16.03.2014

Sześćdziesiąt siedem

Alessia
Biegnąc przez las, Alessia czuła się dziwnie nieswojo. Co prawda wszystkie drzewa wyglądały tak samo, a prowadząca w stronę domu ścieżka była jej doskonale znana, ale i tak nie mogła pozbyć się niepokojącego wrażenia, że za moment ktoś albo coś na nią skoczy. To jak nic były zaczątki paranoi i to nie tylko związane z tym, co działo się w tunelach, ale również ze wcześniejszym nieporozumieniem z Marco, ale nawet wiedząc to, nie potrafiła się rozluźnić.
Hayley nie była zachwycona, kiedy Ali oznajmiła, że wraca do domu, ale przynajmniej o nic nie pytała. Dziewczyna może i miała chwilami ciężki charakter, ale odznaczała się również niezwykłą zdolnością przewidywania, czego ktoś mógłby w danej chwili od niej oczekiwać, za co Alessia ją uwielbiała. Z Hayley można było po prostu pomilczeć, a jeśli chciało się pobyć samemu, pół-wampirzyca zawsze to wyczuwała i darowała sobie przesłuchanie. Co więcej, nawet jeśli w jakiejkolwiek kwestii miała rację, potrafiła odpuścić i jedynie wywracała oczami, subtelnie dając do zrozumienia, co takiego o sytuacji myśli. Nie była tak porywcza i wygadana jak Zoe, a Alessia potrzebowała kogoś, kto będzie w stanie zrozumieć jej postępowanie – zwłaszcza, że dla niej samej pewne decyzje wciąż pozostawały zagadką.
Wiatr łagodnie tańczył pomiędzy gałęziami drzew, wprawiając jej w ruch. Gdzieś w oddali słyszała typowe dla lasu odgłosy, między innymi przemierzające jakiś kilometr na północ od niej jelenie. Na myśl o krążącej w żyłach zwierząt krwi poczuła pieczenie w gardle, ale polowanie nie było czymś, co napawało ja entuzjazmem. Głód był znośny, Ali zresztą bardziej była świadoma innego rodzaju pragnienia, które coraz częściej dawało jej się we znaki. Wiedziała, że powinna porozmawiać z Damienem i poprosić go, żeby jak zwykle posłużył jej jako dawca – w przeciwieństwie do ludzi czy innych żywych istot, jej brat dochodził do siebie zdecydowanie szybciej. W końcu był uzdrowicielem, co znaczyło mniej więcej tyle, że dysponował większą ilością życiodajnej energii niż przeciętny telepata, dzięki czemu mógł wykorzystywać ją do pomagania innym. Odkąd sięgała pamięcią, brat pomagał jej zaspokoić ten inny rodzaj głodu, dzięki czemu nie musiała posuwać się do polowania na ludzi, jak to bywało w przypadku Gabriela. Ten zwykle ulegał chętnej mu pomóc Renesmee, ale Ali wiedziała, że bardziej preferował wykorzystywanie ludzkich istot, zbyt niepewny, żeby ryzykować skrzywdzenie któregokolwiek z członków swojej rodziny.
Alessia zawahała się. Wiedziała, że gdyby tylko pojawiła się w klinice (jeśli oczywiście Damien faktycznie zdecydował się tam pójść), brat rzuciłby wszystko, żeby jej pomóc. Tak może nawet byłoby wygodniej, bo mogliby skorzystać z jednej z sal zabiegowych albo wygodnych kanap w banku krwi. Taka perspektywa była kusząca, ale z drugiej strony…
Cóż, taki zabieg miał swoje efekty uboczne, a Alessia nie była pewna, czy jest gotowa na takie ryzyko. Nie chodziło o to, że mogłaby jakkolwiek Damienowi zaszkodzić, bo wymianę energii i krwi mieli już opanowane do perfekcji. Problem leżał w intymności, a zwłaszcza tym, że podczas wymiany dochodziło do swego rodzaju zbliżenia, kiedy ich umysły łączyły się w jedno, a myśli przenikały się wzajemnie, podobnie zresztą jak i otaczające ich aury. Doświadczenie było niezwykłe, a dzięki temu Alessia czuła się jeszcze bardziej związana ze swoim bliźniakiem. Patrząc na relacje Quinna i Hayley, Ali niejednokrotnie zastanawiała się nad tym, jak to wygląda w przypadku jej i Damiena. Co prawda lubili się drażnić, jak każde rodzeństwo, ale przy tym byli niezwykle zgodni, a to nie zdarzało się często. W zasadzie czasami miała wrażenie, że Damien jest jej dopełnieniem, co niejako potwierdzało historie o tym, że w przypadku rodzeństwa telepatów, mowa jest o jednej duszy podzielonej i umieszczonej w dwóch oddzielnych ciałach. W momentach zbliżenia, Alessia była niemal całkowicie pewna, że to jest prawda i nigdy do tej pory jej to nie przeszkadzało, tym razem jednak było inaczej, chociaż sama nie była pewna dlaczego.
A w zasadzie wiedziała, tylko nie chciała się do tego przed samą sobą przyznać. Wątpliwości brały się z powodu nie mniej i nie więcej, ale właśnie Ariela. Dobrze wiedziała, jak jej brat zareagowałby, gdyby dowiedział się, że wilkołak nadal kręcił się niebezpiecznie blisko niej. Już reakcja Quinna była przesadzona, a Damien na pewno nie zniósłby tego, że jakiekolwiek dziecko księżyca mogłoby zagrażać jego małej siostrzyczce. Teoretycznie nie powinno jej to dziwić, bo relacje między wilkołakami a wampirami od zawsze były napięte, a sądząc po jej pierwszym spotkaniu z osobnikami pokroju Riddley’a obawy bliźniaka byłyby jak najbardziej uzasadnione. Z drugiej jednak strony, Ariel był inny, a ona nie potrafiła wyobrazić sobie tego, że mógłby z jej powodu wpaść w jakiekolwiek kłopoty.
– Namieszałeś mi w głowie, a teraz mnie unikasz – mruknęła pod nosem. Czuła się dziwnie z tym, że zaczynała mówić do siebie, ale przecież od zawsze wiedziała, że coś jest z nią nie tak. – To było do przewidzenia, ale i tak sądzę, że to nieuczciwe, Arielu…
Westchnęła i machinalnie zwolniła, przechodząc do spokojnego, ludzkiego kroku. Szła przed siebie, wdychając znajomy, leśny zapach i pozwalając, żeby ciepły wiatr bawił się jej rozpuszczonymi włosami. W spacerze i panującej ciszy było coś kojącego, czego potrzebowała. Czuła się coraz bardziej senna, zwłaszcza, że dzień powoli zbliżał się ku zakończeniu, a niebo już zaczynało przybierać wieczorne barwy różu i pomarańczy. Utrzymujący się od rana upał w końcu zelżał, a temperatura powietrza spadła, w końcu normując się na znośnym poziomie. Alessia odetchnęła i w końcu udało jej się rozluźnić, przynajmniej w miarę możliwości, bo gdzieś na granicy jej podświadomości wciąż kołatało się uczucie niepokoju.
Nie od razu usłyszała ciche kroki. Zastygła i na moment przystanęła, żeby upewnić się, czy przypadkiem coś jej się nie przywidziało, nawet jeśli zdawała sobie sprawę z tego, że to niemożliwe. Teraz była już absolutnie pewna, że ktoś podąża w jej stronę i to wcale nie próbując kryć swojej obecności. Machinalnie napięła mięśnie, przywykła już do tego, że ma w zwyczaju wpadać w kłopoty, po czym czujnie rozejrzała się dookoła. Kroki stawały się coraz głośniejsze, zdradzając coraz bliższą obecność potencjalnego intruza.
– Kto tam? – zapytała pod wpływem impulsu; starała się, żeby jej głos zabrzmiał spokojnie, ale i tak dało się w nim wyczuć narastające napięcie.
Nie sądziła, że otrzyma odpowiedź, dlatego dźwięk znajomego głosu ją zaskoczył:
– To tylko ja. – Ariel w końcu pojawił się w zasięgu jej wzroku, wychodząc spomiędzy drzew i zatrzymując się na ścieżce, którą szła. Wyglądał zdecydowanie lepiej niż w tunelach, a tym bardziej w Akademii Nocy, jakby obecność natury i drzew dodawała mu energii. – Przepraszam. A chciałem przynajmniej raz zbliżyć się do ciebie tak, żebyś się nie wystraszyła.
– Nie wystraszyłam się! – zaoponowała szybciej i bardziej gwałtownie niż zamierzała. Ariel rzucił jej przenikliwe spojrzenie i chociaż jego czarne oczy nie wyrażały żadnych emocji, zdawała sobie sprawę z tego, że jej nie uwierzył.
– To dobrze. – Przynajmniej ani słowem nie skomentował jej reakcji. – Mam nadzieję, że ci nie przeszkadzam? Mam na myśli… Wiesz, jeśli chcesz pobyć sama, po prostu mi powiedz.
Jedynie pokręciła głową, po czym w końcu spróbowała zapanować nad swoim spiętym do granic możliwości ciałem. Tym razem bez trudu rozluźniła mięśnie, co było tym dziwniejsze, że przecież miała przed sobą wilkołaka – potencjalnego wroga każdego nieśmiertelnego. Coś zdecydowanie było z nią nie tak, skoro nie potrafiła się przejąć obecnością kogoś, kto bez trudu mógłby ją skrzywdzić, gdyby tylko nabrał ochoty.
Z tym, że ciężko było jej uwierzyć w to, że Ariel mógłby być niebezpieczny. Nigdy nie spotkała kogoś aż do tego stopnia… Nawet nie potrafiła znaleźć słów na opisanie tego, co o chłopaku myślała albo przy nim czuła. Niepozornego? Nie, to byłoby kłamstwo. Ariel na swój sposób wyróżniał się od swoich pobratymców, nie tylko przez wzgląd na wątłą budowę ciała, ale również charakter. Kiedy na niego patrzyła, nie czuła, żeby odczuwał względem niej albo jej pobratymców nienawiść czy nawet niechęć. W zasadzie sądziła, że wampiry i hybrydy są mu obojętne, przynajmniej tak długo, jak któreś z nich nie wchodziło mu w drogę.
Jedynym, czego była pewna, to emitujący od Ariela smutek. To była kolejna kwestia, która pozostawała dla niej tajemnicą. Miała wrażenie, że chłopak z jakiegoś powodu cierpi, chociaż za wszelka cenę starał się swój stan ducha ukryć. Już od samego początku uderzył ją wyraz jego dużych, ciemnych oczu i od tamtej chwili nie była w stanie ich zapomnieć, zwłaszcza kiedy zdążało jej się o Arielu pomyśleć. Swoją drogą, chłopak coraz częściej zaprzątał jej myśli, zwłaszcza od momentu, kiedy pomógł jej w tunelach.
– Idziesz w jakieś konkretne miejsce? – zapytała, decydując się przerwać panującą ciszę. Musiała się powstrzymywać od naskoczenia na niego z pytaniem o poranną rozmowę. Tak nagle chciał z nią przebywać, chociaż wcześniej wyglądał na chętnego, żeby od niej uciec?
– Nieszczególnie. – Wzruszył ramionami.
Nie minęła chwilę, jak się z nią zrównał, przypadkiem ocierając ramieniem o jej rękę. Alessia wzdrygnęła się, a chłopak zesztywniał i odskoczył od niej jak oparzony. Nie była pewna dlaczego, ale jego reakcja ją zabolała, co najmniej tak, jakby zdecydował się ją spoliczkował. Zacisnęła usta, starając się ukryć złe samopoczucie, ale zdawała sobie sprawę z tego, że jej oczy i zaciśnięte w pięści dłonie zdradzają wszystko.
Zapadła cisza, ale tym razem nie było w niej niczego kojącego. Milczenie Ariela wcale ją nie dziwiło – w zasadzie powinna być już do tego przyzwyczajona – ale nie potrafiła się w sytuacji odnaleźć, zbyt świadoma dzielącego ich dystansu. Czuła ciepło bijące od jego ciała i przyłapała się na tym, że najchętniej by go dotknęła albo nawet chwyciła za rękę. To było idiotyczne, zwłaszcza w obliczu tego, jak zachował się chwilę wcześniej, kiedy przypadkiem otarli się o siebie, ale i tak…
– Alessiu?
Serce zabiło jej szybciej. Dobra bogini, dlaczego w taki sposób reagowała na sam tylko fakt, że wypowiedział jej imię?
– Hm…? – Nie ufała swojemu głosowi na tyle, żeby zdobyć się na jakąkolwiek inną reakcję. To jak nic dowód na to, że była żałosna.
– Czy gratulowałem ci już tego, że właśnie zostałaś królową ceremonii? – zapytał spokojnie, nie odrywając od niej wzroku.
– Nie sądziłam, że dzieci księżyca interesują obrzędy wampirów – przyznała, zanim zdążyła ugryźć się w język. Próbowała unikać spoglądania na Ariela, ale to okazało się niemożliwe. – Przepraszam. I nie, jeszcze mi nie gratulowałeś – zreflektowała się nieco speszona.
– Ceremonia zakończenia Akademii dotyczy nas wszystkich – zauważył przytomnie. – Co prawda to wy jak zwykle odgrywacie tę najważniejszą część, ale wszyscy czekamy na przesilenie letnie.
Westchnęła zrezygnowana, po czym w końcu zdecydowała się otwarcie na niego spojrzeć. Czuła, że palą ją policzki, chociaż sama nie była pewna, co wprawiło ją w większe zakłopotanie – nietakt czy przeszywające spojrzenie tych smutnych oczu.
– Przepraszam – powtórzyła. Szlag, dlaczego czuła się aż do tego stopnia zażenowana? Co więcej, jakim cudem w ciągu zaledwie kilku minut rozmowy już kilka razy przepraszali siebie nawzajem? – Nie miałam pojęcia, że… Zresztą nieważne.
– Jak sobie chcesz.
Kolejna chwila ciszy, tym razem jeszcze bardziej przejmująca niż na początku. Alessia szła przed siebie, bliska tego, żeby zacząć biegnąć. Przez cały czas czuła na sobie wzrok obserwującego ją Ariela, ale kiedy zdążało jej się zerknąć w jego stronę, chłopak zawsze wpatrywał się w ziemię albo jakiś punkt przed sobą. To ją dezorientowało, podobnie zresztą jak i przeciągające się milczenie i poczucie pustki w głowie.
Tak wiele pytań. Miała tak wiele pytań, a jednak kiedy przyszło co do czego…
– No dobra – zaczęła bezceremonialnie, pod wpływem impulsu. Mówiła szybko, w przypływie odwagi i desperacji, starając się ignorować jego zaskoczone spojrzenie. Jak dobrze pójdzie, jeszcze przed końcem dnia uzna, że coś jest z nią nie tak i w końcu zacznie trzymać się od niej z daleka. – Możesz mi powiedzieć, czego ode mnie chcesz?
– Słucham? – Ariel spojrzał na nią z uprzejmym zainteresowaniem. Jego spojrzenie miało w sobie coś niewinnego, ale Alessia nie dała się nabrać. – Nie bardzo rozumiem. Dopiero co sama powiedziała, że nie masz nic przeciwko temu, żebym ci towarzyszył.
– Bo nie mam – zapewniła, wywracając oczami. – Chcę po prostu wiedzieć, dlaczego to robisz. Z litości czy może uważasz, że jesteś za mnie odpowiedzialny, bo dwa razy uratowałeś mi życie?
Teraz już wyraźnie czuła dezorientacje towarzyszącego jej wilkołaka. Spoglądając na Ariela i analizując jego aurę – to był ładny, jakże różny od jego sposobu bycia i oczu ciepły brąz – zauważyła przecinające ją ciemnofioletowe pasma zdradzające obawy i niepewność. W tej sytuacji powinna go przeprosić – znowu! – i przestać, ale z jakiegoś powodu była przekonana, że emocje Ariela niekoniecznie mają związek z bezpodstawnością jej podejrzeń. Miała wrażenie, że chłopak ma wątpliwości, bo sam sobie nie potrafi odpowiedzieć na pytanie, które mu zadała. Był przy niej, właściwie samemu nie wiedząc dlaczego – i właśnie w tym od samego początku leżał problem.
Alessia westchnęła, mając ochotę zacząć wyć z rozpaczy, kiedy cisza znów zaczęła się przeciągać. Milczenie doprowadzało ją do szaleństwa, dodatkowo przyprawiając o wyrzuty sumienia, bo może niepotrzebnie wprawiła Ariela w zakłopotanie.
– Dlaczego rano ze mną nie porozmawiałeś? – zadała kolejne pytanie, tym razem łagodniejszym tonem. Obserwowała go, dokładnie analizując wyraz jego twarzy i starając się wyciągać wnioski, ale to szło jej dość marnie. – To nie daje mi spokoju. Uciekłeś, jakbyś żałował, że w ogóle się do mnie odezwałeś.
– Gdybym nie chciał z tobą rozmawiać, nie byłoby mnie tutaj – powiedział z przekonaniem, spoglądając na nią niemal błagalnie. W tym wypadku akurat nie miała najmniejszych wątpliwości co do tego, że mówił prawdę… A może po prostu chciała w to wierzyć. – Dobrze się przy tobie czuję, Ali.
– Naprawdę? – Jego wyznanie ją zaskoczyło. Jego chyba też, bo cały zesztywniał i znów uciekł wzrokiem gdzieś w bok, całym sobą dając jej do zrozumienia, że wolałby, żeby zignorowała jego słowa. Niestety, musiał pogodzić się z tym, że ona nie miała w zwyczaju znosić niedomówień. – Nie rozumiem cię. W takim razie… Dlaczego mnie unikasz?
– Nie unikam cię – mruknął niczym zbuntowane dziecko, które kłóci się z dorosłym. Pokręciła głowa, zdezorientowana jeszcze bardziej niż przed jego pojawieniem się. – Rano… Sam nie wiem. Czy moglibyśmy o tym nie rozmawiać?
Wydęła usta, bynajmniej nieusatysfakcjonowana.
– Możesz ze mną nie rozmawiać wcale, skoro tak ci wygodniej – rzuciła chłodno, wymijając go i bez większego zainteresowania prąc przed siebie.
Usłyszała ciche przekleństwo, chociaż jakiekolwiek wulgaryzmy jakoś niespecjalnie jej do Ariela pasowały. Wyczuła, że również przyśpieszył, depcąc jej po piętach i uparcie podążając za nią. Z jakiegoś powodu taki stan rzeczy jej odpowiadał, nawet jeśli zdawała sobie sprawę z tego, że oboje zachowują się dziecinnie. Któreś z nich zdecydowanie powinno było odpuścić, ale ze swoją dumą nie wyobrażała sobie, żeby to miała być ona.
Pieprzona duma Licavolich, przeszło jej przez myśl i omal nie uśmiechnęła się z goryczą. No cóż, najwyraźniej wilkołaki też miały to do siebie, że lubiły stawiać na swoim. Pewność siebie nie była dziwna, zwłaszcza kiedy myślała o Riddley’u czy jemu podobnych, ale i tak czuła się nieswojo z myślą o tym, że Ariel jest w czymkolwiek do nich podobny.
Dłoń Ariela bezceremonialnie zacisnęła się na jej nadgarstku. Fakt, że chłopak jednak zdecydował się jej dotknąć, zaskoczył ją do tego stopnia, że nawet nie zaprotestowała, kiedy wilkołak szarpnięciem odwrócił ją w swoją stronę. Jego ciemne oczy po raz kolejny zniewoliły ją, gdy na nią spojrzał, uniemożliwiając ruszenie się chociażby o krok.
– Uważaj, bo jeszcze się czymś ode mnie zarazisz – mruknęła z przekąsem, mimowolnie zerkając na ich splecione dłonie; wyczuła, że drżą mu mięśnie, jakby siłą zmuszał się do tego, żeby znów się od niej nie odsunąć.
– Alessia, proszę – westchnął. Zdawał się samemu nie być pewnym, co takiego chciał jej powiedzieć. – Ja po prostu… Ech, czy poszłabyś ze mną w pewne miejsce? – zapytał, najzwyczajniej w świecie zmieniając temat.
Zaskoczona, uniosła brwi.
– Dokąd? Czego zresztą ode mnie odczekujesz po tym, jak przez cały czas próbujesz mnie ignorować?
– Zaproszenie trochę odbiega od ignorowania, nie uważasz? – Zaczynała mieć dość tego, że zawsze potrafił znaleźć właściwe słowa, żeby odpowiedzieć na nawet najbardziej złośliwe pytanie z jej strony. – Więc? Powiedziałem już, że jeśli chcesz sama, wystarczy powiedzieć.
Przez ułamek sekundy jednak korciło ją, żeby się na to zdecydować, ale nie wyobrażała sobie tego, iż tak po prostu mógłby zniknąć jej teraz z oczu. Mogła być na niego zła, mogła się irytować, ale… Chciała czy nie, była go ciekawa. Co więcej, jej również przebywanie w jego towarzystwie sprawiało przyjemność, chociaż nie zamierzała mu się do tego przyznawać.
Ze świstem wypuściła powietrze, w końcu znajdując w sobie dość samozaparcia, żeby odwrócić wzrok. Ariel poluzował uścisk wokół jej nadgarstka, więc oswobodziła dłoń, ale zyskała jedynie tyle, że nagle poczuła się pusta. To było całkiem nowym doświadczeniem, zwłaszcza, że do tej pory dobrze czuła się wyłącznie wtedy, kiedy pozwalała sobie na telepatyczne zbliżenie ze swoim bratem.
Z tym, że Ariel w niczym nie przypominał Damiena. Kiedy przebywali ze sobą, czuła się niezwykle i to bez konieczności czerpania energii czy wykorzystywania telepatycznych zdolności. Nie miała pojęcia, co o tym myśleć, ale ta zależność jednocześnie sprawiała jej przyjemność, co i napawała swego rodzaju lękiem.
– Nie – przyznała niechętnie. – Nie chcę, żebyś sobie poszedł… Po prostu ja już niczego nie rozumiem, Arielu – westchnęła, świadoma tego, że niekoniecznie musi zdawać sobie sprawę z tego, co takiego miała na myśli.
– W takim razie jest nas dwoje – stwierdził. Cały czas się jej przypatrywał. – Proszę, Ali. Może później porozmawiamy, ale teraz chciałbym ci coś pokazać.
Wyczuła, że się poruszył i w końcu odważyła się unieść w głowę. Co prawda nie spojrzała mu w twarz, a tym bardziej w oczy, ale i tak poczuła się dziwnie – zwłaszcza kiedy zauważyła zachęcająco wyciągniętą w jej stronę rękę Ariela.
– Jesteś pewien, że chcesz mnie dotykać? – zapytała, nie mogąc się powstrzymać, ale nie wahała się przed przyjęciem jego propozycji. Wsunęła dłoń w jego rękę, pozwalając żeby ciepłe palce owinęły się wokół jej skóry. – Drżysz – zauważyła, aż nadto świadoma tego, jak bardzo był spięty.
– To nic takiego – uspokoił ją, po czym mocniej ścisnął jej rękę, żeby udowodnić jej, że fizyczny kontakt faktycznie mu nie przeszkadza. – Nie jestem w stanie nad tym zapanować… Ale to nie ma żadnego związku z tobą, Ali.
Spojrzała na niego z powątpieniem, ale nie skomentowała jego słów w żaden sposób. Razem ruszyli przed siebie, Ariel nieznacznie na przedzie, żeby kontrolować kierunek, który obrali. Zaufanie mu przyszło jej wręcz niepokojąco łatwo, zwłaszcza, że jeszcze chwilę wcześniej była na niego zła.
Co więcej, w jakimś stopni zdawała sobie sprawę z tego, że powinna się go bać. Nie wyobrażała sobie tego, ale to drżenie…
Ariel nie powiedział tego wprost, ale to naprawdę była jej wina – jej albo jego drugiej natury, instynktownie reagującej na dotyk i obecność kogoś, kogo powinien nienawidzić.

2 komentarze:

  1. Rozdział naprawdę super, bardzo się cieszę, że pojawił się Ariel, spodobała mi się jego postać, a nawet bardzo :).
    Nie mogę uwierzyć że są osoby, które tak świetnie piszą. Naprawdę piszesz lepiej od niejednej znanej pisarki.
    Gorąco życzę Ci weny .

    Lila

    OdpowiedzUsuń
  2. Jej tyle Ariela i Ali w całym rozdziale na to czekałam*.* Jestem ciekawa co Ariel chce pokazać Ali.Może w końcu coś na poważnie zacznie dziać się między nimi :3 No nic czekam na następny rozdział z Ali i Arielem, już nie mogę się doczekać.
    Pozdrawiam ciepło
    Renesmee:3

    PS:Przepraszam, że tak długo nie komentowałam, ale nie miałam dostępu do internetu.

    OdpowiedzUsuń




After We Fall
stories by Nessa