18.08.2016

Dwieście siedemdziesiąt siedem

Rafael
Czuł strach – wręcz czyste przerażenie – ale te wyjątkowo nie sprawiały mu przyjemności. Nie lubił, kiedy Elena się bała, niezdolny tak po prostu żerować na uczuciach, które należały do niej; to było nienaturalne, tak jak i perspektywa skrzywdzenia jej, bo takie rozwiązanie już od dawna nie wchodziło w grę. Był jeszcze ten chłopak, ale chociaż syn kapłanki niezmiennie wystawiał jego nerwy na próbę, Rafael nie chciał się do niego zbliżać, przynajmniej na razie. Elena z jakiegoś powodu go lubiła, zresztą obaj mieli ten sam cel: chcieli ją chronić.
Dziewczyna nie zareagowała, kiedy znalazł się tuż za nią, ale tak naprawdę tego nie oczekiwał. Bez słowa przygarnął pół-wampirzycę do siebie, tym razem nie czując oporu przed tym, by dotykać ją w czyimkolwiek towarzystwie. Wręcz przeciwnie – chciał to robić, zwłaszcza na oczach tego chłopaka, chcąc na każdym kroku podkreślić to, czyja tak naprawdę była Elena. Ona nazywała to „przedmiotowym traktowaniem”, jednak z jego perspektywy sprawy miały się zupełnie inaczej. Skoro wzbudzała w nim emocje, których dotychczas nie zaznał i sama twierdziła, że byli razem, to chyba oznaczało, że mu się oddała. Sam z kolei zaoferował jej swoją krew, a to również nie było w jego przypadku czymś normalnym; zaoferował tej dziewczynie więcej, aniżeli komukolwiek innemu przez całą wieczność, a w zamian oczekiwał tylko jednego: tego, by należała do niego.
Była jego lilan – najdroższą. W jego mniemaniu to słowo znaczyło dosłownie wszystko, choć możliwym było, że w kwestii miłości i uczuć wciąż czegoś nie pojmował.
Sytuacja wydawała się co najmniej dziwna, a panujące w pokoju napięcie stopniowo doprowadzało go do szału, wzbudzając w demonie sprzeczne uczucia. Instynkt raz po raz podpowiadał mu, że w pomieszczeniu znajdowały się potencjalne ofiary, tak jak Aldero, którego nastrój wydawał się czymś idealnym dla kogoś, kto lubował się w tych negatywnych emocjach. Rafael nigdy nie miał problemów z samokontrolą, chociaż prawda była taka, że nigdy dotąd nie widział powodów, by szczególnie się powstrzymywać; jeśli w grę wchodził ktoś, kto wzbudzał w nim niechęć, podjęcie decyzji zwykle nie zajmowało wiele czasu – po prostu atakował, obojętny na konsekwencje. Przy Elenie zmieniło się również to, dlatego chcąc nie chcąc koncentrował się na niej, mimowolnie zastanawiając się nad tym, w jaki sposób powinien jej pomóc. Nie chodziło wyłącznie o to, że mogłaby być przygnębiona – nie, skoro prawdziwy problem mógł leżeć w tej cholernej wizji.
– Co tak naprawdę widziała twoja matka? – zwrócił się do Aldero. Jego głos zabrzmiał obojętnie, Rafael zresztą przywykł do tego, żeby myśleć praktycznie. – Mówiłeś, że wizja była zawiła, a niektórych nie pamięta. Jaka jest więc szansa na to, że się pomyliła?
– Uważasz, że wam kręcę czy jak? – obruszył się wampir, nagle prostując na swoim miejscu; jego oczy błyszczały dziko, chociaż przynajmniej nie w ten szczególny, zdradzający wściekłość sposób.
Wywrócił oczami, najzwyczajniej w świecie emocje chłopaka ignorując.
– Ty to powiedziałeś, nie ja – zauważył przytomnie. Przez twarz Aldero przemknął cień, ale i to nie zrobiło na demonie wrażenia. – Chciałeś się zobaczyć i całe szczęście, bo tego zdecydowanie nie powinniśmy bagatelizować, ale… masz właściwie jakieś konkrety? – zapytał wprost, nie szczędząc sobie złośliwości.
Nigdy nie doceniał tak przekazanych informacji, w gruncie rzeczy nie niosących ze sobą żadnej praktycznej wiedzy. Nie podobało mu się również to, że wampir tak ot tak mógł wystraszyć Elenę, przy okazji niejako podważając wszystkie obietnice Rafaela: o tym, że ją ochroni. Nigdy dotąd nie zawiódł, tym razem zresztą w grę nie wchodził wyłącznie rozkaz ojca, ale coś o wiele ważniejszego i bardziej złożonego. Gdyby cokolwiek stało się dziewczynie, to wcale nie jego duma ucierpiałaby najbardziej i właśnie ta świadomość dręczyła go w największym stopniu.
– Rafael! – syknęła Elena, odsuwając się w pośpiechu.
Pozwolił jej na to, przyzwyczajony już do tego, że niezmiennie udawało mu się ją zirytować. Zazwyczaj reakcje Cullenówny były całkiem zabawne, zwłaszcza gdy bezwiednie przeczytała samej sobie, w jednej chwili wydając się chętną go zamordować, a w następnej z uporem do niego lgnąc. Tym razem jak nic miało być podobnie, tym bardziej, że kiedy znalazła się poza zasięgiem jego rąk, nerwowo objęła się ramionami; patrzyła na niego i wyczuł tęsknotę, chociaż dziewczyna była zbyt dumna, by tak po prostu przyznać się do tego, że jednak wolała znaleźć się w jego ramionach.
– Co znowu? – zniecierpliwił się. – Mówimy o wizji, która dotyczy ciebie. Wizji, o której on sam – podjął, zerkając na Aldero – mówi, że należała do tych trudnych, które przerastają kapłankę. Pytam się w takim wypadku, co wieszczka tak naprawdę widziała – dodał oschłym, nieznoszącym sprzeciwu tonem.
Elena otworzyła i prawie natychmiast zamknęła usta, w ostatniej chwili powstrzymując się przed komentarzem. Zabawne, że coraz częściej wiesz, kiedy powinnaś przy mnie zamilknąć, pomyślał mimochodem, bo to zdecydowanie nie była pora na przekomarzanie i wzajemne łapanie się za słówka. Sam fakt tego, że właśnie jej mogłoby zabraknąć słów, również wydał mu się czymś niezwykłym, chociaż nie poczuł się z tego powodu lepiej. Jeśli faktycznie była zagrożona, tym bardziej musiał postarać się o to, żeby być przy niej, a to przychodziło o wiele łatwiej, kiedy Elena akurat nie miała ochoty wywalić go za drzwi.
Westchnął, po czym zignorował dziewczynę, w zamian koncentrując się na jej kuzynie. Rzucił wampirowi naglące spojrzenie, coraz bardziej poirytowany tym, że sensowne odpowiedzi zmuszony był wyciągać niemalże siłą. Skoro wszyscy tak doskonale rozumieli powagę sytuacji, dlaczego zachowywali się w sposób sugerujący, że aktualnie prowadził domowe przedszkole, zamiast sensownej dyskusji?
– Nie żebym był złośliwy, ale to akurat prawda – wtrącił jakby od niechcenia Lawrence. On jeden wydawał się spokojny, a przynajmniej Rafael nie był w stanie wychwycić szczególnie intensywnych emocji. Ten wampir od zawsze był pod tym względem dziwny, doskonale maskując się już w okresie, kiedy pozostawał jedną z najbliższych osób pod wodzą Isobel. – Isabeau zawsze była impulsywna.
– Ty akurat jesteś ostatnią osoba, która ma prawo oceniać moją matkę! – warknął Aldero, dla podkreślenia swoich słów wysuwając kły.
Jeszcze kiedy mówił, poderwał się na równe nogi. Lawrence wywrócił oczami, po czym uniósł obie dłonie w poddańczym geście. Cóż, obaj musieli zdawać sobie sprawę z tego, że wampirze kły nie stanowiły żadnej broni przeciwko komuś takiemu jak Cullen. Inną kwestię stanowiła telepatia, ale przynajmniej tymczasowo Aldero wydawał się trzymać moc w ryzach, choć przy tak trudnym charakterze to jawiło się niemalże jak cud.
– Al! – Elena z niedowierzaniem pokręciła głową. – Rozmawiacie o tym, jak nie dać mnie zabić, czy po postu chcecie mnie zdenerwować?! – zniecierpliwiła się.
– To ty zaprosiłaś Lawrence’a – przypomniał jej cicho Rafael.
Dziewczyna zmrużyła gniewnie oczy. Kiedy spojrzał w jej tęczówki, przekonał się, że złociste cętki wyraźniej niż kiedykolwiek odcinają się na tle błękitu. Coś w jej wyglądzie się zmieniało, najpewniej za sprawą jego krwi, chociaż wciąż nie miał pewności czy to dobrze, czy wręcz przeciwnie.
– Tak – przyznała niechętnie. – Bo zakładałam, że to prędzej ty i Aldero się pozabijacie. Najwyraźniej trochę się pomyliłam.
– Jak to dobrze wiedzieć, że jestem tutaj, by mężczyźni twojego życia trzymali się od siebie na dystans – rzucił poirytowanym tonem Lawrence. – Skończyliście już, czy dalej zamierzacie na siebie warczeć? Wizja. Elena. Isobel – przypomniał usłużnie.
Zawsze miałeś zadziwiające wyczucie czasu, L., przeszło Rafaelowi przez myśl. Wciąż nie był przekonany co do tego, czy Cullenówna postępowała słusznie, ufając komuś, kto przez lata pozostawał w tak zżytych relacjach z królową, ale z drugiej strony, pod wieloma względami postępowali podobnie. Różnica polegała na tym, że Isobel już oficjalne postrzegała go jako zdrajcę i kogoś, kogo przy pierwszej okazji należało zabić. Lawrence zawsze wydawał się chwiejny, a skoro upierał się chronić wnuczkę…
No cóż, te wszystkie uczucia i więzi rodzinne od zawsze wydawały mu się zbyt zawiłe.
Uwaga wciąż skupiała się na Aldero, ten jednak sprawiał wrażenie całkowicie na to obojętnego. Wciąż stał w tym samym miejscu, spięty i gotowy do ataku, chociaż przynajmniej schował kły. Rafael nie mógł zaprzeczyć, że przebywanie pod jednym dachem z kimś, kto również mógłby pragnąć Eleny, zaczynało działać mu na nerwy, jednak udawało mu się ignorować negatywne uczucia. Sądził, że podczas ostatniego spotkania dość jasno nakreślił chłopakowi sytuację, a zwłaszcza kwestię tego, dlaczego tak ważne pozostawało to, by zachował wszystko w tajemnicy. Póki się do tego podporządkowywał, przez wzgląd na Elenę rozsądniejszym wydawało się zostawić wampira w spokoju – przynajmniej do czasu.
Rafael spiął się, kiedy dziewczyna jak gdyby nigdy nic zdecydowała się do kuzyna podejść. Było coś delikatnego i niemalże czułego w jej ruchach, gdy dotknęła ramienia chłopaka, usiłując zwrócić na siebie uwagę. Drgnął, po czym chcąc nie chcąc obejrzał się w jej stronę. Coś w wyrazie jego twarzy złagodniało z chwilą, w której spojrzał Elenie w oczy, jakby sama bliskość pół-wampirzyca mogła wpłynąć na niego kojąco.
– Powiedz mi – poprosiła, a chłopak jęknął, wyraźnie niezadowolony z tego, czego od niego oczekiwała.
– Mama powiedziała, że pamięta ból – przyznał w końcu. – Była tobą i bardzo cierpiała… Na początku pomyślałem nawet, że widziała Allegrę, bo babcia wtedy traciła dziecko – przyznał i na moment zwiesił głos. – Tyle że mama na pewno mówiła o tobie – powiedział z naciskiem. – Pod tym względem nie myliła się nigdy.
Elena pobladła nieznacznie, to jednak nie uszło jego uwadze. Zwłaszcza w chwilach, kiedy poważniała, a jej skóra była aż tak jasna, dało się wyczuć różnice w wyglądzie i zachowaniu. Widział, jak srebrzyste włosy kołyszą się łagodnie przy każdym kroku, zwłaszcza w chwilach, w których przekrzywiała głowę. Był gotów przysiąc, że do tej pory jej loki nie były aż tak jasne, co również zrzucił na działanie swojej krwi. Miriam była irytująca ze swoimi teoriami i tym, że niejako wyśmiała go z powodu tego, że mógłby nie wiedzieć, co dla wampira oznacza dzielenie się osoką demona, ale nie dbał o to. Nigdy dotąd do głowy mu nie przyszło, by dobrowolnie otwierać dla kogoś żyły, więc Elena pozostawała pod tym względem absolutnym wyjątkiem, krew z kolei sprawiała, że tym bardziej czuł, jakoby dziewczyna należała do niego.
Tym bardziej zagotowało się w nim w chwili, w której zauważył, jak obejmuje Aldero ramionami. Tym razem inicjatywa wyszła z jej strony, ale i tak demon zapragnął urwać chłopakowi głowę – ot tak, dla zasady, byleby tylko bronić swojej lilan. Jedynie świadomość tego, że Elena by mu tego nie wybaczyła, powstrzymała go przed postąpieniem w aż tak impulsywny, na dłuższą metę bez wątpienia głupi sposób, tym bardziej, że mieli do omówienia zupełnie inną, ważniejszą kwestię.
Jeśli chodziło o jego związek z Eleną, musiał znaleźć sposób na to, by ostatecznie podkreślić to, czyja tak naprawę była. Problem leżał w tym, że wciąż nie miał pewności, jak powinien tego dokonać, by przy okazji jej do siebie nie zrazić.
– Dlaczego dopiero teraz? – wypalił pod wpływem impulsu, chcąc przerwać panującą cisze i jakkolwiek zmusić Aldero i Elenę do oderwania się od siebie.
– Co? – mruknął w roztargnieniu chłopak.
Objął kuzynkę, ale na tyle ostrożnie, by nie pokusić się o dotykanie jej w taki sposób, który mógłby wydać się zbyt dwuznaczny. To było raczej jak przyjacielski uścisk – nieznośnie niewinne, choć przy tym wystarczająco bliskie, by Rafa poczuł się co najmniej poirytowany.
– Kiedy twoja matka miała tę wizję? – uściślił, nie kryjąc zniecierpliwienia. Nie przywykł do tego, że ktokolwiek mógłby bagatelizować jego słowa.
– Ach… Kilka dni temu – przyznał niechętnie. – Ale dużo się działo, a ja nie chciałem naciskać na mamę. Poza tym wtedy mógłbym co najwyżej narobić paniki w rodzinie, a za to byś mnie zabił, tak? Pamiętam o tajemnicy – dodał cierpkim tonem.
To brzmiało sensownie, co uznał z olbrzymią niechęcią. Bez wątpienia dobrym pozostawało to, że chłopak był na tyle rozsądny, by – przez wzgląd na Elenę i własne życie – trzymać język za zębami. Działał ostrożnie, poza tym zwrócił się do niego, co również na swój sposób było pozytywne. Rafael wiedział, że wampir mu nie ufał, ale najwyraźniej pozostawał na tyle zdesperowany, by chwytać się każdego sposoby na to, żeby zapewnić Elenie bezpieczeństwo.
Teraz podstawowym pytaniem było, co takiego powinni w związku z tym zrobić.
– Wieszczka widziała, że coś niedobrego spotkało Elenę – odezwał się na głos, ostrożnie dobierając słowa. Przywykł już do tego, by w ten sposób łączyć fakty, najczęściej przy Mirze, bo to z nią zdarzało mu się najczęściej pracować. – Czuła jej ból… Fizyczne cierpienie, jak mniemam – dodał, w duchu modląc się o to, żeby znowu nie pojawił się temat psychicznego odczuwania, czy co tam jeszcze wielokrotnie powtarzała w swoim wywodach dziewczyna.
– Mówiła, że to tak, jakby coś rozrywało ją od środka na kawałeczki – sprostował Aldero; jego spojrzenie momentalnie spoczęło na dziewczynie. – Wybacz.
– Nie no, świetnie, gadajcie sobie dalej – rzuciła przesadnie radosnym tonem. Zwykle zachowywała się w ten sposób, naiwnie wierząc, że dzięki temu ukryje faktycznie odczuwane przerażenie.
Rafael zdecydował się spełnić jej życzenie, więc jak gdyby nigdy nic mówił dalej:
– W porządku, więc załóżmy, że stanie się coś na tyle niedobrego, by sprawić Elenie ból. Jestem w stanie sobie to wyobrazić, bo wiem do czego zdolny jest każdy z moich braci i również ja sam – oznajmił, decydując się postawić sprawę jasno. – Hunter już raz tego próbował. Wiem, że prawie na pewno nie ma go w Seattle, ale możliwe, że wróci. Jest jeszcze brat twojej przyjaciółki, chociaż on na razie skupia się na prywatnych sprawach – ciągnął. Ledwo powstrzymał się od dodania, że jak długo celem zainteresowania wampira pozostawała Liz, tym sprawy miały się lepiej. – Isobel wciąż jest w Volterze, więc moim zdaniem sprawa jest prosta.
– Powiadasz? – prychnął Aldero.
Znowu zmusił się do tego, żeby chłopaka zignorować. Och, Eleno, masz u mnie coraz większy dług wdzięczności, przeszło mu przez myśl, ale i to zdecydował się zostawić dla siebie.
– Oczywiście – zapewnił ze spokojem. – Jak długo trzymamy się z daleka od Włoch, a Elena jest ze mną, sytuacja pozostaje pod kontrolą. Nie ma mowy, żeby pojawiła się na balu, więc wtedy też nic złego nie będzie miało miejsca.
– Jaki znowu, do jasnej cholery…? – zaczął zniecierpliwionym tonem chłopak, jednak tym razem to Lawrence nie dał mu dokończyć:
– Pewnie kolejne wielkie przyjęcie na część królowej. – Wampir wywrócił oczami. – Czy na wszystkie możliwe problemy, naprawdę bal szokuje tu najbardziej? – zapytał, a Rafael jeden z nielicznych razów przyznał mu rację.
– Nie – przyznał Aldero. – Ale mam wrażenie, że coś mnie ominęło.
Osobiście miał na tę sprawę zupełnie inny pogląd, ale nie skomentował tego nawet słowem. Nie próbował również powstrzymywać Eleny, kiedy ta pośpieszyła z wyjaśnieniami:
– Rafael widział się z królową w Volterze – powiedziała na wydechu. – Twierdzi, że Isobel planuje bal, podczas którego pewnie podkreśli swoją nową rolę u boku Aro. Polityczne kwestie i tak dalej.
– Po prostu cudownie! – jęknął chłopak.
Cóż, jeśli wziąć pod uwagę to, jak ostatnim razem omal nie roznieśli całego Miasta Nocy, jego reakcja nie wydała się Rafie dziwna. Nie mógł również zaprzeczyć, że Isobel zwykle niosła ze sobą wyłącznie ból i śmierć, więc i tym razem miało być podobnie. Trudno mu było określić, czy podczas uroczystości Isobel zamierzała się ujawnić, czy wciąż zamierzała grać Florence, ale to wydało mu się najmniej istotne. Priorytetem wciąż pozostawała Elena, więc to na niej zamierzał się skupić, tym bardziej, że do tej pory nigdy nie ukrywał przed nią, że bezpieczeństwo jej rodziny czy przyjaciół pozostawało dla niczego czymś całkowicie obojętnym.
W pokoju zapanowała cisza, ale uznał, że to było do przewidzenia. Zamierzał w najbliższym czasie zobaczyć się z Miriam i wytłumaczyć jej, jak prezentowała się sytuacja, przy okazji upewniając się, że w kwestii Huntera sprawy w żaden sposób nie uległy zmianie. Demonica miała wolną rękę, przynajmniej tak długo, jak stała po jego stronie, specjalnie na jego życzenie patrolując okolicę. Chociaż Rafael nigdy nie określił łączącej ich relacji mianem zaufania, prawda była taka, że jej wierzył – i to pomimo tego, że wciąż zdarzało mu się wypominać siostrze to, że mogłaby przebywać z ich zdradzieckim bratem.
Wciąż o tym myślał, kiedy jego uwagę przykuł ruch. Poderwał głowę w chwili, w której Elena bez słowa ruszyła w stronę drzwi balkonowych, obojętna na wszystko i wszystkich. Bez pytania o to, czy przypadkiem nie miała ochoty zostać samą, ruszył za nią, nie wyobrażając sobie, że miałby spuścić ją z oczu chociażby na ułamek sekundy. Musiała zdawać sobie z tego sprawę, bo już w progu tarasu zatrzymała się i przytrzymawszy drzwi, poczekała aż do niej dołączy.
Na zewnątrz było chłodno i ciemno, ale to żadnemu z nich nie przeszkadzało. Z uwagą obserwował dziewczynę, kiedy podeszła do barierki i zacisnąwszy na niej obie dłonie, lekko nachyliła się do przodu. Jasne włosy opadły na jej twarz, przysłaniając policzki, ale i tak odniósł wrażenie, że dostrzegł ślady łez. To go zaskoczyło i to może bardziej niż cokolwiek innego, bo przynajmniej z jego perspektywy nie powinno było mieć miejsca. Już kilka razy widział płaczącą Elenę, ale do tej pory nie zdarzyło się, żeby była przy tym aż do tego stopnia przerażona; zagniewana i owszem, jednak strach…
To nie było normalne i doskonale zdawał sobie z tego sprawę.
Podszedł bliżej, stając tuż za nią i czekając, aż sama zdecyduje się zwrócić na niego uwagę. Oddychała szybko i płytko, jakby mając z tym problem, chociaż teoretycznie wszystko wydawało się być w porządku. Lekko drżała i coś w tym widoku sprawiło, że zapragnął otoczyć ją ramionami, jednak ostatecznie się na to nie zdecydował. Wszystko w Elenie wydawało się krzyczeć, by w tamtej chwili trzymać się od nie z daleka, ale z drugiej strony…
Cóż, wyglądała tak, jakby sama nie miała pewności, czego tak naprawdę chciała.
– Boje się – usłyszał i to, że w ogóle się do tego przyznała, zaskoczyło go bardziej niż cokolwiek innego.
Podszedł bliżej, ostatecznie decydując się zacisnąć dłonie na barierce po obu jej stronach, tym samym niejako wiążąc dziewczynę w swoich ramionach. Jakimś cudem zdołała odwrócić się w jego stronę, wciąż blada i drżąca, chociaż zdążyła zapanować nad sobą na tyle, by nie był w stanie zauważyć jakichkolwiek oznak tego, że mogłaby płakać.
– Wiem – przyznał zgodnie z prawdą, choć zdawał sobie sprawę z tego, że nie to chciała usłyszeć. – Ale nie masz powodu.
– Isabeau mnie widziała – przypomniała mu cierpko.
Wzruszył ramionami.
– Ale nie martwą – oznajmił z naciskiem. – Zresztą nie o to chodzi, bo nie jesteś taka, jak inne osoby, które dotychczas widywała kapłanka.
– Doprawdy? – mruknęła z powątpiewaniem; dawna Elena pewnie jeszcze ucieszyłaby się z takiego komplementu.
– Oczywiście – stwierdził godnie z prawdą. – Ty masz mnie… A ja, gdyby zaszła taka potrzeba, zszedłbym do samego piekła, żeby zapewnić ci bezpieczeństwo. To tyle w kwestii przypieczętowanego losu – dodał beztroskim tonem. – Zginiesz dopiero wtedy, kiedy ci na to pozwolę… I tak, możesz to uznać za wiążącą przysięgę, Eleno – oznajmił z powagą, przez cały ten czas patrząc jej w oczy.
Zaraz po tym – nie czekając na jakąkolwiek reakcję, a już zwłaszcza słowa protestu – rozłożył skrzydła i porwawszy zaskoczoną dziewczynę na ręce, poleciał w noc.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz




After We Fall
stories by Nessa