13.03.2016

Sto czterdzieści jeden

Layla
– Chodźmy na spacer. Albo do miasta, rozerwiesz się trochę. – Zamilkła, po czym spojrzała wyczekująco na wpatrzoną w nią Isabeau. Siostra wpatrywała się w nią w co najmniej dziwny, pozbawiony emocji sposób, sprawiając wrażenie chętnej wyśmiać samą tylko propozycję wyjścia z bezpiecznego pokoju. – Isabeau…
– I co? – przerwała jej natychmiast wampirzyca. Odrzuciła ciemne włosy na plecy, po czym nieznacznie pokręciła głową. Jej błękitne oczy wydawały się ciemniejsze niż zazwyczaj i bardzo, ale to bardzo poważne. – Pójdziemy do kawiarni Michaela i będziemy udawać, że wszystko jest w jak największym porządku? A może powinnam ubrać jakaś skąpą, seksowną sukienkę i poszukać sobie… No, sama nie wiem, ale ktoś na pewno by się znalazł! – zadrwiła, po czym nagle wyprostowała się niczym struna, wygodniej siadając na łóżku. – Hej, to może być jakaś myśl! On świetnie bawi się z Claudią, więc ja pewnie też pozuje się lepiej, jeśli zrobię z siebie dziwkę!
Layla skrzywiła się, czując się trochę tak, jakby Beau próbowała ją uderzyć – i to dosłownie. Przez ostatnie dni dosłownie stawała na głowie, na wszystkie sposoby próbując jakkolwiek do siostry dotrzeć, byleby tylko ta choć na moment przestała zachowywać się w… taki sposób. Nie przypominała sobie, by kiedykolwiek wcześniej widziała wampirzycę w takim stanie, ale to wydawało się najmniej istotne, przynajmniej teoretycznie. Sęk w tym, że Isabeau coraz bardziej irytowały jakiekolwiek próby pocieszenia, przez co dotarcie do niej wydawało się graniczyć z cudem. Jakby tego było mało, wszystko to, co mówiła dziewczyna, coraz częściej przyprawiało Laylę o dreszcze, wzbudzając niepokój. Wampirzyca zawsze była sarkastyczna i zimna, ale w ostatnim czasie wydawała się przechodzić samą siebie.
Wypuściła powietrze ze świstem, szukając w głowie jakiejś sensownej odpowiedzi. Nie jako jedyna próbowała pomóc Isabeau, czy to proponując jakieś sensowne formy rozrywki, czy też po prostu będąc, kiedy miała wrażenie, że siostra tego potrzebuje. Coś musiało być na rzeczy, bo nawet Rufus na swój pokrętny sposób się starał, chociaż w jego przypadku sprowadzało się to przede wszystkim do milczenia i unikania złośliwych uwag pod adresem Beau, nawet kiedy ta zachowywała się w nieznośny sposób. Była jeszcze Allegra, która wydawała się mieć największe szanse na to, by dotrzeć do córki, a Layla była gotowa przysiąc, że matka pozostawała jedyną osobą, przy której Isabeau nie wstydziła się płakać. Również to właśnie kapłanka była w stanie wpłynąć na temperament Marco, który przynajmniej trzy razy na dobę musiał zacząć poważni rozważać zalety wtargnięcia do Niebiańskiej Rezydencji, pozbawienia Dimitra kilku istotnych części ciała, a na koniec zrównania budynku z ziemią, niezależnie od możliwych konsekwencji. W takich momentach zaczynała doceniać to, że Gabriel wciąż pozostawał w Seattle, w kilku krótkich rozmowach, na które się zdecydowała, wspominając o tym, że mieli z Nessie problemy z Jocelyne. To też ją zmartwiło, ale brat – najpewniej w odwecie za jej próby unikania tematu – nie zamierzał wnikać w szczegóły, woląc dla siebie zachować to, co działo się z jego córką.
No cóż, mogło być i tak, bo Layla jakoś nie miała złudzeń co do tego, że gdyby Gabriel pojawił się w Mieście Nocy i ocenił sytuację, najpewniej pierwszy raz od dawna okazałby się wyjątkowo zgodny z Marco – a to byłoby bardzo, ale to bardzo niedobre dla Dimitra.
– Nie to miałam na myśli – powiedziała na wydechu, korzystając z tego, że Isabeau w końcu zamilkła, ciężko opadając na materac i ukrywając twarz w dłoniach. Oddechu miała przyśpieszony i płytki, co najmniej tak, jakby właśnie została zmuszona do przebiegnięcia maratonu. – Możemy porobić coś innego, Beau. Posiedzimy w domu, włączymy jakiś film…
– Komedię romantyczną?
Zacisnęła usta, w duchu modląc się o odrobinę cierpliwości.
– Co będziesz chciała – zadecydowała w końcu. – To może być nawet jeden z tych idiotycznych horrorów, gdzie krew leje się litrami, a bohaterowie potykają się o poodcinane części ciała. Cokolwiek – dodała z naciskiem, chociaż to zachodziło na desperację; chociaż była wampirzycą, oglądanie takich scen zwykle było ponad jej nerwy.
– Jakie to miłe z twojej strony – mruknęła z przekąsem Isabeau, wywracając oczami.
Jej głos wciąż brzmiał inaczej niż zwykle, przytłumiony i… jakby odległy, chociaż Layla starała się nie zwracać na to uwagi, w zamian woląc skupiać się na próbach zmuszenia Isabeau do normalnego funkcjonowania. Chciała z nią rozmawiać albo przynajmniej zachęcić do tego, żeby przestała czuć się po domu niczym cień, przez większość czasu kryjąc się w pokoju. Takie zachowanie byłoby w stylu Rufusa, chociaż w przypadku naukowca pociąg do samotności był czymś w pełni naturalnym, a nie efektem szoku, którego doświadczyła Beau. Jakkolwiek by nie było, Lay była pewna, że odcinanie się od świata stanowiło najgorsze z możliwych rozwiązań dla jej siostry, nawet jeśli ta wydawała się mieć na tę kwestię zupełnie odmienny pogląd.
Spojrzała na Beau wyczekująco, ta jednak uparcie milczała, udając zainteresowaną jakimś bliżej nieokreślonym punktem przestrzeni. Layla zaczynała szczerze nienawidzić momentów, w których wampirzyca zachowywała się w ten sposób, bo ta obojętność i przeciągająca cisza wydawały się gorsze od krzyku. Chyba nawet to by wolała – wściekłą Isabeau, która miotałaby się na prawo i lewo, wyklinając, rzucając przedmiotami i sprawiając wrażenie chętnej rozszarpać na kawałeczki pierwszą osobę, która wpadłaby jej w ręce. Tak byłoby lepiej, a Lay chyba nawet po cichu liczyła na to, że jej siostra nie wytrzyma i pójdzie zobaczyć się z Dimitrem, przy okazji być może wydrapując oczy Claudii, gdyby ta napatoczyła się po drodze. Jakakolwiek forma działania wydawała się lepsza od bierności, zwłaszcza gdyby niosła ze sobą jakąkolwiek formę uczuć. Właśnie tych brakowało jej, kiedy obserwowała Isabeau, czekając i przekonując samą siebie, że wszystko jest w najzupełniejszym porządku, a jej siostra…
Sis? – zaryzykowała, ta jednak w odpowiedzi jedynie energicznie potrząsnęła głową.
– Nie, dzięki – oznajmiła z rezerwą. – Dobrze mi tutaj, Lay. Nie zmuszaj mnie do czegoś na co nie mam ochoty.
– Ale…
Isabeau gwałtownie poderwała głowę, jednak decydując się spojrzeć w jej stronę. W normalnym wypadku Layla uznałaby to za formę progresu, ale zdecydowanie nie to przyszło jej do głowy, kiedy siostra dosłownie spiorunowała ją wzrokiem. Zastygła w bezruchu, nagle oszołomiona i co najmniej skonsternowana wyrazem twarzy siostry, a już zwłaszcza tym, co jak na zawołanie podsunęła jej intuicja. Instynktownie napięła mięśnie, czując coraz silniejszą potrzebę wycofania się i obrony, chociaż zwłaszcza ta druga kwestia wydawała się czymś niedorzecznym. Co więcej, chociaż spoglądała w oczy Beau i te były po prostu niebieskie, przez ułamek sekundy miała nieodparte wrażenie, że dostrzega w nich znajome, czerwone błyski.
Wyjdź!
Zacisnęła dłonie w pięści, decydując się nawet słowem nie komentować mentalnego rozkazu, który rozbrzmiał w jej umyśle. Raz jeszcze spojrzała na zastygłą w bezruchu Isabeau, po czym odwróciła się na pięcie i szybkim krokiem ruszyła w stronę drzwi, chcąc jak najszybciej wyjść z sypialni. Trzęsła się, chociaż to w pełni dotarło do niej dopiero w chwili, w której znalazła się na korytarzu, starannie zamykając za sobą drzwi i machinalnie opierając się o nie plecami. Również wtedy dotarło do niej to, że już od dłuższej chwili wstrzymywała oddech, dlatego pośpiesznie wypuściła powietrze z płuc, potrząsając z niedowierzaniem głową i czując się trochę tak, jakby ktoś zdzielił ją czymś ciężkim po głowie.
– Coś kiepsko ci poszło – usłyszała i omal nie wyszła z siebie, słysząc spokojny głos Rufusa.
Wampir stał zaledwie kilka metrów dalej, obserwując ją z przesadnym wręcz zainteresowaniem. W przeciwieństwie do Layli, jak zwykle doskonale panował nad emocjami, bez trudu będąc w stanie ukryć to, co w tamtej chwili musiało chodzić mu po głowie. Jak zwykle również poruszał się w bezszelestny sposób, bez trudu będąc w stanie ukryć swoją obecność i najwyraźniej nadal nie rozumiejąc tego, że nie znosiła, kiedy zachodził ją w ten sposób. Z drugiej strony, być może to z nią w nerwach nie było najlepiej, a przejęta Beau traciła czujność, chociaż… Cóż, bardziej prawdopodobne wydawało się to, że Rufus najzwyczajniej w świecie lubił czasami zabawić się jej kosztem.
– Słyszałeś – zarzuciła mu, pośpiesznie prostując się i ruszając w jego stronę. – Och, ciszej! Beau jest… w specyficznym nastroju.
– Moja droga, tutaj nawet szept słyszalny jest w całym domu. Naprawdę uważasz, że ona nas nie…? – zaczął, ale zdecydowała się mu przerwać:
– Uważam, że powinniśmy zejść na dół.
Przez twarz naukowca przemknął cień, ale przynajmniej nie próbował dręczyć jej przez to, że zdecydowała się mu przerwać. Mogła tylko zgadywać, jak sama brzmiała i wyglądała, ale skoro nawet Rufus zdecydował się jej ulec, coś zdecydowanie musiało być na rzeczy.
Wciąż się zamartwiała, kiedy znaleźli się w salonie. Jeszcze na ułamek sekundy przed tym, jak przekroczyła próg, uświadomiła sobie, że nie są sami – i że zdecydowanie nie towarzyszą im ani Allegra, ani Marco.
– Cześć! – rzuciła zaskoczona, mimowolnie uśmiechając się na widok Kristin. – Nie wiedziałam, że…
– Często o mnie zapominasz. Zdążyłam się przyzwyczaić – przerwała zniecierpliwionym tonem wampirzyca, wymownie wywracając oczami. – A tak poważniej rzecz ujmując, to jak sytuacja?
Kristin wsparła obie dłonie na biodrach, tym samym wydając się bardziej zdecydowaną i nieskorą do tego, by na cokolwiek czekać. Czarne włosy miała w nieładzie, co nie było do niej podobne, a co ostatecznie Layla uznała za efekt pośpiesznie zrzuconego z głowy kaptura ciemnej peleryny, którą dziewczyna miała na sobie. Wydawała się bledsza niż zazwyczaj i bez wątpienia zdenerwowana, co zwłaszcza w przypadku Kristin nie mogło wróżyć dobrze.
– Beau… potrzebuje czasu – wyjaśniła lakonicznym tonem, ostrożnie dobierając słowa. – Jest rozbita.
– To lepiej niech się szybko pozbiera, bo za moment trafi mnie szlag!
Z wrażenia aż uniosła brwi, co najmniej zaskoczona tonem, którym zwracała się do niej przyjaciółka. Nawet postawa Kristin wydawała się inna, a jej ruchy bardziej drapieżne, zdradzając wyraźne podenerwowanie. Gdyby wzrok mógł zabijać, wampirzyca bez wątpienia miałaby już na sumieniu przynajmniej kilka osób, nawet jeśli niedorzecznym wydawało się Layli to, żeby dziewczyna mogła być zdenerwowana na nią.
– Ech… Kristin? – zaryzykowała, zakładając ramiona na piersi. – Dobrze się czujesz?
– Ja? Zajebiście! – Brunetka prychnęła, po czym z niedowierzaniem pokręciła głową. – Jest cudownie, tym bardziej, że bez Isabeau wszystko się sypie! Kiedy którekolwiek z was ostatnim razem było w mieście, hm?
– O czym ty…?
Kristin wydęła usta, wyraźniej podenerwowana.
– O szlag, wy serio nic…? Słodka bogini, to niedobrze – oznajmiła spiętym tonem, nagle zaczynając nerwowo krążyć. – Wiem to i owo od Pavarottich, ale odkąd unikają Niebiańskiej Rezydencji, trochę trudno z przepływem informacji. Przynajmniej Theo wciąż wie o pewnych sprawach szybciej niż inni, ale nawet on… – Urwała, by móc złapać oddech. – Layla, powiedz mi szczerze… Co jest nie tak z Dimitrem?
– Zdajesz sobie sprawę z tego, że zaczynasz pleść od rzeczy? – zniecierpliwił się Rufus, jednak decydując się zabrać głos. – A tak swoją drogą… Kiedy ostatnio piłaś krew, co? – dodał i musiał trafić w sedno, bo kobieta zatrzymała się gwałtownie.
– Dobre pytanie – przyznała. – Ale nie o to chodzi! Powiem wam to wprost: znowu jesteśmy na czarnej liście!
Zamilkła, najwyraźniej nie będąc w stanie dodać niczego więcej. Wyglądała na chętną do tego, żeby roznieść na kawałki pierwszą rzecz, która wpadłaby jej w ręce, a jednak ostatecznie zdecydowała się tego nie robić. W zamian zastygła w bezruchu, gwałtownie zaciskając palce na oparciu najbliższego z krzeseł. Allegra nie będzie zadowolona, przeszło jej przez myśl, kiedy usłyszała wyraźne chrupniecie, które uświadomiło jej, że wampirzyca najpewniej właśnie uszkodziła mebel. Nie chciała jeszcze bardziej drażnić Kristin, bez trudu pojmując, że ta była w dość specyficznym, niebezpiecznym nastroju, ale sądząc po tym, co mówiła…
– Jednak Dimitr zdenerwował się na to, co stało się w rezydencji? – Rufus wydawał się sceptyczny, ale przynajmniej jako jedyny jak zwykle myślał w przesadnie wręcz praktyczny sposób. – Mów, co się dzieje. Na litość bogini, jeden, głupi dramat i zaraz…
– Ten jeden, głupi dramat – przerwała mu Kristin, ignorując to, że wampir dosłownie spiorunował ja spojrzeniem za to, że ważyła mu się przerwać – najwyraźniej odbił się na wszystkich. Coś wspominaliście, że ta Claudia to materiał na sukę, ale nikt nie powiedział, że ona aż tak się panoszy! – Dziewczyna urwała i z niedowierzaniem pokręciła głową. – To jeszcze nieoficjalne, ale wiem, że właśnie zaczęły się polowania. Tacy jak my znowu nie są tutaj mile widziani, rozumiecie? Tym razem to nie tak, że z braku pomysłów Dimitr kazał pozamykać tych, którym okazyjnie odbija. Claudia zrobiła z Beau wariatkę, a z ciebie, Lay, desperatkę, która przy pierwszej okazji próbowała zabić króla. Przy wcześniejszych akcja Williama to wygląda tak, że nagle wszyscy jesteśmy „niebezpieczni, okropni i stanowimy niebezpieczeństwo dla społeczeństwa” – syknęła, kreśląc w powietrzu cudzysłów. – To nie moje słowa, tylko to, co usłyszał Theo. Najgorsze jest to, że brak oficjalnego rozkazu nie przeszkadza im działać. Pytałeś mnie o krew, Rufus… Prawda jest taka, że właśnie cudem udało mi się umknąć z CK, bo jakiś kretyn próbował przebić mnie kołkiem i oddać w ręce Dworu. Przyszłam tutaj, bo mam bardzo proste pytanie… Co tu się, kurwa, dzieje?!
Spojrzeli na nią w osłupieniu, co najmniej zaskoczeni. Layla otworzyła i zaraz zamknęła usta, przez ułamek sekundy mając ochotę zakląć albo wprost zapytać dziewczynę, czy robiła sobie z niej żarty. Serce zabiło jej szybciej ze zdenerwowania, a ciało jak na zawołanie się nagrzało, kiedy ogień wypełnił jej żyły, reagując na coraz silniejsze wzburzenie. W tamtej chwili miała ochotę wypaść z domu, dostać do Niebiańskiej Rezydencji, a potem porządnie komuś nakopać – Dimitrowi albo najlepiej Claudii, bo wszystko wydawało się sprowadzać do niej. „Jak to możliwe?!” – tłukło jej się w głowie, ale żadne sensowne wyjaśnienie nie przychodziło jej do głowy. Uświadomiła sobie, że się trzęsie, ale i to wydawało się najmniej istotne, a Layla ledwo powstrzymała gniewne warknięcie, kiedy tuż u jej boku nagle zmaterializował się Rufus, jak gdyby nigdy nic kładąc jej obie ręce na ramionach. Ze świstem wypuściła powietrze z płuc, próbując się uspokoić i myśleć logicznie, ale nie była w stanie, a jedyny wniosek, który w naturalny sposób wysnuła, wydawał się sprowadzać do jednego stwierdzenia:
– On zwariował – oznajmiła z przekonaniem, zaciskając obie dłonie w pięści. – Dimitrowi już całkiem odbiło!
– Coś w tym jest, chociaż mnie bardziej zastanawia Claudia – stwierdził Rufus. – Nie ukrywajmy, Dimitr bez Isabeau robi różne rzeczy, ale to…
– Dimitr do tej pory nie pomyślałby nawet, by skrzywdzić moja siostrę, a co dopiero nas. Mnie naprawdę nie obchodzi kto i dlaczego do tego doprowadził! – nie wytrzymała, nagle tracąc cierpliwość.
Chciała dodać coś jeszcze, kiedy jakiś dziwny dźwięk przykuł jej uwagę. Drzwi w korytarzu otworzyły się gwałtownie, a kiedy we trójkę – ona, Rufus i Kristin – błyskawicznie zwrócili się w stronę wejścia, instynktownie przybierając pozycję gotową do ataku, omal nie zaatakowali Pavarottich, kiedy ci bezceremonialnie wpadli do domu. Layla wypuściła powietrze ze świstem, mając ochotę zapytać ich o to, czy całkiem już oszaleli ze swoją bezpośredniością, jednak coś w spojrzeniu Lucasa skutecznie przekonało ją do tego, żeby milczeć.
– Wiecie? – zapytał wprost Matt i zabrzmiał wyjątkowo poważnie, co w przypadku tego wampira zdecydowanie nie wróżyło dobrze.
– To, że znowu mamy problem? Toć to już tradycja – mruknął Rufus, ale nie zabrzmiało to szczególnie przekonywująco.
Lucas wywrócił oczami.
– Wolę nasze ceremonie. To bardziej przyjazna tradycja – stwierdził, ale wyraźnie nie było mu do śmiechu. – W mieście coś się dzieje. Chyba nie tylko Kristin zorientowała się, że coś jest nie tak, bo wampiry się burzą. Nie chcę nic mówić, ale komuś zdecydowanie pomieszał się zasięg kompetencji.
Jeszcze kiedy mówił, Layla zdecydowanym ruchem zrzuciła z ramion dłonie męża, nagle zaczynając niecierpliwie krążyć. William? Lilianne…?, pomyślała, bez chwili wahania decydując się wykorzystać telepatię, kiedy dotarło do niej, że problem mógł okazać się o wiele poważniejszy niż początkowo zakładała. Kristin była bezpieczna, przynajmniej w teorii, ale jeśli w istocie było aż tak źle, jak mówili Pavarotti i ona, to wszyscy mieli problem. W tamtej chwili martwiła się o Isabeau, ale prawda była taka, że komplikacje towarzyszyły im wszystkim – a ona była odpowiedzialna zarówno za siebie, jak i swoje dzieciaki. No, ona i Beau, ale ta w tej chwili była… średnio osiągalna. W takim wypadku Layla musiała wymyślić coś na tyle sensownego, by móc uprzedzić wszystkich; musieli zebrać się razem, a później…
– Layla?
Nie zareagowała, kiedy Rufus wypowiedział jej imię, zbytnio skoncentrowana na wykorzystywaniu mocy. Musiał zorientować się, co takiego robiła, bo zamilkł, pozwalając jej działać. Poczuła, że przyjemne ciepło rozchodzi się po całym jej ciele, niosąc ze sobą przyjemne rozluźnienie, chociaż nawet to nie sprawiło, że poczuła się lepiej. Potrzebowała planu i chociaż w przeszłości nie raz improwizowała, usiłując zachować pozycję, którą objęła całe wieki wcześniej. Wampirów w Mieście Nocy było dość, by zaczęła się przejmować, a skoro tak…
Nie doczekała się mentalnej odpowiedzi ze strony żadnego z telepatów, bowiem bez jakiegokolwiek ostrzeżenia coś innego skutecznie sprowadziło ją na ziemię, wyrywając z transu. Wyprostowała się niczym struna, z wrażenia aż zataczając się do tyłu i wpadając na Rufusa. Wyczuła, że wzdrygnął się, w pierwszym odruchu wydając się chętnym do tego, żeby się od niej odsunąć, kiedy ułożył dłonie na jej biodrach, co uprzytomniło jej, że krążący w jej ciele ogień wciąż dawał o sobie znać. Spróbowała nad sobą zapanować, ale to okazało się trudne, tym bardziej, że dźwięk, który usłyszała, wciąż trwał – i był bardzo, ale to bardzo niepokojący.
Było coś przeszywającego w głośnym, kobiecym krzyku. Layla zesztywniała, niespokojnie rozglądając się dookoła i ostatecznie koncentrując spojrzenie na Kristin, która wyglądała tak, jakby ktoś zdzielił ją czymś ciężkim po głowie.
– Irys – wyjaśniła w odpowiedzi na pytające spojrzenie przyjaciółki. Pokręciła głową, jakby chcąc odrzucić od siebie jakaś niechcianą myśl, po czym wyprostowała się i szybkim krokiem ruszyła w stronę korytarza. – Jestem pewna, bo z Beau dopiero co musiałyśmy… Nieważne. William ma kłopoty – oznajmiła, a Layla uniosła brwi.
– A co do tego…?
Kristin zniknęła jej z oczu, nagle rzucając się do biegu. Layla zaklęła i nie czekając na aż ktokolwiek zdecyduje się ją zatrzymać, biegiem ruszyła za dziewczyną. Nie musiała się odwracać, by zorientować się, że Rufus najpewniej nie zamierzał puszczać jej samopas, chociaż zdążyła już wielokrotnie udowodnić, że doskonale potrafiła poradzić sobie w pojedynkę.
Biegiem wypadła przed drzwi wejściowe, ruszając śladem Kristin w stronę linii drzew, kiedy wszystko poszło nie tak.
Na początku poczuła wilgoć, trochę tak, jakby nagle znalazła się w samym środku ulewy. Coś mokrego spłynęło po jej włosach i ciele, przyprawiając o dreszcze i poczucie dezorientacji. W nozdrza uderzył ją dziwny, ostry i dość charakterystyczny zapach, nim jednak zdążyła zorientować się, co to tak naprawdę oznacza, prócz oszołomienia poczuła coś jeszcze: silny, wręcz paraliżujący ból, który skutecznie ściął ją z nóg. Krzyknęła, chwytając się za głowę i bezskutecznie usiłując stwierdzić, dlaczego w kontakcie z cieczą, którą została oblana, całe jej ciało wydawało się wręcz pulsować palącym bólem.
– Lay… Layla, przepraszam! – doszedł ją znajomy głos, ten jednak wydawał się dochodzić jakby z oddali, pozbawiony jakiegokolwiek głębszego znaczenia.
Chwilę później wróciło do niej odpowiednie wspomnienie i zrozumiała wszystko.

1 komentarz:

  1. Hej:) Po pierwsze ten szablon jest niesamowity, wiem, że już Ci o tym mówiłam, ale powtórzę to raz jeszcze. Szablon jest prześliczny. :3 Joyce zaczyna się nieco przełamywać, a wizyta Beatrycze pewnie mocno na nią wpłynęła, zwłaszcza, że przez cały czas dziewczyna miała wrażenie, że siedzi przy niej jej kuzynka. Na początku szczerze mówiąc byłam zdziwiona, że to Elena tam jest, ale po kilku sekundach do mnie dotarło kim tak naprawdę Elena jest. :D Nic też dziwnego, że Joyce się trochę wystraszyła jak zdała sobie sprawę z tego, że to nie Cullen'ówna. Najmłodsza z Licavoli zaczyna się powoli otwierać przed rodzicami, a jej obawa przed ich reakcją jest najzupełniej normalna, a przynajmniej ja sądzę, że jest. W końcu nie każdego dnia rodzice się dowiadują, że ich córka widzi rzeczy. Mam nadzieję, że w końcu im w całości powie co takiego się wydarzyło i dlaczego cały czas jest taka przerażona. ;)
    Co do wczorajszego rozdziału, Boże niech ktoś wreszcie zabije Claudię. Ja naprawdę nie mam pojęcia dlaczego Dimitr nic z tym nie robi, cholera, te „nowe/złe/paskudne” wampiry to jego rodzina, chcąc nie chcąc też i jego żona jest jednym z tych „złych”, a on tak po prostu pozwoli, aby się takie rzeczy działy? Aż mnie coś bierze jak sobie pomyślę, że Claudia się panoszy po rezydencji jakby była u siebie i miała jakiekolwiek prawo do wydawania rozkazów. -,- Z niecierpliwością czekam, aż wreszcie ktoś jej nakopie w ten tyłek, przepędzi z Miasta Nocy, zabije, cokolwiek byle się jej oberwało -_-
    Niecierpliwie czekam teraz na następny rozdział. :D
    Pozdrawiam i weny!
    Gabi ;3

    OdpowiedzUsuń




After We Fall
stories by Nessa