15.04.2016

Sto sześćdziesiąt osiem

Rafael
Elena skoczyła na niego z ostrzegawczym, przeciągłym warknięciem. Ruchy miała lekkie i pełne gracji, poza tym musiał przyznać, że wyglądało to tak, jakby starannie zastanawiała się nad każdym kolejnym krokiem i gestem. To była miła odmiana, skoro dotychczas reagowała trochę jak dziecko, skupiając się przede wszystkim na bezsensownej próbie rzucania mu się do gardła. W takich momentach widział w jej postępowaniu całkowity brak logiki i pomyślunku, tym bardziej, że przez większość czasu pozwalała mu się uczyć tylko dlatego, że to na niej wymuszał. W efekcie jakiekolwiek oznaki współpracy były mu na rękę, choć naturalnie nie zamierzał przyznać się jej do tego, że w choć niewielkim stopniu doceniał jej wysiłki.
Westchnął i jakby od niechcenia pochwycił dziewczynę za ramiona. Nie musiał długo zastanawiać się nad tym, jak i kiedy unikać jej ataków, bo przynajmniej pod tym względem była bardzo przewidywalna. Elena miała to do siebie, że niecierpliwiła się ot tak, co zaczynało być widoczne zwłaszcza wtedy, gdy we znaki dawało jej się zmęczenie. Czasami dziwnie było mu obserwować zdyszaną, spoconą i wyraźnie zniecierpliwioną Cullenównę, która na wszystkie możliwe sposoby próbowała nie tyle go zranić, co przynajmniej dosięgnąć. Oczywiście nie brał pod uwagę tego, że mogłoby to być możliwe, o ile sam nie zdecydowałby zlitować się nad nią na tyle, by przynajmniej na ułamek sekundy osiągnęła przewagę – tylko względną i tymczasową, ale jednak.
Przez twarz dziewczyny przemknął cień, a jej śliczna twarz wykrzywiła się nieznacznie, zresztą tak jak i zwykle, kiedy uświadamiała sobie, że wpadła w kłopoty. Było w tym coś, co niezmiennie go bawiło, być może dlatego, że dopiero wściekła i rzucająca się na wszystkie strony Elena pokazywała, co tak naprawdę potrafi. Nie uważał, żeby było aż tak źle, jak przez większość czasu dawał jej do zrozumienia, chociaż sama zainteresowana niekoniecznie musiała o tym wiedzieć. O tym, że coraz częściej dostrzegał w niej potencjał i to, że była na dobrej drodze, by nauczyć się całkiem nieźle walczyć również.
Blondynka syknęła ostrzegawczo, po czym spróbowała wyszarpnąć się z jego uścisku. Skrzywiła się, kiedy jej starania nie przyniosły skutku, po czym raz jeszcze odchyliła ciało do tyłu, by w następnej sekundzie gwałtownie przenieść ciężar w przód. Nie miał pojęcia, co takiego chciała w ten sposób osiągnąć, ale ostatecznie straciła równowagę, nie upadając tylko dlatego, że z impetem wpadła mu w ramiona. Jej gardło znalazło się niebezpiecznie blisko jego ust, a on wyraźnie poczuł jej pulsującą tętnicę i krążącą w przyspieszonym tempie krew.
– Cóż… – mruknął, a dziewczyna zadrżała niekontrolowane w odpowiedzi na oddech, muskający jej skórę na szyi; w tamtej chwili z powodzeniem mógłby rozerwać jej gardło, nic jednak nie wskazywało na to, by ta była tą perspektywą zaniepokojona.
– Nienawidzę cię – oznajmiła słodko, co jedynie go rozbawiło, bo słyszał podobne wyznania niemalże regularnie.
– Nie ty jedyna – stwierdził i chciał dodać coś jeszcze, ale w ostatniej chwili się powstrzymał, kiedy jej jasne loki musnęły jego policzek.
Nie zastanawiając się nad tym, co robi, jak gdyby nigdy nic przywierając wargami do jej szyi. Oddech Eleny gwałtownie przyspieszył w odpowiedzi na pieszczotę, co przypadło mu do gustu. Lubił jej reakcje, poza tym coraz bardziej podobało mu się to, jak reagowała na jego bliskość i dotyk. Wciąż nie potrafił nazwać i zinterpretować znamienitej większości targających nią emocji, ale czuł je i to mu odpowiadało. Gniew, który początkowo towarzyszył mu, kiedy myślał o perspektywie poznania ludzkich uczuć, stopniowo schodził na dalszy plan, wyparty przez fascynację i ciekawość, zwłaszcza kiedy w grę wchodziła ta dziewczyna. Podobało mu się to, poza tym nie mógł nie zauważyć, że jego ciało reagowało na Elenę, chociaż wciąż nie miał pewności czy to dobrze, czy może wręcz przeciwnie.
Na pewno lubił jej dotykać. To również było nowe, bo dotychczas perspektywa fizycznego kontaktu była dla niego czymś nieakceptowalnym, co niosło ze sobą przede wszystkim poczucie zagrożenia. Teraz jej bliskość jawiła mu się jako coś równie naturalnego, co i pocałunki, które wymuszał na niej przy każdej możliwej okazji – i na które zawsze odpowiedziała, chociaż w ostatnim czasie coraz częściej miał wrażenie, że była z tego powodu przygnębiona.
O tak, zrozumienie tej istoty było naprawdę trudne, zwłaszcza dla kogoś, kto dopiero oswajał się z możliwością czucia.
Wciąż trzymając ją w ramionach, odczekał do momentu, w którym dziewczyna uniosła głowę, bo rzuciła mu długie, wymowne spojrzenie. Jej oczy wydawały się lśnić, intensywnie niebieskie i całkowicie skupione na nim. Kiedy przyjrzał się dokładniej, dostrzegł te nietypowe, złociste cętki, które wyróżniały jej tęczówki od innych, które miał okazję widzieć. Długie rzęsy rzucały cienie na jej policzki, a wyraz twarzy nie pozwalał stwierdzić niczego, co demon mógłby uznać za praktyczne w zrozumieniu targających dziewczyną uczuć.
– Znowu to robisz – zauważyła cicho.
Nie musiała dodawać niczego więcej, by zorientował się, czego dotyczyły jej słowa. Dobrze wiedział, że doprowadzał ją do szału tym, jak naprzemiennie zbliżał się do niej, by po chwili spróbować zwiększyć dystans do takiego, który utrzymywali na samym początku. Cholera, tak, przecież zadawał sobie sprawę z tego, że to bez sensu, a pewnych decyzji i ich konsekwencji już nie dało się cofnąć, ale niektóre odruchy bywały silniejsze od niego. Kiedy zbliżał się do Eleny, to było tak, jakby dobrowolnie pozwalał sobie na utratę kontroli, a to było niedopuszczalne. Powinien był trzymać ją, krótko, tak, by nie miała wątpliwości do tego, kto tak naprawdę podejmował decyzje, ale z drugiej strony… Właściwie dlaczego?
Odkąd znalazła go w tamtym lesie, już i tak wszystko było inne. Nie chciał się do tego przyznać, ale zarówno bliskość Eleny, jak i jej nietypowe zachowania, niezmiennie dawały mu do myślenia. Ba! Przyzwyczaił się do niej, podświadomie wyczekując jej kolejnych wizyt i to nawet po tym, jak po raz kolejny doprowadzała go do stanu w którym miał ochotę ją zabić. W jej przypadku nic nie było ani proste, ani logiczne, a Rafa był pewien, że doświadczał czegoś, czego nie miał okazji poznać przez całe wieki życia nieśmiertelnego.
A potem ten pocałunek i to, co zapoczątkował…
Już nie chodziło tylko o ludzkie emocje, których na swój sposób nadal pragnął się wyzbyć – i to pomimo tego, że stopniowo docierało do niego, że taka walka najpewniej nie miała sensu, bo te już zawsze miały być w nim.
Problem stanowiło jedno, konkretne uczucie, o którym wiedział, że istnieje i które Ona podsycała niemalże na każdym kroku, choć Rafael naturalnie wolałby, żeby tego nie robiła.
Coś, czego zdecydowanie nie powinien był czuć, ale…
– Przeszkadza ci to? – zapytał jak gdyby nigdy nic, obrzucając dziewczynę zaciekawionym spojrzeniem.
Nie odpowiedziała, ale chyba właśnie tego się po niej spodziewał. Nie czekając na to, jednak się namyśliła i powiedziała cokolwiek sensownego, w najzupełniej instynktowny, impulsywny sposób nachylił się w jej stronę, by musnąć wargami jej usta. W pierwszym odruchu zesztywniała, jednak nie była w stanie powstrzymać się przed odwzajemnieniem pieszczoty. Przyciągnął ją do siebie w niemalże zwierzęcy, gwałtowny sposób, pragnąc mieć jak najbliżej siebie. Palce wsunął w jej długie, lśniące włosy, bez wątpienia ryzykując to, że mogłaby rzucić się na niego z pięściami, gdyby przypadkowo zniszczył jej fryzurę. Zabawne, ale to jej egoistyczne podejście już tak bardzo go nie drażniło, jawiąc się raczej jako idealna okazja do tego, by po raz kolejny wytrącić ją z równowagi. Elena była zapatrzona w siebie – ta jednak kwestia nie podlegała dyskusji, a i sama zainteresowana musiała zdawać sobie z tego sprawę.
Przez dłuższą chwilę koncentrował się przede wszystkim na wzajemnej bliskości oraz tym, jakie emocje wzbudzał w nim pocałunek. To było przyjemne, porównywalne do latania, które tak uwielbiał, a może nawet jeszcze lepsze. Nie wiedział jak to wygląda z perspektywy Eleny, jednak świadomość tego, że odwzajemniała mu się w równie zaangażowany, dobrowolny sposób, jak najbardziej mu odpowiadała. To był chyba jeden z tych nielicznych momentów, kiedy nie chciał dominować, a tym bardziej wymóc na niej posłuszeństwa gwałtem, o wiele lepiej czując się, gdy mógł traktować ją jako partnerkę – kogoś na równi, kto miał do powiedzenia równie wiele, co i on sam. Taki stan rzeczy także jawił mu się jako coś nowego, co w znacznej innej kwestii życia nie miałoby racji bytu – i to zwłaszcza w przypadku kogoś, kto musiał mieć wszystko pod kontrolą. Do tej pory samo pojęcie partnerstwa jawiło mu się jako czysta abstrakcja, a każdy, kto mógł mieć nad nim przewagę, wydawał się potencjalnym wrogiem, którego należało jak najszybciej się pozbyć.
Przy niej było inaczej, chociaż wciąż nie potrafił stwierdzić czy to dobrze, czy źle. W gruncie rzeczy nie chciał tego sprawdzać, skoncentrowany przede wszystkim na myśli o tym, że teraz najważniejsza była sama tylko możliwość przebywania z Eleną. Resztę mógł spróbować wywnioskować później, chociaż z drugiej strony… sam nie miał pewności, czy tego chciał. Łatwiej było mu znosić ludzkie uczucia, kiedy nie myślał o tym, że mógłby ich doświadczać, chociaż w żaden sposób nie potrafił stwierdzić skąd brała się ta niechęć.
Odsunęła się jako pierwsza, pozornie pod pretekstem złapania tchu, ale wyczuł, że chodziło o coś więcej. W ostatnim czasie robiła tak cały czas, raz pozwalając mu się całować, by w następnej sekundzie zacząć zachowywać się tak, jakby czuła się z tymi pieszczotami źle. Był w stanie wychwycić oznaki przygnębienia, a także to, jak bardzo była zagubiona, co jednak w najmniejszym nawet stopniu nie pozwalało mu nadążyć za zmianami jej nastrojów. Tak było i tym razem, ale zdecydował się w żaden sposób nie dawać jej do zrozumienia, że mógł cokolwiek zauważyć. Milczenie przeciągało się, ale starał się nie zwracać na to uwagi. Nie zaprotestował, kiedy Elena nagle westchnęła, by po chwili ciężko osunąć się na ziemię. Wymownie uniósł brwi do góry, przez moment mając ochotę skomentować jej kondycję i przypomnieć o tym, że tak naprawdę dopiero zaczynali ćwiczenia. Nie czuł potrzeby, by dalej ją męczyć, dziewczyna zresztą nie sprawiała wrażenia kogoś, kto ma ochotę na dodatkową dawkę ruchu – czy to pod postacią nauki szermierki, czy walki wręcz.
Chwilę ją obserwował, zanim zdecydował się zająć miejsce u jej boku. Drgnęła, ale nie zaprotestowała, kiedy usiadł przy niej, tak, by ich twarze ponownie znalazły się na tym samym poziomie. Zacisnęła usta, być może mając zamiar coś powiedzieć, ale ostatecznie nie zdobyła się na to, w zamian jak gdyby nigdy nic przesuwając się tak, by móc oprzeć się plecami o jego ramię. Jasne włosy musnęły jego odsłoniętą skórę, co wytrąciło go z równowagi w równym stopniu, co i bezpośredniość zachowania Eleny, która pozwalała sobie na coraz więcej w jego towarzystwie. Jakby tego było mało, sam jej na to pozwalał, raz po raz przyłapując się na czerpaniu przyjemności z samej tylko możliwości poczucia jej bliskości.
– Jesteś bez serca – wydyszała oskarżycielskim tonem. – Nie wiem, co jest gorsze – te twoje treningi czy to, jak mieszasz mi w głowie.
– Ja tobie mieszam w głowie? – zapytał z uprzejmym zainteresowaniem. W zamyśleniu dotknął jej policzka, co skutecznie doprowadziło do tego, że dziewczyna uniosła głowę, by móc na niego spojrzeć. – Nie powiedziałbym.
Prychnęła cicho, po czym po raz kolejny się wycofała, decydując na milczenie. Wciąż miał wrażenie, że chciała coś powiedzieć, ale niezmiennie rozmyślała się, być może bojąc się jego reakcji na nowy temat. Cóż, bez wątpienia nauczyła się tego, że czasami najlepiej jest ugryźć się w język, co jak najbardziej było mu na rękę. Z drugiej strony, już dawno przestał traktować ją jak każdą inną osobę, pobłażając jej w sytuacjach, w których inni już dawno albo by oberwali, albo stracili życie.
Cierpliwie czekał, niemalże spodziewając się tego, że Elena zdecyduje się dodać coś jeszcze, ta jednak nie miała takiego zamiaru. Właściwie już na wpół leżała na nim, początkowo spoglądając w jakiś bliżej nieokreślony punkt w przestrzeni. Oddech znacznie jej zwolnił, w miarę jak zaczęła dochodzić do siebie, zarówno po wysiłku fizycznym, jak i pocałunku, który wydawał się wysysać z niej więcej energii, aniżeli powinien. Wciąż nie miał pojęcia, co takiego myślała albo czuła, jednak nim zdążył ją o to zapytać, dziewczyna jak gdyby nigdy nic zamknęła oczy. Chwilę później uprzytomnił sobie, że najzwyczajniej w świecie odpłynęła, wtulona w jego tors i tak spokojna, jakby spanie w ramionach potencjalnego oprawcy było najnormalniejszą rzeczą na świecie. W tamtej chwili wydała mu się delikatna, drobniejsza i podatna na zranienia, co w najmniejszym stopniu nie oddawało charakteru tej samej pół-wampirzycy, która ot tak wpadała w złość i w razie potrzeby potrafiła skoczyć mu do gardła – i to nawet pomimo świadomości tego, że w ten sposób może co najwyżej pogorszyć sytuację.
Przez kilka następnych sekund obserwował ją, wahając się nad tym, czy nie powinien jej obudzić. Nie tak wyobrażał sobie wspólne spędzanie czasu, chociaż milcząca, a tym bardziej śpiąca Elena, zwykle jawiła się jako najbardziej znośna, jeśli nie wręcz sympatyczna. Czasami nadal doprowadzała go do szaleństwa, choć może lepszym określeniem byłoby to, że robiła to na każdym kroku. Tym trudniejsze było dla niego do zrozumienia to, dlaczego tak bardzo zależało mu na jej bliskości i kiedy aż do tego stopnia przywyknął do brzmienia jej głosu, dość specyficznego poczucia humoru i tego, by pyskowała mu na wszystkie możliwe sposoby.
Bez pośpiechu podniósł się, bez najmniejszego nawet problemu porywając Elenę na ręce. Przelewała mu się w ramionach, ale tym razem nie wydało mu się to nawet odrobinę niepokojące. Jasne włosy tworzyły złocistą aureolę, klejąc się do twarzy i plącząc się na wszystkie możliwe sposoby. Dziewczyna niemalże przy każdej możliwej okazji narzekała na swoją fryzurę, a zwłaszcza na to, że trudno było utrzymać tak długie włosy w ryzach. Również i to dawało mu całkiem sporo możliwości do tego, by móc ją drażnić, chociaż w tamtej chwili nie miał na to najmniejszej ochoty. Śpiąca Elena przypominała mu bezbronne dziecko, co przynajmniej teoretycznie nie powinno było robić na nim wrażenia, a jednak sprawiało, że tym bardziej pragnął ją chronić. Wbrew wszystkiemu była ludzka i o wiele słabsza, aniżeli raczyła przed nim przyznać. Chyba właśnie to najbardziej mu się podobało – ta ludzka cząstka, którą był w stanie dostrzec coraz częściej. Początkowo miał ją za pustą i obojętną, i chociaż nawet Cullenówna nie mogła zaprzeczyć, że tak właśnie było. Drażniła go tym, zresztą tak jak i wagą, którą przywiązywała do wyglądu, jednak przebywanie z Eleną pozwoliło mu zaobserwować, że wbrew wszystkiemu czuła i potrafiła troszczyć się o innych, chociaż z sobie tylko znanych powodów wolała tego nie okazywać.
Stary dom Cullenów nie był zamknięty, zresztą nawet gdyby tak było, zwykły zamek nie byłby w stanie go powstrzymać. Przedsionek pogrążony był w półmroku, jednak obdarzony wyostrzonymi zmysłami demon nie odebrał tego jako przeszkodę. W powietrzu unosił się kurz, co jak nic nie miał przypaść do gustu jego towarzyszce, to jednak wydało mu się najmniej istotne. Cóż, Elena już i tak spędzała z nim niemalże każdą wolną chwilę, kiedy razem przesiadywali w kapliczce; skoro do tej pory nie umarła z powodu mniej przystępnych warunków, przebywanie w domu, który sama zaproponowała, nie powinno było sprawić jej większej różnicy.
Zauważył liczne nieregularne kształty, które stanowiły przykryte płachtami materiału meble. Wyglądało to tak, jakby mieszkańcy opuścili budynek w pośpiechu, być może z dnia na dzień decydując o przeniesieniu się w inne miejsce. Pomijając kurz, poszczególne pomieszczenia wydawały się nienaruszone i co najwyżej opustoszale, a przynajmniej tyle zdążył zauważyć, kiedy w pośpiechu pokonał drogę od drzwi wejściowych na piętro. Przez dłuższą chwilę spoglądał na pozamykane, bliźniaczo podobne do siebie pary drzwi, najpewniej prowadzących do kolejnych pokoi – sypialni, chociaż nie miał pewności do czego wampiry miałyby wykorzystywać miejsce, które z założenia miało służyć snu i odpoczynkowi. Te istoty nie były w stanie stracić świadomości, więc znalezienie łóżka mogłoby okazać się problematyczne, jednak gdyby dopisało mu szczęście…
Och, no proszę!
Wymownie uniósł brwi, w milczeniu lustrując wzrokiem ni mniej, ni więcej, ale jak najbardziej… łóżko. I to nie byle jakie, ale prawdziwe, zajmujące znamienitą większość wolnej przestrzeni baldachimowe łoże, wyglądające na coś żywcem wyjętego ze średniowiecznej komnaty. Wzdłuż metalowych, podtrzymujących zakurzony materiał prętach, pięły się ku górze starannie wykonane kwiatowe ornamenty. Sztuczne pnącza tworzyły skomplikowany, misterny wzór, zachwycając dbałością o szczegóły. Przez dłuższą chwilę wodził wzrokiem dookoła, próbując ocenić, czego jeszcze powinien się spodziewać, jednak pomijając łoże, pokój okazał się urządzony w wyjątkowo skromny sposób.
Elena nawet nie drgnęła, kiedy ułożył ją na materacu, wcześniej odrzucając na bok zakurzoną narzutę. Zwinęła się w kłębek, ledwo tylko oswobodził ją ze swoich objęć. Przez wzgląd na wielkość mebla, wydała mu się jeszcze bardziej drobna i delikatna, ale to wcale nie jawiło mu się jako coś niewłaściwego. Co więcej, widok poplątanych loków i lekko rozchylonych ust wydał mu się jak najbardziej ludzki, chociaż sama Elena pewnie wpadłaby w szał, jak nic twierdząc, że wygląda nieatrakcyjnie. Cóż, być może coś w tym było, ale w tamtej chwili myślał o niej jak o kimś w pełni prawdziwym. Podczas snu nie mogła udawać, bronić się przed emocjami albo kłamać, co samo w sobie wydało się Rafaelowi istotne. Nie rozumiał jej i chociaż sen nie sprawiał, że Cullenówna stała się choć odrobinę bardziej przystępna, obserwowanie jej w takim stanie sprawiało mu przyjemność.
Przymknął oczy, wahając się przez moment, po czym jak gdyby nigdy nic zajął miejsce u jej boku. Łóżko było na tyle duże, by pomieścić razem nie tylko ich, ale przynajmniej dwie inne osoby, jednak nawet to nie zmusiło go do zajęcia miejsca przy samej krawędzi. W zamian położył się bezpośrednio przy samej Elenie, tak blisko, że był w stanie wyczuć bijące od jej ciała ciepło – i to najpewniej ze wzajemnością, bo poruszyła się przez sen, bezwiednie przesuwając w jego stronę. Na moment zesztywniał, kiedy znowu wtuliła się w jego bok, jednak mimo wątpliwości nie próbował jej odsuwać, pozwalając na wszystko, czego mogłaby chcieć. Ten rodzaj przebywania ze sobą był mu zresztą na rękę, przynajmniej tak długo, jak dziewczyna nie była w stanie zaprotestować albo jakkolwiek skomentować tego, że mógłby jej dotykać. Z drugiej strony, skoro niemalże na każdym kroku pozwalała na to, żeby ją całował, jakiekolwiek obiekcje co do dotykania wydawały się pozbawione sensu.
Jego spojrzenie mimowolnie skoncentrowało się na jej twarzy – wciąż olśniewająco pięknej i spokojnej. Już nie sprawiała wrażenia przygnębionej, chociaż podświadomie czuł, że to nie rozwiązywało problemu. Cokolwiek by się nie działo, Elena miała jakiś problem – i to najpewniej związany z nim, chociaż nie miał pojęcia jak powinien go określić. Mógł wprost ją o to zapytać, ale z drugiej strony…
Westchnął, po czym z niedowierzaniem pokręcił głową. Nigdy dotąd nie miał aż tak wymagającego zadania, jak pilnowanie tej dziewczyny, ale to nie było istotne.
Nigdy wcześniej też nie spędził kilku godzin trwając w bezruchu, obserwując śpiącą piękność i czując się przy tym po prostu dobrze.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz




After We Fall
stories by Nessa