18.04.2016

Sto siedemdziesiąt jeden

Elena
Nie potrafiła opisać tego, jak się czuła. Wpatrywała się w Rafaela w milczeniu, początkowo nie będąc w stanie przyswoić sobie jego słów, a tym bardziej spróbować je zrozumieć. Czuła się trochę jak we śnie, dziwnie oderwana od rzeczywistości i tak oszołomiona, że nawet pomimo wyostrzonych zmysłów nie była w stanie zrobić niczego, by skoncentrować się na poszczególnych bodźcach, słowach i wszystkim tym, co podsuwały jej wyostrzone zmysły. Słyszała i nie wierzyła, a może po prostu nie chciała sobie na to pozwolić, skłonna prędzej uwierzyć w to, że coś pomieszała – że to wyłącznie jej wyobraźnia, mrzonka albo że to on w tak okrutny sposób próbował sobie z niej żartować. Och, byłby do tego zdolny i jakoś nie miała co do tego wątpliwości, wręcz będąc w stanie wyobrazić sobie cyniczny uśmieszek i chłód jego spojrzenia, gdyby później po raz kolejny uświadomiłby jej, że jest naiwną dziewczynką, której wydawało się, że może usidlić demona. Już nie raz dawał jej do zrozumienia, że ma ją za naiwną, a po tym, jak naiwnie poszła za Elliottem, przy pierwszej okazji wpakowując się w kłopoty, była skłonna spodziewać się naprawdę wszystkiego.
Coś ścisnęło ją w gardle na samą myśl, chociaż za wszelką cenę usiłowała o tym nie myśleć. To nie ma znaczenia, pomyślała, ale pewnie nawet gdyby powtórzyła to sobie jeszcze tysiąc razy, nie byłaby w stanie ot tak przekonać samej siebie do takiego stwierdzenia. Prawda była taka, że nie chciała tego robić, a jej serce wręcz wyrywało się do tej diabelskiej istoty, chętne przyjąć do świadomości to, co ten jej mówił. Rafael, który… mógłby się w niej zakochać? To brzmiało niedorzecznie, ale i pięknie zarazem, tak nierealnie, że to niemalże bolało. Walczyła ze sobą, próbując na wszystkie możliwe sposoby odsunąć od siebie niechciane myśli i uczucia, to jednak okazało się niemożliwe. Mogła udawać przy kimkolwiek innym – przy swoich byłych albo fałszywych „przyjaciółkach”, którym wydawało się, że przebywanie z nią zapewni im popularność – jednak kiedy w grę wchodził ten konkretny mężczyzna… Chyba jeszcze nigdy dotąd nie czuła się aż do tego stopnia rozbita, chociaż nie sądziła, że to w ogóle możliwe.
Uświadomiła sobie, że drży, ale prawie nie była tego świadoma. Trwała w bezruchu, w całkowitej ciszy, wiedząc, że powinna coś powiedzieć – jakkolwiek zareagować – jednak i do tego nie była zdolna. Wszystko jej się mieszało, sprzeczne uczucia mieszały się ze sobą, a od nadmiaru skrajności czuła się tak, jakby w każdej chwili mogła rozpaść się na kawałeczki. Oddychanie przychodziło jej z trudem, poza tym wciąż czuła wilgoć na policzkach, jednak i to wydawało się nieistotne. W porządku, płakała; robiła to przy nim nie po raz pierwszy, najpewniej wyglądając w całkowicie nieatrakcyjny sposób, ale jakie to miało znaczenie? Skoro czuła się źle, mając wrażenie, że coś rozrywa jej serce na kawałeczki, równie dobrze mogła się do tego wszystkiego upokorzyć. Rafa i tak nie rozumiał tego, dlaczego płakała, więc było jej wszystko jedno.
– Elena?
Bezwiednie zacisnęła dłonie w pięści, spinając się, kiedy wypowiedział jej imię. Brzmiał zaskakująco łagodnie, co nie zdarzało mu się często, chociaż to jeszcze nie musiało o niczym świadczyć. Kto jak kto, ale ona doskonale wiedziała, jak zwodnicze potrafiły być demony, kiedy to akurat było im na rękę. W efekcie nie była w stanie jednoznacznie stwierdzić, jakie jest prawdopodobieństwo tego bardziej przystępnego, jakże upragnionego scenariusza, w którym jego wyznanie byłoby prawdziwe. Gdyby przynajmniej mogła go zrozumieć, nabrać pewności, a później…
Ale to był demon – bezduszna istota, która przez tak długi okres czasu wzbraniała się przed ludzkimi uczuciami. Co z tego, że podobno rozbudziła w nim człowieczeństwo, skoro do tej pory nie chciał go przyjąć?
Mogłaby udawać, że wszystko jest w porządku i że faktycznie jest w stanie ot tak mu zaufać, ale to wcale nie było takie proste. Jeśli miała być ze sobą szczera, bała się – zarówno bólu, jak i rozczarowania, chociaż nie sądziła, że jakikolwiek facet będzie w stanie doprowadzić ją do takiego stanu. Do tej pory sytuacja prezentowała się w zgoła inny sposób, a Elena dla zabawy decydowała się na kolejne związki, szukając czegoś nieokreślonego, co powinno mieć dla niej znaczenie, nawet jeśli nie potrafiła jednoznacznie tego określić i nazwać. Wciąż tego wypatrywała, zmieniając partnerów jak rękawiczki, bez cienia żalu albo jakichkolwiek oznak przywiązania. Wiedziała, że znamienita większość jej szkolnych znajomych postrzegała ją za płytką i zimną, to jednak nigdy jej nie przeszkadzało; tak było prościej, zresztą najważniejsze było to, co ona sama wiedziała o sobie. Nie musiała tłumaczyć się przed nikim, a tym bardziej trwać w związkach, które z jej perspektywy nie miały żadnej przyszłości. Chciała poczuć coś szczególnego, co pozwoliłoby jej uwierzyć, że może przestać szukać – że to już to, ta bratnia dusza, jej przeznaczenie, bezpieczeństwo i dom… Nigdy nikomu o tym nie mówiła, aż nazbyt świadoma tego, że to jak marzenie o księciu na białym koniu, ale to nie przeszkadzało jej mieć nadziei na znalezienie ideału. Co z tego, że nawet nie potrafiła powiedzieć, kto albo co mogłoby sprawić, żeby w końcu powiedziała sobie „dość”, skoro z takim przekonaniem przekonywała samą siebie, że odpowiedź przyjdzie sama – i że wtedy będzie jej absolutnie pewna?
No cóż, było trochę inaczej, aniżeli mogłaby się tego spodziewać. Nadal nie wiedziała niczego, chociaż jej serce wydawało się twierdzić coś innego i to już od dłuższego czasu. To nie miało sensu, ale wszystko wskazywało na to, że w końcu znalazła swoje miejsce – tutaj, przy nim, ale…
To było niedorzeczne.
Absolutnie niemożliwe, chociaż…
– O bogini… – wyrwało jej się, początkowo nawet nie rejestrując tego, że w ogóle poruszyła ustami. Jej głos zabrzmiał nienaturalnie piskliwie i tak cicho, że ledwo była w stanie siebie zrozumieć. – Ty nie…
Urwała, niezdolna do tego, żeby sklecić jakąkolwiek sensowną wypowiedź. Właściwie… dlaczego nie?, zapytała samą siebie, po chwili jednak odrzuciła od siebie również tę myśl, nie chcąc rozwodzić się nad czymś, co mogłoby okazać się zbyt skomplikowane. Nie potrafiła nawet opisać tego, jak się czuła, nie wspominając o podjęciu jakiejkolwiek sensownej, świadomej decyzji. Czuła się rozbita, oszołomiona i pusta, przez dłuższą chwilę nie marząc o niczym innym, pomijając to, by na powrót znaleźć się w jego ramionach – i to niezależnie od tego, jakie faktycznie miałyby się okazać reakcja Rafaela.
To trwało za długo i to również nie dawało jej spokoju. Czy gdyby naprawdę się z niej naigrawał, przez tyle czasu zachowywałby powagę? Jeśli zaś chodziło mu o to, by ją zranić, to czy już na wstępie nie zauważyłaby tego, że jej emocje sprawiają mu przyjemność? Wiedziała, że te najbardziej skrajne, negatywne odczucia, stanowiły idealną pożywkę dla istot takich jak on, więc gdyby tylko zechciał, mógłby sycić się do woli, nawet jeśli nigdy wcześniej nie próbował wykorzystywać jej w ten sposób. Milczała, biła się z myślami i analizowała na wszystkie sposoby, chcąc i zarazem bojąc się wyciągnąć najbardziej prawdopodobne wnioski, nawet jeśli trwanie w niepewności miałoby okazać się najgorszą z możliwych perspektyw – i to zarówno dla niej, jak i dla niego. Nie miała pojęcia, co tak naprawdę powinna zrobić albo powiedzieć, co nie zdarzało się nigdy wcześniej, przynajmniej kiedy w grę wchodziły relacje z mężczyznami. Czuła, że musi to powstrzymać, zanim ostatecznie dostanie szału, ale… to wydawało się nieosiągalne.
Nieopatrznie spojrzała mu w oczy, na moment zamierając w bezruchu, zwłaszcza kiedy dostrzegła całą mieszankę targających demonem emocji. Rafael nigdy nie był mistrzem cierpliwości, ale przypatrując mu się w tamtej chwili, odniosła wrażenie, że był na dobrej drodze, by przejść samego w siebie. Chociaż to wydawało się irracjonalne, była gotowa przysiąc, że go zaniepokoiła – tym milczeniem, łzami oraz tym, że pomimo upływu czasu nie była w stanie sklecić żadnej sensownej wypowiedzi.
Przez kilka następnych sekund trwała w tym dziwnym stanie otępienia, bezskutecznie próbując się otrząsnąć. W efekcie przegapiła moment, w którym demon nagle zmaterializował się u jej boku, zatrzymując się tak blisko, że mogła poczuć bijące od jego ciała ciepło. Czarne skrzydła otoczyły ją, samym tylko dotykiem przyprawiając Elenę o dreszcze. Dotyk miał w sobie coś przejmującego i oszałamiającego, co sprawiało, że czuła się trochę tak, jakby jej odsłonięte ramiona raz po raz drażniły dziesiątki drobnych, lodowatych igiełek. Już niczego nie była pewna, nawet słowem nie odzywając się, kiedy Rafael zacisnął dłonie na jej ramionach, na tyle stanowczo, by nie była w stanie go zignorować, a przy tym wystarczająco delikatnie, by nie zaczęła obawiać się tego, że pokusi się o połamanie jej kości. Co prawda w przypadku tego nieśmiertelnego nic nie było tak do końca oczywiste, ale nie sądziła, żeby skrzywdzenie jej leżało w jego gestii.
– Chcesz mnie doprowadzić do szaleństwa? Jeśli tak, dobrze ci to idzie – oznajmił, a ona spojrzała na niego w oszołomieniu. – Słyszałaś, co w ogóle powiedziałem?
Jak mogłabym nie słyszeć? Jak, do diabła, miałabym nie usłyszeć czegoś takiego…?!
Milczała, chociaż wszystko w niej rwało się do tego, żeby zacząć krzyczeć. Nie miała pojęcia co i dlaczego, ale nie zamierzała się nad tym zastanawiać. Chciała wyrzucić z siebie wszystko to, co chodziło jej po głowie, pozbyć się emocji i przynajmniej mieć nadzieję na to, że dzięki temu zdoła poczuć się lepiej. Musiała się na to zdobyć, bo w innym wypadku w istocie mogłaby pomówić z nim o szaleństwie. W zasadzie już w tamtej chwili miała wrażenie, że obłęd wyciąga ramiona w jej stronę, a skoro tak…
Kiedy ich spojrzenia po raz kolejny się spotkały, Elena poczuła, że coś w niej pęka. Zanim zdążyła zastanowić się nad tym, co robi, jej ciało zareagowało w absolutnie pozbawiony kontroli umysłu, impulsywny sposób. Nie była pewna kiedy i w jaki sposób znalazła się w objęciach Rafaela, jak gdyby nigdy nic zarzucając mu obie ręce na szyję. Naparła na niego całym ciałem, zmuszając do tego, żeby cofnął się o krok, przesuwając w stronę łóżka, chociaż nawet wtedy nie stracił równowagi. Już w następnej sekundzie poczuła na ustach jego wargi, jednak samej sobie nie potrafiła wytłumaczyć, które z nich jako pierwsze zdecydowało się na pocałunek Wiedziała jedynie, że od dawna nie doświadczyła czegoś tak gwałtownego, niemalże zdesperowanego i tak pełnego tęsknoty, że z wrażenia aż zakręciło jej się w głowie. Czuła posmak łez, zresztą było coś gorzkiego w tym wzajemnym okazywaniu uczuć – w całej tej chwili i ich samych, tym bardziej, że nadal czuła się rozdarta. W uszach wciąż dźwięczały mu jej słowa, raz po raz powracając i podsycając towarzyszące jej przez cały ten czas wątpliwości, ale nie potrafiła się na tym skoncentrować. Wiedziała jedynie, że tego chce – i to nawet gdyby później miała cierpieć bardziej niż kiedykolwiek wcześniej.
Szalone czy też nie, pragnęła tak po prostu mu uwierzyć; zaufać w jego uczucia, dobre intencje i to, że przynajmniej ten jeden raz był w stanie prawidłowo zinterpretować to, co działo się w jego wnętrzu.
Ramiona Rafaela owinęły się wokół niej, a chwilę później demon z lekkością porwał ją na ręce. Nie zaprotestowała, pozwalając by wraz z nią przemknął przez pokój, pośpiesznie dopadając do łóżka, które zajmowało centralną część sypialni. Pod plecami poczuła miękkość materaca, ale i to nie zrobiło na niej wrażenia, skoro całą jej uwagę pochłaniały obecne na jej ustach wargi. Od nadmiaru emocji i przeciągającej się pieszczoty zaczynało brakować jej tchu, ale nie potrafiła zmusić się do tego, żeby tak po prostu przerwać. Po co, skoro oboje zabrnęli już tak daleko – być może nawet dalej, aniżeli mogłaby podejrzewać?
To Rafa odsunął się jako pierwszy, wciąż jednak pozostawał na tyle blisko, by czuła na twarzy jego oddech. Intensywnie niebieskie oczy wciąż lustrowały jej twarz, zwracając uwagę przede wszystkim na wilgotne policzki, ale nie skomentował takiego stanu rzeczy nawet słowem. Oboje łapczywie chwytali powietrze, a Elena miała wrażenie, że za moment ostatecznie straci przytomność – ot tak, chociaż nie sądziła, że to w ogóle możliwe. Rafael górował nad nią, cudownie piękny i potężny, zwłaszcza z rozłożonymi, czarnymi skrzydłami, które wydawały się otaczać ją z obu stron. Przyciskał ją do materaca, ale nie czuła się z tym źle, nawet pomimo świadomości tego, że gdyby tylko zechciał, w tamtej chwili mógłby bez trudu i chociażby chwili wahania rozerwać jej gardło.
– Czego ty tak naprawdę chcesz, co Eleno? – zapytał zachrypniętym głosem. Spojrzała na niego z wahaniem, co najmniej zaskoczona jego pytaniem. – Nie ufasz mi czy to coś innego? Co powinienem zrobić, byś w końcu przestała mnie dręczyć?
– Sama chciałabym to wiedzieć – przyznała, po czym westchnęła przeciągle. – Czujesz. Wiem, że tak, ale…
Urwała, po czym wzruszyła ramionami, dochodząc do wniosku, że sam najlepiej wiedział, jak bardzo to potrafiło być oszałamiające. W zamyśleniu musnęła palcami jego odsłonięty tors, mimowolnie myśląc o tym, że za jakąkolwiek formę pieszczoty najpewniej połamałby jej ręce. Nie docierało do niej to, że mógł tak po prostu leżeć u jej boku, trzymać ją w ramionach i zachowywać się tak, jakby to była najnormalniejsza rzecz na świecie. Jakby tego było mało, jej ciało rozluźniło się, chłonąc jego bliskość i ciepło, co samo w sobie okazało się wyjątkowo przyjemne. Czuła się spokojna i na swoim miejscu, chociaż nie sądziła, że to w obecnej sytuacji i warunkach w ogóle miało być możliwe.
Demon z uwagą przyjrzał się jej twarzy. Zesztywniała, kiedy przeniósł dłoń na jej policzek, przesuwając palcami po gładkiej skórze. Kciukiem musnął jej wargi, jakby chcąc nauczyć się ich kształtu albo upewnić się, że są prawdziwe – że ona cała taka jest. W jego oczach doszukała się czegoś bliżej nieokreślonego, co skojarzyło jej się z ledwo hamowanym pożądaniem, chociaż podejrzewała, że sam Rafael nie miał pewności, co to tak naprawdę oznacza. Patrzyła na niego i mimowolnie pomyślała, że wyglądał trochę jak dziecko – nieporadny, zafascynowany i chętny do tego, żeby nauczyć się czegoś nowego, co rozumiał jedynie w teorii. Do tej pory sądziła, że jego kolejne pocałunki były niczym eksperyment, a on sam nie czerpał z nich niczego ponad przyjemność, ale kiedy zauważyła jak przypatrywał jej się w tamtej chwili, momentalnie naszły ją wątpliwości. To wydawało się zbyt subtelne i naturalne, by mogło okazać się nieszczere.
– Nie mam pojęcia, co takiego robię… I chyba właśnie w tym leży problem, prawda? – odezwał się cicho Rafael. Odniosła wrażenie, że starannie dobierał słowa, ważąc je i wyraźnie nie chcąc powiedzieć czegoś, co mogłoby ją do niego zrazić. – Chciałbym raz jeszcze cię pocałować, ale chyba wystarczy mi to, że jesteś obok. Podoba mi się to, że mogę cię dotykać – przyznał i jakimś cudem zdołała melodyjnie się roześmiać.
Mnie też. Oj, wierz mi, że mnie też…
– I ty mi to mówisz? – mruknęła, potrząsając z niedowierzaniem głową. – Kiedyś byś mi na to nie pozwolił – stwierdziła po chwili wahania, dla lepszego zobrazowania swoich słów muskając palcami jego ramię.
– Kiedyś było inaczej – odparł tak, jakby to stanowiło najoczywistszą rzecz na świecie.
Cóż, może faktycznie tak było, jednak Elena nie widziała powodu, dla którego miałaby się nad tym zastanawiać. Była przy nim, czuła się dobrze i chociaż wciąż obawiała się, że to po prostu szalony sen, ostatecznie doszła do wniosku, że z dwojga złego woli w tym trwać, o ewentualnych konsekwencjach zamierzając pomyśleć dopiero później – albo wcale.
Zawahała się na moment, zamierając z dłońmi na jego torsie. Rafael wciąż ją obserwował, być może bojąc się tego, że jednak mogłaby chcieć się wycofać, chociaż zestawienie jego z pojęciem strachu nadal wydawało jej się niedorzeczne. Wiedziała jedynie, że lgnęli do siebie nawzajem i że to było dobre, nawet jeśli żadne z nich nie potrafiło jednoznacznie określić swoich pragnień. Z drugiej strony, być może to było o wiele prostsze niż się wydawało, w gruncie rzeczy sprowadzając się do dwóch słów: chcę ciebie.
– To takie dziwne… – usłyszała i coś w tonie demona sprawiło, że serce zabiło jej szybciej. – Patrzę na ciebie i to wydaje mi się w porządku. To, że mogę cię dotykać też, ale… Nie jestem pewien, co tak naprawdę czuje – przyznał, po czym westchnął przeciągle. – Powiedziałaś mi, że się zakochałaś – zaczął, a ona momentalnie się zarumieniła, tym bardziej, że w tamtej chwili twarz Rafaela nie wyrażała niczego konkretnego. – Skąd wiesz?
Otworzyła i zaraz zamknęła usta, oszołomiona nieustępująca pustką w głowie. Dlaczego to właśnie on musiał zdawać jej takie pytania?
– To… – Westchnęła, po czym rzuciła mu niemalże błagalne spojrzenie. I to ja ciebie dręczę?! – To się po prostu wie – oznajmiła w końcu.
Przez twarz demona przemknął grymas niezadowolenia, co zresztą wcale jej nie zaskoczyło. Mogła się tego po nim spodziewać, tym bardziej, że odpowiedź, której mu udzieliła, pozostawiała wiele do życzenia. Jeśli wziąć pod uwagę to, jak często i z jak błahych powodów mieli w zwyczaju rzucać się sobie do gardeł, swobodnie mogła założyć, że Rafa doszedł do wniosku, że próbowała się z niego naigrawać. Cóż, w innym wypadku to mogłoby być nawet zabawne, ale w tamtej chwili zdecydowanie nie miała nastroju do tego, żeby robić sobie z niego żarty.
Spróbowała unieść się na łokciach, wcześniej gestem ręki dając mu do zrozumienia, by odrobinę się odsunął. Spiął się, jak na zawołanie przybierając niemalże wrogą postawę, jednak nie zwróciła na to uwagi. W zamian przemieściła się, w pośpiechu nakłaniając demona do tego, żeby ułożył się u jej boku, nie chcąc ryzykować, że ten dojdzie do wniosku, że został odsunięty.
– Coś ci pokażę – zapowiedziała i wtuliwszy się w jego bok, ostrożnie ułożyła głowę na jego torsie – dokładnie tam, gdzie znajdowało się serce, dzięki czemu mogła swobodnie mu się przysłuchiwać.
Początkowo zamarł, najpewniej nie spodziewając się po niej podobnego zachowania. Przez kilka sekund nie działo się nic, a Elena odniosła wrażenie, że Rafael czeka na jakąś reakcję z jej strony albo coś bardziej spektakularnego, po chwili jednak dotarło do niego to, czego tak naprawdę chciała. Odetchnęła, kiedy otoczył ją ramionami, zamykając w silnym, instynktownym uścisku, który sprawił, że momentalnie poczuła się bezpieczniej. Leżała w jego ramionach i to dawało jej o wiele więcej, aniżeli jakiekolwiek pocałunki, pieszczoty i wszystko to, co próbowali dawać jej zmieniający się błyskawicznie partnerzy z przeszłości. W tamtej chwili przez moment uświadomiła sobie, że ma dokładnie to, czego tak długo szukała: miejsce, w którym przez całe życie pragnęła się znaleźć, chociaż dotychczas nie zdawała sobie z tego sprawy.
Bez słowa wtuliła się w Rafaela, nie mając odwagi sprawdzać, co takiego wyrażała jego twarz albo spojrzenie. Zamknęła oczy, po czym bardziej stanowczo wtuliła się w jego tors, w duchu modląc się o to, żeby jej nie odepchnął. Trwała w jego ramionach, rozluźniona i w pełni bezpieczna, i to wydawało jej się dobre, przynajmniej dla niej, a potem…
– Dziękuję – usłyszała spokojny, melodyjny szept, choć to mogło być tylko i wyłącznie wrażeniem – nie miała pewności, to zresztą wydawało się najmniej ważne.
Wkrótce po tym ostatecznie zdołała się rozluźnić; wszystko zniknęło, a ona najzwyczajniej w świecie zasnęła.

1 komentarz:

  1. Hej:)
    Tak siedzę, czytam i słucham Or Nah i szczerze się zastanawiam co Twoje dziewczyny mają z tym zasypianiem w najważniejszych momentach. :D Mam wrażenie, że robisz to specjalnie, żeby dobić tych biednych facetów. Jak jedna nie zaśnie przy wyznawaniu miłości, to druga zaśnie zaraz po tym. xD
    Tak wiem, nie powinnam się śmiać, ale no co ja poradzę, że mnie to troszkę bawi? :D
    Elena i Rafael wreszcie oboje sobie wyznali te słowa, a ja jak tylko zaczęłam "żyć" ich związkiem nie mogłam się doczekać właśnie tego momentu. Trochę inaczej sobie wyobrażałam te sceny, ale to chyba normalne, bo mimo wszystko się nie zawiodłam, a wręcz przeciwnie jestem naprawdę zachwycona. *o*
    Uśmiecham się szeroko jak tylko czytam co Elenie opowiada Rafa. On jest po prost taki... No w życiu z samego początku księgi nie spodziewałabym się tego, że demon, który zachowywał się tak jak się zachowywał jest w stanie powiedzieć tyle słów do dziewczyny, którą chronił tylko ze względu na rozkaz, a właściwie... „Trzymałeś go przy życiu, aby umarł w odpowiedniej chwili... hodowałeś go jak świnię na rzeź.” Tak mi się skojarzyło:D
    Jakby tylko Elena nie zasnęła to może... może... ale nie! Rafa biedny nie wiedziałby przecież co robić, to może i dobrze, że dziewczyna zasnęła. Jestem ciekawa jak ona się rodzinie wytłumaczy z tego, że nie było jej przez całą noc w domu. Chociaż kto by się tam przejmował takimi rzeczami, kiedy takie cuda się dzieją! Zresztą, z opisu bohaterów wynika, że Elena jest dorosłą kobietą, więc też rodzice się nie powinni czepiać, że gdzieś wychodzi. Ale wiadomo, rodzic to rodzic, oni się będą martwić zawsze bez względu na to ile się ma lat:) A jak jesteś pół wampirem i żyjesz w świecie, gdzie wszystko jest możliwe to taka opieka jest nawet wskazana! :D
    No nic, pozostaje mi teraz czekać na następny rozdział. Jak dobrze, że one pojawiają się dzień w dzień i nie muszę czekać długo na ciąg dalszy. <3
    Ściskam mocno,
    Gabi. :*
    O - przypomniało mi się. Gdzieś tam widziałam, że zgubiłaś kropkę po zdaniu, ale nie jestem teraz w stanie tego znaleźć. :) Ale to nie ważne. :D

    OdpowiedzUsuń




After We Fall
stories by Nessa