01.07.2016

Dwieście trzydzieści siedem

Elena
Pierwotna reakcja była automatyczna i w najmniejszym nawet stopniu jej nie kontrolowała. Poczuła, że jej ciało napina się, a ona sama staje naprzeciwko Rafaela, zwrócona do niego plecami i nachylona w jednoznaczny, gotowy do ataku sposób ku obserwującej ich, wyraźnie wściekłej Miriam. Była gotowa zacząć walczyć, wręcz rozszarpać na kawałeczki pierwszą osobą, która wpadłaby jej w ręce. Miała ochotę zacząć krzyczeć i w jednoznaczny sposób dać intruzowi do zrozumienia, żeby trzymał się od niej z daleka – i zostawił jej krew w spokoju.
Z pewnym opóźnieniem dotarło do niej to, jaki obrót przybrały jej myśli. Puls momentalnie jej przyśpieszył, a w żołądku coś jak na zawołanie przewróciło, przez co omal nie zwróciła dopiero co przyjętej posoki. Coś we własnych myślach sprawiło, że poczuła się trochę tak, jakby na głowę ktoś wylał jej kubeł lodowatej wody. Doświadczenie samo w sobie okazało się oszałamiające, a Elena odskoczyła do tyłu, niemniej roztrzęsiona, co i na krótko po tym, jak dotarło do niej, że zaatakowała Briana.
– Elena… – usłyszała, ale energicznie pokręciła głową. Miała ochotę zakryć uszy dłońmi, by nie słuchać, zwłaszcza gdyby musiała teraz znosić wyrzuty. Już i tak czuła się okropnie. – Elena!
Wzdrygnęła się, kiedy Rafael podniósł głos, ale nie była w stanie tak po prostu go ignorować. Posłusznie spojrzała w jego stronę, nienawidząc siebie za to, że ostatecznie jej spojrzenie i tak powędrowało w stronę jego gardła. Wciąż czuła smak krwi – cudownie słodkiej, pełnej energii i tak przez nią umiłowanej, że gdyby przyszła taka potrzeba, mogłaby nawet zabić. To sprawiało, że jak na zawołanie robiło jej się słabo, a pieczenie w gardle mieszało się z torsjami, przez co sama już nie była pewna tego, jak się czuła. Drżące palce wsunęła we włosy, ciągnąc je lekko i próbując stwierdzić, jakim cudem w ogóle była w stanie utrzymać się w pionie. Niemalże czekała na moment, w którym nogi ostatecznie odmówią jej posłuszeństwa, a ona wyląduje na ziemi, ale…
Mimochodem zauważyła, że rana na jego szyi zasklepiła się, nie pozostawiając po sobie nawet śladu. Jak zwykle wyglądał dobrze, promieniejąc energią i siłą, której niejeden mógłby mu pozazdrościć. Czarne skrzydła wciąż wzbudzały w niej niepokój i fascynację, tym bardziej, że nie tak dawno unosili się dzięki nim w powietrzu. Wtedy wszystko było w porządku, tym bardziej, że jak zwykle się ze sobą przekomarzali, jej zaś zdecydowanie nie przyszłoby do głowy, że w ogóle mogłaby go zaatakować. Sama nie miała pewności, co takiego działo się z nią w ostatnim czasie i choć wiedziała, że Rafael nie podzieliłby się z nią swoją krwią, czuła, że pewne sprawy powoli zaczynają wymykać jej się spod kontroli.
Cholera, wszystko było nie tak! Jakby tego było mało, chyba zaczynała zachowywać się tak, jakby była obłąkana, a to również nie wydawało się normalne. W głowie miała mętlik, a to był zaledwie początek tego, czego doświadczała, skulona, roztrzęsiona i niezdolna do tego, żeby wykrztusić z siebie chociaż słowo.
Nie rozumiała tego i chyba nawet nie chciała. Z dwojga złego wolała jak najszybciej zniknąć mu z oczy, byleby nie musieć przekonywać się, co sam demon myślał o całej sytuacji. Jak musiała wyglądać w jego oczach? Niebezpieczny drapieżnik, którego ktoś właśnie zabrał możliwość posilenia się? Bardzo możliwe, zresztą chyba nawet nie chciała wiedzieć, jak wyglądała. Czuła się roztrzęsiona i bliska obłędu, niemalże będąc w stanie oczami wyobraźni zobaczyć siebie samą w tym dziwnym stanie – z błyszczącymi oczami, drżącymi ramionami i rozchylonymi, wciąż zbroczonymi krwią ustami. Gdyby nie Miriam, pewnie piłaby dalej, tak długo, jak sam Rafael nie zdecydowałby o tym, że wystarczy. Oczywiście, znał granice, ale…
Ale chyba sama również powinna je znać, czyż nie? To miałoby sens, a przynajmniej tak jej się wydawało, choć już niczego nie była tak naprawdę pewna. Nic nie wiedziała, chociaż…
Nie zauważyła, kiedy i jakim cudem udało mu się przesunąć, faktem jednak pozostawało to, że nagle zmaterializował się u jej boku. Otworzyła i prawie natychmiast zamknęła usta, porażona spojrzeniem czystych, niebieskich oczu, które nagle odnalazły jej własne. Obraz już od dłuższego czasu jej się zamazywał, choć naturalnie próbowała powstrzymywać cisnące jej się do oczu łzy, nie potrafiąc wyobrazić sobie tego, że mogłaby okazać przed nim słabość. Nawet w takiej sytuacji pozostawała dumna, choć z dotychczas odczuwanej pewności siebie nie pozostało nic – jedynie pustka i gniew na samą siebie za to, że mogłaby dopuścić się do takiego stanu.
A to wszystko przed nim. O bogini, chyba nigdy dotąd nie bała się aż do tego stopnia, że ktokolwiek spojrzy na nią z pogardą…
– Nie podchodź! – wyrwało jej się. Aż zesztywniała, porażona charkotem, który wyrwał się z głębi jej gardła.
Rafael uniósł brwi ku górze, ale ostatecznie nie odezwał się nawet słowem. Wciąż jej się przypatrywał i była tego świadoma w równym stopniu, co i trzepocącego się z zawrotną prędkością serca. Była gotowa przysiąc, że niewiele brakuje, żeby po raz kolejny zabrakło jej tchu albo żeby w ogóle przestała oddychać, to jednak wydało jej się najmniej istotne. Co z tego, że potrzebowała krwi do tego, żeby normalnie funkcjonować? Przynajmniej w teorii mogła założyć, że to nie ma znaczenia, bo…
– Spójrz na mnie, lilan.
Tym razem nie krzyczał, jego głos zaś zabrzmiał spokojnie – zaskakująco wręcz łagodnie i niemal troskliwie, choć nie podejrzewała, że w ogóle będzie do tego zdolny. Rafa wciąż ją zaskakiwał, w jednej chwili zdecydowany, złośliwy i równie pewny siebie, co i w chwili w pierwszego spotkania, a w następnej po prostu ludzi, choć w tym drugim wypadku częściej zachowywał się tak, jak dzieciak, który dopiero zapoznawał się z emocjami. To było rozkoszne, przynajmniej przez większość czasu, ale w tamtej chwili… wydało jej się po prostu prawdziwe.
Nie zwróciła uwagi na charakterystyczną, hipnotyzującą nutę, która mogłaby świadczyć o tym, że w jakikolwiek sposób mógłby chcieć manipulować jej umysłem. Nawet jeśli był do tego zdolny, wolała się nad tym nie zastanawiać; już i tak była zbyt oszołomiona, żeby myśleć i wyciągać jakiekolwiek mniej lub bardziej sensowne wnioski. Liczyło się to, że ostatecznie na niego spojrzała, wciąż oszołomiona, ale znacznie spokojniejsza. Nawet nie drgnęła, kiedy znalazł się u jej boku, bez słowa ujmując ją pod brodę, a po chwili zdecydowanie przygarniając do siebie.
– Co się dzieje? Dlaczego znowu jesteś przerażona? – zapytał spiętym tonem. W gruncie rzeczy żądał wyjaśnień, choć nawet samej sobie nie potrafiła ich udzielić.
– Ja…
Co miała mu powiedzieć? Że od jakiegoś czasu bardziej liczyła na możliwość napicia się jego krwi, aniżeli na to, że spędzą ze sobą trochę czasu? Że podświadomie wcale nie wyczekiwała pocałunków, ale tego, że zlituje się i nastawi szyję pod odpowiednim kątem, by choć trochę ułatwić jej zadanie? Możliwości było wiele, ale żadna nie sprawiała, że czuła się z siebie jakkolwiek dumna, bardziej przerażona i przybita, w miarę jak zaczęło do niej docierać to, jak żałosne było jej zachowanie w ostatnim czasie. Początkowo łatwo było to ignorować, tym bardziej, że chyba nie odczuwała aż tak silnej potrzeby tego, żeby znowu skosztować zawartości jego żył, jednak teraz… Teraz coś się zmieniło, a ona w żaden sposób nie potrafiła stwierdzić, kiedy i jakim cudem straciła nad sobą kontrolę.
Zadrżała niekontrolowanie, ale nie próbowała się cofać. Rzuciła mu błagalne spojrzenie, choć również i w tej kwestii nie potrafiła jednoznacznie stwierdzić, czego od niego oczekiwała. Zrozumienia? Niby w jaki sposób, skoro sama nie dysponowała nim względem samej siebie? Nic nie było jasne, a jakby tego było mało…
– O bogini, ile wy już to praktykujecie? Ona wygląda, jakby zaraz miała odlecieć! – Głos Miry doszedł do niej jakby z oddali, niejako potwierdzając tę teorię. – Rafael, ty… idioto!
– Że co? – Wychwyciła w głosie demona gniewną nutę, której zresztą można było spodziewać się po słowach jego siostry. Gdyby wzrok potrafił zabijać, w tamtej chwili najpewniej miałby na sumieniu kolejne istnienie. – Trochę się zapędzasz, Miriam – przypomniał chłodno, ale jego uwaga prawie natychmiast skoncentrowała się na powrót na Elenie.
– Okej, świetnie… Mogę sobie iść i udawać, że nic nie widziałam. W końcu masz takie kurewsko duże doświadczenie z kobietami, że na pewno wiesz, że nasza krew uzależnia – zadrwiła, a Elena poczuła, że sztywnieje.
Nie jako jedyna, bo również reakcja Rafaela była natychmiastowa i dość jednoznaczna. Demon nagle wyprostował się niczym struna, po czym dosłownie skoczył do przodu, puszczając ją i w zamian dosłownie materializując się tuż obok siostry. Nawet nie czekając na reakcję Miriam, bezceremonialnie chwycił demonicę za ramiona i szarpnięciem przyciągnął do siebie, obojętny na to, że skrzywiła się i w najzupełniej machinalnym geście spróbowała wyrwać.
– Coś ty powiedziała? – syknął, a Mira wymownie wywróciła oczami.
– Nie patrz na mnie w taki sposób, okej? – obruszyła się, ale kiedy w grę wchodziła kłótnia z Rafaelem, równie dobrze mogła próbować się sprzeczać z drzwiami kapliczki. – Myślałam, że wiesz.
Przez twarz demona przemknął cień.
– Nie, nie wiem. A ty nie odezwałaś się nawet słowem, chociaż bez wątpienia domyśliłaś się, że zamierzam ją nakarmić! – naskoczył na nią, dla podkreślenia swoich słów energicznie dziewczyną potrząsając.
– Tak, wtedy! Od jednego razu nic by się nie stało, zwłaszcza, że była umierająca! – Miriam zawahała się, wyraźnie próbując powstrzymać przed powiedzeniem czegoś, co postawiłoby ją w jeszcze gorszej sytuacji. – Jakbym wiedziała, że będziecie sobie gruchać jak te dwa gołąbki, to pewnie bym się odezwała.
Demon prychnął, po czym odsunął się od niej tak gwałtownie, że przez moment Elena była niemalże pewna tego, że Rafa spróbuje uderzyć siostrę. Drgnęła, przez moment mając ochotę zareagować i przynajmniej spróbować go powstrzymać, ale sam zdecydował się odsunąć. Poczuła ulgę, tym bardziej, że nie znosiła, kiedy zachowywał się w ten sposób, a sam widok podenerwowanego nieśmiertelnego wystarczył, by choć trochę ją otrzeźwić.
– Co znaczy, że jestem… uzależniona od jego krwi? – zapytała cicho. Miała wrażenie, że poszczególne słowa nie będą w stanie przecisnąć się jej przez gardło. – Co, do cholery…?
Urwała, bo jakiekolwiek wyjaśnienia w gruncie rzeczy wydały jej się zbędne. Chyba tak naprawdę wiedziała już od dłuższego czasu, odkąd po raz pierwszy zwróciła uwagę na to, że jej ciało zaczęło się zmieniać, a organizm w dość jednoznaczny sposób dawał jej do zrozumienia, który rodzaj pożywienia preferował. To jedynie utwierdziło ją w przekonaniu, że musieli coś zrobić, żeby to przerwać, ale nie wyobrażała sobie tego, jak miałaby to zrobić. Jasne, mogła przestać pić z jego żył – z tym, że nawet gdyby to zrobiła, wciąż myślałaby o tej krwi, a ograniczenie spotkań z Rafaelem zdecydowanie nie wchodziło w grę.
Ha, ćpuny chyba mówią to samo, prawda? Zawsze znajdzie się dobra okazja do tego, że skosztować choć odrobinkę narkotyku, chociaż…
Takie podejście zdecydowanie jej nie pomagało, ale jeśli nie cynizm, to co tak naprawdę jej pozostało?
Miała ochotę zacząć nerwowo krążyć w prawo i lewo, ale nie potrafiła zmusić się do tego, by choć o milimetr ruszyć się ze swojego miejsca. Czuła, że powinna coś powiedzieć, ale i to wydawało się trudne, po części przez wszechogarniającą pustkę w głowie, choć w rzeczywistości sprawa wydawała się o wiele bardziej złożona. Może w gruncie rzeczy wolała nie robić nic, zbytnio bojąc się wniosków do których ostatecznie mogłaby dojść.
Wszystko było nie tak – ta jedna kwestia pozostawała niezmienna, choć z dwojga złego wolała zapomnieć o całym tym szaleństwie i przynajmniej udawać, że wszystko pozostawało pod należytą kontrolą. Wiedziała, że to nie jest uczciwe, a ucieczka prowadziła donikąd, ale gdyby znalazła po temu okazję…
– I co teraz? – Z zaskoczeniem rozpoznała swój własny, drżący i zdradzający zaczątki histerii głos. Co z tego, że była przerażona i właśnie im się do tego przyznawała? Przecież i tak byli w stanie wyczuć strach, stanowiący dla nich pożywienie w równym stopniu, co i krew. – Na litość bogini…
– Teraz modlisz się do bogini? – Miriam wywróciła oczami. – Jakby miała ci pomóc, już dawno by to zrobiła.
– Daruj sobie, Mira – syknął ostrzegawczym tonem Rafael. – Przecież to nie jest żaden problem.
Elena spojrzała na niego tak, jakby właśnie oznajmił, że przybył z innej planety. Cóż, jeśli dobrze się nad tym zastanowić, to wcale nie było aż takie dalekie od prawdy.
– Jaja sobie robisz? – wyrwało jej się.
Coś w jego spojrzeniu mimo wszystko wydało jej się niemalże pobłażliwe.
– To zadziwiające, że nawet bliska histerii masz cięty język, Eleno – oznajmił ze spokojem, chyba faktycznie nie widząc powodu dla którego którekolwiek z nich powinno się stresować. Pewnie! W końcu tylko miała nadmierną ochotę na jego krew… Nic, czym należało się przejmować! – Zresztą nieważne. Teraz tym bardziej mnie potrzebujesz, lilan – oznajmił i wydał się takim stanem rzeczy bardzo usatysfakcjonowany. – Poza tym – podjął niemalże pogodnym tonem – Mira jest taka rozeznana, że pewnie zaraz powie nam, co powinniśmy zrobić – dodał, a sama zainteresowana prychnęła.
– Mira to zaraz ci powie, żebyś pocałował ją w… Dobra! – Wyrzuciła obie ręce ku górze w poddańczym geście, kiedy Rafael obrzucił ją gniewnym, niemalże ostrzegawczym spojrzeniem. – Już się zamykam… To znaczy mówię to, co wam potrzebne – zreflektowała się pośpiesznie. – Chociaż to nie takie proste… Długo to robicie?
– Jakiś czas. – Rafael nie wydawał się chętny do tego, żeby zagłębiać się w szczegóły.
Dziewczyna skrzywiła się, po czym nerwowym ruchem odgarnęła ciemne włos. Lekko wydęła usta, po czym przekrzywiła głowę, spojrzenie ciemnych oczu koncentrując na wciąż oszołomionej Elenie. Coś w spojrzeniu demonicy sprawiło, że Cullenówna momentalnie zapragnęła zejść jej z oczu, choć zdecydowanie nie wyobrażała sobie tego, by Miriam odważyła się ją skrzywdzić – nie przy Rafaelu.
– Ładnie zaszaleliście. Nasza krew daje niezłego kopa – stwierdziła i to jedynie utwierdziło Elenę w przekonaniu, że zmieniła się również pod względem fizycznym. – To dlatego ostatnio była taka ruchliwa.
– A to źle? Przynajmniej nauczy się bronić – stwierdził przytomnie Rafael.
Miriam wzruszyła ramionami.
– To? Pewnie nie, ale… nie uważasz, że to może być trochę kłopotliwe? Ona potrzebuje twojej krwi – oznajmiła z naciskiem.
– Więc ją dostaje. Jeśli inna nie będzie jej odpowiadać, sam ją nakarmię – stwierdził nieznoszącym sprzeciwu tonem. – Przy mnie nic złego cię nie spotka, lilan – dodał, a jego spojrzenie z miejsca powędrowało w jej stronę.
Otworzyła i prawie natychmiast zamknęła usta, co najmniej oszołomiona kierunkiem, który przybrała rozmowa. Sama nie wierzyła w to, co słyszała, tym bardziej, że Rafael wydawał się zadowolony z tego, że mógłby mieć wyłączność w karmieniu ją swoją krwią! Jasne, to było przyjemne – dla obu stron na dodatek – a ona nie była w stanie go skrzywdzić, ale…
– Nie.
Demon wywrócił oczami.
– I tak nie masz nic do powiedzenia – stwierdził, bo czym z konsternacją spojrzał na Miriam. – Nie ma?
– O ile się nie odzwyczai, to pewnie nie. Ale – powtarzam – to będzie problematyczne, tym bardziej, że jestem tutaj w konkretnym celu – dodała, zakładając ramiona na piersiach.
Coś w słowach demonicy momentalnie zaintrygowało Rafaela, bo ten natychmiast spoważniał, uważnie przypatrując siostrze. Mira zachowywała się we względnie posłuszny sposób, w istocie do tej pory nie zawracając nieśmiertelnemu głowy, jeśli akurat nie miała czegoś ważnego do powiedzenia. Elena miała wrażenie, że ich relacje nie tyle opierały się na szacunku, co przede wszystkim strachu, co przez wzgląd na to, co potrafił zdziałać Rafa, wcale jej nie dziwiło.
W tamtej chwili sama również poczuła się zaniepokojona, choć to akurat wcale nie musiało mieć związku z perspektywą najpewniej złych wieści, które miała im do przekazania Mira. Wciąż była pod wpływem całej mieszanki skrajnych emocji, zresztą aż rwała się do tego, żeby porządnie potrząsnąć pewnym demonem. Sytuacja przynajmniej pozwoliła jej choć po części otrząsnąć, dzięki czemu przestała odczuwać pragnienie, ale zdawała sobie sprawę z tego, że to prędzej czy później miało powrócić – i że wtedy prawdziwą ulgę miała przynieść jej tylko jedna, wyjątkowa krew.
Cholera, nie wyobrażała sobie tego, by zacząć być uzależnioną od jego obecności – i to niezależnie od obustronne przyjemności, zadowolenia Rafy oraz tego, że sam fakt tego, że był skłonny podzielić się zawartością swoich żył, jednoznacznie musiał świadczyć o tym, że…
No cóż, że jednak ją kochał.
– Już od jakiegoś czasu wiedziałam, że tak będzie – oznajmiła cicho Miriam. – Pani się niecierpliwi, Rafa. Do tej pory przymykała oczy na twoją nieobecność, ale teraz… Nie wiem, jak to się skończy, jeśli nie wrócisz. Jeśli zacznie cię szukać albo znowu wyśle kogoś innego, wtedy wszyscy mamy problem.
Jeszcze zanim skończyła mówić, atmosfera momentalnie zgęstniała – i to w o wiele bardziej znaczącym stopniu, aniżeli kiedykolwiek wcześniej. Elena spojrzała na Rafaela, szukając wsparcia i… jakichkolwiek odpowiedzi, które utwierdziłyby ją w przekonaniu, że nie było aż tak źle, jednak obojętny wraz twarzy demona wcale nie sprawił, że poczuła się jakkolwiek lepiej.
– W porządku – oznajmił nagle i obie z Mirą spojrzały na niego w co najmniej oszołomiony sposób. – Skoro tak, pewnie będę musiał spotkać się z Isobel.
– Przywalił o drzewo, jak lataliście, czy jak? – wyrwało się natychmiast Miriam.
Rafa puścił jej uwagę mimo uszu. Elena mimowolnie pomyślała o tym, że to wcale nie było takie dalekie od prawdy – w końcu wszystko zmieniło się właśnie w dniu, w którym bezwiednie doprowadziła do jego bliskiego spotkania z drzewem – z tym, że do tej pory nie przypuszczała nawet, konsekwencje mogłyby być aż tak poważne.
– Od jakiegoś czasu brałem to pod uwagę. Nie jestem głupi, Mira – niemalże warknął, a demonica mimowolnie się skrzywiła. – Isobel nie odpuszcza tak po prostu, a do mnie miała całkowite zaufanie. Będę musiał się wytłumaczyć, ale nic ponad to… Jeszcze nie wiem, jak to rozegram, ale coś wymyślę. – Demon zawahał się na moment. – Nie odważy się mnie skrzywdzić, tym bardziej, że wykonuję rozkazy ojca. Nie żebym zamierzał ją o tym poinformować. Może po prostu będzie na słowo musiała uwierzyć mi, że Elena nie żyje.
– I zakładamy, że naturalny kolor włosów Isobel jest naszym sprzymierzeńcem, tak?
– To już pozostaw mnie – zniecierpliwił się Rafael. – Mnie też się to nie podoba, ale czy w ogóle zdajesz sobie sprawę z tego, co oznacza moja wycieczka do Włoch?
– To, że jednak jesteś kretynem? – wymamrotała Elena, ale ostentacyjnie ją zignorował.
Miriam nie odezwała się nawet słowem, jedynie wymownie spoglądając na brata i wydając się wręcz błagać o to, żeby nie powiedział tego, co właśnie planował.
– Zostawiam ją tutaj z tobą, Mira – powiedział cicho Rafael, a jego siostra wzniosła oczy ku niebu. – Pod twoją opieką, więc…
– Po prostu zajebiście!
Mimo wszystko nie zaprotestowała, to zresztą było do przewidzenia. Przez dłuższą chwilę panowała cisza, podczas której obie – Elena i Miriam – po prostu wpatrywały się w Rafaela, szukając jakichś sensownych argumentów, by móc się sprzeciwić. Cullenówna wciąż nie miała pojęcia, co takiego powinna powiedzieć, a tym bardziej nie potrafiła przyjąć do wiadomości tego, co działo się wokół niej – nie teraz i nie przy tym całym szaleństwie, które…
– Pozostaje jeszcze kwestia mojej krwi – odezwał się Rafael.
Tym razem Miriam się nie zawahała:
– Zawsze można spróbować przestawić ją na inną. Nie ludzką czy zwierzęcą, ale… najlepiej kogoś, kto jest taki jak ona – dodała i zawahała się na moment. – Znamy jakiegoś debila, który otworzy sobie dla niej żyły?
Zapadła długa, wymowna cisza.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz




After We Fall
stories by Nessa