22.12.2013

Sto czterdzieści dziewięć

Layla
– I naprawdę niczego nie pamiętasz? – Rufus był coraz bardziej irytujący ze swoimi wnikliwymi pytaniami.
Lorena westchnęła i pokręciła głową.
– Jeśli się nie pomyliłam, byłam wtedy bardzo mała. Od samego początku wychowywałam się na zamku, więc nie wpadłabym na to, że mogą mnie okłamywać. Aro zresztą bardzo dbał o to, żebym byłam odcięta od zewnętrznego świata i nigdy nie poznała prawdy. To było bardzo uciążliwe, zwłaszcza kiedy teraz o tym myślę, ale to już nie ma znaczenia. – Dziewczyna wzruszyła ramionami. – Moim jedynym światem była najwyższa wieża, ta należąca do żon. Czasami pałętałam się po zamku, ale tylko wtedy, kiedy nie było tam nikogo z zewnątrz. Inaczej zawsze znajdował pretekst, żebym pozostała w ukryciu, usprawiedliwiając to moim bezpieczeństwem…
– Mógłbyś dać jej już spokój – żachnęła się Layla. – To chyba najgorszy etap, jaki mamy za sobą. A przynajmniej jeden z gorszych – zreflektowała się, uświadamiając sobie, że nie tylko Lorena mogłaby się z jej słowami nie zgodzić.
– Kiedy mnie to nie przeszkadza – zapewniła Lo, przeczesując palcami ciemne włosy. Odkąd zaczęli rozmawiać, wydawała się jakby mniej zmieszana obecnością Rufusa. Co więcej, wampir wydawał się ją intrygować, zresztą tak długo, jak pomijali temat Angela, wszystko było w porządku. – Ale ty chyba próbujesz zapytać mnie o coś zupełnie innego – dodała, rzucając naukowcowi znaczące spojrzenie.
Rufus, który przez moment spoglądał na Laylę niemal tryumfalnie, momentalnie spoważniał i zmrużył oczy. Na ustach Loreny pojawił się cień uśmiechu, wciąż jakby wymuszony, ale dziewczyna wyraźnie była zadowolona z tego, że udało jej się wampira zaskoczyć.
– To ta słynna kobieca intuicja – wyjaśniła Lorena. – Albo to wy, faceci, jesteście cholernie przewidywalni – dodała po chwili zastanowienia.
– Mniejsza o to – stwierdził wymijająco Rufus, zbywając ją machnięciem ręki. – Tak, mam pytanie. Albo nawet nie do ciebie, ale do Layli – przyznał, po czym spojrzał znacząco na jasnowłosą dziewczynę. – Powiedz mi, moja kochana, co ty – do diabła – robiłaś w Volterze? – zapytał wprost.
Lorena i Layla wymieniły krótkie spojrzenia, a potem jak na zawołanie zaczęły niekontrolowanie chichotać. Lo chyba pierwszy raz od dnia bitwy wydawała się szczerze śmiać, poza tym jej śmiech brzmiał dziwnie nienaturalnie i niepewnie, ale Layla i tak poczuła się lepiej, widząc przyjaciółkę w takim stanie. Dźwięk przypominał najcudowniejsze, delikatne dzwoneczki i sprawił, że dziewczyna uśmiechnęła się niepewnie, po czym odgarnęła zbłąkany kosmyk z twarzy.
Rufus spojrzał na nie tak, jakby były co najmniej szalone. Lekko uniósł brwi, najwyraźniej nie rozumiejąc, co takiego rozbawiło obie towarzyszące mu dziewczyny. Wydawał się zdezorientowany i rozdrażniony, jakby nie rozumiał, jaki sens właściwie miało ich zachowanie. Właśnie dlatego Layla chciała, żeby z nimi poszedł – musiała pokazać mu, czym jest normalne życie, a jeśli przy okazji mogła poprawić humor Lorenie, to tym lepiej.
– Tak właściwie, to wszystko wina Loreny – wyjaśniła, decydując się odezwać. Raz jeszcze się uśmiechnęła, tym bardziej, że urażona szatynka zamachnęła się, próbując uderzyć przyjaciółkę w ramię. – Gdyby nie ona, pewnie bym nie została, a tym bardziej nie dołączyła do straży. To było krótko po tym, jak ja, Gabriel i Isabeau się rozdzieliliśmy. Mówiłam ci o tym, prawda?
– Mam dobrą pamięć – przypomniał jej, po czym skinął głową, zachęcając ją, żeby mówiła dalej.
Layla wywróciła oczami.
– No tak – zreflektował się. – Podróżowałam wtedy, cały czas w ruchu, już właściwie z przyzwyczajenia. O Volterze były głośno, a kiedy znalazłam się w okolicy… Raz nawet zastanawialiśmy się całą trójką, czy to nie Lorena mnie tam ściągnęła. Jej dary są niesamowite, a ona czuła się samotna… – Spojrzała z wahaniem na przyjaciółkę, ale ta zachowywała neutralny wyraz twarzy, jakby wcale nie słyszała słów Layli. – Wpadłam na nią w lesie. Grzeczna dziewczynka tatusia wymknęła się na nocny spacer…
– Tak, a ty omal nie przyprawiłaś mnie o zawał, zresztą jak dzisiaj – żachnęła się sama zainteresowana. Zamrugała pośpiesznie, jakby dopiero teraz dotarło do niej, że ktoś coś do niej powiedział. – Layla ma dziwną skłonność do skradania się, niezależnie od tego, gdzie i z kim się znajduje. To chyba jakieś skrzywienie, ale…
– Sama jesteś skrzywienie. – Layla wydęła usta. – Ja po prostu jestem Licavoli – wyjaśniła z niewinnym uśmiechem, jakby to wszystko wyjaśniało.
– Tak czy inaczej – Lorena postanowiła ją zignorować – wpadłam na nią i tak się wystraszyłam, że zaczęłam się drzeć, jakby ktoś co najmniej próbował mnie zamordować. A ona ze mną, zresztą wiadomo, co dzieje się, kiedy Layla się zdenerwuje. Kiedy nagle doznała samozapłonu, myślałam, że padnę na miejscu, ale to przynajmniej wystarczyło, żebym przestała krzyczeć. Oczywiście zaraz obie się zreflektowałyśmy, ja poniekąd dlatego, że nigdy wcześniej nie spotkałam kogoś, kto również byłby pół-wampirem. Zaczęłam się na nią patrzeć, nawet kiedy już zapanowała nad płomieniami i podejrzewam, że mniej więcej w tamtym momencie Lay musiała dojść do wniosku, że coś zdecydowanie jest ze mną nie tak. A potem…
Znowu zaczęły się śmiać, a Layla uświadomiła sobie, że chyba obie były bliskie tego, żeby dostać głupawki. Próbowała nad sobą zapanować, ale z jakiegoś powodu czuła się tak, jakby wypiła co najmniej skrzynkę ulubionego wina Gabriela. Zwykle miała mocną głowę, poza tym stroniła do alkoholu, ale przez pięćset lat życia zdecydowanie nie dało się uniknąć sytuacji, w której nie byłoby się pijanym.
Rufus westchnął teatralnie, ale wydawał się nie tyle rozdrażniony, co przede wszystkim rozbawiony. Layla podejrzewała, że unikając czyjegokolwiek towarzystwa, dawno nie miał do czynienia z jakimikolwiek istotami, które zachowywałyby się w tak prymitywny sposób, jak ona i Lorena w tym momencie.
– No nie patrz tak na mnie – poprosiła, materializując się u boku wampira i bezceremonialnie biorąc go pod ramię. Rufus drgnął i zupełnie instynktownie przyciągnął ją do siebie, otaczając ramieniem w talii. – Po prostu chodzi o to, że Lorenie nagle puściły nerwy i zaczęła się na mnie wydzierać i to w sposób, który raczej nie przystoi kobiecie. Byłam tak oszołomiona, że sama też się zdenerwowałam, a potem… No cóż, mruknęłam coś na temat tego, że zachowuje się jak jakaś księżniczka. A to przecież była księżniczka, na dodatek członkini Volturi!
– O tak! Angel po wszystkim stwierdził, że obie jesteśmy na swój sposób pozytywnie walnięte, więc idealnie do siebie pasujemy – dodała ze śmiechem Lorena, a potem raptownie nabrała powietrza do płuc. – I pewnie powiedziałby nam to samo teraz. Jestem pewna, że właśnie tak by nam powiedział.
Zapadła chwila krępującej ciszy, przerywanej jedynie przez przyśpieszony oddech Loreny, która próbowała jakoś nad sobą zapanować i udawać, że nic się nie stało, a ona wcale znów nie znalazła się na krawędzi wytrzymałości. Layla poczuła, że Rufus sztywnieje i spogląda na nią niemal błagalnie, jakby chcąc zmusić ją do tego, żeby jakoś powstrzymała Lo przed płaczem. Może i zachowywał się uprzejmie względem dziewczyny, jak zwykle przy kobiecie potrafiąc być niezwykle czarującym, ale poza tym wciąż pozostawał wobec pół-wampirzycy obojętny, a tym bardziej nie zamierzał jej uspokajać.
Przecież to ty jesteś psychologiem, a przynajmniej utrzymujesz, że masz predyspozycje, pomyślała Layla, bez wahania łącząc się z umysłem wampira. Naukowiec uniósł brwi i spojrzał na nią tak, jakby sądził, że w tym momencie się z niego nabijała. No nie patrz się tak na mnie! To moja najlepsza przyjaciółka…
– Zaczynam zastanawiać się, jakim cudem pozwoliłem ci się wyciągnąć z laboratorium – mruknął pod nosem Rufus, ale na tyle cicho, że prócz Layli nikt nie był w stanie go usłyszeć. Dziewczyna poczuła, że ma ochotę porządnie mu przyłożyć, ale zdołała się jakoś powstrzymać, przede wszystkim przez wzgląd na Lorenę. – Hej, chyba będę  miał do ciebie jeszcze kilka pytań. Mam wrażenie, że znamy dwie zupełnie inne Layle – dodał, tym razem zwracając się bezpośrednio do Loreny, żeby jakoś zwrócić jej uwagę.
– Przepraszam was… – Lorena pośpiesznie zatrzepotała powiekami. – Nie musisz się wysilać, wiesz? Poznaję, kiedy Layla używa telepatii – westchnęła, a blondynka spąsowiała, bo nawet nie zdawał sobie sprawy z tego, jak bardzo Lorena potrafiła być spostrzegawcza. Poniekąd z Angelem traktowali ją jak dziecko, skoro była z nich wszystkich najmłodsza i najmniej doświadczona. – Mam wrażenie, że to nie ma sensu… Nie istnieje temat, który nie przypominałby mi… No wiesz, o Angelu. – Już nie zwracała się do Rufusa, nawet na niego nie patrzyła, wbijając wzrok w jakiś punkt przed sobą. – Nawet nie próbowałam nawet drążyć dalej tematu tego, kim jestem. Angel obiecywał mi, że zrobi to ze mną, a kiedy go zabrakło, to tak jakoś…
– Ale coś ustaliliście, tak? – drążył Rufus, zachowując się tak, jakby nie usłyszał słów dziewczyny. Layla instynktownie zapragnęła na niego warknąć, ale powstrzymała się, kiedy Lorena spojrzała na wampira z wahaniem. Może faktycznie taka taktyka miała jakiś sens? – Poza tym mówiłem poważnie. Nie zamierzam sprzeczać się z tym, że Layla jest lekko specyficzna z charakteru, ale dawno nie widziałem jej… takiej – dodał, dopiero po chwili dochodząc do wniosku, że jednak nie znajdzie najodpowiedniejszego słowa do opisania tego, co miał na myśli.
Layla jęknęła bezgłośnie, po czym wsparł obie dłonie na biodrach i zatrzymała się. Rufus i Lorena instynktownie zrobili to samo, a naukowiec popatrzył na swoją partnerkę z wyrazem uprzejmego zainteresowania na twarzy. Layla wydęła usta, czując coś na pograniczu irytacji i złości, chociaż sama nie była pewna, czy ma do któregokolwiek z tych uczuć powody.
– A co to miało niby znaczyć? – zapytała, starając się zabrzmieć groźnie.
Rufus uśmiechnął się pod nosem.
– Mniej więcej tyle, że dawno nie widziałem cię aż tak tryskającej entuzjazmem. Właśnie pod tym względem wydajesz mi się inna – wyjaśnił wprost. Zamrugała pośpiesznie, próbując stwierdzić, czy powinna mu uwierzyć. – Słuchając Loreny, dochodzę do wniosku, że się zmieniłaś. Dobrze wiedzieć, że to jedynie moje domysły i że przemiana aż do tego stopnia cię nie przytłoczyła. Podoba mi się to, że teraz się śmiejesz, bo… Bo to znaczy, że może nie będziesz musiała skończyć tak, jak ja czy pozostali.
– Masz na myśli… Och, chodzi ci o te ataki i życie w cieniu? – upewniła się. Skinął głową, tym samym sprawiając, że jeszcze bardziej się zmieszała. – To chyba dobrze, prawda? A przynajmniej tak mi się wydaje, bo kto wie, czy jeszcze nie będziesz miał mnie dość. Lorena może potwierdzić, że momentami potrafię być uciążliwa i bardzo, ale to bardzo uparta… Prawda, Lo? – dodała, ignorując to, że Rufus parsknął śmiechem i mruknął coś na temat tego, że tyle to już zdążył sam zaobserwować.
Kiedy spojrzała na Lorenę, zauważyła, że dziewczyna odeszła na kilka kroków, nawet na nich nie patrząc. Z opóźnieniem dotarło do niej, jak mogła się poczuć, dlatego niewiele myśląc wyrwała się Rufusowi i szybko podbiegła do przyjaciółki, zatrzymując się tuż obok. Lorena nawet na nią nie spojrzała, uparcie uciekając spojrzeniem gdzieś w bok; oczy miała dziwnie zamglone, a po wcześniejszej radości nie było nawet śladu.
– Lo… Och, Lo, przepraszam – zreflektowała się natychmiast. Podeszła bliżej, wyciągając ramiona, żeby móc przytulić przyjaciółkę, ale ta nawet nie drgnęła, uparcie wpatrując się pustym wzrokiem w przestrzeń. – Lorena…
– Ja już nie daję rady, Laylo – odezwała się cicho. W następnej sekundzie coś w niej pękło i rozszlochała się na całego, dając upust wszystkim emocjom, które dusiła w sobie od momentu, kiedy Layla w ogóle pojawiła się pod jej domem. – Ja wiem jak to brzmi, ale chcę Angela. Dłużej tego nie wytrzymam, bo ja… Och, dlaczego ona musiała mi go zabrać?! – nie wytrzymała.
Layla zareagowała momentalnie, pozwalając, żeby Lorena wpadła jej w ramiona. Sama też była bliska tego, żeby zacząć szlochać, ale powstrzymała się, koncentrując przede wszystkim na tuleniu Lo do siebie i przeczesywaniu jej gęstych, ciemnych włosów. Czuła, że dziewczyna drży, ale uparcie udawała, że nie ma to dla niej żadnego znaczenia; jeśli ktoś miał prawo do tego, żeby być nieszczęśliwym, to z całą pewnością była to właśnie Lorena.
– Nie wiem, Lo. Naprawdę nie wiem… – Wiedziała, że kłamstwa albo nic nieznaczące formułki, które prawie każdy powtarzałby w tej sytuacji, tak naprawdę nie mają żadnego znaczenia. Lepsza była prawda, nawet jeśli i ta brzmiała boleśnie. – Ale on nie chciałby, żebyś płakała. Jestem tego pewna – dodała ciszej.
Lorena jedynie pokręciła głową, jakby chcąc odpędzić od siebie jakąś myśl. Layla zawahała się na moment, a potem w jednej chwili podjęła decyzję. Mocno chwyciła przyjaciółkę za ręce i niewiele myśląc skoncentrowała się, próbując skumulować w sobie dość mocy. Lo wyczuła znajome napięcie w powietrzu i spojrzała na nią z powątpieniem, ale dziewczyna nie zamierzała jej niczego tłumaczyć, tylko po prostu rozesłała na wszystkie strony jedną jedyną myśl – myśl, która miała nieść ukojenie.
Angel!
– Co ty…? – zaczęła, ale potem w jej oczach pojawiło się zrozumienie.
Wciąż bliska płaczu, mocno zacisnęła powieki, po czym sama również spróbowała się skoncentrować. Nie posiadała telepatycznych zdolności, ale Layli to wystarczyło. Natychmiast wniknęła w umysł Loreny, zwielokrotniając jej niewerbalny krzyk i pozwalając mu wydostać się poza umysł dziewczyny i rozejść się na wszystkie strony.
Angel… Angel, kocham cię!
Angel!
Ich telepatyczne głosy jeszcze długo mieszały się ze sobą, przenikając mrok.
Allegra
– Nie, przecież to niemożliwe… Dlaczego to wciąż się dzieje? Dlaczego wciąż się dzieje…?
Allegra zatrzymała się wpół kroku. Lekko zdezorientowana, przez kilka sekund rozglądała się dookoła, uważnie przypatrując się korytarzom Niebiańskiej Rezydencji. Wyraźnie słyszała znajomy głos, teraz w formie niepokojącego szeptu, który przyprawiał ją o ciarki. Wzdrygnęła się i skrzywiła, ale nie zatrzymała, kiedy szybkim krokiem ruszyła przed siebie, nasłuchując i próbując odnaleźć źródło tak niepokojącego szeptu.
O dobra bogini, Isabeau, pomyślała z westchnieniem, bez trudu odnajdując córkę w niewielkiej wnęce, która sprawiała, że dziewczyna mogła się ukryć, ale na pewno nie mogła sprawić, żeby nikt jej nie usłyszał. Beau opierała się plecami o ścianę, wciąż stojąc, ale jedynie dlatego, że wnęka była zbyt wąska, żeby była w stanie osunąć się na ziemię. Dziewczyna kołysała się lekko, zupełnie jakby była szalona, a wzrok utkwiła w jakimś punkcie w przestrzeni. Oczy miała srebrne, niemal absolutnie białe i Allegra nie miała już najmniejszych wątpliwości co do tego, że jej córka ukryła się w tym miejscu, jak zwykle wcześniej wyczuwając, że nadchodzi wizja. Wiedziała, że Beau nie cierpiała, kiedy ktokolwiek widział ją, kiedy była w takim stanie, ale tym razem naszła ją niepokojąca myśl, że Isabeau wcale nie zamierzała powiedzieć im o tym, co zobaczyła w swoim widzeniu.
Mimowolnie przypomniała sobie, jak Jaques rzucił wymowne spojrzenie Isabeau, a później reakcję dziewczyny, która dziwnie spięła się na wzmiankę o decyzjach i konsekwencjach. Wcześniej nie zwróciła na to uwagi, ale teraz wydało jej się to podejrzane, chociaż sama nie była pewna dlaczego. Nie mogła mieć pewności, ale zachowanie Isabeau i jej wizje wydawały jej się dziwne. Zwłaszcza niepokoiła ją wizja, której Beau podobno nie pamiętała – a może nie chciała pamiętać… Takie rozwiązanie wydawało się pół-wampirzycy nieprawdopodobne, ale wciąż nie mogła się pozbyć powątpienia, które pojawiło się nagle i którego w żaden sposób nie była w stanie zignorować.
– Isabeau… Isabeau, chodź… – Allegra nachyliła się i spróbowała uchwycić Isabeau tak, żeby pomóc jej stanąć prosto i wyjść z wnęki. Dziewczyna przelewała się w jej ramionach, oporna i dziwnie bezwładna, zupełnie jak szmaciana lalka. – Już, Beau. Co widzisz? Co widzisz, kochanie? – zapytała opanowanym głosem, próbując zwrócić na siebie uwagę córki; zwykle konkretne, proste pytania pomagały, ale tym razem Allegra nie była pewna, czy to wystarczy.
Isabeau zachwiała się, po czym spojrzała wprost z błękitne oczy Allegry – z tym, że jej nie widziała. Jej niepokojące, białe tęczówki niemal zlewały się z białkami oczu, przerażając w równym stopniu, co ostatnim razem.
– Isabeau…
Z ust dziewczyny nagle wyrwał się głośny, mrożący krew w żyłach wrzask. Zanim Allegra zdążyła zareagować, Isabeau wyrwała jej się i – wciąż krzycząc i zachowując się tak, jakby ktoś próbował ją skrzywdzić – zaczęła miotać się na wszystkie strony, jakby chcąc opędzić się od czegoś, czego w rzeczywistości nie było. Kapłanka musiała odskoczyć, żeby przypadkiem nie stanąć na drodze oszołomionej wampirzycy, kiedy ta zamachnęła się, omal nie uderzając jej przy tym w żebra. Isabeau wyglądała, jakby była obłąkana, blada jak papier i nieświadoma tego, co robi. Krzyknęła znowu, równie przerażająco, ale tym razem wrzask nagle się urwał; zapanowała ogłuszająca wręcz cisza, przerwana jedynie szybkim oddechem Allegry i ciężkim dyszeniem wciąż pogrążonej w transie Isabeau.
– To się dzieje. To wciąż się dzieje. Ona nadchodzi, rośnie w siłę… Uwięziona, ale już niedługo. Aż on dorośnie, tak długo aż on dorośnie. On jej wybawieniem, chociaż tego nie chce. On nawet jej nie zna, on tego nie zrobi… – Słowa pojawiły się nagle; Beau mówiła gorączkowo, wciąż potrząsając głową. Allegra mocno musiała się wysilić, żeby cokolwiek zrozumieć, bo kolejne zdania padały coraz szybciej i przypominały niezrozumiały, szalony bełkot. – Śmiertelny kwartet czeka. Wciąż czeka, aż Ona powróci… A kiedy przyjdzie, zapanuje mrok. Już teraz powoli nadchodzi, ogarnia nas wszystkich. Jej dzieci już powróciły, ale to wciąż zbyt mało. Ona dopiero nadejdzie, Ona rośnie w siłę… Ona ją zabije. Uwolniona przez krew Uzdrowiciela, Pani Ciemności, Pani wszystkich wampirów. Kłaniajcie się jej, Dzieci Nocy, bo to już koniec. Kłaniajcie się jej, bo kiedy nadejdzie, zapanuje wieczna noc. Bramy czasu zostały otwarte, równowaga została zakłócona. Kiedy Isobel powróci, już nic nie będzie takie samo. Już nic, tak długo, jak nie pojawi się Światło…
Isabeau zamilkła, dysząc ciężko i wciąż beznamiętnym wzrokiem wpatrując się w przestrzeń. Allegra miała nadzieję, że jej córka powie coś jeszcze, ale Beau jedynie kręciła głową. Wyrwał jej się cichy jęk, kiedy uniosła obie dłonie ku górze i chwyciła się za skronie, pocierając je energicznie. W następnej chwili jej oczy zaszły mgłą, chociaż tym razem to już nie miało związku z wizją; trans dobiegł końca, a przynajmniej tak wydawało się Allegrze, a w momencie, w którym Isabeau się zachwiała, kobieta przekonała się, że ma rację.
Wieszczka straciła przytomność, chociaż to bardzo rzadko zdarzało się po wizji. Allegra dosłownie w ostatniej chwili otrząsnęła się na tyle, żeby skoczyć do przodu i pochwycić córkę, zanim ta zdążyłaby osunąć się na ziemię. Mocno podtrzymując nieprzytomną córkę, pośpiesznie rozejrzała się dookoła, żeby przekonać się, czy ktoś ich nie obserwuje, ale korytarz był pusty. Kto jak kto, ale Isabeau wiedziała, co robiła, chociaż Allegra wciąż nie była pewna, co powinna myśleć o tym, czego właśnie doświadczyła.
To zdecydowanie nie było normalne. Próbowała zachować spokój, jak zawsze zresztą, ale tym razem to okazało się niemożliwe. Ciężko było tak po prostu zignorować wszystko to, czego tak nagle dowiedziała się od Isabeau. Już wcześniej obie czuły, że coś jest nie tak – wampiry takie jak Beau były tego idealnym dowodem – ale do tej pory nie zawały sobie sprawy z tego, że sprawy mogły zajść aż tak daleko.
Allegra zacisnęła powieki i spuściła głowę.
Selene, Pani Nocy, ześlij nam spokój. Cokolwiek dla nas planujesz, proszę, nie pozwól nam się bać…
Z tym, że ukojenie nie nadeszło – a to był dopiero początek.

2 komentarze:

  1. Doskonale rozumiem zachowanie Layli i Lo. Czytając myślałam o mojej koleżance i o tym jak my się zachowujemy. Hue, Rufusa też rozumiem, bo jak patrzeć na takie 'idiotki' to tylko się zastanawiać, gdzie lekarze popełnili błąd :D Wiem, coś o tym^^ Moja Isabeau <3 dawno coś jej nie było ;c zŁa z ciebie istota, zŁa bardzo zŁa! Czemu, tak długo jej nie było? ;c ale ważne,że jett^^ huh, straszna ta wizja z powrotem Isobel O_o mam nadzieję, że jej nic z tego powodu nie będzie. Lubię Allgerę. Spoko matka i ciotka :D hue, hue, hue xD
    Pozdrawiam i życzę weny :**
    Gabi <3

    OdpowiedzUsuń
  2. Witaj, kochana! Nie było mnie tu sporo czasu, więc teraz wszystko nadrabiam. Zaczynam od czytania opowiadań, które zostały dodane podczas mojej nieobecności. Trochę tego jest ^^ Zawsze zaskakujesz mnie pisząc takie piękne, długie rozdziały. To jest najlepsze, że nie mogę się oderwać ♥ Jesteś cudowna w tym, co robisz. Dużo weny życzę!
    Eriss

    OdpowiedzUsuń




After We Fall
stories by Nessa