16.07.2016

Dwieście czterdzieści dziewięć

Elena
Wszystko było nie tak – wiedziała o tym, chociaż nie miała pojęcia, w czym tak naprawdę leżał problem. Bardziej adekwatnym wydawało się stwierdzenie, że we wszystkim, chociaż szczerze wątpiła w to, żeby kogokolwiek usatysfakcjonowała taka odpowiedź. Sama doświadczała dokładnie tego samego i właśnie ta świadomość stopniowo doprowadzała Elenę do szału, sprawiając, że miała ochotę coś rozwalić – niezależnie od tego, co miałoby wpaść jej w ręce.
Cholerny demon.
Cholerny, uparty demon o masochistycznych skłonność – i przy okazji wrodzonym sadyzmie, bo bez wątpienia byłby zachwycony, gdyby zdawał sobie sprawę z tego, jak czuła się przez jego nieobecność.
Odchodziła od zmysłów, analizując najróżniejsze scenariusze, chociaż wcale tego nie chciała. Próbowała przekonywać samą siebie do tego, że nie istnieje żaden powód do niepokoju, bo Rafael wiedział, co robi – w końcu żył całe wieki, więc miał doświadczenie (W teorii, o ile w grę nie wchodziły pocałunki i… pewne sprawy.), poza tym sam niejednokrotnie wspominał o tym, że służył Isobel. Skoro tak, na pewno potrafił do niej dotrzeć, a przynajmniej poprowadzić rozmowę w ten sposób, by samemu przy okazji nie zginąć… Prawda? Miała ochotę zapytać o to Miriam, ale podejrzewała, że gdyby tylko zaczęła, dręczyłaby demonicę przez długi czas, o ile ta wcześniej nie zdecydowałaby się jej zabić.
No cóż, cudowna perspektywa.
Spotkanie z Liz było swego rodzaju odskocznią, choć na moment pozwalając jej zapomnieć o Rafie, demonach i o tym, że cokolwiek mogłoby być nie tak. W gruncie rzeczy to wydawało się jedynym pozytywnym aspektem w ostatnim czasie, tym bardziej, że dziewczyna wprost przyznała, że już nie potrafi mieć żalu ani o kłamstwa, ani nic innego. Elena nie miała pewności, czy to oznaczało, że między nią a przyjaciółką cokolwiek wróciło do normy, ale na pewno były na dobrej drodze. Ta świadomość musiała jej wystarczyć, przynajmniej tymczasowo, póki nie była w stanie rozwiązać innej sprawie. Zdecydowanie nie miała w planach przepraszać Rafaela, wciąż poirytowana tym, jak ją potraktował, ale… długie boczenie się również nie wchodziło w grę. Chciała się upewnić, że był cały, by później osobiście przyłożyć mu w twarz i raz jeszcze dać do zrozumienia, co takiego o tym wszystkim sądziła – tak po prostu, nawet gdyby później miał się obrazić i po raz kolejny grozić jej śmiercią. To był dość interesujący sposób okazywania miłości, ale po tym, jak w ogóle zaczęli tworzyć jakiś związek, była gotowa spodziewać się dosłownie wszystkiego.
Cholera, zdawała sobie sprawę z tego, że nie będzie łatwo, ale dopiero teraz zaczynała w pełni pojmować, co oznacza próba nauczenia demona czegokolwiek. Jak na ironię, wcale nie czuła się kompetentną nauczycielką, zwłaszcza kiedy w grę wchodziła kwestia uczuć, poważnych związków i… małżeństwa. Zwłaszcza to ostatnie nie dawało jej spokoju, bo prędzej podejrzewała, że Rafa poruszy temat pocałunków, kolejnych emocji albo czegokolwiek innego, co z jej perspektywy wyda się banalne, a jego co najmniej fascynujące. Nie mogła zaprzeczyć, że kiedy zaczęli omawiać coś aż tak poważnego, poczuła się co najmniej osaczona i oszołomiona, tym bardziej, że coraz częściej miała wrażenie, że próbuje uświadomić dziecko – i to na dodatek w takich kwestiach, które ją samą wielokrotnie przerastały.
Jakkolwiek by nie było, to tylko utwierdzało ją w przekonaniu, że Rafaelem tworzyła coś więcej, aniżeli z jakimkolwiek innym facetem. Nie chodziło o to, że tym razem miała do czynienia ze nieśmiertelnym, na dodatek tak starym i niebezpiecznym, choć i to bez wątpienia zmieniało bardzo wiele. Nie miało też znaczenia to, że Rafa jako pierwszy okazał całkowity brak zainteresowania jej osobą, chociaż nie mogła zaprzeczyć, że tylko i wyłącznie z tego powodu w ogóle zaczęła walczyć o to, żeby go poznać. Od tamtej chwili zmieniło się wszystko i chociaż zdawała sobie sprawę z tego, że wiele jej decyzji opierało się na dumie i czystym egoizmie, teraz naprawdę chodziło o coś więcej – zwłaszcza po tym, co usłyszała od niego w Forks.
Miała wrażenie, że w końcu znalazła to, czego podświadomie szukała przez cały ten czas: prawdziwe uczucie, a nie chwilowe zauroczenie, które mijało równie szybko, co i się pojawiało. To nie był kolejny Brian, którego trzymała blisko tylko przez wzgląd na wysoką pozycję albo to, że łatwo mogła nim manipulować. W końcu jej zależało, a to…
Nie wspominając już o tym, że dawna Elena nie spodziewałaby całego wieczoru, rozmyślając o jednym mężczyźnie – i to na dodatek takim, który tak bardzo ją irytował.
Jeśli Isobel skopie ci tyłek, jeszcze jej podziękuję, pomyślała mimochodem. Miała ochotę wystukać tych kilka linijek i wysłać mu SMS-em, ale w ostatniej chwili się powstrzymała. Skoro zamierzał traktować ją w ten sposób, nie zamierzała się narzucać, nie wspominając o tym, że brak odpowiedzi i ignorancja zabolałyby nawet bardziej niż najbardziej złośliwa riposta.
– Co? Nieudane spotkanie, kuzyneczko? – rzucił obojętnym tonem Aldero, ledwo tylko zauważył ją w korytarzu, kiedy w pośpiechu kierowała się do pokoju.
Zacisnęła usta, przez moment mając ochotę na niego warknąć. To nie było niczym nowym, bo już nie potrafiła zliczyć jak wiele razy doprowadzał ją w przeszłości do czasu, jednak tym razem… Była w stanie wychwycić dystans, który zrodził się między nimi po tym, jak przyłapał ją z Rafaelem, a to samo sobie o czymś świadczyło. To, że dotychczas jej unikał, również.
– Widziałam się z Liz – odpowiedziała lakonicznie.
Udało jej się go zaskoczyć, bo jego wyraz twarzy uległ zmianie, a on sam lekko zmarszczył brwi.
– Z Liz? – powtórzył. Och, oczywiście, że spodziewałeś się Rafaela, przeszło jej przez myśl, ale powstrzymała się od złośliwych komentarzy. Kłótnia z Al'em była ostatnim, czego tak naprawdę potrzebowała. – Ach… Co u niej?
– Pogodziłyśmy się. Chyba… – Elena wzruszyła ramionami. – Na razie układa jej się z Damienem – dodała i tym razem wampir nie powstrzymał się od nieco złośliwego uśmiechu.
Święty Damien ma dziewczynę – powiedział cicho, po czym potrząsnął z niedowierzaniem głową. – Ali się załamie – stwierdził, a Elena prychnęła.
– Nieprawdopodobne czy nie, prawda jest taka, że zrobił dla Liz więcej niż ja kiedykolwiek. Jeśli im razem dobrze, proszę bardzo – oznajmiła, po czym bez słowa dalszego wyjaśnienia w pośpiechu przemknęła się obok chłopaka.
Nie dała niczego więcej, zresztą nie sądziła, żeby Aldero chciał prowadzić jakąkolwiek dłuższą rozmowę. Chyba nigdy nie czuła się przy nim aż do tego stopnia skrępowana, raz po raz przyłapując się na tym, że próbowała uciec spojrzeniem gdzieś w bok. W pamięci wciąż miała jego słowa – te raniące i oszałamiające, kiedy zdecydował się wyznać jej miłość – a także to, jak rzucił się na Rafaela. Wszystko było nie tak, tym bardziej, że nigdy nie chciała zranić właśnie Al'a. Byli przyjaciółmi – tak po prostu, odkąd tylko sięgała pamięcią, nawet w chwilach, których miała ochotę go zabić. Jakkolwiek by jednak nie było, nigdy nie życzyła mu źle, tym bardziej, że byli rodziną. Egoistyczna czy nie, o najbliższych martwiła się zawsze, nawet jeśli ci nie do końca zdawali sobie z tego sprawę.
Nie zauważyła, żeby się poruszył, a jednak jego palce nagle zacisnęły się na jej ramieniu. Drgnęła i spróbowała się wyszarpnąć, wszystko jednak wskazywało na to, że Aldero nie zamierzał dać jej tak po prostu odejść.
– Elena, czekaj – rzucił niemalże pojednawczym tonem. Niechętnie pozwoliła na to, żeby odwrócił ją w swoją stronę, niejako zmuszając do tego, żeby spojrzała mu w oczy. – Co się stało?
– Dlaczego od razu zakładasz, że…?
– Nie opowiadaj mi bajek, okej? – przerwał zniecierpliwionym tonem. – Mówisz, że wracasz od Liz i się pogodziłyście, a jednak jesteś przybita. A jeśli do tego wszystkiego zaczynasz mówić dobre rzeczy o Damienie…
– Bardzo śmieszne! – zadrwiła, ale Aldero nie zwrócił najmniejszej uwagi na to, że zdecydowała się mu przerwać.
– … to chyba mogę założyć, że jednak coś się stało – dokończył ze względnym spokojem. Przez jego twarz przemknął cień na myśl o czymś, co najwyraźniej nie przypadło mu do gustu. – Mów sobie, co tylko chcesz, ale mimo wszystko… Okej, ostatnim razem nie wyszło to zbyt szczęśliwie – przyznał. – Moja wina, ale twoja też. To nie oznacza, że nic nie widzę i nie obiję komuś twarzy, jeśli cię skrzywdzi.
Otworzyła i zamknęła usta, co najmniej skonsternowana. Mogła przewidzieć, że obwini właśnie Rafaela, tym bardziej, że już wcześniej reagował w momentach, w których była z powodu demona przybita. Dopiero to w pełni uprzytomniło jej, że kuzyn obserwował ją od dłuższego czasu, na dodatek w zaskakująco wnikliwy sposób – zdecydowanie nie w taki, w jaki przypadkowy chłopak obojętną mu dziewczynę. Tak nawet nie zachowywał się przyjaciel względem przyjaciółki, a to samo w sobie o czymś świadczyło. Nie rozumiała, dlaczego sama nigdy dotąd nie zwróciła uwagi na to, że Aldero był względem niej inny – w ten szczególny sposób, który mógłby uświadomić jej, że się zakochał.
Bo to nie ma sensu, pomyślała w oszołomieniu. Nie Aldero, bo…
Och, a właściwie czemu nie? Niedawno o sobie również nie powiedziałaby wielu rzeczy, które ostatecznie okazały się prawdziwe.
Milczała, próbując zebrać myśli i znaleźć jakąś sensowną odpowiedź. Obserwujący ją w milczeniu Al wywrócił oczami, po czym bez słowa chwycił za ramię i jak gdyby nigdy nic pociągnął za sobą. Chcąc nie chcąc uległa mu, chociaż wcale nie była pewna, czy chce znaleźć się gdziekolwiek, gdzie będą sami, a już zwłaszcza w jego pokoju. Dobrze znała tę sypialnię, tym bardziej, że nie potrafiła zliczyć, jak wiele razy bez pukania wparowywała bez pukania, najczęściej po to, żeby uświadomić go, że łaskawie opuściła łazienkę albo jednak zdołała wyszykować się do wyjścia. Wtedy wszystko wydawało się dużo prostsze, zwłaszcza między nimi, a Elenie nie przyszłoby do głowy, że przy tym z braci Devile mogłaby czuć się jakkolwiek niezręcznie.
– Tu możemy rozmawiać swobodnie, jeśli to cię martwi. Pilnuję tego – rzucił Aldero.
Spojrzała na niego w oszołomieniu, dopiero po chwili zaczynając pojmować, co takiego próbował jej przekazać. Zamrugała nieco nieprzytomnie, mimo wszystko zaskoczona, bo nie spodziewała się, że chłopak w ogóle będzie przejmował się tym, co powiedział mu Rafael: że ma utrzymać wszystko w tajemnicy. Wiedziała, że najpewniej nie robił tego dla niej, ale sama świadomość tego, że mogła czuć się względnie bezpiecznie, miała w sobie coś uspokajającego.
– Dziękuję. – Zawahała się, sama niepewna tego, co powinna dodać. Z drugiej strony… Po tym, jak wygadała się Lawrence’owi, brak zaufania do Aldero byłby przejawem całkowitej głupoty. – Okej, chodzi o Rafaela, ale wcale nie o to, że coś mi zrobił. Zadowolony?
Aldero prychnął i spojrzał na nią tak, jakby widział ją po raz pierwszy.
– Och, pewnie! – rzucił z przekąsem. Wywrócił oczami, wyraźnie poirytowany, chociaż do tej pory starał się tego nie okazywać. – Od razu wszystko jasne. Dzięki, Eleno!
– To skomplikowane… Naprawdę musisz być złośliwy? – zapytała retorycznie, bo aż nazbyt dobrze zdawała sobie sprawę z tego, jaka będzie odpowiedź. – Rafy nie ma i to mnie martwi.
– Hm… – Uciekł wzrokiem gdzieś w bok, ale i tak zauważyła, że jego oczy zabłysły. – Zostawił cię?
Chociaż to była zaledwie niewinna uwaga, której mogła spodziewać się po kuzynie, mimo wszystko coś przekręciło jej się w żołądku. Tego nie brała pod uwagę, a przynajmniej nie świadomie, ale… jak tak naprawdę powinna rozumieć zachowanie Rafaela?
To była kłótnia!
– Jasne, że nie! – wyrzuciła z siebie na wydechu, gniewnym tonem, który bynajmniej nie uszedł uwadze Aldero. Chłopak opadł na łóżko, po czym wyrzucił obie ręce ku górze w poddańczym geście, wyraźnie próbując dać jej do zrozumienia, że wszystko rozumie. Cóż, wątpiła w to, ale podnoszenie głosu wydawało się całkowicie pozbawione sensu, tym bardziej, że nie chciała z nim walczyć. – Musiał… wyjechać. W ważnej sprawie.
– A martwisz się, bo…? – Al spojrzał na nią wyczekująco.
Zacisnęła usta.
– A to niewystarczający powód? – obruszyła się. – Nie ma go, a ja nie mam pewności, czy nie zrobi czegoś głupiego i to na dodatek z mojego powodu. Myśl sobie, co tylko chcesz, ale mam dość powodów do tego, żeby się przejmować – oznajmiła cierpkim tonem.
Jeszcze kiedy mówiła, założyła ramiona na piersiach i uciekła wzrokiem gdzieś w bok. Wiedziała, że najpewniej zachowuje się w aż nadto dziecinny sposób, ale mimo starań nie potrafiła się tym należycie przejąć, wytrącona z równowagi bardziej niż chciała przyznać. Miała złe przeczucia, a rozmowa z Liz wcale nie była aż tak długą, praktyczną chwilą zapomnienia, by wszelakie zmartwienia ostatecznie zeszły na dalszy plan. Chodziło o coś więcej, a Elena w żaden sposób nie potrafiła tego sprecyzować, zresztą Aldero ze swoim podejściem wcale jej tego nie ułatwiał – i to nawet pomimo tego, że była w stanie go zrozumieć.
– Bo go… kochasz, tak?
Zesztywniała, słysząc to pytanie. Wampir nie był zachwycony – i to najdelikatniej rzecz ujmując – jednak wszystko wskazywało na to, że nie próbował sobie z niej żartować. Wręcz przeciwnie: chciał wiedzieć, a przynajmniej wszystko wydawało się na to wskazywać.
– Pod tym względem nic się nie zmieniło – przyznała cicho.
Aldero w zamyśleniu skinął głową. Gdyby nie sposób napięcia mięśni i to, że go znała, może nawet uwierzyłaby w to, że jej odpowiedź nie czyniła najmniejszej różnicy.
– Jasne. – Trudno było stwierdzić, czy faktycznie w to wierzył. – To dalej do mnie nie dociera.
– Co? Że mogłabym kochać?
Wywrócił oczami.
– Nie – zapewnił i zabrzmiało to szczerze. – Tego, w jaki sposób wy… Na litość bogini, Elena, to demon! – nie wytrzymał, a ona mimowolnie skrzywiła się, przez moment wręcz podejrzewając, że każdy w domu jest w stanie usłyszeć szczegóły ich rozmowy.
– Dziękuję bardzo, że mnie uświadomiłeś! Przez cały ten czas byłam przekonana, że to koliber! – zadrwiła. Al jęknął, więc westchnęła przeciągle i spróbowała nad sobą zapanować. – To dłuższa historia, w porządku? Na razie uwierz mi tylko w to, że ani Rafael, ani Miriam mnie nie skrzywdzą… Chociaż ona mogłaby to zrobić, jeśli pomęczę ją przez kilka następnych dni – dodała po chwili zastanowienia.
– Twój skrzydlaty kochaś zniknął na kilka dni, bo…? – Urwał, dostrzegając wyraz jej twarzy. – Dobra, wybacz, ale trudno mi spokojnie o was myśleć, jasne? To takie…
Niechętnie skinęła głową.
– Nieważne – powiedziała w pośpiechu, chcąc jak najszybciej zmienić temat. – Rafa i tak sugerował mi, żebym z tobą porozmawiała – dodała, chociaż to akurat było prawdą do połowy; Rafael mało kiedy prosił, a w tej konkretnej kwestii wręcz żądał, to jednak z premedytacją zdecydowała się zostawić dla siebie.
– Och, poważnie? – rzucił z przekąsem Aldero, ale wiedziała, że udało jej się go zaintrygować. – Cóż za niespodzianka…
– Nie chciałam i nie chcę cię w to plątać, naprawdę. Mogłeś wtedy za mną nie iść, ale… – zaczęła i prawie natychmiast urwała, nie chcąc prowokować kłótni. – Rafaela nie ma, a ja zostałam z Mirą. Moim zdaniem jest w porządku, ale Rafa… nie jest do końca zadowolony z tego, że mógłby mnie zostawić bez ochrony.
Zresztą tak jak i L. Ogólnie wychodzi na to, że grono moich radców jest bardzo szerokie…
Spodziewała się kolejnych złośliwości albo czegoś równie irytującego w odpowiedzi, jednak nic podobnego nie miało miejsca. W zamian Aldero wyprostował się na swoim miejscu, raptownie poważniejąc i mierząc ją uważnym, przenikliwym spojrzeniem, które jedynie spotęgował to, jak bardzo nieswojo się czuła. Nie miała pojęcia, jak powinna to rozumieć, ale wiedziała jedno: poważny Aldero nigdy nie wróżył niczego dobrego.
– O tym też musimy w końcu porozmawiać – oznajmił nieznoszącym sprzeciwu tonem. – Co to znaczy, że jesteś w niebezpieczeństwie?
– Al…
Poderwał się z miejsca, by móc stanąć tuż naprzeciwko niej. Był wysoki, ale to nigdy jej nie przeszkadzało, zresztą jak i to, że nagle mógłby znaleźć się na tyle blisko, by mogła wyczuć bijące od jego ciała ciepło. Gdyby sytuacja była normalna, pewnie bez chwili wahania wpadłaby mu w ramiona, a potem zaczęła wyklinać go za to, że mógłby zmierzyć jej włosy, ale teraz…
Przez dłuższą chwilę milczał, być może licząc na to, że jednak zmieni zdanie i cokolwiek mu wytłumaczy. Ostatecznie jedynie westchnął, niecierpliwie przeczesując włosy palcami, czym zrobił sobie na głowie jeszcze większy bałagan. Nagle wydał jej się bardzo zmęczony i zniechęcony, co również nie wydało jej się normalne, tym bardziej, że Aldero należał do osób, które prawie zawsze cieszyły się wręcz nadmiarem energii.
– To akurat powiedziałem mu wtedy szczerze… Rafaelowi – powiedział cicho, mimowolnie krzywiąc się na wspomnienie demona. – Nikt nie musi mnie zmuszać do tego, żeby zapewnić ci bezpieczeństwo, kuzyneczko.
W tamtej chwili coś ścisnęło ją w gardle, tym bardziej, że wiedziała jak wiele musiały kosztować go te słowa. Wciąż nie miała pewności czy uczucie, którym ją darzył, miało jakikolwiek związek ze zdolnościami, które przejawiała, ale nie chciała się nad tym rozwodzić. Aldero ją kochał – to jedno nie ulegało zmianie, zresztą jak i to, że na pewno byłby w stanie zrobić wszystko, żeby ją ochronić. Robił to od zawsze, chociaż do tej pory ograniczało się to przede wszystkim do regularnego wyciągania jej z kłopotów – czy to wtedy, gdy zaatakowała Briana, czy niezliczone razy wcześniej, gdy jeszcze w Mieście Nocy był na każde jej zliczenie. To nie była po prostu przyjaźń, a Elena zaczynała być coraz pewniejsza tego, że sprawy zaszły o wiele za daleko, a ona mogła go już tylko ranić – i nic ponad to.
Chyba właśnie w tym leżał problem: w tym, że nawet gdyby nie było Rafaela, nie potrafiłaby sobie wyobrazić Aldero w roli innego, aniżeli kuzyna albo dobrego przyjaciela.
Nie miała tylko pewności, czy taki stan rzeczy odpowiadał jemu.
Była jeszcze jedna kwestia o której mu nie wspominała, a którą już jakiś czas temu poruszyła Mira. Od chwili tamtej rozmowy nie myślała o pragnieniu krwi oraz o tym, co zasugerowała jej demonica, jednak stojąc tak blisko kuzyna i próbując zapanować nad mętlikiem w głowie oraz własnymi emocjami, wszystko po raz kolejny się skomplikowało. Dobrze znała słodki zapach krwi Aldero, od zawsze mający w sobie coś, co niezmiennie ją odpychało, wzbudzając nań silny niepokój – w końcu dobrze wiedziała, że picie z niego nie skończy się dla niej dobrze – jednak w tamtej chwili…
Nie czuła pragnienia, a przynajmniej chciała wierzyć w to, że to, co przejęła od Rafaela, spokojnie wystarczy do jego powrotu… O ile po tym wszystkim zamierzał się z nią zobaczyć. Tak czy inaczej, nie chciała nawet brać pod uwagę tego, że miałaby znaleźć sobie innego dawcę, tylko i wyłącznie dlatego, że istniała szansa na to, iż uzależniła się od krwi demona. Nawet jeśli tak było, w naturalny sposób nie brała pod uwagę tego, że ktokolwiek inny miałby zastąpić Rafę – ani w tej, ani jakiejkolwiek innej kwestii.
Aż do tamtej chwili.
Pragnienie nie było tak silne jak to, którego doznawała przy Rafaelu, ale i tak ją zaskoczyło. Zamarła w bezruchu, bezmyślnie wodząc po Aldero wzrokiem i nawet nie próbując zastanawiać się nad tym, że ten mógłby uznać ją za idiotkę. Wpatrywała się w niego, czekając na… cokolwiek, co dałoby jej pretekst, by znalazła się wystarczająco blisko wampira i mogła…
Chociaż trochę.
Chociaż trochę, ale najpierw musiałaby go…
A potem rozdzwoniła się ta jej cholerna komórka i głód ostatecznie zszedł na dalszy plan.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz




After We Fall
stories by Nessa