12.06.2016

Dwieście dwadzieścia trzy

 Plan Three – „Brush it off”
Elena
Wiedziała, że go zraniła, jeszcze zanim zdecydowała się uważniej przyjrzeć twarzy Aldero. Nie przypominała sobie, kiedy ostatnim razem widziała go aż do tego stopnia poważnego i… na swój sposób roztrzęsionego. Jego słowa nadal nie dawały jej spokoju, potęgując mętlik w głowie i sprawiając, że zapragnęła zejść chłopakowi z oczu, byleby powstrzymać cały ten negatywny wpływ, który na niego miała. Wciąż całą sobą chciała wierzyć, że to ten cholerny dar – umiejętności, których dopiero teraz była świadoma i których w żaden sposób nie potrafiła opanować. Musiało tak być, a przynajmniej ona nie potrafiła wyobrazić sobie tego, że mogłoby być jakkolwiek inaczej.
To było okropne, ale chyba naprawdę wolałaby, żeby to jednak był ten przeklęty dar. Nie wyobrażała sobie, że to właśnie Aldero mógłby się w niej zakochać, choć jednocześnie zdawała sobie sprawę z tego, że przebywanie razem z nim przychodziło jej z łatwością, tak naturalnie, jak tylko było to możliwe. Znali siebie nawzajem, spędzając czas razem odkąd tylko sięgała pamięcią. To było proste i znajome, Al z kolei momentami był dla niej trochę jak starszy brat, równie irytujący, co i pomocny. Wszystko to, co jej mówił, było jak najbardziej prawdziwe, tak sensowne, jak tylko mogłoby być; chcąc nie chcąc nie mogła temu zaprzeczyć, dostrzegając to już wcześniej, choć dotychczas takie zachowanie ze strony kuzyna jawiło jej się jako coś oczywistego. Być może to był kolejny dowód, jak samolubna i krótkowzroczna była, ale to, że Aldero przy niej trwał, stanowiło coś równie właściwego, jak i to, że była w stanie oddychać.
No cóż, teraz widziała, że chodziło o coś o wiele więcej.
Serce zabiło jej szybciej, już od dłuższego tłukąc się w jej piersi w tak nieregularny, momentami zbyt szybki sposób, że ledwo była w stanie oddychać. Zaczynała mieć serdecznie dość całej tej sytuacji, nieustannie gubiąc się w tym, co czuła i co przez cały ten czas działo się wokół niej. Jakby tego było mało, bardziej niż wcześniej zdawała sobie sprawę z obecności Rafaela, który przysłuchiwał się ich rozmowie. Nie sądziła, że w takim wypadku Aldero w ogóle odważy się poruszyć aż tak intymny temat, jednak wampir wydał jej się nagle niepokojąco wręcz zdesperowany. Wpatrywał się w nią, jego oczy błyszczały i odniosła wrażenie, że gdyby nie pewność tego, że Rafa połamałby mu ręce, gdyby spróbował ją pocałować, już dawno pokusiłby się o powtórzenie tego, za co jakiś czas temu dała mu w twarz. Chyba już wtedy przeczuwała, że to wcale nie był ani przypadek, ani rodzaj żartu czy coś równie mało znaczącego, jak próbował przekonywać ją Al. Teraz miała do siebie pretensje o to, że w ogóle mogła zignorować jakiekolwiek przesłanki, jednak sama nie była pewna, co mogłoby się stać, gdyby wyjaśnił jej wszystko wcześniej.
Podstawowe pytanie brzmiało: czy kochała Aldero? Odpowiedź wydawała się oczywista, przynajmniej po części, bo w naturalny sposób darzyła go dość głębokim uczuciem. Problem polegał na tym, że chłopak wcale nie musiał być usatysfakcjonowany tym, co względem niego czuła – nie, skoro to nie był ten szczególny rodzaj miłości, jak ta, którą darzyła Rafaela. Tego jednego była pewna, zwłaszcza teraz aż nazbyt świadoma różnicy pomiędzy emocjami, które wzbudzali w niej byli, w większości ludzcy partnerzy. Wcześniej nigdy nie doświadczyła czegoś nawet porównywalnego to tego, co czuła za każdym razem, kiedy była z tym demonem; to był jakiś wyjątkowy rodzaj przywiązania i pasji, który nasilał się z każdym kolejnym dniem, wypowiedzianym słowem i czułością, która zdawała się kryć za melodyjnie wypowiadanym „lilan”. Z Aldero sprawy miały się jeszcze inaczej, a Elena już zawsze miała myśleć o nim jak o kimś bliskim, ale…
No właśnie, znowu „ale”.
A tym razem sprowadzało się do tego, że nie potrafiła spojrzeć na chłopaka tak, jak mógłby tego oczekiwać. To była jej rodzina, dobry przyjaciel, ale… nic ponadto. Podejrzewała, że w takim wypadku nie mogła powiedzieć mu nic gorszego, chociaż starała się o tym nie myśleć. To nie była wina żadnego z nich, nie miała zresztą pewności, czy gdyby Rafael nie stanął na jej drodze, sprawy potoczyłyby się jakkolwiek inaczej. To było przeznaczenie, a przynajmniej w ten sposób starała się o całym tym szaleństwie myśleć, raz po raz powtarzając sobie, że to, co połączyło ją z demonem, nie mogło być przypadkowe. Nie rozumiała, dlaczego właśnie Aldero musiał obdarzyć ją jakimkolwiek uczuciem w sytuacji, w której już i tak uczyła się doświadczać czegoś dotychczas nieznanego, ale…
– Aldero… – westchnęła, bezskutecznie usiłując zebrać myśli i powiedzieć cokolwiek, co zabrzmiałoby choć odrobinę sensownie; musiał coś zrobić – jakkolwiek zareagować – jednak nie miała pojęcia jak.
Chłopak jedynie potrząsnął głową, najwyraźniej nie zamierzając pozwolić na to, żeby skończyła.
– Nieważne – oznajmił z rezerwą, wyrzucając obie ręce ku górze w poddańczym geście. Cofnął się o krok, co w jakiś niepojęty sposób sprawiło, że poczuła się jeszcze gorzej. – Nic nie słyszałaś, okej? Wierz sobie w to, że to ten twój dar. Tak będzie dużo prościej – zadrwił, a ona mimowolnie skrzywiła się, słysząc znajomy już, kpiarski ton.
– To nie jest takie proste – powiedziała w końcu.
Aldero zmrużył oczy, przez moment sprawiając wrażenie chętnego, żeby odwrócić się na pięcie i po prostu odejść. Miała wrażenie, że aż drżał ze zdenerwowania, a może od nadmiaru emocji – nie miała pewności i chyba nie chciała wiedzieć.
– Bo teraz jest on? – zapytał w końcu, nagle zwracając się w stronę Rafaela. Mimowolnie napięła mięśnie, woląc nie brać pod uwagę tego, że znowu mogliby się na siebie rzucić.
– Też – przyznała, po czym zawahała się na moment. – Przepraszam cię. Możemy porozmawiać, ale…
– Ależ nie ma takiej potrzeby – uciął stanowczo. Palce wplótł we słowy, robiąc sobie na głowie jeszcze większy bałagan. Wydał jej się zagubiony i podenerwowany, a przy tym chętny do tego, żeby jednak kogoś zabić. – Nie, zdecydowanie nie teraz… Lepiej mi powiedz, co jest grane. Jak mam rozumieć to, że jesteś w niebezpieczeństwie? – zapytał w końcu, a Elena zawahała się, przez dłuższą chwilę pragnąć poprosić go o to, żeby przestał i jednak z nią porozmawiał.
Nie w ten sposób wyobrażała sobie tę rozmowę, to zresztą w ogóle nie było czymś, co wcześniej mogłaby przewidzieć. Wpatrywała się w Aldero i wiedziała, że wszystko jest nie tak, zwłaszcza kiedy chodziło o ich relację. Dar czy nie, jego uczucia wszystko komplikowały, a ona nagle zwątpiła w to, czy w ogóle mieli szansę na to, żeby odzyskać normalność. Chciała prosić go o to, żeby obiecał jej, że wszystko będzie dokładnie takie samo, jak do tej pory, ale zdawała sobie sprawę z tego, że to marzenie ściętej głowy. Już od dłuższego czasu kłóciła się z Al'em o wiele częściej, aniżeli kiedykolwiek wcześniej, a teraz w końcu wiedziała dlaczego – i że najpewniej miało być jeszcze gorzej.
Cholera, najpierw Liz, a teraz on. Ile osób jeszcze miała stracić…?
Otworzyła usta, chcąc odpowiedzieć na zadane przez chłopaka pytanie, jednak nie wydobył się z nich żaden dźwięk. Chcąc nie chcąc przyznała przed samą sobą, że rozmowa o Isobel i całym tym zamieszaniu była najrozsądniejszym, co wszyscy mogli zrobić, choć wcale nie była pewna, czy dzięki temu cokolwiek stanie się łatwiejsze. Gdyby miała myśleć o sytuacji kategoriami, którymi najpewniej kierował się Rafael, sama musiałaby przyznać, że jej kuzyn był potencjalnym zagrożeniem. Mogła tylko zgadywać, jaka była reakcja, nie wspominając o tym, że tajemnica jej i Rafaela była zagrożona – a to mogło się skończyć naprawdę różnie.
– Na twoją odpowiedzialność, Eleno – usłyszała i aż wzdrygnęła się, kiedy Rafa zdecydował się wtrącić, niejako wręcz czytając jej w myślach. – Jeśli życzysz sobie go wtajemniczyć, to twoja decyzja, lilan. Weź tylko pod uwagę to, że jeśli nie będzie trzymał języka za zębami, wtedy go zabiję – oznajmił, a Elena mimowolnie się wzdrygnęła.
– Nie będzie takiej potrzeby – zapewniła pośpiesznie. – Al…?
Spojrzała na kuzyna, ten jednak z uporem unikał jej wzroku. W odpowiedzi na słowa demona wymownie wzruszył ramionami, udając obojętność albo naprawdę nic sobie nie robiąc z tego, że ktokolwiek mógłby chcieć go skrzywdzić.
– Ta… Po prostu mów.
W tamtej chwili zapragnęła nim potrząsnąć albo od razu posłać chłopaka do diabła, wręcz porażona jego zachowaniem. Robił to specjalnie, żeby doprowadzić ją do szału? Jeśli tak, szło mu to niemalże doskonale, nie wspominając o tym, że sama nie miała pewności, czego powinna się spodziewać. Aldero nigdy nie był dla niej typem desperata, a jednak coś w jego słowach i tonie sprawiło, że zaczęła zastanawiać się nad tym, czy w ogóle docierało do niej to, w jakiej sytuacji się znajdował. Myślami wydawał się być gdzieś daleko, niepokojąco odległy i zamyślony, a to nigdy nie wróżyło dobrze. Zaczynała się martwić i nic nie mogła na to poradzić.
Ale w gruncie rzeczy nie miała wyboru, co również wydało jej się oczywiste. Wciąż niepewna i świadoma tego, że Aldero może ponownie zareagować w dość osobliwy sposób, w skrócie wyjaśniła mu to, co wiedziała: że Isobel zdecydował się wydać na nią wyrok, a Rafael ją chronił. Nie potrzebowała wymownego spojrzenia demona, by zdać sobie sprawę z tego, że lepiej dla niej byłoby, gdyby pominęła kwestię Ciemności i tego, że to właśnie jej rozkazom zawdzięczała życie. Pominęła również to, jak poznała Rafaela, jak go uratowała i na czym polegała znamienita większość ich spotkać, w zamian skupiając się na tym, co najważniejsze: a więc na Hunterze i bracie Liz, a także na tym, że matka wampirów najpewniej doskonale bawiła się, udając kochanicę samego Aro.
Kiedy skończyła, Al wyglądał tak, jakby ktoś porządnie przyłożył mu w głowę. Przez dłuższą chwilę milczał, dla pewności odsuwając się o kilka kolejnych kroków i wydając się nad czymś intensywnie myśleć. Palce wciąż miał wplecione we włosy, które raz po raz nerwowo pociągnął, chyba nawet nie zdając sobie z tego sprawy. W tamtej chwili pożałowała tego, że nie potrafi wniknąć w jego umysł i poznać myśli, zdolna do tego, żeby co najwyżej zgadywać, co musiało chodzić mu po głowie. Nie miała pojęcia, co myślał i czy w ogóle był w stanie skoncentrować się na czymkolwiek po rozmowie, którą odbyli chwilę wcześniej. Nie wiedziała niczego, podejrzewając, że oboje byli w równym stopniu zagubieni i zdolni do tego, żeby co najwyżej spoglądać na siebie nawzajem, czekając na coś, czego żadne z nich nie potrafiło określić.
– Elena… – Aż wzdrygnęła się, kiedy Aldero jednak zdecydował się do niej odezwać. – Bądźmy szczerzy… Czyś ty całkiem już oszalała? – wypalił, a ona zesztywniała, przez dłuższą chwilę niepewna tego, jak powinna rozumieć jego ton.
– Co…?
Wampir pokręcił głową.
– Poluje na ciebie demon, a teraz wampir, który na dodatek zabił Jessikę, bo najpewniej pomylił ją z tobą. Był obok, a Damienowi nawet udało się z nim walczyć. Zachodzimy w głowę, dlaczego Hunter już raz cię zaatakował, o co chodzi z Elliottem i co wydarzyło się na tamtej imprezie, a ty… cały czas wiedziałaś i nawet słowem nie zająknęłaś się na ten temat? I jeszcze Isobel siedzi sobie w Volterze, zbiera siły, a jednak… – Urwał, po czym raz jeszcze potrząsnął głową. – Nie wierzę, że właśnie ja to mówię, ale gdzie ty masz mózg, dziewczyno?!
Otworzyła i zamknęła usta, równie oszołomiona, co i poirytowana. Mogła przewidzieć taką reakcję, tym bardziej, że od samego początku zdawała sobie sprawę z tego, że postępuje głupio, ukrywając przed rodziną coś tak ważnego. Chciała wierzyć, że na swój sposób w ten sposób udawało jej się ich chronić, ale obawiała się, że to wcale nie było aż takie proste. Chciała na Aldero warknąć, tym bardziej, że nie miał prawa na nią krzyczeć, ale jednocześnie zdawała sobie sprawę z tego, że miał rację, słusznie wyrzucając jej kolejne głupstwa. Nie była tym zachwycona, ale…
Z tym, że Aldero nie był w stanie zrozumieć najważniejszego. W gruncie rzeczy sama do tej pory nie była w stanie tego w pełni pojąć, ale istniało dość powodów, dla których ciągnęła to przez cały ten czas.
– Gdybym mogła wam powiedzieć, zrobiłabym to. Ty też musisz teraz siedzieć cicho, bo ja… Po prostu mi zaufaj, okej? – zaryzykowała w końcu, choć czuła, że nie miała prawa o cokolwiek go prosić. Spojrzenie, którym obdarował ją kuzyn, jedynie utwierdziło ją w tym przekonaniu, jednak zmusiła się do tego, żeby mówić dalej: – Po prostu zrób dla mnie tę jedną rzecz, Al. Wiesz, że nie prosiłabym, gdybym nie musiała. Rafael mógł do tej pory skutecznie chronić, bo królowa nie miała pojęcia o tym, że w ogóle jej się sprzeciwił.
– Chronić ciebie czy siebie? – obruszył się wampir. – Zresztą nieistotne. Mam dla ciebie kłamać, kuzyneczko? – zapytał wprost, a ona zawahała się; nawet zwykle zaczepne „kuzyneczko” wydało jej się brzmieć w sposób, który sprawiał jej niemalże fizyczny ból.
– Proszę…
Aldero westchnął.
– Mam chronić jego czy ciebie, bo to różnica? Nie klucz, bo szlag mnie trafia. Skoro już tutaj jestem i czegokolwiek ode mnie wymagasz, to przynajmniej ten jeden raz bądź szczera – nie tyle poprosił, co wręcz zażądał, jednak w tamtej chwili była w stanie puścić ten ton mimo uszu.
Nerwowo przygryzła dolną wargę, chyba jedynie cudem nie upuszczając sobie krwi. Patrzyła na niego, próbując doszukać się w ciemnych oczach czegokolwiek znajomego – zrozumienia, błysku rozbawienia albo… czegoś innego – jednak widziała wyłącznie obojętność. Aldero był zły, a to zdecydowanie nie stanowiło normy w jego przypadku, w niczym nie przypominając tego, co przywykła widzieć w jego spojrzeniu.
Z tym, że tutaj nie chodziło tylko i wyłącznie o nią czy o Rafaela. Dbała również o niego, choć najpewniej nie zamierzał przyjąć tego do wiadomości, zbyt rozżalony, żeby słuchać nawet najrozsądniejszych z jej argumentów.
– Gdybym powiedziała prawdę, wtedy również Rafael znalazłby się w niebezpieczeństwie… On i Mira. Czy to chciałeś ode mnie usłyszeć?
Z wolna skinął głową, wciąż intensywnie się nad czymś zastanawiając.
– Tak właśnie myślałem – mruknął, po czym wydał z siebie przeciągłe westchnienie. – Jakie to ma zresztą znaczenie, skoro ten twój demon grozi mi śmiercią – mruknął, a Elena drgnęła, przez moment czując się tak, jakby ktoś ją uderzył.
– Nie zrobi tego – zapewniła pośpiesznie.
Aldero prychnął.
– Jasne, że nie, bo nie mam innego wyboru, jak wam się podporządkować. Tak to wygląda, więc nie próbuj zaprzeczać – dodał, więc chcąc nie chcąc zamilkła, podświadomie czując, że jakakolwiek rozmowa prowadziła donikąd.
Nie próbowała protestować, choć milczenie przyszło jej z trudem. Wzrokiem uciekła gdzieś w bok, raz po raz zastanawiając się nad tym, kiedy i jakim cudem udało jej się wplątać w całe to szaleństwo. Spodziewała się wielu rzeczy, ale na pewno nie tego, że przyjdzie jej kłócić się właśnie z Aldero, który – o bogini, to wciąż do niej nie docierało… – mógłby spojrzeć na nią inaczej, aniżeli na przyjaciółkę. Co więcej, na pewno nie brała pod uwagę tego, że dla możliwości chronienia go będzie musiała zdecydować się na coś aż tak nieprawdopodobnego, jak groźby, choć nie mogła zaprzeczyć, że te wydawały się jedynym rozsądnym wyjściem w obecnej sytuacji.
Cóż, sam zainteresowany najpewniej myślał coś innego, ale musiała to zignorować. Kolejny raz robiła coś, czego nie chciała, stojąc pomiędzy dwiema istotami, które coś dla niej znaczyły. Wiedziała jedno: nie mogła dopuścić do tego, żeby Rafael zdecydował się zainterweniować, bo wtedy… zrobiłoby się naprawdę nieciekawie.
– W porządku – wymamrotała, wbijając wzrok w ziemię. – Nie wiem, czy to ma dla ciebie jakieś znaczenie, ale w ten sposób chronię również ciebie: tym, że nie pozwalam ci powiedzieć reszcie – powiedziała cicho, a Aldero parsknął pozbawionym wesołości śmiechem.
– Uważaj, bo jeszcze ja – ofiara twojego daru – jednak dojdę do wniosku, że trochę ci zależy – rzucił tonem, który nie pozostawiał najmniejszych wątpliwości co do tego, że nadal nie potrafił zaakceptować tego, że wszystko mogłoby być tylko iluzją.
Jeśli miał być ze sobą szczera, ona też. Słuchała go i podświadomie czuła, że ktoś zmanipulowany nie potrafiłby doświadczyć aż tak skrajnych emocji. Miała wrażenie, że to coś o wiele więcej, aniżeli pożądanie, które usiłowała mu wmówić. Już od dawna czuła rodzaj więzi, który sprawiał, że była w stanie go tolerować nawet wtedy, gdy tak bardzo ją irytował. To od zawsze pomiędzy nimi było i wszystko wskazywało na to, że ta jedna kwestia nie uległa zmianie. W efekcie chyba nawet nie powinna była być zdziwiona tym, że to uczucie mogło ewoluować w coś o wiele bardziej złożonego, chociażby… właśnie miłość, nawet jeśli to wciąż brzmiało tak nieprawdopodobnie.
Nie Aldero. Mogła zaakceptować naprawdę wiele, ale na pewno nie miłość Aldero, bo…
Po prostu nie – a już na pewno nie teraz, kiedy odnalazła kogoś, kogo darzyła tym szczególnym uczuciem. W takim wypadku kochanie jej mogło przynieść tylko i wyłącznie ból oraz odrzucenie, a nie tego życzyła komuś, kto przez tyle lat pozostawał jej najlepszym przyjacielem.
– Długo jeszcze zamierzasz ją dręczyć? – odezwał się cicho Rafael, tym samym skutecznie sprowadzając Elenę na ziemię. Demo wpatrywał się w Aldero, właściwie nie odrywając od chłopaka wzroku i przez moment sprawiając wrażenie kogoś, kto aż wyrywa się do ataku. – Czuję jej ból nawet tutaj, coraz silniejszy, za każdym razem, kiedy otwierasz usta. Jeszcze raz, a może po prostu wyrwę ci język i będzie po problemie – zaproponował i – cholera – bez wątpienia byłby do tego zdolny.
– Rafael!
Obaj zdecydowali się ją zignorować.
– Znasz warunki, a jeśli masz z nimi jakiś problem, najlepiej od razu pozwól mi go rozwiązać. Swoją drogą, skoro tak bardzo ją kochasz – wypalił nagle, bez chwili wahania decydując się określić słowami to, co mogłoby być pomiędzy nią a Aldero – to chyba nie powinieneś mieć żadnych oporów przed tym, żeby ją chronić. Czy się mylę?
– Cały czas ją chroniłem i chronię – nie tyle powiedział, co wręcz warkną wampir. Jego oczy zalśniły czerwienią, a Elena poczuła się jeszcze bardziej niespokojna. – Mów sobie, co tylko chcesz, ale znam ją dłużej od ciebie. I… Nie, nie zamierzam pozwolić na to, żeby stała jej się jakakolwiek krzywda, niezależnie od tego, co będę musiał zrobić – oznajmił z powagą, po czym gniewnie zmierzył oczy. – Będę siedział cicho, chociaż cholernie mi się to nie podoba. Co więcej, będę chronił Elenę, nawet kosztem ciebie, bo tylko ona jest tutaj ważna. Ty i tobie podobnie nie znaczycie dla mnie nic – dodał gniewnym tonem.
Rafael jedynie się uśmiechnął.
– W takim razie się rozumiemy – rzucił jakby od niechcenia. – Ja nie potrzebuję ochrony, chociaż ona może sądzić inaczej. Skup się na niej i trzymaj język za zębami, a wtedy być może wszyscy będziemy w stanie współegzystować – stwierdził i po jego tonie jednoznacznie dało się wywnioskować, że temat został zakończony.
Elena wypuściła powietrze ze świstem, wciąż nie dowierzając temu, co działo się na jej oczach. Co prawda żadne z nieśmiertelnych nie powiedział tego wprost, ale teraz tylko czekali na swoje wzajemne błędy i możliwość tego, żeby móc się pozabijać.
Chciała tego czy nie, jedynie ona gwarantowała spokój, jeśli zaś chodziło o Aldero i Rafaela…
No cóż, po tych dwóch mogła spodziewać się dosłownie wszystkiego i właśnie to ją przerażało.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz




After We Fall
stories by Nessa