15.05.2016

Sto dziewięćdziesiąt osiem

Elena
Rafael był podenerwowany – i to najdelikatniej rzecz ujmując. Była w stanie to wyczuć zarówno w jego ruchach, jaki i spojrzeniach, które raz po raz rzucał w jej stronę, wyglądając na chętnego, by porządnie nią potrząsnąć. Przewidziała, że właśnie taki będzie efekt jej wyjaśnień, ale i tak nie mogła powstrzymać się przed zrelacjonowaniem mu całego przebiegu ostatniego wieczoru, podświadomie czując, że to najrozsądniejsza rzecz, jaką mogłaby zrobić. Przynajmniej to jedno było mu winna, nie tylko przez wzgląd na wzajemne zaufanie, ale przede wszystkim świadomość tego, że demon chciał ją chronić – a to, co wydarzyło się u Jessiki, bez wątpienia zaliczało się do kategorii rzeczy, które powinien wiedzieć.
Nie uspokoiła go żadnym z lakonicznych SMS-ów, które wysyłała mu z imprezy, choć bez wątpienia nie podejrzewał, że sprawy mogłyby skomplikować się aż do tego stopnia. Już po powrocie do domu zastała na parapecie swojego okna przycupniętego Ravena, który odleciał, kiedy tylko podeszła bliżej, wahając się nad wpuszczeniem go do środka. Elena wciąż nie miała pewności, jaka była zależność pomiędzy Rafą a tym ptakiem, ale podświadomie czuła, że powrót kruka miał być jednoznacznym znakiem dla Rafaela, że już wróciła do domu. Kiedy w kilka minut późnij dostała wiadomość z żądaniem natychmiastowego spotkania, była już tego pewna, ale pomimo pragnienia tego, by jak najszybciej się z nim zobaczyć, nie od razu zdecydowała się na wyjście z domu. Należała teraz do niego czy też nie, nie zamierzała przyzwyczajać go do tego, że będzie na każde jego skinienie – i to nawet pomimo tego, że taki stan rzeczy bez wątpienia byłby demonowi na rękę.
Claire doszła do siebie przed nadejściem świtu, co w znacznym stopniu uspokoiło ich wszystkich. Pomogła kuzynce doprowadzić się do porządku, choć szczerze wątpiła w to, by poprawnie włosów czy makijażu miało jakiekolwiek znaczenie w przypadku dziewczyny, która zwykle unikała takich dodatków. Podczas rozmowy wydała się Elenie przygnębiona i cichsza niż zazwyczaj, myślami będąc gdzieś daleko, ale przynajmniej nic nie wskazywało na to, żeby zamierzała wpaść z powodu Briana w histerię. W którymś momencie Cullenówna pokusiła się nawet o to, żeby kuzynkę przeprosić, co bez wątpienia wprawiłoby w oszołomienie niejednego z tych, którzy ją znali. Claire nie miała pretensji, a przynajmniej tak utrzymywała, Elena jednak nie mogła zaprzeczyć, że czuła się źle – i to nie tylko dlatego, że w grę tak czy inaczej wchodziło szaleństwo jej byłego.
Jakkolwiek by nie było, wszyscy wciąż żyli, a ona szczerze wątpiła w to, żeby Rufus ot tak zaczął wypytywać się o imprezę. To poniekąd wszystko komplikowało, bo sama miała ochotę wspomnieć o kilku kwestiach bliskim – chociażby o tym, że u Jessiki pojawił się wampir, brat Liz na dodatek – jednak nie mogła sobie na to pozwolić, przynajmniej tymczasowo. Musieli trzymać się jednej wersji, Elena zresztą musiała przyznać, że w pierwszej kolejności to Elizabeth powinna była spróbować dowiedzieć się czegoś więcej na temat swojej rodziny – a zwłaszcza sekretów, o których do tej pory nie miała pojęcia. Pragnęła porozmawiać z przyjaciółką i jakkolwiek ją wesprzeć, ta jednak nie była skora do rozmowy, całą noc spędzając na rozmowie z Damienem. Elena nie miała pojęcia, co takiego powinna o tym myśleć, ale nie próbowała protestować, dając Liz tyle swobody, ile ta mogłaby potrzebować, by dojść do siebie. Wszyscy musieli uporządkować sobie to, co się wydarzyło, to z kolei nie było nawet po części takie proste, jak mogliby oczekiwać.
Tak czy inaczej, problemy istniały, siedzieli w tym razem, a jedynego wsparcia jak na razie udzielał im Lawrence. Nie miała pojęcia, czy słusznie robiła, decydując się tak po prostu zaufać wampirowi, ale przynajmniej tymczasowo nie widziała powodu, dla którego miałaby trzymać się od swojego dziadka z daleka. Nie rozmawiali dużo, ale samo przebywanie w swoim towarzystwie przychodziło im zaskakująco łatwo, Elena zresztą potrzebowała jakiejś odskoczni – miejsca, gdzie mogłaby uciec, gdyby akurat nie miała ochoty ani na przebywanie w domu, ani w towarzystwie Rafaela, choć to ostatnie wcale nie musiało być takie oczywiste. Niezależnie od wszystkiego, decyzja tak czy inaczej należała do niej, a skoro Lawrence nie miał nic przeciwko temu, by go nachodziła (nie żeby pytała go o zdanie), naturalnie zamierzała to robić.
Nie ukrywała przed Rafą ani tego, ani szczegółów minionych wydarzeń, nawet jeśli podejrzewała, że nie będzie zachwycony. Nie zareagował entuzjastycznie nawet na jej odrobinę zbyt teatralny gest, kiedy rozłożyła ramiona w sposób, który miał sugerować coś w stylu: „Żyję, więc nie róbmy problemów z niczego!”.
No cóż, jemu to nie wystarczało.
W zasadzie im dłużej milczał, spoglądając na nią tak, jakby widział ją po raz pierwszy, tym pewniejsza była tego, że nie był zachwycony. Mimowolnie pomyślała o tym, że być może jednak powinna się wycofać, ale…
– Czyś ty całkiem zgłupiała? – usłyszała i coś w jego tonie sprawiło, że zapragnęła wywrócić oczami. O, tak, dokładnie tego się spodziewała. – Eleno, do cholery!
– Nie wiem, o co ci…
Urwała, bo nagle doskoczył do niej, zdecydowanie niedelikatnie chwytając ją za ramiona. Zesztywniała, w ułamku sekundy dochodząc do wniosku, że wąska przestrzeń kapliczki jest najmniej odpowiednim miejscem na tak nieprzemyślane wyznania, zwłaszcza kiedy w grę wchodziło uświadomienie impulsywnego demona. Zesztywniała, w naturalnym odruchu próbując mu się wyrwać, ale uścisk miał zbyt silny, by była w stanie tego dokonać.
Rafael przesunął się bliżej, przez co właściwie znalazła się w jego ramionach. Dłonie wciąż zaciskał na jej ramionach, jak nic mając zagwarantować jej kilka nowych, absolutnie nieatrakcyjnych siniaków, nie miała jednak poczucia tego, że naumyślnie próbował zrobić jej krzywdę. Z drugiej strony, ocenienie czegokolwiek, co miało związek z nim, wcale nie było takie proste, skoro otaczała ją para lśniących, czarnych skrzydeł, które raz po raz muskały jej odsłoniętą skórę. Nie miała pojęcia, czy Rafa robił to specjalnie, czy wręcz przeciwnie, efekt jednak pozostawał jeden: a więc uniemożliwiał jej zebranie myśli.
– Dlaczego dowiaduję się o takich rzeczach dopiero teraz? – rzucił pozbawionym jakichkolwiek emocji, pełnym napięcia tonem Rafael. Ich spojrzenia się spotkały, a Elena na moment zamarła, porażona wyrazem jego lśniących, intensywnie niebieskich tęczówek. – Po co to wszystko – to całe moje poświęcenie – skoro nawet nie pozwalasz mi się chronić?
– Powiedziałam już, że przyjechał po nas Lawrence. Tam nie działo się nic wartego uwagi, tylko…
– Tylko zamordowano śmiertelniczkę – przerwał jej cierpkim tonem. – I był tam wampir. A ty wezwałaś na pomoc następnego, który – że pozwolę sobie zauważyć – kilka lat temu właściwie służył Isobel za prawą rękę – oznajmił wprost i to wystarczyło, by skutecznie wytrącić Elenę z równowagi.
W pierwszym odruchu otworzyła i zaraz zamknęła usta, co najmniej oszołomiona. Wiedziała, że wampir nie był święty, ale…
– Lawrence? – powtórzyła z powątpiewaniem.
Rafael wydał z siebie przeciągłe westchnienie, po czym w końcu zapanował nad sobą na tyle, by przestać „znęcać się” nad jej już i tak obolałymi ramionami. Zabrał dłonie, w zamian przenosząc je na biodra dziewczyny, dzięki czemu poczuła się tak, jakby ją obejmował, zamiast przygotowywać się do tego, by pokusić się o przetrącenie jej karku.
– Szczerze powiedziawszy, teraz po cichu liczę na to, że chociaż raz to nie do mnie polecisz w podskokach, by już na powitanie rzucić się z pięściami, ale… – Urwał, po czym wywrócił oczami. – Dlaczego zawsze musisz pchać się do tych, którzy są dla ciebie niebezpieczni?
– Fakt, ciągle to robię. Mam się zbierać? – zapytała, nie mogąc powstrzymać się przed tym, żeby trochę się z nim podrażnić.
– Elena… – syknął jej do ucha.
Zacisnęła usta.
– Ty pierwszy zmieniłeś temat – zarzuciła mu. – Lawrence i Isobel?
– Mówię ci to, co sam widziałem. Przez całe lata był jednym z jej najbardziej zaufanych sług, chociaż… Wiesz, nie jestem pewien, czy to akurat ze mną powinnaś dyskutować na tent temat – przyznał niechętnie. – Fakt faktem, że ostatecznie nieźle ją zdenerwował, kiedy stanął przeciwko niej. Poza tym cholernie mnie wkurzał, zwłaszcza kiedy zaczynał się rządzić i…
– Ach, więc to cię boli! – wyrzuciła z siebie pod wpływem impulsu. – To, że ktoś mógłby mieć równie wielkie kompetencje, co i ty? – zapytała, choć sprawa Lawrence’a, wampirzej królowej oraz ewentualnej zdrady wciąż nie dawała jej spokoju.
Rafa zmrużył oczy, gwałtownie cofając się o krok. Nawet jeśli wciąż był na nią zdenerwowany o to, że mogłaby tak bardzo ryzykować i nie poinformować go o ewentualnych kłopotach, ostatecznie zdołała skupić jego uwagę na innej kwestii.
– Nikt nigdy nie miał kompetencji porównywalnych do moich – odpowiedział niemalże urażonym tonem.
– I dlatego siedzisz teraz ze mną, ignorując rozkazy królowej? – mruknęła, zanim zdążyła ugryźć się w język.
Wiedziała, że zaczynanie tego tematu może być niebezpieczne, zwłaszcza biorąc pod uwagę to, że miała przed sobą swojego potencjalnego zabójcę. Rafael miał ją zabić, przynajmniej zgodni z pierwotnym założeniem Isobel, więc przypominanie mu o tym mogło być niczym prośba o szybką śmierć.
– Zawsze byłem lojalny wobec ojca i tego się trzymajmy. – Rafa gniewnie zmrużył oczy. – Królowa nigdy nie miała nad nami władzy… Nie tak naprawdę. Otrzymywała to, czego chciała Ciemność, chociaż z jej perspektywy pewnie wygląda to zgoła inaczej – stwierdził, a Elena mimowolnie się wzdrygnęła.
– To, co robisz ze mną, chyba nie do końca jest częścią rozkazów – zauważyła cicho.
Przez jego twarz przemknął cień, jakby dopiero w tamtej chwili dotarło do niego, że tak jest w istocie. Wciąż bała się tego, że tak po prostu mógłby się od niej odwrócić, tym samym udowadniając jej, że wszystkie te wyznania i – po części tylko wymuszone – deklaracje w rzeczywistości nie były nic warte. Skoro Ciemność była na pierwszym miejscu, gdzie tak naprawdę było miejsce dla niej?
– Wiesz dobrze, że sprawy się skomplikowały, lilan – powiedział w końcu. Elena zadrżała, słysząc pieszczotliwe określenie, które nie tylko w jego ustach brzmiało co najmniej dziwne, co wciąż pozostawało dla niej czymś nie do pojęcia… Zresztą tak jak i to, że Rafael mógłby ją kocha. – Już od dłuższego czasu nic z tego, co robię, nie jest zgodne z moimi założeniami.
– Wiem. – Zawahała się na moment. – Ale co w takim razie byłoby, gdyby ojciec powiedział ci, że to ten moment? Że już masz mnie nie chronić, ale…
Urwała, dostrzegając wyraz jego twarzy. Rzucił jej co najmniej udręczone spojrzenie, co jednoznacznie dało Elenie do zrozumienia, że rozpoczęła temat, który był dla niego co najmniej niewygodny. Czuła jego konsternację i wątpliwości, jednak im dłużej zastanawiała się nad znaczeniem jego uczuć, tym pewniejsza dręczących go wątpliwości była. Rafael tak naprawdę nadal niczego nie wiedział, przynajmniej kiedy w grę wchodziło to, co dopiero w sobie odkrywał: człowieczeństwo, którego na swój sposób się bał. Czegokolwiek by jej nie powiedział, nie mogła być niczego pewna, ale choć ta myśl ją przerażała, jednocześnie nie wyobrażała sobie tego, że to właśnie on mógłby ją skrzywdzić – nie w pełni zamierzony, kontrolowany sposób.
– Musimy o tym rozmawiać akurat teraz? – zapytał w końcu, ostrożnie ujmując ją za rękę. Obserwowała go z niemniejszą uwagą, co i on ją, kiedy uniósł jej dłoń do ust, by móc złożyć na niej delikatny pocałunek. – Nie zamierzam pozwolić, by stała ci się jakakolwiek krzywda, Eleno… Nie, jeśli będę miał coś do powiedzenia. Już i tak mam kłopoty, więc naprawdę mogłabyś uwierzyć w to, że wszystko jest w porządku – powiedział z naciskiem, ale – co nie uszło jej uwadze – tak naprawdę niczego jej nie obiecał.
Nie odpowiedziała, w zamian próbując się skoncentrować na jego dotyku i wzajemnej bliskości. Ciepłe dłonie wciąż znajdowały się na jej biodrach, a chwilę później demon przygarnął ją do siebie na tyle blisko, by móc bez przeszkód musnąć wargami jej usta. Zarzuciła mu ramiona na szyję, mimo obaw decydując się znaleźć jeszcze bliżej i raz po raz powtarzając sobie, że wszystko jest w najzupełniejszym porządku. Teraz przynajmniej tak prezentowała się sytuacja, gdyby zaś cokolwiek uległo zmianie…
Nie chciała się tym przejmować. Nie teraz, skoro na swój sposób miała wszystko to, czego mogłaby oczekiwać.
Przymknęła oczy, w końcu będąc w stanie skoncentrować się przede wszystkim na pieszczocie. Nie miała pewności, kiedy pocałunki zaczęły przychodzić im w tak naturalny sposób, a tym bardziej w którym momencie Rafael nauczył się przejmować kontrolę również w tej materii, ale podobało jej się to. Był pewny siebie i coraz wprawniejszy w tym, co robił, jakby podobne doświadczenia zdarzały mu się od wieków, a ona wcale nie była jego jedyną partnerką. Co prawda wciąż chciało jej się śmiać na wspomnienie tego, jak bardzo nieporadny i rozkosznie niewinny pozostawał w wielu innych kwestiach, ale… jakie to właściwie miało teraz znaczenie?
– Och, na wrota piekielne, Rafael!
Wyraźnie usłyszała głos Miriam, co samo w sobie powinno było wprawić ją w konsternację, jednak nie miała czasu się nad tym zastanawiać – a tym bardziej nad tym, jak i kiedy demonica dostała się do kapliczki. W zamian jej uwaga w pełni skupiła się na tym, że Rafa nagle zesztywniał, po czym odskoczył od niej tak gwałtownie, że chyba jedynie cudem się nie wywrócił. Nią samą bezceremonialnie cisnął o ścianę, na tyle niedelikatnie, że aż pociemniało jej przed oczami, a samo doświadczenie okazało się niewiele przyjemniejsze od jakże efektownego pierwszego pocałunku, kiedy to demon jak gdyby nigdy nic zrzucił ją z kilku ładnych metrów na ziemię.
Cholera jasna, teraz zawsze zamierzasz mi to robić?!, pomyślała w oszołomieniu, próbując utrzymać się w pionie i klnąc na czym świat stoi. Chwiała się niebezpiecznie, równie zagniewana, co i wytrącona z równowagi, rzucając rozdrażnione spojrzenia naprzemiennie w stronę wyraźnie speszonego Rafaela, to znów zastygłej w progu kapliczki Miriam. Demonica spoglądała na brata rozszerzonymi do granic możliwości oczami, w równym stopniu zaskoczona, co i zażenowana. Wyrwało jej się ciche przekleństwo, chociaż trudno było stwierdzić, co wpłynęło na kobietę w większym stopniu – to, co zobaczyła, czy może wnioski, które w naturalny sposób musiała.
– Czy ja ci czegoś nie powiedziałem na temat przychodzenia do mnie i…? – Rafa urwał, po czym zrobił taki ruch, jakby miał ochotę rzucić się Mirze do gardła. – Nieważne! Nie wzywałem cię! – obruszył się, ale choć wyraźnie dało się wyczuć w jego głosie gniew, na siostrze nieśmiertelnego nie zrobiło to najmniejszego znaczenia.
– Jasne, że tego nie zrobiłeś, skoro… – Urwała, po czym odchrząknęła w dość wymowny sposób. – Na wrota piekielne…
– Chcesz je zobaczyć? – warknął Rafael. – Jeszcze słowo, a przysięgam, że… – zaczął i mamrotał coś więcej, ale Elena nie była w stanie skoncentrować się na poszczególnych słowach.
Wypuściła powietrze ze świstem, sama niepewna tego, jak powinna się zachować. Wciąż była wściekła za to, jak (po raz kolejny!) potraktował ją Rafael, jednak starała się tego nie okazywać, aż nazbyt świadoma tego, dlaczego aż do tego stopnia mógł się zdenerwować. Wystarczająco wiele razy słyszała tych wszystkich uwag o słabości, walce o władzy i konieczności zachowania swojej pozycji, nie wspominając o tym, że do tej pory zachowywali swój związek w tajemnicy, ale…
Wyprostowała się, po czym z wolna podeszła bliżej Rafy, niemalże licząc się z tym, że raz jeszcze jej przyłoży – w stresujących sytuacjach najwyraźniej miał do tego wyjątkowe zdolności. Tym większym zaskoczeniem było dla niej to, że nieśmiertelny jak gdyby nigdy nic otoczył ją ramieniem, przyciągając do siebie i wciąż nieufnie obserwując Miriam. Brwi kobiety powędrowały ku górze, ale nie była na tyle szalona, by skomentować zachowanie brata choćby słowem, zwłaszcza kiedy ten wydawał się bliski wybuchu.
– Okej… – zaczęła, po czym nerwowym ruchem przeczesała ciemne włosy palcami. – Nic nie widziałam – dodała, a Rafael prychnął.
– Na pewno?
Puściła jego złośliwości mimo uszu.
– Przecież powiedziałam. W wolnych chwilach rób sobie, co tylko zechcesz… czy coś… – mruknęła, a Rafa znowu się spiął.
– Co tutaj robisz? – niemalże warknął, w pośpiechu decydując się zmienić temat.
Mira wzruszyła ramionami.
– Znowu się do mnie nie odzywasz, więc sprawdzam, czy jeszcze żyjesz. Z Hunterem też nie mam kontaktu, więc tak sobie pomyślałam, że…
– Że zrobił mi krzywdę, tak? – obruszył się demon. – Chyba troszeczkę się zapominasz – stwierdził chłodno, choć niezależnie od tonu i użytych słów nie wydawał się zdolny do tego, by zranić siostrę… Przynajmniej na pierwszy rzut oka.
Elena przysłuchiwała się im w milczeniu, nagle zaczynając czuć się nieswojo. Nie chciała wtrącać się w to, co było między nimi, tym bardziej, że w pamięci wciąż miała swoje ostatnie spotkanie z Mirą, jednak coś w tonie i zachowaniu Rafaela nie dawało jej spokoju. W efekcie zanim zastanowiła się nad tym, co i dlaczego robi, chwyciła demona za ramię, próbując zwrócić na siebie jego uwagę.
– A co z Hunterem? – zapytała w pośpiechu, niejako chcąc powstrzymać tę dwójkę od kłótni. – Zaginął czy…?
– Nie wiem, ale lepiej dla niego, żeby szedł do diabła, bo jak go dorwę… Mam wszystko pod kontrolą, lilan – zapewnił z przekonaniem.
 Lilan… – powtórzyła Mira, nawet na moment nie odrywając od serafina wzroku.
Poderwał głowę, samym tylko spojrzeniem nakłaniając ją do tego, żeby zamilkła. Wydawał się podenerwowany, chociaż i tak panował nad sobą o wiele lepiej, aniżeli Elena mogłaby podejrzewać. Nie miała pewności czy to przez wzgląd na nią, czy może to Miriam zawdzięczał coś, co nie pozwalało mu aż tak bardzo się na niej wyżywać, ale efekt i tak okazał się… dość zadziwiający, zwłaszcza w przypadku szczerze nienawidzącego tak żenujących sytuacji Rafaela.
– Mówiłaś coś może, Mira? – rzucił niemalże uprzejmym tonem, ale to brzmiało niemalże gorzej niż gdyby zaczął na nią warczeć.
– Ależ skąd – zreflektowała się pośpiesznie. – W porządku, niepotrzebnie przyszłam. Chcesz, żebym wyszła, czy może…?
Znowu na nią spojrzał, czym skutecznie powstrzymał ją od mówienia. Przez dłuższą chwilę Elena była przekonana, że specjalnie wszystko utrudniał, chcąc przypomnieć demonicy o tym, kto tak naprawdę sprawował kontrolę, niemalże wyczekując momentu, w którym Rafa sam oznajmi siostrze, że ma się oddalić. To było upokarzające, przynajmniej z jej perspektywy, ale zdecydowała się tego nie komentować, aż nazbyt świadoma tego, że wtrącanie się w relacje tych istot było niczym prośba o to, żeby jednak oberwać.
– Nie – oznajmił w końcu demon. Zaskoczył je obie, a przynajmniej takie wrażenie odniosła Elena, spoglądając na pozbawioną emocji twarz stojącej w przejściu kobiety. – Chodź, Miriam. Może faktycznie mi się przydasz, tym bardziej, że… właśnie omawiamy ważne sprawy – dodał, a ta spojrzała na niego z powątpiewaniem.
– Ależ gdzież ja bym śmiała w to wątpić? – mruknęła z przekąsem, jednak posłusznie zrobiła krok naprzód. – Co tym razem?
Rafael jak gdyby nigdy nic ją zignorował, po czym zdecydowanym ruchem chwycił Elenę za rękę. Uniosła głowę, by móc spojrzeć mu w oczy, po czym lekko zmarszczyła brwi. Gdyby przynajmniej wiedziała, co takiego chodzi mu po głowie… Ale w przypadku tej istoty tak naprawdę nic nie było oczywiste – a przynajmniej nie w takim stopniu, jak mogłaby tego oczekiwać.
– Opowiedz mi jeszcze raz o tym, co stało się na tej imprezie… Mam na myśli zwłaszcza tego wampira… Brata twojej przyjaciółki – oznajmił nieznoszącym sprzeciwu tonem. – I ta zabita dziewczyna. Jak wyglądała? – zapytał, a Elena zawahała się, co najmniej zaskoczona kierunkiem, który ostatecznie przybrała rozmowa.
Co, na litość bogini, do tego wszystkiego miała Jessika?

1 komentarz:

  1. Hej
    Cóż.. zastanawiałam się w jaki sposób Mira dowie się o pewnych komplikacjach w związku z zadaniem wyznaczonym im przez Isobel. Było to dość zabawne:P Chociaż osobiście odebrałam to odrzucenie Eleny przez Rafaela na ścianę nie jako wynik szoku spowodowany niepodziewanym pojawieniem się Miry, lecz jako próbę zanegowania, że coś go z Eleną łączy- jakby wstydził się tego co zrobił- w końcu ludzkie uczucia jawią mu się jako coś niepożądanego, prawda?
    Lawrence zrobił się bardziej przystępny albo mnie się wydaje. No i relacje jego z rodziną są lepsze niż być powinny po tym co działo się w Mieście Nocy, ale to moje zdanie. Nie powinni się w ogóle godzić na to, by pojechać gdzieś z wampirem, no ale chyba gorsza była perspektywa spotkania z Rufusem w morderczym szale niż noc u nieprzewidywalnego dziadka, który raz jest przyjacielem, a raz wrogiem;]
    W końcu Damien wziął się w garść i pocałował Liz:) Bardzo się cieszę, że w końcu znalazł sobie dziewczynę. Ciekawa jestem jak to będzie gdy przyprowadzi ją do domu, po tym jak poznała prawdę. Całkiem gładko to przyjęła, jakby to była dość oczywista sprawa- to, że ktoś może być wampirem.. no i pocałunek z kimś kto teoretycznie powinien stanowić dla niej zagrożenie też nie był mądrą decyzją, ale Licavoli uratował jej życie- dwukrotnie (chociaż za drugim razem raczej to ludzkie, bo brat jak nic chciał przemienić ją w wampira).
    Czekam na ciąg dalszy. Ciekawa jestem kiedy zdadzą sobie sprawę z tego, że to Elena była celem ataku Jasona..
    Weny kochana
    Guśka

    OdpowiedzUsuń




After We Fall
stories by Nessa