25.11.2013

Sto dwadzieścia trzy

Renesmee
Nie mogłam spać. Przez cały czas przewracałam się z boku na bok, próbując zapaść w przerwany przez ból sen, ale to okazało się czymś poza moim zasięgiem. Czułam ciągnięcie szwów oraz pieczenie licznych zadrapań, które miałam na ramionach i brzuchu, co jasno dało mi do zrozumienia, że lekarstwa, którymi nafaszerował mnie Rufus, już dawno przestały działać. Ból był męczący i chociaż próbowałam go ignorować, szybko okazało się, że nie jestem do tego zdolna.
Jęknęłam cicho i przewróciłam się na zdrowe ramię, po czym zatrzepotałam powiekami. Wciąż było ciemno, a w szyby zacinał deszcz, ale bez trudu zdołałam wypatrzeć ułożonego u mojego boku Gabriela. Widok męża przy przebudzeniu nie był niczym nowy i jak zwykle sprawił mi przyjemność, ale fakt, że ukochany nie spał, tylko wpatrywał się we mnie intensywnie, był już czymś nowym.
– Co jest, kochanie? – zapytał cicho, przysuwają się bliżej mnie. Wtuliłam się w niego ufnie, szukając poczucia bezpieczeństwa. – Boli cię? – upewnił się, dość trafnie interpretując moją minę, bo skrzywiłam się, kiedy pościel naruszyła opatrunek.
– Trochę – przyznałam niechętnie. Gabriela nie dało się okłamać, ja zresztą nie widziałam żadnego powodu, dla którego miałabym się na to zdobyć. – Jakoś źle się czuję – wymamrotałam z rezygnacją, zamykając oczy. Powieki ciążyły mi, ale jednocześnie nie byłam w stanie zasnąć, obojętnie jak bardzo bym tego chciała.
Gabriel westchnął cicho i otoczył mnie ramieniem, mocniej przygarniając do siebie. Zatrzepotałam powiekami, czując, że ciepła dłoń chłopaka wylądowała na moim czole. Nie rozumiałam dlaczego, ale niepokój w ciemnych oczach Gabriela stał się bardziej wyraźny.
– Masz gorączkę – wyjaśnił mi cicho, odgarniając mi wilgotną grzywkę z czoła. Faktycznie, cała byłam zgrzana, ale wcześniej myślałam, że to efekt szybkiego prysznica, który wzięłam, żeby doprowadzić się do porządku, zanim położyłam się do łóżka. – Albo raczej stan podgorączkowy, ale to na jedno wychodzi – westchnął i chciał się podnieść, ale mocniej do niego przywarłam, uniemożliwiając mu ruszenie się z łóżka chociaż na milimetr.
Gabriel spojrzał na mnie troskliwie i jednak zdecydował się przy mnie zostać. Ułożył się wygodniej na łóżku, a ja oparłam się o jego tors, pozwalając, żeby delikatnie gładził mnie po włosach i po ramieniu. Jego palce zsunęły się niżej, delikatnie muskając delikatnie zgrubienie przebijającego się przez koszulkę bandaża. Oczywiście starał się nie sprawić mi bólu, ale nawet delikatne muśnięcie sprawiło, że dosłownie skuliłam się z jękiem, jeszcze bardziej niepokojąc mojego męża.
Usłyszałam ciche kroki na schodach, a chwilę później drzwi uchyliły się, a do pokoju, który zajmowaliśmy, wszedł Carlisle. Wampirze zmysły były zarówno wadą i zaletą – zależnie od sytuacji – dlatego nie zdziwiło mnie, że nawet najcichsze słowa były doskonale słyszalne w całym domu. Tak czy inaczej, doktor musiał już wcześniej zorientować się, że żadne z nas nie śpi, bo bez wahania podszedł bliżej.
– Wszystko w porządku? – upewnił się, spoglądając przede wszystkim na mnie; wiedziałam, że wsłuchuje się w rytm mojego serca.
– Chyba nie do końca. – Gabriel odezwał się, jeszcze zanim zdążyłam się zastanowić. – W zasadzie miałem po ciebie iść. Nessie jest rozpalona i może to nic takiego, ale ja już sam nie jestem pewien, kiedy powinniśmy się martwić – przyznał, a ja natychmiast pojęłam, że najprawdopodobniej obaj myśleli o tym, jak kilka miesięcy wcześniej omal nie umarłyśmy z Alessią na grypę. Nie zdziwiłabym się, gdyby teraz każdy panikował, kiedy w grę wchodziła gorączkę.
Carlisle skinął głową i podszedł bliżej, żeby móc położyć mi dłoń na czole. Wzdrygnęłam się, więc ją zabrał, w zamian ujmując mój nadgarstek, żeby zbadać mi puls. Nie zareagowałam, przynajmniej do momentu, w którym nie spróbował mi podwinąć rękaw bluzki, żeby dostać się do opatrunku.
– Boli – poskarżyłam się zmęczonym głosem. Byłam zmęczona i zarówno Gabriel, jak i dziadek musieli zdawać sobie z tego sprawę.
– Za chwilę dam ci coś, po czym przestanie – obiecał mi z łagodnym uśmiechem. – Dlatego wolałem, żebyś noc spędziła tutaj. Nie chodzi o to, że nie ufam Rufusowi, ale mimo wszystko twój organizm… – Pogładził mnie po rozpalonym policzku. – To tylko lekka temperatura. Do rana ci przejdzie, ale i tak wolałbym obejrzeć ranę – wyjaśnił, a ja jedynie skrzywiłam się, niechętnie pozwalając mu zając się ręką.
Odwróciłam głowę, nie chcąc patrzeć na szwy, kiedy doktor ostrożnie poluzował opatrunek. Mój wzrok natychmiast napotkał ciemne oczy wpatrzonego we mnie Gabriela i to sprawiło, że poczułam się pewniej. Miałam wrażenie, że chłopak po raz kolejny wpływa na mnie, próbując mnie znieczulić, ale nie miałam siły i motywacji, żeby się z nim o to kłócić.
– Może Damien mógłby… – zaproponował z wahaniem, wspierając się na ręce i spoglądając na poczynania mojego dziadka.
– W to nie wątpię – zapewnił z uśmiechem Carlisle – ale wcześniej musiałbym zdjąć szwy, a wątpię, żeby Nessie się na to zgodziła – stwierdził spokojnie.
Pokiwałam głową, dalej na żadnego z nich nie patrząc.
– Nie chcę, a przynajmniej nie teraz – mruknęłam sennie. Ciężko było mi podchodzić entuzjastycznie do jakiegokolwiek zabiegu, dlatego wolałam myśleć o tym dopiero za jakiś czas. – Poza tym nie lubię, kiedy z jakiegokolwiek powodu męczycie Damiena. Używanie daru go wykańcza – przypomniałam.
– I będzie wykańczało, skoro nie może się wprawić – mruknął chmurnie Gabriel, ale nie próbował się ze mną kłócić. – On jest niezwykły. I Ali jest niezwykła. Nie mam pojęcia, co będzie, kiedy już dorosną, ale skoro już teraz dysponują taką mocą… – Wyszczerzył się do mnie, rozochocony jakąś myślą. – Nie wiem, czy wiesz, ale ciocia Allegra jest bardzo dumna.
– Twoja ciocia Allegra – powiedziałam z naciskiem, drażniąc się z nim trochę – jest zakochana w naszej córce. Podobnie zresztą jak Isabeau, ale nie wiem, czy powinnam się cieszyć, że obie wciągają Ali w te swoje obrzędy – przyznałam z powątpieniem.
Gabriel jedynie spojrzał na mnie czule, odgarniając mi włosy z twarzy. Zamknęłam oczy, coraz bardziej zmęczona, ale wciąż ciążyły mi pieczenie w ramieniu, poza tym w którymś momencie Carlisle podczas badania naruszył rozcięcie, w ja syknęłam z bólu. Natychmiast spróbowałam się podnieść,  ale powstrzymały mnie ramiona Gabriela, kiedy stanowczo przycisnął mnie do materaca.
– Wiem, że boli, kochanie – zapewnił mnie przepraszającym tonem dziadek – ale na opatrunkach jest krew, a to nie powinno mieć miejsca.  Szwy są całe, więc wszystko jest w porządku, ale wychodzi na to, że musiałaś trochę nadwyrężyć rękę – stwierdził w zamyśleniu. – Leż spokojnie, dobrze? Za chwilę wrócę – obiecał, wychodząc.
Nie byłam jakoś specjalnie zainteresowana tym, co się wokół mnie działo. Dla mnie najważniejsze było to, żeby móc w końcu zasnąć. Ramiona Gabriela pomogły mi się rozluźnić i nawet odgłosy szalejącej burzy zaczęły być bardziej kojące niż irytujące. Mimo wszystko było mi dobrze, kiedy zaś Gabriel zaczął wodzić dłonią po moim ramieniu, aż westchnęłam cicho.
Spojrzałam na niego sennie. Uśmiechnął się i pocałował mnie krótko w czoło, a potem w czubek nosa. Wywróciłam oczami, dobrze wiedząc, że się ze mną drażni, po czym wygięłam się lekko, próbując doprowadzić do tego, żeby nasze wargi się spotkały. Gabriel zachichotał i odsunąwszy mnie, uważnie zlustrował wzrokiem moją niezadowoloną minę.
– Miałaś leżeć – przypomniał mi, lekko przekrzywiając głowę. Patrzył na mnie tak, jakbym była przedstawicielem wyjątkowo rzadkiego, interesującego gatunku. – Poza tym wydawałaś mi się bardzo zmęczona – dodał ze złośliwym uśmiechem, lekko przy tym przeciągając samogłoski.
– Byłam – podkreśliłam, odwzajemniając uśmiech. – Ale co poradzę na to, że to łóżko jest takie wąskie? – zapytałam prowokującym tonem.
Roześmiał się serdecznie, w sposób jaki najbardziej lubiłam. Zawsze uwielbiałam, kiedy Gabriel się śmiał, bo chyba nie istniał przyjemniejszy i bardziej czysty dźwięk. Wydawał się owijać wokół mnie, przynosząc ukojenie, którego tak bardzo potrzebowałam.
Ułożyłam się na brzuchu Gabriela, starając się jak najdelikatniej obchodzić z ranną ręką. Natychmiast wplótł palce w moje włosy, przeczesując je delikatnie. Cały czas patrzył na mnie, a w jego oczach widziałam zachwyt, ale i coś, co dopiero po chwili udało mi się zidentyfikować.
– Co cię dręczy? – zapytałam wprost. Zamrugał i machinalnie odwrócił wzrok, jak zawsze kiedy miał wrażenie, że ktoś zbyt głęboko zaglądał w jego umysł. Ja nie musiałam posuwać się do używania mocy, zbyt dobrze go znając, żeby był w stanie mnie oszukać. -Tylko nie kręć, Gabrielu. Wiem, kiedy zdarza ci się kłamać – przypomniałam mu z przekonaniem.
– Jesteś pewna? – Spojrzał na mnie, po czym westchnął, widząc, że nie zamierzam się wycofać. – Źle czuję się z tym, że cokolwiek Rufusowi zawdzięczam – wyznał w końcu, uciekając wzrokiem gdzieś na bok.
– Ach… – Usiadłam w miarę możliwości, co było o tyle łatwiejsze, że Gabriel już mnie nie obejmował, jakby zastygły w bezruchu. Zaniepokojona, wyciągnęłam zdrową rękę i dotknęłam jego twarzy, zmuszając go do tego, żeby na mnie spojrzał. – Gabrielu…
Ujął moją dłoń i wtulił się w nią; poczułam jego ciepły oddech na skórze.
– Nie przejmuj się tym, aniele. – Musnął wargami wierzch mojej ręki. – To nie twoja wina, że tak bardzo cię kocham. Pewnie powinienem być Rufusowi wdzięczny za to, że ci pomógł, ale… Och, czy to okrutne, że odczuwam ulgę na wspomnienie tego, jak Layla go zostawiła? – zapytał mnie z westchnieniem.
– Sama nie wiem… Ja też nie jestem pewna, co powinnam sądzić o Rufusie – wyznałam mu po chwili zastanowienia. Nie powiedziałam tego na głos, ale już nie potrafiłam traktować wampira obojętnie. Tej nocy, kiedy się mną opiekował, coś się między nami zmieniło i byłam tego aż nadto świadoma. Nie mogłam zapomnieć tej łagodnej twarzy Rufusa i chociaż po pojawieniu się moich bliskich na powrót stał się chłodny i ironiczny, ja już nie potrafiłam patrzeć na niego tak, jak na niestabilnego emocjonalnie wampira bez samokontroli. – Ale nie ma niczego złego w trosce. Martwisz się o mnie i Lay, i to jest fantastyczne…
– Ale mógłbym wyluzować, tak? – dopowiedział za mnie, rzucając mi wymuszony uśmiech.
– Ty to powiedziałeś, nie ja – zauważyłam przytomnie. – Ale skoro o tym mowa, to trochę tak. Jestem tutaj. I jestem cała. Chyba to się liczy?
Zacisnął usta, nie kryjąc wątpliwości.
– Łatwo powiedzieć, ale to wcale nie jest takie proste – westchnął, nawijając sobie kosmyk moich włosów na palec. – Wyobraźni sobie, jak się poczułem, kiedy ni z tego, ni z owego ból dosłownie ściął mnie z nóg. Byłaś z daleka ode mnie, na dodatek przerażona, a ja nie mogłem zrobić nic. Przez całą drogę do laboratorium myślałem coś w stylu „Niech nie przestanie boleć!”, bo to mogłoby znaczyć, że jesteś martwa – wyznał, a ja cała zesztywniałam; Gabriel rzadko ujawniał przede mną swoje słabe strony, woląc nawet w najgorszej sytuacji udawać, że doskonale sobie radzi. – Myślałem, że spadną z tych schodów, ale wtedy cię zobaczyłem i… – Urwał i pokręcił głową, chcąc odrzucić od siebie jakąś myśl.
– Zobaczyłeś mnie i…? – dążyłam, coraz bardziej zaintrygowana. – Do rzeczy, Gabrielu.
– A jak myślisz? – westchnął i – mogłabym odzyskać – był przy tym co najmniej zażenowany. – Siedziałaś tam, do połowy rozebrana, a dookoła było pełno krwi. A co więcej, to nie ja, ale właśnie Rufus przyszedł ci z pomocą. Nie powiem, ubodło mnie to, bo…
Aż zachłystnęłam się powietrzem, nagle coś sobie uświadamiając. Gabriel rzucił mi krótkie spojrzenie, urażony tym, że mu przerwałam, ale to nie miało dla mnie znaczenia.
– Mój Boże, poczułeś się zazdrosny! – wypaliłam, nie dbając o to, że w odpowiedzi na mój zarzut, chłopak jeszcze bardziej się zmieszał.
– O kogo? O niego? Chyba żartujesz! Może powinienem? – wyrzucił z siebie w pośpiechu, wyraźnie się leży tym plątając i tym samym dowodząc prawdziwości moich podejrzeń. – To wyłącznie moja troska. Nie ufam mu i chyba…
– I jesteś zazdrosny! – upierałam się, właściwie bez powodu wybuchając śmiechem. Nie wiedziałam dlaczego, ale sama myśl napawała mnie zaskakującym entuzjazmem nad którym po prostu nie potrafiłam i nie chciałam panować. – Gabrielu, nazywa my rzeczy po imieniu. Jesteś zazdrosny o to, jak Rufus na mnie patrzy. Niepotrzebnie, tak swoją drogą, ale nie o to tutaj chodzi. Najważniejsze, że naprawdę jesteś o mnie zazdrosny.
Nie wiedziałam dlaczego to takie ważne, ale myśl o zazdrości Gabriela naprawdę sprawiała, że czułam się rozbawiona, ale i usatysfakcjonowana. Może chodziło o to, że dzięki temu byłam tym bardziej świadoma, że dla ukochanego jestem wszystkim, ale to niekoniecznie miało dla mnie sens, bo ani na moment nie zwątpiłam w uczucia ukochanego. Skłamałabym tego, gdybym stwierdziła, że przyczyna leży w tym, że to ja jestem zazwyczaj zazdrosna o Gabriela, bo od dawna nie dawał mi po temu powodów, odtrącając wszystkie moje potencjalne rywalki. Zawsze byłam tylko ja – mój mąż podkreślał to na każdym kroku, a i ja odwzajemniałam mu się, kiedy tylko miałam po temu okazję.
Więc o co chodziło?
Zrozumienie pojawiło się nagle, chociaż równie dobrze mogłam znać odpowiedź od samego początku, ale po prostu nie dopuszczać jej do siebie. Prawda była taka, że jak najbardziej chodziło o Rufusa – i może było w tym coś uzasadnionego. Doskonale widziałam w jako sposób wampirowi zdarzało się na mnie patrzeć, nic więc dziwnego, że i Gabriel to dostrzegał i że go to niepokoiło. Nie miałam okazji porozmawiać z Rufusem tak jak sobie to zaplanowałam, ale właściwie to już nie miało żadnego znaczenia, bo nie miałam już żadnych wątpliwości co do tego, że relacje moje i naukowca są skomplikowane. Nie potrafiłam określić własnych uczuć – na pewno nie było to nic niewłaściwego, więc o siebie byłam spokojna – ale to przede wszystkim emocje Rufusa mnie niepokoiły. Te jego spojrzenia i to imię…
Rosa. Kimkolwiek była, jej postać w jakiś zawiły postać nas ze sobą łączyła, chociaż nie miałam pojęcia jak i dlaczego. Zdecydowanie tego nie chciałam, ale wszystko wskazywało na to, że tak naprawdę nie mam w tej kwestii nic do powiedzenia. Rufus nad sobą nie panował, ale nie potrafiłam mieć mu tego za złe, chociaż to jednocześnie wydawało się bez sensu. Byłam zagubiona i to chyba równie mocno, co i on, a to bynajmniej nie ułatwiało mi życia, tym bardziej, że nie mogłam zrobić niczego, żeby jakoś się z tej relacji uwolnić albo ją uregulować. Właśnie dlatego tak wielką ulgę przynosiła mi czujność Gabriela, który nawet mimowolnie pilnował, żeby sprawy nie posunęły się zbyt daleko. Obecność chłopaka na pewno dawała Rufusowi do myślenia, przypominając mu o tym, że niekoniecznie jestem taka, jaką chciałby mnie widzieć. To było ważne, tym bardziej, że chyba niewiele rzeczy tak naprawdę było w stanie do wampira dotrzeć.
Żałowałam Layli, bo tajemnica Rufusa wydawała się ją wyniszczać jeszcze bardziej niż samego zainteresowanego. Miałam nadzieję, że w końcu dowiem się czegoś więcej i będę w stanie podjąć jakąkolwiek sensowną decyzję, ale wszystko wydawało się jedynie bardziej komplikować, a ja nie miałam na to wpływu. Teoretycznie najłatwiej było ignorować to, co się działo i spróbować zapomnieć, ale to wcale nie było takie łatwe. Jakby nie patrzeć, chodziło o siostrę Gabriela i dziewczynę, która była mi bliska; nie chciałam patrzeć na jej ból, zwłaszcza, że sporo już namęczyła się, jeśli chodzi o uczucia i mężczyzn. Zasłużyła sobie na trochę spokoju, ale wszystko wskazywało na to, że przy Rufusie to raczej nie będzie możliwe.
Dobry humor minął równie nagle, co się pojawił, a ja z westchnieniem opadłam na materac, wbijając wzrok w sufit. Gabriel cały czas mnie obserwował, zaraz też nachylił się i korzystając z tego, że już odstąpiłam od tematu zazdrości, nachylił się, żeby musnąć wargami moje usta. Odwzajemniłam pocałunek, reagując już praktycznie automatycznie, po czym wtuliłam się w tors ukochanego i zamknęłam oczy. Pogładził mnie po plecach, jednocześnie nachylając się i niby to przypadkiem muskając wargami płatek mojego ucha.
– Jeśli mam być szczery, to „zazdrość” jest w moim przypadku zbyt słabym określeniem – wyszeptał, a ja uśmiechnęłam się blado i uniosłam na tyle, żeby raz jeszcze go pocałować. Pozwolił mi na to, chociaż i tak prawie natychmiast był zmuszony odsunąć mnie od siebie, bo drzwi do pokoju otworzyły się po raz kolejny.
Carlisle uśmiechnął się na nasz widok, tym bardziej, że byłam bardziej pobudzona, dzięki temu nie wyglądałam tak marnie. Natychmiast podszedł do mnie, żeby móc obejrzeć moją rękę i opatrzyć mnie na nowo, żeby nie ryzykować, że jednak dostanę infekcji. Ręka mnie bolała, tym bardziej, że opatrunek delikatnie uciskał ranę, ale nie skomentowałam tego ani słowem, doskonale wiedząc, że doktor miał mi jeszcze podać jakiś środek przeciwbólowy. Z tym większą ulgą przyjęłam fakt, że to była po prostu woda i jakieś tabletki, bo jak na jeden dzień miałam serdecznie dość igieł, zwłaszcza, że szwy jakby nie patrzeć zakładał mi Rufus. Nawet jeśli był w tym dobry, nie mogłam powiedzieć, żeby entuzjazmem napawał mnie jego komentarz, sugerujący, że medycznych zdolności nie wykorzystywał już od przeszło wieku. Cóż, wampiry może i dysponowały znakomitą pamięcią, ale ja nie zamierzałam być królikiem doświadczalnym – i to na dodatek dla kogoś, kogo można było określić mianem szalonego naukowca.
Z ulgą położyłam się do łóżka, zwijając się w kłębek u boku Gabriela. Starałam się nie naruszać ręki, chociaż to wcale nie było takie łatwe. Miałam wrażenie, że nie było sposobu, żebym ułożyła się tak, by nie czuć szwów i chociaż zdawałam sobie sprawę z tego, że to moje przewrażliwienie, niecierpliwie czekałam na to, aż tabletki zaczną działać i będę w stanie się rozluźnić. Cały czas czułam na sobie spojrzenie Gabriela i to sprawiało mi przyjemność, nawet jeśli pewną obawą napawała mnie myśl o tym, że w spojrzeniu chłopaka czai się swego rodzaju przygnębienie.
Chłodna dłoń musnęła moje czoło, a chwilę później zaciążył mi dodatkowy koc, który dziadek zarzucił na mnie.
– Niech sobie śpi. – Carlisle ucałował mnie w czoło. Uderzyło mnie to, że zwracał się do Gabriela, najwyraźniej przekonany, że nie jestem w stanie kontaktować. Faktycznie, nie widziałam powodu dla którego powinnam otwierać oczy, dlatego tylko słuchałam, mając wrażenie, że kolejne słowa prześlizgują się przez mój umysł, nie pozostawiając po sobie nawet śladu. – Nic jej nie będzie… A przy okazji, Esme pyta się, czy czegoś nie potrzebujesz.
– Esme raczej nie jest w stanie zapewnić mi tego, co potrzebuję – przyznał cicho Gabriel i mogłam sobie wręcz wyobrazić, że uśmiechnął się przy tym smutno. – Nie, dziękuję. Posiedzę przy niej – zaoferował, ale ja nie mogłam oprzeć się wrażeniu, że wyjątkowo nie zamierzał przesiedzieć całej nocy, czuwając u mojego boku.
Zanim zdążyłam się nad tym głębiej zastanowić, najzwyczajniej w świecie zasnęłam; tym razem nie obudziło mnie już nic.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz









After We Fall
stories by Nessa