15.03.2014

Sześćdziesiąt sześć

Alessia
Mieszkanie Hayley i Quinna nie było duże, ale Alessia je uwielbiała. Czasami czuła się dziwnie, obserwując rodzeństwo, zwłaszcza, że zdawała sobie sprawę z tego, iż bliźnięta są na świecie same, ale starała się o tym nie myśleć, a tym bardziej nie wspominać. Byli razem i to im odpowiadało, a jakiekolwiek komentarze w tej kwestii wydawały się czymś niewłaściwym, przynajmniej z logicznego punktu widzenia.
W zasadzie historia Hayley i Quinna była krótka. Oboje urodzili się w samym środku hiszpańskiego lasu, zabijając przy porodzie matkę. Od tamtej chwili zdani byli wyłącznie na siebie, ale jakimś cudem udało im się przetrwać, na dodatek trzymając się z daleka od ludzi. Nigdy nie poznali ojca, możliwe zresztą, że ten nawet nie miał pojęcia o ich istnieniu. Chociaż dla Alessi wydawało się to co najmniej okrutne, takie przypadki wśród nieśmiertelnych były dość częste. Istniało wiele istot, które nie dbały o uczucia, a ludzkie kobiety wykorzystywały dla zaspokojenia własnych potrzeb. Istnienie inkubów i sukubów było równie naturalne, co i wampiryzm, dlatego teoretycznie nikt nie powinien być zdziwiony. Co więcej, wykorzystując kobiety jednorazowo, potencjalni ojcowie nawet nie brali pod uwagę tego, że ich partnerka mogłaby zajść w ciążę, a tym bardziej wydać na świat takie istoty, jakimi były pół-wampiry.
Tak czy inaczej, w przypadku tego rodzeństwa skończyła się o tyle dobrze, że krótko po narodzinach dwójkę dzieci znalazła przypadkiem podróżująca w okolicy ich kryjówki wampirzyca. To ona uświadomiła im kim są i próbowała nauczyć odnajdowania się w świecie nieśmiertelnych, nigdy jednak nie planowała zostać matką. Ostatecznie przyprowadziła bliźnięta do Miasta Nocy, pozostawiając pod opieką mieszkańców i tyle ją widziano. Hayley i Quinn zwykle o niej nie rozmawiali, tak jak i nie wspominali swojej przeszłości, bo tak po prostu było łatwiej. Mieszkanie w pojedynkę również miało swoje plusy – zwłaszcza, kiedy potrzebowało się spokojnego miejsca, żeby porozmawiać.
– No dobra, a teraz do rzeczy – powiedziała śpiewnym tonem Zoe, wsuwając się na blat kuchennego stołu. Była drobna, więc nogami nie sięgała ziemi, niedbale machając nimi w powietrzu. – Co to za akcja z tym wilkołakiem? – rzuciła prosto z mostu, uśmiechając się niepewnie.
Alessia zawahała się, starając się udawać, że pytanie dziewczyny jest jej absolutnie obojętne. Natychmiast poczuła na sobie spojrzenie stojącego do niej plecami i skoncentrowanego na zawartości lodówki Quinna, ale przynajmniej chłopak nie odezwał się ani słowem. Przynajmniej Hayley zamknęła się w łazience, ale bacząc na czułość wampirzych zmysłów, Ali była przekonana, że dziewczyna dokładnie się wszystkiemu przysłuchuje.
– A jest jakaś akcja z wilkołakiem? – zapytała wymownie, decydując się na jedyną strategię, która przychodziła jej do głowy, a której nauczyła się od Aldero; jak mawiał jej kuzyn, czasami po prostu lepiej jest udawać głupiego.
– Ali! – Zoe potrząsnęła głową. – No wiesz co? Widziałam was razem, więc przynajmniej nie udawaj – żachnęła się.
– Tak. Widziałaś jak rozmawiam z Arielem. To faktycznie zachodzi na spisek – mruknęła z rozbawieniem. Cholera, że też Zoe musiała się po nią wrócić.
– To zależy, kto co rozumie przez słowo „rozmowa”… – mruknęła Zoe, uśmiechając się znacząco.
Chciała dodać coś jeszcze, ale przerwało im dźwięk gwałtownie nabieranego powietrza i wstrząsający kaszel, kiedy Quinn zakrztusił się własną śliną. Obie spojrzały w jego kierunku, niepewne czy powinny się śmiać, czy może jednak rzucić się na pomoc.
– Zaraz, chwileczkę. – Przełknął z trudem, próbując doprowadzić się do porządku. – Po pierwsze, to zaczyna być co najmniej obrzydliwe, Zoe.
– To ty masz skojarzenia – żachnęła się dziewczyna, ale jej wymowny uśmieszek świadczył o tym, że Quinn jak najbardziej trafił w sedno.
– A po drugie – ciągnął, zachowując się tak, jakby jej nie usłyszał – czy to był ten sam wilkołak, który wtedy tańczył z Ali? – zapytał, unosząc brwi ku górze.
Alessia nie odpowiedziała, nie zamierzając drążyć tematu. Dobrze wiedziała, co Quinn sądził o całej sprawie, nie wspominając już o tym, że temat Ariela był ostatnim, który chciała roztrząsać – i to nie dlatego, że obecny był przy niej ktoś, kto zaliczał się do grona dobrych znajomych jej brata. Sama nie była pewna, jak powinna się zachować po tej dziwnej wymianie zdań, zwłaszcza, że na sam koniec Ariel znowu uciekł, zachowując się tak, jakby ktoś go gonił albo co najmniej się paliło. Facet mieszał jej w głowie, a ona nawinie mu na to pozwalała, prawdopodobnie niepotrzebnie wyolbrzymiając każdy jego gest, słowo czy fakt, że w ogóle się z nią spotykał.
Potrząsnęła głową, chcąc odrzucić od siebie te myśli. Już parokrotnie analizowała zachowanie Ariela i jak do tej pory nie doszukała się logiki w tym, co działo się od ich pierwszego spotkania. Chyba nie znała bardziej tajemniczej i zdystansowanej osoby, która na dodatek całą sobą zdawała się krzyczeć, iż nie ma zamiaru nawiązywać bliższych znajomości z kimkolwiek. Co więcej, Ariel był wilkołakiem, a to z góry skreślało jakąkolwiek znajomość, nie wspominając o ewentualnym związku, który…
Zaraz! Dlaczego ona w ogóle roztrząsała coś takiego, jak związek? To zaczynało być coraz bardziej niedorzeczne, zwłaszcza, że o Arielu nie wiedziała niczego więcej ponad imię, a na dodatek chłopak wyraźnie jej unikał. Jak inaczej można było wyjaśnić jego wcześniejsze zachowanie, kiedy pojawił się i zniknął, zachowując się jak jakaś zjawa albo tak, jakby decyzja o spotkaniu z nią była jedną wielką pomyłką?
– Ej, Ali, mówię do ciebie! – Nie zauważyła, żeby Quinn się poruszył, ale pojawienie się jego dłoni tuż przed twarzą sprawiło, że momentalnie poderwała głowę, rzucając mu rozdrażnione spojrzenie. Natychmiast zamachnęła się, uderzając go w rękę, speszona tym, że był tak blisko.
– A mógłbyś tak, proszę, trzymać łapy przy sobie – mruknęła znudzonym tonem, wydymając usta. – Słyszę cię. A jeśli raz jeszcze zaczniesz mi wymachiwać rękami przed twarzą, wtedy naprawdę się zdenerwuję.
Quinn omal się nie uśmiechnął.
– Taa… Faktycznie, wyglądasz tak, jakbyś mnie słyszała – sarknął, wywracając oczami. – Zresztą nieważne. Dlaczego ten chłopak ciągle się przy tobie kręci?
– Skąd mam to, do cholery, wiedzieć? – odparowała, zaciskając dłonie w pięści. Brew Quinna powędrowała ku górze, ale ani słowem nie skomentował jej złośliwości. Szczerze powiedziawszy, sama nie była pewna, dlaczego jest taka zdenerwowana. – Poza tym nie cały czas, tylko wczoraj. Sądzę zresztą, że wpadł na mnie przypadkiem.
– I tak mi się to nie podoba – westchnął chłopak, opierając się rękami o blat stołu na którym siedziała Zoe. – Mam wrażenie, że kręci się przy tobie od czasu naszej wizyty na skwerze.
– Zaczynasz popadać w paranoję, Quinn.
Spojrzał na nią wilkiem, ale przynajmniej dał za wygraną. Alessia przyjęła to z ulgą, zwłaszcza, że zachowanie chłopaka coraz bardziej ją irytowało. Nie, do cholery, Ariel zdecydowanie się przy niej nie kręcił – wręcz przeciwnie. Nie była pewna dlaczego, ale z jakiegoś powodu słowa Quinna i świadomość tego, iż niekoniecznie mają związek z prawdą, jedynie ją drażniły, sprawiając, że czuła się jeszcze bardziej podminowana. To nie miało sensu, ale na swój sposób chyba chciała, żeby Ariel faktycznie nie dawał jej spokoju.
Jesteś wdzięczna, że już kilka razy ci pomógł, czy podobnie jak Grace zaczynasz mieć żal do każdego, kto wydaje się cię ignorować?, szepnął cichy, złośliwy głosik w jej głowie. Zacisnęła usta, jeszcze mocniej zaciskając dłonie w pięści, aż poczuła ból wbijających się w skórę paznokci. Natychmiast poluzowała uścisk, jednocześnie zastanawiając się, co takiego się z nią działo. Może to było zmęczenie, zwłaszcza, że nie zmrużyła oka po tym, co wydarzyło się w tunelach, ale zdawała sobie sprawę z tego, że to dość marna wymówka. W równie naciągany sposób wydawało się brzmieć to, że przyczyną mógłby być telepatyczny głód, chociaż i ten powoli zaczynał dawać się jej we znaki, domagając się zaspokojenia.
– Wasze anielskie głosiki niosą się po całym domu – stwierdziła z przekąsem Hayley, w końcu pojawiając się w kuchni. W niewielkim, umeblowanym niepasującymi do siebie szafkami oraz w większości zajętym przez chwiejny, drewniany stół pomieszczeniu, powoli zaczynało się robić ciasno. – Quinn, mógłbyś przynajmniej raz nie drażnić Ali?
– To nasza złośnica mnie drażni – mruknął chłopak, przeciągając się leniwie. Długie, sięgające poniżej ramion włosy przypadkiem musnęły ramię siedzącej na blacie Zoe. – Hej! – zaprotestował, bo dziewczyna pochwyciła jeden z niesfornych kosmyków, szarpiąc za niego, żeby zwrócić na siebie jego uwagę.
– Są coraz dłuższe – zauważyła, ale posłusznie poluzowała uścisk. – Jeszcze trochę i będziesz mógł konkurować z Hayley.
Sama zainteresowana prychnęła pod nosem, po czym demonstracyjnie okręciła się na pięcie. Jej lśniące, intensywnie pomarańczowe włosy zafalowały wokół twarzy, ostatecznie miękko opadając na ramiona i plecy pół-wampirzycy. Quinn mruknął coś pod nosem, po czym sam zaczął potrząsać głową, starając się sparodiować siostrę.
Hayley zacisnęła usta i wsparła dłonie na biodrach.
– Ja wcale tak nie robię – żachnęła się, rzucając chłopakowi mordercze spojrzenie. – A nawet jeśli… Cóż, przynajmniej wyglądam przy tym kobieco – dodała, szczerząc się w uśmiechu.
– O, tak. Ty jesteś bardzo kobieca, Hayley – zaśmiał się Quinn. – Zwłaszcza po przebudzeniu, kiedy staram się ściągnąć cię z łóżka i…
Urwał, bo siostra cisnęła w niego pierwszą rzeczą, która wpadła jej w ręce. Hayley zaklęła pod nosem, zwłaszcza, że jej brat zrobił błyskawiczny unik i w efekcie to Alessia omal nie oberwała kuchennym nożem. Ostrze świsnęło tuż obok jej twarzy, ostatecznie lądując w przeciwległej ścianie, głęboko wbijając się w konstrukcje.
– Dziękuję, Hayley. Było powiedzieć, że dzisiaj lepiej się do was nie zbliżać – mruknęła, częściowo jedynie rozbawiona; podobne sceny w przypadku rodzeństwa były czymś normalnym.
– Przepraszam, Ali – zreflektowała się dziewczyna, uśmiechając się w niewinny sposób. – Ale nie ma krwi, nie ma żalu, prawda? Poza tym dobrze wiesz, że celowałam w tego cholernego dupka – dodała, nie mogąc przepuścić okazji, żeby podrażnić się z bratem.
Chłopak jedynie znów potrząsnął głową, tym razem nie tylko na przekór siostrze, ale starając się celowo trafić w Zoe. Blondynka roześmiała się i spróbowała uderzyć go w ramię, ale okazał się szybszy. Natychmiast zerwał się na równe nogi, przez co dziewczyna omal nie zleciała z blatu, kiedy zamachnęła się zbyt mocno.
Ali jedynie wywróciła oczami, dla pewności jednak wolała odejść gdzieś na bok, na wypadek gdyby Hayley zechciało rzucać się czymś jeszcze. Uwielbiała obserwować przekomarzanie tej dwójki i wręcz dziecinną euforię Zoe, jednak tym razem jakoś niespecjalnie była w nastroju do przebywania z przyjaciółmi. Kiedy rozmawiała z Damienem, była przekonana, że przyjście tutaj jest dobrym pomysłem, ale teraz…
Co takiego się zmieniło? No oczywiście – spotkała się z Arielem i…
– Hej, ale ja mówię poważnie – odezwała się Zoe już nieco spokojniejszym tonem, w końcu zapanowując nad śmiechem. Znów ujęła w palce kosmyk włosów Quinna, po czym uniosła go sobie do oczu. – Są za długie.
– Masz na to jakąś cudowną radę? – Quinn rzucił jej wymowne spojrzenie, ale nie próbował odsuwać dziewczyny od siebie i swoich włosów. – Swoją drogą, dlaczego tak nagle czepiłaś się moich włosów, co?
– Od dawna mnie drażniły – odparowała Zoe. Lekko zeskoczyła z blatu, po czym bezceremonialnie otworzyła pierwszą z szuflad, która wpadła jej w oczy i bez skrępowania zaczęła przetrząsać jej zawartość. – Gdzie macie jakieś nożyczki? – zapytała ze zniecierpliwieniem, kręcąc głową na widok chaosu, jaki panował w całym mieszkaniu; zmarszczyła nos, widząc pozbawione logiki, powrzucane w pośpiechu przedmioty, które bynajmniej nie wyglądały na takie, których używa się w kuchni.
Quinn obserwował ją w milczeniu, dosłownie przeszywając wzrokiem. Przez moment Alessia była przekonana, że ze śmiechem każe dziewczynie iść do diabła albo sam znajdzie powód, żeby w pośpiechu się ewakuować, dlatego tym bardziej zaskoczył ją, kiedy zdecydował się odpowiedzieć:
– W łazience.
Sądząc po minie Zoe, sama była jego zachowaniem zaskoczona.
– Przyniosę ci – zaoferowała się natychmiast Hayley, dosłownie rzucając się w stronę wyjścia. – Hej, Ali, idziesz ze mną? – dodała z błyskiem w oczach.
– Jasne.
Intencje Hayley były jasne i chyba musiałaby być głupia, żeby nie rozumieć. Co więcej, naprawdę głupia byłaby, gdyby już na początku nie zorientowała się, że Quinn podoba się Zoe. Blondynka nie spuszczała z brata Hayley wzroku odkąd tylko Ali sięgała pamięcią, chociaż pół-wampir zdawał się tego nie dostrzegać – a przynajmniej do czasu.
No, Quinn… Lepiej dla ciebie, żebyś tego nie spieprzył, przeszło jej przez myśl, kiedy już znalazła się w oddzielającym kuchnię od salonu korytarzu. Co prawda nie miała pewności, czy jej przypuszczenia są słuszne, ale to nie miało żadnego znaczenia. Chyba nawet chciałaby, żeby Zoe w końcu zdecydowała się na coś więcej niż tylko ciche wzdychanie i udawanie, że rola irytującej przyjaciółki siostry chłopaka jej odpowiada.
Tak byłoby lepiej. Bo może gdyby ta dwójka dała radę, Alessia uwierzyłaby, że…
Że co? Wolała o tym nie myśleć.
Zwłaszcza, że to nie miało sensu.
Zwłaszcza, że ona wciąż była sama…
Zoe
Zoe uświadomiła sobie, jak bardzo trzęsą jej się ręce. Przeczesując palcami włosy Quinna, czuła się coraz bardziej podenerwowana, a to raczej nie świadczyło dobrze o tym, co planowała zrobić. Cholera, co właściwie ją podkusiło do tego, żeby zacząć wyrywać się nie tylko do tego, by znaleźć się tak blisko niego, ale na dodatek do podjęcia się zadania, które wymagało skupienia. Nie żeby sądziła, że jest w stanie przypadkiem go zranić, ale jeśli ręce nadal będą jej się tak trzęsły, w którymś momencie naprawdę stanie się coś, czego wszyscy będą żałować – zwłaszcza Quinn.
– Twoje milczenie zaczyna być przerażające – odezwał się chłopak, wyrywając ją z zamyślenia. – I to nie tylko dlatego, że zwykle buzia ci się nie zamyka – dodał; mogła założyć, że się uśmiecha.
– Próbuję się skoncentrować, jasne? – Odetchnęła w duchu, kiedy przekonała się, że głos nie zdradza tego, jak bardzo zdenerwowana się czuła. – Poza tym, przestań mnie denerwować. Nie zapominaj, że to ja mam nożyczki – zagroziła, demonstracyjnie biorąc przedmiot do rąk i tnąc powietrze.
Quinn jedynie parsknął śmiechem, po czym bezceremonialnie obrócił się w jej stronę. Siedział na krześle, ale i tak musiała stawać na palcach, żeby mieć swobodny dostęp do jego włosów. Teraz, bezceremonialnie wstając tak, żeby móc usiąść na krześle okrakiem, twarzą do niej, wyrwał kosmyki z jej drżących dłoni. Szybko zacisnęła je w pięści, żeby ukryć zdenerwowanie, ale to nie było takie łatwe, skoro w zamian została zmuszona do zmierzenia się z przenikliwością jego spojrzenia.
– Wyglądasz jakbyś zaraz miała zemdleć – skomentował, uważnie mierząc ją wzrokiem. Dobra bogini, czy on specjalnie robił z rzęsami to, co właśnie widziała? Jak można w ogóle tak na kogokolwiek patrzeć?
– Wcale nie – zaoponowała machinalnie, ale dla pewności i tak oparła się plecami o kuchenny blat. – Jak mam cokolwiek zrobić, skoro przez cały czas się wiercisz? – dodała, siląc się na obojętny ton.
– Przepraszam – mruknął, ale nie odwrócił się. Wciąż na nią patrzył, chyba całkowicie nieświadomy tego, co w ogóle robił. – Zoe…
– Hm? – Na więcej nie było ją stać.
Quinn zawahał się. Patrzył na nią w dziwny sposób, zupełnie niepodobny do tego, który zwykle u niego widziała. Co więcej, byli sami – Hayley i Alessia, te wredne małe zdrajczynie, ewakuowały się tak szybko, że aż się za nimi kurzyło. Miała przez to rozumieć, że cokolwiek mu powiedziały?
Jak na zawołanie poczuła pieczenie pod powiekami, a to odkrycie doprowadziło ją do szaleństwa. Zaczęła szybko mrugać, próbując zwalczyć idiotyczną myśl, że którakolwiek z jej przyjaciółek mogłaby się wygadać przed Quinnem, zdradzając wszystkie jej uczucia. Przecież wiedziała, że to niemożliwe, ale myśl o tym, że on wie i że dostrzega jej zdenerwowanie…
Wyśmieje ją. Albo będzie współczuł. Albo jeszcze coś innego, bo i jaka miałaby być reakcja kogoś, kto nagle dowiaduje się o tym, że jest obiektem westchnień niezrównoważonej, dziecinnej przyjaciółki własnej siostry…?
– Zoe, czy dobrze się czujesz? – zmartwił się Quinn, nagle materializując się tuż przed nią. Dopiero kiedy ostrożnie wyjął jej nożyczki z ręki i odłożył je na bok, uświadomiła sobie, że oddycha spazmatycznie i dosłownie słania się na nogach, bliska omdlenia. Jeszcze tego brakowało, żeby uznał ją za histeryczkę! – Wyglądasz jakbyś zobaczyła ducha – zauważył, lekko przekrzywiając głowę; jego dłoń wylądowała na jej biodrze, kiedy dla pewności ją podtrzymał.
No odpowiedz mu, idiotko!, warknęła na siebie w myślach. Musiała mu powiedzieć, że wszystko jest w porządku i że po prostu się zamyśliła. Pewnie i tak miał jej nie uwierzyć, ale może wtedy udałoby się jej wykręcić, ratując przed zrobieniem z siebie jeszcze większej idiotki niż w tym momencie.
– Ja… – Cudownie, na domiar złego zaczynała się jąkać. Czasami jej się to zdarzało, zwłaszcza kiedy była zdenerwowana, ale naprawdę sądziła, że już z tego wyrosła. – Ja… ja n-nie…
– Zoe. – Quinn westchnął, w łagodny sposób wypowiadając jej imię. W jego oczach pojawiła się niepewność, ale przynajmniej nie uciekł z krzykiem, dochodząc do wniosku, że ma do czynienia z idiotką. – Oddychaj. I zacznij mówić powoli, okej? Wszystko jest w porządku – zapewnił z pewnością siebie, która trochę jej się udzieliła, chociaż nie sprawiła, że udało jej się zapanować nad zawrotami głowy.
– Ja…
Quinn nachylił się, po czym czule ujął twarz dziewczyny w dłonie. Wstrząsnął nią nagły dreszcz, odnosząc wrażenie, że za sprawą tego jednego dotyku została podłączona pod akumulator z prądem. Wciąż drżała, ale sama już nie była pewna czy ze zdenerwowania, czy może w niemym oczekiwaniu na coś, co…
Hm, sama nie wiedziała. Albo po prostu bała się posunąć do wyciągania jakichkolwiek wniosków w sytuacji, kiedy prawie zapomniała o tym, jak się nazywa.
– Tak, Zoe? – Quinn przesunął się jeszcze bliżej. Ich ciała w uroczy sposób otarły się o siebie, a Zoe przez moment miała wrażenie, że za moment jednak zemdleje z wrażenia. Co się z nią działo, a co najważniejsze… – Co chcesz mi powiedzieć?
Skąd on wiedział, że miała mu cokolwiek do powiedzenia? Nie miała pojęcia, a patrzenie się w jego przystojną twarz i śledzenie wzrokiem zarysu miękkich ust, których od dawna chciała posmakować, raczej nie ułatwiało jej koncentracji. Milczała, wpatrzona w niego w taki intensywny sposób, że to wydawało się nierealne, podobnie zresztą jak i cała jej chwila. Przecież była przyjaciółką Hayley, co najwyżej jego kumpelką z którą wcześniej lubił spędzać czas – nic poza tym, a jednak…
Nie, to nie powinno być tak. W którymś momencie coś zepsuła i teraz mimo starań nie potrafiła wrócić do wcześniejszego etapu, kiedy przebywanie z Quinnem przychodziło jej równie naturalnie, co towarzyszenie Hayley albo Alessi. Coś zepsuła, a teraz była na dobrej drodze do tego, żeby zniszczyć wszystko jeszcze bardziej.
W takim razie wszystko mi jedno, pomyślała buntowniczo, po czym – pod wpływem impulsu – stanęła na palcach i bez chwili zastanowienia musnęła wargami usta Quinna. Pocałowała go, podświadomie czekając na moment aż ją odsunie albo – w najgorszym wypadku – brutalnie od siebie odepchnie, zniesmaczony.
Z tym, że Quinn tego nie zrobił.
W zamian przyciągnął ją do siebie, lekko unosząc do góry, żeby było jej łatwiej. W momencie, w którym przejął inicjatywę, świat zawirował, a potem rozpadł się na kawałeczki, przysłonięty przez wszechogarniającą euforię.
I to było dobre.

1 komentarz:

  1. Oo, jaki słodki rozdział^^ aż mi się wyrwało "Ooo", kiedy się pocałowali. I teraz mam nadzieję, że będą parą. Zoe i Quinn idealnie do siebie pasują. Nie spodziewałam się takiego obrotu sprawy. Myślałam, że już po wieczność będą tylko przyjaciółmi, a tu taka niespodzianka. Hm, nie wiem czy Zoe mogłaby iść na fryzjerkę, bo najwyraźniej się do tego nie nadaje i zamiast ciąć włosy, całuje się z klientami :D Oj, gdyby otworzyła zakład i robiłaby tak z każdym klientem wątpię, aby Quinn był zadowolony :D
    Zazdroszczę im tego, że tak świetnie się dogadują całą czwórką. Chciałabym mieć takich przyjaciół :o ech, dobra przestaję narzekać. Szkoda, że Ali tylko rozmawia z Arielem. Ciągle liczę na coś więcej :/ np. na jakiś skromy pocałunek w policzek, albo chociaż muśnięcie dłoni. Najwyraźniej trochę sobie na to poczekam, ale będzie warto =]
    Hayley tu, Hayley tam xd Hayley wszędzie :D Twoja Hayley też jest spoko i ją lubię :D widać, że Quinn odrobinę ją irytuje, a i reszta pewnie też. Trochę mi ich szkoda, bo wychowali się prawie sami ;c dobrze, że jakaś wampirza się nad nimi zlitowała i zaniosła do Miasta^.^
    Teraz mam dylemat, bo nie wiem co chcę :C| wkurzoną Renesmee, kiedy zmierza do domu Beau, a za nią leci tłum napalonych facetów, czy całującego się Quinna i Zoe, lub Ariela i Alessię O.o co napiszesz i tak będę zadowolona :D

    Gabrysia ♥

    OdpowiedzUsuń









After We Fall
stories by Nessa