02.12.2013

Sto trzydzieści

Layla
Wzburzona woda raz po raz uderzała o ścianę klifu. Layla spokojnym krokiem szła po wąskiej plaży u stóp urwiska, wpatrując się w srebrzysty w tym oświetleniu piasek. Odłamki krzemu tłumiły jej kroki, przez co doskonale słyszała swój przyspieszony oddech oraz trzepocące się w piersi serce. Natura zawsze miała w sobie coś kojącego, ale tym razem szum wody sprawił, że dotychczasowy niepokój wzrósł i już nie była w stanie nad nim zapanować. Bała się, ale nie o siebie, ale o Rufusa – ta jednak kwestia nie podlegała dyskusji, chociaż Layla wciąż wolała myśleć, że jednak jakimś cudem się pomyliła.
Ślady krwi zniknęły i teoretycznie powinna czuć się tym odkryciem uspokojona, ale to wydawało się niemal abstrakcyjne. Rufus szybko się regenerował, ale mimo wszystko coś go zraniło; nie wierzyła w to, żeby przypadkiem się skaleczył albo jakkolwiek sam przyczynił się do utraty krwi, bo to po prostu nie było do niego podobne. Szalony czy nie, Rufus wciąż pozostawał dostatecznie świadomy, żeby podświadomie unikać niebezpieczeństw.
Layla skrzywiła się, czując się nieswojo. Klif i plaża chyba już nigdy nie miały jej się kojarzyć z czymś dobrym, bo chociaż wiedziała, że to prawdopodobnie w tym miejscu Carlisle oświadczył się Esme, bardziej żywe było wspomnienie upadku Isabeau albo przebudzenia o którym siostra jej opowiadała. Teraz na dodatek poziom wody wydawał się podnieść, a przynajmniej tak się Layli wydawało, bo do tej pory nie odważyła się sama z siebie wkroczyć na przepełnioną wspomnieniami plażę. Teraz nie miała czasu na to, żeby koncentrować się na tym miejscu, ale i tak czuła się źle.
Zatrzymała się, chociaż niechętnie, ale nie miała innego wyboru. Szła bardzo blisko ściany klifu, bo woda uniemożliwiała bardziej swobodne poruszanie. Najwyraźniej niedawne opady musiały podnieść poziom zbiornika, bo nie przypominała sobie, żeby ktokolwiek mówił, że plaża jest aż tak wąska. Zmartwiło ją to, bo sama już nie miała pojęcia, gdzie powinna szukać Rufusa, w nie chciała nawet brać pod uwagę tego, że…
Z niepokojem spojrzała na atramentową wodę. Żywioły bywały niebezpieczne, ale to zwykle ogień robił najwięcej złego, jeśli chodziło o nieśmiertelnych, nigdy jednak nie słyszała o przypadkach utonięć. Nie było tak silnego prądu, który mógłby się równać wampirzej sile, wiedziała zresztą od Isabeau, że takim jak ona czy Rufus tlen jest już zbędny, jednak perspektywa i tak była niepokojąca.
Gdzie jesteś?, pomyślała, chociaż wiedziała, że nie otrzyma odpowiedzi. Nawet nie próbowała się wysilać, żeby wykorzystać telepatyczne zdolności, bo Rufus i tak nie był w stanie odczytać jej mentalnych nawoływań.
Wiatr rozwiał jej jasne włosy, rozpraszając ją kolejną dawką niepowiązanych ze sobą zapachów. Już nie potrafiła wyczuć Rufusa, obojętnie jak bardzo się starała. Nie widziała już krwi i jedynie instynkt podpowiadał jej, że znajduje się w dobrym miejscu. Nie było możliwości, żeby się pomyliła. Rufus nie mógł pójść nigdzie indziej, tym bardziej, jeśli faktycznie był ranny. Nie miała pojęcia, dlaczego w ogóle zdecydował się zejść w dół klifu, ale obawiała się, że to niekoniecznie była jego decyzja. Napięta do granic możliwości, czynnie rozglądała się dookoła, szukając jakiejkolwiek wskazówki albo czegoś, co świadczyłoby o czyjejkolwiek obecności, ale otaczają ją wyłącznie pustka.
Panika wzrastała, chociaż to wydawało się bezsensowne. Niewiele myśląc, Layla skoncentrowała się i rozesłała na wszystkie strony myśl sondującą, telepatycznie przeczesując teren w promieniu kilku kilometrów. Miała już dość wprawy, żeby wychwytywać tylko te informacje, które ją interesowały, dlatego bez trudu odcięła się od bodźców, które były jej zbędne.
Momentalnie pojawiło się kolejne rozczarowanie, kiedy nie uzyskała w ten sposób niczego – a przynajmniej tak jej się w pierwszej chwili wydawało. Sfrustrowana jęknęła i z całej siły uderzyła pięścią o ścianę klifu, próbując dać upust narastającej złości. Skała skruszyła się, a kilka drobnych odłamków stoczyło się na ziemię, znikając pośród ziarenek piasku. Layla zacisnęła powieki, po czym oparła się o ścianę, żeby w następnej sekundzie osunąć się po niej do pozycji siedzącej. Czuła gniew i cisnące jej się do oczu łzy, ale jakoś zmusiła się do tego, żeby je powstrzymać. Nie chciała płakać, nawet w samotności, bo słabość do niczego nie prowadziła, a już na pewno nie miała pomóc jej podjąć jakiejkolwiek sensownej decyzji.
Właśnie wtedy to poczuła. Siedziała w bezruchu, ciężko łapiąc oddech i walczą o zachowanie kontroli nad emocjami, kiedy wyczuła czyjąś obecność – ciepły blask, który mógł wiązać się tylko z jednym. Poderwała się gwałtownie, omal nie potykając się o własne nogi, po czym rozejrzała się dookoła, koncentrując się na tym słabym pulsowaniu mocy, blask jednak wydawał się gasnąć, jakby umykając jej zdolnościom. Raz jeszcze wykorzystała telepatię i wysłała kolejną sondującą myśl, tym razem na mniejszą skalę, ale odzew znów był nikły, a wcześniejsze ciepło się nie pojawiło. Miała wręcz wrażenie, że coś – albo ktoś – opiera się jej zdolnościom, próbując ukryć swoją obecność. To odkrycie ją zaskoczyło i jednocześnie sprawiło, że z większą determinacją skoncentrowała się na poszukiwaniach.
To nie mógł być Rufus. Miała do czynienia z telepatą i była tego pewna.
Layla zmarszczyła brwi, zaintrygowana. Teraz wyraźnie czuła opór, ale nie potrafiła określić jego konkretnego źródła. To nie miało sensu, ale miała wrażenie, że przeciwna jej energia wychodzi ze ścian, chociaż są żadne skarby nie potrafiła tego wyjaśnić.
Jednak z drugiej strony…
Zrozumienie pojawiło się nagle i całkiem ją oszołomiło. Jaskinie! Przecież doskonale wiedziała, że w okolicach klifu było pełno wnęk i różnorodnych jaskiń, które mogły posłużyć za idealną kryjówkę. Przecież nawet sama Isabeau powiedziała, że miała problem ze znalezieniem dzieci, bo Aldero i Cammy ukryli się we wnęce gdzieś u podstawy klifu. Tym razem chodziło o coś zdecydowanie większego, ale najpierw musiała stwierdzić, gdzie powinna tego szukać.
Wciąż nawołując, ruszyła przed siebie. Potrzebowała dłuższej chwili, żeby określić właściwy kierunek, ale w końcu udało jej się stwierdzić, gdzie powinna się udać. Ciężko było znaleźć skrawek suchej przestrzeni, żeby przedostać się na drugi koniec plaży, ale nie dbała już o to, czy się zamoczy. Już w następnej sekundzie znalazła się w po kolana w wodzie, aż tren jej ciemnogranatowej sukienki unosił się ku górze. Ubranie szybko nasiąkło i teraz kleiło się do jej ciała, utrudniając poruszanie i ciążąc, im bardziej podążała przed siebie. Wkrótce opuściła bezpieczną plażę i mocno trzymając się krawędzi klifu, zaczęła iść przed siebie, coraz bardziej zanurzając się w zimnej wodzie.
Pod stopami wyczuła gładkie i stosunkowo stabilne kamienie. Takie podłoże wydało się całkiem obiecujące, dlatego bez żalu zrzuciła obcasy, dalej przemieszczając się boso. Z rozwagą stawiając kolejne kroki, ruszyła przed siebie, starając się nie zanurzyć zbyt głęboko. Wędrówka nie była łatwa, ale dzięki sile i uporowi, udało jej się całkiem sprawnie pokonać kilka metrów. Głowę starała się trzymać powyżej poziomu wody, chociaż z czasem stało się to o tyle trudne, że musiała iść na palcach, żeby utrzymać się na powierzchni. Właśnie wtedy zdecydowała się odpuścić i zaczęła płynąć, sukcesywnie oddalając się od brzegu, a więc i od ściany klifu.
Chociaż było ciepło, temperatura jej ciała sprawiała, że woda wydawała się chłodna. Nie przeszkadzało jej to, ale obecność żywioły sprawiała, że czuła się trochę nieswojo. Ogień nie płonął, kiedy było mokro, więc ewentualna obrona mogła okazać się dość problematyczna. Layla nie miała pojęcia, czego powinna się spodziewać, ale obawiała się, że właśnie na własne życzenie panowała się w kłopoty.
Myśl o Rufusie, nakazała sobie i to pozwoliło jej nie zawrócić. Jeśli już ktoś miał go zabić, to ona i to dopiero wtedy, kiedy stwierdzi, że ma do tego mocno powody. Nie miała pojęcia, co zrobi, jeśli nagle okaże się, że traciła czas lub – co gorsza – przybyła za późno. Jej umysł bronił się przed takim rozwiązaniem, dlatego ostatecznie przestała myśleć i skoncentrowała się na płynięciu przed siebie.
Jej stopy nagle znów musnęły coś stabilnego, więc zatrzymała się. Była daleko od brzegu, a jedynym punktem zaczepienia był klif, który stopniowo przeszedł w otaczającą Miasto Nocy kopułę. Nie oglądając się za siebie, raz jeszcze wykorzystała moc i omal nie westchnęłam z ulgi, kiedy odkryła, że jest bliżej celu niż mogłaby się tego spodziewać.
Było ciemno, ale doskonale widziała ścianę przed sobą. Obie dłonie położyła na jej powierzchni, po czym przesunęła po niej opuszkami palców, chociaż sama nie była pewna, co chce w ten sposób uzyskać. Lita skała pozbawiona była niedoskonałości, a przynajmniej tak wydawało się w słabym oświetleniu, które dawała wyłącznie srebrzysta poświata księżyca. Layla mimowolnie pomyślała o tym, jak równie bezsensownie krążyła z pozostałymi wokół miasta, kiedy usiłowali znaleźć wejście oraz o tym, jak Kristin zupełnym przypadkiem wpadła do tuneli. Coś przewróciło jej się w żołądku na samo wspomnienie podziemi, ale zaraz wzięła się w garść, instynktownie zdecydowała się zaryzykować i niewiele myśląc, nabrała powietrza do płuc i wsadziła głowę pod wodę.
Ciemność zamknęła się nad nią, w momencie, kiedy mętna woda naparła ze wszystkich stron na jej drobne ciało. Jasne włosy w pierwszym momencie przylepiły jej się do twarzy, sprawiając, że straciła wzrok, ale odgarnęła je gniewnym ruchem. Niewiele pomogło, bo światło księżyca przenikało przez taflę wody niezwykle osłabione, ale po dłuższej chwili zaczęła rozpoznawać poszczególne kształty, co pomogło jej w orientacji. Doskonale widziała kamienną ścianę oraz liczne, zalegające na dnie kamienie, jednak dopiero po dłuższej chwili dostrzegła to, czego oczekiwała i co przyprawiło ją zarówno o poczucie triumfu, co i wywołało klaustrofobię.
U podstawy klifu, sporo poniżej linii wody, czernił się dość wąski otwór, będący w stanie pomieścić człowieka. Instynktownie chciała popłynąć w jego stronę, żeby nie zrezygnować, ale zmusiła się do tego, żeby jeszcze chwilę poczekać i wynurzyć się na powierzchnię. Chłodne, nocne powietrze uderzyło ją w twarz, kiedy łapczywie nabrała cały haust do płuc, jednocześnie przypominając jej o tym, że w przeciwieństwie do siostry i Rufusa, wciąż jeszcze potrzebowała tlenu.
To odkrycie sprawiło, że przez kilka sekund była w stanie zastanawiać się jedynie nad tym, czy w ogóle ma szanse przedostać się przez otwór pod wodą. Teraz ten pomysł wydawał się szalony, tym bardziej, że nie miała zielonego pojęcia, czy korytarz w ogóle się kończył i czy później będzie miała okazję na to, żeby wypłynąć albo zaczerpnąć tchu. Równie dobrze mogło okazać się, że to śmiertelna pułapka w której utknie; gdyby tak się stało, jedyną perspektywą byłaby śmierć i ta myśl była przerażająca. To nic, że później prawdopodobnie by się przebudziła – wcześniej musiała przez przynajmniej kilka minut dusić się w ciemnościach, czując jak woda wdziera się do jej płuc i uniemożliwia złapanie oddech. Nie potrafiła sobie wyobrazić równie powolnej i okropnej śmierci, zwłaszcza dla kogoś, kogo drugą naturą był ogień. Musiała liczyć na to, że tlenu wystarczy jej na dostatecznie długo, by zdążyła przedostać się przez otwór i ewentualnie zawrócić, gdyby okazało się, że nie da rady się przez niego przecisnąć. Marna perspektywa, bo chociaż była dobrą pływaczką i jeszcze jako normalna pół-wampirzyca wstrzymywała oddech na zdecydowanie więcej czasu niż człowiek, wciąż miała świadomość tego, że to może być zbyt mało.
Nie pozwalając sobie na dalsze wahanie, zdecydowanie zanurzyła się pod wodę. Natychmiast otoczyła ja ciemność, ale tym razem brak światła i ciśnienie wody nie oszołomiły ją na tak długo, jak za pierwszym razem. Mokra sukienka ciążyła jej i ciągnęła ją w dół, uniemożliwiając obranie właściwego kierunku, dlatego szarpnięciem oderwała tren, żeby mieć większą swobodę ruchów. Tak przygotowana, w pośpiechu wpłynęła w pustkę, modląc się w duchu, żeby to nie okazało się ostatnią rzeczą, którą uda jej się zrobić w życiu.
Podróż przez ciemny, podwodny korytarz była koszmarem i praktycznie zapamiętała ją jak przez mgłę. Szybko płynęła przed siebie, raz po raz wpadając na niewidoczne przeszkody albo zdzierając sobie skórę, kiedy przypadkiem przepłynęła zbyt blisko skały, ocierając się o jej chropowatą powierzchnię. Włosy jej przeszkadzały, ale po pewnym odcinku już zrezygnowała z ciągłego ich odgarniania, bo i tak nie widziała niczego. Czuła się gorzej niż w tunelach, jakby już samo uczucie pogrzebania żywcem nie było wystarczająco uciążliwe. Wiedziała jedynie, że jeśli jakimś cudem uda jej się wynurzyć i wrócić cało na brzeg, jeszcze przez długi okres czasu będzie miała poważny uraz do wody i ciasnych, zamkniętych przestrzeni.
Przed oczami zatańczyły jej kolorowe plamki, kiedy z rozpędu z całą siłą uderzyła głową o skały. Jęknęła bezwiednie i część powietrza, którym dysponowała, bezlitośnie uciekła z jej płuc, w postaci srebrzystych bąbelków tlenu. Natychmiast wstrzymała oddech, po czym w oszołomieniu zaczęła uderzać rękami wodę, próbując stwierdzić, gdzie i w jakiej sytuacji się znajduje, ale to niewiele pomogło; ostatecznie stwierdziła, że wąski tunel gwałtownie skręca w prawo i to przez jego załamanie była teraz cała obolała. W głowie jej wirowało od braku tlenu i uderzenia, ale zmusiła się do tego, żeby płynąć dalej i ostrożnie wykonując kolejne ruchy, znów znalazła się na prostym, równie niewygodnym odcinku.
Tym razem również starała się płynąć szybko, ale okazało się to trudniejsze niż mogłaby przypuszczać. Starała się wydychać jak najmniej powietrza, szybko jednak przekonała się, że długo tak nie wytrzyma. Miała co najwyżej kilka minut na to, żeby się wynurzyć i nabrać tlenu, jeśli nie chciała się utopić, ale nic nie wskazywało na to, żeby mogła liczyć na taką możliwość. Całkiem straciła orientację i nie miała już nawet pewności, gdzie jest góra a gdzie dół, wiedziała zresztą, że od powierzchni dzieli ją dość spory odcinek, którego nie miała szansy pokonać w takim stanie. Powrót nie wchodził w grę, bo już wystarczająco trudna wydawała się perspektywa tego, żeby spróbować zawrócić w takich warunkach. Mogła co najwyżej płynąć dalej, ale coraz częściej do głosu dochodziła myśl, że to najprawdopodobniej nie ma sensu. Śmierć była blisko, a Layla miała już dość walki i katowania się bezsensowną przeprawą przez ciasny, pozbawiony światła korytarz. Woda ją pokonała, a teraz miała ją zabrać, ale dziewczyna wcale nie czuła się z tego powodu specjalnie smutna. Owszem, było jej przykro, tym bardziej, że ostatnią rzeczą, jaką zrobiła, był atak słowny na Gabriela, ale wierzyła w to, że Gabriel jej wybaczy.
Zabawne jak wiele szczegółów dostrzega się, kiedy ma się umierać, pomyślała mimochodem. Wciąż parła do przodu, ale już zdecydowanie mniej pewnie, praktycznie dryfując, jeśli w ogóle było to możliwe pod wodą. Jej mięśnie się poddawały, chociaż nie przypominała sobie, żeby wcześniej była aż tak bardzo zmęczona. Energia z niej uciekała, podobnie jak i wolna wola, w miarę jak otaczające ją ciemność i pustka zaczynały przejmować kontrolę. Jakaś część jej podświadomości nadal chciała walczyć, ale zdecydowanie bardziej wpływowa wydawała się ta, która nakazywała się jej poddać. Cokolwiek czekało na nią dalej, nie warte było tego, żeby się męczyć. Co więcej, przecież i tak nie miała umrzeć, a jedynie się zmienić, więc czego tak naprawdę się obawiała? Może jako wampirzyca miała mieć większe szanse na to, żeby walczyć z wodą i tymi wszystkimi problemami, które w ostatnim czasie wydawały się ją przerastać? Ta perspektywa była kusząca… W zasadzie wszystko prezentowało się lepiej, jeśli tylko za perspektywę miała możliwość zamknięcia oczu i zapadnięcia się w pustkę. Chciała odpocząć, przynajmniej na chwile, a ciemność i panujące pod wodą warunki wydawały się do tego idealne. Jedynie pieczenie spragnionych tlenu płuc wydawało się zakłócać idealną harmonię, ale kiedy głębiej się nad tym zastanowiła, doszła do wniosku, że nawet to doświadczenie jest stosunkowo znośne. Przynajmniej mogła spróbować wytrzymać, ból zresztą miał trwać naprawdę krótko – a zaraz po nim czekał ją jakże upragniony spokój. To zdecydowanie było tego warte, ale…
Ale jej rodzeństwo by tego nie chciało. I Nessie by tego nie chciała, i dzieci, i Cullenowie… Było wiele osób, które miały zaniepokoić się jej zniknięciem, tym bardziej, że żadne z nich nie wiedziało na jaki idiotyczny pomysł wpadła, kiedy zdecydowała się poszukać Rufusa pod wodą. Podążanie za opierającym się jej nawoływaniom telepatą, który z pewnością nie był tym, którego szukała, wydawało się co najmniej głupie. Teraz resztą nie miała nawet pewności, czy w ogóle coś słyszała, czy może to było efektem jej umęczonego, stęsknionego umysłu. Może tak bardzo pragnęła znaleźć jakiś ślad, wpaść na trop, że może…
Ale Rufus… Rufus też byłby zły, gdybym się poddała. Rufus mnie potrzebuje, pomyślała i te słowa wydały się całkiem wyraźne, chociaż wszelakie myśli i tak wydawały się uciekać z jej umysłu, prześlizgując się i nie pozostawiając po sobie ani śladu. Jej umysł również potrzebował tlenu, ale tego nie było, dlatego nie było powodów do tego, żeby dalej walczyć.
Jednak chciała spróbować. Tylko spróbować, żeby później poddać się ciemności z poczuciem, że zrobiła wszystko, co tylko mogła. Chyba tylko w ten sposób miała być w stanie ukoić nerwy i swoje własne, rozedrgane sumienie, dlatego – chociaż to wymagało od niej olbrzymiego wysiłku – zmusiła swoje kończyny do współpracy. Jej płuca płonęły, poza tym coraz bliższa była tego, żeby wziąć pierwszy morderczy wdech i pozwolić, żeby woda zalała jej gardło i płuca, ale udało jej się powstrzymać. Centymetr po centymetrze, zaczęła przesuwać się przed siebie, czekając na moment, aż jej ciało samo uzna, że zrobiła dość i może sobie odpocząć. Chciała tego, nawet więcej niż bardzo, ciemność jednak wciąż nie nadchodziła, a ona była boleśnie świadoma tego, co działo się wokół niej. Jej umysł od dawna nie pracował tak sprawnie, zmysły zaś jakimś cudem jeszcze bardziej się wyostrzyły, jakby chcąc złośliwie udowodnić jej, jak wiele miała wkrótce stracić. Widziała i słyszała wszystko, przez co panująca dookoła cisza i pusta wydawały się jeszcze bardziej nieznośne. Miała wrażenie, że za moment zwariuje, chociaż to wydawało się niemożliwe i zbyt okrutne, skoro od umierania dzieliły ją zaledwie sekundy, co najwyżej minuta.
I wtedy pierwszy raz poczuła, że żałuje. Chciała żyć, chociaż wcześniej unikała tej myśli, żeby móc zachować spokój. Teraz to pragnienie dosłownie ją oszołomiło; stało się najważniejszym priorytetem i już po prostu nic innego nie miało znaczenia. Żyć. Chciała żyć. Nie była gotowa na śmierć, nawet jeśli ta miała okazać się jej narodzinami.
Wybierała życie…
W przypływie desperacji, raz jeszcze zmusiła swoje ciało do współpracy. Wystrzeliła do przodu, po czym – co całkiem ją oszołomiło – poczuła, że jest w stanie płynąć już nie tylko przed siebie, ale i w górę. Niewiele myśląc, ostatkiem wolnej woli, zmusiła się do pokonania jeszcze kilku metrów. W momencie, kiedy okryła, że tunel pnie się coraz wyżej pod górę, już nie była w stanie zmusić się do tego, żeby się poddać. Przyśpieszyła, żeby w następnej chwili wystrzelić ponad powierzchnię wody. Gwałtownie nabrała do płuc zimnego, orzeźwiającego powietrza i momentalnie zakrztusiła się, po czym zaczęła kaszleć. To na moment odebrało jej wzrok i pozbawiło koncentracji, ale nie zwróciła na to uwagi, skoncentrowana wyłącznie na tym, że nareszcie mogła oddychać – to nic, że od nadmiaru powietrza ją mdliło, a tlen trze o jej gardło, przyprawiając ją o ból.
Mogła oddychać…
Instynktownie uniosła obie ręce i uchwyciła się brzegu, żeby nie ryzykować, że ponownie ześlizgnie się pod wodę. Trzęsła się cała, kiedy spróbowała wspiąć się na kawałek skały, którą czuła pod palcami, ale uparła się, żeby raz jeszcze spróbować wykrzesać z siebie odrobinę energii. Nie miała pojęcia, gdzie się znajduje, ale to nie miało żadnego znaczenia; najważniejsze było to, że nareszcie mogła wyjść z wody.
Oszołomiona i wykończona, nie zauważyła postaci, która pojawiła się tuż przed nią. Czyjeś silne dłonie bez ostrzeżenia chwyciły ją za ramiona, po czym stanowczo wciągnęły ją na pewny grunt. Layla upadła, bezwładnie lądując na ziemi, ale zmusiła się do tego, żeby nieznacznie unieść głowę – a potem zamarła.

1 komentarz:

  1. Proszę niech się okaże, że to Rufus! Tylko nie Dylan, nie Dylan.. Nienawidzę swoich przeczuć :_: i nadal twierdzę, iż to będzie ten nieznośny rudzielec, który jest zakochany w Layli, która kocha go tylko jako przyjaciela. Niech to będzie Rufus, nooo ;D dobra, koniec tych życzeń :D biedna Lay, taka ciężka podróż pod wodą. I jeszcze to uczucie, że dar będzie nieprzydatny =/ ale cieszę się, że jeszcze nie umarła i nie zmieniła się w takiego wampira jak Isabeau czy Rufus. Oraz jej dzieci, ale to bez znaczenia. Czytałam wszystko zapartym tchem i jestem zachwycona. Szkoda, że nie ma dialogów, ale to najmniejszy problem XD gdzieś tam znalazłam literówki, ale teraz nie będę się wracać do tekstu i ich szukać, bo to nie ma znaczenia =)
    Rozdział był cudowny, i czekam na więcej
    Gabi ;**

    OdpowiedzUsuń




After We Fall
stories by Nessa