24.03.2016

Sto pięćdziesiąt

Claire
– Przepraszam cię bardzo, ale… Co ja mam zrobić?
W oszołomieniu wpatrywała się w Aldero, mając wrażenie, że chłopak mówił do niej w jakimś innym, obcym języku. Wsparła obi dłonie na biodrach, nachylając się w jego stronę i usiłując przybrać pozycję kogoś zdecydowanego, kto absolutnie nie wyraża zgody na to, by zgodzić się na to, co właśnie było mu sugerowane. Chciała przynajmniej udawać, że jestem w stanie czegokolwiek komukolwiek odmówić, ale im dłużej wpatrywała się w ciemne oczy Al'a, tym mniej pewna się czuła. Wszystko było nie tak, a chłopak wcale nie ułatwiał jej zadania, jak zwykle zdecydowanie zbyt pewny siebie, spokojny i na swój sposób czarujący.
Aldero wyprostował się, po czym jakby od niechcenia trącił palcami struny gitary, którą miał ze sobą. Siedzieli na sali gimnastycznej, a raczej to on siedział, jak gdyby nigdy nic strojąc gitarę, podczas gdy ona niespokojnie ciskała się na prawo i lewo. Spodziewała się naprawdę wielu rzeczy, ale zdecydowanie nie tego, co zasugerował jej kuzyn – i co jak najbardziej mogło być sposobem na to, by miała Shannon na oku, ale…
– Powiedziałem jedynie, że szukamy wokalistki do zespołu… No, Shanny szuka, chociaż sama ma taki głos, że dla mnie to strata czasu. – Mrugnął do niej porozumiewawczo. – Och, Claire, nie daj się prosić. To chyba mniej więcej to, czego chciał wujek, nie?
– Powiedział, że mogę się temu przyjrzeć – obruszyła się. – Poza tym przestań mącić, Al! Miałam ci pomóc zrozumieć dar Shannon, a nie śpiewać!
Chłopak wywrócił oczami, najwyraźniej nie widząc problemu w tym, że mogliby wychodzić poza pierwotny plan, jakikolwiek by nie był. Nie musiała pytać, żeby zorientować się, że był bardzo z siebie zadowolony, a już na pewno nie zamierzał tak po prostu odpuścić. Cóż, Claire nie mogła zaprzeczyć, że jego pomysł był o wiele bardziej przystępny od pierwotnego, a już na pewno pozostawał… bezpieczniejszy, ale to w gruncie rzeczy niczego nie zmieniało – przynajmniej z jej perspektywy.
Nieznacznie pokręciła głową, zastanawiając się nad tym, jak zareagowałby Aldero, gdyby zdecydowała odwrócić się na piecie i po prostu wyjść. Nerwowo zacisnęła dłonie w pięści, po czym zmierzyła chłopaka gniewnym spojrzeniem, nie kryjąc irytacji. Zaczynała żałować, że pozwoliła na to, by w ogóle wyciągnął ją z biblioteki. Z dwojga złego wolała towarzystwo Issie i rozmowę na temat tego, jakie istniały szanse na to, żeby pozwoliła wyciągnąć się na imprezę z okazji Halloween o której wspominała dziewczyna. To byłoby prostsze, poza tym Marissa przynajmniej słuchała tego, co ktoś inny do niej mówił, co w przypadku Aldero wcale nie było aż takie oczywiste.
– Ja nie śpiewam – dodała cicho, spoglądając chłopakowi w oczy.
Myślała, że wyjdzie siebie, kiedy w odpowiedzi na jej słowa, Aldero jak gdyby nigdy nic wywrócił oczami.
– Tak, nie śpiewasz. I nie tańczysz. I nie wychodzisz do ludzi, a wilków się boisz – wyliczył, starannie dobierając słowa. – Wyluzuj, kuzyneczko. Rufusa tutaj nie ma, więc mogę ci to powiedzieć: jeśli naprawdę nie chcesz, żebyśmy wszyscy traktowali cię jak dziecko, to trochę uwierzy w siebie, jasne? Jesteś taka jak my, Claire. Zorientowałem się mniej więcej w chwili, w której po raz pierwszy złamałaś mi nos.
Otworzyła i zaraz zamknęła usta, co najmniej zaskoczona tym, co powiedział – tym bardziej, że zabrzmiał wyjątkowo poważnie i pewnie, nie tak jak Aldero, który miał w zwyczaju irytować wszystkich dookoła. Jego słowa brzmiały sensownie, poza tym jakaś jej cząstka zdawała sobie sprawę z tego, że chłopak trafił w sedno. Czegokolwiek by nie powiedziała albo nie czuła, prawda była taka, że od zawsze brakowało jej normalności. Życie w podziemiach zrobiło swoje, przez co teraz trudno było jej się dostosować, co bynajmniej nie znaczyło, że ta jedna kwestia pozostawała czymś całkowicie nieosiągalnym. Czasami obserwowała swoich kuzynów, a zwłaszcza to, jak wiele swobody i pewności siebie okazywali w najróżniejszych sytuacjach – i pomimo tego, że byli niemalże w równym wieku, czuła, że różni się od nich tak bardzo, że to wręcz niemożliwe. Tata wciąż traktował ją jak dziecko i może coś w tym było, tym bardziej, że chciał ją chronić, a ona sama momentami musiała przyznać, że na swój sposób tego potrzebowała – tego oraz poczucia bezpieczeństwa, które zapewniało jej zachowanie wampira. Wiedziała, że na dłuższą metę to nie było żadnym rozwiązaniem i że prędzej czy później będzie musiała przestać się bać, żyć przeszłością i po prostu otworzyć na to, co działo się wokół niej, ale…
Och, a właściwie jaki to miało znaczenie w odniesieniu do tego, w czym leżał problem, a tym bardziej w tym, czy mogła pomóc z Shannon?! Aldero był dobrym manipulatorem i właśnie miała okazję się o tym przekonać, ale to wciąż niczego nie tłumaczyło.
– Ach, Claire… – Chłopak wywrócił oczami, najpewniej wyczuwając bijące od niej wątpliwości. – Słyszałaś jaki głos ma Layla? Albo moja mama?
– Co to ma do…?
Coś w jego spojrzeniu wystarczyły, by natychmiast ją uciszyć.
– Bardzo wiele, a przynajmniej tak mi się wydaje. Cholera, śpiewanie to nie talent, a nam wiele rzeczy przychodzi naturalnie. To, że czegoś nie robiłaś, jeszcze nie oznacza, że tego nie potrafisz – stwierdził z takim spokojem, że gdyby usłyszał go ktoś, kto nie miał wcześniej okazji go poznać, mógłby wziąć jego słowa za pewnik.
Potrząsnęła z niedowierzaniem głową, coraz bardziej skonsternowana. Dobrze wiedziała, jak niezwykły głos miała Layla, bo tej zdarzało się nucić aż nazbyt często, zwłaszcza kiedy miała dobry humor. Trochę inaczej sprawy miały się z Isabeau, która pozwalała sobie na śpiew sporadycznie, wtedy jednak wrażenie było takie, jakby słuchało się anioła – i to dosłownie. Nie mogła zaprzeczyć, że w stwierdzeniu Aldero coś było coś, co dawało do myślenia, zaskakująco wręcz sensowne, ale…
– Nie – wyrzuciła z siebie na wydechu. – Nie będę robiła z siebie idiotki, tylko dlatego, że wpadłeś na jakikolwiek pomysł, Al.
– Jesteśmy tutaj tylko ty i ja – zauważył przytomnie – z kolei rola rodzinnego błazna należy do mnie. Wierz mi, nie jestem aż tak złośliwy, jak mogłoby się wydawać – dodał, a Claire prychnęła.
– Dziękuję. Od razu mi lepiej.
Aldero uniósł brwi.
– No proszę, to już prawie sarkazm. Wiedziałem, że masz coś po wujku – stwierdził pogodnym tonem, stukając palcami w gitarę. – Więc jak? Zawsze będziesz mogła złamać mi nos raz jeszcze.
– Al… – westchnęła zmęczonym głosem.
Zmierzył ją wzrokiem, wydając się nad czymś intensywnie zastanawiać. Była gotowa założyć się, że doskonale zdawał sobie sprawę z tego, że zaczynała się łamać, choć za wszelką cenę starała się tego nie okazywać. Jakkolwiek by nie było, coś w zachowaniu kuzyna jasno dało jej do zrozumienia, że zamierzał postawić na swoim – i to niezależnie od tego, jak długo musiałby ja przekonywać.
– Spróbuj, a potem pogadamy. Kwestie naukowe są mi obce, ale to jedno akurat mogę ci wytłumaczyć jednym słowem: przepona – oznajmił z powagą, a ona westchnęła.
– Co takiego? – Spojrzała na niego z powątpiewaniem, wciąż mając nadzieję na to, że sobie z niej żartował.
– No… przepona? – powtórzył i uśmiechnął się blado. – Daj spokój, Claire. To pewnie mogłabyś wytłumaczyć lepiej ode mnie.
– Wiem, co to jest przepona – westchnęła, nagle speszona jego słowami i własną reakcją. – Nie wierzę po prostu, że jesteś taki uparty.
– Wydawało mi się, że „upór” to moje drugie imię… – mruknął, po czym wzruszył ramionami. – Znasz niektóre z tych wierszy, które deklamuje dla Isabeau Lucas? Słyszysz jej kroki…? – podpowiedział.
Claire jęknęła, coraz bardziej sfrustrowana. Jasne, że znała tę balladę i to nie tylko dlatego, że nie raz słyszała kolejne wersy, kiedy Lucas recytował je dla kapłanki. Niektóre kwestie były oczywiste, a znajomość wierzeń i związanych z nimi obrzędów bez wątpienia stanowiła jedną z nich. Tak było również w przypadku melodii, którą z wprawą niemniejszą od wujka Gabriela wydobył ze strun gitary Aldero, jak gdyby nigdy nic decydując się przejść do rzeczy. Wciąż się w nią wpatrywał i to wystarczyło do tego, żeby zarumieniła się niczym piwonia, nagle spięta i niespokojna, chociaż kuzyn zapewniał ją, że nie miała po temu powodów.
Wypuściła powietrze ze świstem, wciąż nie wierząc w to, co próbowała zrobić. Spokojnie… Ta melodia jest prosta, skarciła się w duchu, raz po raz przekonując samą siebie, że wszystko jest w porządku, a ona wcale nie była na dobrej drodze do tego, żeby zrobić z siebie idiotkę. Próbowała się uspokoić, jednak przenikliwe spojrzenie wampira wcale jej nie pomagało, sprawiając, że ledwo była w stanie skoncentrować się na melodii, starając się wychwycić moment, w którym w ogóle mogłaby otworzyć usta.
Słyszysz jej kroki?
Piękna…
Gwałtownie urwała, kiedy coś ścisnęło ją w gardle, uniemożliwiając złapanie tchu. Jej głos i tak zabrzmiał inaczej niż zwykle, dziwnie piskliwy, cichy i łamliwy. To zdecydowanie nie było to, czego mógłby oczekiwać Aldero albo co sama mogłaby chcieć zaprezentować, a to był zaledwie początek. Natychmiast zamilkła, a Al jak na zawołanie przestał grać, wzdychając cicho i rzucając jej bliżej nieokreślone spojrzenie.
– Claire – odezwał się z powagą w głosie, a ona zarumieniła się jak piwonię, pragnąc momentalnie zejść mu z oczu. – Rozluźnij się – dokończył, ale jedynie potrząsnęła głową.
– Nic z tego nie będzie – zaoponowała, w pośpiechu próbując się wycofać. – Nie, Aldero. Mówię poważnie. Ja nie…
– Jesteś spięta i to cały problem. To powinno przyjść naturalnie, jeśli wiesz, co mam na myśli. – Zamilkł, w zamian koncentrując się na wygrywaniu kolejnych taktów melodii. – Rozluźnij się w końcu… A najlepiej zamknij oczy, bo w ten sposób faktycznie nic z tego będzie. Po prostu je zamknij i słuchaj – powtórzył z naciskiem, ale zabrzmiało to na swój sposób… kojąco.
Sama nie była pewna, co tak naprawdę sprawiło, że zdecydowała się go posłuchać. Mocno zacisnęła powieki, przez kilka pierwszych sekund czując się jak idiotka. Przez myśl przeszło jej, że Aldero najpewniej właśnie udało się ją wkręcić – i że to jakiś głupi żart, którego oboje mieli na swój sposób pożałować. To byłoby w stylu Al'a, który zwykle zachowywał się w niezwykle nierozsądny sposób, nie obawiając się nikogo i niczego… I to łącznie z Rufusem, przynajmniej tak długo, jak jej ojca nie było w pobliżu, a ten nie próbował go zabić. Jakkolwiek by nie było, mogła spodziewać się najgorszego albo…
Za dużo myślisz, kuzyneczko, uświadomił jej wampir, a ona omal nie wyszła z siebie, kiedy po raz kolejny usłyszała w głowie jego mentalny głos. Spróbowała nad sobą zapanować, raz po raz powtarzając sobie, że nie ma powodów do niepokoju, chociaż to wcale nie było takie proste. Ostatecznie spróbowała skoncentrować się na mentalnym głosi Aldero, pozwalając żeby ją poprowadził, jakkolwiek nierozsądne by się to nie wydawało. Z wolna zaczęła się rozluźnić i chociaż to wciąż nie był spokój, którego mogłaby oczekiwać, poczuła się choć odrobinę pewniej. O, właśnie tak…
Zacisnęła usta, nie najlepiej czując się z myślą o tym, że nadal mógłby kontrolować jej umysł, ale zmusiła się do tego, żeby to zignorować. Żyjąc w tunelach niejednokrotnie miała do czynienia z przymusem i wiedziała, jak go rozpoznać i próbować się bronić. Al nie należał do osób, które wykorzystywały swoje zdolności w sposób niewłaściwy, przynajmniej nie wtedy, gdy byłby w pełni swoich decyzji świadomy. Próbował jej pomóc, jakkolwiek z jego perspektywy by to wyglądało, co samo w sobie wydało jej się właściwe.
Słyszysz jej kroki?
Piękna się zbliża
Jej imię szepcę
Noc je połyka
Na moment zmarła, zasłuchana w kolejne wersy znajomej piosenki. Nie sądziła, że Aldero miał aż tak niezwykły głos, głęboki, przyjemny dla ucha i na swój sposób… urzekający. Nie wahał się, poza tym wydawał się pewny tego, co robił, wręcz czerpiąc z tego nieopisaną przyjemność. Nic nie wskazywało na to, by czuł się jakkolwiek skrępowany jej obecnością, spięty albo w jakikolwiek inny sposób zestresowany. Mogła się tego po nim spodziewać, a jednak jego zachowanie i tak z miejsca zrobiło na niej wrażenie, wprawiając w konsternację i swego rodzaju fascynację. Miała wrażenie, że kolejne linijki owijają się wokół niej, niosąc ze sobą ukojenie i jakże potrzeby do normalnego funkcjonowania spokój.
Wypuściła powietrze ze świstem, niezdolna do tego, żeby tak po prostu nad sobą zapanować i udawać, że zachowanie kuzyna nie ma dla niego jakiegokolwiek wrażenia. Śpiewał, ale wiedziała, że tak naprawdę czekał aż sama zdecyduje się do niego dołączyć, chociaż to zdecydowanie nie było takie łatwe. Wciąż czuła, że robi jej się niedobrze na samą myśl o tym, że miałaby się odezwać, ale…
Ona jej panią
Tańczy w ciemności
Zacisnęła dłonie w pięści – i to tak mocno, że paznokcie w nieprzyjemny sposób zaczęły wżynać jej się w skórę. A niech go diabli! Nie miała pojęcia, dlaczego musiał być aż do tego stopnia uparty i na dodatek dręczyć ją, ale to najwyraźniej było w tamtej chwili najmniej istotne.
Ona jej częścią
Moja…
Mniej więcej wtedy nie wytrzymała.
…miłości
To był zaledwie szept, bardzo niepewny i delikatny, ale wiedziała, że Aldero ją usłyszał. Najwyraźniej wciąż na swój sposób podzielał z nią myśli, bo wyraźnie wyczuła jego obecność, a zwłaszcza satysfakcję, którą poczuł, kiedy w końcu zdecydowała się wtrącić. Coś ścisnęło ją w gardle, ale musiał się do tego, żeby to zignorować i z wolna nabrawszy powietrza do płuc, ciągnąc dalej, tym bardziej, że również Aldero nie przestał śpiewać – przynajmniej początkowo.
Zamknij więc oczy
Wsłuchaj się w wiatr
Piękna nadchodzi
Tak piękna, tak…
Na moment zesztywniała, zaskoczona tym, że ich mieszające się ze sobą głosy zabrzmiały… dobrze. Wciąż brzmiała na o wiele mniej pewną od kuzyna, chociaż ten zniżył głos do szeptu, by przypadkiem jej nie zagłuszyć. Sama nie była pewna, czy powinna być na niego z tego powodu zła, czy może wręcz przeciwnie, ale to w gruncie rzeczy nie miało znaczenia. Wciąż zaciskała powieki, usiłując sobie wyobrazić, że w rzeczywistości jest sama, ale trudno było jej w pełni zapomnieć o tym, że chłopak wciąż jej się z uwagą przypatrywał. Chciała kazać mu przestać, ale nie zrobiła tego, nie chcąc się rozpraszać. Wszystko jest w porządku, pomyślała, a może to Aldero próbował podsuwać jej jakieś pocieszające myśli – nie wiedziała, ale nie zamierzała tego roztrząsać. Cokolwiek by to nie było, w tamtej chwili nie miało najmniejszego znaczenia.
Z wolna nabrała tchu, by móc przejść do kolejnej linijki. Dopiero po chwili uprzytomniła sobie, że Al najzwyczajniej w świecie zamilkł, zostawiając ją samą ze słowami i wciąż wygrywaną na gitarze melodią. Powinna była być przerażona i na swój sposób taka była, ale spróbowała to zignorować, w zamian skupiając się na własnym głosie; czuła się dziwnie, poza tym sama nie była pewna, w jaki sposób powinna oddychać, by zabrzmiało to chociaż odrobinę lepiej. Dobrze wiedziała, jaką rolę odgrywała przepona i – przynajmniej w teorii – zdawała sobie sprawę z tego, co sugerował jej Al, jednak czym innym było znać podstawy, a czym innym próbować opanować coś, czego nigdy wcześniej się nie robiło. Przez myśl przeszło jej, że to trochę jak deklamowanie wiersza – rytmiczne, melodyjne i skoncentrowane na przekazie emocji – jednak czym innym było recytowanie poszczególnych linijek tekstu, a czym innym śpiew, który…
– O mój Boże!
Omal nie zakrztusiła się powietrzem, kiedy melodię i jej głos zagłuszył zaskoczony okrzyk. Natychmiast zamilkła, wytrącona z równowagi i zażenowana, zaraz też okręciła się na pięcie, by móc spojrzeć na zastygłą w drzwiach Shannon. Dziewczyna trzymała w rękach telefon komórkowy, raz po raz stukając o obudowę długimi, pomalowanymi krwistoczerwonym lakierem paznokciami. Płomienne włosy częściowo opadły jej na twarz, wzburzone i niedbale zaczesane, co w jakiś pokrętny sposób dodawało dziewczynie uroku. Lekko zmrużyła oczy, wymownie spoglądając to na Aldero, to znów na zastygłą w bezruchu Claire, wydając się intensywnie nad czymś myśleć. Wydawało się, że minęła cała wieczność, zanim zdecydowała się odrzucić loki na plecy i szybkim krokiem ruszyła przed siebie, o wiele spokojniejsza i mniej wzburzona niż kiedy Claire zobaczyła ją po raz pierwszy.
Shannon zatrzymała się przed Aldero, zakładając ramiona na piersiach i z uwagą mierząc chłopaka wzrokiem. Wydęła usta, przez ułamek sekundy sprawiając wrażenie chętnej do tego, żeby na niego warknąć, chociaż w przypadku człowieka taka reakcja byłaby co najmniej dziwna.
– Cześć, Shanny. – Wampir przeciągnął się i jakby od niechcenia pomachał jej wolną ręką, drugą wciąż przytrzymując gitarę. – Tak sobie z Claire brzdękamy…
– Znalazłeś dziewczynę z takim głosem i nie zająknąłeś się nawet słowem? – przerwała mu zniecierpliwionym tonem. Fakt, że nawet nie zareagowała na przezwisko, którego użył chłopak, sam w sobie wydał się dość wymowny.
– W zasadzie… – zaczął Al, po chwili jednak zamilkł i jakby od niechcenia wzruszył ramionami. – Wiesz, może coś bym wspomniał, ale w ostatnim czasie mnie unikasz.
Dziewczyna otworzyła i zaraz zamknęła usta, przez ułamek sekundy wyraźnie niepewna tego, co powinna mu powiedzieć. Ostatecznie darowała sobie jakiekolwiek dyskusje, w zamian energicznie potrząsając głową i decydując się na milczenie. W jakiś niezrozumiały sposób taka reakcja wydawała się wyrażać więcej, aniżeli jakiekolwiek inne słowa, tym samym zdradzając więcej niż Shannon mogłaby, gdyby jednak zaczęła krzyczeć. Claire również milczała, dziwnie speszona i oszołomiona, podświadomie zaczynając zastanawiać się nad tym, czy przypadkiem nie powinna rzucić się Aldero do gardła – i to zwłaszcza w chwili, w której zauważyła leżącą u jego boku komórkę.
Ach, cholerny zdrajca! Zawsze wiedziała, że kwestia zaufania w jego przypadku jest dość sporna, a teraz mogła się o tym przekonać. Jakby tego było mało, tak naprawdę nie potrafiła się na niego zdenerwować, bo reakcja Shannon wydawała się dość oczywista, a już na pewno nie zwiastowała tego, żeby dziewczyna miała ochotę ją wyśmiać.
– Hm, Aldero… – zaczęła z wahaniem, próbując zwrócić na siebie uwagę kuzyna i uświadomić go, że niezależnie od wszystkiego nie zamierzała śpiewać, ten jednak wydawał się mieć zupełnie inne plany.
– Claire jest nieśmiała, sama widzisz. – Wampir machnął niecierpliwie ręką. – Pogadamy sobie jeszcze, nie kuzyneczko? Chociaż może to ty ją przekonasz, co Shanny?
– Przeginasz, chłopaku – obruszyła się Shannon, wymownie wywracając oczami. – Co to w ogóle było? To, co dla niej grałeś…
Al zawahał się, po czym posłał swojej rozmówczyni blady uśmiech.
– Taka tam… stara kołysanka – powiedział w końcu, co zresztą wcale nie było takie dalekie od prawdy.
Dziewczyna skinęła głową, najwyraźniej usatysfakcjonowana takimi wyjaśnieniami. W jej oczach znowu pojawiło się wahanie, ostatecznie jednak zdusiła je w sobie i rozejrzawszy się dookoła, ostatecznie podjęła decyzję.
– Jeszcze raz – oznajmiła, a jej wzrok ostatecznie wylądował na Claire. – Proszę. Mało słyszałam – dodała ze słodkim uśmiechem.
Spojrzała na nią w oszołomieniu, w pierwszym odruchu mając ochotę odmówić i jak najszybciej się wycofać. Znowu poczuła narastające podenerwowanie, co w najmniejszym wypadku nie mogło skończyć dobrze, a przynajmniej tak pomyślała w pierwszym odruchu, oszołomiona perspektywą tego, by znowu otworzyć usta. Mogła pisać wiersze, mogła je deklamować, aż w końcu była w stanie wyrecytować z pamięci jakaś skomplikowaną naukową teorię, a później z powodzeniem ją wyjaśnić, ale coś takiego…
A potem coś w spojrzeniu Shannon sprawiło, że się zawahała i chcąc nie chcąc skinęła głową.
Aldero, ja naprawdę cię zabiję…
Odpowiedział jej jego cichy, mentalny śmiech.

4 komentarze:

  1. Rozdział sto pięćdziesiąty, co niezwykle mnie cieszy, bo początkowo nie zakładałam, że ta księga objętościowo przybierze takie rozmiary. Z założenia części miało być sto, ale już przy „Mroku” przekonałam się, że w przypadku moich planów mało co pokrywa się z pierwotnymi założeniami. Nie wiem czy to dobrze, czy źle, ale nie będę się nad tym rozwodziła.
    Odrobinę martwi mnie fakt, że w ostatnim czasie czuję się trochę tak, jakbym pisała w pustkę, ale zwalę to na szkołę i świąteczne przygotowania ;) Wciąż piszę i przestawać nie zamierzam, chociaż przyznaję, że przełom lutego i marca to zawsze niepojęty kryzys dla mojej weny. Powoli się z tego wygrzebuję, co zresztą można zauważyć po innych moich blogach – pojawił się już rozdział na Cieniach, a w przeciągu kilku godzin postaram się wrzucić coś na Alyssę. Najważniejsze jest jednak to, że zdecydowałam się na coś nowego; opowiadanie autorskie na które serdecznie zapraszam: Forever you said.
    No cóż, pięknie dziękuję tym, którzy czytają, nawet jeśli nie komentują – wyświetlenia mówią same za siebie c: Piszę dla siebie i dla Was, zresztą nie raz miałam okazję przekonać się, że jesteście, nawet jeśli nie zawsze jestem tego świadoma.
    Do napisania,
    Nessa.

    OdpowiedzUsuń
  2. Cześć!
    Zanim przejdę do komentarza - każda osoba, która przeczytała rozdział ma wręcz obowiązek iść i sprawdzić autorskie opowiadanie Nessy! Grzechem byłoby je pominąć, więc proszę ładnie wchodzić, czytać i komentować. C:
    Kochana! Ty wiesz, że ja zawsze jestem, bardzo często jestem do tyłu, ale opowiadania nie zostawiam i wciąż jest czytam. W pustkę nigdy nie pisałaś, a jestem pewna, że gdyby każda osoba, która czyta LITT zostawiła komentarz nie wyrobiłabyś z ich czytaniem:D
    Wow, spodziewałam się jakiegoś głupiego pomysłu, czegokolwiek, ale na pewno nie tego, że Al postanowi wkręcić Claire do zespołu. Ale skoro dziewczyna na dobry głos to powinna tylko korzystać. Wcale się nie dziwię, że trochę się tym martwi. W końcu całe życie była trzymają w tunelach i tak naprawdę nie miała zbytnio szansy, aby się rozwinąć w jakikolwiek sposób. Wiem, że wiesz co mam na myśli.:D
    Rozdział bardzo przyjemny, Al potrafi przekonać do swoich racji chyba każdego, a to już nikogo nie powinno dziwić. Cóż jestem ciekawa jak dalej ma wyglądać ten plan, bo na wprowadzeniu jej do zespołu się skończyć nie może. ;)
    Pozdrawiam cieplutko,
    Gabi.^^

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dodam jeszcze od siebie, że jak klikam w link do forever to niestety nic nie wyskakuje, a jedynie napis "Wyszukana strona nie istnieje: ;)

      Usuń




After We Fall
stories by Nessa