15.04.2014

Dziewięćdziesiąt trzy

Alessia
Z bijącym sercem obejrzała się za siebie. Damien stał w przedpokoju, opierając się o ścianę tuż obok prowadzących do salonu drzwi. Jego czekoladowe oczy wydawały się jarzyć w mroku, ciemniejsze niż zwykle i mocno zaniepokojone. Był świetny w panowaniu nad emocjami – nauczył się tego od ojca – ale w tych momentach zwykle ją niepokoił.
Powoli wypuściła powietrze z płuc, ledwo powstrzymując się od jęku frustracji. Spróbowała się rozluźnić i zachowywać tak, jakby wszystko było w porządku, ale obawiała się, że Damien i tak jest aż nazbyt świadomy tego, jak bardzo czuła się zdenerwowana. Obserwował ją z pozornym spokojem, czekając na odpowiedź i chociaż nie miała wrażenia, żeby na nią naciskał, coś podpowiadało jej, że tak łatwo nie odpuści. Jeśli w grę wchodziło jej bezpieczeństwo, Damien potrafił być nie tyle nadopiekuńczy, co wręcz zaborczy.
– Już wróciłam – zauważyła spokojnie, nawet na niego nie patrząc. Puściła barierkę, po czym zaplotła obie dłonie za plecami, próbując ukryć fakt, że kurczowo zaciska je w pięści.
– To nie jest odpowiedź na moje pytanie – zauważył przytomnie Damien, prostując się. Odepchnął się od ściany i podszedł bliżej, nie spuszczając z niej wzroku. – Czuję twoje zdenerwowanie. Chciałbym wiedzieć, gdzie byłaś.
– W żadnym szczególnym miejscu – odparła wymijająco. Między brwiami brata dostrzegła pionową kreskę, która dobitnie świadczyła o tym, że albo jej nie wierzy, albo przynajmniej ma wątpliwości. – Kręciłam się po lesie i trochę straciłam poczucie czasu.
– Ach tak…
Damien odrobinę się rozluźnić, ale coś w jego spojrzeniu ją niepokoiło. Nienawidziła tych momentów, kiedy wydawał się mieć nad nią przewagę, nawet nieświadomie sprawiając, że czuła się zawstydzona i obnażona. Kiedy tak na nią spoglądał, miała wrażenie, że miał rentgen w oczach albo bezkarnie siedzi w jej głosie, śledząc myśli, chociaż to nie było możliwe; po pierwsze, Damien był zbyt uczciwy na to, żeby przynajmniej spróbować, a po drugie – była już dość wprawiona w używaniu mocy, żeby mu to uniemożliwić.
Wahała się przez moment, rozdarta między pragnieniem pójścia do pokoju, a upewnieniem się, że brat nie będzie niczego podejrzewał. Teraz, kiedy zaczęło do niej docierać, że jest bezpieczna, poczuła wyrzuty sumienia z powodu tego, że tak po prostu zostawiła Ariela, ale przecież nie mogła postąpić inaczej. Ostatecznie wzięła się w garść i zeskoczywszy ze stopni na które zdążyła już wejść, podeszła do Damiena, siląc się na blady uśmiech.
– Co jest, braciszku?
Damien wywrócił oczami.
– Naprawdę się mnie pytasz? Wpadasz do domu w środku nocy, na dodatek roztrzęsiona… – Wzruszył ramionami. – Może przesadzam, ale chyba sama przyznasz, że można się zaniepokoić.
– Hm… Przepraszam? – Posłała mu najbardziej niewinny i zarazem rozbrajający ze swoich uśmiechów.
Tym razem również się uśmiechnął, nareszcie się rozluźniając. Poczuła się pewniej, kiedy zauważyła, jak jego aura się uspokaja, wracając do naturalnego koloru przejrzystej, nieruchomej wody, wzbogaconej subtelnym, aczkolwiek wyrazistym złocistym blaskiem. Lodowaty błękit był aż nadto znajomy i Ali zapragnęła znaleźć się jeszcze bliżej, pozwalając żeby niezwykła aura chłopaka wymieszała się z jej własną, przynosząc jakże upragnione ukojenie.
– To jesteś cała ty, prawda? – zagaił Damien. Nie do końca była pewna, co takiego miał w tym momencie na myśli, ale chłopak już zmienił temat. – To jak? Powiesz mi gdzie byłaś, czy to jakaś szczególna tajemnica? – spróbował raz jeszcze; pytanie zabrzmiało niewinnie, jakby faktycznie kierowała nim wyłącznie ciekawość, ale Alessia zdawała sobie sprawę z tego, że kryje się za tym coś więcej. – Masz na sobie dziwny zapach – palnął ni stąd, ni z owąd, a ona zamarła, całkiem wytrącona z równowagi.
– Naprawdę? – Miała nadzieję, że wahanie w jej głosie uzna za zaskoczenie, a nie panikę. – Byłam w lesie. No wiesz, polowałam.
– Ty? – Damien uśmiechnął się pod nosem. – Nie żebym był upierdliwy, bo to działa Aldero, ale oboje wiemy, co sądzisz o „wegetarianizmie”.
– Ha, ha – mruknęła, wydymając usta. Przekomarzanie się z Damienem przychodziło jej z łatwością, poza tym było dziwnie normalne w zestawieniu z tym, co wydarzyło się zaledwie godzinę wcześniej. – Tak, faktycznie nie jesteś upierdliwy – sarknęła.
Damien mruknął coś pod nosem, ale przynajmniej dał za wygraną. Udało jej się rozluźnić i niewiele brakowało, żeby teatralnie odetchnęła z ulga, ale powstrzymała się, żeby niepotrzebnie nie ryzykować, że znów zacznie być podejrzliwy. Czasami jej brat potrafił być rozkosznie naiwny – nieświadomie albo celowo – co niejednokrotnie wykorzystywała, nawet jeśli wydawało się to nieuczciwe. Może faktycznie trochę go wykorzystywała, ale chyba taka była rola siostry, poza tym wyjątkowo miała słuszne cele. W końcu dobrze wiedziała, jaka mogłaby być reakcja Damiena na samą wzmiankę o Arielu, dlatego wolała nie ryzykować.
Wciąż czuła na sobie spojrzenie bliźniaka, dlatego pośpiesznie do niego podeszła i bezceremonialnie zarzuciła mu obie dłonie na szyję. Uniósł jedną brew ku górze, w jakiś dziwny sposób przypominając jej nagle Marco, ale przynajmniej odwzajemnił uścisk. Był od niej niemal o głowę wyższy, dlatego położył jej brodę na głowę; ciepły oddech zmierzwił jej włosy, kiedy chłopak cicho westchnął, najwyraźniej chcąc w ten sposób pokazać jej, jak wiele potrzebuje do jej zachowań cierpliwości.
– Mała złośnica – skomentował, chcąc ją rozprażyć, ale nie zamierzała dać się sprowokować. Uśmiechnęła się, nie kryjąc rozbawienia. – Mówię poważnie. A ty właśnie czerpiesz przyjemność z tego, że jestem kretynem i się martwię.
– Wcale nie – żachnęła się. – Poza tym… Wcale nie jesteś kretynem. Tego jednego nie mogę ci zarzucić, niestety.
– Mam uznać to za komplement? – zapytał i jakoś nie miała wątpliwości co do tego, że się uśmiechnął.
– To zależy, Złoty Chłopcze. – Odsunęła się, żeby na niego spojrzeć. Wywrócił oczami, słysząc przezwisko, które wymyślił Aldero… A w zasadzie jedno z nich. – Pewnie potrafiłbyś wyrecytować mi z pamięci dowolną pozycję z księgozbioru Calisle’a. Dla mnie to dziwactwo, ale ty faktycznie możesz uznać to za komplement.
– Za dużo czasu spędzasz z Aldero – stwierdził, ignorując jej wcześniejsze słowa. – To po pierwsze. A po drugie, po prostu powiedz mi, że nie chcesz gadać. Jak rozumiem, wolałbym nie wiedzieć, co też strzeliło ci do głowy, że pałętasz się po lesie w środku nocy, na dodatek podczas pełni? – Głos miał pogodny, ale przy końcu wyczuła w nim pełną napięcia nutę.
Zmusiła się do tego, żeby zachować neutralny wyraz twarzy.
– Nie – odparła poważniej niż zamierzała. – Zaufaj mi, wolałbyś nie wiedzieć.
Rzucił jej wymowne spojrzenie, ale skinął głową. Poczuła się dziwnie z tym, że miała przed nim jakąkolwiek tajemnicę i że on tak po prostu wydawał się ten stan rzeczy akceptować, ale nie zamierzała roztrząsać przyczyn jego decyzji. Zamierzała wręcz docenić to, że przynajmniej tymczasowo mogła uniknąć niewygodnych pytań i napięcia, które bez wątpienia wiązałyby się z wymijającymi odpowiedziami, których mogłaby mu wtedy udzielić. Damien był troskliwy, ale w większości wypadków potrafił zachować się w porządku, jeśli oczywiście akurat było mu to na rękę. Niestety, ale nigdy nie miała pewności, w jaki sposób mógłby zachować się względem niej, dlatego zamierzała docenić, że zrządzeniem losu miał na tyle dobry i wyrozumiały nastrój, żeby przyjmować każde, nawet jej najbardziej beznadziejne wyjaśnienia.
Wiedziała, że mimo wszystko się martwił, chociaż starał się tego nie okazywać. Wciąż czuła potrzebę, żeby znaleźć się w swoim pokoju, ale nagle odechciało jej się bycia samą, więc ostatecznie udała się w stronę pogrążonego w ciemnościach salonu, rozsiadając się w ulubionym fotelu Gabriela. Damien ruszył za nią, wcześniej za pomocą mocy pobudzając do działania stojąca w kącie lampę, której anemiczny, łagodny blask rozproszył panujący dookoła mrok. Alessia westchnęła cicho, machinalnie kierując wzrok w stronę opartej o bok fotela gitary. Ostrożnie ujęła ją w obie dłonie i ułożywszy na kolanach (oczywiście delikatnie, bo instrument był dla jej ojca świętością), trąciła palcami struny, wprawnie wygrywając kilka najprostszych taktów. Czuła, że Damien ją obserwuje, zastygły w wejściu do salonu i dziwnie niepewny, jakby nagle zaczęła go krępować. Już niejednokrotnie przyłapywała go na tym, że wpatrywał się w nią ten dziwny, intensywny sposób, ale od jakiegoś czasu zaczęła odnosić wrażenie, że coś w jego spojrzeniu się zmieniło, chociaż nie była pewna w jakim sensie. To było… niepokojące.
– Rodzice są w domu? – zapytała, stukając paznokciami w obudowę gitary; uparcie wpatrywała się w instrument, bezskutecznie próbując się rozluźnić.
– Jasne – odparł i nagle wszystko wróciło do normy, zwłaszcza jego spojrzenie. Ten pełen wyższości, odrobinę pobłażliwy wzrok stanowił coś w pełni akceptowalnego i jak najbardziej w stylu Damiena. Bywał arogancki, przede wszystkim względem niej, ale to nie robiło na niej żadnego wrażenia. – Nie czujesz? Wiesz zresztą, że ostatnio… No cóż, lubią siedzieć w domu.
Wzruszyła ramionami, kiwając w zamyśleniu głową. Odkąd okazało się, że mama zaciążyła, naprawdę niewiele brakowało do tego, żeby Gabriel zaczął nosić ją na rękach… A może raczej robiłby to, gdyby Renesmee w porę nie ustawiła go do pionu, przypominając mu o tym, że nie jest ani chora, ani tym bardziej umierająca. Rodzice niechętnie mówili o przebiegu ciąży przy niej i przy Damienie, najprawdopodobniej po to, żeby nie wpędzać ich w poczucie winy, ale Ali nie była głupia, kiedyś zresztą wzięła na spytki Rufusa i doskonale wiedziała o tym, że to dość… trudny okres, nawet dla pół-wampirzycy. Wiedziała również, że mama przechodzi to wyjątkowo łagodnie, bo mimo upływu czasu owej ciąży wciąż nie było po niej widać.
Inaczej sprawy wyglądały, jeśli chodziło o Laylę. Chociaż minął przeszło tydzień od momentu, kiedy ciotka przyznała, że również spodziewa się dziecka, wrażenie było takie, jakby od tej chwili minął cały miesiąc. Nawet jeśli doświadczenie było wymagające, Layla wydawała się rozkwitać, jakby zaokrąglający się brzuch w jakiś dziwny sposób dodawał jej energii. Jeśli wcześniej wszędzie było jej pełno, teraz zamieniła się w prawdziwy wulkan, tryskając entuzjazmem i nie będąc w stanie usiedzieć w miejscu. Ciężko było stwierdzić, co takiego myślał o wszystkim Rufusa, ale Alessia była gotowa zaryzykować, że był szczęśliwy; co prawda jakiekolwiek emocje okazywał wyłącznie przy Layli i to też nie zawsze, ale w nim również zaszła jakaś zmiana, której nie była w stanie określić, ale która bez wątpienia była dla wszystkich dobra.
Perspektywa posiadania rodzeństwa, na dodatek młodszego, wydawała się Ali ciekawa. Pewnie jeszcze ze trzy lata wcześniej poczułaby się zazdrosna i zagrożona, zwłaszcza, że do tej pory to ona była oczkiem w głowie bliskich – ich mała księżniczka, jakże delikatna i krucha w porównaniu z Damienem – ale teraz wcale jej to nie przeszkadzało. Dobrze, była zajęta Arielem i więcej swobody stanowiło coś, co jak najbardziej było jej na rękę, ale mimo wszystko się cieszyła. Co więcej, po cichu liczyła na siostrę, bo jeden młodszy (och, zdecydowanie nie zamierzała pozwolić mu o tych kilku minutach różnicy zapomnieć) brat zdecydowanie jej wystarczył. Znając jej szczęście, pewnie miała się rozczarować, ale z drugiej strony…
No cóż, miała o tyle dobrą sytuację, że jeśli nie siostra, może miała jej się trafić kuzynka, zwłaszcza, że to była pierwsza ciąża Layli. Biorąc pod uwagę fakt, że w rodzinie Licavolich tradycyjnie jako pierwsze rodziły się bliźnięta, przynajmniej jednak dziewczynka wydawała się bardzo prawdopodobna.
Damien przysiadł na kanapie, rozwalając się na nie tak, jak tylko facet potrafi się rozłożyć. Przez kilka następnych godzin rozmawiali o wszystkim i o niczym, a Alessia nareszcie poczuła się spokojna, zwłaszcza, że brat więcej nie poruszył tematu jej późnego powrotu i tego, czyj zapach zatrzymał się na jej ubraniu. Przy każdym wdechu czuła charakterystyczną leśną woń Ariela, na szczęście nie tak łatwo rozpoznawalną, jak to bywało w przypadku zmiennokształtnych. Wilkołaki pachniały lasem, a przynajmniej Ariel tak pachniał, więc łatwo było jej udawać, że to po prostu efekt długiego przebywania w gęstwinie i że za jej zachowaniem nie kryje się nic szczególnego. W którymś momencie prawie sama w to uwierzyła, chociaż gdzieś na krawędzi świadomości majaczyło jej wspomnienie krzyków Ariela i przerażających scen tego, jak zaczął przeobrażać się w pięknego wilka o srebrzystej sierści – dokładnie tego samego, który później omal jej nie zabił. Sama myśl o tym była przygnębiająca, ale mimo starań nie była w stanie w pełni jej od siebie odrzucić.
W którymś momencie musiała przysnąć, ale nie udało jej się zapaść w sen, a jedynie w coś na pograniczu jawy i krainy marzeń. Kiedy ponownie otworzyła oczy, wciąż wpół leżała w fotelu, chociaż ktoś (Damien?) zdjął jej z kolan gitarę i okrył zwykle wiszącym na oparciu kanapy pledem. Sam Damien zasnął na kanapie, a Alessię nie po raz pierwszy uderzyło to, jak bardzo spokojnie wyglądał, kiedy pozwalał sobie na sen. Miedziane włosy opadały mu na twarz, częściowo ją przysłaniając i rzucając na jego lekko zarumienione policzki długie cienie. Był przystojny, jak każdy pół-wampir, ale i tak dziwnie czuła się, kiedy myślała w ten sposób o własnym bracie, zwłaszcza bliźniaku. Może i byli sobie bliscy, poza tym nie powinna mieć do siebie pretensji o to, że stwierdzała fakty, ale i tak…
Pokręciła głową, po czym skrzywiła się, czując ból pleców. Zdrętwiała cała od niewygodnej pozycji, o czym skutecznie przypominały jej bolący kark i kręgosłup. Natychmiast wyprostowała się, przy okazji zsuwając pled i ledwo powstrzymując się od jęku, kiedy wszystkie kręgi wróciły na swoje miejsce. Nie lubiła sypiać na siedząco, ale sama była sobie winna, nie spodziewała się zresztą, że po wszystkim, co wydarzyło się w lesie, będzie miała okazję na spokojną noc, zupełnie jak wszystko było takie jak zawsze.
Ach, właśnie…
Ariel.
Sama myśl o chłopaku wystarczyła, żeby poczuła się w pełni rozbudzona. Natychmiast spojrzała w stronę okno, mimo zaciągniętych zasłon dostrzegając panującą na zewnątrz szarugę poranka. Zegar ustawiony na kominku wskazywał, że jest prawie piąta rano, ale mimo zaledwie kilku godzin snu i to jeszcze w takich warunkach, Alessia wcale nie czuła się zmęczona, a co najwyżej trochę obolała. Jej myśli momentalnie powędrowały do Ariela, kiedy zaś pojęła, że do ostatecznego wschodu słońca zostały co najwyżej minuty, bez chwili zastanowienia zerwała się na równe nogi.
Damien poruszył się przez sen, ale się nie obudził, nawet kiedy po cichu ruszyła w stronę drzwi wyjściowych. Na piętrze również panowała cisza, co nie zmieniło się nawet wtedy, jak już zgarnęła z pokoju świeże ubrania i po cichu pobiegła do łazienki, żeby wziąć ekspresowy prysznic i móc się przebrać. Dorzuciwszy znoszone ciuchy do tych, które nadawały się do prania, wciąż jeszcze z wilgotnymi włosami, szybko zbiegła po schodach, starając się przy tym robić jak najmniej hałasu. O Damiena się nie martwiła, bo jej brat pewnie byłby w stanie przespać wojnę nuklearną, ale wiedziała z doświadczenia, że Gabriel ma bardzo lekki sen, a o tej porze niejednokrotnie zdarzało mu się być na nogach.
Nikt nie zatrzymał jej, kiedy wymknęła się tylnymi drzwiami do ogrodu, wychodząc wprost w szarość poranka. Na zewnątrz wciąż panował półmrok, ale już o tej porze powietrze było nagrzane, przez co czuła się trochę jak w saunie. Świeża koszulka z krótkim rękawkiem od razu przyległa do jej i tak nie do końca wysuszonego ciała, ale Ali nie zwróciła na to uwagi, zbyt skoncentrowana na tym, żeby jak najszybciej znaleźć się w lesie. Gdzieś nad jej głową wciąż znajdował się księżyc w pełni, ale jego blask znacznie osłabł, poza tym na horyzoncie już majaczyło powoli wznoszące się coraz wyżej, krwistoczerwone słońce. Spoglądając na niego, naprawdę zaczęła rozumieć, dlaczego Gabriel tak bardzo doceniał brzask, chociaż w jej przypadku fascynacja miała trochę inne źródło. Dawno do tego stopnia nie cieszyła się z nadejścia świtu, zupełnie jakby światło słoneczne pozwoliło jej zrzucić z ramion jakiś wyimaginowany ciężar, który do tej pory zdawał się ciągnąć ją w dół.
Światło zmieniało wszystko i przekonała się o tym, kiedy już skryły ją drzewa. Pędziła przed siebie, stosunkowo wolnym jak na swoje możliwości tempem. Nie była pewna, gdzie i czy powinna szukać Ariela, ale nie wyobrażała sobie tego, że miałaby siedzieć spokojnie w domu, wiedząc, że on gdzieś tam jest. Chciała podjąć to ryzyko, niezależnie od konsekwencji; w duchu modliła się o to, żeby nagle nie okazało się, że pomyliła się wierząc w to, że to pojawienie się słońca ostatecznie zniweluje działanie księżyca. Może chodziło o moment, kiedy ten ostatecznie miał zniknąć z widoku, ale nie zamierzała czekać, żeby się o tym przekonać.
Nogi same powiodły ją w stronę kamiennego stołu, ukrytego w samym sercu lasu. Aż do samego końca miała wątpliwości, poza tym rozglądała się czujnie, podświadomie spodziewając się tego, że ktoś nagle skoczy na nią z ukrycia. Co prawda w swoich wyobrażeniach nie do końca widziała złaknionego jej krwi wilka, ale perspektywa i tak była wystarczająco niepokojąca, żeby dla pewności wolała zachować czujność. Może zaczynała być przewrażliwiona, ale wolała skończyć jako żywa desperatka niż martwa, aczkolwiek beztroska przekąska.
W pobliżu celu zawahała się, zaledwie na moment, ale to wystarczyło, żeby znacznie zwolniła tempa. Właściwie dlaczego zakładała, że to właśnie tam go znajdzie? Może i to miejsce miało wielkie znaczenie dla Ariela-człowieka, ale kiedy stawał się wilkiem, jakiekolwiek sentymenty przestawały mieć rację bytu. Mógł być wszędzie, zdawała sobie z tego sprawę, ale stół i wyryty na nim pentagram stanowiły dla niej jedyny punkt zaczepienia.
Przywitało ją znajome jej już uczucie niepokoju, związane z otaczającą kamień aurą. Westchnęła cicho, w zasadzie jedynie w myślach, po czym spokojnym, ludzkim krokiem pokonała kilka ostatnich metrów. Wydawało jej się, że usłyszała jakiś hałas, ale dźwięk urwał się równie nagle, co się pojawił, więc nie miała pewności. Zdążyła nawet o nim zapomnieć, kiedy instynkt podpowiedział jej, że faktycznie nie jest sama. Machinalnie zesztywniała, po czym w biegu zrobiła kilka następnych kroków, uważnie stawiając stopy, żeby przypadkiem nie zdradzić swojej obecności.
Tym razem wyraźnie usłyszała ten dźwięk – coś jakby skomlenie, a potem szuranie pazurów o podłoże. Serce zabiło jej szybciej, ale zanim w pełni zrozumiała z kim ma do czynienia, zwierzęce odgłosy przeszły w jęk, który jak najbardziej mógł należeć do człowieka.
– Ariel – wyszeptała, chociaż nie miała pewności, czy był w stanie ją usłyszeć. Najprawdopodobniej tak, ale zwątpiła w to, kiedy już wyłoniła się spomiędzy drzew i dostrzegła skuloną na leśnym podszyciu postać. – Och, Ariel…
Nie podniósł głowy, kiedy nadeszła, ale musiał doskonale zdawać sobie sprawę z jej obecności. Kulił się na ziemi, nagi i drżący, chociaż na zewnątrz było stosunkowo ciepło. Podkulił nogi, twarz przyciskając do ud; ciemne włosy zasłaniały mu twarz, więc nie widziała jego twarzy, ale coś podpowiadało jej, że nareszcie poczuł ulgę. Skórę miał bladą, napiętą i pokrytą warstwą potu, Ali zresztą odniosła wrażenie, że całe jego ciało jest delikatne i kruche, tak bardzo podatne na zranienie…
Podeszła bliżej, zaniepokojona. Słyszała ciężki oddech Ariela i przez to omal nie przegapiła momentu, kiedy jakimś cudem zdołał się odezwać:
– Przyszłaś… Wiedziałem, że przyjdziesz.
Uniósł głowę i wtedy zauważyła, że mimo zmęczenia, udało mu się uśmiechnąć. Był to wymuszony, pełen bólu, ale jednocześnie szczery uśmiech, jakiego nigdy u niego nie widziała. Z jakiegoś powodu ten widok złamał jej serce.
A potem – z błyskiem czegoś, co dostrzegła w jego oczach, a co bez wątpienia było ulgą – najzwyczajniej w świecie stracił przytomność.

1 komentarz:

  1. Nadal zachwycam się nowym wyglądem strony *o* taki.. Taki bardziej pasujący do Ali i Ariela ♥
    Myślałam już, że to Marco, ale skąd on miałby się w ich domu wsiąść? Po pierwsze Gabriel by go nie wpuścił, a po drugie nie miał tam czego szukać. Oczywiste, że to Damien :D ale i tak zgadłam xD Kurde, przed nim to chyba nie da się kłamać. Ze mną miałby okropnie, a ja trochę współczuję Alessi, bo tak jakby ma z jego strony mało prywatności. Prywatne śledztwo rozpoczęte xd Kurde, ja się zastanawiam jak ona wstała o piątej rano, ale w końcu to pół-wampir :D
    Ali bawi się w buntownika i wymyka się z domu, kiedy wszyscy śpią xD dobrze, ze do niego przyszła, a jak widać Ariel nie tracił nadziei i wiedział, że ona w końcu się pojawi <3 Mam nadzieję, że szybko się obudzi i będą mogli porozmawiać <3
    Pozdrawiam i dobrej nocy :)
    Gabrysia ♥

    OdpowiedzUsuń




After We Fall
stories by Nessa