16.05.2016

Sto dziewięćdziesiąt dziewięć

Elena
Intensywnie wpatrywała się w Rafaela, próbując nadążyć za jego tokiem rozumowania. Sporadycznie spoglądała na Miriam, jednak i ta wydawała się pojmować niewiele więcej, przypatrując się bratu w sposób sugerujący, że wątpi w jego zdrowy rozsądek. Co prawda w jej przypadku mogło mieć to związek ze sceny, której była świadkiem, kiedy weszła do kaplicy, jednak przyczyna wydała się Elenie najmniej istotną kwestią. Wiedziała jedynie, że Rafa miał jakiś pomysł, a ona jak a razie nie potrafiła stwierdzić, czego tak naprawdę powinna się po nim spodziewać – i to zwłaszcza słuchając pytań, które jej zadawał.
– A ta dziewczyna? – usłyszała i aż uniosła brwi, co najmniej zaskoczona jego tonem: naglącym, jakby to, co mówiła mu do tej pory, stanowiło stek nic nieznaczących bzdur. – Jak wyglądała?
– A co, ja ci już nie wystarczam? – obruszyła się, zaś przysłuchująca się im Miriam dostała nagłego ataku kaszlu.
Demon gniewnie zmrużył oczy, w pierwszej kolejności rzucając siostrze mordercze spojrzenie. Natychmiast nad sobą zapanowała, więc z czystym sumieniem mógł przenieść wzrok na Elenę. Zmusiła się do tego, żeby ze spokojem i niemalże dziką przyjemnością zignorować jego humorki, w zamian jak gdyby nigdy nic się uśmiechając.
– Wiesz, że mi nie ułatwiasz? – niemalże warknął, chwytając ją za rękę. – To nie jest powód do śmiechu! – obruszył się.
– Cholera, a już myślałam, że chociaż trochę się wyluzowałeś – westchnęła, potrząsając z niedowierzaniem głową. – Ale Jessika mogłaby ci się spodobać, gdyby akurat nie była martwa – dodała, czym po raz kolejny skutecznie go rozdrażniła.
– Elena!
Stanowczo oswobodziła się z jego uścisku.
– Kiedy mówię poważnie! – wyjaśniła w pośpiechu. – Wiesz, większość dziewczyn w szkole mnie nienawidzi, chociaż nie okazują tego wprost. Inne, tak jak Jess, do dodatkowo próbują się do mnie upodabniać, chociaż – nieskromnie mówiąc – idzie im to dość marnie – rzuciła niemalże z satysfakcją, mimowolnie zakręcając na palcu kosmyk jasnych włosów.
– Och, to niby ona bywa skromna? – mruknęła Mira.
Rafael puścił tę uwagę mimo uszu, w zamian spoglądając na nią z wyraźnym zainteresowaniem. Jego jasne oczy zabłysły, a Elena odniosła wrażenie, że wychwycił w jej słowach coś, czego od samego początku się spodziewał. Kiedy na dodatek z uwagą zmierzył ją wzrokiem, wydając się nad czymś intensywnie myśleć, momentalnie poczuła się w co najmniej nieswój sposób.
– Upodabniać się? – powtórzył, starannie dobierając słowa. – Byłyście podobne?
– No chyba nie! – zaoponowała natychmiast. – Tylko ślepy by nas ze sobą pomylił, chociaż trzeba przyznać, że Jessika się starała… Farba do włosów, podobne ubrania i tak dalej – przyznała niechętnie. – Wiem, że mnie obserwowała i… „szukała inspiracji” – dodała, kreśląc w powietrzu cudzysłów. – Jedynie oczy miała naturalnie niebieskie, ale… Co? – zaniepokoiła się, bo Rafael nerwowo zacisnął usta.
– A ten wampir? – zapytał w zamian, najwyraźniej nie czując się w obowiązku, by udzielić jej jakiejkolwiek sensownej odpowiedzi.
Zmarszczyła brwi, ale zdecydowała się z nim nie kłócić. Jeśli miała być ze sobą szczera, jego zachowanie sprawiało, że naprawdę zaczynała się martwic.
– Jason – powiedziała niechętnie. – Podobno zmarły brat moje przyjaciółki, ale…
– Ale chyba nie ten Jason, co? – zapytała wyraźnie zaskoczona Mira i to wystarczyło, by Elena uprzytomniła sobie, że w istocie coś było na rzeczy.
Spojrzała to na Rafę, to znów na towarzyszącą mu demonicę. Ten pierwszy wydawał się zamyślony i wyraźnie skonsternowany, co jednoznacznie dało jej do zrozumienia, że najpewniej podejrzewał dokładnie to samo, co jego siostra. Nie miała pojęcia, co takiego powinna o tym myśleć, a tym bardziej jak powinna rozumieć ich zachowanie, ale…
Cholera, co znowu było nie tak? Od początku czuła, że powinna przyjść z problemem do Rafy, ale zdecydowanie nie wyobrażała sobie tego, że problem mógłby być bardziej złożony od tego, że znalazła się w złym miejscu o złej godziny. Teraz całą sobą czuła, że sprawa była bardziej skomplikowana, jednak w żaden sposób nie potrafiła stwierdzić, czego miałaby się spodziewać.
– Jaki Jason? – zapytała podejrzliwie, mając powoli dość przeciągającego się milczenia. – O co wam znowu chodzi?
Nie spodziewała się odpowiedzi, a przynajmniej nie bez konieczności dopraszania się, irytowania i – być może – całej masie gróźb. Tym większym zaskoczeniem było dla niej to, że Rafael jedynie westchnął przeciągle i od razu przeszedł do rzeczy:
– Słyszałaś o tym, co dzieje się w Mieście Nocy? – wypalił, chociaż przecież doskonale znał odpowiedź.
– Jasne, że tak. Inaczej Prime’ów by tutaj nie było – zauważyła przytomnie. – Nie rozumiem, co to ma do…
– Bardzo wiele – przerwał jej, nie kryjąc zniecierpliwienia. – Skoro na bieżąco słyszysz, co tam się dzieje, to pewnie słyszałaś już o Claudii. Nie było mnie osobiście przy tym, jak Amelie szukała tej kobiety, ale znałem ją dużo wcześniej… Ale to teraz nieważne – uciął stanowczo, gdy Elena spojrzała na niego w co najmniej skonsternowany sposób, wytrącona z równowagi z tym, że kochanica króla mogłaby mieć jakiś związek z haremem Isobel. – Sęk w tym, że kiedy udało się znaleźć Claudię, nie była sama… Towarzyszyła jej ta dwójka, nie Mira? – zwrócił się do siostry.
– Jason i Melanie – potwierdziła tamta natychmiast, chociaż Rafa nie wydawał się zainteresowany imionami.
Znowu zamilkł, pogrążony we własnych myślach, to jednak wydało się Elenie najmniej istotne. Próbowała jakkolwiek sensownie uporządkować myśli, coraz bardziej świadoma tego, co próbował powiedzieć jej Rafa. Jeśli Jason był tą osobą, o której myślała ta dwójka, to mogło znaczyć… dosłownie wszystko, tym bardziej, że szczerze wątpiła w jakiekolwiek przypadki. Wokół niej nic nie działo się w wyniku zbiegu okoliczności, a każda kolejna komplikacja jedynie utwierdzała ją w przekonaniu, że wszystko jest nie tak – i że być może śmierć Jessiki jednak była jej winą.
– Chcesz powiedzieć… – zaczęła i coś ścisnęło ją w gardle, przez co nie była w stanie dokończyć.
– Ja nic nie mówię, ale to wygląda mi w dość jednoznaczny sposób – stwierdził z przekonaniem. – Byłaś na tej imprezie, Eleno. A ta dziewczyna cię przypominała, więc…
– Słodka bogini!
Cofnęła się o kilka kroków, opierając plecami o ścianę i czując trochę tak, jakby ktoś z całej siły zdzielił ją czymś ciężkim po głowie. Z wolna osunęła się po niej na ziemię, podciągając kolana pod brodę. Twarz ukryła w dłoniach, przez dłuższą chwilę będąc w stanie wyłącznie spazmatycznie chwytać oddech i bezskutecznie próbować uporządkować coś, co w znacznym stopniu wykraczało ponad jej zdolności pojmowania i to nawet pomimo tego, że dobrze zdawała sobie sprawę z tego, że sama Isobel mogłaby życzyć sobie jej śmierci.
Co takiego powinna myła o tym wszystkim myśleć? Słuchała, ale nie wierzyła, tym bardziej, że już od dłuższego czasu właściwie nie myślała o tym, że grozi jej jakiekolwiek niebezpieczeństwo. Rafael był po jej stronie, już nie stanowiąc zagrożenia, tym bardziej, że wręcz nie wolno było mu zrobić jej krzywdy. Był jeszcze Hunter, jednak i o tym nie próbowała myśleć, woląc zakładać, że Rafa faktycznie miał wszystko pod kontrolą. Musiało tak być, a Elena raz po raz powtarzała sobie w duchu, że wszystko jest w porządku – że główny problem został rozwiązany i…
Ale do tej pory nikt nie zginął – nie przez nią i nie z powodu tego, że mogłaby być czyimkolwiek wrogiem. Nie chodziło o to, czy życie straciła Jessika czy ktokolwiek inny; prawda była taka, że do tego nigdy nie powinno było dojść, a ona bardziej niż kiedykolwiek wcześniej czuła, że znalazła się w samym środku czegoś nieprzewidywalnego – sytuacji bez wyjścia, jednoznacznie świadczącej o tym, jak bardzo naiwna była, kiedy zdecydowała się uwierzyć w to, że ma szansę jakkolwiek zapanować nad tym, co działo się wokół niej. Co tak naprawdę sobie myślała, kiedy na co dzień odwiedzała Rafę, zakładając, że ich związek już zawsze pozostanie słodką tajemnicą, a dzięki jego ochronie ostatecznie będzie mogła zapomnieć o rozkazie królowej.
Właściwie nie wyczuła ruchu, więc tym bardziej zaskoczyło ją muśnięcie czarnych piór na policzku. Natychmiast wzdrygnęła się i poderwała głowę, by móc się przekonać, że Rafael przykucnął u jej boku, milczący i zamyślony. W tamtej chwili zapragnęła rzucić mu się w ramiona i poprosić o to, żeby ją przytulił, całkowicie obojętna na obecność Miry oraz to, że demon mógłby nie być gotowy na jakąkolwiek formę publicznego okazywania emocji.
– Czuję, że się boisz – oznajmił Rafa, a Elena skrzywiła się mimowolnie. Dobrze wiedziała, że był w stanie rozróżnić te negatywne emocje, a już zwłaszcza strach, który mógł posłużyć mu za pożywienie.
– To nie jest istotne – oznajmiła chłodno, bezskutecznie próbując udawać, że ma wszystko pod kontrolą. Zmusiła się do tego, żeby przynajmniej po części nad sobą zapanować i spojrzeć mu w oczy. – Co dzieje się w Mieście Nocy? Kim w takim razie jest Claudia i…?
– A może tak po kolei? – przerwał jej, wyraźnie niechętny temu, żeby odpowiadać. – Rozumiesz w ogóle, co mogło wydarzyć się na tej imprezie.
Z niedowierzaniem pokręciła głową, nie zamierzając rozwodzić się nad tym, co faktyczni mogło mieć miejsce. Już i tak była przerażona, to jednak prowadziło donikąd, a Elena nie chciała pozwolić sobie na słabość w jego obecności. Musiała być silna, jak zwykle zbyt dumna i uparta, by tak po prostu pogodzić się z tym, że jej psychika również miała jakieś ograniczenia. Zbyt wiele rzeczy miało miejsce, by mogła tak po prostu je zignorować, a skoro tak…
Po prostu nie mamy czasu, pomyślała, tym samym próbując jednoznacznie uciąć wszelakie dyskusje i własne wątpliwości.
– Nie zapytałam o to wcześniej, ale teraz chcę wiedzieć – oznajmiła. Z niejaką ulga przekonała się, że jej głos zabrzmiał zaskakująco wręcz pewnie, nie zdradzając odczuwanego przez dziewczynę przerażenia. – Uważasz, że Jason chciał mnie zabić, ale trafił na Jess. Już nawet nie chodzi o to, jakim cudem mógł pozwolić mnie z człowiekiem. Chcę zrozumieć, co się dzieje, Rafa.
– Cóż… Ja nawet jej się nie dziwię – odezwała się z wyraźnym wahaniem Mira. Najwyraźniej nie mogła powstrzymać się przed wtrąceniem swoich uwag, nawet jeśli przychodziło jej to z wyraźnym trudem, naturalnie przez wzgląd na Rafaela. – Tylko nie wiem, czy… No wiesz, tak całkiem przestaliśmy służyć Isobel? – zapytała, a demon drgnął niespokojnie.
– Wydawało mi się, że ta jedna kwestia nie wymaga dalszych wyjaśnień, Mira – zauważył cierpkim tonem. – Nigdy tak naprawdę jej nie służyliśmy… I tak, sądzę, że możemy jej powiedzieć – dodał, a jego spojrzenie na powrót skoncentrowało się na Elenie.
Nie odezwała się nawet słowem, bojąc się tego, że mógłby zmienić zdanie, gdyby przypadkiem palnęła w nerwach coś, co nie przypadłoby mu do gustu. Nie ufała sobie, swojemu głosowi a tym bardziej temu, co działo się w jej głowie, nawet jeśli przez większość czasu łatwo przychodziło jej udawanie, że wszystko jest w najzupełniejszym porządku.
Rafael lekko zmarszczył brwi, ale nawet jeśli podejrzewał, że nie była taka spokojna, jak starała się udawać, nie dał niczego po sobie poznać. W zamian jak gdyby nigdy nic wyciągnął rękę w jej stronę, więc bez chwili wahania chwyciła go za dłoń, nie puszczając jej nawet wtedy, gdy już postawił ją do pionu. Z wolna przysunęła się bliżej, przywierając do jego boku i pozwalając, by wziął ją w ramiona, całkowicie obojętna na to, że nadal pozostawał wyraźne spięty. Co najważniejsze, nie odsunął jej, jedynie sporadycznie spoglądając na Miriam, by przypomnieć jej o tym, że najrozsądniej zrobiłaby, gdyby niczego nie komentowała i trzymała język za zębami.
– Dalej nie wiem, dlaczego królowa pragnie twojej śmierci… To zresztą teraz najmniej istotne – przyznał, po czym wzruszył ramionami. – Jesteś zdziwiona, że ktokolwiek mógł nie rozróżnić człowieka od hybrydy, ale prawda jest taka, że we własnym społeczeństwie jesteście gdzieś na marginesie społecznym. Znamienita większość wampirów nie zdaje sobie sprawy z tego, że mogłaby przekazać geny. Miasto Nocy to wyjątek, zresztą ta wasza żałosna rodzina królewska dodatkowo utrudnia zdanie… Ciemnogrodem łatwiej się rządzi, prawda?
– Mówisz teraz o Volturi? – upewniła się, a Rafa uśmiechnął się w pozbawiony wesołości sposób.
– Jak najbardziej – przyznał. – To na swój sposób nawet przykre nie uważasz? Podobno to potęga, a jednak powiedziałbym, że stanowią najsłabszy punkt waszej społeczności… I zarazem najbardziej wpływowy, jeśli wiesz, co mam na myśli – dodał, rzucając jej porozumiewawcze spojrzenie, które z jakiegoś powodu przyprawiło Elenę o dreszcz niepokoju. – Czasami trzeba wiedzieć, gdzie najlepiej uderzyć, jeśli chce się przejąć władzę. Volterra nadaje się do tego idealnie.
Otworzyła i zamknęła usta, coraz bardziej sfrustrowana. Próbowała nadążyć za jego tokiem rozumowania, ale nie była  w stanie, zbytnio wytrącona z równowagi, by ot tak być w stanie skoncentrować się na kolejnych, pozornie niepowiązanych ze sobą faktach. Również Mira musiała to zauważyć, bo nagle wydała z siebie przeciągłe, sfrustrowane westchnienie, po czym z niedowierzaniem pokręciła głową.
– Jak chcesz kimkolwiek rządzić, to uderzasz we władzę, kretynko – syknęła sfrustrowanym tonem. – Isobel jest w Volterze. Czego nie zrozumiałaś?
Gwałtownie odwróciła się, by móc na demonicę spojrzeć. Wspierała obie dłonie na biodrach, nachylając się do przodu i właściwie ni odrywając wzroku od Eleny. Ciemne włosy Miry częściowo opadły jej na twarz, ale nawet pomimo tego, Cullenówna była w stanie zauważyć, że kobieta była w równym stopniu poirytowana, co i rozbawiona, jakkolwiek irracjonalne by się to nie wydawało. Podejrzewała, że w szoku mogła coś pomieszać, niezdolna do prawidłowego zinterpretowania targających demonicą emocji, ale ta jedna kwestia wydała się jej aż nazbyt oczywista.
– Co takiego? – powtórzyła w oszołomieniu.
Mira wydęła usta.
– Isobel żyje, jest w Volterze i ma się dobrze. Claudia z kolei sieje postrach w Mieście Nocy i to też wychodzi jej zajebiście z tego, co zdążyłam się zorientować – wyjaśniła zniecierpliwionym tonem. – Za mocno rzuciłeś nią o ścianę, Rafa – dodała grobowym tonem.
– Ta, chyba coś w tym jest… – stwierdził sam zainteresowany, a ona momentalnie zapragnęła na niego warknąć. – Tak czy inaczej, Claudia nie była sama. A teraz najpewniej jeden z dwójki podlegających jej wampirów dostał rozkaz, by zapolować na ciebie. Jeśli w ten sposób na to spojrzeć, to nie wygląda dobrze, chociaż teoretycznie było do przewidzenia – przyznał po chwili zastanowienia.
– Zaginałeś i nie dajesz znaku życia. To było bardzo do przewidzenia – poprawiła go Mira.
– Ty też jakoś nieszczególnie zadbałaś o to, żeby mi pomóc – obruszył się. – Chyba, że o czymś nie wiem i miałaś jakiś kontakt z Isobel?
– Tylko z tobą i to też tylko wtedy, gdy akurat miałeś ochotę się ze mną widzieć. – Miriam wywróciła oczami. – To teraz bez znaczenia, nie? Masz chronić tę swoją pannę. Ja tutaj nie mam niczego do powiedzenia.
Rafel nie odpowiedział, kolejny raz spinając się na jakąkolwiek wzmiankę o ewentualnym związku. I bez pytania Elena zdawała sobie sprawę z tego, że nie czuł się szczególnie pewny z tym, że ktokolwiek mógłby widzieć go w tak jednoznacznej sytuacji. Nie miała pojęcia, co takiego musiała myśleć sobie Mira, ale skoro oboje unikali tematu, najwyraźniej nie miała co sobie zawracać głowy zastanawianiem się nad tym, czego jeszcze powinna się po tej dwójce spodziewać. Czasami milczenie był łatwiejsze, choć Elena z zaskoczeniem przekonała się, że nie czuła się szczególnie dobrze z  tym, że Rafael z jakiegokolwiek powodu mógłby się wstydzić – nie tyle jej, co samego tylko bycia razem. Już i tak musieli się ukrywać, a skoro przed własną siostrą reagował w ten właśnie sposób…
Serio nie masz większych problemów? On wciąż się uczy!, warknęła na siebie w duchu. Nie zamierzała robić mu wymówek, przynajmniej na razie, ale uczucia pozostawały uczuciami, niezależnie od tego, czym by ich nie umotywowała.
– Więc Isobel jest razem z Volturi? To przecież niedorze… – zaczęła, chcąc skupić się na najważniejszej kwestii i uprzytomnić rozmawiającej dwójce, że ich wyjaśnienia nie mają sensu, ale w ostatniej chwili się powstrzymała. Pomyślała o Sulpicii, jej żalach oraz o tym, co skutecznie wytrąciło z równowagi nie tylko ją, ale i resztę Cullenów. – Kochanica Aro?! – wybuchła, nagle zaczynając pojmować jaki związek miały ze sobą pozornie nic nieznaczące fakty.
– Nieźle się urządziła, nie? – mruknęła Miriam. – Chociaż nie wiem, czy jest czego zazdrościć. Nie wiem, co tam planuje Pani, ale nie sądzę, by u boku tego wampira daleko zaszła.
– Cokolwiek planuje, to teraz najmniej istotne. Mamy chronić Elenę – przypomniał cierpko Rafael.
– I mam uwierzyć, że ona nie wie, czym podpadła samej pierwotnej? – zapytała z powątpiewaniem demonica.
Elena rzuciła jej poirytowane spojrzenie. Jesteś względem mnie złośliwa, chociaż tobie też niczym nie zawiniłam… No, prawie, pomyślała z irytacją, jednak zdecydowała się powstrzymać od jakiegokolwiek komentarza.
– Jakbym wiedziała, to teraz nie zastanawiałabym się nad tym, kto i dlaczego spróbuje zabić mnie w następnej kolejności – wycedziła w zamian przez zaciśnięte zęby. – Isobel kręci się przy samej władzy… A Claudia owinęła sobie wokół palca Dimitra. – Elena z niedowierzaniem pokręciła głową. – Powinnam komuś powiedzieć. Jeśli ona ma związek z królową, to może wszystko zmienić – wyszeptała i chciała dodać coś jeszcze, ale powstrzymało ją ostrzegawcze spojrzenie Rafaela.
– I co zrobisz? Zapominasz teraz o nas, Eleno – przypomniał jej wypranym z jakichkolwiek emocji tonem. – Jak wytłumaczysz, skąd wiesz te wszystkie rzeczy? Mnie zresztą nie interesuje to, co dzieje się w Mieście Nocy. Priorytety mamy tutaj, ale jeśli nadal będziesz taka nieostrożna, wkrótce ani ja, ani Mira nie będziemy mieli co tutaj robić.
Powiedział to pozornie obojętnym, chłodnym tonem, ale Elenie udało się wychwycić w jego głosie dość charakterystyczną nutę, która z miejsca dała jej do myślenia. Rafa w życiu nie powiedziałby tego wprost, ale się martwił – i to nie tyle o rozkazy, ale o nią, a zwłaszcza tego, że mógłby zawieść.
– Nie wiem – przyznała niechętnie. – Coś będę musiała wymyślić, ale… Nie, nie zamierzam próbować niczego głupiego – zapewniła, obojętna na wymowne, wyraźnie powątpiewające spojrzenie Miry.
– A ufamy jej, bo…? – zapytała tamta, jakby od niechcenia przyglądając się swoim paznokciom.
Rafael nawet na nią nie spojrzał.
– Bo ja tak zadecydowałem – odpowiedział nieznoszącym sprzeciwu tonem. Zaraz po tym zwrócił się do Eleny, nie po raz pierwszy decydując się na to, żeby jak gdyby nigdy nic zignorować siostrę. Nawet jeśli ta miała do niego o to pretensje, nie dała niczego po sobie poznać, posłusznie milcząc i pozwalając mu mówić. – To coraz bardziej ryzykowne, a ja nie mogę siedzieć tutaj w nieskończoność. Skoro Isobel chwyta się innych środków, to znaczy, że mamy coraz mniej czasu, a to… Cóż, możliwe, że wkrótce będę musiał zainterweniować – stwierdził, ostrożnie dobierając słowa.
– Co masz na myśli? – zapytała zaniepokojona.
– Na tę chwilę nic szczególnego, lilan – zapewnił, ale nie zabrzmiało to przekonująco. – Nie wiemy, gdzie jest Hunter i ten wampir, a to niebezpieczne. Co prawda zakładam, że brat twojej przyjaciółki żyje w cudownym przekonaniu, że wywiązał się z zadania, a ty jesteś martwa, ale to pewnie nie potrwa długo, więc nie ma się z czego cieszyć. Dalej podtrzymuję to, co już mówiłem: musisz umieć się bronić, chociażby po to, żeby utrzymać się przy życiu, zanim zdołałbym do ciebie dotrzeć. – Urwał i spojrzał na nią gniewnie. – I nosić przy sobie telefon, a potem dzwonić do mnie, a nie po wątpliwych bohaterach – dodał a Elena prychnęła.
– Odezwał się mój stróż od siedmiu boleści – odparowała i prawie natychmiast tego pożałowała, bo rzucił jej uważne, wymowne spojrzenie.
– Bardzo dobrze złożyło się, że Miriam jednak tutaj przyszła – powiedział jak gdyby nigdy nic. – Też dobrze walczy. Chętnie poobserwuję sobie z boku – oznajmił, a Elena jęknęła.
A niech cię szlag!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz




After We Fall
stories by Nessa