04.02.2014

Trzydzieści

Renesmee
– Eksperyment?! Jaki znów pieprzony eksperyment?!
Rufus popatrzył na Isabeau w sposób sugerujący, że nie miałby nic przeciwko temu, żeby siedziała cicho, ale dziewczyna nie zamierzała zamilknąć. Dosłownie trzęsła się ze złości, coraz bardziej zagniewana w miarę tego, jak wampir starał się mówić. Sama też nie byłam w lepszym nastroju, balansując na granicy niedowierzania i szoku, chociaż jednocześnie czułam, że to zaledwie początek tego, co naukowiec planował (o ile przymus można było określić mianem „planowania”) nam wyznać.
Wampir zamilkł, co jeszcze bardziej rozjuszyło moją szwagierkę. Drgnęła i zrobiła taki ruch, jakby znów zamierzała chwycić chłopaka za gardło, ale tym razem Rufus był przygotowywany i w porę chwycił ją za nadgarstek. Miałam wrażenie, że uścisk jest silny i nieprzyjemny, ale Isabeau nawet się nie skrzywiła. Spojrzenia tej dwójki znów się skrzyżowały, grożąc nagłym wybuchem konfliktu oraz tym, że w każdej chwili znów znajdę się pomiędzy parą zagniewanych wampirów, skłonnych do tego, żeby zacząć ze sobą walczyć. Powoli zaczynało mnie to denerwować.
– Posłuchaj, kapłanko – odezwał się Rufus, starannie akcentując kolejne słowa. Słowo „kapłanko” zabrzmiało w jego ustach trochę jak kpina, a w oczach Beau pojawiły się czerwone błyski niekontrolowanej złości, na naukowcu jednak nie zrobiło to żadnego wrażenia. – Nie będę mówić, jeśli nie zaczniesz zachowywać się poważnie. Chyba tego akurat mogę od ciebie wymagać? Twoja matka jest doskonała w tym, co robi, ale tobie wciąż jest daleko do tego, żeby pozwolić sobie na zbyt wiele, przynajmniej względem mnie. Owszem, mam do ciebie szacunek, ale jeśli raz się na mnie rzucisz, przysięgam, że nie będę przejmował się tym, jakie mogę ponieść konsekwencje, jeśli – powiedzmy – złamie co kręgosłup. A wierz mi, wiem jak zrobić to tak, żebyś szybko się nie podbierała, więc radzę zastanowić się nad tym co robisz – oznajmił ze stoickim spokojem.
Isabeau spojrzała na niego z niedowierzaniem. Jej zwykle błękitne oczy wciąż błyszczały, ale musiałaby być naprawdę szalona, żeby Rufusowi nie uwierzyć.
– Jak śmiesz mi grozić? – sapnęła, wciąż uparcie mu się przypatrując. – Do diabła, Rufus…
Wampir roześmiał się bez wesołości. Mimowolnie wzdrygnęłam się, bo w tym śmiechu rozpoznałam cień tego znajomego, przeszywającego i pełnego szaleństwa chichotu.
– Robiłem w życiu bardziej szalone rzeczy, moja złota – oznajmił niemal pogodnie. – Nie masz pojęcia do czego jestem zdolny… I wierz mi, lepiej żebyś nigdy nie musiała się o tym przekonać – stwierdził cicho. Pomyślałam, że ja jak najbardziej się z tym zgadzam; chyba faktycznie lepiej było nie wiedzieć wszystkiego. – Więc? Wciąż czekam, kapłanko. Wciąż dobrze pamiętam ciebie i twojego brata – dodał, a Beau się wzdrygnęła, zupełnie jakby poraził ją prąd. – Dla mnie wciąż jesteś jedynie dzieckiem, Isabeau. Przez to tym bardziej wolałbym cię nie skrzywdzić, ale… No cóż, zrobię to, nawet jeśli później będę żałował.
Zamilkł i popatrzył jej w oczy niemal w zuchwały sposób. Walczyli na spojrzenia, oboje zdeterminowani i niezwykle niebezpieczni. Nie mogę ukryć, że poczułam się wtedy naprawdę nieswojo, tym bardziej, że nagle uświadomiłam sobie, iż tak naprawdę nie znam żadnego z nich aż tak dobrze. Byłam zaledwie mikroskopijnym fragmentem wieczności, którą zdążyli już przejrzeć – a w porównaniu z nimi pozostawałam zaledwie niedoświadczonym dzieciakiem, któremu zachciało bawić się w dorosłość. Może i udało mi się raz wywrzeć na nich wpływ, ale tak naprawdę zarówno Isabeau jak i Rufus byli w stanie zmieść mnie z powierzchni ziemi, gdyby tylko tego zapragnęli – i to niekoniecznie świadomie.
Beau jeszcze przez kilka sekund patrzyła wyzywająco na Rufusa, w końcu jednak z jękiem odwróciła wzrok. Na ustach wampira pojawił się cień pełnego samozadowolenia uśmiechu, ten jednak znikł równie nagle co się pojawił, kiedy nieśmiertelny spoważniał.
– Dobra decyzja – stwierdził cicho, ale i tak puścił jej rękę dopiero po kilku kolejnych sekundach, dla pewności jeszcze raz analizując wyraz twarzy oraz emocje dziewczyny. Nie byłam pewna do jakich doszedł wniosków, ale wydawał się być usatysfakcjonowany.
Isabeau gniewnie odrzuciła włosy na plecy i cofnęła się o krok, intensywnie pocierając zdrętwiały nadgarstek. Na jej bladej skórze dostrzegłam zaczerwienienie; jakoś nie miałam wątpliwości, że szczupłe palce Rufusa idealnie wpasowałyby się w ślad. Naukowiec może i wydawał się wątły w porównaniu z niektórymi nieśmiertelnymi, ale to nie zmieniało faktu, że jego siła była imponująca.
– Czy teraz już możemy przejść do rzeczy? – zapytał Rufus, jak gdyby nigdy nic przybierając ton profesjonalnego wykładowcy. Zachowywał się trochę tak, jakby właśnie jakiś natrętny uczeń przerwał mu zajęcia w szkole, ale problem już został rozwiązany. – Naprawdę nie mamy czasu na to, żeby tkwić tutaj bezczynnie, więc wolałbym przejść do rzeczy, skoro już tego ode mnie oczekujecie.
Isabeau nie odpowiedziała, ale jej spojrzenie jasno sugerowało, co myśli o całej sprawie – i o Rufusie. Ledwo powstrzymując się od westchnienia, doszłam do wniosku, że chyba powinnam się odezwać.
– Mów, Rufusie – poprosiłam. Głos miałam cichy i lekko drżący, podświadomie obawiając się tego, że wampir będzie skłonny do tego, żeby się na mnie rzucić, nawet jeśli nic mu nie zawiniłam. – To znaczy… Proszę? – dodałam, bo błyskawicznie odwrócił się w moją stronę, przenosząc na mnie swoje niepokojące spojrzenie.
Rufus popatrzył na mnie ze zdziwieniem, po czym pospiesznie zamrugał, jakby zaskoczony. Lekko zmarszczył brwi, sprawiając wrażenie zaskoczonego moją obecnością. Jego oczy natychmiast odzyskały normalny wyraz, rysy twarzy zaś złagodniały. Aż wzdrygnęłam się, bo chociaż zaczynałam przywykać do jego ciągłych zmian nastroju, po wszystkim co usłyszałam sama już nie byłam pewna, czy przypadkiem nie mam powodów do niepokoju.
– Dobra bogini, nie powinnaś była tego oglądać – westchnął, wyraźnie speszony. Z wahaniem zrobił krok w moją stronę, jakby spodziewając się, że za moment puszczą mi nerwy i ucieknę z krzykiem. Zmusiłam się do tego, żeby stać spokojnie, nie tylko dlatego, że w istocie miałam względem Rufusa pewne obawy. – Nie chciałem… Och, wystraszyłem cię? – zaryzykował, uważnie lustrując wzrokiem moją twarz.
– Nie, nic mi nie jest. – W zasadzie to nie było kłamstwo. Byłam zdenerwowana, ale nie bardziej niż wcześniej. – To zresztą teraz nie ma znaczenia, Rufusie.
– Może i masz rację, ale i tak… – mruknął, wzdychając. – No dobra, więc jest tak jak już wam powiedziałem. To był eksperyment, a przynajmniej tak bym to nazwał, skoro nie ma lepszej alternatywy. Eksperyment, który… No cóż, chyba właśnie wymknął mi się spod kontroli.
Coś przewróciło mi się w żołądku w odpowiedzi na jego słowa, ale zmusiłam się do tego, żeby zachować neutralny wyraz twarzy. W zamyśleniu skinęłam głową, próbując zmusić go do tego, żeby mówił dalej.
– Jaki eksperyment? – zapytałam, ostrożnie dobierając słowa. – Powiedziałeś, że Layla będzie zła. – Parsknął w odpowiedzi na tę parafrazę, ale go zignorowałam. – A potem dodałeś, że Dylan… Że on… – Nie byłam w stanie dokończyć.
– Że Dylan żyje – wyręczył mnie. Jedynie na niego patrzyłam, próbując jakoś poukładać sobie to wszystko w głowie. – Zgadza się. Obawiam się, że zrobiłem coś nie do końca rozsądnego… Ale, na litość bogini, przede wszystkim robiłem to dla niej! – jęknął.
Poczułam, że muszę usiąść, ale to akurat nie było możliwe, więc niechętnie oparłam się o ścianę. Rufus przyjrzał mi się uważnie, próbując ocenić czy czasem nie zasłabnę, ale ja nie zamierzałam mdleć.
– Co takiego zrobiłeś? – zapytałam zaskakująco pewnym głosem. Brzmiał zdecydowanie lepiej niż ja się czułam. – Mów od początku. Co tak naprawdę zdarzyło się siedem lat temu?
– Och, gdyby to było takie proste – westchnął z rezygnacją. Jego twarz ponownie przybrała nieodgadniony, poważny wyraz, który nie pozwalał mi określić jakie targają nim emocje. W bladym świetle, rzucanym przez srebrzystą kulę mocy, wampir wyglądał jeszcze bardziej niepokojąco. – Sama najlepiej wiesz, jak bardzo Layla to wszystko przeżywała. Dylan… Cóż, to już nie była po prostu miłość. Przemiana, odrzucenie, skrajne emocje… Mnie Layla uratowała, ale jego zniszczyła. Trzymał się tej miłości, ale kiedy ona go odepchnęła, skutki były opłakane. – Zacisnął usta i zamilkł, żeby zebrać myśli. – W tunelach wydarzyło się dokładnie to, co Layla wam opowiadała. Dylan wszystko zniszczył, może w złości, ale jak dla mnie po prostu próbował się zabić. Kiedy wyprowadza emocje stamtąd Lay, naprawdę byłem przekonany, że mu się udało, kiedy jednak dla pewności poszedłem to sprawdzić…
– Żył, prawda? – Całym moim ciałem wstrząsnął zimny dreszcz. – Wtedy wciąż żył…
– Tak… I nie. – Rufus odchrząknął i szybko wziął się w garść. W jednej chwili zaczął krążyć, najwyraźniej nie będąc w stanie ustać w miejscu. Irytowało mnie to, bo od obserwowania go zaczynało mi się kręcić w głowie, ale nie dałam nic po sobie poznać. – Uznaj mnie teraz za potwora, ale w czasach w których się wychowałem, samobójców szczerze się potępiało. Wiesz dobrze, co sądzę o Dylanie, prawda? Nie mogłem przecież pozwolić na to, żeby nadal nam zagrażał. Tak naprawdę on zginął w tamtych tunelach, jednak w naszym przypadku śmierć nie jest ostatecznością. Wiedziałem, że prędzej czy później się obudzi, że stanie się taki jak ja…
– Ty też się zabiłeś – wtrąciła milcząca do tej pory Isabeau. Jej oczy wróciły już do zwykłego stanu, ale nadal wydawały się niepokojące. – Albo raczej poprosiłeś Laylę, żeby to zrobiła, ale to na jedno wychodzi.
– To nie jest to samo! – zaoponował gniewnie. – Ja dopełniłem przemiany. Dylan tamtego dnia naprawdę chciał zginąć.
– Nie wiesz tego – stwierdziła cicho; w tamtym momencie trafiła w sedno – Rufus nie wiedział.
Wampir zignorował jej wypowiedź, a może pogrążony we własnych myślach w ogóle jej nie usłyszał. Zaczął krążyć jeszcze szybciej, a mnie naszła dziwna myśl, że za chwilę wydepcze dziurę w podłożu.
– Co było później? – odezwałam się, a przynajmniej taki miałam zamiar, bo mój głos okazał się tak cichy, że ledwo sama zrozumiałam swoje słowa. Rufus wciąż milczał, uparcie nie patrząc w moją stronę. Zrezygnowana, raz jeszcze spojrzałam na kratę, próbując wyciągnąć właściwe wnioski. – Zabrałeś Dylana tutaj i postarałeś się, żeby się nie wydostał. Te kraty… To było więzienie, tak? Wiedziałeś, że moc nie zadziała, podobnie jak i wampirze zdolności… – Pokręciłam z niedowierzaniem głową. – Och, Rufusie…
– Wiem – przerwał mi, chociaż sama nie byłam pewna, co jeszcze chciałam w tym momencie powiedzieć. – Wiem, ja po prostu… Z tym, że to wciąż nie jest wszystko – wyznał, a ja zesztywniałam.
– Och, cudownie – sarknęła Isabeau, dosłownie materializując się u mojego boku. Jak zwykle poruszała się absolutnie bezszelestnie. Być może było to grą świateł, ale jakimś cudem wydawała mi się jeszcze bledsza niż zazwyczaj. – W końcu to nie mógłby być koniec.
Rufus zatrzymał się i niechętnie spojrzał w naszą stronę.
– Pomijając, że teraz musiał się wydostać… No cóż, obawiam się, że Dylan nie jest sam – wyznał tak bezbarwnym tonem, jakby mówił o pogodzie.
– Nie jest sam? – Isabeau zamrugała. – A o czym ty teraz do mnie mówisz?
– O tym, że jest ich więcej.
Isabeau otworzyła usta, ale nie odezwała się ani słowem, najwyraźniej nie będąc w stanie wykrztusić z siebie słowa. Sama również byłam w stanie jedynie na wampira patrzeć, nie zdolna nawet do tego, żeby wszystko sensownie poukładać. Głowa zaczęła mnie boleć, ale sama nie byłam już pewna czy to efekt wcześniejszego uderzenia, czy nadmiaru wrażeń i szokujących informacji.
– To był eksperyment – powtórzył raz jeszcze Rufus. – Kiedy już, powiedzmy… zneutralizowałem problem, pomyślałem, że warto by to wykorzystać. Było wielu zarażonych, a dla niektórych nie było już szansy, zresztą jak i dla Dylana. Byli tacy, którzy tracili zmysły i mordowali, więc nie czułem, żeby próba powstrzymania ich była czymś złym, poza tym…
– Ilu? – Isabeau brzmiała tak, jakby sama za moment miała stracić przytomność. – Ilu ich było?
– Dziesięciu, może trochę więcej… Ale nie jest aż tak źle, naprawdę – dodał pospiesznie.
– Nie jest źle? Rufus, do cholery, czy ty sam siebie słyszysz?! – warknęła, mimowolnie podnosząc głos. Jej krzyk odbił się od ścian korytarza, zwielokrotniony. – Na dodatek nie jesteś pewien ilu ich jest! Około dziesiątka wampirów biega po tunelach, a ty…
– Może najpierw daj mi skończyć, dobrze? – Rufus próbował ratować sytuację. – Powiedziałem, że było ich koło dziesięciu, ale teraz została trójka… No i Dylan, ale to inna sprawa.
Isabeau ze świętem wypuściła powietrze.
– A więc czworo – stwierdziła, ale nie wyglądała na uspokojoną. – Co stało się z resztą? Coś ty właściwie zrobił?
Rufus jedynie pokręcił głową, coraz bardziej zdenerwowany. Znów zaczął krążyć, teraz z jeszcze większą nerwowością, jednocześnie energicznie pocierając skronie, zupełnie jakby bolała go głowa. Jego dotychczasowa maska zaczynała być coraz bardziej niedoskonała, kiedy emocje przejęły nad nim kontrolę, zbyt silne żeby dalej nad nimi panować.
– W tamtym okresie… – Westchnął i spróbował zacząć raz jeszcze: – W tamtym okresie niemal obsesyjnie szukałem czegoś, co pozwoliłoby mi jakkolwiek zapanować nad tymi wybuchami złości, zrozumieć, co takiego się dzieje z pół-wampirami. Ta przemiana i to kim stajemy się po przemianie wciąż pozostaje dla mnie zagadką, chociaż jednocześnie mam wrażenie, że wszystkie odpowiedzi powinny być mi znane. Tak, to okrutne, ale zacząłem… No cóż, nie do końca eksperymentować, ale od biedy tak można to nazwać. Trzymałem ich tutaj, ale… – Jęknął i skrzywił się. – Och, nie patrzcie tak na mnie! Przecież nie przywiązywałem ich do stołów i nie kroiłem żywcem. Nie mam pojęcia, co teraz wam się w tych ślicznych główkach zrodziło, ale lepiej po prostu mnie posłuchajcie, zamiast wyciągać pochopne wnioski – westchnął, coraz bardziej sfrustrowany.
Ani ja, ani Isabeau nie odpowiedziałyśmy, zbyt oszołomione, żeby zdobyć się na jakąkolwiek sensowną reakcję. Sama nie byłam pewna, co powinnam myśleć o postępowaniu Rufusa, ale chociaż zapewniał nas, że nie posunął się aż tak daleko, jakoś miałam wątpliwości co do tego, czy jednak nie byłby do tego zdolny. Może i Layla go zmieniła, ale Rufus wciąż pozostawał najbardziej nieprzewidywalną i niebezpieczną istotą jaką znałam, dlatego wolałam o tym nie zapominać.
– Ja po prostu obserwowałem – podjął niemal błagalnie Rufus, dochodząc do wniosku, że jednak nie doczeka się od nas jakiejkolwiek reakcji. – Nie tylko dlatego, że pewnie zabiliby mnie, gdybym zaryzykował cokolwiek więcej… Tak mogłem dowiedzieć się naprawdę wiele, chociażby tego, co dzieje się z nami, jeśli dokonany złych wyborów. Życie w wiecznym cieniu, bez nadziei… Teraz żałuje, jeśli to ma dla was jakiekolwiek znaczenie – dodał, chociaż i tym razem nie doczekał się reakcji. – Dopiero teraz pojąłem pełen sens wyjaśnień Jaquesa i to, dlaczego każde z nas czuje więź z nocą, z mrokiem. Pewnie nie raz słyszałyście stwierdzenie, że człowieczeństwo zanika, jakby stara się zniknąć… Ach, widzę, że wiesz co mam na myśli – wtrącił, rzucając krótka spojrzenie w stronę Isabeau. Mówił coraz szybciej, jakby już od dawna nie mógł się doczekać, żeby podzielić się z kimś swoimi teoriami. W takich chwilach naprawdę wydawał mi się szalony, zwłaszcza kiedy dostrzegłam znajomy błysk w jego czekoladowych tęczówkach. To była obawa pomieszana z fascynacją. – To ciągła walka. Gdybyśmy zechcieli, moglibyśmy stać się idealnymi łowcami, może nawet groźniejszymi niż wampiry, które są nam znane. To właśnie człowieczeństwo jest w wielu przypadkach przeszkodą… Pół-wampiry – spojrzał na mnie – są tego idealnym przykładem. Wampir i człowiek… Gdyby spojrzeć na to od strony naturalnego porządku rzeczy, coś podobnego nie powinno mieć miejsca. Uczucia bywają zgubne, a jednak nie jesteśmy w stanie ich w pełni odrzucić, na swój sposób mniej lub bardziej trwając przy tym, co upodabnia nas do ludzi. Idąc dalej tym tokiem rozumowania, można by powiedzieć, że emocje to słabość… O tak, ja wiem jak to brzmi – zapewnił pośpiesznie. – Sam również tego nie uznaję, ale w tym momencie liczą się fakty. To kim się staliśmy albo stajemy… Ta przemiana jest trudniejsza, ale i bardziej idealna, przynajmniej jeśli chodzi o przetrwanie i równowagę w naturze. Instynkt nakazuje nam odrzucić to, co w nas ludzkie – a więc i słabe. Gdybyśmy tylko sobie na to pozwolili… No cóż, same widziałyście, co dzieje się, kiedy instynkt przejmuje kontrole. Te wszystkie wybuchu złości… To jest w każdym z nas, nie tylko tych zarażonych SA, ale dzięki człowieczeństwu potrafimy nad tym panować. Z tą tylko różnicą, że jeśli ktoś tako jak ja czy Isabeau spróbuje uczucia odrzucić, może okazać się, że nie będzie już dla nas powrotu. Stracimy to na zawsze, kiedy tylko przestaniemy o siebie walczyć.
Czułam, że drżę, chociaż jednocześnie działo się to jakby poza mną. Rozszerzonymi oczami wpatrywałam się w Rufusa, starając się uporządkować sobie jakoś jego słowa, chociaż to było trudne – i bardzo, ale to bardzo przerażające.
– A co… – Musiałam urwać, żeby złapać oddech. – Co dzieje się, jeśli ktoś już podjął decyzję i utracił człowieczeństwo?
Rufus spojrzał na mnie pustym wzrokiem, prawdopodobnie doskonale zdając sobie sprawę z tego, że nie do końca o to chciałam go zapytać.
– Została tylko czwórka, bo… No cóż, głód również bywa zgubny. Nie jesteśmy w stanie umrzeć z powodu pragnienia, obojętnie jak długo nie dostaniemy krwi, ale brak pożywienia jest niebezpieczny. Oni już wcześniej tacy byli, a w zamknięciu… Zaczęli ze sobą walczyć, zabijać… To jak w przypadku młodych, nowonarodzonych wampirów, dokładnie jak w armii – podpowiedział, żeby lepiej wszystko zobrazować. – Te wszystkie lata… Obawiam się, że jedynie przyśpieszyłam to, co już i tak było nieuniknione. Oszaleli, ostatecznie stracili zmysły. Przestali walczyć, a więc stali się… – Zawahał się na moment. – Pytałaś mnie, moja mała Renesmee, co dzieje się z tymi, którzy odrzucili człowieczeństwo. Och, to bardzo proste: są niebezpieczni. Stali się idealnymi maszynami do zabijania. Jesteśmy istotami mroku, którym noc i cienie są posłuszna… Potrafimy się idealnie kryć i skradać, i to tak, że nawet innym nieśmiertelnym ciężko jest nas dostrzec. Instynkt jest dla nas najważniejszy, a po odrzuceniu człowieczeństwa, ostatecznie staje się wszystkim – on, pragnienie krwi oraz chęć tego, żeby zabijać.
Rufus zamilkł, po czym bardzo powoli podszedł do mnie. Dopiero kiedy ujął mnie pod ramię, uświadomiłam sobie, że chwieję się na nogach i ledwo jestem w stanie utrzymać się w pionie.
Wzdrygnęłam się, kiedy Rufus ujął mnie pod ramię, ale nie próbowałam się odsunąć. Niechętnie pozwoliłam, żeby posłużył mi za oparcie, po czym odważyłam się spojrzeć mu w oczy.
– Czy teraz już rozumiesz, dlaczego tak bardzo nalegam, żebyśmy się pośpieszyli? Oni są gdzieś tutaj, nareszcie wolno i bardzo, ale to bardzo źli. Jakoś nie mam wątpliwości co do tego, że to ja będę ich celem, ale… – Rufus nieświadomie objął mnie mocniej. Patrzył na mnie jakoś dziwnie, jakby szukając zrozumienia albo usprawiedliwienia, ale ja nie byłam zdolna do tego, żeby próbować go pocieszać. – Obawiam się, że nie tylko ja mam kłopoty. Są szaleni, głodni i źli… – Pokręcił głową. – Obawiam się, że dla nich nie będzie miało znaczenia to, kto stanie na ich drodze. Nie martwię się wampiry, ale wszyscy ci, w których żyłach płynie krew…
Nie musiał mówić dalej. Ja zrozumiałam.

1 komentarz:

  1. O kurcze to się porobiło.Ja nawet nie chcę wiedzieć jak Layla zareaguje kiedy się dowie, że Rufus przez siedem lat więził Dylana i jak by tego było mało dziesięć innych pół wampirów.Dobrze, niby są niebezpieczni, ale to nie zmienia faktu, że ją oszukuję.Jeszcze jedna sprawa nie daje mi spokoju skoro Renesmee, Isabeau i Rufus są razem, Gabriel, Damien i Edward też, a reszta jest na górze to gdzie jest Ali no i oczywiście Carlisle?
    No, ale będę cierpliwie czekać na następne cudne rozdziały:)
    Pozdrawiam
    Renesmee:3

    OdpowiedzUsuń









After We Fall
stories by Nessa