23.03.2014

Siedemdziesiąt trzy

Ewelina Lisowska – „Nieodporny rozum”
Alessia
Alessia bez pośpiechu krążyła po ogrodach Niebiańskiej Rezydencji. Delikatnie podrygiwała do rytmu płynącej muzyki, nie miała już jednak ochoty na taniec, chociaż Edward jasno dał jej do zrozumienia, że gdyby chciała, wciąż jest do jej dyspozycji. Ali była nieco zaskoczona jego zapewnieniami, bo zazwyczaj bliżej im było do kłótni niż tańca, ale nie zamierzała być z tego powodu dla niego niemiłą. Jasne, lubiła się z nim drażnić, momentami przypominając o tym, że jest jej dziadkiem (chociaż naturalnie na to nie wyglądał!), ale to przecież były tylko żarty, a ona nie zawsze zachowywała się jak wredna zołza.
Kiedy oddaliła się od tańczących, a muzyka ucichła, poczuła się trochę lepiej. Była odrobinę senna, ale nie było w tym niczego złego, bo to był dobry rodzaj zmęczenia. Przebywanie w centrum uwagi, szalony taniec, konieczność dobrego prezentowania się… To wszystko sprawiało jej przyjemność, zwłaszcza jeśli wziąć pod uwagę to, kim chciała zostać w przyszłości. Jako kapłanka tym bardziej byłaby podziwiana i rozliczana na podstawie tego, jak się prezentowała, dlatego lepiej było oswajać się z tym już teraz.
Damien zniknął jakiś czas temu, najwyraźniej dobrze się bawiąc, ale Alessia nie zamierzała go szukać. Aldero i Cameron pojawiali się i znikali, co w sumie też nie było niczym nowym, bo ta dwójka miała wrodzone zdolności do tego, żeby podpadać najróżniejszym osobom, a później musieć ich unikać. Co prawda nie sądziła, żeby Rufus był aż do tego stopnia zdesperowany, by ganiać za Al’em – w końcu miał Laylę i to ona w pełni pochłaniała jego uwagę – ale jej kuzyn najwyraźniej wolał dmuchać na zimne; biorąc pod uwagę ekscentryczny sposób bycia ich wujka, takie postępowanie było najzupełniej uzasadnione, ale wolała tego nie komentować.
Westchnęła, po czym uniosła głowę, spoglądając w ciemne, upstrzone gwiazdami niebo. Pierwsza noc lata zapowiadała się wyjątkowo ciepło, ale nie duszno, co jak najbardziej jej odpowiadało. W powietrzu unosił się przyjemny zapach wypełniających ogród kwiatów oraz drzew owocowych, aktualnie w pełni rozkwitu. Przyjemnie ciepły wiatr, wiejący gdzieś od strony klifu i świątyni, bawił się jej włosami, przynosząc ukojenie i jeszcze więcej słodkich, przyjemnych zapachów, które pozwalały jej się rozluźnić. W tej nocy było coś niezwykłego, chociaż równie dobrze wrażenie to mogło brać się stąd, że wciąż była pod wrażeniem emocji związanych z ceremonią zakończenia szkoły oraz rocznicą ślubu rodziców.
Hm, zabawne, ale nagle poczuła się samotna. Zwłaszcza obserwując splecionych razem ze sobą Renesmee i Gabriela, ogarnęło ją dziwne, nieznośne uczucie osamotnienia, chociaż przecież nie była sama, otoczona przez rodzinę, znajomych i przyjaciół. Co więcej, przecież sama od nich odeszła, łaknąć samotności – a przynajmniej tym się usprawiedliwiała, bo w rzeczywistości jej pragnienia były trochę bardziej złożone.
A jeśli już miała być ze sobą w pełni szczera, wszystko sprowadzało się do jednej jedynej osoby.
Bez pośpiechu weszła w kolejną kwiatową alejkę, właściwie nie zastanawiając się nad tym dokąd idzie i gdzie chce dotrzeć. Wpatrywała się w biały żwir, cicho chrzęszczący pod jej stopami. Chodzenie na wysokich obcasach w takich warunkach było trochę problematyczne, ale Alessia była już przyzwyczajona, bo odkąd pamiętała, dużo czasu spędzała w Pałacu Iluzji. Dimitr był już praktycznie członkiem rodziny i zastępczym ojcem dla Aldero oraz Camerona, chociaż Isabeau odrzuciła jego zaręczyny i raczej nic nie wskazywało na to, żeby miała zmienić zdanie.
Dalsza część ogrodu nie była tak dobrze oświetlona jak miejsce uroczystości, ale ciemność nie była przeszkodą dla wyostrzonych zmysłów Alessi. Spacerowała, próbując zająć czymś myśli, ale przecież doskonale zdawała sobie sprawę z tego, że traci czas. W przypadku wampirów, a więc i hybryd, idealna pamięć oraz zaskakująco dużo miejsca w głowie, były zarazem błogosławieństwem i przekleństwem. W jej przypadku ostatnio do głosu dochodziło raczej to drugie…
– Ali?
Znajomy, dobiegający z ciemności głos, na moment wytrącił ją z równowagi. Alessia przystanęła, po czym bez chwili wahania odwróciła się w stronę pogrążonego w ciemnościach muru. W pierwszej chwili nie dostrzegła niczego, ale wydawało jej się, że gdzieś na szczycie muru zamajaczyła jej czyjaś smukła sylwetka. Mimowolnie uśmiechnęła się pod nosem, jednocześnie wywracając oczami.
– To ja – uspokoiła. Cieszyła się w duchu, że w ciemnościach Ariel nie był w stanie zauważyć promiennego uśmiechu, który wkradł się na jej usta. – Złaź. Chyba nie zamierzasz siedzieć tam przez całą noc, prawda?
– Chyba nie – zgodził się i zabrzmiało to całkiem lekko; odetchnęła, bo przy każdym ich spotkaniu podświadomie oczekiwała momentu, kiedy Ariel zacznie zachowywać się równie niedostępnie, co na samym początku. – No dobra. Odsuń się.
Machinalnie zrobiła krok do tyłu, chociaż podejrzewała, że nie o to Arielowi do końca chodziło. Chłopak westchnął teatralnie, po czym z wprawą zsunął się ze swojego dotychczasowego siedziska. Alessia uśmiechnęła się, widząc jak z lekkością i prawie nie robiąc przy tym hałasu, wylądował w kucki tuż naprzeciwko niej. Natychmiast się wyprostował, spoglądając na nią z błyskiem w ciemnych oczach. Mimo ciemności, Ali doskonale widziała, jak na jego usta powoli wkrada się niepewny, ale na pewno szczery uśmiech.
– Cześć – zreflektował się, uświadamiając sobie, że wcześniej zapomniał o przywitaniu. W nerwowy geście przeczesał palcami ciemne włosy, odgarniając sobie grzywkę z czoła. – Bardzo się spóźniłem? – zagaił, rzucając jej zaciekawione spojrzenie; jego oczy wydawały się chłonąć jej sylwetkę, zwłaszcza kiedy zauważył przylegającą do jej ciała sukienkę.
– Szczerze powiedziawszy, w pewnym momencie zwątpiłam w to, czy w ogóle się pojawisz – przyznała w przypływie szczerości.
– Zmartwiłoby cię to? – Nie odpowiedziała, dochodząc do wniosku, że to zbyt podchwytliwe pytanie. Nie chciała przed nim zdradzić zbyt wiele, zwłaszcza jeśli chodziło o emocje, których przecież sama do końca nie rozumiała. – Nieważne. Ładnie wyglądasz, Ali.
Komplementy również były czymś do czego teoretycznie przywykła, bo od samego początku była przez bliskich podziwiana i rozpieszczana, ale z jakiegoś powodu komentarz Ariela wprawił ją w zakłopotanie.
– Dziękuję – odparła pozornie obojętnym tonem, ale doskonale czuła rumieniec, który wkradł się na jej policzki. – Nie rozumiem, dlaczego tak się kryjesz. Przecież gdybyś przyszedł tak jak wszyscy, nic…
– Nie wiesz, co mówisz – przerwał jej nieco ostro, ale z jakiegoś powodu nie poczuła się urażona. – Nie. Gdybym przyszedł… Uwierz mi na słowo, że to raczej nie zostałoby dobrze przyjęte. Ja to ja, ale wolałbym, żebyś nie miała z mojego powodu kłopotów.
Lekko zmarszczyła brwi, słysząc jego słowa. Korciło ją, żeby zapytać o to, co takiego miał na myśli, ale doszła do wniosku, że na takie rozmowy będą mieli jeszcze dużo czasu. Teraz była zbyt zaaferowana tym, że w końcu się pojawił, żeby niepotrzebnie zawracać sobie głowę czymś tak nieistotnym, jak przewrażliwienie Ariela. Przecież nie była głupia; wiedziała jak prezentują się relacje wampirów i dzieci księżyca. Po prostu nie sądziła, żeby fakt, że zdarzało im się ze sobą spotykać, został jakoś specjalnie źle odebrany, zwłaszcza, że do tej pory razem uczęszczali do Akademii Nocy. Skoro non stop kładło się nacisk na to, żeby mieszkańcy miasta jakoś ze sobą współegzystowali, tym bardziej nikt nie powinien mieć do nich pretensji.
Ech… Dlaczego to brzmiało jak kłamstwo?
Czuła, że Ariel cały czas ją obserwuje, jednak nie odczuwała potrzeby, żeby przerywać panującą ciszę. Milczenie w ich przypadku od samego początku miało w sobie coś pozytywnego, chociaż Alessia nie potrafiła określić dlaczego. Po prostu czuła się przy nim dobrze – i to chyba ze wzajemnością, skoro Ariel wciąż chciał się z nią spotykać.
– Podobało mi się, jak tańczyłaś – oznajmił nagle Ariel, lekko przekrzywiając głowę, żeby przyjrzeć jej się pod innym kątem. Serce zabiło jej szybciej, kiedy uprzytomniła sobie, że faktycznie był obecny podczas ceremonii. Kiedy wirowała w ramionach Damiena, udało jej się zapomnieć o całym świecie, ale później myślami wciąż uciekła do Ariela, dyskretnie próbując wypatrzeć go wśród zaproszonych gości. – No nie patrz tak. Przecież ci obiecałem.
– Czasami nie jestem pewna, czy nie mówisz pewnych rzeczy tylko po to, żeby nie sprawić mi przykrości…
Przez twarz Ariela przemknął cień i zaraz pożałowała swoich słów, ale nie zamierzała ich cofnąć. Bez chwili wahania spojrzała wilkołakowi w oczy, niezrażona ich pozbawionym emocji, pustym wyrazem. Nigdy nie była strachliwa, a chociaż stojący przed nią chłopak wyzwalał w niej wiele sprzecznych uczuć, w grę nie wchodził strach; nie potrafiła bać się Ariela, nawet jeśli obawy byłby w pełni uzasadnione.
Nie. Mogła bać się o Ariela, o ich emocje… W zasadzie o wszystko, co miało jaki związek z ich dwójką. Ale nigdy tak naprawdę nie bała się Ariela.
– Myśl sobie, co tylko chcesz, ale ja nie potrafiłbym być z tobą nieszczerym – odezwał się po chwili wahania Ariel, odwzajemniając jej pewne siebie spojrzenie. – Już wcześniej wiedziałem, że fantastycznie tańczysz – w końcu inaczej River Song nie wybrałaby cię na królową uroczystości. Podczas zakończenia… Twój brat dobrze się z tobą prezentował – przyznał, ale wyczuła pytającą nutę, kiedy wypowiadał słowo „brat”.
– Tak, Damien zawsze jest we wszystkim perfekcyjny. – Dziwne, ale zabrzmiało to trochę tak, jakby odczuwała z tego powodu gorycz. Pierwszy raz poczuła wątpliwości, ale to i tak nie powstrzymało jej przed tym, żeby dokończyć: – Szczerze powiedziawszy, lepiej czułam się, kiedy tańczyliśmy razem.
W oczach Ariela pojawił się niezrozumiały błysk, który jeszcze bardziej ją zdezorientował. Ariel miał w sobie coś – jakiś wyjątkowy, trudny do opisania słowami talent – co za każdym razem wytrącało ją z równowagi. Nigdy nie spotkała na swojej drodze kogoś, kto intrygowałby ją aż do tego stopnia, a przy tym byłby pełen swego rodzaju nieprzystępności i… szczerości? Tak, cokolwiek to znaczyło, Ariel na pewno był wyjątkowy w ten niezwykły sposób, który pociągał ją od momentu, kiedy zobaczyła go po raz pierwszy.
Pod wpływem impulsu i przypływu pewności siebie, zrobiła zdecydowany krok do przodu, pozwalając żeby ich słowa otarły się o siebie. Poczuła, że Ariel zesztywniał i wzdrygnął się tak, jakby poraził go prąd, ale przynajmniej nie odsunął się do niej, chociaż do samego końca była przekonana, że jednak zdecyduje się to zrobić. Czuła ciepło bijące od jego ciała i to było przyjemne, podobnie jak i świadomość bliskości, niemal porównywalnej do tej, której doświadczali, kiedy siedzieli razem na kamiennym stole w środku lasu.
– Naprawdę? – Ariel zamrugał, po czym z niedowierzaniem potrząsnął głową. Wyglądał na oszołomionego tym, że ktokolwiek mógłby się czuć przy nim dobrze.
– Naprawdę – zapewniła go cicho. Jej dłoń otarła się o jego rękę, aż zacisną obie dłonie w pięści. Na sobie jak zwykle miał bluzę z długim rękawem, bo od dnia ich pierwszej wizyty w środku lasu, starał się za wszelką cenę ukryć blizny na nadgarstkach. – Ja też mam wręcz chorobliwą skłonność do mówienia innym prawdy, Arielu.
– Och, doprawdy? – Głos miał lekki i opanowany, ale jego przyśpieszony oddech zdradzał, jak bardzo czuł się przy niej nieswojo. – W takim razie, może powiesz mi coś jeszcze? – zaproponował, jednak decydując się nie zwiększać dzielącego ich dystansu; Alessia w jakimś stopniu odetchnęła, chociaż jej ciało pragnęło znaleźć się jeszcze bliżej, niezależnie od konsekwencji i reakcji Ariela.
Spojrzała na Ariela z powątpieniem. Szczerość była jednym, ale coś w słowach chłopaka sprawiło, że wolała mieć się na baczności.
– Co takiego? – Tak, zdecydowanie wolała być ostrożna. Oczywiście tylko ze względów profilaktycznych, chociaż Ariel i tak miał ją w garści, nawet jeśli nie był tego świadom.
Ariel westchnął cicho.
– Czy ja wiem? – Wciąż zamyślony, bezceremonialnie ujął ją za rękę. Splotła swoje palce z jego, mając wrażenie, że w miejscach, gdzie ich ciała stykały się ze sobą, raz po raz przenikał ją prąd. – Coś, co tylko ty wiesz.
Sugestia pozornie była niewinna, ale Alessia zdawała sobie sprawę z tego, że odpowiedź ma dla niego duże znaczenie. Szczerze powiedziawszy, dla niej również i ta świadomość sprawiła, że momentalnie zapragnęła znaleźć jakiś sposób na to, żeby być w stanie uniknąć odpowiedzi. Niestety, spojrzenie Ariela miało w sobie coś, co jasno dało jej dało do zrozumienia, że raczej nie zamierza na to pozwolić. Był zdesperowany, a ona nie mimo wszystko nie chciała doprowadzić do tego, żeby z jakiegokolwiek powodu sprawić mu przykrości.
– Niech się zastanowię… – zaczęła, chociaż był to jedynie sposób na to, żeby przynajmniej trochę zyskać na czasie. Zrobiła niepewny krok do przodu, nagle stając tak blisko, że praktycznie się obejmowali. – No dobrze. W takim razie może to, że coraz bardziej mieszasz mi w głowie, Arielu.
– Przepraszam? – Mimo wszystko zabrzmiało to jak pytanie. Kiedy zaczął szeptać jej do ucha, przypadkiem albo celowo musnął wargami jego płatek, przez co zadrżała i zaczęła mieć jeszcze większe problemy z koncentracją. – Ale przynajmniej w pozytywnym sensie?
– Hm, czy ja wiem…?
Odpowiedział jej jego cichy, przyjemnie szczery śmiech. Lubiła, kiedy się uśmiechał, nie wspominając o prawdziwym śmiechu, bo wyglądał na kogoś, kto zwykle nie miał powodów do radości. Miała zresztą wrażenie, że przez cały czas towarzyszył mu swego rodzaju smutek, nawet jeśli teoretycznie nie miał powodów do tego, żeby czymkolwiek się przejmować. Przecież był z nią, więc mógł czuć się swobodnie; sądziła, że zdążył się o tym przekonać, ale nie miała pewności.
Dłonie Ariela nagle znalazły się na jej biodrach, ale nie było w tym geście niczego dwuznacznego, a przynajmniej ona tak tego nie odebrała. Z zaciekawieniem spojrzała mu w oczy, próbując jakkolwiek zidentyfikować emocje, które nim targały, to jednak okazało się trudniejsze niż podejrzewała. Ariel od samego początku był dla niej zagadką i za żadne skarby nie potrafiła zinterpretować uczuć, które nim w różnych sytuacjach targały. Czasami ją to irytowało, ale jednocześnie taki stan rzeczy sprawiał jej przyjemność, jeszcze bardziej do niego przyciągając.
– Podoba mi się to, że mogę mieszać ci w głowie – przyznał, odsłaniając w uśmiech komplet równych, białych zębów. – I nie da się ukryć, że cieszy mnie to, że lubisz ze mną tańczyć – dodał i w tamtym momencie zaświtał jej w głowie pewien pomysł.
– A czy w takim razie mógłbyś coś dla mnie zrobić? – zagadnęła, siląc się na niewinny wyraz twarzy.
Wzrok Ariela momentalnie stał się podejrzliwy.
– To zależy, co takiego masz na myśli – powiedział, ostrożnie dobierając słowa.
Alessia ledwo powstrzymała się od przeciągłego, rozdrażnionego westchnienia. Ten brak zaufania był doprawdy drażniący, zwłaszcza, że nigdy nie chciała zrobić czegoś przeciwko niemu. Co zresztą mogłaby mu zaproponować, żeby aż zaczął się obawiać.
– To nic takiego – zapewniła natychmiast. Ariel skinął głową, ale wciąż nie wyglądał na specjalnie przekonanego. – Przecież nie każę ci się ujawnić, skoro tego nie chcesz.
– W takim razie w porządku – zgodził się, uspokojony. Ach, czyli to go gryzło. Nie mogła powiedzieć, żeby była zachwycona perspektywą jakiejkolwiek tajemnicy, ale z drugiej strony, musiała przyznać, że sama czuła się pewniej, kiedy Ariel pozostawał wyłącznie jej. To było trochę tak, jakby intuicja podpowiadała jej, że pewne kwestie faktycznie lepiej jest zachować wyłącznie dla siebie. – Więc o co chodzi?
Nie odpowiedziała, tylko objęła go za szyję, starając się ignorować to, jak bardzo był spięty. Wyczuła jego wahanie, ale po chwili zastanowienia w końcu odwzajemnił uścisk i przyciągnął ją bliżej do siebie. Odetchnęła głęboko, wciągając do płuc jego nietypowy, nieco korzenny zapach. Przypominał mieszankę różnych nietypowych przypraw, których nie była w stanie rozpoznać, zwłaszcza, że kucharka była z niej marna. Wiedziała jedynie, że dzieci księżyca pachniały zupełnie inaczej niż wampiry, nie tylko nie mając w swojej woni słodyczy, ale wręcz będąc w stanie woń krwiopijców skutecznie przytłumić.
Poczuła się trochę głupio z tym, że mogłaby Ariela obwąchiwać – jeśli to zauważył, pewnie teraz myślał, że coś było z nią nie tak – ale jakoś nie potrafiła się powstrzymać. Wciąż go obejmując, zaczęła delikatnie kołysać biodrami w rytm nieistniejącej melodii, którą sama sobie wymyśliła. Początkowa dezorientacja Ariela jej nie zaskoczyła, ale po chwili chłopak zrozumiał jej intencje. Chociaż nie była w stanie zobaczyć jego twarzy, kiedy bardziej stanowczo uchwycił ją w pasie i dostosował się do jej ruchów, ucieszyła się, że dobrze zinterpretował jej intencje.
Nie była pewna w którym momencie to Ariel przejął kontrolę. Lubiła te momenty, kiedy okazywał się zdolny do tego, żeby postawić na swoim. Chociaż na pierwszy rzut oka wyglądał niepozornie, wyczuwała w nim swego rodzaju charyzmę i zdolności przywódcze, choć on sam najwyraźniej żadnego z tych czynników nie był świadom. Zanim się obejrzała, pociągnął ją do jakiegoś szalonego, entuzjastycznego tańca, niezrażony tym, że w tej części ogrodu praktycznie nie było słychać muzyki i otaczał ich nie tylko mrok, ale również cisza.
Kiedy zaczęli tańczyć, Alessia nie była w stanie powstrzymać się przed niekontrolowanym śmiechem. Ariel chwycił ją za ręce i kręcąc ją w kółko, zaczął obserwować jej roześmianą twarz. Jego własną również rozjaśnił promienny uśmiech z którym – mogła z czystym sumieniem to przyznać – wyglądał jeszcze lepiej, jakby to w ogóle było możliwe. Wirowali tak razem, śmiejąc się i zachowując jak dzieci, ale Alessi to nie przeszkadzało, bo wcale nie czuła się, jakby robiła cokolwiek nie tak. Ten taniec nie był w niczym podobny do walca, który ćwiczyli wcześniej. Był lekki, pozbawiony dyscypliny i zasad, tych wszystkich sztywnych reguł, które by ich ograniczała.
Był ich, podobnie jak ten krótki moment, kiedy byli razem, ciesząc się chwilą i sobą wzajemnie.
Ariel szarpnięciem przyciągnął ją do siebie, aż zachwiała się i wpadła mu w ramiona. Znów zachichotała, zwłaszcza, że dłonie wilkołaka po raz kolejny wylądowały na jej talii, tym razem zdecydowanie mocniej, a chwilę później została bezceremonialnie podrzucona do góry.
– Ariel, co ty robisz?! – pisnęła, ale nie czuła strachu, tylko wszechogarniającą euforię, która najwyraźniej udzielała się również jemu.
– Nie mam pojęcia – przyznał, ale nie postawił jej na ziemię. Bez słowa wyjaśnienia znów okręcił ją wokół własnej osi, wydając się rozkoszować jej śmiechem i tym, że mógł mieć jakikolwiek wpływ na jej dobry humor.
Alessia westchnęła przeciągle, nie zamierzając protestować. Kiedy w końcu Ariel się zatrzymał, a ona na powrót dotknęła stopami ziemi, poczuła się jednocześnie pusta i szczęśliwa. Odpowiadało jej, że Ariel wciąż trzymał dłonie na jej biodrach, ale jednocześnie nie potrafiła zaakceptować tego, że mimo wszystko był tak daleko od niej.
Powoli odwróciła się, żeby popatrzeć na swojego towarzysza. Jego oczy błyszczały, ciemne włosy miał w nieładzie, a blada zazwyczaj skóra w końcu nabrała trochę koloru, co widziała nawet mimo panujących ciemności. Ariel wyglądał tak, jakby w końcu zaczął odżywać, chociaż z jakiegoś powodu bała się wyciągnąć takie wnioski, podświadomie wciąż bojąc się tego, że z jakiegoś powodu wrócą do punktu wyjścia. Nie zniosłaby tego, zwłaszcza, że chciała wierzyć w to, iż między nimi coś się dzieje – cokolwiek to znaczy.
– Dziękuję ci – powiedziała cicho, pod wpływem impulsu.
Ariel zmarszczył brwi, po czym lekko przekrzywił głowę.
– Mnie? Za co?
Jakbym sama wiedziała…
– Za wszystko – odparła wymijająco.
Ariel jedynie się uśmiechnął, chociaż wyglądało to trochę dziwnie, jakby właśnie pozwalał sobie na coś, co do tej pory było mu obce. Tak czy inaczej, Ali wiedziała jedno – oboje się zmieniali, chociaż wciąż nie była pewna czy to dobrze, czy źle.

1 komentarz:

  1. Ojeju! Jaki słodki ten rozdział! W szczególności końcówka.
    Bardzo mi się podobało jak ze sobą tańczyli, w ogóle lubię gdy piszesz rozdziały o tej dwójce. :)

    Rozdział jest naprawdę mega fajny.
    Do nn .

    Lila

    OdpowiedzUsuń




After We Fall
stories by Nessa