22 czerwca 2014

Sto czterdzieści siedem

Ariel
Ciche pukanie do drzwi wyrwało ją z letargu. Alessia zamrugała i skoncentrowała wzrok na suficie, czekając aż wszystko nabierze ostrości, a ona wróci do siebie. Było jej gorąco, poza tym miała wrażenie, że głowa za moment pęknie jej na dwoje, ale mimo zmęczenia, jak na ironię nie była w stanie zasnąć – na to zdecydowanie było za gorąco, zwłaszcza, że ciągle męczyły ją skoki temperatury. Poza tym martwiła się, już nie tylko o siebie czy Ariela, ale i o Laylę, a to zdecydowanie nie ułatwiało zebrania myśli.
– Ali? – Rozpoznała głos mamy i to pozwoliło jej dojść do siebie. – Mogę wejść?
Nie odpowiedziała, ale nie musiała, bo Renesmee i tak nie czekała na przyzwolenie. Drzwi uchyliły się, a dziewczyna wślizgnęła się do środka, starannie zamykając je za sobą.
– Czy coś się stało? – zapytała sennie, zmuszając się do podniesienia na łóżku; wsparła głowę na ręce, żeby lepiej widzieć mamę, choć prawie natychmiast włosy opadły jej na twarz, ograniczając widoczność.
– Oczywiście, że nie – uspokoiła ją natychmiast, ale jej oczy wydawały się temu zaprzeczać. Była zmartwiona, a to zdecydowanie nie było dobre w jej stanie. – Nie mogę spać… Poza tym chciałam sprawdzić, czy dobrze się czujesz.
– To tylko zależy od tego, jak powinnam rozumieć pojęcie „dobrze”.
Renesmee westchnęła, ale nie skomentowała tego ani słowem. Ali ponownie opadła na plecy, przymykając oczy i mając świadomość tego, że mama przez cały czas ją obserwuje.
Czuła się rozczarowana, choć już pewnie powinna zacząć oswajać się z myślą, że coś poszło nie tak. Kolejne dni mijały, a Ariela nie było, co samo w sobie było gorsze nawet od świadomości tego, co wydarzy się, kiedy nadejdzie pełnia. Ach, już nawet nie chodziło o znalezienie rozwiązania! Mijały dni, a ona czuła się coraz gorzej, nie tylko w sensie fizycznym, ale przede wszystkim psychicznym. Te wszystkie objawy były nieprzyjemne, ale do zniesienia, poza tym nawet Carlisle musiał przyznać, że jej nie zagrażają, zwłaszcza, że doktor doskonale zdawał sobie sprawę z tego, jakie jest ich źródło i że nie jest w stanie ich wyleczyć. Nie była chora, nie tak zwyczajnie, więc jej zdrowie było jedynie swego rodzaju utrudnieniem, ale nie powodem do prawdziwego zmartwienia.
Przynajmniej tak miało być jeszcze przez najbliższe dwa dni, które zostały do wzejścia księżyca w całej okazałości… A nawet mniej, bo na zewnątrz już zaczynało jaśnieć, zapowiadając nadejście świtu, ale o tym starała się nie myśleć, zbyt przerażona, żeby dodatkowo się katować. Nie rozumiała, dlaczego nieobecność Ariela się przedłużała, a z jej perspektywy dni paradoksalnie się ciągnęły, nawet mimo wrażenia, iż czas płynie w zawrotnym tempie. Kolejne godziny mijały, przepełnione niepokojem i wątpliwościami, niosąc ze sobą rozczarowanie, zwłaszcza, że chłopak już dawno powinien być przy niej.
Potrzebowała go. Nie tylko po to, by zachować zdrowe zmysły. Nie zdawała sobie sprawy z tego, że Ariel zajął aż tak ważną rolę w jej życiu. Żałowała, że pozwoliła mu odejść, zwłaszcza, że jego nieobecność wydawała się być dowodem na to, jak bardzo płonne były ich nadzieje, gdy zdecydowali się zaryzykować wyprawę do Lille. Poszukiwanie rozwiązania od początku było skazane na niepowodzenie, a jednak Arielowi udało się przekonać ją, że powinni spróbować i że wszystko jakoś się ułoży. Chciała w to wierzyć i przez pewien czas nawet jej się to udawali, ale teraz już niczego nie potrafiła przewidzieć. Ariel zabrał jej pewność siebie ze sobą, podobnie jak i wiarę w to, że kiedykolwiek wszystko wróci do normy, a ona poczuje się bezpieczna – nie tylko w Mieście Nocy, ale i we własnym ciele.
Skrzywiła się i skuliła, czując jak w odpowiedzi na jej słowa, wilk w jej wnętrzu zaczyna wiercić się i skomleć, po raz wtóry przypominając jej o swojej obecności.
Wyczuła ruch, a chwilę później materac ugiął się nieznacznie, kiedy mama usiadła przy niej, muskając palcami jej policzek.
– Wszystko będzie w porządku – usłyszała i choć brzmiało to pięknie, nie potrafiła zmusić się do tego, żeby jej uwierzyć. – Ja też się martwię, ale zobaczysz, że będzie dobrze.
– Tyle, że ja nie martwię się o siebie – zaoponowała, wzdychając cicho. – Nie podoba mi się to, że wciąż nie ma Ariela… I nie, nie mówi mi, że on wróci, bo to marne pocieszenie – dodała, pośpiesznie siadając i prostując się niczym struna. Mięśnie zaprotestowały, ale to zignorowała. – Wcale nie chcę pocieszenia.
– Nie próbuję cię pocieszać. – Wzrok Renesmee wydawał się szczery, mimo wszystko. – Mówię to, czego jestem pewna. A Ariel typem takiego chłopaka, który nie odpuszcza, kiedy już podejmie jakąś decyzję.
Cóż, to też wydawało się brzmieć równie zachęcająco, co i zbyt pięknie. Co prawda zdążyła już poznać Ariela, poza tym do tej pory pamiętała stanowczość i desperację z jaką planował wyjazd, ale to jeszcze o niczym nie musiało świadczyć. Podjęcie decyzji nie równało się jej wypełnieniu, a ona coraz mnie wierzyła w to, że chłopakowi uda się wrócić na czas.
Kiedy nadejdzie pełnia, będzie z tym sama. Nie mogła pozwolić, by którekolwiek z jej bliski było obok, gdy zacznie się przemieniać, nie tylko dlatego, że istniała szansa, iż mogłaby nie przetrwać i umrzeć na ich oczach. Już samo to wydawało się nie do przyjęcia, a jednak istniała jeszcze gorsza możliwość, którą przejmowała się w stopniu zdecydowanie większym niż śmiercią. Zdecydowanie bardziej przerażająca wydawała się perspektywa tego, że przejdzie przemianę i stanie się wilkołaczycą – a potem straci kontrolę i w pełni posłuszna instynktowi, zaatakuje każdego, kto stanie na jej drodze.
Nie, to nie wchodziło w grę. Pamiętała reakcję Ariela, a jeszcze lepiej pamiętała cierpienie, które doświadczał, kiedy jego ciało zaczęło się przeistaczać. Nie zamierzała pozwolić, by ktokolwiek obserwował ją, kiedy się zacznie, a jeśli istniała jakakolwiek osoba, która byłaby w stanie ją zrozumieć i choć pozornie ułatwić czekające ją męczarnie, w tym momencie pozostawała całkowicie nieosiągalna.
– Nie wydaje mi się, żeby to było takie łatwe – westchnęła chmurnie, potrząsając głową, żeby odgonić od siebie przykre myśli. – A ty nie możesz tego wiedzieć, mamo – dodała.
– Och, mogę. – Uniosła brwi, słysząc słowa Renesmee. – Wiem z doświadczenia.
– Doprawdy?
Tym razem doczekała się szczerego uśmiechu.
– Znam ten typ chłopaka – powiedziała stanowczo. – Co prawda Ariel wydał mi się inny, bardziej... ludzki, ale to niczego nie zmienia. Jest skryty, ale zdeterminowany, a to wystarczy, żeby zrobił najbardziej szaloną rzecz, jeśli wyda mu się to słuszne.
– Inny… Inny od kogo? – zapytała, coraz bardziej zaintrygowana. – Co ciebie wiąże z wilkołakami, mamo? – dodała wprost, w końcu decydując się poruszyć temat, który od początku wydawał jej się istotny.
Nie była pewna, czego powinna się spodziewać, ale nie dbała o to. Już dawno odniosła wrażenie, że Renesmee potrafiłaby odnaleźć się w jej sytuacji lepiej niż mogłaby podejrzewać. Niejednokrotnie widziała pośród biżuterii mamy niepozorną, drewnianą figurkę w kształcie wyjątkowo dokładnego, rdzawo brązowego wilka, nigdy jednak nie przyszło jej do głowy o to, by dowiedzieć się czegoś więcej. Dopiero kiedy pojawił się Ariel, a kwestia jej związku wyszła na jaw, przyszło jej do głowy, iż mogła popełnić błąd, unikając rozmowy z Nessie – ona by zrozumiała, dokładnie tak, jak przekonywała ją po fakcie, kiedy Damien sprowokował ją do wyznania prawdy.
Posunęła się nieznacznie, chcąc zrobić mamie trochę więcej miejsca. Łóżko było duże, więc bez trudu zmieściły się na nim oby dwie, co skojarzyło jej się z tymi wszystkimi razami, kiedy jako dziecko przychodziła do sypialni rodziców, żeby spędzić noc pomiędzy nimi. Wiedziała, że nie zawsze wybierała sobie najlepszy moment na taką wizytę, ale też nigdy jej nie odtrącili, a już na pewno nie okazali niezadowolenia, nawet jeśli mieli po temu powody. Teraz stęskniła za tym całą sobą, podobnie jak i za znajomymi objęciami mamy, które dawały jej poczucie bezpieczeństwa.
Jakby w odpowiedzi na jej myśli, Renesmee usadowiła się tak, by znalazły się naprzeciwko siebie, po czym ujęła obie jej ręce w sobie. Siedziała po turecku, na sobie mając jakiś czarny, prześwitujący kawałek materiału, który musiał służyć jej za koszulę nocną i jak nic był prezentem od cioci Isabeau. Zważywszy na upał, nie było w tym niczego dziwnego, kreacja zresztą idealnie uwypuklała jej brzuch, ukazując, że jej sylwetka jednak się zmieniła – tylko nieznacznie, dla człowieka prawie niezauważalnie, ale z wyostrzonymi zmysłami była w stanie to zauważyć.
– Wilkołaki pierwszy raz poznałam w Mieście Nocy – wyjaśniła pogodnie mama. – Jeśli już, mam wiele wspólnego ze zmiennokształtnymi, ale w tym jednym przypadku różnica jest niewielka, bo ci również przybierali kształt wilków. Ja i Jacob… Pamiętasz Jacoba? – zapytała, nagle niepewna tego, ile powinna wyjaśnić.
– Och, chyba pamiętam. – Alessia zmarszczyła brwi, próbując pobudzić umysł do współpracy. – To ten chłopak, któremu tak bardzo zależało na tym, żeby cię od nas zabrać – powiedziała niemal z pretensją, krzywiąc się demonstracyjnie.
Renesmee roześmiała się, choć Ali wcale nie widziała w tym niczego zabawnego. Do tej pory pamiętała tamten dzień, jakże dawno temu, kiedy płakała i prosiła mamę, przekonana, że ta za moment odejdzie.
I jeszcze te słowa Damiena, który jako pierwszy zrozumiał intencje Indianina oraz to, co mówił Michael… „Mamo, zostawiasz nas?”. Obrazy stanowiły zamazaną mieszankę, ale tę jedną wypowiedź pamiętała aż nazbyt dobrze.
– Byłaś malutka – stwierdziła w zamyśleniu. – A Jacob… Brzmisz tak, jakbyś nadal miała do niego pretensje – zauważyła.
– Bo mam. – Słowa zabrzmiały nader dziecinnie, ale Alessia nie zamierzała się tym przejmować. Do diabła, miała prawo zachowywać się irracjonalnie, skoro wisiała nad nią śmierć. – Wyglądał na bardzo zdesperowanego, kiedy cię przekonywał. Niewiele już pamiętam, ale mniejsza z tym – dodała niechętnie, wzruszając ramionami.
– Dla Jake’a cała ta sytuacja była niemal równie trudna, co i dla mnie – zauważyła przytomnie, próbując jakoś chłopaka usprawiedliwić. – Tak czy inaczej, on był zmiennokształtnym. I bardzo wiele dla mnie znaczył, a może i znaczy do tej pory. Był chyba nawet taki okres, kiedy… – Zamilkła i pokręciła głową. – To było zanim poznałam Gabriela.
Ali uśmiechnęła się pod nosem, rzucając jej wymowne spojrzenie. Och, doprawdy…?, pomyślała z przekąsem. W tę jedną rzecz akurat nie wątpiła, bo jakoś nie mieściło jej się w głowie, by mama była w stanie spojrzeć na kogokolwiek innego w taki sposób, jak na tatę. Dobrze, może i była naiwna, skoro wierzyła w prawdziwą, niezachwianą miłość, ale patrząc na rodziców naprawdę miała nadzieję, że coś takiego istnieje, choć może to było naiwnym tokiem rozumowania. Wiele przykrych rzeczy się zdarzało, a szczęście nigdy nie trwało wiecznie – sama się o tym przekonała, a jednak wciąż nie potrafiła zaakceptować tego jako reguły.
– Dlaczego mam wrażenie, że nie mówisz mi wszystkiego? – zapytała, lekko unosząc brwi i wciąż przypatrując się Renesmee.
– Hm… A o co konkretnie mnie pytasz?
Zastanowiła się, choć sama nie była pewna, dlaczego to wydawało się jej takie ważne. Może gdyby mama w istocie była zakochana w Jacobie, najlepiej ze wzajemnością, byłoby łatwiej. Co prawda nie byli ze sobą (nie żeby się z takiego stanu rzeczy nie cieszyła!), ale przynajmniej nabrałaby pewności na to, że ona i Ariel wcale nie są takim niewłaściwym wyjątkiem, jak do tej pory jej się wydawało.
– Nie wiem – przyznała niechętnie. – Niczego już nie jestem pewna.
– Ali…
Westchnęła i rozluźniła się nieznacznie, pozwalając żeby mama otoczyła ją ramionami. Poczuła się pewniej, a przynajmniej częściowo bezpieczniej, chociaż nawet obecność najbliższych nie była w stanie spowodować, by poczuła się naprawdę dobrze. Chyba jedynie Ariel miał szanse na to, żeby tego dokonać, ale jego nie było, a ona nie miała nikogo, komu mogłaby się zwierzyć.
Dobrze, miała rodziców, ale to nie było to samo. Mama była w ciąży, więc denerwowanie jej nie wchodziło w grę. Tata… Cóż, nie mogła oprzeć się wrażeniu, iż jest w dość specyficznym nastroju – morderczym, można by wręcz powiedzieć – zwłaszcza od chwili, w której coś złego zaczęło dziać się z ciocią Laylą i był zmuszony zostawić ją pod opieką wujka Rufusa. W efekcie nie tylko on, ale i ta dwójka odpadali, choć Lay mogłaby sprawdzić się jako ewentualna partnerka do rozmowy. Była jeszcze Isabeau, ale ta również nie wyglądała na skłonną do słuchania czyichkolwiek zwierzeń, więc… Aldero i Cameron? Cammy może i jeszcze, ale tylko pod warunkiem, że nie przebywałby z bratem, a natknięcie się na nich osobno graniczyło z cudem. Cullenowie również, choć bynajmniej nie dlatego, że im nie ufała – po prostu potrzebowała kogoś bardziej neutralnego, najlepiej przyjaciela.
Jednak przyjaciół również nie miała – już nie. Zoe wciąż bała się o Quinna i nic nie wskazywało na to, żeby w najbliższym czasie miał się obudzić. O Hayley nawet nie było co wspominać, bo wszystko wskazywało na to, że dziewczyna otwarcie ją znienawidziła.
No i Damien. Najbardziej bolało ją to, że nie mogła liczyć nawet na niego – i to w sytuacji, kiedy tak bardzo potrzebowała brata.
Wyczuła coś ciepłego na policzku i w oszołomieniu uświadomiła sobie, że płacze. Natychmiast wyprostowała się niczym struna, gniewnymi ruchami próbując osuszyć oczy. Starała się zrobić to na tyle dyskretnie, by nie zaalarmować Renesmee, ale jej próby były z góry skazane na niepowodzenie, zwłaszcza, że obejmująca ją mama musiała doskonale czuć drżenie wstrząsanego szlochem ciała.
– Cii… Wszystko jest w porządku – usłyszała. – Alessia, kochana… – Zakołysała nią lekko, zupełnie jakby czas się cofnął, a Ali znów była małą dziewczynką.
Jęknęła i energicznie potrząsnęła głową, niemal siłą próbując zmusić się do zapanowania nad emocjami.
– Przepraszam – westchnęła, walcząc o oddech i coraz szybciej mrugając, by pozbyć się łez. Jak na złość, w miejsce jednych, natychmiast pojawiały się nowe, dodatkowo potęgując irytację. – Ja nie… Nic mi nie jest, ale… – Zamilkła, czując się bezradną i pokonaną.
– Dlaczego przepraszasz mnie za to, że płaczesz? – usłyszała, ale nie potrafiła znaleźć odpowiedzi na to pytanie.
Renesmee przygarnęła ją mocniej, więc ostatecznie się jej poddała, w końcu dając upust całej swojej frustracji. Przez pewien czas miała ochotę coś powiedzieć – chociażby to, jak bardzo się bała i jak denerwowało ją to, że Ariela nie było przy niej – ale formułowanie sensownych słów i zdań okazało się trudne, dlatego zdecydowała się odpuścić. W gardle czuła narastającą gulę, która utrudniała jej oddychanie, całkiem uniemożliwiając jej wydobycie z siebie głosu. Czuła się słaba, wykończona i już sama nie była pewna, jak wiele zostało w niej z tej dziewczyny, którą była. Wraz z upływem dni, ta obca natura coraz częściej dawała o sobie znać, potęgując strach i poczucie porażki, jakby ciągła gorączka i przeszywający jej ciało ból, który towarzyszył jej przy niemal każdym ruchu, nie stanowiły wystarczająco wymownej podpowiedzi.
Szloch cichł, choć przy tym wcale nie była w stanie nad nim zapanować. Oddychała ciężko, bardziej wykończona niż uspokojona; nie była pewna, jak wiele łez mogła uronić, ale najwyraźniej sporo i nic nie wskazywało na to, by w najbliższym czasie miały się wyczerpać. Płakała, szukając ukojenia, które nie nadchodziło, a mam pozwalała jej na to, co mimo wszystko było lepsze od duszenia tego wszystkiego w sobie. Płacz był dobry… Wiedziała o tym, a jednak podświadomie chciała przestać, przekonana o tym, iż traci czas; że jedynie wszystko pogarsza, bo…
Ale właściwie co mogła zrobić?
Wzięła jeszcze kilka głębszych wdechów, próbując wyrównać oddech i oczyścić gardło. Poczuła się trochę lepiej, ale to wciąż nie było to, czego mogłaby oczekiwać. No cóż, nie oczekiwała cudów, ale mimo wszystko byłoby lepiej, gdyby jakiś jednak się wydarzył.
– Twój brzuch… – wymruczała nieco niewyraźnie, próbując jakoś oswobodzić się z objęć mamy.
– Wszystko jest w porządku – ucięła tamta stanowczo, ale pozwoliła jej się odsunąć. – Nie jestem aż taka krucha – dodała z przekonaniem, machinalnie muskając dłonią dolną część swojego ciała.
Alessia pokiwała głową, po czym z zaciekawieniem spojrzała na kryjące się pod czarną koronką zaokrąglenie. Kiedy ciocia Layla jeszcze nosiła pod sercem dziecko, zmianę w jej sylwetce było widać na odległość, więc tym dziwniej podchodziła do tego, co działo się z Renesmee. Gdyby jej nie znała, naprawdę nie zorientowałaby się, że mama nieznacznie przytyła – co najwyżej kilka centymetrów; nic dziwnego, gdyby była człowiekiem, ale w przypadku pół-wampirów takie rzeczy się nie zdarzały. Coś w istocie było na rzeczy i badania to potwierdziły, jednocześnie wykluczając, by cokolwiek było z dzieckiem albo z ciążą nie tak.
– Dalej prawie niczego nie widzę – poskarżyła się, instynktownie decydując się na zmianę tematu.
Mama spojrzała na nią krótko, ale znacząco, ostatecznie jednak zdecydowała się zachowywać tak, jakby nic się nie wydarzyło.
– Ja też nie – przyznała i mimo wszystko wydawała się zmartwiona. – Ale czuję. Nie jestem pewna, jak to rozumieć, ale jest zupełnie inaczej niż w przypadku twoim i Damiena.
– No tak… Z nami było gwałtowniej – mruknęła z udawanym entuzjazmem.
– Powinnam być bliska rozwiązania – wyjaśniła w zamyśleniu. – Tym razem jest zdecydowanie wolniej, niemal… Czy ja wiem? Na pewno przytyłam – uśmiechnęła się blado – ale to nie jest to samo. Ciągle nie czuję ruchów, ale zmęczenie już tak. Gabriel mówi, że zaczynam być apatyczna. – Wywróciła oczami. – No i czasami mnie boli, ale…
Alessia zachłysnęła się powietrzem.
– Że co? – pisnęła, czując narastającą panikę. Jedna tragedia rodzinna wystarczyła na przynajmniej wiek, a ona nawet się nie zorientowała! – Mamo, co ty mówisz? Czy dziadek…
– Och, nie! Źle mnie zrozumiałaś – zreflektowała się, wyraźnie speszona. – Nie mówię o brzuchu. Z dzieckiem wszystko jest w porządku.
Spojrzała na nią z powątpiewaniem, niepewna, co takiego powinna o tym sądzić. Ale mama naprawdę wyglądała na spokojną, więc może w istocie nie widziała powodów, żeby się martwić.
– No dobrze. Ale w takim razie co…?
Wzruszyła ramionami, nagle zażenowana. Miedziane włosy opadły jej na policzki, kiedy pochyliła głowę i ciasno objęła się ramionami, zakrywając biust.
– Po prostu czasami czuję się… obco – wyjaśniła, a Ali zapragnęła roześmiać się histerycznie. – Nie powodów, żebyś się przejmowała. Właściwie wcale nie powinnaś się zadręczać – dodała, ale to nie zabrzmiało pewnie.
– Chyba dobrze wiem, co masz na myśli. – Jeśli chodziło o wrażenie obcości ciała, znała je aż nazbyt dobrze.
Mama nie odpowiedziała, ale Alessia tego nie oczekiwała. W zamian jedynie przytuliła się do niej raz jeszcze, bardziej stanowczo, wtulając twarz w jej włosy i wdychając znajomy zapach, który od dziecka przynosił jej ulgę oraz poczucie bezpieczeństwa. Tym razem nie zadziałało aż tak, ale i tak było przyjemne.
Poczuła muśnięcie ciepłych warg na czole i mimowolnie zadrżała.
– Powinnam chyba sprawdzić, czy wszystko jest w porządku. Może Gabriel wie, czy z Layla wróciła albo… – zaczęła, ale takim tonem, że gdyby Ali chciała, mogłaby ją zatrzymać.
– Jasne – powiedziała pośpiesznie. – Kocham cię, mamo.
Renesmee zawahała się, ale ostatecznie ześlizgnęła się z łóżka, powoli ruszając w stronę drzwi.
– Ja ciebie też – powiedziała na odchodne, stojąc już w progu. – Pamiętaj o tym.
Alessia zmarszczyła brwi, skonsternowana. Dlaczego jej słowa zabrzmiały trochę tak, jakby było ostrzeżeniem albo… prośbą?

1 komentarz:

  1. Aww, bardzo spodobał mi się ten rozdział. Jest w nim dużo Ali i Renesmee i stwierdzam, że to mi się podoba :) Jest na swój sposób uroczy, pomijając tą sytuację z Alessią. Nie myślałaś może, aby kiedyś tam, w przyszłości napisać więcej takich rozdziałów? No jeśli Ali przeżyje oczywiście, a nie ukrywam, że mam nadzieję, iż się tak stanie :)
    Trochę zastanawia mnie fakt baardzo powolny rozwój drugiej ciąży Renesmee, biorąc pod uwagę szybki przebieg pierwszej, kiedy spodziewała się Ali i Damiena... Gdyby ktoś nie wiedział, że jest pół wampirzycą, to mógłby nawet stwierdzić, że rozwija się w ludzkim tempie... Ja na miejscu Renesmee zaczęłabym się troszkę niepokoić, dlaczego przebiega ona tak wolno, ale jak widać, nie ma na razie powodów do obaw... Mam nadzieję, że niedługo to, dlaczego druga ciąża Nessie przebiega wolniej od pierwszej, wyjaśni się :)
    No i oczywiście cały czas zastanawiam się, czy Al przeżyje tą przemianę w wilkołaka... Cóż, zostały tylko niecałe dwa dni do pełni. Wtedy wszystko się wyjaśni ;)
    Pozdrawiam ciepło i do napisania <3
    lilka24

    OdpowiedzUsuń









After We Fall
stories by Nessa