06.04.2016

Sto sześćdziesiąt

Claudia
Z uwagą wpatrywała się w Dimitra, nie po raz pierwszy w ostatnim czasie usiłując określić, w jakim był nastroju. Nie musiała dysponować żadnymi wyjątkowymi zdolnościami, by z miejsca zorientować się, że był przybity – i to najdelikatniej rzecz ujmując. Ledwo powstrzymała odrobinę wymuszony uśmiech, aż nazbyt świadoma tego, że to jej zasługa. Całe to zamieszanie z Isabeau wyraźnie wytrąciło króla z równowagi, dzięki czemu mogła działać we względnie swobodny sposób. Przybity Dimitr nie stanowił najmniejszego zagrożenia, stanowiąc taki obraz nędzy i rozpaczy, że gdyby nie to, iż taki stan rzeczy był jej na rękę, być może nawet zrobiłoby jej się go szkoda.
Cóż, nieważne. Współczucie już dawno stało się dla niej zapomnianym, nic nieznaczącym pojęciem, które nie miało w jej słowniku żadnego praktycznego zastosowania. Jej egzystencja składała się przede wszystkim na przeżycie – na wieczną ucieczkę, zabijanie i robienie tego, co mogłoby jej zapewnić przetrwanie. W przypadku Claudii określenie „cel uświęca środki” nabierało nowego, bardziej złożonego znaczenia, zaś ona sama już dawno zdążyła się do takiego stanu rzeczy przyzwyczaić. W zasadzie nieśmiertelność właśnie do tego się sprowadzała: do przetrwania za wszelką cenę i na wszystkie możliwe sposoby.
Minęła dłuższa chwila, zanim wampir zdecydował się zwrócić na nią uwagę. W jego spojrzeniu było coś, czego nie potrafiła określić, ale i to nie miało dla niej znaczenia. Najważniejsze było to, że w końcu skoncentrował na niej wzrok, chociaż nic nie wskazywało na to, żeby był szczególnie zachwycony jej widokiem. Westchnęła w duchu, ledwo powstrzymując się przed wywróceniem oczami, tym bardziej, że manipulowanie Dimitrem byłoby prostsze, gdyby – z łaski swojej – okazał jej choć odrobinę zainteresowania. Z drugiej strony, przygnębieni mężczyźni mieli to do siebie, że potrzebowali pocieszenia, a to… mogło dawać jej szansę, której tak bardzo potrzebowała.
– Dimitrze – powtórzyła i spróbowała rzucić mu najbardziej zatroskane spojrzenie, na jakie tylko było ją stać. – Dobrze się czujesz? – zapytała wprost.
Jeszcze kiedy mówiła, zrobiła ostrożny krok naprzód. Zatrzymała się tuż przed nim, obserwując jak w milczeniu wodzi wzrokiem na prawo i lewo, być może nawet nie mając w planach jej odpowiedzieć. Och, daj spokój. Ona nawet nie zachowywała się jak królowa, pomyślała z przekąsem, nerwowo zaciskając usta. Abstrahując od wszystkiego, co działo się w ostatnim czasie – i to łącznie z zadaniem, które otrzymała od Amelie – chyba nigdy nie miała pojąc, co takiego jej podopieczny widział z Isabeau Licavoli. Kapłanka może i była urodziwa, a już na pewno potrafiła zachwycić ruchami i ciałem, ale na pozycję królowej zdecydowanie się nie nadawała. Do tej roli potrzeba było kobiety z klasą, a ktoś tak wulgarny i impulsywny mógł co najwyżej skończyć tak, jak ostatecznie wampirzyca: jako pozbawiona uczuć, krwiożercza maszyna do zabijania.
Nie, nie powiedziała mu o tym, co takiego zaszło między nią a jego żoną. Wątpiła, żeby ktokolwiek z rodziny i przyjaciół Beau zamierzał pofatygować się do Niebiańskiej Rezydencji, żeby uświadomić króla. Już w jej gestii leżało to, by wampir robił to, co do tej pory – zamykał się w czterech ścianach i właściwie nie zwracał uwagi na to, co działo się na zewnątrz. Dzięki temu nie musiała obawiać się tego, że zauważy, jak wielki posłuch zdołała zdobyć pośród strażników. To ona dzierżyła władze, wciąż nieoficjalnie i bardzo dyskretnie, ale to na dobry początek wystarczyło. Teraz największe zagrożenie stanowił Dimitr, jednak jak długo była w stanie odciąć go od znajomych, tak długo nie musiała się niczym przejmować.
– Nie mam ochoty na przyjacielskie pogawędki – usłyszała i tym razem jednak wyrwało jej się przeciągłe westchnienie.
– Nawet ze mną? – zapytała, nie kryjąc rozczarowania. – Minęło tyle lat, ale ja nadal cię znam. Wiem, kiedy potrzebujesz rozmowy – stwierdziła z przekonaniem.
Rzucił jej ponure spojrzenie, jednoznacznie świadczące o tym, że sprawa wcale nie była aż tak prosta, jak Claudia mogłaby oczekiwać. Wciąż czekała, siląc się niecierpliwość i jakby od niechcenia wodząc wzrokiem dookoła, przynajmniej tymczasowo woląc unikać spoglądania mu w oczy. Jej spojrzenie powędrowało ku iluzji fałszywego nieba, o którym słyszała, że reagowało na nastroje króla, chociaż nikt nie był w stanie wytłumaczyć tego ewenementu. Zawsze sądziła, że ta część wystroju rezydencji była dziełem Matthew i Lucasa, jednak pomimo tego, że również ci dwaj zdecydowali się wynieść, murem stojąc za Isabeau, nieboskłon wciąż pozostawał na swoim miejscu – poszarzały, zachmurzony i sprawiający wrażenie chętnego, by ostatecznie się załamać, ale jednak obecny.
Czasami miała wrażenie, że ten dom jej nie lubi. Być może to było jedynie jej wrażenie, ale odkąd po raz pierwszy przekroczyła próg tego miejsca, podświadomie wyczuła niechęć – rodzaj swoistego napięcia, którego nie potrafiła zignorować i które przy każdej możliwej okazji dawało jej do zrozumienia, że powinna trzymać się na dystans. „Po prostu stąd odejdź” – wydawała się komunikować Niebiańska Rezydencja, Claudia jednak z uporem ignorowała to uczucie, trwając przy swoim i skupiając się przede wszystkim na powierzonym jej zadaniu. Była tutaj, ponieważ musiała, choć decyzja o powrocie i ujawnieniu się nigdy nie sprawiała jej przyjemności. Niemniej nie mogła postąpić inaczej; zbyt wiele wydarzyło się w przeszłości, by mogła ot tak sprzeciwić się Amelie, a to był dopiero początek i doskonale zdawała sobie z tego sprawę.
– Co mi da to, że z tobą porozmawiam? Przecież widzę, jak na mnie patrzysz. – Głos Dimitra przywołał ją do porządku, sprawiając, że ostatecznie skoncentrowała wzrok na wampirze. – Nie musisz pytać mnie o samopoczucie, Claudio, skoro najpewniej doskonale wiesz, że nie jest za dobre. Z kolei jeśli już chciałbym z kimś porozmawiać, to obawiam się, że nie jesteś odpowiednią osobą do tej roli. Jeśli nie znasz jakiegoś cudownego sposobu, żeby sprowadzić do mnie tę, której potrzebuję, to…
– Isabeau nie przyjdzie – przerwała mu o wiele bardziej szorstkim tonem, aniżeli początkowo planowała. – Wyjechała z Miasta Nocy już kilka dni temu.
Dopiero po chwili uprzytomniła sobie, że być może zbytni pośpieszyła się z takimi wyzwaniami. Wyraźnie widziała, jak pociemniałe przez nadmiar emocji tęczówki Dimitra rozszerzają się nieznacznie w odpowiedzi na jej oświadczenie. Wampir otworzył i zaraz zamknął usta, być może czekając na to, żeby usłyszeć, że został oszukany, jednak Claudia nie zamierzała ponownie wprowadzać go w błąd. Nie musiał widzieć, co takiego tak naprawdę zrobiła jego królowa i – co ważniejsze – jak postępowała ona sama. Jakkolwiek by jednak nie było, nie istniał żaden mniej lub bardziej logiczny powodów, dla którego nie mógłby dowiedzieć się o wyjeździe Isabeau; to nie tylko miało okazać się ciosem, ale przede wszystkim dać mu do zrozumienia, że jakiekolwiek nadzieje są płonne. Wampirzyca odeszła i nic nie wskazywało na to, żeby kiedykolwiek zamierzała wrócić.
– Co takiego? – zapytał w końcu; jego głos zabrzmiał nienaturalnie wręcz piskliwie, zdradzając tak wiele skrajnych emocji, że Claudia na ułamek sekundy się zawahała. Gdyby nagle wpadł w szał, mogłoby się zrobić naprawdę nieciekawie. – Kiedy? O czym ty…?
– Już jakiś czas temu – przyznała, po czym westchnęła cicho. – Nie chciałam cię martwić, bo to i tak niczego by nie zmieniło. Wcześniej omal mnie nie zabiła – dodała z nutką goryczy w głosie. – Nie chcę nic mówić, bo nigdy tak naprawdę jej nie poznałam, ale twoja żona zachowywała się tak, jakby była obłąkana.
– Isabeau nigdy nie zrobiłaby czegoś takiego bez powodu! – zaoponował niemalże rozgorączkowanym tonem Dimitr. – Coś jest nie tak… Ktoś musiał wprowadzić ją w błąd, ale… – Urwał, po czym spojrzał na Claudię tak, jakby widział ją po raz pierwszy. – Dlaczego mi nie powiedziałaś? Wiesz dobrze, że odchodzę od zmysłów!
Jego irytacja nie zrobiła na Claudii najmniejszego wrażenia, na swój sposób chyba zaczynając ją bawić. Oczywiście starała się tego nie okazywać, w zamian przybierając najbardziej skruszoną minę, na jaką było ją stać. Była dobrą aktorką, zmieniając osobowości tak często, że przez minione wieki nabrała wprawy wystarczającej, by być w stanie oszukać wszystkich wokół – i to czasami łącznie ze sobą samą, niezdolna jednoznacznie określić tego, czy odczuwane emocje były w niej naprawdę, czy też może wyłącznie je sobie zwizualizowała. W przypadku Dimitra sprawa była dość oczywista, ale…
– Wybacz mi, proszę – powiedziała, siląc się na cierpliwość. Plotła obie dłonie za plecami, po czym lekko pochyliła głowę, pozwalając żeby kasztanowe włosy częściowo przysłoniły jej twarz. Fałdy długiej sukni, którą miała na sobie, zafalował łagodnie, szeleszcząc przy każdym jej kroku i nie pozostawiając najmniejszych wątpliwości co do tego, że Claudia zdecydowała się poruszyć. – Próbuję ci pomagać, Dimitrze. Nie robiłam tego wtedy, kiedy faktycznie mnie potrzebowałeś, więc pozwól mi na to teraz.
Mówiła, starannie dobierając słowa i starając się nie zastanawiać nad tym, czy takie tłumaczenie miało rację bytu. Mężczyzna przed nią był rozbity, więc pewne nawet nie próbował analizować tego, jak zachowała się na krótko po tym, jak go przemieniła. Mimo wszystko dobrze pamiętała, co takiego urzekło ją w nim, kiedy jeszcze był człowiekiem – swego rodzaju charyzma, zdrowy rozsądek oraz to, jak wytrwale potrafił adorować kobietę, która mu się podobała. Wiedziała, że nigdy nie traktował jej nawet po części tak, jak zachowywał się względem żony, to jednak było najmniej istotne. Dimitr potrafił być czarujący i nawet jako młody, wciąż jeszcze naiwny chłopak, był w stanie w mniej lub bardziej świadomy sposób zwrócić na siebie uwagę. Właśnie to wpłynęło na Claudię, decydując o chwilowym kaprysie, który postanowiła spełnić; właśnie wtedy go ugryzła, jednak pomimo świadomości uczucia, którym darzył ją w tamtym okresie, nie potrafiła tak po postu zostać i niańczyć młodego, niedoświadczonego wampira. To nie było uczciwe – w zasadzie takie porzucenie mogłoby wydawać się okrutne – jednak z drugiej strony… Poznała się na nim, a on ostatecznie uporał się ze wszystkimi przeszkodami dawnego życia, prawda?
Nie zmieniało to jednak faktu, że był przystojny. Widziała to wtedy, kiedy wzajemnie zaspokajali swoje fizyczne potrzeby, chociaż współżycie z człowiekiem zawsze było czymś niezwykle wymagającym dla istotny nieśmiertelnej. Niezależnie jednak od wszystkiego, Claudia nie mogła zaprzeczyć, że Dimitr miał w sobie coś, co ją pociągało, nawet jeśli prócz pożądania w grę nie wchodziły żadne inne uczucia. Już dawno oduczyła się tego, czym jest miłość, woląc pozwolić na to, by ktoś ją zabił, aniżeli znowu wpaść w pułapkę uczuć. To ludzkie życie podjęło za nią te decyzje, zaś to, kim teraz była, zawdzięczała tylko i wyłącznie temu, że potrafiła walczyć – a także Amelie, chociaż o tej ostatniej starała się nie myśleć.
Poruszając się z lekkością i gracją godnej nieśmiertelnej, Claudia z wolna podeszła do wciąż podenerwowanego Dimitra. Zastygł w bezruchu na schodach, nerwowo zaciskając dłonie w pięści i sprawiając wrażenie kogoś, kto z wielką przyjemnością rozniósłby coś albo kogoś na kawałeczki. Nawet nie drgnął, kiedy zatrzymała się tuż naprzeciwko niego, uważnie mierząc wzrokiem jego bladą, przystojną twarz. Na jej ustach z wolna pojawił się cień uśmiechu, którego król bynajmniej nie zamierzał odwzajemniać, to jednak nie miało dla niej znaczenia. W milczeniu wyciągnęła dłoń przed siebie, układając ją na niego policzku i w zamyśleniu przesuwając po niej palcami. Pozwolił jej na to, wciąż milczący i jakby odległy, to jednak w zupełności wystarczyło Claudii, wręcz zachęcając ją do tego, żeby pozwoliła sobie na więcej.
Wciąż wpatrując się w twarz króla, wampirzyca przysunęła się na tyle blisko, że praktycznie znalazła się w jego ramionach. Również przed tym nie zaprotestował, chociaż brała pod uwagę to, że mógłby ją odepchnąć. W zasadzie… dlaczego?, pomyślała i własny tok rozumowania wydał jej się sensowny, tym bardziej, że doskonale zdawała sobie sprawę z tego, jak mężczyźni reagowali na piękno kobiecego ciała. Ona była urodziwa, zresztą nie miała wątpliwości co do tego, że stare uczucie wciąż gdzieś tam było – być może wygasłe i przytłumione, ale na pewno związane z sentymentem, bo Dimitr miał do nich słabość. Już raz go uwiodła, nie mając najmniejszego problemu z tym, żeby zwrócić na siebie jego uwagę przed wiekami, kiedy poznali się po raz pierwszy. Teraz, opuszczony i słaby, tym bardziej mógł okazać się łatwą zdobyczą dla kogoś, kto w przeszłości uwiódł niejednego przedstawiciela płci przeciwnej.
– Dimitrze… – wyszeptała. Jej głos zabrzmiał niezwykle delikatnie i melodyjnie, pieszcząc uszy i skutecznie mieszając w głowie. Uśmiechnęła się czarująco, przesuwając jeszcze bliżej – i to na tyle, by ich usta znalazły się w niewielkim oddaleniu od siebie. – Jest mi tak bardzo przykro…
– Przykro? – powtórzył tym dziwnym, jakby zdławionym tonem.
Z wolna skinęła głową.
– Tak – zapewniła, raz po raz głaskając go po policzku. Czuła, że raz po raz wzdrygał się, poddając jej dotykowi i mimowolnie zaczynając się rozluźniać. – To, co ona ci zrobiła… Nie rozumiem tego – powiedziała ze spokojem, potrząsając głową z pozornym niedowierzaniem. – Tak nie zachowuje się żona, która kocha swojego męża… A Isabeau nigdy ci nie ufała – oznajmiła wprost.
Jeszcze kiedy mówiła, nieznacznie uniosła się na palcach, by znaleźć się jeszcze bliżej jego twarzy. Podejrzewała, że gdyby oboje byli ludźmi, zwłaszcza jego serce biłoby jak szalone ze zdenerwowania i całej mieszanki skrajnych emocji. Była w stanie wyobrazić sobie jego wahanie, ból, poczucie pustki i wielkiej niesprawiedliwości, skoro nie rozumiał, dlaczego jego Nemezis tak po prostu go zostawiła, wcześniej oskarżając o zdradę. Cierpiał, a Claudia bez chwili wahania zdecydowała się to wykorzystać, po raz kolejny zamierzając zmusić go do postępowania w dokładnie taki sposób, jak mogłaby tego oczekiwać. Dimitr i jego wolna wola należeli do niej, co było równoznaczne mniej więcej z tym, że mogła decydować o wszystkim, co działo się w Mieście Nocy. Mieszkańcy potrzebowali kogoś, kto nie zawaha się przed podjęciem odpowiednich kroków, a skoro król znowu wycofywał się, by przeżywać własny ból, uzyskanie posłuchu pozostawało dziecinnie proste.
Teraz musiała posunąć się tylko odrobię dalej, stopniowo przekonując go do tego, że to w Isabeau leżał problem. Niewdzięczna, zbyt pewna siebie, a do tego chorobliwie zazdrosna żona, która nie ufała mężowi pomimo temu, że ten był w stanie poświęcić dla niej wszystko i wszystkich. O tak, kogoś takiego jak Dimitr, takie myślenie bez wątpienia miało zaboleć, zwłaszcza gdyby udało jej się utwierdzić go w przekonaniu, że to naprawdę wyłącznie wina kapłanki. Wciąż pozostawała niezrównoważonym emocjonalnie wampirem, z kolei obecność potencjalnej konkurencji, którą w oczach kobiety stanowiła Claudia, ostatecznie przywiodły ją na skraj szaleństwa.
Dimitr wciąż milczał, jednak wampirzyca nie czuła się z tego powodu źle. Cisza jej odpowiadała, zresztą tak jak i całkowity brak oporu, kiedy ostateczne zdecydowała się nachylić w stronę króla, pragnąć go pocałować. Nie miała wątpliwości co do tego, że do tej pory pamiętał wszystkie jej pieszczoty i pocałunki, nawet jeśli ludzkie wspomnienia miały to do siebie, że były niedoskonałe, a po przemianie z łatwością blakły. Gdyby tylko pozwolił na to, żeby go pocieszyła, wtedy oboje by na tym skorzystali, tym bardziej, że dzięki wyostrzonym, wampirzym zmysłom, Dimitr w końcu mógłby doświadczyć pełni miłosnych uniesień, których z dziką wręcz przyjemnością była w stanie dostarczyć mu Claudia. Skoro Isabeau tak bardzo pragnęła być zdradzoną, odrzuconą przez męża ofiarą losu, równie dobrze mogli dostarczyć jej poważnych podstaw do takich podejrzeń…
Spodziewała się wielu rzeczy – od początkowego wahania, wątpliwości albo tego, że Dimitr w przypływie emocji sam zdecyduje się ją pocałować – jednak nic podobnego nie miało miejsca. W pierwszym odruchu nawet nie zarejestrowała, że cokolwiek jest nie tak, przynajmniej do momentu, w którym dłonie króla z siłą zacisnęły się na jej ramionach. Gdyby była śmiertelniczką, siła chwytu bez wątpienia zmiażdżyłaby jej kości, tym bardziej, że Dimitr nie okazał nawet odrobiny delikatności, kiedy zdecydowanym ruchem odepchnął ją od siebie, nie pozwalając na nawet najkrótszy, najbardziej niewinny pocałunek.
W następnej sekundzie Claudia z zaskoczeniem przekonała się, że leży na ziemi, choć nawet nie zorientowała się, kiedy, jakim cudem i dlaczego wampir zdecydował się dodatkowo ją upokorzyć, w przypływie frustraci i gniewu pozbawiając ją równowagi.
– Przestań! – syknął, a jego oczy jeszcze bardziej pociemniały od nadmiaru skrajnych, negatywnych emocji. Pochylał się nad nią, wciąż przybierając pozycję gotowego do ataku drapieżnika; na jego twarzy pojawiła się konsternacja, co uprzytomniło Claudii, że najpewniej nie planował się na nią rzucać, działając wyłącznie pod wpływem emocji i silnego wzbudzenia. – Nigdy więcej… Nigdy więcej nie waż się mówić źle o Isabeau! – nakazał jej spiętym tonem.
Claudia skrzywiła się, po czym z wolna usiadła, przez cały ten czas nawet na moment nie spuszczając wampira z oczu. Chyba nigdy nie widziała go tak bardzo podenerwowanego i nieprzewidywalnego zarazem; miała przed sobą zagniewanego wampira, który z powodzeniem mógłby rozerwać kilka gardeł albo urządzić rzeź, gdyby zaszła taka potrzeba. To nieprawdopodobne, co takiego uczucia robią z rozsądkiem, przeszło jej przez myśl. Co prawda kiedyś sama taka była – słodka, niewinna i naiwna, zwłaszcza kiedy w gr ę wchodziła miłość i wiara w to, że ta pokona wszelakie przeszkody – jednak to uległo zmianie z chwilą, w której porzuciła ludzkie życie. Z drugiej strony, być może stało się to już na długo przed tym, kiedy doszła do wniosku, że nie jest w stanie dłużej znosić tak potężnego bólu oraz kolejnych upokorzeń, ale…
Dosyć.
Stanowczo odrzuciła od siebie niechciane myśli, raz po raz powtarzając sobie, że to nie ma znaczenia. W zamian próbowała koncentrować się na Dimitrze, zmuszając się do spokojnego trwania w miejscu, chociaż wszystko w niej aż rwało się do tego, żeby spróbować rzucić się wampirowi do gardła. W ten sposób na pewno nie poprawiłaby swojej sytuacji, nie wspominając o próbie wzbudzenia zaufania, a to przynajmniej tymczasowo było jej niezbędne.
– Wybacz mi, proszę – zreflektowała się pośpiesznie. Pokręciła głową, próbując brzmieć w zmieszany, niespokojny sposób. – Ja naprawdę nie chciała cię zdenerwować, Dimitrze. To tylko… – zaczęła, ten jednak nie pozwolił jej się wytłumaczyć.
– Nie wiem, co robisz i na co liczysz, ale wiedz, że to się nie uda. To, co było pomiędzy nami kiedyś… – Urwał, po czym z niedowierzaniem pokręcił głową. – Nie, to już nie jestem ja. Cokolwiek by się nie wydarzyło… Wybacz mi, jeśli zrobiłem ci jakąkolwiek nadzieję – rzucił przesadnie opanowanym, profesjonalnym tonem. Jego oczy przypominały dwa żarzące się węgliki, z kolei zachowane i sposób w jaki napinał mięśnie, jednoznacznie sugerowały, że wciąż był bliski wybuchu. Powstrzymywał się, to jednak o niczym nie świadczyło, a Claudia wiedziała, że najchętniej raz jeszcze by ją uderzył. – Dla mnie zawsze będzie tylko Isabeau. A jeśli spróbujesz tego raz jeszcze… Och, po postu zejdź mi z oczu! – nakazał, jednak nawet nie czekał na to, by zdecydowała się spełnić rozkaz.
W zamian jak gdyby nigdy nic odwrócił się na pięcie, by w ułamek sekundy później zniknąć na piętrze. Claudia odprowadziła go wzrokiem, wciąż urażona i wściekłą z powodu tego, że ktokolwiek mógłby potraktować ją w taki sposób. Nie, nigdy tak naprawdę nie zależało jej na Dimitrze, ale to, że ten bez chwili wahania zdecydował się ją odtrącić i upokorzyć…
– Jeszcze tego pożałujesz – powiedziała szeptem, właściwie ograniczając się wyłącznie do nic nie znaczącego ruchu warg.
Nie otrzymała odpowiedzi, ale to nie miało dla niej znaczenia.
Miała swoje rozkazy, kiedy zaś raz zaczynała sprawy, miała w zwyczaju za wszelką cenę doprowadzić je do końca.

1 komentarz:

  1. Haj (:
    Gdzie tu łamiące się ściany, latające krzesła i pękające kości? '-' A tak bardzo liczyłam na to, że Dimitr jej wyraźnie pokaże, żeby się trzymała od niego z daleka. Ale nie powiem, jestem zadowolona,bo wreszcie coś zrobił, żeby Claudia chociaż trochę się ogarnęła, chociaż po końcówce rozdziału jestem pewna, że ona wcale nie przyjmuje jakiejkolwiek odmowy, a Dimitr sprawił, że jeszcze bardziej się na wszystko nakręci i będziesz tylko gorzej. ;-;
    Ja naprawdę czekam na moment, aż coś poważnego się jej stanie i nie będzie mogła się więcej odezwać, ruszać, żyć.
    Jest mi strasznie szkoda Dimitra, biedny naprawdę nie ma pojęcia co tak naprawdę się dzieje. A mógł jej nie proponować zamieszkania w rezydencji ;_;
    Lece czytać dalej. Ha, bo wiem co się stanie to z większym entuzjazmem będę czytać! :D
    Gabi. ^^

    OdpowiedzUsuń




After We Fall
stories by Nessa