18.03.2016

Sto czterdzieści sześć

Layla
Krążyły nerwowo, wciąż nie będąc w stanie uwierzyć w to, co się stało. Czuła się zdesperowana i zła, wciąż kumulując w sobie energię, której nie miała okazji spożytkować podczas walki. Ogień czaił się gdzieś pod jej skórą, gotowy przybyć na wezwanie, gdyby tylko taka okazała się jej wola, ale nie zamierzała pozwolić sobie na jego wezwanie. Wilgotne włosy wciąż kleiły się do jej twarzy, za sprawą długiego prysznica pod którym spędziła dobre pół godziny, zanim zdecydowała się założyć, że zdołała zmyć z siebie resztki krwi, srebra i benzyny. Wciąż czuła zapach tej ostatniej i to pomimo aromatycznie pachnących ziół, które dała jej Allegra, a które miały zapobiec ewentualnemu zakażeniu, zwłaszcza, że żadne z nich nie miało pewności jak wiele niebezpiecznego kruszcu zdążyło wniknąć do jej organizmu. Rufus twierdził, że była dość silna, zarówno przez wygląd na telepatię, jak i związek z ogniem, więc przynajmniej w teorii mogli założyć, że wszystko jest w porządku, ale wcale nie była tego taka pewna. Co więcej, wciąż miała wrażenie, że wampir obserwował ją z większą uwagą niż zazwyczaj, tym bardziej, że przez pobudzenie i wciąż krążącą w jej żyłach adrenalinę nie potrafiła jednoznacznie określić, czy czuje się jakkolwiek źle – przynajmniej w najbardziej interesującym naukowca sensie fizycznym.
Psychicznie sprawy miały się zupełnie inaczej, będąc przy tym w paradoksalny sposób oczywiste. Wszystko było nie tak, więc jak mogłoby być inaczej? Czuła się okropnie, mając coraz silniejszą ochotę na to, żeby kogoś zabić, chociaż również to wydawało się niemożliwe. Jej myśli raz po raz uciekały do Beau, jej słów, wybuchu gniewu, a zwłaszcza tego, że…
– Cholera, Lay, przestań w końcu, bo zaraz trafi mnie szlag! – jęknęła Kristin, próbując przywołać ją do porządku.
Dziewczyna zatrzymała się, chcąc nie chcąc decydując się spojrzeć na siedzącą przy kuchennym stole przyjaciółkę. Wampirzyca wciąż była blada, chociaż w porównaniu z nią i Williamem wydawała się w najlepszej sytuacji. Wampiry regenerowały się szybko, a potłuczone żebra okazały się na tyle mało istotne, że Kristin zaczęła sprawiać wrażenie chętniej do tego, by skopać komuś tyłek, jeszcze zanim wrócili do domu. Teraz raz po raz uderzała długimi paznokciami o blat, wybijając jakiś nerwowy rytm.
Layla westchnęła i jedynie z niedowierzaniem pokręciła głową. Jak miałaby być spokojna, skoro czuła się tak pobudzona, że bezruchu jawił się jako coś niemalże bolesnego, co w ogóle nie wchodziło w grę? Jej siostra dopiero co zrobiła najgorszą z możliwych rzeczy, zrzeszając się tego, co upodabniało ją do człowieka, z kolei brat… Cóż, na pewno od dawna nie słyszała Gabriela aż do tego stopnia zdenerwowanego i zmartwionego jednocześnie. Do tej pory odbierała jego emocje i mogła założyć się, że niewiele brakowało, żeby jednak znalazł jakiś cudowny sposób na to, by dostać się do Miasta Nocy, nawet jeśli Lilianne wciąż była w zbyt wielkim stopniu niedysponowana, żeby w ogóle ryzykować przeniesienie go.
Sama zainteresowana z uporem milczała, zastygła na jednym z krzeseł i niespokojna. Była spięta i tak zszokowana, że początkowo nie chciała nikogo do siebie dopuścić, sprawiając wrażenie chętniej rzucić się do gardła pierwszej osobie, która zdecydowałby się do niej podejść. Dopiero Rufus w zdecydowanie niedelikatny, w swoim stylu bezpośredni sposób uświadomił ją, że jeśli nie zdejmie srebrnej bransoletki, którą wcisnęła jej na nadgarstek Claudia, straci rękę. To zaskutkowało, a wampir bez trudu rozciął obręcz kuchennym nożem (srebro wbrew wszystkiemu nadal pozostawało miękkim, łatwym do zniszczenia materiałem). Layla do tej pory nie miała pojęcia czy mówił poważnie, czy może to był jedyny pomysł, który przyszedł mu do głowy, by zmusić dziewczynę do współpracy, ale niezależnie od wszystkiego, metoda okazała się skuteczna. Największy problem leżał teraz w samej Lilly, która sprawiała wrażenie kogoś, kto doznał ciężkiego szoku – i to zdecydowanie nie tylko za sprawą bólu, ataku Claudii i tego, co spotkało Isabeau. Musiało chodzić o coś więcej, ale Layla w żaden sensowny sposób nie potrafiła wyjaśnić tego, co musiała zrobić blondynce stwórczyni Dimitra, skoro ta pozostawała aż do tego stopnia przerażona. Miała okazję poznać obie bliźniaczki Glass i chociaż Lilianne bez wątpienia pozostawała tą mniej szaloną, Layla nigdy nie powiedziałaby o niej, że jest słaba.
– To nie na znaczenia! – powiedziała im jedynie Lilly, kiedy już zdecydowała się odezwać. Jej przesadnie gwałtowna reakcja zaskoczyła wszystkich, tak jak i to, że na samą wzmiankę o Claudii niebezpieczne zadrżał jej głos. – Nie ma znaczenia – powtórzyła – ale, na litość bogini, nie ignorujcie tej kobiety. Jest niebezpieczna.
Cokolwiek zrobiła jej Claudia, musiało być na tyle okropne, by wzbudzić w niej na tyle silny strach, by nie chciała dodać niczego więcej. Layla mogła tylko zgadywać, co takiego miało miejsce, a wnikanie w myśli rozdrażnionej telepatki zdecydowanie nie wchodziło w grę. Po dramacie z Beau kolejna niestabilna emocjonalnie nieśmiertelna była im jak najbardziej zbędna.
Jej spojrzenie skoncentrowało się na Kristin, tym bardziej, że ta westchnęła przeciągle i – wcześniej wymownie wywróciwszy oczami – poderwała się z krzesła, ruszając w stronę przyjaciółki. Layla spodziewała się wielu rzeczy, ale na pewno nie tego, że dziewczyna jak gdyby nigdy nic rozłożyć ramiona, zachęcająco wyciągając ręce w jej stronę. Mimo zaskoczenia, sama nawet się nie zawahała, natychmiast wpadając brunetce w ramiona i choć przez moment czując się lepiej.
– A co z pojęciem przestrzeni osobistej? – mruknęła, a Kristin warknęła cicho.
– Nie denerwuj mnie, zwłaszcza kiedy robię ci łaskę – obruszyła się, a jej głos zabrzmiał wyjątkowo lekko, wręcz łagodnie.
Westchnęła, za wszelką cenę usiłując się rozluźnić. Bliskość pomagała, nawet jeśli w najmniejszym stopniu nie rozwiązywała żadnego problemu, który mieli. Jakkolwiek by nie było, mimo wszystko pozostawała Kristin wdzięczna, podświadomie łaknąć jakichkolwiek oznak bliskości ze strony kogokolwiek. Był jeszcze Rufus, ten jednak – choć na swój sposób zmartwiony – pozostawał obojętny, przynajmniej póki pozostawali w towarzystwie. Wciąż ją obserwował, a kiedy na niego spojrzała, odniosła wrażenie, że wręcz odczuwał ulgę, że przynajmniej tymczasowo znalazła sobie inną „ofiarę” do publicznych uścisków.
– Nie denerwuję – zreflektowała się pośpiesznie. – Ja po prostu… – zaczęła, jednak powstrzymało ją wymowne gwizdnięcie od strony drzwi.
– O rany, Kris dała się przytulić. – William wywrócił oczami, po czym skrzywił się nieznacznie, najwyraźniej wciąż nie będąc w najlepszej formie. – Całować też się będziecie? U dziewczyn to się sprawdza – stwierdził, a Kristin prychnęła.
– Przeżyłeś i już mnie denerwujesz – stwierdziła, pośpiesznie oswabadzając się z uścisku Layli i wycofując się na bezpieczną odległość. – Nie wiem, co tam ci chodzi po głowie, ale to, że cudem tutaj jesteś, jeszcze nie znaczy, że ktokolwiek będzie spełniać twoje fantazje seksualne.
Jeszcze kiedy mówiła, uśmiechnęła się blado, odsłaniając dwa wydłużone kły. Lay pokręciła z niedowierzaniem głową, spoglądając to na jedno, to na drugie, nie po raz pierwszy mając wrażenie, że ma do czynienia z dwójką niedojrzałych dzieciaków, chociaż to były jedynie pozory. Jakkolwiek by nie było, przekomarzania Willa i Kristin wydały jej się czymś znajomym, co do pewnego stopnia pozwoliło jej się rozluźnić, jednak nie na tyle, by zapomniała o Isabeau.
– Lepiej mi powiedz, co z tobą – zaproponowała, decydując się zmienić temat. – William, do cholery…
– Uwielbiam, kiedy zaczynasz przeklinać… No, prawie – przyznał, potrząsając z niedowierzaniem głową. Spiorunowała go wzrokiem, czując, że powoli zaczyna tracić do niego cierpliwość. – W porządku, nic mi nie jest… Chyba. Nie tylko tobie wolno cało wychodzić z kontaktu ze srebrem – mruknął, zakładając ramiona na torsie.
Albo raczej próbując, bo prawie natychmiast jego twarz wykrzywił grymas, kiedy naruszył ranę na plecach. Layla dobrze wiedziała, że srebro uniemożliwiało regenerację, a rany nie chciały goić się w takim tempie, jak miałoby to miejsce w innym wypadku. Fakt, że Irys szybko wyjęła strzałę, wiele ułatwiał, ale sprawa i tak była skomplikowana, przynajmniej dla Williama, który nie po raz pierwszy oberwał o wiele za mocno. Już kiedy znaleźli się w dom Allegry i miała okazję zobaczyć chłopaka bez koszulki, zauważyła znaczące jego ciało rany – pamiątkę po spotkaniu z wilkołakami przeszło wiek wcześniej, podczas pamiętnej Nocy Oczyszczenia. Jeśli ktokolwiek mógł mówić o szczęściu, to bez wątpienia Will, chociaż Layla w żaden sposób nie potrafiła stwierdzić czy to dobrze, czy może źle.
– Masz więcej szczęścia niż rozumu – stwierdziła z rezerwą.
Brwi wampira z wolna powędrowały ku górze.
– To znaczy, że się martwiłyście? – rzucił zaczepnym tonem. – Tak troszeczkę… Troszeczkę bardzo – dodał, spoglądając znacząco to na Laylę, to znowu na Kristin.
– Biedaczyna. Oberwał za mocno i zaczyna bredzić – zadrwiła ta druga, potrząsając z niedowierzaniem głową. – Co nie zmienia faktu, że mam ochotę zabić tę cholerną sukę, która…
– Jak na razie, to ta suka – wtrącił znużonym tonem Rufus, wciąż obserwując ich ze swojego miejsca – omal nie zabiła ciebie i nas wszystkich. Tyle w temacie polowania na Claudię bez konkretnego planu, chociaż mówię to z przykrością. Nie, skoro nie mamy pojęcia na czym tak naprawdę stoimy – dodał z naciskiem, być może wyczuwając w tonie Kristin coś, co uświadomiło mu, że wampirzyca była gotowa zrobić coś
– Nie przypominaj mi nawet! – Dziewczyna warknęła cicho, na ułamek sekundy tracąc nad sobą kontrolę. – Wiem, że pewnie ma trochę doświadczenia, ale nie sądziłam…Co z nią jest nie tak?
Naukowiec nawet nie próbował odpowiadać, w zamian jedynie wzruszając ramionami. Jego spojrzenie na ułamek sekundy powędrowało w stronę Lilianne, ale ostatecznie nie odezwał się nawet słowem. Dziewczyna skrzywiła się, nagle prostując niczym struna i sprawiając wrażenie co najmniej niespokojnej. Zdrową dłoń zacisnęła na krawędzi stołu i to tak mocno, że chyba jedynie cudem nie zostawiła na blacie odcisku dłoni.
– Nie chciałam jej niczego mówić – odezwała się spiętym, drżącym głosem. Jasne loki opadły jej na twarz, kiedy pochyliła głowę do przodu, uciekając wzrokiem w dół, byleby nie musieć znosić przenikliwych spojrzeń zebranych. – To z tą benzyną…
– Dalej uważam, że Drake był pod tym względem pierdolonym geniuszem. – William westchnął przeciągle. – Nie podoba mi się to, ale efekt jest… piorunujący.
– Piorunujące wrażenie to zaraz zrobię na tobie ja, jeśli zaraz się nie zamkniesz – obruszył się Rufus. – To mogło ją zabić i oboje zdajemy sobie z tego sprawę! Nie mam pojęcia, co do tego wszystkiego ma Drake, ale coś takiego… – Urwał, a do Layli dopiero w tamtej chwili w pełni dotarło to, że martwił się o wiele bardziej, aniżeli do tej pory chciał przyznać. – Nie miałem pojęcia, że jest jakikolwiek sposób na twoje zdolności.
Westchnęła cicho, krzywiąc się mimowolnie.
– Drake wpadł na to krótko po tym, jak przestaliśmy pracować dla Lawrence’a – zaczęła, ostrożnie dobierając słowa. – Przejęłam kontrolę nad grupą, co oczywiście mu się nie spodobało. Nie zabił mnie pewnie tylko dlatego, że miałam związek z Isabeau.
– Fakt – podchwyciła Kristin. – Wtedy się podzieliliśmy. Niektórzy chcieli działać na własną rękę, tak jak Lilly, a ja, Will i Dylan poszliśmy za Lay. Już wtedy byliśmy mocno powaleni – stwierdziła, wywracając oczami. – Więc… została nas trójka.
– Byłoby gorzej, gdybym jednak umarł – zauważył William. – Obie potrzebujecie męskiej ręki, dziewczęta.
Layla jedynie wywróciła oczami, nagle przygnębiona. Jej myśli po raz kolejny uciekły do tego, co stało się z Isabeau, ale również do przeszłości, chociaż sądziła, że tę już dawno zostawiła za sobą. Część wspomnień tego, co wiązało się z okresem na krótko przed jej przybyciem do Miasta Nocy, była dobra, ale i tak starała się pamiętać przede wszystkim o tym, jak wiele zmieniło się od tego momentu. Już nie tylko było ich mniej; najistotniejsze pozostawało to, że wszyscy się zmienili – i to w mniej lub bardziej znaczący sposób.
Teraz z kolei zmieniła się również jej siostra i ta jedna kwestia wydała się jej najbardziej niepokojąca. Czuła się okropnie z tym, że tak po prostu tkwiła w domu, zamiast towarzyszyć Pavarottim, Allegrze i Marco w poszukiwaniach Isabeau, chociaż jednocześnie zdawała sobie sprawę z tego, że to jedyne właściwe rozwiązanie. Wszyscy zgodnie stwierdzili, że wychodzenie na zewnątrz w sytuacji, w której strażnicy wydawali się chętni zaszlachtować każdego nowego wampira, nie jest rozsądne – i to zwłaszcza dla niej i dla Williama. Nie była z tego zadowolona, ale instynkt podpowiadał jej, że tak będzie najlepiej, zresztą po tym, jak Rufus już raz zdecydował się użyć na niej wpływu, doszła do wniosku, że nic nie powstrzymałoby go przed zatrzymaniem jej w bezpiecznym domu, gdyby zaszła taka potrzeba.
Spojrzała na wampira, po czym jak gdyby nigdy nic zdecydowała się podejść bliżej, bezceremonialnie siadając mu na kolanach. Spodziewała się tego, że może być spięty, tym bardziej, że zwykle źle czuł się w towarzystwie, rozluźniając się dopiero kiedy byli sami, ale nic podobnego nie miało miejsca. W zamian Rufus jak zdecydowanym ruchem przygarnął ją do siebie, zamykając w silnym, zdecydowanym uścisku. Pozwoliła mu na to, równie zaskoczona, co i usatysfakcjonowana takim stanem rzeczy, choć przez moment czując się bezpiecznie. Nieznacznie odchyliła głowę, pozwalając żeby musnął wargami jej obojczyk; wyczuła, że wciąż był podenerwowany i co najmniej zmartwiony jej stanem, co zwłaszcza w jego przypadku było rzadkością.
– Jesteś pewna, że już w porządku? – usłyszała.
Westchnęła cicho, energicznie potrząsając głową.
– Nic nie jest w porządku, ale nie mówmy o tym. Wciąż nie wierzę w to, że Isabeau… – zaczęła i urwała, bo coś ścisnęło ją w gardle.
– A ja nie wierzę w to, że Dimitr się na to zgadza – oznajmił z powagą, decydując się przejść do rzeczy. – Nie ukrywajmy, bez Isabeau zdarzało mu się postępować w co najmniej nierozsądny sposób, ale to już przesada i to nawet na niego. Nie wiem, co o tym myśleć, ale nie podoba mi się to.
– Jak dla mnie, to tutaj chodzi o Claudię. Od początku mąciła – rzuciła z przekonaniem Kristin. – Po prostu ją zabijmy.
– Popieram. Tylko Kristin może się nade mną znęcać – wtrącił William, unosząc rękę ku góry. – Puśćmy ją z dymem i tyle.
Rufus wywrócił oczami, przez moment wyglądając na chętnego do tego, żeby się ewakuować.
– Właśnie dlatego miałem wątpliwości, czy w ogóle zaczynać temat. Mieliście okazję się popisać, ale na moje oko wyglądało tak, że Claudia robiła z wami to, co chciała.
– A z tobą nie? – obruszyła się Kristin. – Myślałam, że trafi cię szlag, kiedy Layla oberwała.
Przez twarz naukowca przemknął cień, zaraz też wzmocnił uścisk wokół żony.
– W tym rzecz. Wykorzystała emocje, co zresztą dowodzi, że to jedyna z największych porażek natury – stwierdził ze spokojem. – Do tego cały czas dążyła przemiana: do eliminacji uczuć, co zresztą już wam tłumaczyłem.
– Jak jesteś taki mądry, to lepiej powiedz, co mamy zrobić z Isabeau – odezwała się Layla, przez ułamek sekundy czując się tak, jakby ktoś z całej siły uderzył ją w brzuch. Na moment zabrakło jej tchu, ale w porę zdołała nad sobą zapanować, raz po raz powtarzając sobie, że to po prostu Rufus; w jego przypadku delikatność papieru ściernego była czymś najzupełniej naturalnym, nawet jeśli sam zainteresowany nie widział w tego niczego złego. – Powiedziałeś, że to może nastąpić. Isabeau się załamała, ale…
– Nic – przerwał jej i to skutecznie zamknęło jej usta. Spojrzała na niego z niedowierzaniem, początkowo sama niepewna tego, co próbował jej przekazać. – Przynajmniej na tę chwilę.
– Co takiego…?
Rufus westchnął, po czym ujął jej twarz w dłonie, zdecydowanym ruchem zachęcając ją do tego, żeby spojrzała mu w oczy. Wydawał się obojętny na to, że nie byli sami i że ktokolwiek inny mógł się im przesłuchiwać. W tamtej chwili zwracał się do niej, na dodatek tym znajomym, rzeczowym tonem, który sprawiał, że nieśmiertelny wydawał jej się w pełni świadom i zrównoważony.
– Na tę chwilę i tak niczego nie zrobisz, zresztą tak jak i ja. Isabeau tutaj nie ma, a ja jestem skłonny założyć, że już dawno opuściła Miasto Nocy. Mówiłem, że może do tego dojść, a teraz… Z tym, że to o niczym nie musi znaczyć – oznajmił i zawahał się na moment. – Wszyscy widzieliśmy, jak zachowywała się w ostatnim czasie. Jeśli to jej sposób na to, żeby bronić się przed emocjami, to może trzeba jej na to pozwolić.
– Wyłączyła emocje – powtórzyła z naciskiem Layla. – Nie powiesz mi, że to dobrze! Każdy, kto to robił…
– Mówisz teraz o Dylanie, prawda? – przerwał jej zniecierpliwionym tonem. – To co innego. Oni żyli w zamknięciu, poza tym… Cóż, byli szaleni. Isabeau do tej pory trzymała się dobrze. Jasne, mogła się załamać, ale to jeszcze nie znaczy, że utraciła człowieczeństwo – dodał i z zaskoczeniem przekonała się, że wyjątkowo próbował ją pocieszyć, i to pomimo tego, że wszyscy wiedzieli jaka jest prawda.
– Więź zniknęła, Rufus – oznajmiła wprost. – Między mną a Beau. To też nic nie znaczy? – rzuciła z powątpiewaniem i to skutecznie zamknęło mu usta.
Tym razem nie odpowiedział, co wydało jej się gorsze od potwierdzenia albo nawet wymuszonego zaprzeczenia. Czuła, że wszystko jest nie tak i że chociaż to wydawało się niemożliwe, może być jeszcze gorzej. Zmęczenie stopniowo dawało jej się we znaki, dopiero w tamtej chwili w pełni uprzytomniając, jak bardzo była zmęczona, chociaż usiłowała z tym uczuciem walczyć. Srebro – choć rozcieńczone – wciąż było w stanie na nią wpłynąć, kiedy zaś zabrakło adrenaliny, która dotychczas utrzymywała ją na nogach, sama zaczęła wątpić w to, jakim cudem wciąż była w stanie zachować przytomność.
Rufus musiał to zauważyć, bo pozwolił na to, żeby ułożyła głowę na jego ramieniu. Odniosła wręcz wrażenie, że chciał tego, żeby zasnęła, by mieć pewność, że przynajmniej do chwili przebudzenia nie narazi się na niebezpieczeństwo, impulsywnie decydując się na coś, co z logicznego punktu widzenia nie miało racji bytu.
– Na razie dajcie spokój… A przynajmniej dajcie go mnie, bo nie zamierzam pilnować, żeby was nie pozabijali tam na zewnątrz – odezwał się zniecierpliwionym tonem wampir. – Róbcie co chcecie, ale tutaj, bo rzucanie się na Claudię to jak prośba o kołek w serce… I to posrebrzany najpewniej – dodał z naciskiem. – Layla idzie się położyć, wy nie przeszkadzacie, a potem pomyślimy, co zrobić dalej. Pewnie wypadałoby się zatroszczyć o resztę, więc jeśli macie jak się ze sobą skontaktować, to próbujcie. Nie jestem tym zachwyconym, ale w razie czego zawsze mogą przyjść tutaj.
– Theo pewnie wie, że coś jest nie tak – stwierdziła Kristin. – Powiem mu, żeby zajrzał w kilka miejsc. Jemu nic nie zrobią – dodała, ale do jej głosu wkradła się nutka wahania.
– Świetnie. – Rufus podniósł się błyskawicznie, bez większego wysiłku biorąc Laylę na ręce. Machinalnie zarzuciła mu obie ręce na szyję, walcząc o zachowanie przytomności. – Musicie się jakoś zorganizować, chociaż prawda jest taka, że najbezpieczniej byłoby poza Miastem Nocy, przynajmniej tymczasowo. Nie wierzę, że to mówię, ale wracamy do Seattle – oznajmił i to wystarczyło, żeby ją pobudzić.
– Ale…
Uciszył ją spojrzeniem.
– Claire tam została, a to mi się nie podoba. Claudia omal nie zabiła tej małej Irys i to tylko po to, żeby zatrzymać Williama. To po pierwsze – powiedział z naciskiem i musiała przyznać, że zabrzmiało to sensownie. – Dwa, skoro nie ma Isabeau, to ty masz największy posłuch pośród tych dzieciaków, a to niedobrze. Co więcej, twojej siostry już tutaj nie ma, a brat pewnie już planuje urządzić małą apokalipsę. Mam mówić dalej, czy rozumiesz, co mam na myśli?
Jęknęła cicho, bezwładnie osuwając się w jego ramionach.
Och, rozumiała aż nazbyt wiele i właśnie to było najgorsze.

1 komentarz:

  1. "Tylko Kristin może się nade mną znęcać" <333 William jest cudowny, wiesz? Nie wiem jak ty w ogóle mogłaś wpaść na pomysł, żeby faceta chociaż spróbować zabić! :D Ale wracając... Ja jestem.jak najbardziej za pomysłem, aby zabić Claudię. Hej, to będzie najlepsza decyzja jaka będą mogli podjąć! Ja naprawdę nie miałabym nic przeciwko, gdyby się pozbyli tej wampirzycy. ;3
    O, wracają do Seattle. Jak miło ciekawe co powie tatuś jak się dowie, że jego córke zaczął zaczepiać wilczek. Lepiej niech Seth korzysta póki może, bo długo to z Claire porozmawiać nie będzie mógł. Troskliwy tatuś na pewno zapewni coreczke bezpieczeństwo i przebywanie z dala od chłopaka. xD Biedny, biedny Seth :p
    Ciekawi mnie strasznie gdzie się teraz znajduje Isabeau i co z nią się dzieje. Chociaż z tego co mi mówiłaś o niej i braciszku to raczej daleko nie pojedzie, albo i razem z nimi do Seattle pojedzie. Sama już nie wiem, tak tylko sobie dumam, gdzie to zrobi...^^
    Gabi. :3

    OdpowiedzUsuń




After We Fall
stories by Nessa