23.12.2013

Sto pięćdziesiąt

Placebo – „Running up that hill”
Layla
Layla westchnęła i przeciągnęła się lekko. Nie musiała patrzeć przed siebie, żeby bezpiecznie poruszać się po prowadzących do laboratorium schodach, bo już na pamięć znała układ poszczególnych stopni. Nie potrzebowała nawet światła, ale i tak nie zaprotestowała, kiedy Rufus ją wyprzedził i z przyzwyczajenia już nacisnął znajdujący się na ścianie przełącznik. Czuła na sobie jego spojrzenie, ale jak na razie nie odzywała się, nie zamierzając przerwać panującej ciszy. W milczeniu obojgu im było łatwiej, poza tym już dawno minął ten okres czasu, kiedy w obecności wampira czuła się jakkolwiek zagrożona albo speszona.
– Dziękuje ci – odezwała się, przeskakując nad stopniem-pułapką i z gracją lądując u jego boku. Nie mogła nie zauważyć, że obserwował ją uważnie, namiętnie chłonąc każdy najsubtelniejszy ruch.
– Za co? – Spojrzał na nią nieco rozkojarzonym wzrokiem.
Layla zaśmiała się melodyjnie.
– Za to, że jakoś wytrzymałeś ze mną i Loreną. No i że pomogłeś mi ją odstawić do domu, zanim całkiem się rozkleiła – dodała, raptownie poważniejąc; zacisnęła usta w wąską linijkę i westchnęła cicho. – Naprawdę sądziłam, że to będzie dobry pomysł. Lo potrzebowała wyrwać się z domu i przestać myśleć o Angelu, no a ty…
– A na mnie po prostu się uwzięłaś – podpowiedział jej usłużnie, uśmiechając się drapieżnie. Jedynie ten uśmiech powstrzymał ją przed instynktownym protestem, który momentalnie zaczął cisnąć jej się na usta.
– Można to tak nazwać – zgodziła się usłużnie, rzucając mu nieco wyzywające spojrzenie. Przeczesała włosy palcami, po czym zebrała je i związała na czubku włosy gumką, którą przez cały dzień nosiła na przegubie jak bransoletkę. Kosmyk jasnych loków musnął jej kark, sprawiając, że instynktownie się wzdrygnęła. – Proszę bardzo, wróciłeś do laboratorium. Wszystko wciąż stoi na miejscu, świat się nie skończył, a sytuacja na planecie nie uległa zmianie przez tych kilka godzin, kiedy to znęcałam się nad sobą, zmuszając do odrobiny ludzkiego zachowania. Innymi słowy, mamy pełen sukces! – stwierdziła z przesadnym entuzjazmem, nie mogąc powstrzymać się przed złośliwym uśmiechem, który posłała  jego stronę.
Rufus wywrócił oczami, ale przez cały czas ją obserwował. Sądziła, że natychmiast znów skoncentruje się na swoim laboratorium albo momentalnie powróci temat tego, co powiedział im Jaques, ale wampir najwyraźniej postanowił ją zaskoczyć, bo wciąż milczał. Layla uniosła brwi, spoglądając na niego z lekkim zaskoczeniem, ale jednocześnie powątpieniem, bo sama nie była pewna, czego powinna się spodziewać. Była wyczulona na każdą najdrobniejszą zmianę w zachowaniu naukowca, tym razem jednak coś podpowiadało jej, że nie powinna się o niego martwić. Nie był bliski wybuchu, a przynajmniej nie wydawało jej się, żeby tak było.
Wciąż lekko skonsternowana, powoli podeszła bliżej wampira. Czuła ciepło bijące od jego ciała, kiedy zaś znalazła się wystarczająco blisko, Rufus bez wahania przyciągnął ją do siebie. Jej mięśnie natychmiast się napięły, ale nie spróbowała się odsunąć, tylko delikatnie położyła obie dłonie na jego torsie. Ich spojrzenia się spotkały, a serce Layli zabiło szybciej, jak zawsze, kiedy znajdowała się w takiej sytuacji. Była na siebie zła, zresztą jak zwykle, kiedy w grę wchodziły reakcje jej ciała, które spinało się i stanowczo protestowało za każdym razem, kiedy jakikolwiek mężczyzna próbował jej dotykać. Za każdym razem musiała z tymi reakcjami walczyć i za każdym razem znów stawała przed problemem, który był jej już aż nadto znajomy – strach zawsze powracał, a ona nie mogła zrobić niczego, żeby w końcu się z tego wyleczyć.
Poczuła, że Rufus muska palcami jej wiecznie rozpalony policzek. Przymknęła oczy, koncentrując się na tym, żeby czerpać z pieszczoty przyjemność, zamiast próbować z wampirem walczyć, ale to wcale nie było takie proste. Naukowiec zresztą jak zwykle wyczuł jej instynktowny upór, bo nieznacznie rozluźnił uścisk, żeby łatwiej było jej się wycofać. Layla była mu za to zrozumienie wdzięczna, chociaż za każdym razem czuła się równie zażenowana i zła. Tak nie powinno być, tym bardziej, że wiedziała, iż Rufus jej nie skrzywdzi.
Dosyć tego, pomyślała z determinacją. Serce waliło jej jak oszalałe, jakby chcąc podkreślić upór, który włożyła w tę myśl, kiedy ostatecznie podjęła decyzję. Czuła narastające zdenerwowanie, ale podniecenie, kiedy myślała o tym, co musiała zrobić. Koncentrowała się przede wszystkim na pożądaniu – tym cudownym ogniu, który nie miał żadnego związku z płomieniami, które zawsze jej towarzyszyły – ale to było trudne. Wspomnienia zawsze wymykały jej się spod kontroli i to akurat w tych momentach, kiedy tak naprawdę zaczynała z nimi walczyć.
– Laylo? – zaniepokoił się Rufus.
Uświadomiła sobie, że w istocie zastygła w bezruchu, wstrzymując oddech i napinając się tak mocno, że aż zaczynały boleć ją mięśnie.
Pokręciła głową, po czym zatrzepotała powiekami. Ich spojrzenia się spotkały, a w ciemnych oczach Rufusa dostrzegła odbicie swojej twarzy – zastygłem, wystraszonej, ale i… zdeterminowanej. Miała wrażenie, że skórę ma zarumienioną bardziej niż zwykle, jej błękitne oczy zaś wydawały się płonąć. Rufus zesztywniał, dobrze odczytując emocje, które nią targały, jednak starał się jakoś zapanować nad własnymi uczuciami, żeby jej nie speszyć. Miał wątpliwości, co doprowadzało ją do szału, bo przecież nie musiał obchodzić się z nią tak, jakby była dzieckiem.
– Pocałuj mnie – powiedziała cichym, hipnotyzującym tonem. Wiedziała, jak manipulować innymi, chociaż dawno nie wykorzystywała tej umiejętności, skoro ludzką krew czerpała wyłącznie z zasobów Centrum Krwiodawstwa.
Rufus uniósł brwi, ale nie wahał się zbyt długo. Natychmiast nachylił się, po czym – zaskakująco delikatnie – musnął wargami jej usta. Odwzajemniła pocałunek, a przynajmniej spróbowała, bo wampir odsunął się od niej zdecydowanie zbyt szybko, pozostawiając niedosyt, który jeszcze bardziej doprowadzał ją do szału.
– Nie, nie tak – zaoponowała tonem urażonego dziecka. Bardziej stanowczo zacisnęła palce na przedzie czarnego swetra, który miał na sobie, po czym przyciągnęła go do siebie. – Masz mnie naprawdę pocałować – zażądała nieznoszącym sprzeciwów tonem.
– Laylo…
Zmarszczyła brwi.
– Po prostu to zrób! Ja… – Westchnęła cicho. – Proszę. Obojętnie jakbym reagowała, to… Uznajmy to za eksperyment, dobrze? – zaproponowała, spoglądając na niego niemal błagalnie.
– Eksperyment… – powtórzył, a na jego twarzy pojawił się cień uśmiechu, który jednak nie objął jego czekoladowych oczu; wciąż bał się, że zrobić coś źle i przez przypadek znowu ją skrzywdzi.
Stanowczo skinęła głową, po czym stanęła na palcach, żeby tym razem samej zainicjować pocałunek. Rufus objął ją w pasie, po czym lekko uniósł, żeby było jej łatwiej. Instynktownie objęła go nogami w pasie, mocniej do niego przywierając, po czym westchnęła cicho, kiedy ich wargi spotkały się ze sobą. Tym razem sama zaczęła go całować, wkładając w pieszczotę wszystkie uczucia i pragnienia, które wydawały się rozrywać ją od środka. Całowała go, a on nie pozostawał jej dłużny, stopniowo tracąc kontrolę. Wkrótce sama nie była już pewna, w pocałunkach którego z nich więcej jest tęsknoty i pożądania; ich uczucia mieszały się ze sobą, a Layla uświadomiła sobie, że najprawdopodobniej moc wymknęła jej się spod kontroli. To na moment ją zdezorientowało, bo nie przywykła do tego, że ktokolwiek ma możliwość do wnikania w jej pamięć. Zwłaszcza przy Rufusie czuła się dziwnie, ale starała się nie zwracać na to uwagi, skoncentrowana przede wszystkim na tym, że wampir niemal z fascynacją poddawał się jej zdolnościom oraz temu, że nagle miał dostęp do czegoś więcej niż tylko jego emocje.
Layla właściwie nie zorientowała się, kiedy Rufus ruszył się z miejsca. Pojęła to dopiero w momencie, kiedy posadził ją na jednym z laboratoryjnych stołów, żeby było jej wygodniej. Cały czas obejmowała go nogami, nie pozwalając, żeby cofnął się chociaż o krok. Chyba nawet nie miał takiego zamiaru, a przynajmniej tyle wywnioskowała, kiedy spojrzała w jego ciemne, bystre oczy. Patrzył na nią przytomnie, zafascynowany i odrobinę zdezorientowany jednocześnie, Layla jednak bez trudu dostrzegła przysłaniające wszystkie inne uczucia pożądanie. Sama również miała wrażenie, że płonie, kiedy po raz kolejny miała okazję do tego, żeby przekonać się, że działają na siebie niczym proch i ogień – pod jego dotykiem płonęła i już nie była w stanie tego zatrzymać, nawet gdyby z jakiegoś powodu tego zapragnęła.
– Chodźmy do pokoju – poprosiła cicho między kolejnymi pocałunkami. – Rufus… – powtórzyła, bo wampir zesztywniał i bardzo delikatnie odsunął ją od siebie.
– Jesteś pewna? – Miał wątpliwości. – Dobra bogini, Laylo, możesz mi zaufać, ale…
Nie dała mu dokończyć, w zamian kolejny raz go całując.
– Kiedy ja wiem, że mnie nie skrzywdzisz – zapewniła z przekonaniem, wtulając się niego ufnie. – Proszę, pozwól mi z tym walczyć – dodała już ciszej, praktycznie nie panując nad tym, co takiego mówiła.
Rufus zrozumiał, nawet jeśli komuś niewtajemniczonemu jej słowa mogłyby wydawać się bezsensowne. Już dość uciekała, a tym bardziej zbyt wiele razy go zawodziła, nie potrafiąc zwalczyć strachu, pojawiał się, kiedy oboje znajdowali się w takiej sytuacji. Miała dość wiecznej ucieczki, a skoro już zdołała przełamać się na tyle, żeby opowiedzieć mu o wszystkim, co spotkało ją w przeszłości, być może nadszedł moment na to, żeby ostatecznie uporała się ze swoimi największymi lękami. Nie obchodziło jej, że naukowiec okazywał jej aż nadto zrozumienia i nie miał jej za złe tego, że nie była taka jak inne dziewczyny. Uważała, że zasłużył na więcej, a nie na przestraszoną dziewczynę, która po krzywdach zaznanych w dzieciństwie bała się tego, co równie dobrze mogło okazać się piękne. Sama również sądziła, że zasłużyła na coś więcej, ale żeby to dostać, musiała raz jeszcze zawalczyć.
Zamknęła oczy, kiedy znów ją pocałował, tym razem ostrożniej i z czułością, jakby chciał podkreślić swoje wcześniejsze zapewnienia. Uniósł ją lekko, niosąc z taką łatwością, że prawie nie była świadoma tego, że w ogóle ruszyli się z miejsca. Nie czuła się gotowa na to, że nagle poczuje pod plecami miękkość materaca; chyba nigdy nie miała być w pełni gotowa na to, co zdecydowała się zrobić, ale nawet kiedy poczuła pierwsze objawy paniki, nie próbowała się wycofać. Wiedziała przecież, że chce to zrobić; to nie był przymus, ale jej własna decyzja – decyzja, którą łatwiej było podjąć niż przy której wykonaniu była w stanie się upierać.
Rufus pocałował ją w czoło, po czym delikatnie przeczesał palcami jej jasne włosy. Zatrzepotała powiekami, dopiero po chwili będąc w stanie skoncentrować się na jego twarzy. Nachylał się nad nią, cały czas mocno tuląc ją do siebie. Wiedziała, że na wszystkie sposobu próbował ją uspokoić i była mu za to wdzięczna. Lepiej czuła się ze świadomością, że jest przy niej ktoś, kto naprawdę stara się jej pomóc. Właśnie dlatego tak bardzo go kochała i to ta miłość popychała ją do podjęcia decyzji, które przez tyle wieków napawały ją przerażeniem.
Wciąż wpatrując się w jego twarz, drżącymi dłońmi przesunęła po jego torsie. Ręce jej drżały, kiedy zaczęła szukać sposobu na to, żeby uporać się z jego swetrem. Nie miała w tym wprawy, poza tym nigdy nie znalazła się w sytuacji podobnej do tej. Nie chciała pamiętać tego, co działo się, kiedy to ojciec ją wykorzystywał, nigdy zresztą nie miała wpływu na to, co się wtedy działo. Seks kojarzył jej się z bólem, a nie przyjemnością, wierzyła jednak, że wkrótce drastycznie zmieni się jej pogląd na tę sprawę. Przynajmniej miała nadzieję, że tak się stanie, bo sama nie była pewna, jak byłaby w stanie spojrzeć Rufusowi w oczy, gdyby kolejny raz zawiodła i nagle wpadła w panikę.
Koncentrowanie się na jego twarzy pomagało, bo była w stanie odpędzić od siebie obrazy Marco i wspomnienia, które ostatnim razem wszystko popsuły. Rufus uśmiechnął się niepewnie, po czym pomógł jej uporać się ze swoim ubraniem, dzięki czemu już po chwili pierwszy raz mogła oglądać go bez koszulki. To całkiem ją rozkojarzyło i przez kilka sekund była w stanie jedynie błądzić dłońmi po jego nagim ciele, ucząc się na pamięć zarysu mięśni i tego, jak prezentował się jego tors. Przypatrywał jej się z lekkim rozbawieniem, jakby nigdy dotąd nie widział kogoś tak bardzo zafascynowanego, jak ona w tym momencie. Czuła, że wzrokiem błądzi po jej twarzy i ciele, jakby sam nie pozostawał jej dłużny i uczył się jej sylwetki na pamięć.
Stanowczo spojrzała mu w oczy, po czym nieznacznie skinęła głową, dając mu do zrozumienia, że wszystko jest w jak największym porządku. Rufus uśmiechnął się i wycofał się nieznacznie, sprawiając, że lekko się spięła. Chciała wstać i zorientować się, co się dzieje, ale wtedy poczuła muśnięcie palców na brzuchu i cała zesztywniała. Czuła, że wampir delikatnie podwija jej koszulkę, a chwilę później muska wargami jej nagą skórę, przyprawiając ją o dreszcze. Serce zabiło jej szybciej, ale chociaż znów ogarnęły ją wątpliwości, nie zareagowała ani w tamtym momencie, ani później, kiedy Rufus spróbował ściągnąć jej bluzkę. Natychmiast wygięła się w łuk, unosząc się lekko, żeby mu to ułatwić, po czym przytrzymała się go za szyję, stanowczo przyciągając do siebie. Na sobie miała jedynie czarny, koronkowy stanik, który już jakiś czas temu dostała w prezencie od Isabeau, ale wcześniej nie odważyła się go założyć. To właśnie Beau miała słabość do wyszukanych kompletów bielizny, teraz jednak Layla musiała przyznać, że czasami bywało to przydane. Zastanawiała się zresztą, czy jej siostra znała już przeznaczenie kompletu, kiedy jej go dawała, czy może była to spontaniczna decyzja.
Przestała o tym myśleć, kiedy poczuła na sobie pożądliwe spojrzenie Rufusa. Wampir raz jeszcze ucałował jej płaski brzuch, po czym zaczął posuwać się coraz wyżej, muskając wargami każdy najdrobniejszy skrawek jej idealnego ciała. Layla nie powstrzymała się przed zamknięciem oczu, jakimś cudem będąc w stanie się rozluźnić i uspokoić. Pocałunki Rufusa sprawiały jej przyjemność, chociaż sama nigdy nie podejrzewała, że kiedykolwiek będzie w stanie coś podobnego przyznać. Sądziła raczej, że już po kres wieczności będzie pokutować za wszystko, co wydarzyło się pięć wieków wcześniej, kiedy niewinność została jej odebrana po raz pierwszy, a w jej zranionej duszy pojawiły się pierwsze oznaki czystej nienawiści, którą kierowała względem mężczyzn i tego, co mogli jej zrobić. Marco zniszczył w niej to, co było najlepsze, a teraz Rufus za wszelką cenę usiłował jakoś to naprawić, chociaż żadne z nich nie miało jeszcze pewności, jakich efektów powinno po wszystkim oczekiwać.
Layla westchnęła cicho, uspokojona. Czuła, że wszelakie napięcie z niej uchodzi i przez kilka sekund miała nawet ochotę samą siebie wyśmiać, a przynajmniej do momentu, kiedy palce Rufusa nie zahaczyły o pasek jej spodni. Natychmiast zesztywniała i uniosła powieki, żeby przekonać się, że wampir przypatruje jej się niemal troskliwie, uważnie lustrując wzrokiem jej twarz i badając jej reakcję. W pośpiechu zrzuciła buty i chociaż wszystko w niej protestowało, skinęła głową i pozwoliła na to, żeby z największą czułością zsunął jej spodnie, tym samym sprawiając, że została w samej bieliźnie, zawstydzona i lekko drżąca.
I właśnie wtedy poczuła, że oddycha jej się coraz ciężej. Łapczywie łapała powietrze, starając się wyrównać oddech i skoncentrować na tym, że jest bezpieczna. Z Marco nigdy nie wyglądało to w ten sposób. Z jego strony nie mogła doszukiwać się czułości, a tym bardziej jakiegokolwiek ciepłego uczucia, a w przypadku Rufusa czuła to na każdym kroku. Pożądał jej, oczywiście, ale nie na tyle, żeby to jedno uczucie przysłoniło wszystko inne, popychając go do okrucieństwa. Jestem w Mieście Nocy, a Rufus mnie nie skrzywdzi, pomyślała stanowczo, próbując nie dopuścić do tego, żeby wspomnienia z przeszłości przejęły nad nią kontrolę, doprowadzając do tego, żeby zapomniała o tym, co się dzieje. Co prawda tym razem nie poddała się słabości, tak jak za pierwszym razem, kiedy byli ze sobą tak blisko, ale bała się, że balansuje na krawędzi i w każdej chwili będzie mogło wydarzyć się coś, przez co ostatecznie się podda. Nie mogła na to pozwolić, a powtarzanie tego jednego zdania niczym mantry w jakiś sposób pomagało, pozwalając jej zachować przytomność umysłu.
Rufus mnie nie skrzywdzi…
Rufus…
Nie była pewna, kiedy właśnie zmotywowała się do tego, żeby na powrót skupić się na jego ubraniu. Nie pamiętała również, kiedy zgodziła się na to, żeby zdjął jej stanik, korzystając z tego, że w tym dziwnym komplecie od Isabeau zapięcie znajdowało się z przodu. Wiedziała jedynie, że była bardzo niepewna i przez moment nawet martwiła się, czy nagle nie okaże się, że coś w jej wyglądzie Rufusowi się nie spodoba. Nie zniosłaby tego, gdyby ją odtrącił, tym bardziej, teraz kiedy…
Ale on oczywiście tego nie zrobił. W zamian spojrzał na nią w taki sposób, że już nie miała najmniejszych wątpliwości co do tego, że wciąż jest jedyną kobietą, której aż do tego stopnia pożądał i którą kochał. Rosa to była zupełnie inna sprawa; rozdział z przeszłości, który po latach ostatecznie odczekał się swojego zakończenia. Teraz sama musiała zdecydować się na to samo, dążąc do wyzwolenia, które jednak miała uzyskać dopiero w momencie, kiedy ostatecznie zwalczy w sobie strach, który zaszczepił w niej ojciec.
Pocałunki i pieszczoty były jej ukojeniem, wiedziała jednak, że to wciąż zbyt mało. Podświadomie czekała na to, do czego od samego początku dążyli, chociaż jednocześnie czuła paraliżujący strach na myśl o tym, że wkrótce mieli posunąć się o ten krok dalej. Dotykanie się i całowanie było czymś, co mogła od siebie wymóc bez większego problemu, bo chociaż w pierwszej chwili czuła się zaniepokojona, strach mijał równie nagle, co się pojawił. Prawdziwy problem leżał dopiero w tym, co miało się wydarzyć i Layla już nawet nie próbowała ukryć tego, że czuła się naprawdę przerażona i zdezorientowana.
Rufus natychmiast to dostrzegł. Nachylił się, ujmując jej twarz w obie dłonie, po czym troskliwie spojrzał jej w oczy. Już nie wydawał jej się szalony i nieprzewidywalny; kiedy dostrzegała jego uczucie, miała wrażenie, że jest dokładnie taki sam jak jej brat czy ona, a ludzkie emocje wcale nie są mu obce.
– Nie skrzywdzę cię – powtórzył cichym, ale pewnym głosem. – Proszę cię, Laylo… Przecież dobrze wiesz, kochanie, że możesz mi zaufać.
Nie miała powodów, żeby jakkolwiek wątpi w jego słowa.
Kolejne wydarzenia zapamiętała aż nazbyt wyraźnie, chociaż wydawało jej się to niemożliwe, skoro czuła się tak bardzo rozkojarzona. Wciąż drżała, ale nie zaprotestowała, kiedy Rufus przejął kontrolę, posuwając się o ten krok dalej. Widziała zachwyt w jego oczach, kiedy nareszcie obnażyła się przed nim w pełni i mimo wcześniejszych wątpliwości poczuła się lepiej z tym, że zdecydowała mu się zaufać. Czuła, że wszystko jest w porządku, chociaż i tak bała się chociaż lekko rozchylić nogi, nie wspominając już o tym, że nie miała pojęcia, jak powinna zabrać się do tego, co dopiero miało się wydarzyć.
Rufus okazał się równie delikatny, co wcześniej. Czule tulił ją do siebie, raz po raz upewniając się, czy nie zamierzała się wycofać. Sam robił wszystko, byleby jakoś nad sobą zapanować, chociaż Layla zdawała sobie sprawę z tego, że przychodziło mu to z coraz większym trudem. Sama również ledwo nad sobą panowała i właśnie to pożądanie oraz miłość, która czyniła ten moment najpiękniejszych w całej jej egzystencji, pozwoliła jej ostatecznie zwyciężyć.
W momencie, kiedy wraz z Rufusem stali się jednością, Layla poczuła, że coś się zmienia.
Wspomnienia o Marco już nie miały znaczenia.
A ona nareszcie była wolna.

2 komentarze:

  1. Czytałam rozdział kilka razy, bo mnie tak zachwycił. oni to.... Zrobili! :D yeeeah,<3 Dziwnie się czuję wiedząc, że to ostatni rozdział w tej księdze. Nie licząc epilogu. Layla była zawzięta i nic się jej nie stało, a to dobrze. Jak fajniutko, że wreszcie między nimi... ten teges XD ale naprawdę się cieszę, że mają to za sobą,a cały ból z przeszłości odszedł precz. To dobrze, ;*
    Przepraszam, że tak krótko, ale zamieszanie ze świętami =)
    Wesołych świąt kochana i góry prezentów :*
    Gabrysia <3

    OdpowiedzUsuń
  2. Jestem zauroczona. Uwielbiam to. Jest... piękne. Nie wiem co więcej powiedzieć. Jest pięknie i czekam na więcej.
    Wesołych Świąt.
    Aleks.

    OdpowiedzUsuń




After We Fall
stories by Nessa