17.03.2016

Sto czterdzieści pięć

Layla
Czuła, że wszystko jest nie tak. Obserwowała Isabeau i to wystarczyło, żeby zorientowała się, że jej siostra nie jest po prostu wściekła. To było coś o wiele więcej niż zwykły żal i chociaż po tym, co miało miejsce w Niebiańskiej Rezydencji, rozżalenie wydawało się czymś w zupełności zrozumiałym, zachowanie Beau z miejsca utwierdziło jej w przekonaniu, że wampirzyca zdecydowanie nie zamierzała zadowolić się samą tylko możliwością nakopania Claudii do tyłka.
Obie nieśmiertelne trwały w swego rodzaju śmiertelnym tańcu, naprzemiennie doskakując i odskakując od siebie. W ich ruchach było coś drapieżnością, nie pozostawiającego miejsca na wątpliwości, czego tak naprawdę chciały. To nie była zwykła walka, ale coś o wiele bardziej śmiercionośnego; obie nieśmiertelne z oszałamiającą wręcz zawziętością walczyły o to, by nie tyle zranić, co wręcz zabić siebie nawzajem. Zwłaszcza w przypadku Isabeau rzucało się to w oczy, a Layla nie potrafiła sobie przypomnieć, czy kiedykolwiek w ruchach siostry widziała tak wiele agresji. Zwykle niebieskie tęczówki błyszczały czerwienią, a wraz z każdym kolejnym atakiem, Isabeau coraz bardziej zatracała się w walce, przypominając niebezpieczną maszynę do zabijania.
Skupiona na walce, nie od razu zauważyła, że oddech Irys przyspieszył. Początkowo nie zwróciła na to uwagi, po chwili jednak instynktownie zdecydowała się na dziewczynę spojrzeć. Wciąż siedziała u boku Williama, najwyraźniej nie czując się na tyle pewnie, żeby stanąć na nogi, a może po prostu nie chcąc zostawiać chłopaka. Layla wciąż nie miała pewności, czy jej podejrzenia są słuszne, ale zdążyła zaobserwować dość, żeby założyć, że kwestię szukania Willowi partnerki miały już z głowy – z tym, że nie miała jeszcze pewności czy to dobrze, czy może wręcz przeciwnie. Jakkolwiek by jednak nie było, liczył się sam fakt tego, że dziewczyna wyglądała tak, jakby za moment miała się popłynąć, rozszerzonymi do granic możliwości, zaszklonymi oczami wpatrując się ni mniej, ni więcej, ale właśnie w Isabeau.
– Irys…? – zaczęła z wahaniem Layla, próbując zwrócić na siebie uwagę dziewczyny.
– Ciemność – odezwała się tamta drżącym głosem. Jeszcze więcej łez napłynęło jej do oczu i już nawet nie próbowała jej powstrzymać. – Ciemność jest coraz bliżej. Jest jej coraz więcej i… Och, na litość bogini, niech ktoś ją powstrzyma!
Dopiero w chwili, w której powietrze wokół po raz kolejny zawirowało od mocy, do Layli w pełni dotarło, że mówiła o Isabeau. Poczuła, że blednie, kiedy zaś poderwała głowę, przekonała się, że Beau wyglądała tak, jakby nagle znalazła się w samym środku huraganu. Ciemne włosy wirowały wokół jej głowy, wzburzone i przypominające czarną aureolę albo… skrzydła. Królowa aż pulsowała od zgromadzonej w jej ciele mocy, potężna jak nigdy, w swego rodzaju mroczny sposób piękna i bez wątpienia niebezpieczna. Stała wyprostowana, rozświetlona rodzajem wewnętrznego blasku i bez wątpienia gotowa na wszystko, co tylko mogłoby się okazać konieczne, by mogła osiągnąć swój cel. Layla aż nazbyt dobrze rozumiała chęć zabicia Claudii, ale nawet Beau nie postępowała w ten sposób; różnica była aż nazbyt wyraźna, a ona poczuła, że natychmiast musi coś zrobić, zanim sytuacja ostatecznie wymknie się spod kontroli.
Coraz bardziej przerażona, w oszołomieniu spojrzał na Rufusa, próbując doszukać się w jego twarzy i oczach czegoś, co utwierdziłoby ją w przekonaniu, że właśnie działo się coś niebezpiecznego, co natychmiast powinni przerwać, ten jednak jak zwykle okazał się panować nad sobą o wiele lepiej niż ktokolwiek inny. Mimo wszystko Layla zdołała doszukać się w jego spojrzeniu niepokoju, ale przede wszystkim fascynacji, kiedy z uwagą przypatrywał się Isabeau. Zacisnęła usta, przez dłuższą chwilę mając ochotę na niego naskoczyć za to, że akurat w tej sytuacji mógłby spoglądać na jej siostrę tak, jak na ciekawy obiekt naukowy, zamiast należycie przejąć się problemem, jednak zdecydowanie nie miała na to czasu.
– Isabeau! – zawołała i coś ścisnęło ją w gardle, zdradzając narastający z każdą kolejną sekundą lęk. – Beau, przestań! Przestań, bo…
Nie przestała.
Nawet nie drgnęła w odpowiedzi, zimna i wyniosła, w pełni koncentrując się na swoim gniewie. Moc wciąż wypełniała jej ciało, kiedy zaś Isabeau zdecydowała się ją uwolnić, efekt okazał się piorunujący i wręcz nie do zniesienia. Krzyk Claudii miał w sobie coś, co sprawiało, że Layla zapragnęła pójść w ślady Irys i w dziecinnym odruchu zakryć uszy dłońmi. Nie chodziło o to, czy kobieta zasłużyła sobie na gniew Isabeau, tym bardziej, że sama dopiero co miała ochotę ją zabić w odwecie z siostrę, Williama, Kristin i samą siebie, ale przede wszystkim o to, co było słuszne. Problem leżał w samej Beau, która w ułamku sekundy przeistoczyła się w kogoś obcego i znajomego zarazem, co samo w sobie wydało się niepokojące. Co więcej, wciąż postępowało, by w końcu osiągnąć swoje apogeum, a potem…
To nie była widoczna zmiana, ale Layla poczuła ją wyraźnie, nie po raz pierwszy w ostatnim czasie odbierając emocje należące do siostry. Była pewna, że Gabriel również to poczuł, być może nawet w większym stopniu niż ona, skoro nie miał okazji przygotować się do tego, co miało nastąpić. Sama wciąż nie mogła w to uwierzyć, chociaż podświadomie wiedziała, w pamięci wciąż mając to, co już pierwszego dnia zauważył Rufus: że ważnym było to, by nie pozwolić Isabeau utracić tego, co najważniejsze – człowieczeństwa.
Skoro tak, to znaczyło, że właśnie zawiedli.
Do tej pory nie zdawała sobie sprawy z tego, jak wiele emocji odbierała ze strony Isabeau – zwłaszcza tych negatywnych, związanych z bólem straty, której doświadczyła. Dopiero w chwili w której to wszystko zniknęło, a cierpienie zastąpiła oszałamiającą wręcz pusta, do Layli dotarło, jak daleko w swoim żalu zapędziła się jej siostra. Ta cisza była niczym wyrok, w pierwszej chwili niosąc ze sobą swego rodzaju ukojenie, by już w następnej sekundzie przynieść ze sobą wyłącznie strach – i to należący tylko i wyłącznie do niej, bo ze strony kapłanki nie odbierała już niczego.
Więź zniknęła – tak po prostu, nie tyle zdenerwowana, co zatracona, zupełnie jakby nigdy wcześniej jej nie było. To wydawało się logiczne, skoro opierała się nie tylko na mocy, ale przede wszystkim na uczuciach, które zapewniały jej trwałość. Teraz nie było już niczego, co nadawałoby sens dalszemu istnieniu połączenia – wyłącznie pustka, co nagle wydało się Layli o wiele gorsze od śmierci czy dotychczasowego gniewu.
Isabeau wciąż tkwiła w tym samym miejscu, beznamiętnie wpatrując się w Claudię. Wampirzyca przestała krzyczeć, znajdując w sobie dość determinacji, by zapanować nad cierpieniem, które zadawała jej przeciwniczka. Chociaż to wydawało się niemożliwe, jakimś cudem zdołała się posunięć, wspierając na łokciach i z uporem dźwignąć do pozycji siedzącej. Zaraz po tym poderwała się na równe nogi, bez jakiegokolwiek ostrzeżenia rzucając się wprost na Beau, ta jednak wydawała się przygotowana na jakąkolwiek formę ataku. Na ułamek sekundy obie straciły równowagę, by po chwili wylądować na ziemi, kapłanka jednak nie zamierzała czekać aż Claudia ponownie spróbuje skoczyć jej do gardła. W pośpiechu przetoczyła się, zarzucając z siebie stwórczynię Dimitra i skutecznie odpychając ją na względnie bezpieczną odległość. Kobieta nawet się nie skrzydła, tym razem nie zamierzając ponowić ataku; w zamian poderwała się na równe nogi i najzwyczajniej w świecie rzuciła się do ucieczki, ani razu nie oglądając się za siebie. Jej decyzja była niczym sygnał dla wszystkich obecnych, a okolica w krótkim czasie opiekowała, kiedy strażnicy Dimitra wycofali się wraz ze stwórczynią króla. Cisza, która zapadła, dosłownie dzwoniła w uszach, gorsza niż chaos i zamieszanie, choć Layla i tak przyjęła ją z większą wdzięcznością od udręczonych wrzasków Claudii.
Isabeau nawet nie drgnęła, wciąż jarzącymi się na czerwoni oczami spoglądając w ślad za swoją przeciwniczką. Nie wydawała się rozżalona, tak po prostu zła albo poirytowana tym, że kobieta mogłaby się wycofać. Nie sprawiała również wrażenia kogoś, kto jest z siebie w otwarty sposób zadowolony, chociaż na jej ustach z wolna pojawił się zdawkowy, olśniewający uśmiech. Gest nie objął oczu, ale to nie miało znaczenia, bo zarówno w spojrzeniu, jak i wyrazie twarzy siostry, Layla doszukała się czegoś, czego nie potrafiła tak po prostu nazwać słowami, a co w zupełności wystarczyło, żeby przyprawić ją o dreszcze.
Dziwnie roztrzęsiona i oszołomiona, zdołała jako pierwsza znaleźć w sobie dość odwagi do tego, żeby ruszyć się z miejsca. Ostrożnie przesunęła się w stronę Isabeau, rozdarta pomiędzy pragnieniem, by dopaść do Beau i wziąć ją w ramiona, a irracjonalnym podszeptem intuicji, który nakazywał jej trzymać się z daleka. Nie potrafiła sobie nawet wyobrazić tego, że Isabeau mogłaby ją tak po prostu skrzywdzić, a jednak…
– Nie patrz na mnie tak, jakbyś widziała mnie po raz pierwszy, siostrzyczko. – Słowa wampirzycy ją zaskoczyły, tak jak i to, że ta jak gdyby nigdy nic zdecydowała się zwrócić do niej, przenosząc nań spojrzenie tych nieziemskich oczu. Czerwony błysk zdążył zniknąć, ale w spojrzeniu wciąż dało się doszukać czegoś nieludzkiego, co sprawiało, że nie niebieskie niczym zamarzająca woda tęczówki lśniły w subtelny, niespotykany dotychczas sposób. – To wciąż ja.
– Isabeau, amore, dobrze się czujesz? – zapytała wprost Allegra, ubiegając zbyt oszołomioną, by tak po prostu się odezwać, Laylę.
Kobieta przedmieścia się, błyskawicznie materializując się u boku córki. Wydawała się podenerwowana, zwłaszcza kiedy z uwaga spojrzała na Isabeau, wyraźnie zaniepokojona jej zachowaniem. Z jakiegoś powodu Layla odniosła wrażenie, że odpowiedź na pytanie jest dla Allegry nader istotna, zupełnie jakby od tego, co miała usłyszeć, zależało dosłownie wszystko.
Isabeau nawet się nie zawahała. Jej oczy po raz kolejny zalśniły tym dziwnym, niepokojącym blaskiem, a uśmiech stał się jeszcze bardziej olśniewający.
– Oczywiście, mamo – zapewniła i zabrzmiało to szczerze. – Jest nawet lepiej niż dobrze.
Jej głos brzmiał inaczej niż zazwyczaj, nie zdradzając żadnych uczuć, które mogłyby posłużyć za wskazówkę w próbie zrozumienia tego, co dziewczyna musiała tak naprawdę czuć albo myśleć. Była spokojna i nic nie wskazywało na to, że dopiero co mogłaby chcieć roznieść na kawałeczki Claudię i każdego, kto mógłby mieć czelność ją przed tym powstrzymywać. Od Beau bił chłód i to samo w sobie wydało się Layli niepokojące, o wiele bardziej niż cokolwiek innego i to łącznie z wybuchem, którego doświadczyła jej siostra.
– Jesteś pewna? – wykrztusiła, jedna znajdując w sobie dość siły na to, żeby się odezwać. Zmierzyła wampirzycę wzrokiem, coraz bardziej zaniepokojona; coś zdecydowanie było nie tak, chociaż…
– W zupełności. – Isabeau spojrzała jej w oczy. – Powiedziałabym, że od dawna nie czułam się aż tak dobrze – dodała z naciskiem, co skutecznie wytrąciło Laylę z równowagi.
Problem leżał w tym, że Beau wydawała się w zupełności szczera, nawet jeśli coś w jej zachowaniu wydawało się sugerować zupełnie odwrotny stan rzeczy. Chociaż zachowywała się naturalnie, przynajmniej na pierwszy rzut oka, zarówno jej słowa, ton, jak i gesty, wydawał się zaprzeczać temu, co sugerowała. Layla wciąż nie mogła pozbyć się niejasnego wrażenia, że spogląda na kogoś innego – obcego, nawet jeśli bez wątpienia miała przed sobą Isabeau.
– Co masz na myśli? – zapytała, zanim zdążyła ugryźć się w język. – Isabeau… – zaczęła raz jeszcze i zawahała się, bo coś w spojrzeniu kapłanki sprawiło, że momentalnie straciła chęć do tego, żeby drążyć temat.
– To może poczekać – wtrącił Rufus. Nie miała pewności, czy to przypadek, że zdecydował się zmienić temat, czy może zrobił to specjalnie, by powstrzymać ją przed prowokowaniem siostry, ale i tak była mu za to wdzięczna. – Nie żebym chciał być uciążliwy – podjął pozornie spokojnym tonem naukowiec – ale tkwienie w środku lasu nie jest w tym momencie najlepszą alternatywą.
– Ma rację. Beau, amore, chodźmy do domu – podchwyciła natychmiast Allegra. – Mówiłam poważnie o tym, że udzielę schronienia każdemu, komu będę chciała. Nie wiem, co tutaj się dzieje, ale nie podoba mi się to. Kristin, William, Irys i Lilianne też nie mają się czego przy mnie obawiać – dodała, kiwając głową w stronę grupki nieśmiertelnych.
– W takim razie idźcie, bo Will może nie mieć tyle czasu – rzuciła obojętnym tonem Isabeau.
Miała rację, jednak to nie ta kwestia wydała się Layli najbardziej niepokojąca. W tamtej chwili istotniejsze było to, co wydawała się sugerować swoją wypowiedzią jej siostra.
– Beau…
Wampirzyca uciszyła ją spojrzeniem.
– Nie mam ochoty na to, żeby wracać do domu – oznajmiła ze spokojem, tak lekkim tonem, jakby dyskutowały na temat równie lekki i nic nieznaczący, co pogoda. – W zasadzie nie chcę już niczego, co ma związek z tym miejscem.
– Chwila, bo chyba się pogubiłem. – Layla aż wzdrygnęła się, kiedy pomiędzy nią a Allegrą bezceremonialnie zmaterializował się Marco. – Co ty właściwie…?
– Jeszcze nie wiem – przerwała mu rozdrażnionym tonem Isabeau – ale najpewniej zrobię to, co powinnam była zrobić już dawno temu: odejdę.
Jej słowa zabrzmiały lekko i beztrosko, zupełnie nie pasując do sensu, który nadała im wampirzyca. Początkowo Layla nawet nie zwróciła uwagi na przekaz, mając wrażenie, że Beau sobie żartuj albo że przynajmniej zwracała się do niej w jakimś obcym, niezrozumiałym języku. Dopiero po chwili jej umysł zdecydował się jednak przetworzyć to, co sugerowała siostra, jednak nawet wtedy nie poczuła się gotowa na to, by przyjąć tę jedną kwestię do wiadomości.
– Co ty mówisz? – wyrzuciła z siebie na wydechu, a przynajmniej próbowała, bo jej głos okazał się niewiele głośniejszy od szeptu. Coś ścisnęło ją w gardle, jednak nawet wtedy nie pozwoliła sobie na to, żeby zamilknąć, nie wyobrażając sobie milczenia w takiej sytuacji. – Przecież ty nie możesz tak po prostu…
– Nikt nie będzie mi mówił, co mogę, a czego nie mogę robić!
Aż wzdrygnęła się, co najmniej oszołomiona tym, że Isabeau jak na zawołanie podniosła głos. Postać nieśmiertelnej zamazała się na ułamek sekundy, kiedy dziewczyna skoczyła w stronę Layli, stając tak blisko, że ta poczuła jej oddech na policzku. Po raz kolejny naszła ją niepokojąca chęć, żeby się od siostry odsunąć, chociaż z porem powtarzała sobie, że to nie ma sensu. Potrafiła sobie wyobrazić naprawdę wiele, zwłaszcza kiedy w grę wchodziła podenerwowana Beau, jednak w takim stanie nie sądziła, by wampirzyca mogła ją zaatakować.
Nie, to zdecydowanie nie wchodziło w grę.
– Nie to miałam… – zaczęła, chcąc pośpiesznie się zreflektować, wampirzyca jednak nie dała jej po temu okazji.
– Bez znaczenia – stwierdziła zdecydowanym tonem. Layla skrzywiła się, przez ułamek sekundy czując się tak, jakby ktoś próbował ją uderzyć. – Postawmy sprawę jasno: nic już mnie tutaj nie trzyma. Przestańcie spoglądać na mnie tak, jakbyście sądzili, że jestem słaba, bo nieprawda. To, co działo się ze mną w ostatnim czasie… Ale to jest przeszłość – oznajmiła zdecydowanym tonem głosu. Jeszcze kiedy mówiła, ujęła obrączkę, zdobiącą jeden z palców jej dłoni, po czym z lekkością zsunęła ją, by móc wcisnąć w rękę zaskoczonej Layli. – Oddaj to mojemu mężowi, gdybyście się widzieli… Och, albo najlepiej Claudii. Zaoszczędzą na biżuterii – zadrwiła.
– Isabeau…
Wampirzyca gniewnie mrużyła oczy.
– Co takiego? – zapytała, potrząsając z niedowierzaniem głową. – To nie jest moja decyzja. Podjęli ją za mnie, a skoro tak… Ale to nigdy nie było życie dla mnie, Lay. Tak naprawdę nigdy nie powinnam była tutaj wrócić – stwierdziła i zaśmiała się cicho, w całkowicie pozbawiony wesołości sposób. – Powinnam się już do tego przyzwyczaić. Każda z moich decyzji prędzej czy później okazywała się błędem, jeśli tylko w grę wchodziły uczucia i… Nie, nie przerywaj mi! A skoro już musisz, to podaj mi przykład chociaż jednej, jedynej rzeczy z której mogę być dumna.
– Twoje dzieci – wypaliła natychmiast Layla. – Aldero i Cammy to nie rzeczy, ale tak jest lepiej. Są znacznie ważniejsi, zwłaszcza dla ciebie, Beau… Poza tym masz mnie – dodała z naciskiem. – Nas.
– Moje dzieci… – Isabeau westchnęła cicho. – Dzieci, których ojcem jest jedyna osoba, która tak naprawdę na mnie zasłużyła. Czy to nie ironiczne, Lay? Drake nigdy mnie nie zdradził.
– Drake zabił twojego brata.
Dopiero po chwili dotarło do niej, że być może posunęła się za daleko, ale już nie miała sposobności do tego, żeby cokolwiek zmienić. Zanim zdążyła zastanowić się nad tym, jak zareagować i co powiedzieć, Beau przemieściła się, popychając ją do tyłu i bez jakiegokolwiek ostrzeżenia zaciskając dłoń na jej gardle.
– Nie wypowiadaj się na tematy o których nie masz pojęcia! – syknęła gniewnie, a jej oczy na powrót zalśniły czerwienią. Zmiana w jej nastroju dosłownie oszołomiła Laylę, bardziej spektakularna i kontrolowana niż to, czego nie raz doświadczała ze strony Rufusa. – To nigdy nie była wina Drake’a, rozumiesz?! W dniu jego śmierci… Zabiłam miłość życia, chociaż tak naprawdę nigdy nie musiało do tego dojść! Czy ty w ogóle zdajesz sobie sprawę z tego, co to oznacza? To, co spotkało Aldero…
Urwała gwałtownie, w zamian koncentrując uwagę na Rufusie, który bezceremonialnie zdecydował się ją odsunąć. Layla jęknęła, kiedy uścisk palców Beau zelżał, a ona mogła nabrać tchu, jednak nie to wydało jej się w tamtej chwili najistotniejsze. Nawet się nie skrzywiła, ignorując narastający w piersiach kaszel; w oszołomieniu spojrzała kolejno na męża, a zaraz po tym na siostrę, która błyskawicznie oswobodziła się z uścisku wampira, materializując się w bezpiecznej odległości.
– Nigdy więcej… – zaczął Rufus, ale wampirzyca nie dała mu dojść do słowa, nagle wybuchając zimnym, pozbawionym wesołości śmiechem.
– Nie udawaj, że jesteś aż taki troskliwy. Oboje wiemy, że najchętniej rzuciłbyś mi się do gardła – stwierdziła i wymownie wywróciła oczami. – Będę robiła to, co tylko uznam za słuszne. Nie powstrzymujcie mnie, a wtedy nie będę musiała… robić takich rzeczy – dodała, potrząsając z niedowierzaniem głową. – Sęk w tym, że relacje między mną a Drake’m zawsze były proste, wręcz oczywiste. Kochaliśmy się i nienawidziliśmy wzajemnie, gotowi pozabijać, ale… Och, nawet to było oczywiste! On nigdy mnie nie zdradził, ale to już nie ma i nigdy więcej nie będzie miało znaczenia.
Jeszcze kiedy mówiła, przemieściła się, przybierając pozycję gotową do ataku. Roziskrzonymi, rubinowymi tęczówkami wodziła na prawo i lewo, szukając potencjalnego przeciwnika albo ofiary, chociaż do Layli wciąż nie docierało to, że jej siostra mogłaby posunąć się aż tak daleko. Czuła, że zaczyna brakować jej tchu, a odezwanie się chociaż słowem zaczęło nagle jawić się jako coś niemożliwego, co w najmniejszym wypadku nie miało racji bytu.
– Isabeau… – jęknęła, ta jednak najwyraźniej nie zamierzała wchodzić w jakiekolwiek głębsze dyskusje.
– Dla własnego dobra, po prostu dajcie wy mi wszyscy święty spokój – rzuciła chłodno.
Zaraz po tym jak gdyby nigdy nic odwróciła się na pięcie, by w ułamek sekundy później zaniknąć pomiędzy drzewami. Nikt nawet nie ruszył się z miejsca, trwając w bezruchu i ciszy, która nagle zapadła, wydając się aż do tego stopnia przenikliwą, że wręcz wydawała się dzwonić w uszach.
Layla jęknęła, po czym ciężko oparła się plecami o korę najbliższego drzewa, zsuwając się po niej do pozycji siedzącej. Usłyszała aż nazbyt znajomy dźwięk i chociaż nie była pewna tego, czy postępuje słusznie, pośpiesznie wyjęła telefon z kieszeni jeansów. Dłonie jej drżały, kiedy uniosła komórkę, decydując się jednak odebrać i w pośpiechu wyrzucić kilak istotnych słów, zanim jej rozmówca w ogóle zdążyłby się odezwać:
– Gabriel? – wyszeptała drżącym głosem, czując, że coś ściska ją w gardle, pozbawiając tchu. – Braciszku, ona to zrobiła… Nasza siostra właśnie zrzekła się człowieczeństwa.

1 komentarz:

  1. Hej :3 Niby powinnam wszystko skomentować w jednym komentarzu, ale po prostu wiem, że zapomnę co się działo i się skupie na tym co było w ostatnim rozdziale, więc skomentuje każdy po kolei. Ale żeby nie przedłużając wracam do rozdziału...:)
    Całkowicie rozumiem postępowanie Isabeau, poczuła się zdradzona i miała prawo do tego, żeby się pozbyć człowieczeństwa. Ale jednak mimo wszystko nawet jedna, krótszy rozmowa mogłaby wiele zmienić. Chociaż nie wiem czy mogłaby się dostać do Rezydencji, skoro Claudia wydała rozkazy, aby złapać/zabić nowe wampiry mogłaby mieć nieco trudności. Ale to w końcu Beau, ona zrobi tak jak uważa. Szkoda mi jej strasznie, bo znowu dostaje po tyłku chociaż nie zasłużyła. Najwyraźniej każde dobre postacie tak mają ;_;
    Myślałam, że z nimi pójdzie do domu, ale nie. Chyba nie powinnam być zaskoczona jej decyzja. Miała prawo do tego, aby tak zrobić. Jestem ciekawa co będzie dalej:) Lece czytać następne rozdziały, obym dostała odpowiedzi. :p
    Gabi^_^

    OdpowiedzUsuń




After We Fall
stories by Nessa