29.11.2013

Sto dwadzieścia siedem

Within Tempation – „Never ending story”
Renesmee
Od wizji Isabeau minęły cztery dni. Nie udało nam się wyciągnąć tego, co dziewczyna musiała zobaczyć, ale i tak wciąż miałam przed oczami bladą jak papier twarz dziewczyny oraz jej upiorne, niemal całkowicie białe oczy. Co prawda Beau wróciła do siebie już po jakiejś godzinie i to przede wszystkim dzięki opiece Allegry, ale ta dziwna, zapomniana wizja i tak nie dawała nam wszystkim spokoju. Isabeau jedynie to irytowało, dlatego ostatecznie Allegra zagoniła nas wszystkich do pomocy przy przygotowywaniu ceremonii, podczas której miała przekazać córce funkcję kapłanki. To okazało się całkiem dobrym rozwiązaniem, bo w nadmiarze zajęć nie myśleliśmy o tym, co się wydarzyło i chyba właśnie taki był cel kapłanki.
Esme bez trudu odnalazła się w bardziej kreatywnej części, która polegała przede wszystkim na przygotowywaniu świątyni. Widać było, że zachwyca ją możliwość komponowania kwiatowych motywów i podejmowania pozornie błahych decyzji, którymi była chociażby odpowiednia kolorystyka. Allegra słuchała jej pomysłów z uwagą, od czasu do czasu wtrącając swoje trzy grosze albo objaśniając wampirzycy niektóre tradycje, żeby ją zainspirować. Obserwując je, trochę żałowałam, że nie ma z nami Alice, bo z taką pomocą, moja przybrana ciotka stworzyłaby prawdziwe cuda.
Najbardziej zdziwiłam się, kiedy Isabeau wprost powiedziała mi, że ma dla mnie propozycję nie do odrzucenia. Nie mam pojęcia, jakim cudem udało jej się mnie przekonać, ale ostatecznie i tak jej uległam, zgadzając się… śpiewać. Ja i Layla miałyśmy urozmaicić ceremonię śpiewem, przy akompaniamencie Edwarda. Może mojemu ojcu to nie przeszkadzało, bo gra na pianinie była czymś od czego ciężko było go oderwać, ale pieśni, które podsunęła nam Beau były trudne, chociaż niezwykle piękne. Nie wyobrażałam sobie, jak miałabym wyciągnąć cześć z wysokich dźwięków, ale Isabeau jedynie wywracała oczami, kiedy słyszała moje narzekania.
– Nessie, kogo ty próbujesz oszukać? – zapytała za którymś razem, rzucając mi rozbawiona spojrzenie. – Malujesz, a Gabriel mówi, że dobrze śpiewasz i tańczysz. Co prawda nie rozumiem, dlaczego zwykle wtedy, kiedy nikt nie patrzy, ale tu już jest najmniej istotne.
Cała spąsowiałam w odpowiedzi na te słowa, bo nie miałam pojęcia, że Gabrielowi zdarzało się widzieć mnie w ukrytym pokoju na poddaszu. Jasne, uwielbiałam tańczyć, śpiewać – a już nade wszystko uwielbiałam malować – ale niekoniecznie przepadałam, kiedy ktoś mnie wtedy obserwował. Gabriel na pewno nie miał tego zrozumieć, ale prawda była taka, że sama siebie nie zawsze rozumiałam, niezależnie jednak od przyczyny, perspektywa publicznego występu jakoś niespecjalnie mi się uśmiechała.
W dniu ceremonii, na jakaś godzinę przed wyjściem, byłam w miarę spokojna, ale i tak nie czułam się jakoś specjalnie pewnie. Rady Allegry faktycznie pomogły i ręka już tak bardzo mnie nie bolała – Carlisle zapewniał mnie, że rana ładnie się goi – ale i tak zmuszona byłam jeszcze nosić opatrunek, dlatego Allegra znalazła dla mnie ładną, długą suknię z rękawami, które kończyły się trochę powyżej łokcie. Ciemna zieleń idealnie komponowała się z moimi włosami, w gorszym oświetleniu przechodząc w głęboką czerń, co dawało całkiem ciekawy efekt, tym bardziej, że Pavarotti jak zwykle mieli manipulować otoczeniem, żeby ceremonia wydała się bardziej mistyczna. Cieszyłam się z tego, że na dworze było ciemno, bo dzięki temu – chociaż wiedziałam, że nieśmiertelnym brak światła nie przeszkadzał, wręcz wyostrzając ich zmysły – miało być mi łatwiej wyobrazić sobie, że jestem sama. Przynajmniej miałam nadzieję, że nie zrobię z siebie idiotki.
Była jeszcze Layla, której zupełnie już nie rozumiałam. Od dnia, w którym pokłóciła się z Rufusem, ani razu nie była w laboratorium i w ogóle z nami na temat naukowca nie rozmawiała. Unikali się, bo i sam Rufus nie pojawił się więcej po wizycie w domu Isabeau. Beau nie była jakoś specjalnie poruszona tym, że wpuściłam wampira do domu (stwierdziła, że Allegra i tak prędzej czy później by to zrobiła), ale Gabriel nie wydawał się zachwycony, chociaż ani słowem swojej niechęci nie skomentował – jakby nie patrzeć, nasz dom wciąż był dla Rufusa niedostępny. W pamięci zakodowałam sobie, że muszę na to uważać, bo w niektórych przypadkach powstrzymanie się od wypowiedzenia słowa „Wejdź”, mogło okazać się wybawieniem.
Do uroczystości przygotowywaliśmy się w domu Isabeau i Allegry, żeby na klif pójść razem. Panowało ogóle zamieszanie, zwłaszcza, że synowie Beau byli w pełni rozbudzeni, przede wszystkim przez porę dnia. Alessia i Damien naturalnie próbowali dotrzymać kuzynom kroku, przez co wszędzie było ich pełno, a przejście przez przedsionek wydawało się karnym torem przeszkód. Nie przeszkadzało mi to, bo przyjemnie było czuć, że dom tętni życiem, a ci, których kochałam, przez cały czas byli przy mnie.
Kiedy weszłam do salonu, w oczy natychmiast rzuciła mi się Isabeau. Stała na środku pokoju, a Allegra starannie przeczesywała długie, lśniące włosy dziewczyny. Beau przymknęła oczy, rozluźniona, ale i tak uśmiechnęła się, podświadomie wyczuwając, że weszłam.
– Jednak nie stchórzyłaś – stwierdziła pogodnie i odchyliła lekko głowę, żeby Allegra miała większe pole manewru.
– Jeszcze – odparłam zaczepnie, ale dziewczyna nawet nie zareagowała, dobrze wiedząc, że nie będę w stanie popsuć jej tego dnia.
Isabeau wyglądała olśniewająco, chociaż miała na sobie naprawdę niewiele. Byłam bardzo zaskoczona, kiedy okazało się, że w przeciwieństwie do gości, przyszła kapłanów miała prezentować się naprawdę skromnie. Dziewczyna miała na sobie jedynie białą, prostą sukienkę bez ramiączek, która trzymała się na niej jedynie dzięki gumce, która utrzymywała materiał niewiele powyżej krągłych piersi. Kiedy Allegra odgarnęła córce włosy, żeby lepiej je rozczesać, zauważyłam, że kreacja nie ma pleców, dzięki czemu doskonale widać było przecinające się blizny, których pochodzenia chyba nigdy już nie miałam poznać. Sukienka kończyła się przed kolanami i idealnie opinała smukłą sylwetkę Isabeau, podkreślając każdy najdrobniejszy detal jej idealnego ciała. Nie każda dziewczyna mogłaby pokazać się w taki sposób, ale Isabeau Licavoli jak najbardziej mogła sobie na to pozwolić.
– Biel symbolizuje czystość, ale i dobro – odezwała się Allegra, zauważywszy moje spojrzenie. Uśmiechnęła się, kiedy zamrugałam zaskoczona. – Przepraszam. Ale nie tak łatwo mi zapanować nad telepatią, kiedy jestem podekscytowana – wyznała mi z tak rozbrajającym uśmiechem, że nawet gdybym chciała, nie potrafiłabym się na nią gniewać.
– Nie ty jedna, mamo – przypomniała jej Isabeau, robiąc krok do przodu i okręcając się wokół własnej osi. Jej ciemne włosy kaskadami opadły jej na plecy, połyskując w świetle lamp. – Chyba niedługo powinniśmy wychodzić, ale najpierw… O, właśnie! – ucieszyła się, bo w tym samym momencie w pokoju w końcu pojawili się pozostali.
Nie musiałam się odwracać, żeby wyczuć, kiedy Gabriel do mnie podszedł. Jego ramiona natychmiast otoczyły mnie w talii, a chwilę później ukochany musnął wargami mój policzek, po czym oparł brodę na moim ramieniu. Z zaciekawieniem spojrzał na swoją przyrodnią siostrę, nie kryjąc entuzjazmu; może i się kłócili, ale był z niej dumny.
Isabeau mrugnęła do niego porozumiewawczo, ale nie przypatrywała nam się długo. Jej spojrzenie ostatecznie powędrowało w stronę moich bliskich, żeby ostatecznie zatrzymać się na Carlisle’u. Beau szybko do niego podeszła, po czym ze świstem wypuściła powietrze i zapytała:
– Mogę mieć do ciebie jedną ważną prośbę?
Nie wiem dlaczego, ale poczułam, że Gabriel drgnął i wyprostował się. Nie widziałam jego twarzy, ale znałam go na tyle dobrze, że łatwo było mi sobie wyobrazić, jaki miała wyraz.
– Oczywiście. – Carlisle spojrzał na nią z zaciekawieniem. – O co chodzi, Isabeau? – zachęcił, bo siostra mojego męża wyraźnie się zmieszała.
Kątem oka zauważyłam, że do pokoju weszła Layla. Podobnie jak i ja, miała na sobie okazałą suknię w podobnym stylu do tej, którą nosiłam ja, jednak materiał jej kreacji wpadał w ciemny niebieski albo wręcz granat. Jasne włosy upięła w luźnego koka, a kilka luźnych kosmyków opadało jej na twarz. Wyglądała olśniewająco, ale podobnie jak Gabriel z jakiegoś powodu była zmartwiona.
Isabeau westchnęła, ale nawet nie spojrzała na rodzeństwo. Przez cały czas wpatrywała się w mojego dziadka, najwyraźniej szykując się do podjęcia jakiejś decyzji.
– No cóż, w zwyczaju jest, żeby podczas ceremonii, towarzyszył mi ktoś, kto będzie dla mnie czytał. Zwykle prosiłam Lucasa, ale tym razem to nie może być osoba, która jest mi obojętna. Ja… To krótki tekst, więc pomyślałam sobie, że może jako syn pastora albo…
– Isabeau, przestań. – Gabriel odezwał się, nie dając siostrze skończyć, a Carlisle’owi w ogóle nie pozwalając się zastanowić. Puścił mnie, po czym szybko podszedł do siostry, dosłownie materializując się przed nią, aż ta w popłochu cofnęła się o krok. – Już raz odmówiłaś zarówno mnie jak i Layli pojednania się z nami, ale tym razem nie pozwolę ci przed tym uciekać. Jako najstarszy męski potomek linii naszej rodziny i twój brat, oddaje się tobie. Przez więzy krwi śmiem prosić, żebyś pozwoliła mi otoczyć się opieką i w końcu uznała to, kim dla ciebie jestem. Znam dość nasze zwyczaje, żeby wiedzieć, że każda kapłanka ma prawo do kogoś, kto będzie ją chronił i wspierał podczas ceremonii, dlatego śmiem twierdził, że tym razem to będę ja.
Oczy Isabeau rozszerzyły się, kiedy spojrzała na Gabriela z niedowierzaniem. Cofnęła się jeszcze o krok, ale trzęsła się przy tym do tego stopnia, że omal nie potknęła się o własne nogi. Ledwo łapiąc równowagi, stanęła wyprostowana niczym struna, spoglądając na Gabriela z mieszaniną gniewu i czystej paniki. Wyglądała tak, jak wtedy, kiedy Dimitr zdecydował się jej oświadczyć, chociaż tym razem przynajmniej nie uciekła.
– Gabrielu… Gabrielu, nie… – powiedziała albo raczej wyszeptała, bo głos drżał jej do tego stopnia, że ledwo mówiła. Pokręciła głową, ale to nie zrobiło żadnego wrażenia na moim mężu, który w odpowiedzi zrobił jeszcze bardziej stanowczy krok w jej stronę, wyciągając obie dłonie w stronę siostry. – Nie mogę. Tłumaczyłam już to tobie i Layli, kiedy chcieliście, żebym uczyniła was równie bliskimi sobie, co kiedyś Aldero. Z tym, że wtedy tym bardziej będę się bała, że spotka was coś złego. Nie przeżyję drugi raz takiego bólu, jak po śmierci Al’a, jak więc mogę związać się z tobą, braciszu?
– Isabeau, kochana, nie możesz mu odmówić – wtrąciła się Allegra, obserwując swojego siostrzeńca i córkę. – Tradycja mówi…
– Niech diabli wezmą tradycję! – wydarła się dziewczyna i to tak głośno, że do tej pory biegające po całym domu dzieci, zatrzymały się gwałtownie i z niepokojem zaczęły zaglądać do salonu, żeby upewnić się, co się dzieje.
– W takim razie porzuć ją, jeśli naprawdę tak uważasz – powiedziała stanowczo Allegra.
Isabeau zastygła w bezruchu, po czym popatrzyła na matkę tak, jakby widziała ją po raz pierwszy. Chociaż wydawało się to niemożliwe, Beau jakimś cudem pobladła jeszcze bardziej, tak, że jej alabastrowa skóra wydawała się niemal całkowicie przeźroczysta. Przypominała mi trochę Gabriela albo Alessię, w sytuacji, kiedy targał nimi głód telepatyczny, chociaż zdawałam sobie sprawę z tego, że w przypadku Beau to niemożliwe.
Dziewczyna zamrugała pośpiesznie, a potem z jękiem wpadła Gabrielowi w ramiona. Przygarnął ją do siebie, wplatając palce w jej ciemne włosy i przeczesując je lekko.
– W cholerę z tobą i tym twoim uporem – westchnęła; najwyraźniej na inną formę odpowiedzi nie było jej stać.
– Miałem bardzo dobrą nauczycielkę – stwierdził cicho.
Oboje się zaśmiali.

Tym razem uroczystość odbyła się w świątyni. Do tej pory nie zdawałam sobie z przestronności tego miejsca i dopiero po tym, jak w jednym miejscu zgromadziła się znamienita większość nieśmiertelnych, w pełni uświadomiłam sobie rozmiary budynku. Poczułam się dziwnie, jak zawsze kiedy taczały mnie wilkołaki, zmiennokształtni a przede wszystkim wampiry o krwistych tęczówkach, zdradzające zamiłowanie do ludzkiej krwi. Wszyscy zebrani wyglądali tym bardziej mistycznie, że ubrani byli na czarno, kolor ten zaś mocno kontrastował z ich bladą, marmurową skórą.
W świątyni nie paliło się światło, a jedynie kilka świec, których nie potrafiłam dostrzec, bo (pewnie za sprawą Pavarottich) tuż nad podłogą unosiła się ciężka, gęsta mgła. Dzięki temu czułam się tak, jakbym płynęła, kiedy podążyłam za Allegrą i Laylą, żeby zająć odpowiednie miejsca. Siostra Gabriela poruszała się wyjątkowo pewnie i tak też wyglądała, chociaż zauważyłam, że raz za razem ogląda się na zebranych, wodząc wzrokiem po wszystkich mniej lub bardziej znajomych twarzach. Nie mogłam mieć pewności, a Lay na pewno by się do tego nie przyznała, ale coś podpowiadało mi, że instynktownie szukała Rufusa – z tym, że tego nigdzie nie było.
Allegra zostawiła nas na niewielkim podwyższeniu, gdzie zawsze znajdował się niewielki ołtarz i mnóstwo kwiatów, które wierni zostawiali ku czci Selene. Teraz stół przeniesiono w kąt pomieszczenia, żeby zrobić miejsce na odprawienie ceremonii. Czułam się mocno podekscytowana i już coraz mniej przerażała mnie perspektywa tego, że wkrótce miałam zacząć śpiewać. Gdyby nie to, że taka możliwość nie istniała, pomyślałabym nawet, że to sprawa Jaspera.
Layla rzuciła mi krótkie spojrzenie i uśmiechnęła się pocieszająco. Odwzajemniłam uśmiech, po czy m podeszłam bliżej; siostra Gabriela chwyciła mnie za rękę, przyciągając bliżej. Traktowała mnie jak przyjaciółkę albo wręcz siostrę, co cieszyło mnie tym bardziej, że w ostatnim czasie wydawała się nieubłaganie od nas osuwać. Teraz już nie potrafiłam stwierdzić, czy jest z jakiegokolwiek powodu przygnębiona. Uśmiechała się jak zwykle, podobnie jak pozostali Licavoli doskonale ukrywając emocje. Nie potrafiłam jej pomóc, dlatego pozostawało mi mieć nadzieję na to, że między nią a Rufusem jeszcze jakoś się ułoży.
Allegra krążyła po świątyni, dopracowując kolejne szczegóły. Coś w atmosferze się zmieniło i chociaż nie miałam pojęcia, czego powinnam się spodziewać, instynktownie wiedziałam już, że uroczystość wkrótce się zacznie. Nigdzie nie widziałam Isabeau, ale dzieci, Gabriel, Carlisle i Esme ustawali się z przodu, dosłownie na wyciągnięcie ręki. Gabriel mrugnął do mnie, a ja posłałam mu całusa, nie zastanawiając się nad tym, czy ktokolwiek nas obserwuje. Już dawno przestałam czuć się jakoś specjalnie źle, kiedy w grę wchodziło publiczne okazywanie uczuć, bo zwłaszcza w sytuacji, kiedy byliśmy po ślubie, nie mieliśmy powodów do tego, żeby czegokolwiek się wstydzić. Jasne, wciąż nie przekroczyłabym pewnych granic, ale całus albo muśnięcie dłoni, to już było zupełnie coś innego, co byłam w stanie zaakceptować.
Zamknęłam oczy, jak najlepiej zamierzając wykorzystać ostatnie minuty, żeby się skoncentrować. W myślach raz za razem powtarzałam słowa pieśni, którą wraz z Laylą miałyśmy wkrótce zacząć śpiewać. To była piękna, ale trudna melodia, której słów nie rozumiałam (nieśmiertelni chyba faktycznie lubili łacinę), ale jeśli wierzyć Allegrze, było tam coś o wieczności, księżycu oraz walce światła z ciemnością. Teraz pozostawało mi się już modlić jedynie o to, żeby przypadkiem się nie pomylić, a tym bardziej nie zaciąć, bo tego bym sobie nie wybaczyła. Teoretycznie jako pół-wampirzyca dysponowałam doskonałą pamięcią, ale czym innym było przechowywanie istotnych wspomnień, a czym innym przypomnienie sobie łacińskich słów, które trzeba było właściwie wyśpiewać, żeby wszystko poszło tak, jak powinno.
Wciąż słyszałam ciche szmery, ale te powoli cichły. Nastrój oczekiwania był coraz wyraźniejszy i powoli zaczynał mi ciążyć, chociaż usiłowałam ignorować wnikliwe spojrzenia. Zabawne, bo to Isabeau powinna się stresować. Pewnie też miała z tym problem, chociaż ja nie potrafiłam sobie tego wyobrazić; sama byłam kłębkiem, więc co dopiero musiało dziać się z Isabeau, której to wszystko dotyczyło? Mimo wszystko nie chciałam znaleźć się na miejscu dziewczyny, ale pewnie inaczej patrzyłam na jej sytuację, skoro sama nigdy nie czułam pociągu do tego, żeby zostać kapłanką. Dla Beau było to marzenie, które snuła już od dziecka i którym najwyraźniej zaraziła Alessię, a przynajmniej tak czułam, kiedy widziałam z jakim podziwem moja córeczka patrzyła na swoją ciotkę. Nie miałam pojęcia, co przyniesie przyszłość, ale gdzieś w głębi miałam nadzieję, że któregoś dnia ponownie znajdę się w tej świątyni – a wtedy na miejscu Beau będzie właśnie Alessia.
Dziwnie pocieszona taką perspektywą, uniosłam powieki i pewniej spojrzałam przed siebie. Czułam, że bardziej gotowa nie będę, a i Layla wydawała się pewna tego, co obie miałyśmy zrobić.
Edward musiał wyczuć, że już najwyższa pora, bo już w następnej sekundzie powietrze zawirowało od łagodnych dźwięków pianina.
Ceremonia rozpoczęła się.
Rufus
Rufus zawahał się. W oddali doskonale widział świątynię, a dzięki wyostrzonym zmysłom czuł zgromadzonych w niej nieśmiertelnych, również Laylę. Nie miał najmniejszych wątpliwości, że dziewczyna tam była i właśnie ta wiedza sprawiała, że dosłownie sparaliżowało go, kiedy miał już wychodzić z lasu. Chciał przyjść na uroczystość i czuł, że powinien – i to nie tylko z sympatii czy szacunku do Allegry i jej córki, ale przede wszystkim dla Lay – obawiał się jednak, że nie wszyscy będą jego obecnością zachwyceni.
Westchnął i skrzywił się. Powinien być wdzięczny Isabeau, że w ogóle zaryzykowała i przyszła do niego, żeby mu powiedzieć o roli, jaką jej siostra miała odegrać dzisiejszej nocy. Kiedy usłyszał pierwsze dźwięki muzyki, tym bardziej zapragnął ruszyć się z miejsca, żeby zobaczyć dziewczynę, kiedy zacznie śpiewać. Już sam głos miała jak anioł i prawie nie zdawał sobie sprawy z tego, że raz po raz słowa Layli przeplatają się z dźwięcznym sopranem Renesmee. Obie brzmiały fantastycznie, ale to dla Layli tak naprawdę tutaj był i tego za wszelką cenę zamierzał się trzymać.
A jeśli chodziło o Nessie… No cóż, zdecydowanie łatwiej było mu ją ignorować, kiedy jej nie widział i nie myślał o Rosie. Nie dostrzegając uderzającego podobieństwa, mógł skoncentrować się wyłącznie na jasnowłosej dziewczynie, która całkiem wywróciła jego życie do góry nogami, w momencie, w którym przekroczyła próg jego laboratorium. To teoretycznie przemawiało za tym, żeby w końcu ruszył się z miejsca, ale jednocześnie było rozwiązaniem, które można było określić mianem tchórzostwa, a to zdecydowanie mu nie odpowiadało. Co więcej, Isabeau jasno dała mu do zrozumienia, że nie przyszła do niego jedynie po to, żeby dalej krzywdził jej siostrę. Naciskała na niego, raz po raz powtarzając, że powinien wyznać Layli prawdę. Ha! Jakby to było takie proste. Sama wiedziała, że to nim wstrząsnęło, ale wydawała się o to nie dbać, przynajmniej do momentu, kiedy nie wytknął jej zachowania po śmierci brata. Może i był okrutny, ale za to skutecznie zamknął dziewczynie usta, sprawiając, że odeszła, urażona.
A teraz był tutaj i wciąż nie miał pojęcia, co powinien zrobić. Layla nie chciała go widzieć, a i on nie wyobrażał sobie, że po raz kolejny jak gdyby nigdy nic przyjdzie i namiesza jej w głowie. Jednocześnie pragnął, żeby dziewczynie przynajmniej zdawała sobie sprawę z tego, że przyszedł – i że widział ją, kiedy śpiewała i tańczyła. To wydawało mu się ważne, ale mimo wszystko…
Zesztywniał, chociaż sam nie był pewien, co takiego tak nagle go zaniepokoiło. Dopiero po chwili doszedł go cichy szelest, gdzieś w głębi lasu, tuż za jego plecami. Już nauczył się ufać instynktowi, dlatego błyskawicznie obejrzał się za siebie – z tym, że nie zobaczył niczego.
Uspokojony, spróbował się rozluźnić, ale wtedy coś znowu się poruszyło, a potem tuż przed nim zmaterializowała się ciemna postać. Nie zdążył nawet zareagować, kiedy pojawił się ból, a potem wszystko zniknęło.
Zanim ostatecznie stracił przytomność i pochłonęła go ciemność, zdołał jeszcze zobaczyć parę intensywnie zielonych oczu.

1 komentarz:

  1. Najmocniej przepraszam, że dopiero komentuję. Postaram się następnym razem ocenić jak najszybciej. Najbardziej z całego rozdziału podobała mi się perspektywa Rufusa, kiedy obserwował Lay. Szkoda, że nadal są pokłóceni, ale myślę, że to długa nie potrwa, i cała historia zakończy się happy endem. - mam nadzieję, że wiesz o jaki happy end mi chodzi XD ... nie, nie o TEN :D
    Jejku, moja biedna Beau, i te jej paczadła. Ciekawe dlaczego nic nie pamięta ze swojej wizji, i czy to tylko przez Elenę? Kurde, albo to chodzi o powrót Isobel. Coś z tego, chyba że wymyśliłaś coś jeszcze :D i mogę się tylko domyślać co. Rozdział - zresztą jak każdy - zaliczam do udanych.
    Pozdrawiam, ciepło
    Twoja Gabi ♥

    OdpowiedzUsuń




After We Fall
stories by Nessa