07.01.2014

Sześć

Alessia
W jednej chwili świat się zatrzymał, a przynajmniej takie wrażenie miała Alessia. Wciąż oszołomiona, powoli unikała głowę ku górze, po czym nieprzytomnie rozejrzała się dookoła, szukając wzrokiem właściciela cichego, niemal łagodnego głosu.
Usłyszała ciche przekleństwo Riddley'a i jakieś zamieszanie, ale to nie miało dla niej znaczenia. Najważniejsze było to, że wilkołak odpuścił, a przynajmniej już tak gniewnie nie mierzył się wzrokiem Quinnem. Ali momentalnie zerknęła w stronę przyjaciół, żeby z ulgą przekonać się, że oboje odsunęli się odrobinę. Hayley mocno wszczepiła palce w ramię brata, dla pewności jeszcze bardziej próbując odsunąć go od dzieci księżyca, chociaż nieco utrudniał jej to fakt, że wilkołaki dosłownie otaczały ich ze wszystkich stron, odcinając wszystkie drogi ucieczki.
– Na litość bogini… – westchnął Riddley, krzywiąc się teatralnie. Poruszył się, omal nie wpadając przy tym na Alessię. Musiała odsunąć się i pospiesznie usiąść, chociaż ciało odmawiało jej posłuszeństwa, dziwnie spięta i ociężałe. – Co znowu?
– Nic. Po prostu masz ich zostawić – powtórzył ten sam głos, tym razem gdzieś zdecydowanie bliżej.
Alessia raz jeszcze rozejrzała się dookoła, a potem w końcu dostrzegła tego, który pojawił się i był ich wybawieniem. Sama nie była pewna, dlaczego wcześniej nie zorientowała się o kogo chodzi, chociaż mogło mieć to związek z oszołomieniem i tym, że właściciel głosu zdecydowanie różnił się od swoich pobratymców, w znakomitej większości równie dobrze zbudowanych i nieprzyjemnych jak Riddley. Z drugiej strony, mogło mieć to jakoś związek z ciężkimi oparami, które wciąż unosiły się w powietrzu i przyprawiały ją o zawroty głowy, ale to akurat było sprawą drugorzędną.
Tak czy inaczej, w końcu go zobaczyła, jak szybko idzie w ich kierunku. Tuż za nim zamigotała jej szczupła sylwetka River Song, wyraźnie przestraszonej i równie zszokowanej, ale wampirzycy równie dobrze mogło tam nie być – Alessia nie zauważyłaby różnicy, bo i tak się na niej nie koncentrowała. Jej wzrok w pełni przyciągnęła najbardziej niepozorna i paradoksalnie niezwykła postać w całym towarzystwie. Był to niewiele wyższy od niej, szczupły i nienaturalnie blady chłopak. Chociaż bez wątpienia był wilkołakiem, w żadnym wypadku nie przypominał postawnego, wzbudzającego respekt Riddley'a, w porównaniu z nim sprawiając wrażenie słabego i dziecinnego. Pierwszym, co przykuło uwagę Alessi, były jego oczy, czarne i dziwnie smutne, jakby odległe. Nie patrzył na nią, wzrok cały czas wbijając w Riddley'a i wyraźnie mu nie ufając. W jego tęczówkach czaiła się swego rodzaju niezdrowa determinacja, chociaż nawet to nie było w stanie sprawić, żeby smutek zatarł się całkowicie.
Chłopak był dziwnie blady, co mogło mieć związek z blaskiem ognia albo czarnymi włosami, które mocno kontrastowały z jego bladą cerą. W przeciwieństwie do Riddley'a i jego kopii, włosy miał gęste i długie, chociaż nie tak, jak Quinn. Grzywka opadała mu na twarz, częściowo ją przysłaniając i nadając chłopakowi jeszcze bardziej smutny, niemal gotycki wygląd. Na sobie miał jeansy i luźną bluzę kapturem, która utrudniała ocenę postury jego ciała, ale i bez tego widać było, że jest dość mizerny. W zasadzie wyglądał na słabego i chorego, co bynajmniej nie poprawiało sytuacji, ale – w jakiś dziwny, pokrętny sposób – Alessia poczuła się przy nim bezpieczna.
Chociaż nie było najmniejszych wątpliwości co do tego, że Riddley bez trudu mógłby zatrzeć nowo przybyłego na miazgę, chłopak nawet się nie zawahał, wciąż patrząc na wilkołaka wyczekująco. Riddley zmrużył oczy, ale – i to było dla Alessi największy szokiem – faktycznie usłuchał, chociaż niechętnie.
– Co tam, Ariel? – rzucił pozornie pogodnym tonem Riddley, ale w jego głowie słychać było fałsz. Wydawał się poirytowany, poza tym patrzył na stojącego przed nim chłopaka z pobłażaniem. W taki sposób patrzy się na kogoś słabszego, chociażby nic nierozumiejącego młodszego brata, ale już na pierwszy rzut oka widać było, że ta dwójka nie jest ze sobą spokrewniona. – Chyba widzisz, że jestem zajęty – dodał.
– Widzę. – Ariel się skrzywił. – Ale odpuść sobie. Chyba nie po to tutaj jesteśmy, prawda?
– On ma rację – dodała River Song. Alessia aż się wzdrygnęła; zupełnie zapomniała o czyjejkolwiek obecności. – To zresztą moja wina. Oni mieli przyjść ze mną – dodała, nawet słowem nie wspominając o tym, że obecna miała być jedynie Alessia.
Riddley sztywno skinął głową, najwyraźniej dobrze zdając sobie sprawę z tego, że nie ma innego wyboru. Część z obecnych już i tak zdążyła się rozwiać, zachowując się tak, jakby nic się nie stało i chwilę wcześniej nikt nie zamierzał ich zlinczować. River Song zmarszczyła brwi, obojętnym wzrokiem odprowadzając całą grupę wzrokiem, póki nie upewniła się, że sytuacja już jest opanowana. Mimowolnie zerknęła w stronę ogniska, a przez jej twarz przemknął cień, ale to równie dobrze mogło być złudzeniem, bo prawie natychmiast znów skoncentrowała się na Alessi i jej przyjaciołach.
– To był bardzo głupi pomysł, Quinn – powiedziała cicho, tonem surowej nauczycielki. To był zły znak, bo jest River zaczynała zachowywać się w tak formalny sposób… – Nie powinieneś był ich prowokować. Sądziłam, że będąc w ostatniej klasie, zdążyliście się już czegoś nauczyć.
Quinn sprawiał wrażenie zdenerwowanego i w pełni pokonanego. Cały czas wpatrywał się w przestrzeń, obserwując ognisko i zgromadzone przy nim wilkołaki, teraz sprawiające wrażenie grupę imprezujących, normalnych dzieciaków. Raz po raz ktoś wybuchał śmiechem, a faceci rywalizowali między sobą, zachowując się tak, jakby nic się nie wydarzyło. Po prostu ich ignorowali, a przynajmniej tak to wyglądało na pierwszy rzut oka, bo Alessia aż nazbyt wyraźnie czuła spoczywające na niej spojrzenia. Kiedy się odwróciła, dostrzegła nawet obserwującego ich Riddley'a, ale wilkołak szybko odwrócił głowę, kiedy tylko podchwycił jej wzrok.
Usłyszała ciche kroki, a potem jakiś cień znalazł się dosłownie tuż nad nią. Wzdrygnęła się, po czym poderwała głowę, spoglądając wprost w pozbawioną jakichkolwiek emocji, bladą twarz Ariela.
– Potrzebujesz może pomocy? – zapytał ją cicho, wyciągając rękę w jej stronę.
– Pomocy…? – Popatrzyła tępo na jego dłoń, z opóźnieniem uświadamiając sobie, że wciąż siedzi na ziemi, jakoś niespecjalnie kwapiąc się do tego, żeby wstać. – Och, tak. Dziękuję – zreflektowała się i szybko ujęła go za rękę; czuła, że palą ją policzki.
Ariel wyglądał na słabego, ale uścisk jego dłoni okazał się zaskakująco pewny i silny. Bez problemu poderwał ją z ziemi, chociaż nie tak brutalnie i gwałtownie, jak wcześniej zrobił to Riddley, kiedy przyuważył ją, Hayley i Quinna w zaroślach.
– No tak… – mruknął nieco spędzony Ariel, cały czas ją obserwując. Dlaczego czuła się tak nieswojo pod spojrzeniem jego ciemnym, oszałamiających oczu? Wciąż zdezorientowana, zmusiła się do tego, żeby wyrwać dłoń z jego uścisku. – Wszystko w porządku? – zapytał z wahaniem, wpatrując się w swoje dłonie z lekko zmarszczonymi brwiami.
Alessia ledwo powstrzymała się od tego, żeby nie jęknąć z frustracji i zażenowania. Nie rozumiała dlaczego, ale wciąż czuła się równie oszołomiona, co w momencie, w którym znalazła się w silnym uścisku Riddley'a. Być może to był szok, ale niezależnie od przyczyny, była na siebie zła za to, że zachowywała się w taki sposób. Co więcej, nie była zachwycona tym, że wprawiła Ariela w zakłopotanie, nie wspominając o tym, że w jego oczach musiała zachowywać się jak wariatka.
Nawet jeśli nie, to za chwile jak nic uzna cię za świruską. No odpowiedz mu!, skarciła się w duchu, ale i tak minęło jeszcze kilka sekund, zanim w końcu udało jej się odezwać:
– Tak… Tak, raczej ze mną wszystko w porządku – mruknęła, mając ochotę zapaść się pod ziemię. Tak, zdecydowanie potwierdzała swoje słowa, mając trudności z zebraniem myśli! – Dziękuję ci – dodała, próbując się zreflektować, ale i tak czuła się jak kompletna idiotka.
Ariel jedynie wzruszył ramionami i uśmiechnął się blado. Uśmiech ten wydał jej się wymuszony i dziwny jakby było to czymś, czego zwykle nie robił. Co więcej, gest nie objął jego oczu – te wciąż pozostawały smutne.
– Taa… Nie ma sprawy.
Czuła, że prawdopodobnie powinna była coś dodać, ale w głowie miała kompletną pustkę. Machinalnie nabrała powietrza do płuc, próbując znaleźć sposób na to, żeby się uspokoić i jakoś dojść do siebie, ale prawie natychmiast tego pożałowała, w efekcie fundując sobie kolejne zawroty głowy i mdłości. Cokolwiek wchodziło w skład ziołowej mieszanki, wpływało na nią coraz gorzej, im dłużej zmuszona była to wdychać.
– Szlag, co właściwie strzeliło wam do głowy? – zapytała gniewnie River Song. Alessia niemal z wdzięcznością skierowała wzrok w jej stronę, w duchu ciesząc się z tego, że miała pretekst do tego, żeby dalej nie ciągnąc rozmowy. Oczywiście zaraz tego pożałowała, kiedy dostrzegła spojrzenie jakim obrzuciła ją River, ale i to było lepsze od dalszego upokarzania się i dezorientacji. – Przecież mówiłam, że spotkamy się na skwerze! Nie mam nic przeciwko, że nie przyszłaś sama, bo spodziewałam się, że tak będzie, ale powinniście byli na mnie zaczekać, Alessiu!
– Przepraszam – westchnęła zrezygnowana. – Moja wina, ale skąd mogłam wiedzieć? Powiedziałaś…
River Song machnęła ręką, najwyraźniej zmęczona sytuacją, chociaż fizycznie było to niemożliwe. Być może zawdzięczała to swojemu darowi, ale efekt okazał się bardzo realny.
– Dobrze, może masz rację. Skąd mogliście wiedzieć, że oni… – Rzuciła wymowne spojrzenie w stronę ogniska i wilkołaków, po czym z niedowierzaniem pokręciła głową. Jej błękitne oczy powędrowały w stronę ciemnowłosego chłopaka, który jakby zastygł w bezruchu, wyraźnie oddalony od swoich pobratymców, jakby pod żadnym względem nie chciał być z nimi identyfikowany. – No, ale przynajmniej na ciebie jednego zawsze można liczyć, Arielu – zreflektowała się, mrugając pośpiesznie i zachowując się tak, jakby dopiero teraz przypomniała sobie o obecności chłopaka.
Ariel jedynie skinął jej głową, po czym wsunął obie dłonie do kieszeni bluzy. Uparcie milczał, spoglądając na nich obojętnie i zachowując się tak, jakby był czymś niewiele więcej niż powietrze.
– Nie żebym narzekała, ale możemy w końcu stąd iść? – jęknęła Hayley, krzywiąc się. – Zaraz zwymiotuję – dodała słabym głosem, lekko pochylając się do przodu i wspierając obie dłonie na udach.
Faktycznie była blada, a na czoło wstąpiły jej kropelki potu. Oddychała ciężko, starając się wdychać jak najmniej wymieszanego z oparami powietrza, chociaż praktycznie było to niemożliwe. Alessia również czuła, że wiruje jej w głowie i chociaż nie była w takim stanie jak jej przyjaciółka, mogła się założyć, że prędzej czy później ją też opanują mdłości, jeśli nareszcie nie ruszą się z miejsca. Niezależnie od wszystkiego, nawet będąc uosobieniem gracji i z wampirzymi zdolnościami, podczas torsji po prostu nie dało się wyglądać dobrze.
River Song westchnęła.
– Zbierajmy się stąd – zgodziła się. Zerknęła na Hayley, ale ta najwyraźniej jakoś sobie radziła, wsparta na ramieniu brata, dlatego wampirzyca ostatecznie ruszyła przodem. – Aha, Arielu… Przyjdź do nas jutro, jeśli znajdziesz chwilę. Ceremonia coraz bliżej, a ja mam problem z zebraniem dzieciaków razem. Sądzę, że będziesz mógł mi pomóc – dodała, krótko oglądając się za siebie.
– Zastanowię się – obiecał, ale coś w jego tonie sprawiło, że Alessia zwątpiła, czy się pojawi; może im pomógł, ale wciąż pozostawał jednym z nich, a przynajmniej tak jej się wydawało.
Raz jeszcze zerknęła na Ariela, po czym szybko ruszyła za River Song, która zdążyła już pokonać kilka dobrych metrów. Hayley i Quinn popatrzyli po sobie wymownie i również ruszyli się z miejsca, orientując się, że River nie zamierza na nich czekać, a tym bardziej ich niańczyć. W tym świecie jako siedmiolatkowi byli dorośli – a od dorosłych wymagało się przynajmniej minimum samodzielności.
Idąc przed siebie, Alessia musiała walczyć z instynktownym pragnieniem, żeby rzucić się do biegu. Powstrzymywała się, dobrze wiedząc, że to zły pomysł; jakby nie patrzeć, już raz sprowokowali dzieci nocy, więc lepiej było tego nie powtórzyć. W zamian niespokojnie obejrzała się za siebie, żeby przekonać się, że Ariel wciąż stoi w tym samym miejscu, w którym go zostawili i uważnie lustruje ich wzrokiem…
Albo to raczej ją lustrował wzrokiem.
Kiedy ich spojrzenia się spotkały, chłopak gwałtownie się wzdrygnął, po czym szybko spuścił wzrok. Zanim Alessia zdążyła się zorientować, brunet odwrócił się na pięcie i jakby nigdy nic, ruszył przed siebie, kierując się w stronę ogniska. Nie odwrócił się przy tym ani razu, chociaż Alessia do samego końca miała cicha nadzieje, że jednak to zrobi. Sama nie była pewna, dlaczego właściwie jest to dla niej takie ważne, ale fakt faktem było, a kiedy nie doczekała się przewidzianej reakcji, poczuła się… rozczarowana.
– Ali, pośpiesz się! – zawołał Quinn, wyrywając ją z letargu. Wzdrygnęła się, po czym szybko oderwała wzrok od pleców Ariela, żeby przekonać się, że nie wiadomo kiedy została w tyle. Quinn zostawił Hayley i podszedł do niej, wyraźnie zaniepokojony. – Coś nie tak? – zapytał, również zerkając w stronę wilkołaków.
Alessia zaprzeczyła ruchem głowy, ale Quinn wydawał się tego nie widzieć. Chłopak lekko zmarszczył brwi i skrzywił się bez ostrzeżenia; dopiero kiedy odsłonił zęby i warknął cicho, Ali pojęła, że coś jest nie tak.
Nie od razu zauważyła, że ktoś ich obserwuje – z tym, że to nie był Ariel. Tuż za zasłoną dymu i płomieni, w pełni rozluźnionego, dostrzegła ponuro watującego się w nich Riddley'a. W zasadzie do wilkołak wpatrywał się przede wszystkim w Quinna, kiedy zaś i pół-wampir spojrzał na swojego niedoszłego przeciwnika, usta dziecka księżyca wykrzywił niepokojący uśmiech.
– Sądzę, że jeszcze się policzymy – powiedział bezgłośnie Riddley, ale oboje zrozumieli jego słowa doskonale.
Alessia poczuła, że robi jej się zimno, chociaż sama nie była pewna dlaczego. Nie miała wątpliwości, że słowa Riddley'a przeznaczone były dla Quinna i że wilkołak bynajmniej nie żartował. To była groźba albo ostrzeżenie – tak czy i inaczej, po prostu czuła, że powinni wziąć je na poważnie.
Szybko uciekła wzrokiem gdzieś w bok, koncentrując się na bladej, pozbawionej jakiegokolwiek wyrazu twarzy Quinna. Chłopak oddychał płytko, a jego topazowe oczy błyszczały gniewnie, Ali jednak wiedziała, że to sposób na to, żeby ukryć strach. Coraz bardziej niespokojna, szybko ujęła przyjaciela pod ramię, po czym stanowczo pociąg dla go za sobą, chcąc jak najszybciej się oddalić.
– Chodźmy stąd, Quinn – wyszeptała, kiedy w pierwszej chwili zaparł się, jakby wahając się nad tym, czy jednak nie zostać.
Quinn wzdrygnął się i z trudem zmusił się do tego, żeby odwrócić się do ogniska i wilkołaków plecami. Ali odetchnęła, po czym bardziej stanowczo wtuliła się w bok przyjaciela i pociągnęła go za sobą, nie protestując, kiedy zdecydował się otoczyć ją ramieniem. Z trudem udało im się dogonić Hayley, jedynie dlatego, że dziewczyna przystanęła, żeby na nich zaczekać. Wciąż wyglądała blado, dlatego Quinn również ją otoczył ramieniem i we trójkę, raz po raz potykając się i zawadzając sobie nawzajem, ruszyli za River Song.
Wampirzyca czekała na nich przy wejściu do Akademii, stojąc tuż przy kamiennych stopniach i wyraźnie się niecierpliwiąc.
– Wszystko w porządku? – zapytała, kiedy tylko do niej dołączyli. Uważnie lustrowała ich wzrokiem, lekko marszcząc brwi i wciąż wyglądając na rozeźloną. W jej oczach czaiły się rubinowe cętki, kiedy na moment straciła panowanie nad mocą i ukazała swoją prawdziwą naturę.
Alessia skrzywiła się nieznacznie.
– Jesteś na nas zła – stwierdziła, decydując się nie pytanie wampirzycy nie odpowiadać; przecież sama widziała, że nie było w porządku.
– Jestem zła na siebie – zaoponowała kobieta, wspierając obie dłonie na biodrach. Nawet zmartwiona wyglądała niezwykle atrakcyjnie. – Jasne, powinniście byli na mnie zaczekać, ale ja też powinnam była wcześniej sprawdzić, czy będziemy bezpieczni. Wilkołaki są nieprzewidywalne i wątpię, żebym miała na nie jakikolwiek wpływ, skoro ich nie uczę. Dla nich jestem jedynie ważniejszym wampirem, którego lepiej byłoby nie skrzywdzić, żeby nie wpaść w kłopoty.
– Więc dlaczego, do cholery, zaryzykowałaś?! – warknął Quinn, nagle sztywniejąc i tracąc nad sobą panowanie. Zarówno Alessia, jak i Hayley zesztywniały, ale River Song nawet nie drgnęła. – Myślałem, że to bezpieczne. Myślałem, że…
– Bo zazwyczaj bywało bezpiecznie, nawet jeśli wilkołaki nigdy nie należały do najprzyjemniejszych. Niejednokrotnie tutaj przychodziłam i… – Nagle zmarszczyła brwi i spojrzała w niebo. – Cholera!
– Co?! – Quinn wciąż wydawał się zdenerwowany. – No co? – powtórzył, ale już mniej pewnie.
Alessia również spojrzała w niebo, ale nie dostrzegła w nim niczego szczególnego. Niebo wyglądało jak zawsze, aksamitnie czarne i usiane migocącymi łagodnie gwiazdami. Jedynym wyjątkiem był brak księżyca, ale to akurat…
– Dzisiaj wypada nów – wyjaśniła River Song, podchwyciwszy jej zdezorientowane spojrzenie. – Zaczyna się nowy cykl, ale o tym doskonale wiecie, bo sami wierzymy w magię pełni i nowiu. Z tym, że dla wilkołaków to ważna data; czekają na odrodzenie księżyca i nadejście pełni. Oczywiście, bardziej doświadczeni potrafią przemieniać się bez udziału księżyca, ale to właśnie podczas pełni dzieci nocy są najbardziej niebezpieczni, najmniej… ludzcy. W końcu wszystkie te legendy nie wzięły się znikąd.
– Och, niech zgadnę – żachnął się Quinn. Zawsze, kiedy był zdenerwowany, zaczynał ironizować i zachowywać się nieprzyjemnie. – Przez twoją pomyłkę trafiliśmy w sam środek ich ważnego, pieprzonego rytuału, podczas którego obcy nie są mile widziani, tak? Chyba, że to norma, a odpierzyło im od tej marihuany, ale to w zasadzie żadna różnica.
Marihuany? Stąd ta gorycz i uczucie oszołomienia! Alessia nie znała tego zapachu wcześniej, ale przecież dobrze wiedziała, że czasami używało się narkotyków, najczęściej w małych ilościach, żeby łatwiej było się skoncentrować i wpaść w trans. Z tym, że w przypadku dzieci nocy to była przesada.
Cudownie, po prostu marzyłam o tym, żeby spędzić noc, stojąc w oparach marihuany!, pomyślała i nagle zapragnęła wyć z rozpaczy.
River Song westchnęła z rezygnacją.
– Mniej więcej – przyznała niechętnie, nie precyzując z którym stwierdzeniem Qinna tak konkretnie się zgadza. Najbardziej prawdopodobne wydawały się oba.
– Cudownie – jęknął chłopak, ale emocje zaczynały już opadać i wydawał się bardziej zmęczony niż rozgniewany. – Od razu mi lepiej.
River Song postanowiła go zignorować.
– Tak czy inaczej, bardzo was za to przepraszam. Nie tak sobie to wyobrażałam…
– My też – mruknął pod nosem Quinn, po czym zamilkł, bo Hayley łokciem uderzyła go w żebra.
– … ale to już bez znaczenia – dokończyła River, zupełnie jakby nikt nie próbował jej przerwać. – Najważniejsze, że nic się nie stało.
– Prawie – zauważyła cicho Hayley, odzywając się po raz pierwszy od momentu odejścia od zajmowanej przez wilkołaki polany. – Prawie nic się nie stało. Ale mogło – dodała, kiedy wszyscy na nią spojrzeli.
Wampirzyca zacisnęła usta i niechętnie skinęła głową. Jasne włosy opadły jej na twarz, dlatego odgarnęła je ruchem ręki, zatykając niesforne kosmyki za ucho.
– Powinniście wracać do domu. Jest już późno – stwierdziła, znów przybierając beznamiętny, niemal szorstki ton. – Mam was odprowadzić czy…?
– Dziękujemy, poradzimy sobie sami – zapewnił Quinn, wchodząc na schody. Pociągnął za sobą Alessię i Hayley, zmuszając je do tego, żeby ruszyły się z miejsca. – Najpierw odstawimy Ali, a potem wrócimy z Hayley do domu. Nic nam się nie stanie.
River Song skinęła głową, ale nie wyglądała na przekonaną. Odprowadziła ich wzrokiem, kiedy wchodzili do Akademii, ale nie ruszyła za nimi, prawdopodobnie wychodząc ze skweru zupełnie inną drogą.
Alessia nie była skoncentrowana na tyle, żeby dłużej o tym myśleć. W pierwszym odruchu chciała zaprotestować i kazać Quinnowi zabrać Hayley do domu już teraz, ale zrezygnowała, kiedy tylko znaleźli się w ciemnych, słabo oświetlonych korytarzach. Wcześniej sądziła, że sama sobie poradzi i pewnie tak było, ale z drugiej strony…
Postać w lesie, wilkołaki – to było zdecydowanie zbyt dużo.
A miała niejasne przeczucie, że to dopiero początek.

1 komentarz:

  1. To Ariel, na to nie wpadłam.Widzę, że Ali odziedziczyła po mamie ten wyjątkowy talent do pakowania się w kłopoty:D
    Nie wiem czemu, ale coś ta River Song wydaje mi się podejrzana zwłaszcza, że to niby przypadkowa zapomniał, że akurat wypada nów. Nie mogę się doczekać następnego spotkania Ali z Arielem skoro już tak namieszał jej w głowie to na uroczystości zakończenia szkoły może być zabawnie:)
    Szczerze powiedziawszy to chyba nigdy tak bardzo niecierpliwiłam się jak w tej księdze.Już nawet dla zabicia czasu zaczęłam wracać do początków kiedy to Gabriel i Renesmee dopiero się poznali, a nie powiem bo miło tak wrócić:D
    Pozdrawiam i czekam na następny rozdział, a to już dziś *.*
    Renesmee :)

    OdpowiedzUsuń









After We Fall
stories by Nessa