23.06.2016

Dwieście trzydzieści jeden

Claire
Nie miała pewności, co i dlaczego chce zrobić. Już od chwili, w której weszła do lasu, wyczuła, że bardzo szybko pożałuje swoich decyzji. Sama nie była pewna, dlaczego kolejna perspektywa spotkania z Sethem wzbudzała w niej aż tak wiele skrajnych emocji, ale chyba powoli zaczynała przyzwyczajać się do tego, że chłopak miał mieć z nią ciężko – i to najdelikatniej rzecz ujmując. Robili dwa kroki w przód i jeden w tył, co może i nie prezentowało się szczególnie tragicznie, ale zmiennokształtny nadal musiał się wysilać, żeby swobodnie mogła czuć się w jego obecności. Niezmiennie się spinała i doskonale zdawała sobie z tego sprawę, nawet jeśli Seth był na tyle dobry i cierpliwy, by starać się nie okazywać, że cokolwiek zauważa.
Problem polegał na tym, że sama coraz częściej miała do siebie pretensje o to, że w ogóle mogłaby robić mu nadzieję, a później znowu zachowywać się tak, jakby miała przed sobą kogoś obcego. To nie było ani dobre, ani uczciwe, nawet jeśli naprawdę starała się nad sobą zapanować. Teraz już przynajmniej nie wzbraniała się przed spotkaniami, co chyba samo w sobie można był uznać za dość znaczący postęp, ale to nie wystarczyło. Przecież wiedziała, że będzie chciał czegoś więcej, nawet jeśli zapewniał, że sama możliwość przebywania przy niej w zupełności go satysfakcjonuje. Jasne, nie miała wątpliwości, że nie spoglądał na nią jak na potencjalny obiekt zainteresowania seksualnego, ale to jeszcze nie znaczyło, że do końca życia miał zadowalać się niewinnymi spotkaniami. To przerażające, ale naprawdę ją kochał i to na dodatek w wyjątkowy sposób, którego w żaden sensowny sposób nie potrafiła zinterpretować.
Nie chciała tego, ale zwłaszcza po tych kilku spotkaniach i rozmowach – po tym, jak mogła się przed nim otworzyć – wycofanie się tym bardziej zaczęło jawić jej się jako coś niemożliwego, co zdecydowanie nie wchodziło w grę. Lubiła go i nie mogła zaprzeczyć, że tak jest. Czuła się bezpiecznie, co wydawało się dość paradoksalne, jeśli wziąć pod uwagę to, jak zawsze reagowała na jego obecność. To była kolejna kwestia, której nie potrafiła zrozumieć, co zresztą niezmiernie ją drażniło. Nie miała aż tak obsesyjnego podejścia, jak Rufus, który rzadko kiedy w ogóle miał w planach przyznać się do niewiedzy, ale zdążyła przyzwyczaić się, że wszystko dało się w jakiś sensowny sposób opisać i wytłumaczyć…
No cóż, najwyraźniej nie.
Jakkolwiek by nie było, Seth chciał się z nią zobaczyć, twierdząc, że ma całkiem dobry pomysł. Oczywiście ograniczył się wyłącznie do takiego oświadczenia, stanowczo odmawiając wnikania w jakiekolwiek szczegóły, co z miejsca sprawiło, że w głowie zapaliła jej się ostrzegawcza, czerwona lampka. Ktoś, kto bez chwili zastanowienia przyszedł się z nią zobaczyć, nie dbając o potencjalne zagrożenie ze strony… chociażby jej nadopiekuńczego ojca, raczej nie miewał skłonności do genialnych, dopracowanych planów. W efekcie czuła, że miała pełne prawo do tego, żeby czuć się zaniepokojoną i w jakimkolwiek stopniu wahać się przed podjęciem jakiegokolwiek działania.
Jakkolwiek by nie było, ostatecznie wylądowała w samym środku lasu, próbując stwierdzić w którą stronę i dlaczego powinna iść. Wciąż nie znała okolicy aż tak dobrze, by poruszać się w jakiś szczególnie swobodny sposób, ale trudno było nie wychwycić aż nadto charakterystycznego zapachu zmiennokształtnego. Nawet obecność uśpionego, przygotowującego się do zimy lasu, nie była w stanie w pełni zamaskować tej woni, więc po dłuższej chwili wahania, Claire ostatecznie udało się zdać na instynkt. Ruszyła przed siebie, pozwalając na to, żeby wyostrzone zmysły ją prowadziły i choć na moment zapominając o wewnętrznym oporze, który momentami wciąż nakazywał jej trzymać się od chłopaka z daleka.
W porządku, musiała przynajmniej sprawić, co takiego chodziło temu dzieciakowi po głowie. Już nie musieli kombinować, żeby móc normalnie się spotykać, a przynajmniej to zapewniła im Layla, aż promieniejąc na myśl o tym, że jej córka w końcu mogłaby się na kogoś otworzyć. Claire była jej za to wdzięczna, dla odmiany na wszystkie sposoby unikając Rufusa i próbując udawać, że wcale nie mieli kilku tematów do omówienia. Nie miała najmniejszej ochoty na tłumaczenie się i pogadanki, zwłaszcza w sytuacji, w której sama nie miała pewności, jak i dlaczego powinna postąpić. Wciąż gubiła się we własnych decyzjach i emocjach, więc tym bardziej nie miała być zdolna wytłumaczyć ich komuś, po kim niejako odziedziczyła tak wielki problem z radzeniem sobie ze wszystkim, czego nie dało się zamieścić w treści jakiejś logicznej książki.
Tak czy inaczej, Seth nie miał powodów, żeby zwodzić ją albo kogokolwiek innego, przez co jego zachowanie wydało się Claire co najmniej dziwne. Wciąż go poznawała, ale zdążyła zauważyć, że miał dość specyficzne poczucie humoru i dziwne pomysły. Pod tym względem czasami przypominał jej Lucasa z tymi różnymi, często nieprzemyślanymi zabawami. Obaj ją bawili, choć w przypadku Setha taki stan rzeczy wydawał się uzasadniony, zresztą jak i to, że zmiennokształtny mógłby chcieć zwrócić na siebie jej uwagę. Pavarotti był po prostu przyjacielem, co również tłumaczyło wszystko, jednak w jego przypadku było po prostu znajome. Z Sethem… wszystko stawało się zgoła inne, a Claire stopniowo uczyła się z tym oswajać.
– Hej, tutaj! – usłyszała, więc zatrzymała się gwałtownie, podrywając głowę, kiedy usłyszała aż nazbyt znajomy głos.
Seth zatrzymał się w niewielkim oddaleniu od niej, spokojny, rozluźniony i wyraźnie z siebie zadowolony. Kiedy tylko ją zauważył, energicznie pomachał, jakby w ogóle mogła mieć wątpliwości co do tego, żeby zorientować się z kim miała do czynienia. Bez chwili wahania ruszyła w jego stronę, raz po raz powtarzając sobie, że powinna po prostu zaufać i że wszystko jest w absolutnym porządku.
– Dobrze – odezwała się, decydując się przerwać panującą ciszę. – Jestem, ale dalej nie rozumiem, dlaczego…
– Ufasz mi, Claire? – wszedł jej w słowo, przy okazji skutecznie wytrącając dziewczynę z równowagi niewinnym na pierwszy rzut oka pytaniem.
Czy ufała? Trudno było jej jednoznacznie stwierdzić, tym bardziej, że nawet samej sobie nie potrafiła wytłumaczyć, jak miały się ich relacje. Nie miała pojęcia dokąd to wszystko zmierzało, a tym bardziej czego powinna oczekiwać po sobie czy kimkolwiek innym. Nie potrafiła tak po prostu odpowiedzieć „tak” albo „nie”, mając wrażenie, że żadna z tych możliwości w pełni nie oddawała tego, czego mogłaby oczekiwać. Co więcej, bała się, że chłopak również mógłby nie zrozumieć jej właściwie, może nawet czując się urażonym brakiem jakiejkolwiek pewności w jej głosie.
– Jestem tutaj – powiedziała w końcu i to wydało jej się najwłaściwszą ze wszystkich możliwych odpowiedzi. – Seth…
Cokolwiek planował, jej krótkie zapewnienie najwyraźniej w zupełności mu wystarczyło. Na jego ustach jak na zawołanie pojawił się uśmiech, on sam zaś podszedł bliżej, zachęcająco wyciągając rękę w jej stronę.
– Okej, więc teraz po prostu trzymaj się blisko mnie i chodź. Serio, nie patrz na mnie w ten sposób, bo nie mam zamiaru zrobić niczego głupiego – zapewnił, ale choć zabrzmiało to niezwykle poważnie, jakaś nutka niepewności w jego głosie sprawiła, że mimo wszystko zaczęła się wahać.
Z drugiej strony, równie dobrze mogło chodzić o perspektywę dotknięcia go. Nie miała nic przeciwko Sethowi w ludzkiej postaci, a przynajmniej starała się rozgraniczać myślenie o nim, jak o kimś, kto potrafi przemieniać się w zwierzę. Miała przed sobą miłego dzieciaka, który nie próbował ją skrzywdzić – to wystarczyło, a przynajmniej chciała wierzyć w to, że tak będzie.
Spojrzała na jego rękę, początkowo nieufnie, trochę tak, jakby spodziewała się tego, że jego palce bez ostrzeżenia przemienią się w szpony albo że wydarzy się coś równie niepokojącego. Weź się w garść!, warknęła na siebie w duchu, po czym w pośpiechu przesunęła się bliżej, błyskawicznie podejmując decyzję. Nie dając sobie nawet chwili czasu na to, żeby się zawahać, zmusiła się do tego, żeby wyciągnąć rękę przed siebie i ująć go za dłoń. Uścisk okazał się przyjemnie ciepły, zdecydowany i przyjemny, nawet pomimo tego, że z miejsca jeszcze bardziej się spięła, w najzupełniej naturalnym odruchu mając ochotę się wyrwać.
Nie zrobiła tego.
Seth uśmiechnął się blado, wyraźnie z siebie zadowolony, choć nadal wydawał się walczyć o to, żeby nie pozwolić sobie na pełnię nadziei. Claire nie zaprotestowała, kiedy pociągnął ją za sobą, zachęcająco prowadząc dalej w las i najwyraźniej oczekując tego, że pójdzie za nim. Nie czuła się szczególnie pewna tego, co robiła, jednak zdołała zdusić obawy, raz po raz powtarzając sobie, że gdyby ten chłopak chciał ją skrzywdzić, już dawno by to zrobił. Znała go, chyba nawet ufała, nawet jeśli cząstka jego natury wzbudzała w niej czyste przerażenie. Nic złego nie mogło się znać, a jakakolwiek forma lęku, wydawała się czymś całkowicie irracjonalnym.
W porządku, mogło być i tak… Mogła założyć, że jednak mu zaufa, poniekąd wbrew sobie i niechcianym odruchom ciała. Milczała, pozwalając żeby ją prowadzić i jedynie sporadycznie rozglądając się dookoła, żeby upewnić się, że wszystko jest w porządku. Wolała nie brać pod uwagę tego, co jednak mógłby zrobić tata, tym bardziej, że jak go znała, mogła wziąć pod uwagę to, że prędzej czy później mógł zdecydować się ich śledzić. Dbał o jej bezpieczeństwo i to w stopniu, który mógłby wydawać się przytłaczający, ale nie miała mu tego za złe. W zasadzie jeszcze jakiś czas temu sama była gotowa stwierdzić, że tego potrzebuje, czerpiąc poczucie bezpieczeństwa z samej tylko świadomości tego, że była w stanie zwrócić się do kogokolwiek o pomoc. To było ważne, zwłaszcza na krótko po tym, co zrobił jej Dean, ale teraz…
Chodziło przede wszystkim o to, że nie mogła przez całe życie uciekać. Wiedziała o tym doskonale, to zresztą sprawiało, że była gotowa zrobić dosłownie wszystko, byleby tylko zwalczyć strach. Do tej pory próbowała o tym nie myśleć i udawać, że kiedyś problemy same się rozwiążą, jednak od chwili wpojenia i pojawienia się Setha, w końcu musiała podjąć jakąkolwiek sensowną decyzję. Czuła, że jest mu to winna, tym bardziej, że chłopak naprawdę się starał.
– Dalej nie wiem, dokąd mnie prowadzisz – zarzuciła mu. Mimo wszystko odczuwał niewysłowioną wręcz ulgę, kiedy utwierdziła się w przekonaniu, że głos nawet jej nie zadrżał.
– Zobaczysz – odpowiedział z przekonaniem. – Już jesteśmy blisko, więc… Och, a tak właściwie, to zamknij oczy – wręcz zażądał, a Claire wymownie uniosła brwi ku górze, zaskoczona jego sugestią.
– Że co proszę…?
Chłopak zatrzymał się, wymownie wywracając oczami. Coś w spojrzeniu, którym ją obdarował, momentalnie sprawiło, że poczuła się jeszcze bardziej zaintrygowana i niespokojna. Wciąż nie znała Setha i jego pomysłów aż tak dobrze, żeby godzić się na cokolwiek w ciemno i to nawet wtedy, kiedy sprawiał wrażenie kogoś, komu bardzo, ale to bardzo zależy na tym, żeby postawić na swoim.
– Zobaczysz – powtórzył z naciskiem. – Claire, proszę. Przecież wiesz, że bym cię nie skrzywdził, a to… To ma być niespodzianka – dodał z przekonaniem.
Ale nie odegrasz teraz parodii oświadczyn, będącej w rzeczywistości interesująca formą prośby o chodzenie, prawda?, pomyślała w przypływie paniki, mimowolnie przypominając sobie to, czego doświadczyła Elena ze strony Elliotta. Co prawda nie podejrzewała Clearwatera o aż takie impulsywne zachowania, ale z drugiej strony… Skąd tak naprawdę mogła wiedzieć, co takiego siedziało w głowie wpojonego zmiennokształtnego?
Wciąż pełna najgorszych przeczuć, z wolna skinęła głową, po czym chcąc nie chcąc zamknęła oczy. Poczuła się dziwnie, dobrowolnie odcinając się od najważniejszego ze zmysłów; teraz jedynym jej przewodnikiem wydawał się Seth, którego dotyk do tej pory wzbudzał w niej niekontrolowane odruchy, nakazujące jej jak najszybsze odsunięcie. W efekcie musiała walczyć nie tylko z tym, ale przede wszystkim z instynktownym pragnieniem, żeby zmrużyć oczy i mimo wszystko podglądać. Sama nie była pewna, co ostatecznie zmotywowało ją do tego, żeby tego nie zrobiła, ale niezależnie od przyczyny, ruszyła przed siebie, pozwalając żeby jej towarzysz prowadził ją za sobą. Nie była szczególnie zachwycona tym, że nie miała nawet pewności, czy przypadkiem nie potknie się o wystający korzeń albo nie doświadczy czegoś równie przykrego – po hotelu pojęcie „niespodzianki” nie kojarzyło jej się w szczególnie pozytywny sposób – ale starała się nie zwracać na to uwagi. Miała przy sobie Setha, nie Deana, ten z kolei nie miał żadnego powodu, żeby próbować ją skrzywdzić.
Nie zrobił tego, co przyjęła z ulgą, nawet pomimo świadomości tego, że tak właśnie będzie. Wyczuła, że musieli wyjść na odrobinę wolnej przestrzeni, kiedy zaś w ułamek sekundy później Seth zatrzymał się, pomagając jej wytracić prędkość, była już tego pewna. Otworzyła usta, chcąc o coś zapytać, ale cichym pomrukiem dał jej do zrozumienia, żeby milczała. Zaraz po tym pociągnął ją za sobą, zachęcając do przejścia jeszcze kilku kroków, zanim ostatecznie nakłonił ją do tego, żeby rozsiąść się na chłodnej ziemi. Temperatura jej nie przeszkadzała, zwłaszcza w sytuacji, w której koncentrowała się na dziesiątkach odmiennych bodźców, sama niepewna tego, na co powinna się zdecydować. Podciągnęła kolana, po czym objęła je ramionami, próbując przybrać jak najwygodniejszą pozycję, co wcale nie było takie łatwe, skoro wciąż pozostawała spięta.
– Jeszcze chwila – obiecał Seth. Jego głos zabrzmiał z większej odległości, co chyba znaczyło, że chłopak zdążył się podnieść i gdzieś oddalić. – Siedź tam spokojnie i po prostu mi zaufaj. Wszystko jest okej – zapewnił, wyraźnie z siebie zadowolony.
Nie miała pojęcia, o czym mówił, a tym bardziej czego od niej oczekiwał, przez co coraz bardziej zaczynała się niecierpliwić. Czuła się co najmniej głupio z tym, że mogłaby tak po prostu siedzieć na ziemi w samym środku lasu, na dodatek z zamkniętymi oczami, czekając na bogini raczy wiedzieć co. Chciała unieść powieki, niezależnie od konsekwencji oraz tego, czego oczekiwał Seth, ale…
A potem wyczuła, że coś przed nią się poruszyło i mimowolnie zesztywniała, jak na zawołanie napinając mięśnie. Z jakiegoś powodu serce zabiło jej szybciej, a Claire ledwo powstrzymała się przed otwarciem oczu. Gdzieś z oddali usłyszała wymowne prychnięcie, które mogło należeć tylko i wyłącznie do Leah, nim jednak zastanowiła się nad tym, co to tak naprawdę oznacza, coś ciepłego i przyjemnie miękkiego otarła się o jej ramie. Początkowo nie zwróciła na to większej uwagi, w milczeniu pozwalając na to, żeby tajemniczy puszek ocierał się o jej skórkę; nie miała pojęcia, czego powinna się spodziewać, a tym razem nie rozumiała swojego napięcia – a przynamniej do momentu, w którym nie dotarło do niej, że tajemnicze ciepłe coś właśnie na nią dyszało.
Reakcja była w zupełności automatyczna i w najmniejszym nawet stopni nieprzemyślana. Zanim zdążyła zastanowić się nad tym, co i dlaczego robi, otworzyła oczy, spoglądając rozszerzonymi do granic możliwościami tęczówkami wprost w… parę lśniących, wpatrzonych w nią ślepi wciąż ocierającego się o nią psa – Star jakby nie było, a więc tej wielkiej, niemniej niepokojącej od wilka bestii, która już raz się na nią rzuciła.
– Zabierz to ode mnie! – wydarła się, zrywając się tak gwałtownie i w zaledwie ułamek sekundy materializując kilka metrów dalej, chcąc trzymać zwierzę na dystans.
Zaskoczona Star cofnęła się o kilka kroków, skomląc, powarkując i chyba nie zdając sobie sprawy z tego, co w obecnej sytuacji mogłoby być nie tak. Suczka wyraźnie drgnęła i zrobiła taki ruch, jakby jednak zamierzała ruszyć do przodu, ale powstrzymał ja przez cały ten czas trzymający zwierzę za kark Seth. Zdezorientowany krzykami pies, popatrzył na swojego właściciela w co najmniej urażony sposób, wydał z siebie jakiś żałosny pisk, po czym posłusznie położył się na ziemi, wydając się nasłuchiwać i jakby od niechcenia merdając ogonem.
Claire zamarła w bezruchu na swoim miejscu, nie mając odwagi ani odejść, ani tym bardziej podejść bliżej. Uświadomiła sobie, że drży, chociaż patrząc na Star, zdecydowanie nie potrafiła sobie wyobrazić, że ta w takim wypadku mogłaby ją zaatakować. Wciąż oddychała szybko, w niemalże spazmatyczny sposób łapiąc oddech i raz po raz bezwiednie potrząsając głową, jakby w ten sposób miała być w stanie zapewnić sobie bezpieczeństwo. Za wszelką cenę próbowała trzymać na dystans niechciane wspomnienia, w zamian raz po raz powtarzając sobie, że wszystko było w najzupełniejszym porządku. W zasadzie dlaczego miałoby nie być, skoro…?
– Chciałeś, to masz. Mówiłam, że to nie jest dobry pomysł – odezwała się Leah, decydując się przerwać panująca ciszę. Stała w niewielkim oddaleniu, oparta o pień drzewa, skąd jakby od niechcenia obserwowała sytuację. – Nie wiem, kto się bardziej stresuje: ona czy Star.
– Zamknij się, Leah – doradził jej chłodno brat. – Ech, Claire…
Dźwięk własnego imienia skutecznie sprowadził ją na ziemię, sprawiając, że jednak zdołała się odezwać:
– O co ci chodzi, co? Dlaczego…? – Urwała, po czym przełknęła z trudem. Jej spojrzenie na powrót skoncentrowało się na Star. – Nie rozumiem, dlaczego robisz mi takie rzeczy…
– Przecież mnie wcale nie chodzi o to, żeby cię wystraszyć! Po prostu… No, sama wiesz… – zaczął, chociaż zdecydowanie tak nie było.
– Temu geniuszowi chodzi o to, że liczył na to, że może oswoisz się z psem i będzie ci łatwiej przebywać z nim. Chyba spodziewał się tego, że jak już zorientujesz się, że Star nie próbuje cię dziabnąć, przestaniesz przed nią uciekać – wyjaśniła usłużnie Leah. – Jakoś tak to zrozumiałam, pomiędzy bełkotem o terapii szokowej czy co on tam wyczytał w Internecie.
– Wcale nie szukałem rozwiązania w Internecie! – zaoponował natychmiast chłopak.
Leah uniosła brwi.
– Mam przez to rozumieć, że jeszcze nie wygooglowałeś sobie czegoś w stylu: „Co robić, kiedy wampirza laska, która boi się wilków, nie uciekła ode mnie z krzykiem”? – zapytała, całkiem wprawnie udając zaskoczoną. – Nie może być.
– Leah!
Słuchała ich przekomarzań, wcale nie czując się dzięki temu lepiej. Wciąż miała ochotę uciec, jednak nie była do tego zdolna, zresztą tak jak i do tego, żeby odezwać się chociaż słowem. Miała ochotę zaprotestować albo w jakikolwiek sensowny sposób uprzytomnić chłopakowi, że pomysł ze Star wcale nie był dobry – i to w najmniejszym nawet stopniu.
Nie chciała tego… nie mogła, bo…
Po prostu nie. Wszystko działo się zbyt szybko, a to, że ją zaskoczył, niczego nie ułatwiało, wręcz wzbudzając w niej coraz większe przerażenie. Ten pies był…
– Claire nie słuchaj jej, okej? – usłyszała i z pewnym opóźnieniem uprzytomniła sobie, że chłopak miał na myśli swoją siostrę. – Przepraszam, to było głupie… Ale mogło wypalić. Star naprawdę nie chce cię skrzywdzić – wyjaśnił z przekonaniem, wplatając palce w puszystą sierść zwierzęcia. – Może powinienem był cię zapytać, ale wtedy byś się nie zgodziła. Wiem, że to może faktycznie za wcześnie, ale chciałem przynajmniej spróbować. Cały czas tutaj jestem, a gdybyś zechciała przerwać, wtedy… Przepraszam – powtórzył, nie po raz pierwszy dosłownie porażając ją tym, jak niezwykle uroczy i nieporadny się wydawał, kiedy zachowywał się w ten sposób.
Słuchała jego wyjaśnień i nie dowierzała, aż nazbyt świadoma tego, że nie miał nic złego na myśli. Otworzyła i prawie natychmiast zamknęła usta, rozdarta pomiędzy tym, co słuszne, a tym, co sama wolała zrobić. Już od dłuższego czasu próbowała ze sobą walczyć, a on bardzo jej pomagał, ale mimo wszystko…
Wciąż oszołomiona, spojrzała mu w oczy. Kiedy ich spojrzenia się spotkały, uświadomiła sobie, że zaczyna się wahać, coraz mniej pewna tego, czy ucieczka była dobrym pomysłem.
– Ja…

1 komentarz:

  1. Hej
    No no Claire się przełamuje. Następnym jego krokiem będzie to, żeby była przy nim gdy będzie zmieniał się w wilka?:D Seth to ryzykant, a siostra wcale mu tego nie ułatwia chociaż podobają mi się jej złośliwe komentarze:D
    Joce w końcu wie kim jest Rosa i te jej "wizje" związane z nią i z tym mężczyzną. Ciekawa jestem czy ten jej dar będzie się rozwijał i czy będzie potrafiła zrobić coś więcej niż tylko widzieć i rozmawiać z duchami:)
    Czekam na więcej:)

    Weny
    Guśka

    OdpowiedzUsuń




After We Fall
stories by Nessa