26 czerwca 2014

Sto pięćdziesiąt jeden

Alessia
– Damien…?
Alessia zamrugała, po czym lekko zmarszczyła brwi. Nie była pewna, kiedy właściwie znalazła się na łóżku, ale jak przez mgłę pamiętała, jak brat pomógł zsunąć się jej z dachu i bezpiecznie dostać się do pokoju. Pamiętała jeszcze, że chyba o czymś rozmawiali – mniej lub bardziej bez sensu – ale w którymś momencie jej ciało musiało jednak upomnieć się o sen, bo reszta wspomnień przypominała jedną wielką czarną dziurę, której nie była w stanie przeniknąć.
Nie potrafiła określić, czy dzięki zdolnościom brata oraz przynajmniej krótkiej drzemce czuła się lepiej. Na pewno przytomniej, niemniej nic tak naprawdę nie było w stanie sprawić, żeby dręczące ją objawy zniknęły ostatecznie… A przynajmniej nie do momentu nadejścia pełni, a więc i będącej coraz bliżej przemiany.
Na myśl o tym poderwała się gwałtownie i nerwowo rozejrzała dookoła. W pokoju nie było zegarka, ale pozycja słońca na zewnątrz podpowiedziała jej, że musi być przynajmniej koło południa, jeśli nie później. Traciła czas i chociaż zdawała sobie sprawy z tego, że i tak nie jest w stanie niczego zdziałać, czuła się jeszcze bardziej bezradna i bezsilna niż do tej pory.
– Wyluzuj, śpiąca królewno – usłyszała cichy pomruk i w końcu dostrzegła brata, rozłożonego na jednym z miękkich foteli w kącie. Wyglądało na to, że on też przysnął, choć jej głos wystarczył, żeby go rozbudzić. – Co jest?
– Nic. – Zmarszczyła brwi. – Sama nie wiem. Długo spałam?
Damien rzucił jej rozdrażnione spojrzenie, jakby nie mogąc uwierzyć, że wyrwała go z letargu tylko po to, żeby zadać takie pytanie.
– Za krótko – westchnął i dopiero teraz zwróciła uwagę na bladość jego skóry oraz cienie pod oczami.
Och, teraz już pamiętała, co takiego wcześniej jej umknęło. On nie tylko siedział przy niej, cały czas użyczając mocy, ale później jeszcze oddał jej to, czego tak naprawdę od jakiegoś czasu potrzebowała. Najwyraźniej telepatyczny głód miał jej towarzyszyć niezależnie od tego czy miała teraz w sobie coś z wilkołaka, czy też nie.
Speszyła się i rzuciła mu przepraszające spojrzenie. Westchnął, po czym wyprostował się, przeciągając niczym kot albo pantera – z większym naciskiem na to drugie, bo w ostatnim czasie właśnie drapieżne zwierze jej przypominał. Miedziane włosy opadły mu na czoło i gdyby nie to, że w jakimś stopniu wciąż miała do niego żal, pewnie nawet doszłaby do wniosku, że wygląda niewinnie słodko.
Zapadła cisza, ale przynajmniej raz nie było to przeciągłe, dręczące milczenie, którego mogłaby się spodziewać po wszystkim, co między nimi zaszło. Nie potrafiła odnaleźć się w tym, jak prezentują się ich relacje teraz, a ciągłe zmęczenie wcale nie ułatwiało jej wyciągania wniosków, ale chciała przynajmniej wierzyć, że są choć trochę bliżej unormowania relacji. Nie, nie wierzyła w cuda, ale mimo wszystko…
– Czy ty mnie kochasz? – palnęła pod wpływem impulsu, sprawiając, że momentalnie wyprostował się niczym struna, wbijając w nią spojrzenie swoich czekoladowych oczu.
– Że co?! – Przytrzymał się krawędzi fotela, jakby za moment miał osunąć się na ziemię.
Westchnęła, nagle żałując, że próbowała się odezwać.
– Zapytałam, czy mnie kochasz – powtórzyła usłużnie, choć być może zaczynanie tego tematu nie było najlepszym pomysłem. – Mam na myśli… Damien, mam na myśli to, w jaki sposób mnie kochasz – poprawiła się po chwili zastanowienia.
– Aaa… Ach – westchnął, wciąż oszołomiony. – To nie jest proste pytanie, Ali – wymamrotał, co nawet ją nie zdziwiło, choć do samego końca mimo wszystko spodziewała się innej odpowiedzi.
– I nie ma być – powiedziała z przekonaniem. Odchrząknęła i spuściła nogi z łóżka, żeby lepiej go widzieć. – A my chyba powinniśmy o tym porozmawiać, prawda?
– Hm… „Musimy” jest tutaj dość luźnym słowem… – Rzuciła mu gniewne spojrzenie, więc spoważniał. – Serio, nie jestem pewien, czy to odpowiedni moment na to, żeby dyskutować na ten temat… Chociaż powinienem się ucieszyć, prawda? Wygląda na to, że już lepiej się czujesz.
Powstrzymała dziecinny odruch, w którym chciała pokazać mu język. Do diabła, nie tak wyobrażała sobie przebudzenie, ale co innego mogła zrobić? Pytania pojawiły się same, a ona nie potrafiła ich nie zadać, zwłaszcza w sytuacji, kiedy czuła się tak bardzo niepewna tego, co miało nastąpić. Śmierć w każdej chwili mogła się o nią upomnieć, Ariel nie wracał, a jedynym, co znajdowało się w jej zasięgu, był właśnie Damien oraz kwestia tego, co musieli między sobą przedyskutować.
Jakkolwiek podchodził do tematu, który zaczęła, najwyraźniej nie był w stanie zaprotestować. Rzucił jej jedynie zaniepokojone spojrzenie, zanim wziął się w garść i przybrawszy nieodgadniony wyraz twarz, podjął:
– Pytasz mnie o coś, co jest skomplikowane – przypomniał, chociaż doskonale zdawała sobie z tego sprawę. – Pogubiłem się. I to też wiesz.
– Wiem – potaknęła. – A przynajmniej próbuję zrozumieć.
Pokiwał w zamyśleniu głową.
– I jak ci to idzie? – zaryzykował, pozornie niedbale, ale zdawała sobie sprawę z tego, iż odpowiedź jest dla niego ważna.
– To zależy… – Tym razem to on uniósł brwi i spojrzał na nią nagląco. – Co teraz zamierzamy z tym zrobić?
– Dlaczego mam wrażenie, że pytasz mnie o azyl? – zapytał, ostrożnie dobierając słowa.
Poruszyła się niespokojnie, machinalnie spinając się w odpowiedzi na to jedno słowo. Do tej pory wspomnienie tego, w jaki sposób jej brat się wtedy zachował, wzbudzało w niej sprzeczne emocje i doprowadzało do tego, że niemal siłą musiała walczyć o to, by nie rzucić się do panicznej ucieczki. Do diabła, gdyby chciał, zrobiłby to już dawno… prawda?
Damien musiał dostrzec niepokój, który odmalował się na jej twarzy, bo jego oczy nieznacznie pociemniały. Zraniła go, po raz kolejny zresztą, ale sam był sobie winien.
– Nie zrobiłbym tego – powiedział cicho. – Nawet nie rozmawiałem z Isabeau, chociaż teoretycznie mam do tej prawo, skoro nie znalazła powodu, żeby mi odmówić. Nie chcę bredzić o zaufaniu, bo to w naszym przypadku trudna kwestia, jednak… Wiesz, w tej kwestii sprawa wygląda tak, że wszystko zależy od ciebie.
– Zaufam ci albo nie – dopowiedziała w zamyśleniu. Skinął sztywno głową. – A Ariel?
– Ariel co? – Spojrzał na nią pytająco, nie rozumiejąc toku jej rozumowania.
– Co ze mną i Arielem?
Kolejna chwila ciszy, tym razem zdecydowanie cięższa i bardziej skomplikowana. Czuła na sobie spojrzenie Damiena oraz własne zdenerwowanie, niepewna tego, czy oby na pewno dalej chce brnąć w tę rozmowę.
Damien poruszył się, co prawda nieznacznie, ale nie na tyle, żeby to umknęło jej uwadze. Schował twarz w dłoniach, po czym energicznie potarł czoło, zupełnie jakby bolała go głowa.
– Sam już nie jestem niczego pewien, Ali – wyznał. – Nie podoba mi się to. I ty o tym wiesz.
– Wiem również, że Ariel jest dla mnie ważny – powiedziała stanowczo. Zawahała się na moment, ostatecznie jednak zdecydowała się zaryzykować i mówić dalej: – I jestem coraz pewniejsza tego, że go kocham.
Nie zareagował w jakiś widoczny sposób, ale wypuścił powietrze ze świstem i spojrzał na nią przez rozczapierzone palce.
– A ja kocham ciebie. – Nie musiał dodawać, że niekoniecznie w taki sposób, jaki w ich przypadku byłby właściwy.
Zapiekły ją oczy, dlatego zamrugała pośpiesznie. Płacz był ostatnim, czego oboje potrzebowali, a ona nie zamierzała skomplikować spraw do tego stopnia. Musiała wszystko naprawić – wytyczyć jasne granice – i to szybko, zanim zabrnął w to na tyle daleko, żeby utracić możliwość powrotu.
Och, gdyby zorientowała się wcześniej… Ale skąd mogła wiedzieć, że ta zażyłość pomiędzy nimi w którymś momencie doprowadzi do czegoś takiego? Nie potrafiła stwierdzić, kiedy wszystko się zmieniło i była absolutnie pewna tego, że sam Damien nie potrafiłby odpowiedzieć na to pytanie.
Czuła się rozdarta wewnętrznie, zwłaszcza widząc go w takim stanie – wyczerpanego, przybitego i tak bardzo zagubionego. Wszystko w niej rwało się, żeby wziąć go w ramiona, mocno przytulić i gorączkowo zapewnić, że wszystko jeszcze się ułoży. Mogła to zrobić, może nawet powinna, ale z drugiej strony w ten sposób wszystko jeszcze bardziej by popsuła. Teraz musiała uważać na każdy, nawet najdrobniejszy gest, świadoma tego, w jaki sposób spogląda na nią własny brat. Ta świadomość była okropna, ale nie tak jak inna kwestia, która rozumiała doskonale i która doprowadzała ją do szaleństwa.
Najgorsze było to, że to nie była jego wina – ani też jej. To się po prostu działo.
– Mówiłem już o tym mamie – usłyszała i wzdrygnęła się, pośpiesznie koncentrując na nim spojrzenie – ale może powinienem powiedzieć również tobie – dodał w zamyśleniu. – Kiedy uciekłaś, długo myślałem i doszedłem do wniosku, że jak długo będę obok, żadne z nas nie zazna spokoju. Jak długo będę obok…
– O czym teraz mówisz? – przerwała mu, czując narastający niepokój.
Powoli uniósł głowę, tak, że mogła dostrzec udrękę na jego twarzy oraz wyraz znajomych, czekoladowych oczu.
– Dobrze wiesz, Ali – powiedział cicho i, cholera, miał rację.
Zacisnęła dłonie w pięści, bezskutecznie próbując zachować spokój.
– Chcesz wyjechać – zarzuciła mu. Czuła to, ale dopiero kiedy wypowiedziała te słowa, uprzytomniła sobie ich znaczenie. – Zostawiasz mnie – dodała, choć takie oskarżenie nie było uczciwe, zwłaszcza teraz, kiedy oboje czuli się w taki sposób.
– Nie mów tak – żachnął się, spoglądając na nią rozszerzonymi oczami. – Tak będzie lepiej i oboje zdajemy sobie z tego sprawę. A ja… Wiesz dobrze, że i tak nie byłbym w stanie usiedzieć w miejscu. Chcę studiować, chcę… – Mówił coś jeszcze, ale już praktycznie go nie słuchała.
Siedziała w miejscu, świadoma tego, że zaczyna drżeć. Obrazy zamazywały jej się przed oczami, choć dopiero po chwili uprzytomniła sobie, iż to nie zawroty głowy, ale coraz trudniejsze do opanowania łzy. No i gniew – czuła się nie tylko rozżalona, ale przede wszystkim zdenerwowana, a to wszystko w ostateczności sprowadzało się właśnie do niego.
Dlaczego mówił jej takie rzeczy? Czy naprawdę nie widział, że ją w ten sposób ranił, a ucieczka wcale nie jest najlepszym pomysłem? Przecież musieli znaleźć inne rozwiązanie; jakieś na pewno istniało, musiało istnieć, a wyjazd wcale by niczego nie zmienił – chyba, że Damien chciał ją dobić, na odchodne pozostawiając jej rozżalenie i ciągłą tęsknotę, którą miała odczuwać przez cały ten czas, zastanawiając się nad tym, co tak naprawdę się z nim dzieje.
Och, to nie miało być tak! Miasto Nocy było ich domem i chociaż zdawała sobie sprawę z tego, że kiedyś je opuszczą, plan był zupełnie inny. Na razie mieli mieszkać tutaj i to było dobre. Może za kilka lat poszukaliby innego rozwiązania, zwłaszcza, że Cullenowie mieli wyjechać – nie tyle dlatego, że chcieli, ale z prostej przyczyny, jaką było zachowanie przyszłości w stanie w miarę nienaruszonym. Wiedziała o tych wszystkich zamianach w czasoprzestrzeni oraz o pochodzeniu mamy, więc i była świadoma tego, że wciąż nie zna wszystkich swoich bliskich – chociażby ciotek i wujków Renesmee albo własnej babci. Gdyby dziadek Edward i reszta wyjechali do Rochester, może ona i Damien również mogliby z nimi pojechać, żeby doznać czegoś nowego. Wtedy uwierzyłaby, że jej bratu naprawdę chodzi o naukę i o to, żeby się rozwijać, ale w tej sytuacji? Nie była głupia i przecież doskonale wiedziała, że podjął pochopną decyzję z myślą o niej!
– Ali… – Damien dosłownie zmaterializował się przed nią, obie dłonie zaciskając na jej ramionach. Zorientowała się, że drży. – Alessia, proszę…
Odskoczyła od niego jak oparzona, ledwo powstrzymując gniewne, ostrzegawcze warknięcie. Natychmiast ją puścił, całkiem sprawnie udając, że jej reakcja nie ma dla niego żadnego znaczenia.
– Kiedy zamierasz jechać? – zapytała chłodno, unikając spoglądania w jego stronę.
– Żartujesz sobie ze mnie? – westchnął, po czym potrząsnął z niedowierzaniem głową. – Nie myślałem o tym. Najpierw to wszystko musi się skończyć, a później… – Wzruszył ramionami.
– Cóż za łaskawość – prychnęła, zaciskając dłonie w pięści. Paznokcie wbiły jej się w skórę niemal do samej krwi. – Jak będziesz miał szczęście, twoje problemy skończą się jeszcze tego wieczora – prychnęła, nie mogąc się powstrzymać.
Skrzywił się i zrozumiała, że równie dobrze mogłaby go uderzyć. Gniew również nie był uczciwy, zwłaszcza, że jej brat był już wystarczająco zagubiony, ale co mogła poradzić na to, jak bardzo czułą się z jego powodu… Właściwie jak? Zdradzona? Rozgoryczona? Coś w tym było, ale nie do końca, a ona nie potrafiła jednoznacznie określić tego, co tak naprawdę działo się w jej wnętrzu.
Wilk w jej wnętrzu znów zaczął się prężyć i mruczeć, jakby chcąc zachęcić ją do dalszego brnięcia w te sprzeczne emocje – zwłaszcza gniew, jakże porażającą złość… „Jesteś moja” – wydawał się dawać jej do zrozumienia i choć ta świadomość przyprawiała ją o mdłości, jednocześnie nie potrafiła mu się zniecierpliwić. Czuła się zdenerwowana, chora i zła, a jej własny brat w jakiś pokrętny sposób wydawał się przez cały czas te emocje podsycać.
Wciąż trzęsła się od nadmiaru emocji, więc dopiero po chwili uprzytomniła sobie, że Damien milczy jak zaklęty. Mimo wewnętrznego oporu, obrzuciła go chłodnym spojrzeniem i zmartwiała, dostrzegłszy nieobecny wyraz jego czekoladowych oczu.
– Damien?
Wzdrygnął się i energicznie potrząsnął głową.
– Coś jest nie tak – powiedział cicho, takim tonem, że włoski na ramionach i karku stanęły jej dęba.
– O czym teraz mówisz? – wyszeptała, czując narastający niepokój.
Obrzucił ją krótkim, pełnym powątpienia spojrzeniem, które w równym stopniu ją zaintrygowało, co i rozdrażniło. Och, pięknie. Więc do tego wszystkiego miał przed nią jakieś tajemnice?
Nie naskoczyła na niego, ale jej intencje musiały być oczywiste, bo Damien westchnął przeciągle, w końcu decydując się odezwać.
– Grace – powiedział cicho.
Gdyby to było możliwe, pewne w tym momencie wyszłaby z siebie i stanęła obok.
– A co, na litość bogini, do tego wszystkiego ma Grace? – zapytała, siląc się na cierpliwość.
– Nie jestem pewien – przyznał, coraz bardziej zaniepokojony. – Ale jest niespokojna… W zasadzie powiedziałbym, że przerażona.
– Powiedziałbyś, że… – Zesztywniała, zupełnie jakby poraził ją prąd. – Co ty właśnie próbujesz mi powiedzieć…? Damien! – zaoponowała, ale on już szybkim krokiem ruszył w stronę drzwi.
– Zostań tutaj – wymamrotał, szarpnięciem otwierając drzwi i wypadając na korytarz. – Musze to sprawdzić. Jestem prawie pewien, że Grace ma kłopoty i… Powiedziałem: zostań! – powtórzył, oglądając się przez ramię, kiedy przystanęła w progu.
Do diabła, to zdecydowanie nie było normalne. Jego zachowanie też, nie wspominając o oczywistych wnioskach, które nasunęły jej się w odpowiedzi na jego słowa oraz zachowanie.
Ty piłeś jej krew?!– ryknęła, zaciskając palce na framudze i odprowadzając go wzrokiem. Jeśli nie więź, co innego mogłoby być wyjaśnieniem?
Był już w połowie korytarza, ale w ostatniej chwili obejrzał się, żeby spojrzeć na nią w taki sposób, jakby postradała zmysły.
– Oszalałaś? – prychnął, ale to wcale jej nie uspokoiło. – Jasne, że nie! Ty nic nie rozumiesz, Ali – mruknął, ale najwyraźniej nie widział powodu, żeby myśl rozwinąć.
– To mi wyjaśnij!
Nie miał takiego zamiaru, co udowodnił jej w biegu znikając na klatce schodowej.
W pierwszym odruchu chciała za nim pobiec, ale ostatecznie nie zrobiła tego. Wycofała się do pokoju, w zamian demonstracyjnie zatrzaskując drzwi, mimo osłabienia na tyle mocno, że aż zadrżały i niebezpiecznie jęknęły, jakby za chwilę mogły stracić oparcie na całkiem wiekowych już nawiasach.
Co to niby miało być? Z opóźnieniem uprzytomniła sobie, że być może ją oszukał i odegrał przed nią tę całą szopkę, żeby móc się ewakuować, ale natychmiast odrzuciła od siebie taką możliwość. To nie było w stylu Damiena, jej brat zresztą nigdy nie zrobiłby czegoś takiego – była tego absolutnie pewna, nawet jeśli w ostatnim czasie poznała go od strony, która zdecydowanie była jej obca. Cokolwiek się działo, skutecznie wytrąciło go z równowagi i była tego świadoma.
Niespokojnie okrążyła pokój, próbując jakoś zapanować nad mętlikiem w głowie. Może powinna za nim pobiec? Albo pójść z kimś porozmawiać, najlepiej z rodzicami albo Carlisle’m? Damien miał najlepszy kontakt z doktorem, więc może on wiedział, co takiego tym razem strzeliło mu do głowy…?
No i Grace. Dlaczego przez cały czas do tematu ostatecznie musiała wkradać się właśnie Grace?!
Wciąż roztrzęsiona, podeszła do okna, by otworzyć je na całą szerokość i zaczerpnąć tchu, to jednak niewiele dało – powietrze jak zwykle było ciężkie i gorące, może nawet bardziej niż w zacienionym pokoju. Skrzywiła się nieznacznie, po czym zlustrowała wzrokiem ogród, naiwnie wierząc w to, że być może uda jej się dostrzec Damiena, ten jednak pewnie już dawno opuścił tereny Niebiańskiej Rezydencji i teraz… No cóż, mógł być wszędzie.
– No i weź tu miej brata bliźniaka… – wymamrotała nerwowo, szarpnięciem zamierzając zatrzasnąć okiennice.
I właśnie wtedy dostrzegła wampira.
Właściwie nie było to trudne, bo choć próbował skryć się w cieniu ogradzających rezydencje murów, promienie słoneczne i tak wprawiały jego bladą skórę w lśnienie. Alessia zmartwiała, po czym odważyła wychylić się przez okno, by móc mu się przyjrzeć. Od razu zwróciła uwagę na czerwona barwę jego oczu oraz ciemne włosy, najbardziej jednak zaskoczył ją jego strój – długa do ziemi szata z jakiegoś drogiego materiału, nadająca mu dość egzotyczny wygląd. To nie było typowe – on na takiego nie wyglądał – a jednak nie mogła pozbyć się niejasnego wrażenia, że już go wcześniej widziała.
Mężczyzna uniósł głowę i raptem spojrzał w jej stronę. Ich spojrzenia się spotkały, a ona mogła dokładniej przyjrzeć się jego ostrym rysom twarzy oraz zarostowi, który pokrywał jego szczękę. W przypływie olśnienia w końcu zdołała przywołać sobie wspomnienie sprzed lat, kiedy jako dziecko zobaczyła go po raz pierwszy, a początkowy niepokój ustąpił miejsca konsternacji.
Jeden z przyjaciół dziadka, którego jako dziecko widziała na weselu. Chyba Amun.
Co, do diabła, robił akurat tutaj?
Nie zastanawiając się, wślizgnęła się na parapet, po czym zeskoczyła, w duchu modląc się o to, by jej zmysły oraz zdolności nie zostały przytępione na tyle, żeby nie potrafiła wylądować. Najwyraźniej wszystko było w porządku, bo miękko wylądowała w kucki i natychmiast poderwała się, biegiem rzucając przez trawnik, podświadomie wciąż czekając na to, że Egipcjanin rzuci się do ucieczki.
Nie zrobił tego.
– Ty jesteś Alessia – powiedział, ledwo znalazła się na tyle blisko, żeby móc go usłyszeć.
Spojrzała na niego zdziwiona. Może po prostu ją pamiętał, ale to i tak wydało jej się dziwne.
– Tak. – Zmarszczyła brwi, próbując zachować spokój. W końcu nie powinna popadać w paranoję. – Mogę jakoś pomóc? Dziadek jest tutaj, więc jeśli…
– Nie przyszedłem do Carlisle’a – przerwał jej spokojnie.
Coś w jego słowach ją zaniepokoiło. Nerwowo rozejrzała się dookoła, próbując stwierdzić, dlaczego obecność wampira jeszcze nikogo nie zaniepokoiła. Yves był skurwielem, ale – choć sam najwyraźniej się ukrywał – zwykle dbał o to, żeby jego ludzie ze swoich obowiązków wywiązywali się skrupulatnie.
A jednak Amun tutaj był… W ogóle przebywał w mieście. Gdyby Dimitr wiedział, na pewno wspomniałby o tym Carlisle’owi.
– Tak czy inaczej, zawołam kogoś – powiedziała, ostrożnie wycofując się w stronę rezydencji.
Jedynie wzruszył ramionami, chociaż cały czas uważnie jej się przypatrywał. Odeszła jeszcze kilka kroków, zanim zdecydowała się odwrócić do niego tyłem i puścić biegiem przed siebie.
Wtedy popełniła błąd.
Nie zauważyła, żeby się poruszył. Nie zauważyła niczego, a jednak musiał przemieścić się tuż za nią, szybki i bezszelestny.
Prawie nie poczuła uderzenia. W jednej chwili pociemniało jej przed oczami; zachwiała się i poleciała do przodu, niezdolna do tego, by chociaż próbować krzyknąć.
Zaraz po tym wszystko zniknęło i zapanowała ciemność.

4 komentarze:

  1. To w końcu Damien wystąpił o ten azyl czy nie? Troszkę się w tym wszystkim pogubiłam, przyznaję -.- raz mówią, że ubiega się o azyl, a teraz jest, że z niego zrezygnował... Jednak wnioskuję, że zrezygnował z tego prawa, ponieważ pewnie już Alessia była ubezwłasnowolniona (jejku, jak ja nie lubię tak kogoś określać, brrr). Nie wiem, dlaczego, ale jakoś trudno uwierzyć mi, że Damien ot tak w jednej chwili zrezygnował z ubiegania się o ten cały azyl... Nie to, że nie uważam, że może on być tak bezuczuciowy wobec siostry, jednak...No po prostu nie wierzę z tak szybką zmianę decyzji... Chyba że tak naprawdę wcale się o niego, tylko tak chciał... nastraszyć Ali? Sama nie wiem...
    Bardzo intryguje mnie obecność Amuna w tym rozdziale... Dlaczego szukał Alessi?Nic z tego nie rozumiem (znowu -.-) On coś kombinuję, ja to w kościach po prostu czuję! Innego wyjścia nie ma po prostu... Przypuszczam, że Amun nie zainteresowałby się Ali ot tak, z czystej ciekawości... Za tym kryje się zapewne coś więcej...
    Czekam już niecierpliwie, co będzie dalej :)
    Pozdrawiam i do napisania ;*
    lilka24

    OdpowiedzUsuń
  2. Nie! Nie! Nie! Zabierz mi stąd Amuna, bo... No on mnie przeraża, a na dodatek uderzył Alessię. Nie wiem czego on od niej znowu chce - bo spieprzył jej już wystarczająco życie - ale ta jego wizyta mi się nie podoba. No i mam złe przeczucia. A mówiąc złe przeczucia mam na myśli "Uciekamy, nadchodzą kłopoty!'.
    Dobra - jestem lekko zirytowana zachowaniem Damiena. Naprawdę zaczyna mnie już wkurzać, bo raz jest miły i w porządku,a chwilę później już nie. No i weź go tutaj zrozum -.-
    Czasami to ja mam ochotę udusić i jego i Alessię za to, że po prostu... Nie mogą się dogadać. Nie wiem czy Damien będzie chciał ten azyl czy nie, ale jeśli będzie chciał to niech się trzyma z dala ode mnie, bo będzie źle. No i ta wilcza strona Ali *.* już się nie mogę doczekać rozwiązania i tego co się bedzię działo. Sam prolog mi już nie wystarcza, a wracam do niego co kilka dni starając się rozpracować co się będzie działo.
    Rozdział był świetny i już się nie mogę doczekać następnego ^^
    Pozdrawiam,

    Gabi.

    PS - u mnie NN :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Tak na szybko: o azyl wystąpił i ma prawo to wykorzystać, ale tego nie robi. Nawet nie pogadał z Beau, żeby ta kwestia stała się oficjalna. Innymi słowy - może, ale nie chce, co wynika z ich rozmowy :P
    Dziękuję pięknie za komentarze. Co do Amuna i do wilkołaka z ostatniego rozdziału… Wystarczy porzucić trop Lille i zawezić poszukiwania do lokalnych dzieci księżyca, a może coś się wyklaruje…
    Pozdrawiam,
    Nessa.

    OdpowiedzUsuń
  4. Mówisz o wilkołakach z Miasta
    Nocy, prawda? Coś zaczęło mi się już przejaśniać w głowie...
    Pradopodobnie chodzi o tego Riddley'a (nie jestem pewna, czy dobrze
    zapamiętałam imię gościa, a jeśli źle zapamiętałam, to już tłumaczę, o
    kogo chodzi). To on przyłapał Amuna w Mieście Nocy po tym, jak Esme,
    Theo, Kristin, Aldero i Cameron wrócili z Egiptu (kiedy reszta była
    uwięziona w kanałach pod miastem oraz pojawił się wtedy też Marco) i
    chciał go "zgładzić", ale tego nie zrobił, bo ten mu powiedział o
    uczuciu łączącym Ali i Ariel... Jednak nie pamiętam ciągu dalszego ich
    rozmowy (o ile był...). Może to o niego chodzi...
    Czekam na ciąg dalszy :)
    Pozdrawiam,
    lilka24

    OdpowiedzUsuń









After We Fall
stories by Nessa