24.11.2013

Sto dwadzieścia dwa

Renesmee
Oczy Gabriela rozszerzyły się. Chłopaka zamarł na ułamek sekundy, po czym zbiegł z ostatnich stopni, chyba jedynie cudem nie potykając się o własne nogi. Otworzyłam usta, chcąc ostrzec go przed nieszczęsnym stopniem, ale mój ukochany jedynie lekko przeskoczył nad pułapką, po czym w ułamku sekundy znalazł się przy mnie, całkowicie ignorując Rufusa. Wampir wydął usta i zaplótł obie ramiona na piersi, a ja zrozumiałam powody jego zadowolenia, kiedy chwilę później pojawili się Edward i Carlisle.
Nie miałam pojęcia, czy mój ojciec jest w stanie usłyszeć moje myśli, skoro byłam tak rozproszona, ale wspomnienia Rufusa były dla niego jak najbardziej dostępne i najwyraźniej mu się nie spodobały. Wampir zmrużył gniewnie powieki i pociemniałymi z gniewu oczami, spojrzał wprost na mojego wybawcę.
– Co tutaj się, do cholery, stało? – zapytał albo raczej warknął, w pośpiechu zbiegając na dół i materializując się tak blisko Rufusa, że ja na jego miejscu natychmiast cofnęłabym się o krok.
– Tato… – ostrzegłam, prostując się, żeby mieć jakiś wpływ na sytuację, ale powstrzymały mnie ciepłe dłonie Gabriela, które wylądowały na moich ramionach. Spojrzałam bezradnie w oczy chłopaka, ale nie doszukałam się w nich złości, a jednie niepokój. – To nie jego wina. On tylko mi pomógł – powiedziałam z naciskiem, chociaż sama nie byłam pewna, komu próbuję się tłumaczyć i czy to ma jakikolwiek sens.
Rufus prychnął cicho, rzucając mi wymowne spojrzenie.
– Dziękuję bardzo, że mnie bronisz – odezwał się nieco ironicznym tonem – ale wydaje mi się, że jak na jeden dzień zrobiłaś już dla mnie dość. A dla twojej wiadomości, nie masz powodów, żeby patrzeć się na mnie w taki sposób – dodał, tym razem zwracając się do mojego ojca. – Doprawdy, mogę wiedzieć, skąd was się tutaj tyle wzięło? – zapytał rozdrażnionym tonem, wyraźnie niezadowolony z jakiegokolwiek przymusowego towarzystwa.
Edward zamrugał, zaskoczony tym, że jego gniew nie zrobił na wampirze znaczenia. Spojrzałam na Rufusa, próbując jakoś na niego wpłynąć, ale rozproszył mnie dotyk Gabriela. Ukochany ujął moją twarz w obie dłonie i nakłonił mnie, żebym na niego spojrzała. Jego palce przesunęły się po moim policzku, ścierając łzy i niosąc ze sobą ukojenie, którego potrzebowałam. Ignorując to, że raczej nie powinnam naruszać ramienia, rzuciłam mu się w ramiona, mocno do niego przywierając, a Gabriel mocno przygarnął mnie do siebie, próbując jakoś ułożyć mnie tak, żebym nie zrobiła sobie krzywdy. Czułam, że uważnie mi się przygląda, badając mnie wzrokiem i próbując ocenić moje obrażenia, chociaż nie potrafiłam stwierdzić do jakich doszedł wniosków.
– Cała jesteś przemarznięta – szepnął mi do ucha, aż zadrżałam, kiedy jego ciepły oddech musnął mój policzek. Musiałam przyznać, że faktycznie jest mi zimno, czego byłam świadoma tym bardziej, kiedy czułam bijące od jego ciała ciepło. – Kochanie moje, czy mogę…? – zapytał mnie cicho, jednocześnie zdejmując z ramion kurtkę i ciasno owijając mnie materiałem, żeby jakoś mnie rozgrzać i przy okazji nie naruszyć ramienia.
Nie od razu zrozumiałam, co miał na myśli, ale kiedy poczułam muśnięcie jego umysłu, niepewnie pokiwałam głową. Gabriel nigdy nie wnikał w moje wspomnienia, jeśli wcześniej mu na to nie pozwoliłam, a i teraz wyczułam, że poruszał się bardzo ostrożnie, kiedy zaczął badać mój umysł, chcąc znaleźć interesujące go odpowiedzi. Cały czas przytulał mnie do siebie, a w którymś momencie nawet zdecydował się usiąść u mojego boku i posadzić mnie sobie na kolanach. Czułam się trochę tak, jakbym była małym dzieckiem, ale to nie miało dla mnie najmniejszego znaczenia, jeśli tylko w końcu mogłam poczuć się bezpiecznie.
Poczułam, że napięte do tej pory ramiona Gabriela rozluźniają się. Chłopak wypuścił powietrze ze świstem, po czym uniósł głowę, żeby spojrzeć na obserwującego nas obojętnie Rufusa. Wampir udawał, że nie jest specjalnie zainteresowany tym, co się dzieje, ale w pamięci wciąż miałam jego delikatność względem mnie, więc nie dałam się nabrać; to była jedynie gra, chociaż nie do końca rozumiałam, dlaczego Rufus nagle zdecydował się stać tak bardzo chłodnym.
– Gdzie on jest? – zapytał spiętym tonem. Zwykle czarne oczy błyszczały gniewnie, chociaż Gabriel starał się jakoś zapanować nad emocjami, przede wszystkim przez wzgląd na mnie. – Gdzie jest Dylan? Powiedziałeś, że uciekł, ale to niezbyt mi pomaga – stwierdził i przygarnął mnie do siebie mocniej, bo chciałam zaprotestować, obawiając się, że chłopak zdecyduje się pójść szukać nieśmiertelnego.
– A skąd mam to wiedzieć? – żachnął się Rufus, ignorując zdezorientowany wzrok Edwarda. Wychwyciłam nagły ruch, kiedy Carlisle znalazł się bliżej nas, ale byłam zbyt zmęczona, żeby koncentrować się na kilku rzeczach jednocześnie. – Bardziej byłem skupiony na tym, żeby twoja żona się nie wykrwawiła. Chyba nie uważasz, że powinienem był ją zostawić i biec za Dylanem, prawda? – dodał retorycznie
– Nie… – Gabriel westchnął. Czułam, że jest poirytowany, chociaż nie miałam pojęcia co tak bardzo go denerwowało. – Nie, do cholery… Dziękuję ci – rzucił, ale nawet na niego nie popatrzył, jakby samo wypowiedzenie tych słów kosztowało go mnóstwo energii.
Ach, więc o to chodziło – Gabriel nie był zachwycony tym, że cokolwiek Rufusowi zawdzięczał. Nie rozumiałam ich relacji, tym bardziej w sytuacji, kiedy ledwo zachowywałam przytomność, ale nie zamierzałam tracić czasu na bezsensowne przemyślenia. Mocniej wtuliłam się w Gabriela, układając głowę na jego torsie i zamykając oczy. Chłopak westchnął i ucałował mnie w czubek głowy, jednocześnie gładząc mnie po plecach. Jego dotyk pozwolił mi się rozluźnić, chociaż jednocześnie poczułam się jeszcze bardziej zmęczona niż początkowo, nawet jeśli to wydawało mi się czymś niemożliwym.
Nie tyle usłyszałam albo zobaczyłam, co wyczułam jakiś ruch u swojego boku. Skrzywiłam się, kiedy chłodne dłonie ujęły mnie za ramię, ale nie miałam siły na wyrywanie się. W zamian zmusiłam się do uniesienia powiek i na wpół przytomna spojrzałam na pochylanego nade mną Carlisle’a.
– Spokojnie, Nessie. Wszystko jest w porządku – zapewnił mnie. Pokiwałam głową i spróbowałam wyplątać się z kurtki Gabriela, żeby doktor mógł obejrzeć moją rękę. Jedynie spojrzał na opatrunek, najwyraźniej nie widząc powodu, dla którego miałby go naruszać. – Co się stało? – zapytał natychmiast, ale nie zwracał się do mnie.
– Dylan, szklana szafka i dużo krwi – streścił Gabriel, nie odrywając ode mnie wzroku. – Rufus jej pomógł – dodał, a ja doceniłam to, że pominął fakt, że to właśnie wampir w pośpiechu wepchnął mnie na gablotę. – Czułem twój ból i strach. Teraz już przynajmniej rozumiem dlaczego… – westchnęła mi do ucha, muskając wargami mój policzek.
Pokiwałam głową, po czym spróbowałam wyswobodzić się z jego ramion, żeby usiąść. Pozwolił mi na to nieco niechętnie, ale przynajmniej nie próbował mnie powstrzymywać. Walcząc z samą sobą, uniosłam głowę i rozejrzałam się dookoła, starając się zachować przytomność. Byłam zmęczona, ale jednocześnie nie wyobrażałam sobie, żebym była  wstanie zasnąć, skoro wciąż znajdowaliśmy się w laboratorium.
– Gdzie Ali i Damien? – zapytałam natychmiast, udając, że nie dostrzegam pobłażliwego spojrzenia Gabriela. Co mogłam poradzić, że niezależnie od sytuacji, nie potrafiłam nie myśleć o dzieciach?
– Są z Esme – uprzedził mojego ukochanego Edward. – Padało, więc Gabriel uznał, że bez sensu jest ciągać dzieci po deszczu… A zaraz po tym dosłownie mu odbiło, kiedy zaczął zarzekać się, że grozi ci niebezpieczeństwo.
– I się nie pomyliłem – wtrącił urażonym tonem Gabriel. – Chociaż nie powiem, żebym nie zastanawiał się, dlaczego nie miałaś na sobie bluzki – mruknął, rzucając rozdrażnione spojrzenie unikającego spoglądania w naszą stronę Rufusowi.
Wampir nie odpowiedział, najzwyczajniej w świecie Gabriela ignorując. Mój mąż patrzył na niego przez jeszcze kilka sekund, zanim doszedł do wniosku, że traci czas i na powrót się na mnie skoncentrował. Byłam przemoczona i przemarznięta, podobnie zresztą jak moi bliscy, ale i tak nie mogłam oprzeć się wrażeniu, że i tak prezentuję się najgorzej ze wszystkich, nie tylko dlatego, że byłam ranna.
– Pójdę poszukać dla ciebie tej bluzki i może wreszcie się stąd wyniesiecie – odezwał się Rufus, nie kryjąc braku entuzjazmu. Preferował samotność, zwłaszcza w swoim laboratorium. – Mam serdecznie dość niezapowiedzianych wizyt jak na jeden dzień.
– Być może, Rufusie, ale to i tak nie zmienia faktu, że jesteśmy ci bardzo wdzięczni – zapewnił go Carlisle, rzucając wampirowi krótkie spojrzenie. – Jeszcze tylko jedna rzecz... Rany były czyste, czy… – zaczął, ale Rufus przerwał mu poirytowanym prychnięciem.
– Nie opatrzyłbym jej, gdyby nie były – stwierdził urażonym tonem. – Może jeszcze się nie zorientowałeś, ale medycynę skończyłem, jeszcze zanim ty zdecydowałem się za to zabrać – dodał i w pośpiechu wyszedł, nawet przy tym nie oglądając się za siebie.
Popatrzyliśmy za nim lekko zdezorientowani, nie mając pojęcia, co jego zachowaniu myśleć. Rufus wydawał się rozdrażniony, co było dziwne, skoro wcześniej wobec mnie zachowywał się w całkiem przystępny sposób. Nie miałam pojęcia, co powinnam o tym myśleć, ale wiedziałam, że nawet gdybym zapytała go o to, co takiego go ugryzło, nie otrzymałabym żadnej sensownej odpowiedzi. Nastroje wampira były zmienne, a dotychczasowa troska najwyraźniej poszła już w zapomnienie, nawet jeśli to było przykre.
Rufus wyszedł na dłuższą chwile, najwyraźniej nie śpiesząc się z tym, żeby do nas wrócić. Starałam się o nim nie myśleć, koncentrując się raczej na licznych pytaniach Carlisle’a, który zwrócił się do mnie, korzystając z tego, że byłam dość przytomna, żeby mu odpowiadać. Nie męczył mnie długo, chcąc przede wszystkim rozeznać się w moim stanie i móc ewentualnie podjąć jakąś sensowna decyzję, żeby mi pomóc. Mimochodem zauważyłam, że Rufusowi nie miał nic do zarzucenia, co chyba znaczyło, że nie musiałam się jak na razie obawiać niczego, prócz konieczności zdjęcia szwów, kiedy te okażą się zbędne.
– Najlepiej będzie, jeśli spędzicie noc u nas – zaproponował w końcu Carlisle, zaciskając palce na moim nadgarstku i dla pewności badając mi puls. Też zauważył, że straciłam dość krwi, żeby mieć pewne wątpliwości co do tego, czy może spuścić mnie z oczu; wiedziałam, że przynajmniej przez noc chciał mnie poobserwować, chociaż nie powiedział tego wprost. – Esme już pewnie położyła dzieci spać, poza tym do domu Isabeau jest zdecydowanie bliżej – dodał, a ja musiałam przyznać mu rację, tym bardziej, że wciąż padało.
– Świetnie – podjął Gabriel, nie czekając na jakąkolwiek opinię z mojej strony. – Chociaż to i tak mi się nie podoba – westchnął, a ja pojęłam, że bynajmniej nie miał na myśli propozycji albo mojego stanu. – Żeby Dylan…
– Dylan co?
Wszyscy zesztywnieliśmy, kiedy doszedł nas jeszcze jeden głos. Momentalnie spojrzałam w stronę schodów, akurat w momencie, kiedy blada jak papier Layla zbiegła z ostatnich stopni, instynktownie przeskakując nad stopniem-pułapką przy samym końcu. Cóż, najwyraźniej jedynie ja miałam to nieszczęście, żeby na niego wpaść.
Dziewczyna zmierzyła nas wzrokiem, a jej błękitne oczy rozszerzyły się w geście niedowierzania. Przez kilka sekund milczała, uważnie rozglądając się dookoła, aż do momentu, kiedy jej uwagi nie przykuł bałagan w laboratorium oraz plamy krwi nie tylko na podłodze, ale i na stole na którym siedziałam wraz z jej bratem. Rufus nie zdążył posprzątać po tym, jak mnie opatrzył, więc Layla natychmiast zorientowała się, że coś zdecydowanie jest nie tak.
– Co tutaj się stało!? – zapytała spiętym tonem. Zauważyłam, że z paniką rozglądała się dookoła, najprawdopodobniej szukając wzrokiem Rufusa, chociaż równie dobrze mogłam się mylić. Kto jak kto, ale Lay na pewno się o niego martwiła. – Dlaczego tutaj jest krew? I co wy tutaj wszyscy robicie? – wyrzuciła z siebie na wydechu, nawijając z prędkością karabinu maszynowego. – Gdzie jest Rufus i, do cholery, czy mogłabym wiedzieć, dlaczego Renesmee jest praktycznie na wpół naga i…?
– Layla? – wtrąci Gabriel, przerywając jej wpół słowa. – Sis, po prostu wyluzuj, okej? – doradził jej, ale skończyło się jedynie na tym, że dziewczyna warknęła na niego gniewnie.
Pół-wampirzyca dosłownie drżała od nadmiaru emocji, chociaż nie potrafiłam uwierzyć w to, że to jedynie przez niepewność albo imię Dylana była aż do tego stopnia pobudzona. Chodziło o coś zdecydowanie więcej, ale mogłam tylko zgadywać, co takiego wyprowadziło ją z równowagi. Wiedziałam jedynie, ze była zła i zmartwiona, a najważniejszą przyczyną jej stanu był nie kto inny, ale właśnie Rufus.
Gabriel chciał powiedzieć coś jeszcze, ale wtedy pojawił się ściągnięty zamieszaniem wampir. W dłoniach obracał cienką, czarną bluzeczkę i natychmiast zwrócił się w naszą stronę.
– Trzymaj. Powinna być na ciebie dobra, bo Ro… – zaczął i urwał, w końcu dostrzegłszy wpatrzoną w niego Laylę. – Co ty tutaj robisz? – zapytał mimowolnie, praktycznie nie zastanawiając się nad słowami. Widać było, że obecność dziewczyny zdecydowanie przekraczała to, co był w stanie jednej nocy znieść.
– Właśnie sama się nad tym zastanawiam. – Layla wyglądała tak, jakby ktoś ją spoliczkował. – Tak, Rufusie? Co takiego zamierzałeś powiedzieć? – dodała pozornie obojętnym tonem, ale błysk w jej błękitnych oczach zdradzał, że ledwo panuje nad emocjami.
Rufus przez kilka sekund patrzył na nią beznamiętnym wzrokiem, po czym raz jeszcze zerknął na bluzkę, którą przyniósł.
– Absolutnie nic. – Ponownie spojrzał na dziewczynę. – To twoje, prawda? Chyba nie masz nic przeciwko temu, żebym pożyczył ją twojej bratowej – zauważył przytomnie, takim tonem, że sama dałabym się nabrać.
Layla zacisnęła wagi, po czym podeszła do niego i wyrwała mu materiał z rąk Wywrócił oczami, po czym zaplótł obie ręce na piersi, patrząc jak dziewczyna podchodzi do mnie i do swojego brata. Na moment zamarłam, obawiając się, że może spojrzeć na mnie z goryczą albo w jakikolwiek inny urażony sposób, ale nie dostrzegłam w jej oczach żadnych emocji, kiedy wyciągnęła koszulkę w moją stronę.
– Nie mam nic przeciwko – zgodziła się cicho. Wydawała się już nie tylko zmęczona, ale również zaniepokojona tym, co się wydarzyło. – Bardziej przejmuję się tym, że najwyraźniej nic się nie zmieniło i nadal nie jesteś ze mną szczery – zarzuciła mu.
– Nie dałaś mi po temu okazji – zauważył z westchnieniem. – Laylo, nie patrz na mnie w ten sposób. Zaraz opowiem ci o wszystkim, co tutaj się stało, więc naprawdę nie widzę powodu dla którego miałabyś się martwić – zapewnił spokojnie.
– Zaczynając może od tego, że kolejny raz wspomniałbyś o Rosie? – zapytała, po czym odważyła się na niego spojrzeć. Zamarł w bezruchu, mrugając pośpiesznie; zaskoczyła go. – Tylko nie próbuj mi zaprzeczać. Może nie chciałeś, ale gdybyś mnie nie zobaczył, znowu wypowiedziałbyś jej imię. Czuję tutaj zapach Dylana i to dla mnie jasne, że coś jest nie tak, ale teraz chciałabym… – Zawahała się na moment, po czym zrobiła kilka kroków w stronę wampira, stając naprzeciwko niego. – Rufusie, proszę. Kim jest Rosa? – zapytała najłagodniejszym tonem na jaki tylko było ją stać.
Gabriel zerknął na siostrę i przez kilka sekund wpatrywał się w nią, zanim zorientował się, co takiego robi. W pośpiechu wziął się w garść i zsunął mi z ramion swoją kurtkę, zamierzając mi pomóc założyć koszulkę siostry. Skrzywiłam się, ale pozwoliłam mu na to, niespokojna zwłaszcza w momencie, kiedy pomagał mu wsunąć ranną rękę w rękaw, starając się jej nie naruszać. Koncentrowałam się na ubieraniu, ale jednocześnie uważnie nasłuchiwałam, pragnąć usłyszeć odpowiedzi na pytanie, które dręczyło mnie od jakiegoś czasu, a konkretnie od momentu, w którym pierwszy raz poznałam Rufusa, a on zobaczył we mnie kogoś, kim nie byłam. Nie byłam pewna, co takiego zmieniłyby wyjaśnienia, ale podobnie jak i Layla pragnęłam pewnych odpowiedzi, które uparcie nie nadchodziły.
Rufus milczał, po prostu wpatrując się w Laylę niemal błagalnym wzrokiem, jakby chcąc nakłonić dziewczynę do zmiany decyzji. Najstarsza z rodzeństwa Licavoli nawet nie drgnęła ani tym bardziej nie odwróciła wzroku, zdeterminowana i zdecydowana na tym, żeby uzyskać odpowiedzi. Nie obchodziło ją, jak wiele osób było świadkiem rozmowy jej i Rufusa – była rozemocjonowana, przez co koncentrowała się wyłącznie na obecnej chwili oraz na uczuciach, które dosłownie rozrywały ją od środka. Potrafiłam ją zrozumieć, chociaż jednocześnie nie chciałam, żeby była tak surowa dla wampira, który mnie uratował; przecież Rufus obwiniał się o wiele rzeczy, chociaż uparcie ukrywał przed światem emocje, nie chcąc okazywać słabości.
– Laylo – powiedział w końcu Rufus, starannie wypowiadając jej imię – dlaczego wciąż mnie o to dręczysz? Kto jak kto, ale ty powinnaś rozumieć, że istnieją rzeczy do których nie należy wracać – zauważył cicho.
Dziewczyna zacisnęła powieki, po czym wypuściła powietrze ze świstem.
– Istnieją – zgodziła się, nie decydując się na otworzenie oczu. Jej klatka piersiowa falowała w rytm oddechu, zdradzając zdenerwowanie dziewczyny. – Ale to właśnie ty przekonałeś mnie do tego, że w niektórych sytuacjach koniecznym jest się z nimi zmierzyć. Ja zrobiłam to dla ciebie, chociaż kosztowało mnie to bardzo wiele, a jednak ty… – Zwiesiła głos, po czym pokręciła głową, chcąc odrzucić od siebie jakąś myśl. – Ale my najwyraźniej nie jesteśmy sobie równi, prawda Rufusie? – zadrwiła, w końcu decydując się zwrócić na niego swoje błyszczące, błękitne tęczówki.
Rufus popatrzył na nią tępo, ale nie odpowiedział. Layla drżała i wiedziałam, że do samego końca miała nadzieję na to, że wampir zaprzeczy, ale wszystko wskazywało na to, że nie doczeka się żadnej konkretnej reakcji z jego strony. Obserwując ich, coraz bardziej czułam się jak intruz, ale jednocześnie byłam zbyt oszołomiona, żeby zdecydować się wyjść i zapewnić im chociaż odrobinę prywatności, nawet jeśli jej potrzebowali.
– Dlaczego wróciłaś, Laylo? – Głos naukowca był cichy i miał w sobie coś kojącego, chociaż w żaden sposób nie potrafiłam tego określić. Byłam zmęczona, Rufus zresztą zawsze był dobry w manipulowaniu emocjami w taki sposób, żeby pozostawały zagadką, kiedy tego sobie akurat zażyczył. – Kiedy Dylan był tutaj, powiedział, że cię zraniłem. Czy to prawda? Kolejny raz płakałaś z mojego powodu? – dążył, całkowicie dziewczynę zaskakując.
– Dylan powiedział ci, że… – Layla urywała i odwróciła wzrok, nie mogąc znieść jego badawczego spojrzenia. Nie byłam pewna, ale mogłabym przysiąc, że jej tęczówki były zaszklone i ledwo powstrzymywała się do tego, żeby dać upust odczuwanym emocjom. Jej cierpienie było niemal namacalne, chociaż dziewczyna robiła wszystko, byleby jakoś je ukryć i to nie tylko przed Rufusem, ale przede mną, Gabrielem oraz moimi bliskimi. – Nieważne. Nie mów tak, jakby to miało dla ciebie jakiekolwiek znaczenie. W końcu kogo tak naprawdę obchodzi to, co czuję, skoro jak zwykle lepiej ode mnie wiesz, co jest dla mnie najlepsze.
– Nie powiedziałem, że…
Layla uciszyła go spojrzeniem.
– Nie powiedziałeś, ale dałeś mi to do zrozumienia. Ciągle masz przede mną tajemnice, a ja… – Pokręciła głową. Jej jasne loki zafalowały wokół twarzy. – Zresztą nieważne. Masz rację, chyba nie powinnam była wracać. Przyszłam, bo… Sama nie wiem dlaczego – stwierdziła, chociaż oczywiste wydawało się to, że każde jej kolejne słowo było kłamstwem. Layla wiedziała, ale starała się jakoś od tej myśli uwolnić, porażona jej ostatecznością. – I tak niczego mi nie powiesz, prawda Rufusie? – zapytała raz jeszcze i chociaż jej głos zabrzmiał obojętnie, w oczach dostrzegłam ledwo powstrzymywane resztki nadziei.
– Rosa… Rosa to ktoś, kto od wieków jest martwy – wymamrotał cicho, nawet na nią nie patrząc. – Nie warto przejmować się martwymi.
– W takim razie nie warto przejmować się mną – odpowiedziała cicho.
Wyszła, zanim którekolwiek z nas zdążyłoby zaprotestować.

3 komentarze:

  1. Chwila..., że co? Dobra, pomijając część, z Gabrielem i Nessie, bla, bla, bla..... Co ci Layla odwaliło?! D: czekaj, bo zazwyczaj w ich kłótniach - ha! Miałam rację co do tego, że Layla go opieprzy :D - jest tak, że jedno na drugiego się obraża, a potem mu przechodzi O.o a co to miało być? :o awrr, kurde no! Głupia, żeby się zabić to ona nie jest. Nie wiem co wymyśliłaś, ale już mi się podoba. Chcę następny rozdział :D Hah, <3 Rosa jest martwa, co znaczy, że ona nie wróci i nie namiesza D: to dobrze^^ hm, dobrze, że mu wygarnęła, ale szkoda, że jeszcze ogniem nie przyłożyła :D
    Pozdrawiam, i czekam na kolejny rewelacyjny rozdział^^
    Gabi ;**

    OdpowiedzUsuń
  2. Zgadzam się z Gabi, Layla co ci? Ja rozumiem można być zły jak facet na którym ci zależy nie jest z tobą szczery, ale chyba nie zrobisz nic głupiego...prawda?Tylko proszę nie szukaj tego głupka Dylan bo nie warto. Rufus teraz ciebie proszę idź za nią, porozmawiaj i wyjaw jej w końcu prawdę kto to jest Rosa.Szczerze to sama jestem ciekawa.Ogólnie uważam, że to była jakaś pierwsza miłość Rufusa i że to on ją zabił oczywiście przez przypadek ma tam jakieś swoje eksperyment może kiedyś zdarzył się straszny wypadek.Nie wiem czemu tak myślę nie pytaj mnie to tylko moja teoria :P
    Co do Nessie i Gabriela ahh....Taki facet jak Gabriel to chyba nie istnieje :)
    Pozdrawiam i czekam z utęsknieniem na następny rozdział mam nadziej, że z perspektywy Layli, ale może mnie zaskoczysz:)
    Renesmee:D

    OdpowiedzUsuń
  3. Zgadzam się z dziewczynami. Layla, Rufus, Ness, Dylan tyle się dzieje... No ale, jakby nie było - choć chyba nie jest to żadna nowość - rozdział jest cudowny. Uwielbiam Laylę. Tym bardziej zaskoczyło mnie co jej odpierdzieliło. Trzebaby, żeby Rufus porządnie nią potrząsną. Może przestanie jej odbijać.

    Tak, więc nie pierdzieląc trzy po trzy, gratuluję rozdziału, życzę weny i czekam na kolejny.

    Zapraszam do mnie ^^ Chyba już koniec pierwszej części.

    Pozdrawiam,
    Aleks.

    OdpowiedzUsuń




After We Fall
stories by Nessa