04.04.2014

Osiemdziesiąt dwa

Renesmee
– No dobra, mogłabyś mi wreszcie wyjaśni, co…?
Layla syknęła, skutecznie mnie uciszając. Podrygiwała, poza tym bardziej niż zwykle przypominała pobudzony płomień, więc zaczynałam się niepokoić. Co prawda siostra Gabriela od zawsze była nadpobudliwa, a czasami zachowywała się – delikatnie mówiąc – dziwnie i to wcale nie z powodu zachodzących w jej organizmie zmian. Nie był tak jak w przypadku Rufusa, który w swoich najbardziej niebezpiecznych momentów wydawał składać się z maniakalnego zapału i czystej energii. On był żywiołem, to wiedziałam, ale w przypadku Layli…
A teraz zaczynała mnie niepokoić i już po prostu nic nie byłam w stanie na to poradzić. Już kiedy się pojawiła, oczywistym stało się, że coś zdecydowanie jest na rzeczy, a ja raczej nie powinnam próbować odmawiać, ale to powoli zaczynało być ponad moje nerwy. Nienawidziłam tych chwil, kiedy nie miałam zielonego pojęcia, co takiego się dzieje i Licavoli doskonale o tym wiedzieli. Kiedy początkowo traktowali mnie jak dziecko, byłam coraz bliższa szewskiej pasji, ale zdawało mi się, że ten etap mam już za sobą. Niestety, znów czułam się młoda i głupia, zwłaszcza kiedy tak obserwowałam swoją rozemocjonowaną szwagierkę, próbując stwierdzić, co takiego tym razem strzeliło jej do głowy.
Czasami, kiedy zdarzało mi się wspominać moich bliskich, tęskniłam za przesadnym wręcz entuzjazmem Alice. W jej przypadku energii starczyło za wszystkich, a jednak teraz chochlik wydawał mi się spokojny, w obliczu tego, co działo się z Laylą. Jej aura wręcz lśniła jasnym blaskiem, niczym latarnia morska, przez co nie byłam w stanie przyjrzeć się na tyle uważnie, żeby wyciągnąć jakieś konkretne wnioski. Layla była podekscytowana, a przy tym dziwnie zaniepokojona. Mnie udzielało się zwłaszcza to drugie.
No tak, to było do przewidzenia, że przy Rufusie kiedyś tak się to skończy, pomyślałam z przekąsem i ledwo powstrzymałam się od wywrócenia oczami. W porządku, wszyscy wiedzieli, że Rufus był zdrowo walnięty, może nawet szalony. Na dodatek był naukowcem, co w efekcie dawało istną mieszankę wybuchową, zwłaszcza kiedy dorzuciło się do tego kogoś takiego, jak Layla. Nie jestem pewna, czy istniała jakakolwiek jeszcze para taka jak oni, ale nie chciałam wyciągać zbyt pochopnych wniosków. Co tak naprawdę mogłam wiedzieć, skoro Rufus miał skłonności do ironizowania, a przez większość czasu pozostawał zadeklarowanym samotnikiem i jedyną osobą, której towarzystwo znosił, była Layla? Niemniej, gdyby w jej przypadku zmiana postępowała, a szaleństwo Rufusa bywało zaraźliwe…
Layla bardziej stanowczo pociągnęła mnie korytarzem Niebiańskiej Rezydencji. Trzymała mnie tak mocno, że jak nic dorobiłam się siniaków, miałam zresztą wrażenie, że za moment wyrwie mi rękę ze stawów. Szła szybko, nie zawracając sobie głowy ludzkim tempem i nawet nie rozglądając się dookoła. W pośpiechu zarejestrowałam jedynie, że po obu stronach korytarza są dziesiątki podobnych do siebie, drewnianych drzwi, których nie byłam w stanie rozróżnić. Byłyśmy w części mieszkalnej, a widok Robin – jednej z wampirzyc, która zamieszkiwała rezydencję Dimitra, a teraz z zaciekawieniem obserwowała nas ze swojego pokoju – jedynie utwierdził mnie w tym przekonaniu. Mimochodem pomyślałam, że gdzieś tutaj jest komnata, gdzie wraz z Gabrielem uczciliśmy naszą rocznicę ślubu (dzięki Bogu, Layla nie patrzyła na mnie, więc nie zauważyła, że się zarumieniłam), ale dziewczyna nie dała mi okazji, żeby się zastanowić.
Usłyszałam, że mruczy pod nosem, w pośpiechu odliczając drzwi po prawej stronie. Wraz z „piętnaście” zatrzymała się i bezceremonialnie ruszyła w ich stronę. Coś cicho kliknęło i otworzyły się przed nami same, zanim zdążyłaby je staranować. Znalazłyśmy się w jednej z komnat gościnnych, podobnej do tych, które już kilka razy miałam okazje tutaj zajmować. Przelotnie zerknęłam na ustawione pod ścianami, drewniane meble, starannie zasłane łóżko i kilka rzuconych na krzesło ubrań. Po jaskrawych kolorach poznałam, że to jak nic rzeczy Layli, co przypomniało mi, że przecież tutaj mieszka odkąd laboratorium stało się problematyczne w użytkowaniu.
Layla pociągnęła mnie w stronę łazienki, dopiero w środku puszczając moją rękę i decydując się zatrzymać. Natychmiast wykorzystałam sytuację i demonstracyjnie pocierając obolały nadgarstek, rzuciłam jej naglące spojrzenie.
– O co chodzi? – zapytałam pośpiesznie, zanim znów zdecydowałaby mi się przerwać. Z jakiegoś powodu czułam ulgę, że nie ma tutaj Rufusa. – Chciałaś mi coś pokazać, a ja dalej nie mam pojęcia o co chodzi – zarzuciłam jej.
Westchnęła i poprawiła włosy. Loki miała w nieładzie i zastanawiałam się, czy w ostatnim czasie miała w rękach coś takiego jak grzebień czy szczotka. Z rozszerzonymi źrenicami, błyskiem w oczach i zarumienioną cerą wyglądała… niepokojąco.
– Wiem, przepraszam – zreflektowała się. Kiedy zaczęła mówić, wyrzucała z siebie słowa z prędkością karabinu maszynowego. Wyglądała jakby za moment miała wyjść z siebie i stanąć obok, rozniesiona przez emocje, ale jakoś nie miałam ochoty tego oglądać. – Po prostu cię potrzebuję. Rufusa nie ma, a ja chciałabym zrobić to zanim wróci.
– Dlaczego? Pokłóciliście się? – Pokręciła głową, po czym z westchnieniem oparła się plecami o brzeg umywalki.
– Nie o to chodzi – zapewniła, ale głos miała drżący. – Po prostu… Och, czekaj, muszę się uspokoić – jęknęła, biorąc głęboki wdech.
Obserwowałam ją, kiedy tak raz po raz nabierała powietrza do płuc, ale nic nie mówiłam. Layla zresztą po kilku sekundach najwyraźniej poczuła się trochę lepiej, bo mimo przeciągającego się milczenia, wyprostowała się i przeszła kilka kroków. W zamyśleniu schyliła się po coś, co leżało na podłodze, po czym uniosła niewielką płócienną torbę, której wcześniej nie zauważyłam. Cokolwiek w niej było, nie wyglądało na ciężkie, ale dla Layli najwyraźniej było ważne, bo kurczowo przycisnęła pakunek do piersi.
Layla westchnęła przeciągle i osunęła się na ziemię, bez chwili zastanowienia siadając na chłodnej posadzce. Zaniepokojona podeszła bliżej, a wtedy uniosła głowę, przenosząc na mnie spojrzenie błękitnych tęczówek.
– Dobrze się czujesz? – zaniepokoiłam się, nagle tracąc pewność siebie. Gdzie był Rufus? Jeśli coś było nie tak, to jego potrzebowała bardziej ode mnie. Ewentualnie Carlisle’a albo Theo, ale dlaczego w takim razie przyszła zobaczyć się ze mną? – Layla…
– Jestem cała. Absolutnie cała – zapewniła, zbywając mnie machnięciem ręki. – Po prostu… Cholera, Renesmee, o nic mnie nie pytaj, okej? Już wystarczy, że musiałam pochodzić za Michaelem, żeby wyświadczył mi przysługę – mruknęła, krzywiąc się.
Chyba wolałam nie wiedzieć, co takiego mu obiecała. Znając Michaela, jak zwykle wyszedł na swoje.
– Jaką przysługę? – zaryzykowałam, bo Layla jakoś niespecjalnie śpieszyła się do tego, żeby mi odpowiedzieć.
Faktycznie, nie odezwała się, ale to nie miało znaczenia. Przez jeszcze kilka sekund patrzyła na mnie w absolutnym skupieniu, zanim z westchnieniem wysypała na podłogę zawartość płóciennej torebki. Na posadzce wylądowało dokładnie sześć kolorowych pudełeczek, każde inne, chociaż kiedy nachyliłam się, żeby przyjrzeć się lepiej, odkryłam, że zawartość jest dokładnie taka sama.
Gwałtownie zaczerpnęłam powietrza do płuc, zaskoczona. To na co patrzyła, było ni mniej, ni więcej, a testami ciążowymi.
– No nie patrz tak na mnie! – żachnęła się. Zarumieniła się nawet mimo wiecznej gorączki, która nadawała jej bladej cerze bardziej zdecydowany odcień. – Michael mi omal głowy nie urwał, kiedy poprosiłam go, żeby to dla mnie zdobył… W zasadzie to najpierw powiedział nie, a jak poprosiłam go, żeby przynajmniej powiedział mi, czy widzi coś w przyszłości, po prostu zniknął. No i wrócił z tym, ale już mniejsza o to. – Sama nie byłam pewna, dlaczego się przede mną tłumaczyła. Sądząc po minie Layli, ona również nie znała odpowiedzi na to pytanie. – Renesmee…
– Czy ty…? – zaczęłam w tym samym momencie, spoglądając na nią rozszerzonymi oczami. Machinalnie pokazałam dłońmi gest zaokrąglającego się brzucha.
W oczach Layli dostrzegłam znajomą mi już mieszankę strachu i podekscytowania. Nic z tego nie rozumiałam, ale przynajmniej wiedziałam już, dlaczego od rana zachowywała się tak dziwnie.
– Nie wiem. Zaczęłam podejrzewać po przesileniu, a testy Michael podrzucił mi zaraz po tym, ale jeszcze nie sprawdziłam. Po prostu spanikowałam! – przyznała i zaśmiała się nerwowo. – Poza tym czekałam na moment, kiedy… Czy ja wiem? Wolałabym nie robić tego przy Rufusie.
Czyli Rufus nie wiedział. Cudownie. Teraz jeszcze brakowało tego, żeby pojawił się, kiedy obie tutaj będziemy i to na dodatek w otoczeniu testów ciążowy. Nie był przecież głupi, zresztą wyciągnięcie wniosków w tej sytuacji miało być dziecinnie proste. Na pewno nie chciałam wtedy tutaj być i miałam nadzieję, że Layla nie przyciągnęła mnie tutaj tylko po to, żebym robiła za rozjemcę, kiedy już przyjdzie co do czego. Nie, zdecydowanie nie wyobrażałam sobie Rufusa jako ojca, w zasadzie nie widziałam go w żadnej przyziemnej roli, ale…
Cholera. Nie, zdecydowanie nie zamierzałam zrobić za niemego świadka, kiedy oni będą sobie rozmawiać.
– Layla…
Dziewczyna spojrzała na mnie zażenowana, po czym ciężko westchnęła.
– Spokojnie. Przecież Rufus to moja sprawa, poza tym… My to planowaliśmy, dobra? Nic wam nie powiedziałam, bo sama nie byłam pewna, czego chcę, zresztą… Ach, nieważne. Tak czy inaczej, tutaj nie chodzi o Rufusa – uspokoiła mnie, przynajmniej w miarę możliwości. Bez przekonania skinęłam głową. – Nie mam odwagi sprawdzić. Rozumiesz? To takie dziwne… Boję się, że coś pomyliłam… Ale ja tak bardzo bym chciała, Renesmee! Może już całkiem upadłam na głowę, ale bym chciała. Od jakiegoś czasu… – Urwała, wbijając wzrok w pudełeczka na ziemi.
– Hej. – Instynktownie ujęłam ją za rękę, bliska paniki. Nie lubiłam takich sytuacji; po mamie i Charliem miałam to, że wolałam unikać chwil, kiedy pojawiało się zdecydowanie zbyt wiele emocji. Poza tym… Cóż, to była Layla. Zwykle to ona pocieszała mnie, nigdy odwrotnie. – Będzie w porządku. To znaczy…
– Wiem – przerwała mi. Spróbowała się uśmiechnąć, ale wyszedł jej z tego grymas. Mimo wszystko lepsze niż nic, ale i tak czułam się dziwnie. – Pewnie niepotrzebnie panikuję. Będzie dobrze – powiedziała z przekonaniem, którego zdecydowanie nie odczuwała. Kiedy znów spróbowała się uśmiechnąć, tym razem wyszło jej to w pełni naturalnie. – Nie chciałam się z tobą zobaczyć, żebyś musiała mną potrząsać. Po prostu… Nessie, kochana, możesz coś dla mnie zrobić? – zapytałam, spoglądając na mnie tymi dużymi, błękitnymi oczami.
Coś przewróciło mi się w żołądku. Pewnie powinnam jej odmówić, zwłaszcza kiedy słyszałam ten dobrze mi znany, perswazyjny ton, ale co tak naprawdę mogłam zrobić? Layli się nie odmawiało, zwłaszcza kiedy uśmiechała się w ten olśniewający sposób.
Do diabła z Licavolimi!, pomyślałam i z powątpieniem potaknęłam. Uśmiech Layli stał się jeszcze bardziej pogodny.
– No dobra… Ale o co chodzi? – zapytałam, wciąż trzymając się myśli o tym, że w każdej chwili mogę się wycofać.
Layla ujęła jedno z kolorowych pudełeczek, zaczynając je obracać w palcach. Wzrok miała zamglony, poza tym poruszała kartonikiem zdecydowanie zbyt szybko, żeby być w stanie cokolwiek przeczytać. Byłam niemal pewna, że wcześniej przejrzała już wszystkie instrukcje przynajmniej kilkukrotnie i mogłaby mi cytować poszczególne z pamięci.
Kiedy w końcu skoncentrowała na mnie wzrok, jej oczy lśniły niepokojąco.
– To nic takiego – zapewniła mnie. – Ale powiedz mi… Jesteśmy najlepszymi przyjaciółkami, prawda?
– Layla – westchnęłam, ledwo powstrzymując się od wywrócenia oczami. – Powiedz mi o co chodzi – ponagliłam, dobrze znając jej sposoby na przeciąganie pewnych kwestii w czasie.
– Dzięki. Uznaję, że już się zgodziłaś – stwierdziła z entuzjazmem, właściwie mając rację, ale i tak nie byłam przekonana. – Chodzi o to… Ja oszaleję, jeśli będę musiała poczekać tych kilka minut, rozumiesz? Dlatego pomyślałam sobie… Kurczę, mogłabyś zrobić jeden? Proszę – dodała, dosłownie wciskając mi pudełeczko do rąk.
Spojrzałam z niedowierzaniem na nią, a później na test ciążowy w swoich rękach. To nie była jakaś specjalnie wymagająca prośba, ale i tak cała spąsowiałam, zdezorientowana.
– Ja… Co?
Layla westchnęła.
– Prosiłam cię o to, żebyś mnie wsparła. Zróbmy te cholerne testy razem, a może wtedy nie oszaleję, czekając na wynik – powtórzyła, ostrożnie dobierając słowa. – Serio. Zanim znowu stchórzę.
Wciąż patrzyłam na nią tępo, nie tyle nie rozumiejąc, co nie potrafiąc pojąć o co mnie prosiła, ale to nie miało w tym momencie znaczenia. W zasadzie jaki miałam wybór? Mogłam odmówić, ale tak naprawdę nie miałam powodów, żeby tak zrobić. Layla czasami miewała dziwne pomysły, ale to było coś nowego, a ja nie potrafiłam tak jej zostawić.
Przyjęłam pudełeczko, po czym – ważąc je w dłoni – powoli podniosłam się i stanęłam na równe nogi. Layla uśmiechnęła się do mnie blado i skinęła w stronę drzwi, prowadzących z powrotem do komnaty. Spojrzałam na nią z powątpieniem, ale była już skoncentrowana na pozostałych pięciu testach, więc dyskretne się wycofałam, żeby zostawić ją samą. Dopiero kiedy zamknęłam za sobą drzwi i z powrotem znalazłam się w zajmowanym przez Laylę i Rufusa pokoju, pozwoliłam sobie na przeciągłe westchnienie. Nie byłam zachwycona myślą o tym, o co prosiła mnie siostra Gabriela, chociaż sama nie byłam przekonana dlaczego.
To tylko głupi test, pomyślałam. Wzruszyłam ramionami, raz jeszcze spoglądając na pudełeczko. Łazienka była jedna, dlatego wyszłam z pokoju, kierując się do sąsiedniej komnaty, bo wyczułam, że jest pusta. Kiedy już znalazłam się w przylegającej do niezamieszkanego pokoju łazience – w królewskich barwach purpury, pełnej zdobień i piekielnie luksusowej – w pełni skoncentrowałam się na pudełeczku i jego zawartości. Biały, przypominający pisak kawałek plastiku wyglądał niepozornie, ale i tak kilkukrotnie przeczytałam instrukcję. Czułam się idiotycznie i chciałam przeciągnąć pewne sprawy w czasie, właściwie nie rozumiejąc dlaczego. Przecież to było wsparcie dla Layli, na dodatek mentalne, prawda?
Prawda.
Nie minęła nawet minuta, jak mogłam wrócić do komnaty i do Layli. Cóż, nie śpieszyłam się jakoś szczególnie, dochodząc do wniosku, że sama czułabym się niezbyt komfortowo, gdyby ktoś sterczał pod drzwiami w tak ważnym momencie. W palcach obracałam zużyty test, niezbyt zainteresowana, bo przecież wiedziałam jaki będzie wynik. Według opisu powinnam zaczekać całych dziesięć minut, co w sytuacji Layli faktycznie musiało być zbrodnią, ale ja nie byłam zdenerwowana – a przynajmniej nie powinnam być.
Mniej więcej na minutę przed czasem spokojnym, ludzkim krokiem wyszłam z powrotem na korytarz. Przez moment nasłuchiwałam, ale nie doszły mnie żadne dźwięki, nawet w pokoju Layli. Panująca cisza miała w sobie coś groźnego, jakby jak na ironię wszyscy w koło zamarli w oczekiwaniu. Jasne, wampiry potrafiły poruszać się bezszelestnie, a i brak pulsu bywał problematyczny, ale czułabym się pewniej, gdybym mogła doświadczyć czegoś więcej prócz własnego oddechu czy odgłosu kroków. Palce machinalnie mocniej zacisnęłam na teście, po czym – pod wpływem impulsu – zerknęłam na pole, gdzie powinien pojawić się wynik.
A potem już tylko stałam i patrzyłam, wolną rękę zaciskając na klamce drzwi komnaty. Patrzyłam tak długo, aż obraz zamazał mi się przed oczami i wszystko zlało się w różnobarwną smugę; z opóźnieniem uświadomiłam sobie, że nie oddycham, więc pośpiesznie zaczerpnęłam powietrza, ale w efekcie omal się nie zakrztusiłam.
O mój Boże…
– Renesmee?
Aż podskoczyłam, kiedy ktoś wymówił moje imię. Natychmiast poderwałam głowę, błyskawicznie wciskając test ciążowy do tylnej kieszeni jeansów. Mój wzrok natychmiast powędrował w stronę zmierzającego w moją stronę Rufusa. Nie byłam pewna, czy cokolwiek zauważył, ale akurat walczył z materiałem przydługiego płaszcza, który musiał chronić go przed jasnością na zewnątrz, więc jakoś szczególnie mi się nie przypatrywał.
– Cześć – mruknęłam, starając się wyglądać jak gdyby nigdy nic. Miałam wrażenie, że mój głos brzmi dziwnie, więc spróbowałam dyskretnie odchrząknąć. – Jak leci?
– Pomijając fakt, że dzisiejszy dzień to istna pułapka dla wampirów, a laboratorium nadal mam w kawałeczkach? Znakomicie.
Świetnie. Rufus był sarkastyczny. Zdecydowanie dzień jak co dzień.
– Przynajmniej wychodzisz – zauważyłam, a wampir wywrócił oczami. – No co? Ja jakoś niespecjalnie chciałabym po tym wszystkim wracać do podziemi.
– Faktycznie – przyznał, w końcu zatrzymując się obok mnie. W roztargnieniu spojrzał na przewieszony przez ramię płaszcz i niemal z ulgą odrzucił go na bok. – Pewnie też bym tak mówił, gdybym każdego dnia nie ryzykował, że przypadkiem się usmażę. Wiesz, jeśli spojrzeć na to od tej strony, sama musisz przyznać, że nawet tunele wydają się fantastyczną alternatywą.
– Tu też jest cień.
Otworzył usta i zaraz je zamknął, w zamian mrucząc coś gniewnie w języku, którego nie zrozumiałam. Może nawet lepiej. Swoją drogą, musiałam przyznać, że brzmiało to całkiem melodyjnie i nie przypominało żadnych znanych mi słów.
Postanowiłam nie drążyć tematu. Rufus nie lubił, kiedy ktoś wyciągał jakiekolwiek sensowne wnioski szybciej od niego, nie wspominając o negowaniu tego, co jemu wydawało się słuszne.
– Tutaj nie mogę pracować. To problematyczne, wiesz? – zapytał ni z tego, ni z owego. – Wiem, co sobie myślisz, ale to wcale nie jest takie maniakalne, jakim mogłoby się wydawać. Poza tym… Hm, wciąż liczę na to, że uda mi się coś z tym zrobić – powiedział absolutnie poważnie, wymownie zerkając najpierw na siebie, a potem na płaszcz.
Nie od razu zrozumiałam, ale kiedy już do mnie dotarło, spojrzałam na niego zaskoczona.
– Och, ty nadal…? – Nie wiedziałam jak dokończyć, więc gestem pokazałam mu wbijanie kłów w szyję.
Na ustach wampira pojawił się nieco niepokojący uśmiech.
– Nie. Ale czasami to czuję. Coś… Coś jak zew – przyznał, zamyślając się. – Nie posunąłem się zbyt daleko, jeśli chodzi o ulepszanie formuły. Teraz mam kilka ważniejszych projektów dla Dimitra, ale między czasie chciałbym przynajmniej poszukać sposobu na to, żebyśmy mogli wychodzić na słońce… To znaczy my, wampiry – dodał, chociaż to wydawało się oczywiste. Lekko zmarszczył brwi. – Wiesz, co jest w tym najbardziej frustrujące? Że mam wrażenie, że powinienem wiedzieć na czym to wszystko działa. Może już jestem męczący tym tematem, ale ta przemiana nie daje mi spokoju. Mam wrażenie, jakby mój umysł spowijały cienie – widzę kształt myśli, czuję je, ale nie potrafię przywołać ich do siebie.
To, co mówił, brzmiał niepokojąco. Milczałam, próbując ukryć, że na ramionach i karku włoski stanęły mi dęba. Może chodziło tutaj o to, że to był Rufus – w jego przypadku to wystarczyło – ale z drugiej strony…
Przełknęłam z trudem. Z jakiegoś powodu miałam wrażenie, że test w kieszeni spodni jest ciężki i dosłownie pali moją skórę przez ubranie.
– Ach… Przestraszyłem cię – zauważył Rufus, co poniekąd było prawdą. – Pachniesz goryczą, co oznacza strach.
– Naprawdę? – Szlag, takich rzeczy nie słyszy się na co dzień, a nawet Miast Nocy miało swoje granice. – Ech… Muszę już iść – wykręciłam się i chciałam odejść, ale wtedy jego palce bezceremonialnie zacisnęły się na moim ramieniu.
– Poczekaj. – Uścisk nie był silny, więc nie sprawił mi bólu, ale okazał się dostatecznie zdecydowany, żeby odwrócić mnie w jego stronę. – Wybacz. Nie zawsze potrafię być taki… delikatny, jak moglibyście oczekiwać. A ty z jakiegoś powodu tutaj przyszłaś – zauważył przytomnie.
Spróbowałam oswobodzić ramię, więc mnie puścił, w roztargnieniu spoglądając na swoją rękę, jakby zaskoczony, że w ogóle mnie złapał. Pomiędzy jego brwiami pojawiła się pionowa zmarszczka, ale prawie natychmiast twarz na powrót przybrała opanowany wyraz.
– Byłam u Layli – wyjaśniłam, wymownie zerkając na drzwi – ale teraz muszę lecieć. Pewnie będzie chciała z tobą porozmawiać – stwierdziłam.
Rufus rzucił mi przenikliwe spojrzenie, ale je zignorowałam. Cofnęłam się o kilka kroków, nie chcąc spuszczać go z oczu, po czym w końcu odwróciłam się na pięcie i szybkim krokiem ruszyłam przed siebie, ledwo powstrzymując się od biegu. Chciałam jak najszybciej wrócić do domu, chociaż jednocześnie wcale nie byłam pewna, czy chcę się tam znaleźć. Tak po prawie, sama już nie wiedziałam, co powinnam o tym myśleć.
Cóż, Layla musiała my wybaczyć – istniały sprawy, które były ponad moje siły.
A ta zdecydowanie do nich należała.

2 komentarze:

  1. Dziękuję za częściowe zaspokojenie mojej ciekawość :)
    Wiesz, domyślałam się o co chodzi i miałam rację, kurczę ale ja chcę uż poznać wynik! Niech ona będzie w ciąży, ja już w ogóle sobie wyobrażam takiego małego chłopca/dziewczynkę biegającą po laboratorium w białym fartuchu z fiolką w rączce i krzyczący "Tato, pomogę Ci!"
    Ale wiesz to jest tylko koja wyobraźnia ale fajnie by było, chociaż Rufus w roli ojca??? Mogłoby być ciekawie :)
    No cóż muszę czekać na to co tam wymyśliłaś :)

    Też bym chciała taką przyjaciółkę jak Layla, taka energiczna i wesoła :)

    Jeszcze Renesmee... Tego się nie spodziewałam, że ona też będzie robić test, no i jeszcze to jej zaskoczenie. Czyżby Ali i Damien mieli mieć jeszcze rodzeństwo?

    Rozdział bardzo fajny z zniecierpliwieniem czekam na nn
    Pozrowionka :)

    Lila

    OdpowiedzUsuń
  2. Przepraszam, że nie skomentowałam poprzednich rozdziałów, ale musiałam przyszykować się na imprezę do koleżanki. Jestem totalnie zdziwiona tym, że ta gazeta umieściła artykuł o Ali i Arielu. Wcale mi się to nie podoba, a najwyraźniej nikt z rodziny Ali tego jeszcze nie widział. Zdziwiłam się, że to Rufus chciał z nią porozmawiać, i chyba nawet dobrze.
    A wracając do tego rozdziału... Myślałam, że Rufus już coś zauważy. No, bo kto normalny robi test wiedząc, że i tak nie jest w ciąży? Prośba Layli trochę mnie zaskoczyła, ale i rozśmieszyła. Kurde, chcę zobaczyć minę Rufusa jak się dowie, że Layla i on będą mieli dziecko :D
    Niecierpliwie czekam na następny rozdział :*
    Pozdrawiam,
    Gabrysia
    PS - przepraszam, ze nie dodałam nn, ale nie dam rady dodać jej dzisiaj ;3

    OdpowiedzUsuń




After We Fall
stories by Nessa