03.08.2016

Dwieście sześćdziesiąt trzy

Elena
Nie przypominała sobie, żeby zasypiała, ale to nie miało największego znaczenia. Wiedziała, że w którymś momencie zamknęła oczy, rozluźniając się w ramionach Rafaela i czując prawie tak, jak podczas ich wspólnej nocy w Forks, kiedy nocowali w dawnym domu jej rodziny. Czuła ciepło ciała demona i to wystarczyło, żeby poczuła się bezpieczna, przez większość czasu skupiając się przede wszystkim na tym, że mógłby być obok; nic więcej nie potrzebowała, żeby zacząć odczuwać spełnienie, skoncentrowana przede wszystkim na wzajemnej bliskości i… normalności, bo tej już od dłuższego czasu nie doświadczał na co dzień.
Co jakiś czas odzyskiwała świadomość na tyle, by zrozumieć to, iż demon mógłby jej się przypatrywać. Czuła na sobie przenikliwe spojrzenie pary lśniących, niebieskich oczu, chociaż w żaden sposób nie potrafiła samej sobie wytłumaczyć tego, co wyjątkowo mógłby w niej widzieć. W porządku, zawsze lubiła, kiedy mężczyźni okazywali pożądanie; chciała być podziwiana, wyjątkowa i tak doskonała, jak tylko byłoby to możliwe. Kto jak kto, ale Elena uwielbiała, kiedy ktoś okazywał zainteresowanie jej osobą, na dodatek w sposób, który nie pozostawiał najmniejszych wątpliwości co do okazywanych jej emocji. Nawet zabiegi Elliotta były na swój sposób przyjemne, przynajmniej jeśli chodziło o kwestię tego, że mogłaby wzbudzać w nim zachwyt. To było dla niej naturalne, prawie jak oddychanie, chociaż podejrzewała, że Rafa uznałby taki tok rozumowania za pusty – tak zresztą było.
Wszystko zmieniało się, kiedy w grę wchodziła jego osoba. Gdy byli razem, pragnęła czegoś więcej – uwagi w sensie zupełnie innym, aniżeli ta, której dotychczas wymagała od mężczyzn. Z nim było inaczej, a Elena doszła do wniosku, że w którymś momencie zaczęła wymagać o wiele więcej od siebie samej, niż od swojego towarzysza. Sądziła, że chyba właśnie o to chodziło w miłości, o której słyszała dotychczas; to dlatego tak wiele razy słyszała, że nie ma w niej miejsca na egoizm, chociaż wcale nie była pewna, czy sprawy w tym wypadku są aż takie proste. Gdyby tak było, pewnie bez cienia wahania pozwoliłaby na to, żeby ryzykował życie podczas kolejnych spotkań z królową, nie przejmując się tym, że w jakikolwiek sposób mogłaby go stracić. Nie miała pojęcia czy to dobrze, czy może wręcz przeciwnie, ale jedno wydawało jej się oczywiste: jak długo Rafael trwał przy stwierdzeniu, że wciąż ją kocha, tak długo zamierzała robić wszystko, byleby móc o niego walczyć.
A może nawet więcej, chociaż nie miała pewności, czy demon byłby szczególnie zadowolony z impulsywnej dziewczyny, która za wszelką cenę próbowałaby zatrzymać go przy sobie.
Wyczuła ruch u swojego boku, a chwilę później coś delikatnie musnęło jej ramię. Zadrżała niekontrolowanie, po czym instynktownie przesunęła się bliżej, chcąc do minimum zniwelować dzielący ich dystans. Wtuliła się w jego tors, po cichu licząc na to, że się nie odsunie, co zresztą ostatecznie okazało się prawdziwe. Zachęcona, ostrożnie uniosła głowę, niby to przypadkowo dążąc do tego, żeby móc musnąć wargami jego usta. Usłyszała parsknięcie, a potem jednak doczekała się pocałunku, co wytrąciło ją z równowagi w stopniu, którego zdecydowanie się nie spodziewała. Wciąż czuła się dziwnie z tym, że Rafael mógłby okazać się do tego stopnia… ludzki, choć nie mogła zaprzeczyć, że zdarzało się to coraz częściej. Co prawda to nie oznaczało, że nagle przestał być śmiertelnie niebezpieczny, ale z drugiej strony…
– Próbuję spać – wymamrotała, a on prychnął, najwyraźniej nie zamierzając wziąć jej słów na poważnie.
– Och, tak, właśnie widzę.
Nie zareagowała od razu, wciąż zaciskając powieki i nie po raz pierwszy usiłując wystawić jego nerwy na próbę. Podejrzewała, że doprowadzała go tym do szaleństwa, ale zdecydowała się nie komentować tego nawet słowem. Momentami sam nie miała pewności czy bardziej za nim tęskniła, czy może jednak ją irytował, niezmiennie doprowadzając do szału swoim zachowaniem, a już zwłaszcza docinkami. Co prawda od jakiegoś czasu to naprawdę można było określić mianem przekomarzania, a nie wyśmiewania, co wcześniej zdarzało mu się nader często. Czasami sama nie była pewna, jakim cudem do tej pory zdołali powstrzymać się przed wzajemnym pozabijaniem, ale podejrzewała, że to zaledwie kwestia czasu – tym bardziej, że Rafa najwyraźniej uwielbiał ją irytować.
Jęknęła, rozdrażniona tym, że nie zamierzał tak po prostu odpuścić. Zadrżała niekontrolowanie, gdy przesunął dłonią wzdłuż jej kręgosłupa, skutecznie przyprawiając o dreszcze. Zamrugała nieco nieprzytomnie, po czym uniosła głowę, by móc spojrzeć mu w twarz. Próbowała sprawiać wrażenie rozeźlonej, ale powstrzymał ją cyniczny, nieco złośliwy uśmieszek, który momentalnie wzbudził w niej całą mieszankę sprzecznych emocji. Pozwolił jej na to, żeby przygarnął ją do siebie, zdecydowanym ruchem unosząc w taki sposób, żeby wylądowała na nim. Serce zabiło jej szybciej, kiedy usadził ją sobie na brzuchu tak, że wylądowała na nim okrakiem. Gdyby miała do czynienia z kimkolwiek innym, pewnie w tamtej chwili zdwoiłaby czujność, podświadomie dochodząc do wniosku, że sprawy trochę się skomplikują, a to, co było pomiędzy nimi, nagle wejdzie na nowy poziom, jednak kiedy w grę wchodziło Rafael…
– Jak mam rozumieć twoje emocje? – zapytał zaczepnym tonem demon, lekko mrużąc oczy na podkreślenie swoich słów.
Poczuła, że się rumieni, chociaż starała się tego nie okazywać. Co prawda zdawała sobie sprawę z tego, że trudno oszukać kogoś, kto sam pozostawał zawodowym kłamcą, ale to jeszcze nie znaczyło, że zamierzała tak po prostu sobie odpuścić.
– Hm, możliwe, że…
Nie miała okazji dokończyć.
Rafael nagle zesztywniał, napinając mięśnie i mocniej zaciskając obie dłonie na jej biodrach. Poszła w jego ślady, gwałtownie prostując się niczym struna i nasłuchując, świadoma tego, że coś mogłoby być nie tak jeszcze na ułamek sekundy przed tym, jak wyczuła w mieszkaniu czyjąś obecność – i to na dodatek sugerującą, że wcale nie mieli do czynienia z Lawrence’m.
Otworzyła usta, chcąc coś powiedzieć, ale ostatecznie się na to nie zdobyła. Nerwowo obejrzała się przez ramię, słysząc ciche, zmierzające ku sypialni kroki, które z łatwością mogłyby umknąć jej uwadze. Nie słyszała nawet, by ktokolwiek otwierał drzwi wejściowe, kiedy zaś te, które prowadziły do pokoju zajmowanego przez nią i Rafę, się uchyliły, wszystko potoczyło się bardzo szybko.
Najlepiej zapamiętała to, że serafin się poruszył – i to tylko po to, żeby bezceremonialnie zepchnąć ją z siebie, tak gwałtownie, że jak długa wylądowała za krawędzią łóżka.
Na ziemi.
W bolesny, zdecydowanie nienależący do szczególnie przyjemnych sposób.
Aha. Więc to chyba było wszystko, jeśli chodziło o definicję pojęcia „miłość boli”.
Cholera niech weźmie demony i ich sposób okazywania uczuć!
Spróbowała się podnieść, chociaż wcale nie była pewna, czy to najlepszy pomysł, jaki mogłaby mieć. Poderwała głowę akurat w momencie, w którym w progu pojawiła się jakaś postać. Zanim zdążyła zebrać myśli i stwierdzić, co takiego działo się wokół niej, Rafael przemknął przez pokój, doskakując do potencjalnego przeciwnika. Usłyszała warknięcie, a potem huk, gdy czyjeś ciało przeleciało przez pokój ostatecznie lądując na ścianie. W powietrze jak na zawołanie wzbił się kurz i drobinki tynku, a oszołomiona Elena pomyślała o tym, że Lawrence po powrocie nie będzie szczególnie zadowolony.
Przeciwnik Rafy nie wahał się długo przed rzuceniem się do ataku. Widziała, jak poderwał się na równe nogi, czając gdzieś w mroku i obserwując. Przez ułamek sekundy widziała twarz mężczyzny, koncentrując się przede wszystkim na jego rubinowych tęczówkach – jednoznacznym dowodzie na to, że miała przed sobą żywiącego się w naturalny sposób wampira. Nieśmiertelny zaatakował, rzucając się na demona i tym samym zmuszając Rafę do wykonania uniku. Obaj panowie poruszali się z zawrotną prędkością, dosłownie materializując się w najróżniejszych miejscach i zwalniając tylko i wyłącznie wtedy, gdy zbliżali się do siebie. Instynkt podpowiedział Elenie, że powinna zerwać się na równe nogi i uciec, żeby nie wchodzić im w drogę, ale nie zrobiła tego, w zamian decydując się na coś zgoła innego:
– Przestańcie!
Żaden z nich nie zareagował, co zresztą było do przewidzenia. Sama nie miała pewności, dlaczego w ogóle próbowała interweniować, ale to było silniejsze od niej, zresztą tak jak i pragnienie, żeby upewnić się, że Rafa nie był narażony na atak. Jasne, wyśmiałby ją, gdyby chociaż spróbowała zasugerować mu to, że cokolwiek mogłoby pójść źle, ale ona i tak wiedziała swoje.
Wraz z kolejnym hukiem, demon posłał swojego przeciwnika z powrotem na ścianę. Sam zmaterializował się tuż przed nim, dociskając szamocącą się postać do ściany i jak gdyby nigdy nic zaciskając palce na szyi wampira. Musiał zdawać sobie sprawę z tego, że w ten sposób nie będzie w stanie nieśmiertelnemu zaszkodzić, a tym bardziej, że nie przyniesie to żadnych skutków, ale po zaciętym wyrazie twarzy demona, Elena od razu zorientowała się, że z perspektywy Rafy nie stanowiło to żadnej przeszkody. On zabijał nie raz – a teraz ze spokojem mógł tego dokonać po raz kolejny.
– Elena, drzwi – wycedził przez zaciśnięte zęby.
Prychnęła, nie mogąc się powstrzymać, aż nazbyt świadoma tego, co właśnie jej sugerował. Miała wyjść, tak po prostu, jakby nic się nie wydarzyło? Och, to zdecydowanie było w jego stylu, albo…
– Och… Elena? – usłyszała i zamarła, bo tym razem to nie Rafa wypowiedział jej imię. – Wnuczka Lawrence’a?
Uniosła brwi, niemniej skonsternowana, co i wciąż trzymający wampira demon. Sam nieśmiertelny wydawał się obojętny na to, że ktokolwiek ściskał go za gardło i był na dobrej drodze do tego, żeby pokusić się o zabicie go. Para krwistych tęczówek z uwagą obserwowała właśnie ją, a Elena przez ułamek sekundy była gotowa przysiąc, że w spojrzeniu nieznajomego było coś niemalże figlarnego, chociaż…
A potem połączyła fakty i poczuła się jeszcze gorzej niż dotychczas.
– Sage – zaryzykowała, chociaż nie miała pewności. To jedno imię raptem kilka razy przewinęło się przez jej rozmowę z Lawrence’m, ten zresztą nigdy nie rozwijał tematu.
Obojętna na naglące spojrzenie Rafaela, podniosła się, po czym podeszła bliżej. Miała ochotę powiedzieć demonowi, żeby natychmiast odpuścił, ale to okazało się zbędne, bo chwila rozproszenia w zupełności wystarczyła wampirowi, który oswobodził się z uścisku serafina i w pośpiechu odskoczył na bezpieczną odległość. Dopiero kiedy zmaterializował się kilka metrów dalej, Elena miała okazję uważnie mu się przyjrzeć i przekonać, że ona i Rafa mieli do czynienia z przystojny, ciemnowłosym mężczyzną, o zapadających w pamięć rysach twarzy. Nie miała pewności, jakiej narodowości musiał być, ale mimowolnie pomyślała o tym, że to kolejny włoch albo francuz – tak jak Licavoli; było coś wyjątkowego w mieszkańcach tamtych terenów, począwszy od wyjątkowego charakteru, po rysy twarzy, których nie dało się pomylić z niczym innym.
Stanęła u boku Rafaela woląc mieć kontrolę nad tym, co działo się na jej oczach. Demon momentalnie się przesunął, bez słowa przygarniając do siebie i próbując zmusić do tego, żeby skryła się za jego plecami. Skrzywiła się, kiedy chwycił ją za ramię, po czym spróbowała oswobodzić, bynajmniej nie zamierzając pozwolić a to, żeby tak po prostu ją kontrolować. Rzuciła Rafie ostrzegawcze spojrzenie, chociaż zdawała sobie sprawę z tego, że kłótnia z nieśmiertelnym ma równie niewiele sensu, co i próba postawienia na swoim, gdy ten uparł się na coś innego. Problem polegał na tym, że oboje bywali równie nieznośni i uciążliwy, przez co jakakolwiek forma porozumienia nie wchodziła w grę. Wiedziała, że go to irytowało, tym bardziej, że przywyknął do kontroli nad sytuacją, ale zdecydowała się tym nie przejmować, raz po raz wychylając się albo próbując przesunąć w taki sposób, by mieć pełen wgląd na sytuację.
Mężczyzna – Sage – obserwował ich przez cały ten czas, milczący i zaskakująco spokojny. Jakby od niechcenia poprawił ciemną marynarkę, którą miał na sobie, po czym niedbałym ruchem wygładził ubranie. Wyprostował się, zachowując w taki sposób,  jakby co najwyżej miał problem z tym, że zapomniał się wyprasować, a nie dopiero co został poturbowany przez nadpobudliwego demona.
– Nie w taki sposób wyobrażałem sobie nasze pierwsze spotkanie, Eleno – stwierdził niemalże urażonym tonem.
– Znasz go? – mruknął z powątpiewaniem Rafael; po jego spojrzeniu i zachowaniu poznała, że nie był zachwycony perspektywą tego, że mogłaby cokolwiek istotnego przemilczeć.
– L. kilka razy o nim wspominał – przyznała, ostrożnie dobierając słowa. – Dalej tylko nie wiem kto…?
– Och, mieszkamy sobie razem – wtrącił Sage. – Moje kochanie nie ostrzegło? Czuję się oficjalnie obrażony!
W pierwszym odruchu po prostu otworzyła usta, chociaż i tak nie zdecydowała się odezwać chociażby słowem. Zawahała się, początkowo sama niepewna tego, czy cokolwiek z tego, co usłyszała, miało jakikolwiek sens. Nawet kiedy już przyjęła do świadomości to, co powiedział wampir, przez dłuższą chwilę była w stanie wyłącznie tkwić w miejscu i wgapiać się w niego rozszerzonymi do granic możliwości oczami, niezdolna nawet do tego, żeby chociaż zamknąć usta.
– Co…?! – wyrwało jej się; dźwięk, który z siebie wydawała, przypominał raczej pisk, a nie konkretne pytanie.
– Cóż… On zawsze wydawał się dziwny – mruknął jakby od niechcenia Rafael. – Isobel mogłaby się trochę zdziwić – dodał takim tonem, jakby właśnie dyskutowali o pogodzie.
To wciąż większa aktywność niż w twoim przypadku, pomyślała mimochodem, ale nie była na tyle zdesperowana, żeby powiedzieć to na głos. To nie był najlepszy moment na to, żeby rozważać zmarnowany potencjał sypialni. Na drażnienie demona, który już i tak ledwo odnajdował się we własnych emocjach, również.
Nie miała pewności, jak prezentował się jej wyraz twarzy, ale najwyraźniej dość żałośnie, skoro Sage nagle wybuchnął melodyjnym śmiechem. Spojrzała na niego w oszołomieniu, co najmniej zażenowana, chociaż to zdecydowanie nie ona miała powody do tego, żeby czuć się jakkolwiek źle. W głowie już i tak miała mętlik, a jakby tego było mało…
– Dobra bogini, przepraszam! – Sage wywrócił oczami. – Nie mogłem się powstrzymać. Zacznij, proszę, oddychać, zanim naprawdę będę mieć kogoś na sumieniu – dodał i uśmiechnął się w o wiele łagodniejszy sposób. – L. wciąż wzdycha do Beatrycze. Poza tym nie jest w moim typie – zadrwił, chociaż sama już nie była pewna, które jego słowa chciała i w ogóle powinna brać na poważnie.
– Że co proszę?
Wampir wzruszył ramionami.
– To nie było szczególnie uprzejme, wiem – zreflektował się pośpiesznie. – Ale demolowanie cudzego domu również do takiego nie należy.
– Zakradanie się również – wtrącił Rafael, tym samym ściągając na siebie uwagę Sage’a.
Mężczyzna zmierzył go wzrokiem, koncentrując się przede wszystkim na czarnych, rozłożonych skrzydłach. Serafin wciąż wyglądał na gotowego do ataku, zresztą ustawił się w taki sposób, by przynajmniej częściowo ją osłonić. Trudno było stwierdzić, czy wciąż był zagniewany albo rozbawiony, to zresztą nie było niczym nowym, bo Elena już dawno zdążyła zaobserwować, że nieśmiertelny z niepokojąco trafny sposób potrafił ukrywać swoje emocje.
– We własnym mieszkaniu? – powtórzył z naciskiem Sage. Wciąż pozostawał przesadnie uprzejmy i najwyraźniej obojętny na to, że miał tuż przed sobą potencjalnego zabójcę.
– Więc jednak tu mieszkasz? – odezwała się pośpiesznie, chcąc zmienić temat.
Sage uśmiechnął się blado; wyraz jego twarzy stał się bardziej przystępny, kiedy skoncentrował się na niej.
– Tak, ale w innym celu niż mogłabyś myśleć – zapewnił, a ona poczuła, że zaczyna się rumienić. – L. mógł cię jednak ostrzec. Mnie powiedział, że możesz się pojawić, ale… – Urwał i wymownie spojrzał na Rafaela.
Cholera, zdecydowanie pragnęła zapaść się pod ziemię. Co prawda już sama nie była pewna z którego powodu tak naprawdę, ale…
– Sama go zaskoczyłam – przyznała w końcu. – Uparłam się, żeby nocować i… Hm, dobry wieczór? – wymamrotała w końcu, samej sobie nie potrafiąc wytłumaczyć tego, co robi. – To dłuższa historia – przyznała, przesuwając się bliżej demona. – A Rafael wcale nie chciał… być aż tak brutalny.
– Och, chciał – wtrącił mimochodem sam zainteresowany.
Elena ledwo powstrzymała się przed porządnym zdzieleniem go łokciem w żebra. I tak by nie poczuł, ale przynajmniej miałaby satysfakcję.
– Głupio wyszło – stwierdziła, chociaż to i tak nie oddawało pełni tego, co tak naprawdę czuła.
Sage zerknął na ślady tynku w miejscach, gdzie przez ciężar jego ciała ściana zdążyła ucierpieć. Ani słowem nie skomentował ani walki, ani tego, że miał pod dachem niebezpiecznego demona. Tego, że niejako zastał ich razem w łóżku (Co z tego, że większą szansą było to, że Rafa zacznie czytać jej bajki na dobranoc, aniżeli że faktycznie dojdzie pomiędzy nimi do czegoś… poważniejszego?) również, ostatecznie ograniczając się do obojętnego wzruszenia ramionami.
– Nie ma tego złego… O ile po raz kolejny nie będę musiał się bronić – powiedział w końcu.
Rafael nie odpowiedział, chociaż uwaga bez wątpienia była skierowana do jego osoby. Elena doszła do wniosku, że tak naprawdę woli nie wiedzieć, co takiego chodziło demonowi po głowie i do czego mógłby się posunąć. W gruncie rzeczy nie czuła się w stanie nawet właściwie przejąć tym, że ktokolwiek mógłby zastać ją w towarzystwie serafina – i to nawet pomimo tego, że był to ktoś związany z L. W ostatnim czasie wszystko wymykało jej się spod kontroli, począwszy od sytuacji z Aldero, po kolejne wydarzenia.
– Jak na razie nie miałbym nic przeciwko temu, żeby pofatygował się tutaj Lawrence – oznajmił w zamian. Coś w jego tonie przyprawiło Elenę o dreszcze, choć to równie dobrze mogło mieć związek z wciąż odczuwanym oszołomieniem. – Porozmawiamy sobie.
Świetnie, więc zamierzał być równie uprzejmy, co i wtedy, kiedy Aldero poznał prawdę. Zawsze marzyła o tym, żeby szantażować kolejne osoby tylko po to, żeby utrzymać swój związek w tajemnicy.
– Mogę po niego zadzwonić – zasugerowała niechętnie. – Chociaż poluje.
– Mnie naprawdę nie obchodzi, co on robi – stwierdził cierpko Rafa.
Rzuciła mu rozdrażnione spojrzenie, wciąż niepewna tego, co powinna się spodziewać. Nie była zachwycona tym, że mógłby wydawać jej jakiekolwiek polecenia, nie wspominając już o tym, że wcale nie czuła się dobrze z tym, że mógłby chcieć przeprowadzać „poważne rozmowy” akurat z Lawrence’m. To była jej rodzina – i w jakiś pokrętny sposób zaczynała się z tą myślą oswajać, naprawdę odczuwając potrzebę do tego, żeby się troszczyć.
– Nie przeginaj – wycedziła przez zaciśnięte zęby. – Już z nim rozmawiałam i wie o tobie. Jak widzisz, oboje wciąż żyjemy.
Rafael wzruszył ramionami, obojętnością jednoznacznie dając jej do zrozumienia, że ta wiadomość w najmniejszym nawet stopniu niczego nie zmieniała – nie z jego perspektywy. Elena nerwowo przygryzła dolną wargę, po czym bez słowa podeszła do łóżka, próbując wypatrzeć porzuconą gdzieś na stoliku komórkę. Poczuła się pewniej, kiedy w końcu chwyciła telefon i chociaż wiedziała, że to niczego nie zmieni, szybkim krokiem ruszyła ku drzwiom, chcąc zachować przynajmniej resztki prywatności. Poniekąd pragnęła również zejść z oczu Sage’owi, choć wcale nie była pewna, czy zostawianie wampira i demona samych jest najrozsądniejszym posunięciem.
– Nie rób nic głupiego – mruknęła, wymownie zerkając na Rafaela.
Serafin rzucił jej zaciekawione spojrzenie; jego twarz nie wyrażała niczego.
– Nie masz się czym przejmować, lilan – zapewnił, ale wcale nie poczuła się dzięki temu pewniej. – Zrobię tylko to, co będzie trzeba, żeby zapewnić ci bezpieczeństwo.
Jeśli miała być ze sobą szczera, tych kilka słów wcale nie sprawiło, że poczuła się jakkolwiek pewniej – wręcz przeciwnie, choć i tego zdecydowała się nie mówić. W zamian po prostu odwróciła się i wyszła z sypialni, pośpiesznie zamykając za sobą drzwi.
Chociaż nie powiedziała tego na głos, tak naprawdę zaczynała obawiać się tego, co Rafael mógłby zrobić, żeby ostatecznie zapewnić jej bezpieczeństwo.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz









After We Fall
stories by Nessa