07.03.2014

Pięćdziesiąt osiem

Renesmee
Rufusa nigdzie nie było, ale to akurat mogłam przewidzieć. Nie miałam pojęcia, gdzie podziewał się naukowiec i czy przypadkiem coś mu się nie stało, starałam się jednak o tym nie myśleć. Już i tak mieliśmy dość problemów na głowie, zaś w momencie, w którym usłyszeliśmy szybko zbliżające się kroki, okazało się, iż zamknięcie w tunelach i rozdzielenie to dopiero wierzchołek góry lodowej.
Usłyszałam ciche przekleństwo Isabeau. Wiedziałam, że siostra Gabriela miała już dość nie tylko błądzenia w ciemnościach, ale przede wszystkim tego, że coś po raz nas zatrzymywało. Nie mieliśmy pojęcia, gdzie jest reszta, zwłaszcza dzieciaki, a teraz na dodatek zmartwiliśmy się tym, co musiało spotkać Laylę, skoro Gabriel w tak gwałtowny sposób zareagował na jej emocje. Ciągłe komplikacje były ponad moje siły, a Isabeau najwyraźniej balansowała gdzieś na granicy wybuchu.
– Beau, czekaj – uspokoił dziewczynę Edward, dziwnie podekscytowany. Uświadomiłam sobie, że wampir nasłuchuje, uważnie lustrując czyjeś myśli. – Dzięki Bogu… – odetchnął, po czym wyminął nas, robiąc kilka zdecydowanych kroków w stronę z której wyczuwaliśmy czyjąś obecność. – Carlisle!
– Edward? – W jakimś stopniu ulżyło mi, kiedy usłyszałam głos dziadka. Co prawda lepiej byłoby, gdybyśmy po drodze nie zgubili Rufusa, ale przynajmniej miałam pewność, że doktorowi nic nie jest.
Wyczułam, że Carlisle przyśpieszył, chcąc jak najszybciej do nas dotrzeć. Zerknęłam na Gabriela, nie powstrzymując się od bladego uśmiechu, który mój mąż odwzajemnił – a przynajmniej w pierwszej chwili. W momencie, kiedy Carlisle w końcu pojawił się w zasięgu naszego wzroku, twarz pół-wampira stężała. To, co pojawiło się w ciemnych oczach Gabriela, byłam w stanie opisać wyłącznie jako szok, uczucie to z kolei zostało wyparte przez coś innego, czego na pewno bym się nie spodziewała.
To była furia.
W jednej chwili wszystko potoczyło się błyskawicznie. Gabriel wyrwał się z mojego uścisku tak gwałtownie, że aż zachwiałam się i musiałam w pośpiechu podtrzymać się Damiena, żeby nie upaść. Z niedowierzaniem spojrzałam w ślad za moim mężem, który wystrzelił do przodu, sprawiając wrażenie jeszcze bardziej poruszonego niż wcześniej Rufus, kiedy usłyszał rozdzierający krzyk Layli.
– Ty skurwysynu! – usłyszałam, a chwilę później Gabriel skoczył do przodu z gracją i prędkością polującej pantery.
– Gabriel! – zaoponowałam wstrząśnięta i chciałam ruszyć za nim, ale powstrzymał mnie Edward, który znikąd zmaterializował się tuż przede mną, odcinając mi drogę. – Co tam się dzieje?
Udało mi się wyminąć ojca, przynajmniej na tyle, żeby widzieć, co takiego działo się w korytarzu. Nie miałam pojęcia, co takiego wstąpiło w Gabriela, a tym bardziej nie wyobrażałam sobie tego, że mógłby bez powodu zaatakować Carlisle’a! Spodziewałam się wielu rzeczy, ale na pewno nie czegoś takiego, uczucie to zaś sprawiało, iż czułam się całkowicie bezradna.
Z tym, że Gabriel nie zaatakował Carlisle’a. Kiedy to sobie uświadomiłam, mój mąż już zdążył wyminąć doktora, rzucając się na coś, co znajdowało się za jego plecami.
Rzucając się na kogoś.
– O jasna cholera! – usłyszałam zaskoczony okrzyk Isabeau. Dziewczyna raptownie pobladła, po czym rzuciła się w stronę brata, gotowa mu pomóc.
Usłyszałam dziwny dźwięk, przypominający trochę zderzenie dwóch głazów, kiedy coś ciężkiego wpadło na jedno ze ścian korytarza. Chwilę później doszedł mnie obcy, ale przyjemny dla ucha baryton, mamrocący coś z melodyjnym akcentem, którego natychmiast zidentyfikowałam jako włoski. Padły jakieś słowa, również imię Gabriela, ale w odpowiedzi chłopak jedynie gniewnie warknął i zaczął wyrzucać z siebie obce mi słowa, zabarwione tak skrajnymi emocjami, że nie miałam wątpliwości co do tego, że to przekleństwa. Gabrielowi zdawało się kląć, ale nigdy nie słyszałam, żeby miał aż takie problemy z zapanowaniem nad sobą, a to musiało o czymś znaczyć.
Bez chwili zastanowienia wykorzystałam fakt, że Edward nie zwraca na mnie uwagi. Zgięłam się wpół, żeby prześlizgnąć się pod jego ramieniem, po czym rzuciłam się przed siebie, zrównując się z Isabeau. Dziewczyna stała do mnie plecami, ale nie musiałam widzieć jej twarzy, żeby wyobrazić sobie to, że jest blada jak papier i oszołomiona.
– Isabeau, powstrzymaj go! – usłyszałam zaniepokojony głos Carlisle’a. Bardziej wyczułam niż zauważyłam, że doktor znajduje się gdzieś blisko. – Gabrielu, posłuchaj, to nie jest pora na…
– Niech żadne z was się nie wtrąca! – odparował Gabriel. Dyszał tak ciężko, aż zaczęłam się martwić, że cos mu się stało. – Niech nikt się… Dzień dobry, tato – dodał nagle, a ja poczułam jak w powietrzu wiruje moc.
Żadne z nas nie zdążyło go powstrzymać przed atakiem, chociaż musiał zdawać sobie sprawę z tego, jak bardzo to lekkomyślne. Wraz z kolejnym hukiem, musiałyśmy z Isabeau odskoczyć, żeby zejść z drogi wampirzemu ciału, które śmignęło tuż obok nas, żeby po chwili z siła uderzyć i ziemię. Miałam wrażenie, że wszystko drży, kiedy obcy mi, ciemnowłosy mężczyzna z jękiem wylądował na plecach, przejechał jeszcze kilka metrów i ostatecznie zatrzymał się w samym środku oświetlonego srebrnym światłem skrawka ziemi, tak, że mogliśmy go zobaczyć.
Kiedy się obejrzałam i spojrzałam mu w twarz, poczułam się tak, jakby ktoś zderzył mnie całej siły po głowie. Pierwszym, co rzuciło mi się w oczy, była para lśniących, rubinowych tęczówek. Mimowolnie w niej spojrzałam i poczułam się tak, jakby poraził mnie prąd. Natychmiast odwróciłam głowę, nic jednak nie było w stanie sprawić, żebym wyrzuciła z pamięci aż nadto znajome rysy twarzy wampira. Również ciemne, kruczoczarne włosy były mi znane, jak wyraziste kości policzkowe oraz swego rodzaju aura zagrożenia, która wydawał się emanować nieśmiertelny.
A potem przypomniałam sobie słowa Gabriel i zrozumiałam, że oto mamy przed sobą Marco Licavoli we własnej osobie.
Coś poruszyło się w cieniu, odciągając od konieczności milczenia o wampirze. Gabriel powoli zbliżał się do ojca, wściekły i z błyszczącymi oczami. Jego czarne tęczówki przypominały dwie czarne dziury, gotowe pochłonąć wszystko, co tylko stanie na ich drodze. Gabriel był jeszcze bledszy niż zwykle, zaś w każdym jego ruchu była determinacja i zgubna pewność siebie, która przyprawiała mnie o dreszcze. Doskonale widziałam, jak napięte do granic możliwości mięśnie chłopaka napinają się, chyba jedynie cudem nie przebijając jego bladej, przeźroczystej skóry.
– Gabrielu… – odezwał się ponownie Carlisle. Zaskoczyło mnie to, że zrobił krok do przodu, jakby gotów stanąć pomiędzy rozszalałym chłopakiem a jego ojcem.
– Zejdź mi z drogi – warknął Gabriel, ale zatrzymał się. – Cholera, Carlisle, oszalałeś czy jak? W ogóle zdajesz sobie sprawę z tego, kto to jest? – dodał lodowatym tonem; do tej pory taksował wzrokiem Marco, ale teraz niechętnie popatrzył na mojego dziadka.
– Jak najbardziej wiem – zapewnił natychmiast doktor. – I właśnie dlatego nie zamierzam się odsunąć, póki się nie uspokoisz.
Przez twarz Gabriela przeszedł cień, a ja przez moment pomyślałam, że chłopak jakimś cudem posunie się do tego, żeby Carlisle’a zaatakować. Nie zrobił tego, ale sposób w jaki popatrzył na doktora miał w sobie coś przerażającego, a przynajmniej ja to tak odebrałam. Szybko przeniosłam wzrok na dziadka, zastanawiając się, co powinnam zrobić, ale w głowie miałam pustkę, Carlisle zresztą sprawiał wrażenie w pełni opanowanego. Nawet jeśli postawa Gabriela go niepokoiła, najwyraźniej ufał mojemu mężowi na tyle, żeby się go nie obawiać.
Marco skorzystał z okazji, żeby poderwać się na równe nogi. Kiedy się podniósł, zauważyłam, że był wysoki – równie wysoki jak Gabriel. Dopiero teraz, widząc go w całej okazałości, zrozumiałam, co takiego mieli na myśli wszyscy ci, którzy twierdzili, iż Gabriel zdarł skórę z ojca. Wampir stanowił starszą i mroczniejszą wersję mojego męża, równie przystojny i tajemniczy, co jego syn. Nawet gdybym nie wiedziała kim jest, wystarczyło żebym na niego spojrzała; zrozumienie przychodziło samo, tak wyraźne było podobieństwo między dwójką nieśmiertelnych.
– Daj sobie spokój – mruknął Marco, rzucając niechętne spojrzenie Carlisle’owi. – Nie potrzebuję niańki. Sam potrafię sobie poradzić z własnym synem – żachnął się. Gabriel drgnął i zesztywniał, więc wampir wbił w niego spojrzenie roziskrzonych oczu. – Gabrielu…
– Zamknij się! – syknął chłopak. Przysunął się jeszcze bliżej, ale przynajmniej nie próbował wyminąć Carlisle’a. Widziałam, że mięśnie mu drżą, a wszystko aż wyrywa się do tego, żeby zaatakować. Gabriel wyglądał niczym anioł zemsty i zniszczenia, gotów do tego, by zrównać z ziemią wszystko i każdego, kto tylko stanie mu na drodze do celu. – Zamknij się i nawet nie próbuj się tłumaczyć.
– Cudownie. Czy za każdym razem musimy przechodzić przez to samo, zwłaszcza w obecnej sytuacji? – skrzywił się Marco. – Już przerabiałem z Laylą temat tego, jak wielkim jestem potworem, dlatego…
Gabriel pobladł, wampir zaś machinalnie zamilkł, uświadamiając sobie, że popełnił błąd. W jednej chwili wystrzelił do przodu, wcześniej odpychając Carlisle’a, po czym z dzikim warknięciem rzucił się ojcu do gardła. Usłyszałam krzyk i dopiero po chwili uświadomiłam sobie, że wyrwał się on z mojego gardła, kiedy spróbowałam zaprotestować i jakoś przemówić ukochanemu do rozsądku.
Z tym, że już nic nie było w stanie wpłynąć na Gabriela. Wraz z kolejnym warknięciem, ciała jego i Marco znów się ze sobą zderzyły. Wampir odskoczył do tyłu, starając się trzymać na dystans rozszalałego pół-wampira, ale Gabriel okazał się szybszy niż nieśmiertelny mógłby podejrzewać. Skoczył na niego, zaciskając obie dłonie na jego gardle, chociaż oczywistym było, że nie jest zdolny do tego, żeby w ten sposób ojcu zaszkodzić. Wampira nie dało się udusić, ale Gabriel wyraźnie o to nie dbał, bardziej skoncentrowany na tym, żeby zadawać ból – w jakikolwiek sposób, niezależnie od tego, czy miało to sens. Chłopak pragnął śmierci, a takie przeszkody jak biologia czy fizyka nie stanowiły dla niego wystarczającego motywacji do tego, żeby spróbować się zatrzymać.
– Nie! – zaoponowałam, bo Marco zamachnął się, jednym ciosem odrzucając Gabriela od siebie. Usłyszałam jęk, a potem mój mąż boleśnie wylądował na ścianie.
Nie wyglądało na to, żeby Marco specjalnie wysilał się w walce, ale ten cios wystarczył, by Gabriela oszołomić. Chłopak osunął się po ścianie, a mnie omal serce nie stanęło, bo mimowolnie pomyślałam o tym, że już raz coś podobnego widziałam i że wtedy mój mąż krwawił, pozbawiony przytomności. To była moja wina i chociaż tym razem nie miałam żadnego wpływu na to, co się działo, poczułam się równie okropnie, co tamtego dnia.
Bez chwili zastanowienia dopadłam do Gabriela, osuwając się przy nim na kolana i mocno chwytając go za ramię. Gorączkowo powtarzałam jego imię i odetchnęłam, kiedy poderwał głowę, spoglądając na mnie w przytomny sposób. Natychmiast spróbował wstać, ale uczepiłam się jego ręki, próbując zmusić go do tego, żeby nie ruszał się z miejsca.
– Gabrielu, przestań! – poprosiłam niemal błagalnie. – Proszę cię, przestań. Kochanie, spójrz na mnie! – dodałam głośniej, kiedy spróbował mnie odepchnąć.
Mój zwielokrotniony przez echo głos podziałał, bo chłopak zamrugał pośpiesznie i w końcu spojrzał mi w oczy. Nie byłam pewna, co wyrażały moje, ale w jego własnych dostrzegłam tak wiele bólu i ledwo tłumioną furię, że było to niemal bolesne. Mocniej chwyciłam Gabriela za ramię, nie chcąc ryzykować, że przypadkiem uda mu się wyrwać, ale i tak nie byłam pewna, czego powinnam się spodziewać. Liczyło się jedynie to, że na mój widok wzrok chłopaka nieznacznie złagodniał, a mięśnie się rozluźniły, chociaż wciąż pozostawał spięty i gotowy do ataku.
Z mieszaniną obaw i ulgi, przesunęłam się tak, żeby spróbować zasłonić Gabrielowi widok ojca. Byłam świadoma tego, że Marco przez cały czas mi się przypatruje – czułam jego spojrzenie, a to, że wampir znajdował się tuż za moimi plecami, wcale nie sprawiała, że czułam się dobrze – ale zdołałam jakoś o tym nie myśleć, zbyt skoncentrowana na Gabrielu. Wiedziałam, że nie jestem w stanie w pełni na niego wpłynąć, ale przynajmniej byłam zdolna powstrzymać go od dalszej walki, zanim wydarzy się coś, czego wszyscy mielibyśmy żałować.
– Proszę… – szepnęłam, chociaż sama nie byłam pewna, czego dotyczą moje słowa. Prosiłam go o to, żeby przestał walczyć, czy może żeby o to, by przynajmniej trochę się uspokoił?
Gabriel spojrzał na mnie pustym wzrokiem. Miałam wrażenie, że w jednej chwili uszło z niego całe powietrze, a to, że oglądałam go w takim stanie sprawia mu niemal fizyczny ból.
– Dotknij mnie – powiedział ni stąd, ni z owąd. Zamrugałam pośpiesznie, całkowicie oszołomiona jego prośbą i trochę zaniepokojona tym, że mógł przypadkiem uderzyć się w głowę podczas upadku.
– Słucham?
Chłopak westchnął.
– Dotknij mnie, pocałuj… Cokolwiek, Renesmee – powiedział z naciskiem. – Cokolwiek, jeśli nie chcesz, żebym tego skurwysyna zabił… W zasadzie daj mi przynajmniej jeden sensowny powód, dla którego miałbym nie rozerwać go na kawałeczki.
– Ja sam mam powód, żebyś tego nie robił – usłyszałam za sobą głos Marco. Doprawdy, chyba na mózg mu padło, skoro próbował odzywać się w sytuacji, kiedy Gabriel aż rwał się do ataku i tego, żeby wydrapać mu oczy. – Chociażby to, że teraz powinniśmy poszukać twojej siostry i…
Gabriel poderwał się na nogi, jedynie cudem mnie przy tym nie potrącając. Jego oczy zabłysły gniewem, kiedy błyskawicznie zmaterializował się przed ojcem, tak blisko, że niewiele brakowało do tego, żeby zaczęli ocierać się od siebie. Marco zesztywniał, ale nie cofnął się ani o krok, bez chwili zastanowienia spoglądając wprost w czarne, ciskające błyskawice oczy syna. Napięcie między nimi było wręcz wyczuwalne, a gdyby wzrok mógł zabijać, prawdopodobnie obaj już dawno byliby martwi.
– Nigdy więcej nie waż się mówić o Layli – powiedział Gabriel lodowatym tonem. – Nigdy więcej… – dodał, a potem coś w jego twarzy się zmieniło. – Słyszałem jej krzyk. Czułem przerażenie… To byłeś ty. – Marco nie zaprotestował, co jeszcze bardziej wytrąciło mojego ukochanego z równowagi. – Przysięgam, że jeśli coś jej zrobiłeś… Nie, nie zabiję cię. Śmierć byłaby zbyt prosta – wyszeptał takim tonem, że miałam wrażenie, iż temperatura w tunelach raptownie spadła o kilka znaczących stopniu. – Są rzeczy zdecydowanie gorsze od śmierci.
– Być może sobie tego nie wyobrażasz, ale ja doskonale zdaję sobie z tego sprawę – odpowiedział Marco. Jego twarz nie wyrażała żadnych emocji; jedynie oczy błyszczały od kontrolowanego gniewu, nadając wampirowi jeszcze bardziej niepokojący wygląd. – Idziemy, czy znów będziesz się na mnie rzucał, Gabrielu? – dodał, kładąc nacisk na jego imię.
Gabriel zacisnął usta, po czym pośpiesznie się odsunął. Ręce mu drżały i widziałam, jak wiele wysiłku kosztuje go zachowanie nad sobą kontroli.
– Z tobą? – zakpił, unosząc dumnie głowę. – Może i jest mi pisane piekło, ale jak na razie się tam nie wybieram.
Sama nie byłam pewna, czego spodziewałam się po Marco, ale na pewno nie tego, że tak po prostu odpuści. Mężczyzna przez jeszcze kilka sekund wpatrywał się w syna, krótki zerknął w stronę zastygłego w bezruchu Damiena, po czym raptownie przeniósł wzrok na mnie. Wciąż kucałam w tym samym miejscu, zastygła w bezruchu i oszołomiona, kiedy zaś poczułam na sobie jego spojrzenie, poruszyłam się niespokojnie. Gabriel natychmiast przesunął się tak, żebym znalazła się za jego plecami; coś podpowiadało mi, że Marco nawet przez myśl nie przeszło, żeby się na mnie rzucić, ale i tak poczułam się lepiej, kiedy miałam pewność, że wampir nie ma do mnie dostępu.
– Skrzywdziłeś moją siostrę, a później córkę. Do cholery, spróbuj tylko zbliżyć się do mojej żony, a…
– Nie odpowiadam za nic, co spotkało Alessię. Kto jak kto, ale ty powinieneś rozumieć. Te wspomnienia, które zobaczyła… – zaczął, ale przerwało mu dzikie warknięcie Gabriela. – Nie udawaj, że nie masz pojęcia o czym mówię. Możesz mnie nienawidzić, Gabrielu, ale doskonale zdajesz sobie sprawę z tego, że tym razem twoje oskarżenia są bezpodstawne. Nie tknąłem Ali – powtórzył z naciskiem.
Gabriel nie odpowiedział, nie tyle nie wiedząc, co powinien powiedzieć, ale z czystej złośliwości. Doskonale słyszałam jego przyśpieszony oddech i jakoś nie miałam wątpliwości co do tego, że gdyby pozwolił sobie na wypowiedzenie chociaż jednego słowa, zaraz za nim posypałaby się cała wiązanka, głównie łaciny, ale również włoskiego i innych języków, które chłopak znał. A co więcej, to zdecydowanie nie byłyby przyjemne słowa – nie musiałam niektórych znać, żeby podejrzewać ich znaczenie.
Marco nie zamierzał czekać, aż jego syn się zdecyduje. Przez moment uważnie lustrował Gabriela wzrokiem, żeby upewnić się, że chłopak się na niego nie rzuci, po czym bezceremonialnie ruszył w głąb korytarza, dokładnie tą samą drogą, którą wcześniej wybrał Rufus. Uniosłam lekko brwi, zdezorientowana, bo przecież właśnie stamtąd przyszli on i Carlisle, ale kiedy wampir raptownie skręcił w prawo, zorientowałam się z obecności jeszcze jednego korytarza.
Z poczuciem ulgi obejrzałam się na Gabriela, ale na twarzy mojego męża bynajmniej nie dostrzegłam emocji, których mogłabym się spodziewać. Co więcej, w jego ciemnych oczach zauważyłam niepokój, który za wszelką cenę starał się ukryć.
– Gabrielu – odezwał się spokojnie Carlisle, podchodząc do nas – wiem, co musisz w tym momencie sobie myśleć, ale…
– Nie, zdecydowanie nie masz pojęcia, co takiego sobie w tym momencie myślę – przerwał mu natychmiast Gabriel. – Żadne z was nie wie i… Cholera jasna! – wybuchł nagle, zwiniętymi w pięści dłońmi z całej siły uderzając o ścianę korytarza. Poczułam krew, ale na chłopaku najwyraźniej nie zrobiło to żadnego wrażenia. – Kurwa, jeśli któreś z was spróbuje mnie przekonywać, żebym się uspokoił, chyba oszaleję. Dokąd on właściwie poszedł? – warknął, zwracając się przede wszystkim do mojego dziadka.
Carlisle zawahał się, niepewny, czy powinien cokolwiek Gabrielowi mówić, skoro ten był w takim stanie. Wcale mu się nie zdziwiłam, bo w odpowiedzi na przeciągające się milczenie, chłopak warknął gniewnie, coraz bardziej rozdrażniony.
– O bracie… – usłyszałam komentarz lekko zaskoczonej Isabeau; podejrzewałam, że takie wybuchy nie były czymś do czego Gabriel przyzwyczaił ją i Laylę. Mnie zresztą też nie.
– Nic mi nie jest – westchnął Gabriel, rzucając siostrze przelotne spojrzenie. Fakt, że nawet Beau się wzdrygnęła, jedynie podkreślał, jak bardzo w tym momencie był zagniewany. – No mów! – dodał nagląco, zwracając się w stronę Carlisle’a.
– Gabrielu… – Doktor westchnął, ale ostatecznie dał za wygraną. – Była z nami Layla, a wcześniej Alessia. Kazaliśmy Ali uciekać, kiedy sprawy się skomplikowały, a później… Teraz najmniej istotne jest to, co się wydarzyło. Wiedz jedynie, że twój ojciec niczego Layli nie zrobił – nie pozwoliłbym na to. Alessia również była bezpieczna – dodał z naciskiem.
– Do rzeczy! – żachnął się Gabriel.
Chciałam chwycić go za ramię, ale zrezygnowałam, kiedy nerwowo wzdrygnął się pod moim dotykiem. Jego wzrok odrobinę złagodniał, gdy mnie zauważył, ale wciąż daleko było do tego, żeby zapanował nad gniewem.
– Layla w którymś momencie rzuciła się do ucieczki, niczego nam nie wyjaśniając. Próbowaliśmy jej szukać, ale wpadliśmy na was, więc…
I tym razem nie udało mu się dokończyć, Gabriel zresztą nie zamierzał czekać na dalsze wyjaśnienia. Raptownie zesztywniał, prostując się niczym struna. Jego tęczówki rozszerzyły się do granic możliwości, kiedy zrozumiał, cało zaś napięło się do tego stopnia, że miałam wrażenie, iż kości za moment przebiją skórę.
– Gabriel, czekaj! – zaoponowałam, ale on już rzucił się biegiem, natychmiast ruszając śladem ojca, tak zdesperowany, jakby od znalezienia go zależało jego życie.
Nie miałam czasu, żeby się zastanawiać. Natychmiast rzuciłam się do biegu, zostawiając za sobą oszołomionych Cullenów, Damiena i Isabeau.

1 komentarz:

  1. Ale się Gabryś wściekł. I to nieźle. Chyba po raz pierwszy tak bardzo mocno przeklinał. Serio myślałam, że jego reakcja będzie odrobinę łagodniejsza, ale jak się okazało Gabriel lubi zaskakiwać i mnie tutaj bardzo zaskoczył. Kto by się spodziewał tego, że ot tak sobie zaatakuje ojca i po prostu będzie go chciał zabić? Dobra ja xd
    Marco uciekł czy mi się wydaje? o.o tchórz. ups, albo po prostu chciał uniknąć kłótni, którą zawsze można dokończyć po tym jak się wydostaną z tuneli i wszyscy będą cali, a potem można się zabijać.
    Dużo emocji dużo, Gabriela i jego wściekłości. No teraz muszę czekać na następny rozdział, aby dowiedzieć się więcej. :D
    Weeeny <3

    OdpowiedzUsuń




After We Fall
stories by Nessa