15.12.2013

Sto czterdzieści trzy


Poets of the Fall – „15 minuts flame”
Layla
Niebiańska Rezydencja była pogrążona w mroku, kiedy Layla dotarła na miejsce. Chłodne wieczorne powietrze działało kojąco na jej rozpaloną do granic możliwości skórę, przynosząc ukojenie, chociaż to wciąż było zbyt mało, żeby w pełni ją otrzeźwić. Przymus wciąż działał, a Layla mimo starań nie potrafiła zrobić niczego, żeby wypędzić z głowy dręczącą ją myśl.
Musiała zabić Dimitra, bo…
To nie było ważne. Istotne było wyłącznie to, że nie mogła zignorować rozkazu. Tych kilka słów popychało ją do przodu, zmuszając do podążania przed siebie, mimo tego, że jednocześnie jakaś cząstka w jej wnętrzu stanowczo opierała się przed podjętą decyzją. Layla stanowczo dusiła w sobie tę oporną część siebie, stanowczo negując wszystkie argumenty, które zdrowy rozsądek podsuwał jej, próbując odwieść ją od tego, co zamierzała zrobić.
Nie możesz tego zrobić, nalegał ten cichy głos. Uwięziona w jej wnętrzu prawdziwa Layla walczyła, szarpała się i próbowała walczyć z samą sobą, ale za żadne skarby nie była w stanie zrobić dość, żeby odzyskać kontrolę. Coś spychało ją w głąb, więżąc – o ironio! – w jej własnym wnętrzu i zmuszając żeby biernie przyglądała się temu, co się w niej dzieje. Proszę…
Ale dlaczego? Ta druga najwyraźniej nie widziała żadnego problemu w tym, co planowała zrobić. Przecież tak trzeba. To po prostu musi się wydarzyć.
Layli chciało się wyć z rozpaczy.
Isabeau nam tego nie wybaczy. Jeśli to się stanie… I Dimitr. To przecież Dimitr…
Mówiła, ale przecież dobrze zdawała sobie sprawę z tego, że to zbyt mało. Czuła się rozdarta, zupełnie jakby Lawrence jednym słowem sprawił, że jej dusza – już i tak od jakiegoś czasu rozpadnięta na kawałeczki dusza – jeszcze bardziej się podzieliła. Layla wiedziała, że to tak naprawdę było jej winą, bo rozpacz i gniew na Rufusa sprawiły, że stała się podatna na zewnętrze wpływy, a wampir pewnie nawet nie miał pojęcia, że w taki sposób odbierze jego złośliwą uwagę, ale to już nie miało znaczenia. Próbowała walczyć, ale przegrywała – a wkrótce miała dokonać czegoś, co ostatecznie zniszczy nie tyko ją, ale również jej siostrę.
Raz jeszcze spróbowała odzyskać kontrolę nad własnym ciałem, ale wrażenie było takie, jakby zderzyła się z solidną ścianą, której w żaden sposób nie potrafiła przebić. Po prostu odbiła się od niej, kolejny raz zepchnięta na skrawek własnego umysłu. Traciła siły, a z każdą kolejną sekundą była coraz bardziej świadoma tego, że najprawdopodobniej nie uda jej się w porę nad sobą zapanować. Mogła co najwyżej czekać, biernie obsiewając, jak jakaś jej część – ta mroczna, pozbawiona jakichkolwiek uczuć – posuwa się do czegoś, czego w normalnym przypadku nigdy by nie zrobiła. Bała się, że w którymś momencie przymus po prostu zniknie, a ona odzyska kontrolę, żeby przekonać się, że wszystkie jej starania poszły na marnię, bo jest już za późno.
Próbowała zamknąć oczy, ale nie potrafiła. Jak mogłaby, skoro ona (jakoś łatwiej było myśleć jej o swoim własnym ciele jak o jakiejś osobnej, okrutnej istocie) panowała nad wszystkim, również nad tym co Layla widziała i gdzie szła? To uczucie było okropne, a dziewczyna zaczęła zastanawiać się, czy podobnie zdarzało się czuć Rufusowi, kiedy tracił nad sobą kontrolę. Pomyślała, że mimo wszystko w jego przypadku lepiej było, że po wszystkim niczego nie pamiętał – a może nie chciał pamiętać, jeśli konsekwencje miały być aż do tego stopnia poważne. Ona również wolałaby całkiem się wyłączyć, po prostu zniknąć… Cokolwiek, byleby nie czuć się winną tego, co się działo. Być może istniał jakiś sposób w który mogłaby tego dokonać, ale coś ją powstrzymywało; nie tylko chodziło o strach, że wtedy ostatecznie zatraci to, kim naprawdę była – to, co jej podobni nazywali człowieczeństwem – ale po prostu nie mogła znieść myśli o tym, że mogłaby poddać się bez walki. Musiała się starać, nie tylko dla samej siebie, ale przede wszystkim dla Isabeau i nie wolno jej było o tym zapominać.
No i był jeszcze Dimitr. Przecież tak naprawdę nie chciała skrzywdzić kogoś, kto był jej przyjacielem i jedynym mężczyzną, którego tak naprawdę kochała teraz jej siostra. Isabeau już straciła Drake’a, a śmierć Dimitra…
Layla nawet nie potrafiła tej myśli dokończyć.
Dostanie się do wnętrza Niebiańskiej Rezydencji okazało się niepokojąco wręcz łatwe. Layla doskonale znała to miejsce, bowiem przez jakiś czas to właśnie siedziba Dimitra była miejscem, które zatrzymywała. W zasadzie oficjalnie nadal miała tutaj swój pokój, więc nawet gdyby ktoś ją zobaczył, nie byłby specjalnie zdziwiony jej widokiem. Przecież tak naprawdę nie przeniosła się do domu Allegry i Isabeau; jasne, w ostatnim czasie spędzała noce w lesie, w laboratorium Rufusa albo u któregokolwiek ze swojego rodzeństwa, ale to jeszcze nie znaczyło, że całkiem opuściła siedzibę króla.
Jej kroki jak zwykle były prawie niesłyszalne, kiedy szybkim krokiem ruszyła przez przedsionek. Iluzja fałszywego nieba, która rozciągała się nad jej głowa, stanowiła niemal idealną kopię tego, które znajdowało się nad zewnątrz. W zasadzie sklepienie przypominało czarną dziurę, a jedynym świetlistym punktem pośród pustki był łagodny zarys sierpa księżyca. Blask rzucany przez satelita sprawiał, że Layla czuła się jak we śnie, chociaż równie dobrze mogło mieć to związek z transem w którym się znajdowała. Tak czy inaczej, zdawała sobie sprawę z tego, że wkrótce księżyc powinien zgasnąć – oczywiście pod warunkiem, że iluzja wytworzona przez Pavarottich faktycznie w jakiś pokrętny sposób łączyła się ze stanem emocjonalnym Dimitra. A martwi przecież niczego nie czuli, więc nie mogli lśnić, prawda?
Ta wciąż przytomna Layla westchnęła cicho. W zasadzie czuła się dokładnie tak, jak ten samotny księżyc – promyk srebrzystego światła pośród nicości. Mrok otaczał ją ze wszystkich stron, ale to wciąż było zbyt mało, żeby się przebić. Mogła co najwyżej walczyć o to, żeby ciemność jej nie przytłoczyła i żeby wciąż być w stanie trwać, ale obawiała się, że to wcale nie będzie takie proste. Jeśli Dimitr faktycznie miał z jej winy ucierpieć, to sama zacznie dążyć do tego, żeby zniknąć, bo i jak mogłaby trwać dalej, wiedząc o tym, co takiego zrobiła?
Po prostu muszę się obudzić, pomyślała stanowczo. Słowa były proste, ale wykonanie było już zupełnie inną sprawą; to było coś, co wciąż znajdowało się poza jej zasięgiem i czego w żaden sposób nie potrafiła zmienić. Muszę się obudzić, tylko…
– Layla? – Cała zesztywniała, słysząc tuż za sobą znajomy głos. – Cześć, Layla! – rzucił z entuzjazmem Lucas. Pośpiesznie pokonał kila stopni, żeby znaleźć się u boku dziewczyny. – Potrzebujesz czegoś? Coś dawno cię tutaj nie było – stwierdził, rzucając jej jeden ze swoich najbardziej olśniewających uśmiechów.
– Cześć… – Jak mógł się dalej uśmiechać? Czy nie wyczuwał dziwnej, nienaturalnej nuty w jej lekko drżącym głosie? Lucas, musisz mnie obudzić, pomyślała bezradnie, ale żaden z tych słów nie padło, obojętnie jak bardzo starała się zmusić do wypowiedzenia ich. – W zasadzie nie potrzebuję niczego konkretnego, ale wydaje mi się, że mimo wszystko będziesz w stanie mi pomóc – stwierdziła spokojnie, jakimś cudem będąc w stanie odwzajemnić uśmiech.
Pavarotti zmierzył ją wzorkiem, a uwięziona cząstka Layli pomyślała  z nadzieją, że może jednak będzie w stanie coś zauważyć, jej nadzieje jednak znikły równie nagle, co się pojawiły. Lucas z zaciekawieniem spojrzał w błękitne oczy dziewczyny, po czym z entuzjazmem skinął głową.
– Mówisz tak, jakbyś miała jakiekolwiek wątpliwości względem tego, czy możesz na mnie liczyć – żachnął się, udając urażonego. – Tak swoją drogą, to jestem zdziwiony, że dalej nie siedzisz u Rufusa. Was jestem pewien nawet bardziej niż tego, co dzieje się między Theo i Kristin. – Mrugnął do niej porozumiewawczo.
Layla poczuła się tak, jakby nagle poraził ją prąd.
– Czego jesteś pewien? – zapytała, samą siebie zaskakując lodowatą nutą, która wkradła się do jej głosu. Lucas spojrzał na nią z rezerwą, wyraźnie zdezorientowany nagłą zmianą w jej nastroju. Lucasie, proszę, pomyślała, ale wciąż nie była zdolna do tego, żeby się odezwać. – Między mną a Rufusem niczego nie ma i nie będzie. W ogóle moglibyście znaleźć sobie z Matthew lepsze zajęcie, zamiast szukać sensacji tam, gdzie jej nie ma – warknęła, gniewnym ruchem odrzucając na plecy jasne włosy.
– Dobra, przepraszam. – Lucas zmarszczył brwi. – Layla, co z tobą? Dobrze się czujesz? – zapytał, rzucając jej zaniepokojone spojrzenie. – Jakoś dziwnie wyglądasz.
Tak, tak! Musisz mi pomóc!
– Nic mi nie jest. To po prostu to światło – zreflektował się, odrobinę opuszając z tonu. Rzuciła krótkie spojrzenie w stronę jarzącego się nad ich głowami księżyca, po czym wzruszyła ramionami. – Przepraszam. Zapomnij o tym, co mówiłam. Po prostu jestem trochę zdenerwowana, to wszystko – zapewniła z przekonaniem. – Więc tak, pomożesz mi?
Lucas wahał się jeszcze przez moment, zanim ostatecznie skinął głową. Wciąż wydawał się urażony, ale najwyraźniej nie widział żadnych powodów, żeby nie móc słowom Layli zawierzyć. Ufał jej, podobnie jak i wszystkim tym, którzy byli tak blisko Isabeau.
– Świetnie – ucieszyła się. – Potrzebuję Dimitra. Mam z nim coś do omówienia, ale nie jestem pewna, gdzie może być – wyjaśniła spokojnie.
– Nie mogłaś mówić tak od razu? – westchnął Lucas, wywracając oczami. Layla jęknęła w duchu, znów zaczynając się miotać, w bezradnych próbach odzyskania kontroli nad sobą. Nie mów mi tego. Lucasie, proszę! Po postu mi tego nie mów!, zawyła, ale kolejny raz efekt był taki, że po prostu krzyczała do siebie. Nikt nie mógł jej usłyszeć, a tym bardziej zorientować się, że cokolwiek jest z nią nie tak. – Chyba faktycznie jesteś zmęczona, Lay. Dimitr jest w bibliotece – powiedział wampir taki, lekko rozbawiony tym, że ze swoimi wyostrzonymi zmysłami nie była zdolna do tego, żeby się zorientować.
Layla jęknęła bezgłośnie, kolejny raz nie będąc w stanie przekazać tego, co chciała. Jej ciało – zupełnie niezależnie od jej woli – przysunęło się bliżej Lucasa, kiedy pod wpływem impulsu objęła go i pocałowała w policzek.
– Dzięki wielkie – rzuciła i zawróciła, w biegu pokonując po kilka stopni na raz. – Nawet nie wiesz, jaka jestem ci wdzięczna! – zawołała jeszcze, ale już nawet nie obejrzała się za siebie.
– Jasne… Ale Laylo! – rzucił za nią, jeszcze bardziej zdezorientowany niż wcześniej, ale Layla nie była specjalnie zainteresowana tym, co miał jej do powiedzenia.
Doskonale wiedziała, gdzie znajduje się biblioteka, więc nawet specjalnie nie musiała się zastanawiać nad tym, w którą powinna ruszyć stronę. Jej nogi same powiodły ją w odpowiednim kierunku, w pośpiechu zmierzając przed siebie. Mięśnie jej drżały, zdradzając zdenerwowanie, a od nadmiaru emocji zaczynało jej się kręcić w głowie, jednak nawet to nie wystarczyło, żeby się zawahała. Layla przez moment miała nawet nadzieję, że nerwy wezmą nad nią górą i jakimś cudem po prostu straci przytomność, zanim w ogóle dotrze do celu, ale zdawała sobie sprawę z tego, że w ten sposób tak naprawdę oszukuje samą siebie. Nie miała co liczyć na to, że tak po prostu wszystko się ułoży, skoro sama nie była w stanie zrobić niczego, żeby tak się stało. Była więźniem własnego umysłu, własnych emocji – jedynie ktoś z zewnątrz mógł ją z tego wyrwać, ale obawiała się, że wybawienie dla jej duszy nie pojawi się na czas. Pozostawało jej jedynie czekać i dalej toczyć tę bezsensowna walkę, obawiała się jednak, że teraz już po prostu traci czas.
Poczuła zapach Dimitra, nader charakterystyczny, nawet mimo obecności innych nieśmiertelnych. Słodycze mieszały się ze sobą, tworząc niezwykle intensywną mieszankę, ale Layla i tak była w stanie odróżnić ten trop, który należał do króla. Niejednokrotnie czuła zapach wampira na Isabeau, poza tym dzięki siostrze spotykali się dostatecznie często, żeby nauczyła się, że słodycz Dimitra przełamuje dość intensywna nuta, która bardzo przypominał imbir albo równie charakterystyczną przyprawę. Nigdy nie była dobra w rozróżnianiu rośli, więc nie mogła mieć pewności, ale najważniejsze było właśnie to, że zdawała sobie sprawę z tego, czego w danym momencie szukała. Bez trudu przekonała się zresztą, że Lucas się nie pomylił ani jej nie okłamał – Dimitr faktycznie musiał przesiadywać w bibliotece, chociaż do ostatniej chwili Layla miała nadzieję, że jednak czeka ją jakże pozytywne rozczarowanie.
Niedaleko prowadzących do wypełnionego książkami pomieszczenia, instynktownie skoncentrowała się na tym, czego nauczyła się, kiedy współpracowała wraz z Lawrence’m, jako członkini jego Zespołu Uderzeniowego. Bez trudu przywołała do siebie mrok i ciemność, pozwalając, żeby ukryły jej ciało, sprawiając, że tym ciężej było ją zauważyć. Chociaż skradanie się od zawsze przychodziło jej z łatwością, teraz poświęciła jeszcze więcej uwagi temu, żeby w odpowiedni sposób stawiać stopy. Machinalnie przypomniała wszystko, czego uczył ją i Gabriela ojciec, kiedy uczył ich walczyć i odpowiedni wykorzystywać wampirze zdolności. Jednego nie mogli zarzucić Marco – od początku dbał o ich edukację, nie chcąc, żeby w późniejszym życiu okazali się bezbronni.
Teraz zaczynała żałować, że potrafiła cokolwiek.
Zachowując się niczym duch, w końcu zatrzymała się tuż przed drzwiami biblioteki. Przez kilka sekund stała w bezruchu, uważnie przypatrując się drzwiom, zupełnie jakby w drewnianej płycie dostrzegała coś nader interesującego, czego nie można było znaleźć w żadnym innym miejscu. Starannie chłonęła każdy najdrobniejszy szczegół, dokładnie wszystko analizując, zupełnie jakby spodziewała się, że za moment stanie się coś, co pokrzyżuje wszystkie jej plany. W zasadzie nade wszystko tego pragnęło, co jedynie potęgowało jej irytację, kiedy przekonała się, że nie powinna obawiać się jakichkolwiek przeszkód. Nikt nie wiedział gdzie była i co zamierzała zrobić, dlatego czyjakolwiek obecność była mało prawdopodobna.
Layla raz jeszcze spróbowała zawalczyć o zdrowy rozsądek, ale i tym razem jej starania spełzły na niczym. Jej dłoń nawet się nie zawahała, tylko od razu wylądowała na klamce. Lekko przekręciła gałkę i bez wahania wślizgnęła się do środka, wchodząc do ogromnego, eleganckiego pomieszczenia, stanowiącego salon. Biblioteka znajdowała się w pokoju dalej, tuż za kolejnymi drzwiami, usytuowanymi w kącie pomieszczenia, ale wychodziło na to, że nie będzie zmuszona do tego, żeby gdziekolwiek się fatygować.
Dimitr zajmował jeden z dwóch ciemnozielonych foteli, ustawionych blisko kominka. Ogień tańczył na palenisku, rzucając łagodne światło i długie cienie na wszystkie ustawione w pokoju meble. Jasny blask płomieni sprawił, że skóra Layli wydawała się jeszcze bardziej blada niż w rzeczywistości, jej włos zaś przybrały niemal srebrny odcień. Czuła się chora i zdenerwowana, ale najwyraźniej nie było tego po niej widać, bo kiedy Dimitr uniósł głowę znad książki, którą do tej pory się zajmował, w jego spojrzeniu dostrzegła przede wszystkim zaskoczenie.
– Nie słyszałem, kiedy weszłaś – stwierdził, posyłając jej nieco roztargniony uśmiech. Raz jeszcze zerknął na książkę, żeby zapamiętać numer strony, po czym zamknął ją i rzucił na sąsiedni fotel. Layla instynktownie spojrzała w tamtą stronę i nagle zapragnęła roześmiać się histerycznie, kiedy dostrzegła tytuł. „Zbrodnia i kara”. O ironio, za jakie grzechy? – Co cię do mnie sprowadza, Laylo? – przywołał ją do porządku wampir, wstając, żeby okazać jej należny szacunek. Dimitr był dżentelmenem w każdym calu, przez co jeszcze okrutniejsze wydawało jej się to, że w ogóle mogłaby spróbować go zaatakować.
Popatrzyła na niego pustym wzrokiem, kiedy ruszył w jej stronę. Jego krwiste tęczówki błyszczały intensywnie, chociaż równie dobrze wrażenie to mogło mieć związek z blaskiem płomieni, które odbijały się od jego oczu. Z ciemnymi, zmierzwionymi oczami i w czarnym, eleganckim stroju wyglądał groźnie, dokładnie tak, jak na wampira przystało. Layla przypomniała sobie o tym, że Dimitr doskonale potrafił walczyć i trochę jej ulżyło, bo może dzięki temu sam miał w porę miał ją powstrzymać, ale obawiała się, że to i tak nie wystarczy. Dimitr nie traktował jej jak wroga, a atak z zaskoczenia miał drastycznie zmniejszyć jego szans na przeżycie. Poza tym zdolności Layli opierały się na władzy nad ogniem – jedynym żywiole, który był w stanie unicestwić wampira i to bez jakiegoś specjalnego wysiłki. Wystarczyło, żeby po prostu zaatakowała; wszystko inne miało się wydarzyć błyskawicznie, bez jej specjalnego udziału.
Spojrzenia jej i Dimitra się spotkały. Wampir zmarszczył brwi, dostrzegając w jej oczach coś, co go zaniepokoiło. Miała nadzieję, że to skłoni go do tego, żeby zwiększyć odległość między nimi, ale stało się wręcz przeciwnie – Dimitr zrobił krok do przodu, równie zaniepokojony, co na początku Lucas. Nawet jeśli w przeciwieństwie do swojego przyjaciela wcześniej zorientował się, że coś jest z nią nie tak, również w jego przypadku reakcja była zupełnie sprzeczna od tej, o którą w duchu wręcz modliła się Layla.
– Laylo? – Spróbował zwrócić na siebie jej uwagę. Layla zamrugała pośpiesznie, coraz bardziej zdezorientowana. – Laylo, co się stało? – zapytał, a jego krwiste tęczówki rozszerzyły się, kiedy naszła go jakaś niepokojąca myśl. Napiął mięśnie, po czym uważniej przyjrzał się stojącej przed nim dziewczynie, jakby w ten sposób oczekiwał, że uda mu się znaleźć odpowiedź. – Czy to coś z Isabeau albo dziećmi? Laylo, proszę, przestań mnie straszyć! – nakazał, machinalnie wyciągając rękę w jej stronę, żeby ująć ją za ramię.
Layla cofnęła się w popłochu, zachowując się jak spłoszone zwierzę. Czuła się coraz gorzej, poza tym znów miała wrażenie, że coś przygniata ją, jeszcze bardziej spychając w głąb umysłu. Miała wrażenie, że za moment zniknie, przytłoczona przez pragnienia, które nie należały do niej, a których w żaden sposób nie potrafiła zignorować. Te obce myśli zaczynały ją przerażać, poza tym była już w pełni pewna tego, że nie uda jej się nad sobą zapanować.
Zabij Dimitra, usłyszała raz jeszcze. Te dwa słowa wydawały się przenikać nie tylko jej umysł, ale również ciało, powoli wnikając w każdą komórkę, podrażniając każdy nerw… Nie mogła walczyć, poza tym sama już nie była pewna, czego tak naprawdę chce. Odmowa i walka zaczynały ją przytłaczać, poza tym uczucie to wydawało się niemal bolesne. Nie chciał dużej czuć tego bólu, ale nie mogła się poddać.
Och, tak bardzo nie chciała się poddawać…
– Nic się nie stało Isabeau – uspokoiła go łagodnym tonem. Odniosła wrażenie, że było w tym niemal coś przepraszającego, jakby oczekiwała, że zrozumie i sam dojdzie do wniosku, że jej postępowanie jest słuszne. Szukała rozgrzeszenia na które przecież nie zasłużyła. Nie było usprawiedliwień, tak jak i nie było sposobu na to, żeby jakoś zwalczyć siłę, która przejęła nad nią pełną kontrolę. – Dzieci też są całe. Przyszłam tutaj wyłącznie w twojej sprawie, Dimitrze – dodała spokojnie, po czym zrobiła stanowczy krok w jego stronę.
– W mojej sprawie? – Dimitr zmarszczył brwi. Nawet jeśli jej słowa go uspokoiły, wciąż pozostawał spięty i czujny. W końcu musiałby być ślepy, żeby nie zorientować się, iż zachowanie jego rozmówczyni jest niepokojące. – Nie rozumiem…
Nie odpowiedziała; jego zrozumienie nie było czymś, czym należało się przejmować, skoro w końcu podjęła decyzję. Zacisnęła dłonie w pięści, czując, że przymus wzmaga się, coraz trudniejszy do zignorowania. To już, uświadomiła sobie i ta myśl ją przeraziła. Przecież nie mogła tego zrobić, nie chciała, a tym bardziej…
– Dimitrze, uciekaj! – krzyknęła i jakimś cudem zdołała wypowiedzieć te słowa na głos, zanim ponownie została zepchnięta gdzieś w głąb umysłu, skąd przez tak długi okres czasu nie potrafiła znaleźć wyjścia.
W następnej sekundzie ostatecznie straciła kontrolę i zaatakowała.

3 komentarze:

  1. Zabiję L. przy pierwszej okazji, jeżeli będzie to tylko możliwe. Zabiję go.a potem wskrzeszę i raz jeszcze zabiję. Jak on mógł coś takiego zrobić? Ech, w końcu czarny charakter ._. podoba mi sieopór Layli i to, że za wszelką cenę, chce Dimitra ocalić :) Liczę, że nie będę musiała cię mordować za to co masz zamiar zrobić, bo powieszę za uszy ._. lepsze niż śmierć xp
    Hue, hue Pavarotti jak zwykle nie mają nic do roboty tylko obgadują ludzi, a potem się dziwią, że wszyscy na nich najeżdżają xD ale lubię ich. Fajniue byłoby mieć takich starszych braci ;c
    Rozdział cudeńko, i przepraszam, ze tam krótko, ale bracia idą spać, a ja niestety nie mam Jeszcze laptopa, i nie mogę długo siedzieć ;c To nieszczęście.,
    Gabi ;*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zakładam, że możesz mnie za to zabić, ale i tak to zrobię 8))
      Nominowałam cię do LA =D zapraszam do siebie, xoxox
      http://cullen-family-together-forever.blogspot.co.uk/p/nominacje.html

      Usuń
  2. Nie. Ona tego nie zrobi! Nie zrobi tego! Nie może. Nie pozwalam ^^ Kto jej to każe zrobić? Lawrence?

    No ja nie moge..... Zaintrygowałaś i kończysz.
    Kurde. Czekam na następny. Zapraszam do mnie.

    Weny,
    Twoja Aleks.

    OdpowiedzUsuń




After We Fall
stories by Nessa