by łatwiej się ukryć, ale przez miesiące spędzone z pół-wampirzycą i pozostałymi nauczyła się przenikać ich sztuczki, dzięki czemu bez trudu mogła ich wyśledzić, kiedy nachodziła taka potrzeba. Co prawda łatwiej jej to przychodziło, kiedy na swoje drodze zostawiali wytoczone z krwi ciała, jednak nie miała nic przeciwko temu, że Kristin jej tego zaoszczędziła.
Trop prowadził najpierw w kierunku centrum miasta, później zaś skręcał w przeciwnym kierunku. Nie musiała zastanawiać się, by zgadywać, że Kristin w ostatniej chwili zmieniła zdanie. Zawsze najlepiej czuli się w ciemnościach albo w otoczeniu natury, dlatego była pewna, że znajdzie dziewczynę w lesie albo przynajmniej jego pobliżu. Wiedziała, że Kristin najpewniej ma pełno swoich kryjówek, ale to również nie stanowiło przeszkody – na krótko po śmierci Isabeau razem z Dylanem dokładnie przeczesali obrzeża Miasta Nocy. Zwłaszcza chłopak był dobrze rozeznany i to nie tylko jeśli chodziło o las, ale również wejściach do tuneli pod miastem, Layla jednak stanowczo odrzuciła od siebie możliwość tego, by Kristin mogła zejść do podziemi.
Uciec daleko… Gdzie sama by poszła, gdyby chciała się schować przed światem?
Odpowiedź przyszła instynktownie i nawet nie zastanawiała się nad tym, gdzie chciała się znaleźć. Nogi same powiodły ją w głąb lasu, a później wprost na polanę, którą odkryła kilka lat wcześniej, a z którą wiązała dość przykre wspomnienia. No, może niezupełnie, bo kiedyś zabrał ją tam Dylan i czuli się ze sobą całkiem dobrze, ale wspomnienie chłopaka również nie napawało ją entuzjazmem. Później zresztą przypadkiem trafiła tu na Lawrence’a, który – co prawda przypadkowo, ale pal to licho – zahipnotyzował ją i doprowadził do tego, że omal nie zabiła Dimitra.
Kristin leżała w otoczeniu wysokiej trawy, skryta w cieniu rozłożystego dębu. Ciemne włosy otaczały jej głowę niczym aureola, dziewczyna zaś uważnie wpatrywała się w jaśniejące niebo, a przynajmniej tę jego część, którą była w stanie dostrzec pomiędzy plątaniną gałęzi. Nie poruszyła się, a Layla nie miała pewności, czy przyjaciółka w ogóle ją usłyszała albo zauważyła.
Przez ułamek sekundy trwała w bezruchu, nasłuchując, po chwili jednak – wzdychając nieco demonstracyjnie – spokojnym krokiem ruszyła przed siebie, bez pośpiechu zbliżając się do Kristin. Trawa cicho zaszeleściła, gdy zaczęła przedzierać się przez sięgającą kolan trawę, co bynajmniej nie umknęło uwadze rozłożonej na ziemi dziewczyny.
– Kristin? – szepnęła Layla łagodnie. Nie wiedziała od czego zacząć, a tym bardziej co powiedzieć później, by jakkolwiek załagodzić to, co działo się pomiędzy Kristin a Theo. – Kris, kochanie…
Z gardła Kristin wyrwało się rozdrażnione, niechętne warknięcie. Dziewczyna poderwała się gwałtownie, odrzucając na plecy ciemne włosy, po czym gwałtownie się odwróciła.
Lśniące czerwienią, wypełnione łzami oczy, zatrzymała na Layli.

1 komentarz:

  1. Zachowanie River mocno mnie zaskoczyło.. Jak ona niby może pomóc w poszukiwaniu Alessi? Wiem, że Akademia to jej drugi dom i wie co nie co o obrzędach wilkołaków, ale nie domyślam się, o co jej dokładnie chodzi -.- No cóż, niedługo wszystko będzie jasne :)
    A tak swoją drogą, to nie wiedziałam, że pełna wersja imienia Theo to Theodor... Myślałam, że Theo to Theo i tyle.
    Moim zdaniem Theo powinien iść wtedy za Kris, anie słuchać River... Biedaczka poczuła się odrzucona przez ukochanego :( Przynajmniej Layla wykazała się trzeźwym rozumem i poszła za przyjaciółką. Wiem, że kiedyś była za nią w pewnym stopniu odpowiedzialna i jak widać, kiedyś nawiązała się między nimi pewnego rodzaju więź... Theo powinien teraz mocno przeprosić Kris. A coś czuję, że powinien się mocno postarać, bo ta mu tego tak łatwo nie wybaczy, znając jej uparty charakter. No i Theo jest niczego sobie więc czuję, ze zanim znowu będzie między nimi tak jak dawniej, może trochę czasu minąć... Zobaczymy, co z tego wyniknie.
    Czekam już na nn :)
    Pozdrawiam i do napisania ;*
    lilka24

    OdpowiedzUsuń









After We Fall
stories by Nessa