30.06.2016

Dwieście trzydzieści sześć

Elena
To nie był dobry pomysł. Wiedziała o tym już od momentu, w którym zauważyła uśmiech Rafaela – co prawda szczery, promienny, a przy tym… niepokojąco wręcz drapieżny, choć to równie dobrze mogło być jedynie jej wrażeniem. Z drugiej strony, to uczucie równie dobrze mogło mieć związek z tym, że latanie w jego ramionach już od dłuższego czasu kojarzyło jej się tylko i wyłącznie z upadkiem, nawet jeśli kilka późniejszych prób po tamtym nieszczęsnym pocałunku, okazało się całkiem udanych.
Wsparła dłonie na biodrach, nie mogąc zapanować nad wahaniem. W teorii kluczowym pytaniem było to, czy w ogóle mu ufała, ale to wcale nie było takie proste. Nie mogła zaprzeczyć, że zaskoczył ją, choć jeden raz proponując coś, co nie było kolejnym morderczym treningiem, choć i do tych powoli zaczynała się przyzwyczajać. Chyba już całkiem dobrze szło jej utrzymywanie się na nogach albo pozostawanie w posiadaniu floretu, o ile akurat ćwiczyła z Mirą. Demonica nadal pozostawała złośliwa i dość niewybredna, kiedy chodziło o komentarze, ale i to zaczynało być znośne. Miała wrażenie, że dziewczyna pilnowała się przez wzgląd na brata, zresztą patrząc na to z drugiej strony… Elena nie chciała przyznać tego wprost, ale prawda była taka, że ona i Miriam były na swój sposób do siebie podobne.
– Powtórz to, co przed chwilą powiedziałeś – zadecydowała w końcu, poniekąd dla zyskania na czasie.
Demon uniósł brwi, obrzucając ją wymownym spojrzeniem.
– Czy to jest rozkaz? – zapytał, a ona westchnęła; mogła przewidzieć, że zareaguje w te sposób na jej ton.
– Darujmy sobie, okej? – zaproponowała pospiesznie. – Nigdy nie byłam w związku, w którym musiałabym się dostosowywać do mężczyzny – dodała, a Rafael znowu się uśmiechnął – tym razem o wiele bardziej drapieżnie i niepokojąco.
– Doprawdy? – Poszedł bliżej, jakby od niechcenia, ale i tak poczuła się zaniepokojona. Nie chodziło po prostu o to, że mogłaby bać się Rafaela, ale raczej tego, co było w stanie przyjść mu do głowy. Miała wrażenie, że uwielbiał się nad nią pastwić i to nawet teraz, kiedy byli razem. – Za moich czasów kobieta w zupełności podlegała mężczyźnie. Byłyście po to, żeby olśniewać urodą i zachwycać, ale pełne prawo należało do męża – oznajmił, a ona prychnęła.
– I może jeszcze mówisz mi to z własnego doświadczenia? – zadrwiła, nawet nie próbując zastanawiać się nad doborem słów.
Mimo wszystko poczuła się dziwnie, kiedy Rafael zaczął rozwodzić się nad małżeństwem. Nawet wzmianka o tym, że liczył sobie całe wieki, nie zrobiła na niej wrażenia, bo do tego akurat była przyzwyczajona – wiedziała o swojej rodzinie dość, by zdawać sobie sprawę z tego, że wygląd nastolatka wcale jeszcze nie świadczył o równie niewielkim doświadczeniu. Co prawda wciąż nie docierało do niej to, jak wiekowy był Rafa, a może po prostu wolała nie pamiętać o tym, jak bardzo nieprawdopodobne wydawało się to, że w ogóle zwrócił na nią uwagę. W jego oczach częściej czuła się bardziej jak możliwe do skarcenia dziecko, aniżeli pełnowartościowa kobieta – tak przynajmniej wydawało jej się przez większość czasu, póki nie brał jej w ramionach, by złożyć na wargach kolejny jakże upragniony pocałunek.
Bardziej nieprawdopodobne wydało jej się to, że mógłby w ogóle poruszyć temat związków. Wolała nie pytać o to, jakie jego zdaniem powinny być relacje damsko-męskie, bo na tym akurat nie znał się w ogóle. Obawiała się tego, że w każdej chwili mógł dojść do wniosku, że jednak nie chce tego, co działo się pomiędzy nimi. Nie miała pojęcia, kiedy i jak do tego doszło, ale prawda była taka, że gdyby teraz spróbował ją odtrącić, to najpewniej by ją zabiło – a przynajmniej w taki sposób to sobie wyobrażała. Czasami wciąż nie docierało do niej to, jak wiele zmieniło się i wciąż mogło ulec transformacji; to sprawiało, że tym bardziej czuła się gotowa stanąć na głowie, byleby zachować ten związek. Jeszcze o nikogo aż do tego stopnia nie pragnęła walczyć, a to bez wątpienia o czymś świadczyło, choć naturalnie nie zamierzała uświadamiać Rafaela o tym, że mógłby być jakkolwiek wyjątkowy.
– To, że nigdy nie byłem z kobietą, wcale jeszcze nie znaczy, że nie obserwowałem jak zmienia się pod tym względem świat, lilan – zauważył przytomnie. – I bądźmy szczerzy: ówczesne czasy zapewniają wam wolność, a jednak to wcale nie sprawia, że związki mają się lepiej.
– Bo kobiety zaczęły być niezależne? Wiem, że dla ciebie normalne pewnie jest niewolnictwo, a gdybym do tego wszystkiego posłusznie zamilkła, pewnie byłbyś w niebie, ale… – zaczęła, jednak demon nie pozwolił jej skończyć.
Wyrwał jej się urywany, zdławiony okrzyk, kiedy nieśmiertelny nagle znalazł się tuż obok niej. Zanim zdążyła podjąć jakąkolwiek decyzję, Rafael bezceremonialnie porwał ją na ręce, już w następnej sekundzie jak gdyby nigdy nic podrywając ku górze. Usłyszała łagodny szelest skrzydeł, a kiedy poderwała głowę, zauważyła znajome, czarne pióra, tworzące wokół nich swego rodzaju aksamitną kopułę. Widziała delikatne ruchy, które umożliwiały im utrzymanie się w powietrzu, ale i tak wciąż nie docierało do niej to, że tak niewiele potrzeba było, by latanie w ogóle stało się możliwe. Mimo wszystko fascynowało ją to, tym bardziej, że jakaś jej cząstka pragnęła tego, co wiązało się z perspektywą wzbicia się w powietrze – poczucia lekkości i wolności.
Tak cudownie byłoby, gdybym mogła latać…
– Wiesz, wszystko to, co mówisz, brzmi bardzo kusząco – odezwał się Rafael, jak gdyby nigdy nic podejmując wcześniejszy temat – ale niekoniecznie o to mi chodziło. Nie żeby kontrola nad tobą nie była przyjemna – dodał, a ona prychnęła.
– Dziękuję pięknie!
Demon puścił jej uwagę mimo uszu.
– Kiedyś kobiety szanowały siebie, więc i zasługiwały sobie dokładnie na to samo ze strony mężczyzn. Należało je chronić i chociażby to zapadło mi w pamięć, jeśli chodzi o te wszystkie lata – podjął ze spokojem. – Małżeństwa miały wartość, czyż nie?
– Dalej mają wartość – zniecierpliwiła się. – Takie prawdziwe na pewno… Moi rodzice się kochają – dodała już łagodniej, ledwo powstrzymując się od westchnienia.
Nie była w stanie podać innego przykładu, w naturalny sposób podając najlepszy ze wzorów, jakie znała. Nigdy nie przeczyła, że to, co łączyło jej matkę i ojca, było piękne i czyste. Czasami nawet zazdrościła Esme tego, jak wyglądał jej związek, choć nie dotychczas nie wyobrażała sobie czekania aż miłość spadnie jej z nieba. Jak na ironię niejako tak było, jeśli wziąć pod uwagę to, że ostatecznie zakochała się w demonie, niemniej w porównaniu z mamą, w życiu uczuciowym popełniała błąd za błędem, mając już do czynienia z tak licznymi mężczyznami, że łatwo można było zwątpić w to, czy w ogóle poszukiwała stałego związku. Wiedziała, jak powinna wyglądać miłość, a jednak przez długi okres czasu trwała w czymś od niej dalekim, woląc słuchać Rosalie i udawać, że faktycznie najważniejszą kwestią było to, żeby być odpowiednio pożądaną i podziwianą.
Od tamtego czasu zmieniło się wiele, a przynajmniej taką miała nadzieję. Co prawda nie miała pojęcia, dlaczego Rafael ostatecznie zaczął taki a nie inny temat, ale wolała go o to nie pytać. W gruncie rzeczy… co dziwnego było w tym, że mógłby zadawać nawet tak dziwne, nietypowe pytania? Wiedziała, że dopiero uczył się, co tak naprawdę znaczyło odbierać ludzkie uczucia i właściwie je interpretować w oparciu o to, co z pewnością musiał w życiu widzieć, a co wcześniej uznał za mało istotne. W takim wypadku chyba nawet nie zdziwiłoby jej to, jakby nagle zaczęli dyskutować na temat zbliżenia płciowego czy czegoś jeszcze bardziej żenującego – o ile to oczywiście było możliwe.
– I uważasz, że to ma sens? – podjął, a Elena wymownie uniosła brwi. Już nawet nie chodziło tylko i wyłącznie o to, że znajdowali się kilka znaczących metrów nad ziemią i w każdej chwili mógł znowu ją upuścić. Bardziej zaczynała obawiać się tego, co jeszcze mogła usłyszeć albo jakie wniosku ostatecznie mógł wyciągnąć demon. – Małżeństwo… To tylko symbol.
– Hm… Nie sądzę. – Zawahała się, tym bardziej, że spojrzał na nią z zaciekawieniem. – To bardziej skomplikowane, tak mi się wydaje – przyznała wymijającym tonem.
– Wyjaśnij.
W tamtej chwili ledwo powstrzymała cisnące jej się na usta przekleństwo. Nie lubił, kiedy była wulgarne, bo i to podobno nie przystawało jej jako kobiecie. Czasami Rafa zadziwiał ją swoim sposobem spoglądania na świat, tym bardziej, że mimo wszystko potrafił być czarujący. Kierował się wartościami, które były jej obce, choć potrafiła dostrzec wiele podobnych zachowań u mężczyzn starej daty, których mimo wszystko spotykała w Mieście Nocy.
Świetnie, lecimy, a ja próbuję tłumaczyć demonowi, jaki sens ma małżeństwo! O bogini, za co?!
Nie otrzymała odpowiedzi, choć po cichu liczyła na to, że znajdzie w całej tej rozmowie jakikolwiek sens. Nie potrafiła stwierdzić, jak tak naprawdę się czuła, ale bezpośredniość Rafaela zaczynała ją oszołamiać. Już i tak rozmawiało im się znacznie swobodniej, a ona coraz częściej myślała o nim tak, jak o normalnym (w teorii) mężczyźnie, a nie niebezpiecznej, bezdusznej maszynie do zabijania, ale mimo wszystko…
– Wydaje mi się, że kiedy ktoś kogoś kocha, chce do tej osoby należeć i to ze wzajemnością. Nie mówię o posiadaniu… w sensie niewolnictwa – sprostowała pośpiesznie – ale o takim poczuciu, że jest się razem. Nie wiem, może przysięga tak naprawdę nic nie zmienia, zresztą jak i obrączka na palcu, ale dla mnie to coś cudownego. Rodzaj… umowy? I to pięknej – dodała, jednak prawie natychmiast z obojętnością wzruszyła ramionami. Nie chciała, by do tego wszystkiego uznał ją za ckliwą, słabą romantyczkę. – Ale to tylko moje gdybanie. Wiesz, jak to bywa z kobietami… Marzy nam się biała suknia i domek z ogródkiem.
Prychnął, ale nie skomentował jej stwierdzenia nawet słowem. Kiedy spojrzała na niego twarz, początkowo odniosła wrażenie, że był zamyślony, choć to równie dobrze mogło nie mieć najmniejszego nawet związku z rzeczywistością. Początkowo poczuła się nieswojo, ostatecznie jednak doszła do wniosku, że to Rafael – jego nastroje były zmienne, zresztą tak jak i on, skoro nad nimi nie panował. Mogła spodziewać się tego, że po raz kolejny poruszy jakiś temat, o którym po omówieniu najzwyczajniej w świecie zapomni. Kto wie, może jednak miał ją za idiotkę, co zresztą nie byłoby niczym nowym, bo miała wrażenie, że odkąd tylko sięgała pamięcią, demon znajdował sposób na to, żeby się z nią podroczył.
Niespokojnie obserwowała przemykające tuż pod nimi czubki drzew, mimowolnie zastanawiając się nad tym, gdzie tak naprawdę ją zabierał. Upierał się na wspólne latanie, a gdyby nie to, że miała swego rodzaju uraz do połączenia jego osoby z dużymi wysokościami, doświadczenie samo w sobie mogłoby okazać się całkiem przyjemne. W gruncie rzeczy chyba takie było, tym bardziej, że w ciszy z wolna zaczęła się rozluźniać, by móc w pełni poddać się niezwykłemu doświadczeniu, jakim okazał się wspólny lot. Raz po raz spoglądała w dół albo w górę, przypatrując się zachmurzonemu niebu; nie padało, choć obawiała się, że to wyłącznie kwestia czasu, choć deszcz wyjątkowo nie wydał jej się jakąś szczególnie uciążliwą perspektywą.
Nie miała pewności, jak długo milczeli i po prostu krążyli nad okolicą. W którymś momencie w pełni zdołała się uspokoić i zacząć czerpać przyjemność z lotu, prawie nie myląc przy tym o tym, jak niewiele brakowało, żeby znowu wylądowała na ziemi. Starała się nie patrzeć na jego usta, mimo zmian, które zaszły w ich relacjach, woląc nie sprawdzać, jaka byłaby reakcja demona na kolejny niespodziewany pocałunek. Tym razem byli znacznie wyżej niż w chwili, w której ją upuścił, więc gdyby jednak wylądowała na ziemi…
– Zaczynasz znowu być spięta – usłyszała tuż przy uchu. Aż wzdrygnęła się, zarazem za sprawą jego ciepłego oddechu, jak i słów, które przypomniały jej o tym, że był w stanie wyczuć jej emocje. Uniosła głowę, mimowolnie krzywiąc się, kiedy a policzkach poczuła pierwsze krople lodowatego deszczu – trochę jak łzy, choć zdecydowanie nie miała powodów, żeby płakać. – No, tak… Twoje włosy.
Demon uśmiechnął się w nieco zaczepny, złośliwy sposób, więc ograniczyła się do wymownego wywrócenia oczami. Z dwojga złego chyba wolała, by doszedł do wniosku, że jej podenerwowanie faktycznie wynikało z obaw o stan fryzury, a nie miejsca w którym się znajdowała. Jakby tego było mało, kiedy przyjrzała się twarzy Rafaela, zamiast na ustach, jej spojrzenie przesunęło się na odsłonięte gardło, a ona jak na zawołanie poczuła pieczenie – jakże charakterystyczny objaw pragnienia, które w ostatnim czasie odczuwała o wiele zbyt często, by mogło być to normalne.
Zacisnęła usta, po czym uciekła wzrokiem gdzieś w bok. Cholera, co się z nią w ogóle działo? Niczego już nie pojmowała, może pomijając to, że minione dni stanowiły swego rodzaju wyzwanie. Nie powiedziała mu o tym, ale zaczynała dochodzić do wniosku, że zwierzęca krew już nie wystarcza jej w takim stopniu, jak mogłaby tego oczekiwać. Nie chodziło o to, że smak stał się jakoś szczególnie nieznośny, choć jej ciało zdecydowanie nie reagowało entuzjastycznie na kolejną dawkę posoki, którą mu oferowała. Tak samo sprawy się miały, kiedy w grę wchodziła zawartość żył człowieka, przynajmniej jeśli chodziło o zamienniki w plastikowych woreczkach. Dotychczas nie miała sposobności, żeby sprawdzić, czy podobna reakcja miałaby miejsce, gdyby zdecydowała się pić bezpośrednio od dawcy, nie wyobrażała sobie zresztą, żeby mogła tak po prostu zaatakować człowieka, ale mimo wszystko…
Z tym, że to nie było wszystko.
Pomijając to, że wszystko w niej aż rwało się do tego, żeby skosztować krwi Rafaela – chociaż kilku kropel, choć najpewniej na tym by nie poprzestała – zaczynała zauważać coraz więcej dziwnych zmian, które zaszły w jej wyglądzie. Początkowo nie zwracała na to uwagi, to zresztą były szczegóły, które mogła zauważyć chyba tylko jako jedyna, ale kiedy pomyślała o tym w tamtej chwili, wszystko to wydało jej się aż nadto istotne. Nie miała pojęcia, co takiego powinna o tym myśleć, ale nie mogła zaprzeczyć, że to wszystko nie było normalne – chociażby to, że jej włosy nagle wydały jej się dłuższe, mocniejsze i o wiele jaśniejsze, prawie jak srebro. Spoglądała w swoje oczy i była gotowa przysiąc, że te również się zmieniły, intensywnie niebieskie i z wyrazistymi, złocistymi cętkami, którymi od zawsze zachwycała wszystkich wokół. Nieskromnie rzecz ujmując, nawet samej sobie wydała się o wiele bardziej atrakcyjna i… na swój sposób eteryczna, chociaż sama nie miała pojęcia, jak powinna tę kwestie rozumieć.
Było tego więcej, choć i o tym starała się nie myśleć, woląc uważać za wyjątkowo korzystny zbieg okoliczności. Sądziła, że to treningi z Rafaelem i Mirą przynoszą efekty, bo czuła się pewniejsza, silniejsza i o wiele bardziej świadoma swoich zdolności. Była gotowa przysiąc, że jej zmysły wyostrzyły się, bardziej wrażliwe na wszelakie bodźce, co również sporo ułatwiało, zwłaszcza kiedy chodziło o zaspokojenie wygórowanych ambicji pewnego perfekcjonisty. Tak było prościej, ale kiedy myślała o tym w tamtej chwili…
– Elena? – usłyszała. Po tonie Rafy poznała, że musiał wypowiadać jej imię już od dłuższego czasu, choć wcześniej nie była w stanie skoncentrować się na jego słowach. Uprzytomniła sobie również, że jak urzeczona przypatrywała się jego twarzy, czy też raczej pulsującej żyle na odsłoniętym gardle. – Na wrota piekielne… Znowu?
– Co…? – zaczęła w oszołomieniu, jednak jakiekolwiek pytanie wydawały się zbędne.
Rafael nawet nie czekał, by sprawdzić, czy miała coś jeszcze dopowiedzenia. Już wcześniej musiał obniżyć lot, dzięki czemu zaledwie kilka sekund później z lekkością wylądował na ziemi, choć nawet wtedy nie wypuścił jej ze swoich objęć. Lekko zachwiała się, kiedy ostrożnie postawił ją na ziemi, mimowolnie zauważając, że musieli zatoczyć dość spore koło, skoro ostatecznie na powrót znaleźli się tuż przy kapliczce. Rafa położył obie dłonie na jej ramionach, dzięki czemu swobodnie mógł przytrzymać ją przy sobie. W tamtej chwili momentalne zapragnęła się odsunąć, to jednak okazało się niemożliwe, zresztą jedno spojrzenie nieśmiertelnego wystarczało, by zatrzymać ją w miejscu.
Zacisnęła usta, bezskutecznie próbując ukryć faktyczne pragnienia. Zanim zdążyła zastanowić się nad tym, co i dlaczego powinna zrobić, Rafael zdecydowanym ruchem ujął jej twarz w obie dłonie, już w następnej sekundzie unosząc ją ku górze. Spojrzała mu w oczy – lśniące, intensywnie niebieskie i tak piękne, jak bezchmurne niebo – jednak jej spojrzenie raz po raz uciekało do miejsca, które stało się dla niej aż nadto istotne. Gdyby tylko mogła znaleźć się bliżej, najlepiej na tyle, by swobodnie móc go ugryźć i…
O bogini, o czym ja znowu myślę?!
Nie miała pojęcia, czy był w stanie przeniknąć jej myśli, a tym bardziej czy ostatecznie to zrobił, to jednak ostatecznie wydało się Elenie najmniej istotne. Ważniejsze było to, że Rafael zrobił takich ruch, jakby zamierzał ją pocałować, choć zdecydowanie nie to było jego celem. Serce omal nie wyskoczyło jej z piersi, kiedy demon przekrzywił głowę, znaczącym ruchem nadstawiając jej swoją szyję. Pragnienie przybrało na sile, a jej ciało aż wyrwało się do przodu, przez co poczuła się trochę jak dziecko, któremu właśnie obiecano wymarzonego cukierka. Nie miała pewności, który raz w ostatnim czasie pozwalał jej na coś podobnego, jednak mimo pragnień podświadomie wyczuła, że to nie było właściwe – nic z tego, co działo się pomiędzy nimi, takim nie było, ale mimo wszystko…
– Rafael… – wykrztusiła, ale jedynie pokręcił głową.
– W porządku, lilan – zapewnił kojącym tonem i w tamtej chwili faktycznie w to uwierzyła.
Nie powinnam…, przeszło jej przez myśl, nie tylko dlatego, że wiedziała, jak wielkie znaczenie miała dla niego jego własna krew. Nerwowo przygryzła dolną wargę, wciąż gotowa ze sobą walczyć, pragnienie jednak okazało się o wiele za silne, by mogła tak po prostu je ignorować. Rozchwyciła usta, po czym zdecydowanym ruchem przesunęła się bliżej, zarzucając mu ramiona na szyję, by znaleźć się tak blisko, jak tylko będzie to możliwe. Z nabytą przez ostatnie dni wprawą przywarła ustami do jego szyi, zdecydowanym ruchem wgryzając się w pulsująca żyłę i pozwalając na to, żeby słodka, jakże upragniona krew zalała jej palące gardło.
Ulga była natychmiastowa, a ona nie mogła jej zignorować. Piła szybko i łapczywie, trochę tak, jakby obawiała się, że ktoś w każdej chwili będzie w stanie odebrać jej tę cudowną krew. Potrzebowała jej całą sobą, gotowa zrobić wszystko, by przedłużyć możliwość picia choć o kilka dodatkowych sekund, choć jednocześnie zdawała sobie sprawę z tego, że Rafael i tak nie może pozwolić jej na zbyt wiele. Bez wątpienia znał granice, zresztą do tej pory nie miało miejsca nic, co mogłoby wzbudzić jej szczególny niepokój, ale mimo wszystko…
Nie myśl o tym. Masz krew, prawda? Ta krew…
Wszelakie myśli uleciały z jej głowy, wyparte przez dziką przyjemność. Już nic innego nie miało znaczenia, Elena zaś była w stanie tylko i wyłącznie pić, zachwycając się przy tym rozchodzącą się po całym jej ciele słodyczą. Czuła przyjemne ciepło, a także znajomą już siłę – poczucie tego, że mogłaby zdziałać dosłownie wszystko, niezależnie od tego, jak bardzo skomplikowane zadanie by otrzymała.
Och, to było cudowne. On był cudowny, zresztą jak i jego słodka, pełna energii krew, która…
– Rafael, cholera jasna, co wy znowu odpierdalacie?
Kiedy w ciszę wdarł się głos wyraźnie podenerwowanej Miry, czar prysł.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz









After We Fall
stories by Nessa