27 lipca 2026

Sto osiemdziesiąt pięć

Claire

Claudii nie było w mieszkaniu. W pierwszym odruchu Claire poczuła się tym zaniepokojona, póki nie nabrała pewności, że ciotka nie zabrała żadnych swoich rzeczy. Przeciwnie – wyglądało na to, że w zapasach pojawiło się więcej ziół i wciąż zapakowane świece z metkami, co świadczyło dobrze. To uspokoiło dziewczynę na tyle, by z ulgą opuściła kamienicę, planując wrócić później.

Pomyślała, że w końcu powinna wymóc na wampirzycy noszenie telefonu. Co prawda sama Claudia już raz oburzyła się na podobny pomysł, a teraz Claire znalazła porzuconą, wyłączoną komórkę na kanapie, ale przecież musiał istnieć jakiś sposób, by wampirzycę przekonać. Claire pomyślała, że mogła zaryzykować argument, że powinny być w kontakcie na wypadek, gdyby Isabeau znów zaczęła jej szukać. Po wszystkim, co wydarzyło się ostatnio, trzymanie ręki na pulsie wydawało się rozsądne. Nawet trwająca w przeszłości, konserwatywna wiedźma musiała przyznać jej w tym rację.

Był jeszcze Oliver, choć i jego Claire nie zastała na miejscu. Jeśli ciotka okazałaby się wyjątkowo oporna, podrzucenie komórki jemu brzmiało jak dobry plan. Wciąż mogli wymieniać SMS-y, zresztą wydawał się idealną osobą, by mieć wampirzycę na oku.

Jakby w odpowiedzi na te rozważania, telefon Claire zawibrował. Jeszcze nim zerknęła na wyświetlacz, dobrze wiedziała czyje imię zobaczy.

Plany na dziś, mała wiedźmo?

Westchnęła, nie od razu decydując się odpowiedzieć. Na moment przystanęła, opierając się plecami o ścianę pobliskiego budynku i wymownie spoglądając w zachmurzone niebo. Zbierało się na deszcz, co w przypadku Seattle nie było niczym nowym, choć przynajmniej na razie pogoda pozostawała znośna. Miała nadzieję, że zdąży wrócić przed ulewą, zwłaszcza że nie zabrała ze sobą parasola. W końcu planowała spędzić popołudnie z Claudią, nim ta ostatecznie popsuła jej plany.

Wiedziała, że Razjel chciał się z nią zobaczyć. Sama również tego pragnęła, choć na wspomnienie ostatniego spotkania wciąż robiło jej się gorąco. Uświadomiła sobie, że… wyczekiwała tego, tym bardziej że miała mu wiele do powiedzenia. Chciała pożalić się na Claudię, na ojca, na wszystko co się wydarzyło. W którymś momencie stał się jej bezpieczną przystanią, nawet jeśli nie był w stanie magicznie załagodzić wszystkiego, co ją dręczyło.

Była jeszcze Jocelyne i wyjazd do Virginii, o którym wiedziała jedynie tyle, że nie poszedł tak, jak kuzynka sobie założyła. W krótkiej rozmowie przez telefon jedynie podziękowała za łańcuszek z pentagramem i Claire czuła, że chciała powiedzieć coś więcej, ale nawet bez pytania dało się wyczuć, że to był temat na rozmowę w cztery oczy. Wiedziała, że kuzynka miała wrócić do domu dzisiaj wieczorem, ale dręczenie jej zaraz po przyjeździe wydawało się niewłaściwe.

Tym bardziej mogła spotkać się z Razjelem. Z drugiej strony…

„Nie jesteś mi obojętna…”

Usta zapiekły ją na samo wspomnienie. Serce zabiło szybciej, jakby pragnąc wyrwać się na zewnątrz. Jednocześnie poczuła jak coś przewraca jej się w żołądku. Wsunęła telefon do kieszeni, w pośpiechu ruszając się z miejsca, byleby tylko pozostać w ruchu. Z jakiegoś powodu czuła się jakby uciekała, choć wcale nie chciała tego robić. A jednak znów to robiła, choć mogła przysiąc, że wszelakie wątpliwości zniknęłyby, gdyby stanęła oko w oko z Razjelem.

Nie chciała tego robić. Wystarczyłaby jedna wiadomość, by Razjel pojawił się przy niej choćby zaraz, a jednak…

Niebo otworzyło się. Pierwsze krople deszczu spadły na ziemię, jedynie nieznacznie zmieniając dynamikę wiecznie tętniącego życiem Seattle. Ludzie wciąż tłoczyli się na ulicach, przyspieszając kroku; niektórzy wyjęli parasole, przyzwyczajeni do niepewnej pogody stanu Waszyngton. Claire lawirowała między nimi, bez większego skupienia podążając znaną już drogą, przez co z opóźnieniem uświadomiła sobie, że jest bardzo blisko klubu Alice. Mogła się tam schować, jeśli rozpadałoby się na dobre, ale wcale nie była pewna, czy ma na to ochotę.

Telefon zawibrował ponownie.

Claire?

Znów przystanęła, w zamyśleniu stukając paznokciem w ekran. Zawsze stawiasz na swoim, co?, pomyślała z przekąsem. Razjel nie należał do najbardziej cierpliwych osób. Oczywiście, że nie podobało mu się to, że zwlekała z odpowiedzią.

Mogła się z nim spotkać. Jasne, że tak, ale…

Nagły ruch za plecami wyrwał ją z zamyślenia. Zaraz po tym wszystko potoczyło się błyskawicznie, nie dając dziewczynie choćby sekundy na reakcję.

Lodowate dłonie owinęły się wokół jej talii. Nie zdążyła nawet krzyknąć, kiedy została odciągnięta do tyłu, wprost do bocznej uliczki. Natychmiast szarpnęła się, gotowa walczyć. Telefon wypadł jej z ręki, ale z jakiegoś powodu nie upadł na chodnik.

Zacisnęła dłonie w pięści. Bez zastanowienia zamachnęła się na swojego przeciwnika, gwałtownie okręcając na tyle, by stanąć z nim twarzą w twarz.

A potem już tylko stała i patrzyła na zmieszanego Lucasa, który jak gdyby nigdy nic oddał jej pochwycony w powietrzu telefon.

– Ciebie też miło widzieć – stwierdził i zabrzmiało to niemal pogodnie.

– Lucas…

Ciało zareagowało szybciej niż umysł. Zamiast go uderzyć, zwiesiła ramiona, bezceremonialnie zarzucając rzucając mu się na szyję. Natychmiast odwzajemnił gest, zamykając ją w zdecydowanym, pewnym uścisku.

Zrozumienie pojawiło się dopiero chwile później – wystarczające, by odskoczyła od niego jak oparzona, odtrącając obejmujące ją ręce.

– Zwariowałeś?! Co ty robisz i…? – Urwała, z niedowierzaniem potrząsając głową. – Co tu robisz?! – dodała i zabrzmiało to niemal oskarżycielsko.

– Wiesz… spodziewałem się trochę większego entuzjazmu.

Aż parsknęła, wciąż niedowierzając temu, co słyszy. Cofnęła się o krok, nerwowo rozglądając dookoła, by upewnić, że nikt nie zwrócił na nich uwagi. Z ulgą przyjęła to, że przechodnie wydawali się absolutnie nieczuli na to, że ktoś dosłownie wciągnął ją do zaciemnionej alejki z głównej ulicy. Nie żeby ktokolwiek miał szansę zauważyć błyskawicznie poruszającego się wampira, ale wciąż – ryzyko było ostatnim, czego w tej chwili potrzebowali.

Przed nią zaś w istocie stał Lucas. Wyglądał niemal zwyczajnie, nonszalancko opierając się o ścianę. Uśmiechnął się przepraszająco, nadal ściskając jej komórkę. Jedynie lśniące w półmroku czerwone oczy zdradzały, że cokolwiek było nie tak. To i obojętność z jaką reagował na coraz intensywniej padający deszcz.

Instynktownie sięgnęła po telefon. Wampir uniósł ręce w obronnym geście, jakby podejrzewając, że jednak mogłaby rzucić się na niego z pięściami. Dopiero wtedy Claire uświadomiła sobie, że wciąż zaciskała dłonie i z trudem zmusiła się, by nad tym zapanować.

– Przestraszyłeś mnie – mruknęła, spuszczając z tonu. – Ja… Nie rób tak więcej.

– Ach…

Przekrzywił głowę. Było coś dziwnego w sposobie, w jaki na nią patrzył – zbyt przenikliwego, jakby coś zmieniło się od ich ostatniego spotkania twarzą w twarz. Wystarczająco, by poczuła się nieswojo i odruchowo cofnęła, niemal wpadając plecami na ścianę. Dopiero to wyrwało Lucasa z zamyślenia na tyle, by dziwne wrażenie zniknęło, kiedy w końcu odwrócił wzrok.

– Więc? – Claire odchrząknęła, tym razem siląc się na łagodniejszy ton. – Co tutaj robisz? I to jeszcze w środku miasta. Ludzie tutaj nie są przyzwyczajeni do widoku czerwonych oczu, więc…

– Myślisz, że o tym nie pomyślałem? Daj spokój Claire.

Ze świstem wypuściła powietrze, uświadamiając sobie jak to zabrzmiało. Zupełnie jakby nie miała przed sobą iluzjonisty! Oczywiście, że wiedział jak ukryć się pośród ludzi.

– No, tak…

– Też się cieszę, że cię widzę. Tak, chętnie się przejdę. Tak, jest mi przykro, że cię przestraszyłem. – Wciąż się uśmiechając, skinął głową w stronę głównej drogi. – Przejdziemy się czy postoimy na deszczu.

– Dalej nie powiedziałeś mi, co tutaj robisz – zauważyła, ale ruszyła przed siebie.

Padało coraz bardziej, ale przestała zwracać na to uwagę. Kiedy z Lucasem u boku ruszyła wzdłuż zatłoczonej uliczki, poczuła wyłącznie ulgę, nagle czując się niemal jak w Mieście Nocy, kiedy czasem spacerowali bez celu. Co prawda to wciąż nie wyjaśniało jego obecności, ale przestała pytać, dochodząc do wniosku, że to nieistotne. Przebywanie z Lucasem od zawsze było proste i równie oczywiste, co i oddychanie. Połączenia na kamerkach od czasu do czasu nawet w połowie nie przynosiły jej aż takiej ulgi.

Uświadomiła sobie, że potrzebowała… Och, nawet nie potrafiła tego nazwać! Stałości? W ostatnim czasie z pewnością. Lucas był niczym namiastka dawnego spokoju, którego potrzebowała. Jego obecność niosła ze sobą wyłącznie spokój, co Claire przyjęła z ulgą, choć miała swoje podejrzenia.

– Tata kazał ci mnie pilnować? – wypaliła pod wpływem impulsu.

Lucas parsknął z niedowierzaniem.

– Ranisz moje ego, wiesz? – A potem coś w jego tonie złagodniało, kiedy dodał: – Ostatnio przestałaś się odzywać. Wiem to i owo, choć Dimitr nie był zbyt wylewny. Ja po prostu… chciałem tutaj być. Wiesz dlaczego.

Zaskoczyła ją pobrzmiewająca w jego głosie łagodność. Ta sama, z jaką rozmawiali wtedy w szklarni. Ta sama, z jaką pocieszał ją na weselu Alessi, kiedy w przypływie słabości wypłakiwała sobie oczy.

Przypomniała sobie ostatnią rozmowę, kiedy wykorzystał okazję, by zamienić z nią choć kilka zdań, kiedy zdzwoniła się z Marissą. Oczywiście, że się martwił, zwłaszcza ze był w stanie wyczuć, że coś się dzieje. Co prawda nie sądziła, że zdecyduje się przyjechać, ale może nie powinna się dziwić. Sama też nie potrafiłaby siedzieć z założonymi rękami, gdyby wiedziała, że komuś, kogo zna, może dziać się krzywda.

Założyła ramiona na piersi. Przez chwilę po prostu szli w ciszy. Claire poczuła się nieswojo, początkowo próbując przekonać samą siebie, że to chłód deszczu, a nie to dziwne, przenikliwe spojrzenie, które nagle wróciło. Jakby Lucas wiedział coś, czego nie powinien albo…

– Mogę mieć pytanie? – usłyszała własny głos. Zabrzmiał o wiele spokojniej niż w rzeczywistości się czuła.

– Strzelasz.

– Trafiłeś na mnie przypadkiem czy jakimś cudem wiedziałeś, że tutaj będę?

To pierwsze wydawało się prawdopodobne. Wszyscy wiedzieli o klubie Alice, więc namierzenie go wcale nie byłoby wyzwaniem. Ona z kolei znajdowała się dość blisko. Co prawda deszcz utrudniał to i owo, ale przy wampirzych zmysłach…

Tym bardziej zaskoczyło ją, że Lucas wyraźnie się zawahał. Przenikliwe spojrzenie wróciło, tak jak i nienaturalna dla niego powaga.

– Claire?

– Hm?

Nagle znalazł się bliżej. Nie zaprotestowała, kiedy otoczył ją ramieniem. Jego dotyk był znajomy, ale z jakiegoś powodu sprawił, że poczuła się nieswojo.

– Pada coraz bardziej – zauważył. – Znasz jakieś dobre miejsce, byśmy mogli porozmawiać. Mam wrażenie, że będzie tego sporo.

Otworzyła i zaraz zamknęła usta. Jeśli dotychczas wydawało jej się, że coś w jego zachowaniu się zmieniło, teraz już nie miała co do tego wątpliwości.

Gdzieś w jej kieszeni znów zawibrował telefon, ale nawet na niego nie spojrzała. W zamian odwzajemniła uścisk Lucasa i pociągnęła go za sobą.

 

Alice nie było, kiedy dotarli do klubu. W zamian wewnątrz zastali Rosalie, co w dużej mierze Claire uspokoiło, zwłaszcza że wampirzyca okazała się obojętna jak zawsze. Co prawda przywitała ich i nawet się uśmiechnęła, ale ta z ciotek Renesmee nigdy nie była zbyt wylewna i nie pałała do nich aż taką sympatią, by skakać dookoła i zadawać niewygodne pytania. Nie miała też nic przeciwko, że ulokowali się przy najdalszym stoliku.

Lucas z zaciekawieniem rozejrzał się dookoła. Kilka miejsc było zajętych, wszystkie przez ludzi, ale nic nie wskazywało na to, by wampirowi to przeszkadzało. Goście zresztą zajmowali się sobą, więc jedynym potencjalnym słuchaczem pozostawała Rose. Claire nie była pewna, czy jej ufa, ale wampirzyca nawet nie spoglądała w ich stronę, a wkrótce później zniknęła na zapleczu z telefonem w ręce.

Z drugiej strony, czy wciąż miała coś do ukrycia po tym jak wszyscy dowiedzieli się o Claudii? Nie miała pewności, ile wie Lucas, ale to było teraz bez znaczenia. Nie miała mu do powiedzenia niczego ponadto, czego wszyscy dowiedzieli się w ostatnim czasie.

– Ładnie się to urządzili – zauważył Lucas, przeczesując wilgotne od deszczu włosy palcami. – Michael mógłby pozazdrościć.

– Alice pewnie się ucieszy jak jej to powiesz. Nie wiesz ile serca włożyła w to miejsce.

Wampir uśmiechnął się w nieco pobłażliwy sposób.

– Wciąż lepsze niż kolejne podejście do liceum. Dalej nie rozumiem czemu tyle czasu sobie to robili…

Jedynie wzruszyła ramionami. Słuchała go tylko częściowo, dobrze wiedząc, że nie o tym chciał rozmawiać.

I najwyraźniej dobrze zdawał sobie z tego sprawę.

– Claire?

Wyprostowała się, słysząc zmianę w jego tonie. Nie, poważny Lucas nie był tym, do czego mogłaby przywyknąć. Poza tym zwykle nie zwiastował niczego dobrego.

Mruknęła w odpowiedzi, nerwowo zaciskając palce na zawieszce od bransoletki.

– Mogę być bezpośredni?

Niemal parsknęła. A czy kiedykolwiek nie był?

– Jeśli to wyjaśni dlaczego patrzysz na mnie tak dziwnie…

– Ponieważ lśnisz w sposób, którego nie widziałem od bardzo dawna i nie sądziłem, że jeszcze kiedykolwiek zobaczę. Wcześniej nie byłem pewien. Dlatego przyjechałem. – Zawahał się. – No, prawie dlatego.

– Lśnię…?

Urwała. W gruncie rzeczy nie potrzebowała wyjaśnienia. Jego spojrzenie – to samo, którym pierwszy raz obdarował ją, kiedy rozmawiali przez kamerki – było wystarczająco wymowne. I choć nie miała pojęcia, co powinna o tym sądzić, nagle poczuła jak robi jej się gorąco.

Domyślała się co, takiego mógł wyczuć. Z drugiej strony, to wydawało się niemożliwe, by akurat Lucas…

– Nie musisz mi mówić, jeśli nie chcesz. Ale wierz mi… To, co teraz mówię, zabrzmi dziwnie, ale potrafię wyczuć magię – przyznał i znów się zawahał. Claire aż syknęła, kiedy przypadkiem uderzyła biodrem w kant stołu. Z opóźnieniem uświadomiła sobie, że poderwała się z krzesła, choć wcale tego nie planowała. – Hej…

Nie zaprotestowała, kiedy dłoń Lucasa owinęła się wokół jej nadgarstka. Wciąż obserwowała go, kiedy przesunął ją niżej, w najzupełniej naturalnym geście ujmując ją za rękę. Jego dłonie były lodowate, ale znajome i to w sposób, który niezmiennie sprawiał, że czuła się bezpiecznie.

Miała mu tak wiele do powiedzenia. Gdyby jeszcze potrafiła stwierdzić od czego w tej sytuacji zacząć…

– Coś… zmieniło się jakiś czas temu – przyznała, ostrożnie dobierając słowa. – Swoją drogą, znaleźliśmy Claudię. Dimitr o tym wspomniał?

– Nie. – Brwi Lucasa powędrowały ku górze. – Ale to wyjaśnia dlaczego Isabeau podobno nosi.

– Obawiam się, że to nie wszystko. I nie chodzi tylko o to, że jesteśmy spokrewnione – przyznała. Sama nie potrafiła stwierdzić jakim cudem mogła mówić o tym tak spokojnie, niemal pogodnie. – Wiesz, Claudia jest wiedźmą. I tak, mówię ci to ja.

Zmierzyła jego twarz wzrokiem, próbując ocenić, co zaskoczyło go bardziej – wzmianka o magii, pokrewieństwie czy fakt, że wciąż nie wyjaśniła mu wszystkiego. Tyle że nie była w stanie. Twarz Lucasa pozostawała nieprzenikniona, choć jego oczy wydawały się lśnić. I pociemniały, bynajmniej nie za sprawą kręcących się w pobliżu, niczego nieświadomych ludzi. Cóż, przynajmniej taką miała nadzieję.

Przesunęła się na tyle, by znów usiąść naprzeciwko niego, choć miała wielką ochotę poderwać się i zacząć krążyć. Powstrzymało ją wyłącznie to, że żadne z nich nie chciało zwracać na siebie większej uwagi.

– Claudia… – Lucas zamyślił się. Raz jeszcze zmierzył Claire wzrokiem, jakby chciał połączyć to, co od niej słyszał, ze swoimi dotychczasowymi przekonaniami. – Cholera, jej akurat nie podejrzewałem. Ale ty też się zmieniłaś, więc może…

– Nie wierzę, że to mówię, ale chyba nie rozumiem.

Lucas westchnął i nagle ją puścił, jakby dopiero teraz zrozumiał, co robi. Claire odruchowo przyciągnęła dłoń do siebie, nerwowo pocierając palce.

– Okej, jakby to… Telepatia zostawia ślady, nie? Uznajmy, że magia trochę też – wyjaśnił i raz jeszcze zmierzył ją wzrokiem. – Znaczy…

– Wiem, o czym mówisz – zniecierpliwiła się.

Otworzył i zaraz zamknął usta. Nerwowym gestem przeczesał włosy palcami, wytrząsając z nich resztki deszczu. Wyglądał na zagubionego, nie pierwszy raz zresztą, choć zwykle wolała go zaskakiwać kolejną ciekawostką czy znajomością jakiegoś dawno zapomnianego wiersza.

Nie, to nie tak…, pomyślała, bo to nagle wydało jej się oczywiste. Jeśli czymś mogłaby zaskoczyć Lucasa, to na pewno nie tym. Prawda była taka, że jeszcze pół roku temu zbagatelizowałaby wszystkie jego wzmianki o magii. Na pewno nie pomyślałaby, że będą siedzieć naprzeciwko siebie i próbować poruszyć temat czarów. W gruncie rzeczy nawet nie potrafiła sobie wyobrazić, jak miałaby rozmawiać z nim o czymś takim, choć od jakiegoś czasu oczywistym było, że prędzej czy później musiało do tego dojść. Odkąd Claudia przestała być tajemnicą, to było wręcz nieuniknione.

Nie wyjaśniało jednak tego, co mówił Lucas. I dlaczego patrzył na nią tak świadomie, wydając się rozumieć o wiele więcej niż mogłaby go podejrzewać.

– Nie wiem jak zacząć – przyznał, wydając się wręcz przenikać jej myśli. – Więc może po prostu zapytam… Claire, o bogini, czy ty zrobiłaś ostatnio coś… hm, nietypowego? Znaczy…

Omal się nie roześmiała i to bynajmniej nie w przypływie rozbawienia. Nietypowego? Nagle uświadomiła sobie, że łatwiej mogłaby mu wymienić, kiedy ostatnim razem doświadczyła czegoś, co mieściło się w granicach tego, co mogła uznać za normalne. A może raczej co Claire sprzed kilku miesięcy by za takie uznała.

Czy jakiś dziwny rytuał z Claudią się liczy…? Poza tym właśnie wypisuje do mnie demon…

Z jakiegoś powodu wcale nie chciała mówić Lucasowi o tym drugim. Jak i o tym, że Razjel najpewniej właśnie wychodził z siebie ze zniecierpliwienia, skoro nadal mu nie odpisała.

– Myślę, że tak – przyznała wymijająco, uciekając wzrokiem gdzieś w bok. – Pamiętasz Lily Anne? Jesteśmy spokrewnione. Wygląda na to, że tu nie chodziło tylko o pisanie wierszy.

– No tak, ale…

– Co ty tak naprawdę czujesz, Lucas? – wypaliła, nachylając się w jego stronę. Wcale nie chciała zabrzmieć oschle, ale w przypływie frustracji trudno było jej dalej krążyć wokół wyjaśnień. Czuła, że oboje mieli sobie równie wiele do powiedzenia, ale nie miała siły znów czekać na odpowiedzi. – Wyczuwasz we mnie magię? To chcesz mi powiedzieć?

Nie odpowiedział, ale tak naprawdę nie musiał – jego spojrzenie mówiło samo za siebie. Claire odetchnęła i odchyliła się na krześle, częściowo tylko uspokojona. Zwłaszcza że to wciąż nie wyjaśniało najważniejszego…

– Claire… Pamiętasz nasz rozmowę w szklarni? – usłyszała i serce zabiło jej szybciej na samą wzmiankę. Oczywiście, że pamiętała. – Wydaje mi się, że… nie powiedziałem ci wtedy wszystkiego. Zwłaszcza o mojej matce.

– … słucham?

Nie tego się spodziewała. Choć zwykle łączenie faktów przychodziło jej z łatwością, tym razem poczuła się tak, jakby zderzyła się ze ścianą. Co prawda od razu pomyślała o jedynych sensownych wnioskach, ale uznanie ich za prawdę nagle wydało się nieprawdopodobne.

A jednak jego zdolności… Wampirze dary miały swoją podstawę gdzieś w ludzkim życiu. Lucas twierdził, że niewiele pamiętał, co nie było takie dziwne, ale wciąż potrafił przywołać przeszłość. Wystarczająco, by opowiedzieć jej o swojej przemianie, Alexandrze i życiu pod jej dachem. No i jego dar… w końcu iluzja i magia wcale nie wydawały się szczególnie odległe, więc…

Bez żartów.

Ale nie powiedziała tego na głos. Może po wszystkim, czego już się dowiedziała, nie powinna mieć oporów przed uznaniem go za częścią tego świata. Może to wcale nie było aż tak nieprawdopodobne…

– Nie mam w sobie nic z wiedźmy, żeby nie było. – Lucas zaśmiał się nerwowo. Jej nie było do śmiechu, więc po chwili spoważniał i podjął temat. – To chyba bardziej domena kobiet. Zresztą to nie tak, że moja matka miała w sobie coś aż tak wyjątkowego. No, nie do końca i… Bredzę, prawda? – Potrząsnął głową. – Wciąż nie wierzę, że opowiadam to akurat tobie… Ale widzisz, Claire, po mamie zostało mi dość, bym mógł wyczuć, kiedy siedzi przede mną wiedźma. I uwierz mi, że odkąd ostatni raz widziałem Amelie na oczy, nie czułem czegoś takiego…

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz









After We Fall
stories by Nessa