22.03.2013

Czterdzieści siedem

Isabeau
Drake spojrzał ostro na Bliss.
– Co ty wygadujesz? – zapytał, a Isabeau nabrała nadziei na to, że może jeszcze jakoś uda jej się z sytuacji wyplatać. Musiała tylko wiarygodnie skłamać. – Skąd wiesz?
– No proszę – żachnęła się dziewczyna, zamaszystym gestem odrzucając rude włosy na plecy. – Każda kobieta powinna być w stanie się zorientować – stwierdziła i spojrzała z wyższością na Amelie, która w końcu pozbyła się krzesła i teraz podeszła bliżej, krzywiąc się i przeklinając pod nosem przy każdym kroku. – Atakowałeś ją, a ona cały czas próbowała bronić brzucha. Gdybym to ja miała z tobą walczyć i próbowałbyś mnie objąć, skupiałabym się na tym, żebyś nie dostał się do mojej szyi, a jednak Isabeau broniła brzucha. Niechętnie przyznaję, że Licavoli mimo wszystko nie są idiotami, a innego wyjaśnienia nie widzę.
Bliss mówiła, a w tym czasie oczy jej brata robiły się coraz większe i jasne stało się, że całkowicie bliźniaczce wierzy. Nie on jeden zresztą patrzył się na nią, jakby widział ją po raz pierwszy – spojrzenia Carlisle’a i Esme nie były wcale różne, a sądząc po szoku w oczach wampirzycy, musiała zauważyć to samo co Bliss.
Drake mocno zacisnął palce na ramionach Isabeau i odsunął ją od siebie na długość wyciągniętych ramion. Spojrzał jej w oczy; jego wzrok miał w sobie coś hipnotyzującego.
– To… prawda? Jesteś w ciąży? – zapytał powoli i wyczuła, że drży. Chyba nigdy nie widziała go w tak głębokim szoku, ale chociaż wszystko wskazywało na to, że ta wiadomość wytrąciła go z równowagi, wciąż ciężko było stwierdzić, jakie ma do całej sytuacji podejście. – Odpowiedz mi – zażądał, lekko nią potrząsając.
Spróbowała odwrócić wzrok.
– Nie… – skłamała, ale zabrzmiało to tak nieudolnie, że sama siebie nie była w stanie nabrać.
Oczy Drake’a jakimś cudem jeszcze bardziej pociemniały; szok pogłębił się i jedynie to była w stanie wyczytać z jego spojrzenia.
– Nie okłamuj mnie. Wiesz dobrze, że nas nie da się okłamać – powiedział cicho, mając oczywiście na myśli telepatów. Jako jedna z nich potrafiła to zrobić, postanowiła mu tego jednak nie wypominać. Już wystarczająco była zdenerwowana. – To moje dzieci, mylę się? – zadał kolejne pytanie i ucieszyła się, że w tym momencie nie jest w stanie patrzeć na Cullenów, żeby przekonać się, jakie mają miny. To, co musieli sobie w tym momencie myśleć, było jednoznaczne – niezależnie od tego, czy faktycznie była w ciąży i to z Drake’m, tak czy inaczej wszystko wskazywało na to, że musiała niedawno uprawiać z telepatą seks.
Spróbowała wyszarpnąć ramiona z uścisku Drake’a, ale w tym momencie był tak rozemocjonowany, że nie miała szans – równie dobrze mogła siłować się z pobliską ścianą, za wszelką cenę próbując ją przesunąć. Zrezygnowana znów spojrzała na jego twarz, ale starając się unikać patrzenia mu prosto w oczy.
– Skąd wiesz? Może jestem w ciąży z Dimitrem, hm? – powiedziała wyzywająco, doskonale zdając sobie sprawę z tego, że w tym momencie stąpa po cienkim lodzie.
Zacisnął dłonie, jakby zamierzał ją spoliczkować, ale nie zrobił tego. Ze świstem wypuścił powietrze z płuc.
– Teraz ja uważam, że jesteś kłamcą i oszustką – powiedział cicho.
Wyczuła moc, która wypełniła powietrze i psychicznie zaczęła się przygotowywać na kolejną walkę, nie to jednak było celem Drake’a. To była sondująca myśl – niezwykła energia, która nagle wniknęła w nią. Isabeau nigdy nie czuła czegoś tak silnego i nie była w stanie się bronić. Czuła umysł Drake’a w swoim własnym – widziała, jak przegląda jej wspomnienia, jak bada każdą komórkę jej ciała i chociaż starała się opierać, po prostu nie była w stanie.
Wycofał się równie nagle, co w ogóle wniknął w jej ciało. Jego oczy rozszerzone były w geście niedowierzania – wiedział już wszystko. Znał każde jej wspomnienie, każdą myśl i nie miała co do tego najmniejszych wątpliwości. Drake zrobił coś, co było jedną z najgorszych rzeczy, jakie mogły jej się przydarzyć – całkowicie ją obnażył, poznając wszystkie jej sekrety, myśli i uczucia.
Stała przed nim, upokorzona i drżąca, patrząc jak w jego oczach pojawia się zrozumienie i swego rodzaju determinacja. Podjął ją decyzję, chociaż nie miała pojęcia jaką – jego myśli było całkowicie poza jej zasięgiem, co było dziwne, bo mało kto miał dość siły, żeby być zdolnym bronić się przed jej zdolnościami.
Oboje się zmienili – ich moce rozrosły się w niewyobrażalny sposób – wszystko jednak wskazywało na to, że to Drake był górą.
Drake przyglądał jej się w milczeniu.
– Coś ty zrobiła? – zapytał nagle gniewnym głosem, który całkowicie ją zdezorientował.
– Słucham? – Zamrugała, próbując otrząsnąć się z szoku. – O co ci, do cholery, chodzi?
– Przestań w końcu mnie okłamywać. Coś ty zrobiła? Chcesz je zabić?! – naskoczył na nią.
Odsunęła się, w końcu wyrywając z jego uścisku. Stanęła w pozycji bojowej, chociaż zdążyła już się przekonać, że również w walce wręcz jest na straconej pozycji.
– Ty naprawdę nie wiesz, co się dzieje? – zapytał, przyglądając jej się badawczo. – Czuję moc. Czuję, że próbujesz je stłamsić, starając się wytworzyć iluzję tego, że nie jesteś w ciąży. Sprawiasz, że rozwijają się wolniej i to chyba jakiś cud, że ciągle żyją – stwierdził. Jej oczy rozszerzyły się w geście niedowierzania. – Nie czujesz? To nie twoja wina? – zapytał, nagle znów stając tuż przy niej; jego palce ponownie zacisnęły się na jej ramieniu. – W takim razie kto?! – zawołał, jakby oczekiwał, że sprawca jest gdzieś w okolicy.
Isabeau chciała zaprotestować, powiedzieć, że to nieprawda, ale słowa Drake’a brzmiały sensownie. Sama byłaby w stanie uwierzyć, że ktoś za tym stoi – chociażby Pavarotti – ale przecież martwiła się wolnym rozwojem ciąży już wtedy, gdy zorientowała się, że będzie matką. To działo się od samego początku i nie potrafiła znaleźć przyczyny; z pewnością nie spodziewałaby się, że to… wynik mocy.
Nie zdążyła się nad tym zastanowić, nagle bowiem poczuła, jak jej ciało przechodzi prąd. Było to tak, jakby Drake nagle został podłączony do elektrycznego gniazdka – dotykał jej, a całe to napięcie momentalnie przeniknęło jej ciało, przynosząc oszołomienie i ból. Poczuła go w każdej komórce swojego ciała i to całkiem ją oszołomiło.
Nagle jakby coś pękło – jakaś niewidzialna bariera, którą do tej pory otaczały się jej dzieci. Moc, którą wyczuł Drake, a której nie była świadoma, zaczęła się cofać, Isabeau zaś poczuła, jak dzieje się coś, co przecież nie powinno mieć miejsca – że jej brzuch rośnie.
Wyrwał jej się jęk; kolana ugięły się pod nią i nagle wylądowała na klęczka – Drake nie próbował jej przytrzymywać, ale przynajmniej w końcu uwolniła się z jego uścisku. Skuliła się na ziemi, obejmując brzuch i próbując samą siebie przekonać, że to, co się dzieje, nie ma faktycznie miejsca.
To nie mogło się dziać…
– Co ty jej robisz? – Miało kiedy słyszała Carlisle’a zagniewanego, a może nawet wściekłego, dlatego nie było możliwości, żeby zignorowała jego głos. Usłyszała zamieszanie i krótką komendę Drake’a, żeby dali doktorowi spokój, dlatego chwilę później wampir dopadł do niej. – Isabeau…? – spróbował zwrócić na nią swoją uwagę.
Uniosła głowę i potrząsnęła głową, kiedy tylko ich spojrzenia się spotkały. Cały czas obejmowała brzuch, jakby chcąc powstrzymać to, co się działo.
– To niemożliwe… – jęknęła i rozplotła uścisk, po czym w końcu spojrzała na tę część swojego ciała, która tak bardzo ją niepokoiła.
Jej buch urósł i teraz nie miała co do tego żadnych wątpliwości. Już wcześniej czuła pod palcami, jak się zaokrągla i puchnie, nabierając kształtów i rozmiarów, które przecież powinien osiągnąć, gdyby ciąża rozwijała się normalnie, ale po prostu to do niej nie docierały. To było tak, jakby w ciągu kilku minut spróbować zamknąć całe tygodnie – nawet jeśli była świadoma, jak przebiega ciąża u pół-wampirów, czegoś takiego nie była w stanie znieść spokojnie.
Czuła, że wszyscy na nią patrzą i to sprawiało, że miała ochotę poderwać się i jak najszybciej uciec; schować się gdzieś, gdzie będzie bezpieczna, a Drake jej nie dosięgnie. Mogła z nim walczyć, gdyby chodziło jedynie o nią, ale na jak wiele mogła sobie pozwolić teraz, aż nadto świadoma każdego swojego ruchu i tego, że jest odpowiedzialna za więcej żyć, a nie tylko swoje własne?
Ktoś wyciągnął w jej stronę rękę i bezwiednie ją ujęła. Drake poderwał ją do pozycji pionowej, a Isabeau aż sapnęła, kiedy spojrzała na swój brzuch – teraz już pokaźnych rozmiarów, dokładnie taki, jaki powinien być. Nawet jeśli Drake miał jeszcze jakiekolwiek wątpliwości co do tego, kto był ojciec, teraz nie musiał się zbytnio wysilać i tracić czas na próby liczenia – odpowiedź była oczywista.
– Wydaje mi się, że to całkowicie zmienia postać rzeczy – powiedział cicho, wpatrując się w jej brzuch, jakby rozwijające się pod warstwą istoty w jakiś sposób go hipnotyzowały. – Jeśli się nie mylę… A wiem, że się nie mylę – dodał, uśmiechając się – może nawet one próbowały się ukryć. Mają potężnych rodziców, nie da się ukryć. Ale taka moc… – Pokręcił głową, nie przestając się jednak uśmiechać. – Przyszedłem tutaj, bo chciałem cię zobaczyć i wszystko wskazuje na to, że zjawiłem się w najlepszym możliwym momencie – stwierdził.
Szok zaczął powoli mijać i Isabeau odzyskała nieco jasności umysłu. Pośpiesznie spróbowała wziąć się w garść, tym bardziej teraz, kiedy Drake był rozproszony i skupiony na jej ciąży.
– Zobaczyłeś mnie. Teraz możesz sobie iść – powiedziała, próbując odzyskać trochę pewności siebie. Zabrzmiało to całkiem dobrze; głos nawet jej nie zadrżał i nie zdradzał targających nią emocji. – Wiesz nawet więcej niż chciałeś. Dalej nie mam pojęcia po co tutaj przyszedłeś, ale to już nie ma znaczenia. Najlepiej zrobisz, jeśli dasz nam wszystkim spokój – powiedziała lodowatym tonem i chciała odejść, ale chwycił ją za ramię.
– Chwileczkę, moja księżniczko. Uważasz, że teraz tak po prostu to zostawię? – Parsknął śmiechem, ale tym razem nie było w nim nawet odrobiny wesołości. – Będziemy mieli dzieci, Isabeau. Chyba nie uważasz, że tak po prostu cię teraz zostawię, tym bardziej, że wygląda na to, że poród jest kwestią czasu.
Zerknęła przelotnie na ciążącą jej wypukłość, po czym szarpnęła ramieniem. Starała się nie myśleć o tym, że faktycznie wszystko jest kwestią kilku dni – pół-wampirza ciąża rozwijała się w zawrotnym tempie i każdy dzień był istotny. Miała trochę czasu, ale nie za wiele i to ją oszołamiało, bowiem zupełnie nie była gotowa na rozwiązanie – zdążyła przywyknąć do myśli, że może być jednym z tych nielicznych przypadków, kiedy ciąża rozwija się i przebiega tak, jak w wypadku zwykłych śmiertelniczek.
Myliła się.
– Razem z Lawrene’m założyliście „koło opieki nad ciężarnymi”? – zadrwiła. – Już raz to przerabialiśmy. Z tego co mi wiadomo, jednej ciężarnej omal nie doprowadziłeś do grobu, dlatego bardzo podziękuję za wsparcie, tatuśku – prychnęła.
Zmrużył oczy.
– To coś zupełnie innego. Ciebie bym nie skrzywdził – powtórzył po raz drugi tego dnia, najwyraźniej nade wszystko swoich słów pewny. – Poza tym nie wydaje mi się, żebyś miała tutaj coś do powiedzenia. To nasze dzieci, a ja zamierzam dopilnować, żeby bezpiecznie przyszły na świat. Chcesz czy nie, księżniczko, jesteśmy ze sobą połączeni i mogłabyś w końcu przestać udawać, że tak nie jest.
Miała już na końcu języka odpowiedź na temat tego, gdzie może sobie wsadzić tę swoją troskę, zanim jednak zdążyła chociażby otworzyć usta, Bliss wydała z siebie ciche warknięcie. Isabeau prawie zdążyła zapomnieć o tym, że nie są z Drake’m sami, dlatego obecność siostry dhampira całkowicie ją zaskoczyła.
– Chyba nie zamierzasz zrobić tego, co mi się wydaje, Drake – wyrzuciła z siebie rudowłosa, spoglądając z niedowierzaniem na brata. Jej zielone oczy przesuwały się to w jego stronę, to na Isabeau.
– Oczywiście, że zamierzam – odparł spokojnie Drake. Musieli porozumiewać się z Bliss telepatycznie, skoro wiedział, co dziewczyna ma na myśli. – To jest matka twoich bratanków. Jasne, że idzie z nami – powiedział nieznoszącym sprzeciwu tonem.
Isabeau roześmiała się niemal histerycznie, spoglądając na niego tak, jakby postradał zmysły.
– Chyba śnisz! – prychnęła. – Prędzej piekło zamarznie, a świnie nauczą się latać!
Spojrzał na nią z pobłażliwym uśmiechem. Zapragnęła zrobić cokolwiek, byleby zetrzeć mu go z twarzy.
– Powinnaś się czasami zastanowić nad tym, co mówisz – doradził usłużnie. – Jakoś nie wydaje mi się, żebyś miała w tej kwestii cokolwiek do powiedzenia. Bo wiesz, czasami dobrze jest mieć dobry argument – powiedział z naciskiem na ostatnie słowo.
Naszło ją niepokojące przeczucie, że zaraz stanie się coś złego, nie była jednak w stanie przewidzieć tego, co miało się za chwilę wydarzyć Obejrzała się na Carlisle’a, gotowa jakkolwiek zareagować i nawet mimo olbrzymiego brzucha stanąć do walki. Doktor znajdował się najbliżej Drake’a i mógł być narażony na ewentualny atak z jego strony.
W tym momencie popełniła ogromny błąd, bowiem to nie wampira miał na myśli Drake. Doszedł ją pisk, który momentalnie rozpoznała. Nie tylko ona planowała wykorzystać zamieszanie, które powstało – druga strona miała dokładnie takie same możliwości. Esme cały czas wpatrywała się w Carlisle’a, od czasu do czasu posyłając pełne niedowierzania spojrzenia Isabeau. Sunny co prawda cały czas stała przy niej, chowając się za jej plecami, nikt jednak nie zwracał na nią uwagi.
A przynajmniej tak się wydawało do momentu, w którym Amelie nagle znalazła się przy dziewczynce, zamykając ją w silnym uścisku. Sunny była drobna i lekka, nieśmiertelna zaś bez trudu była w stanie ją podnieść. Mała wyrywała się i próbowała kopać, ale to najwyraźniej nie robiło większego wrażenia na Amelie, która z niejakim rozbawieniem patrzyła na wysiłki dziecka.
Isabeau wpadła w gniew, którego nie była w stanie opanować. Warknęła dziko i niewiele myśląc skoczyła na Drake’a, rzucając mu się wprost do gardła. Udało jej się go zaskoczyć i oboje zachwiali się, po chwili lądując na ziemi – ona na nim – nie zmieniało to jednak faktu, że nie miała żadnych szans. Drake szybko się otrząsnął i zanim się obejrzała, to on przyciskał ją do podłogi, zaciskając palce na jej gardle.
– Zdecydowanie nie powinnaś była tego robić! – wysyczał jej wprost do ucha i przez moment miała wrażenie, że zaraz zatopi zęby w jej szyi, ale wtedy rozluźnił uścisk i wyprostował się.
Zaczęła kaszleć, próbując złapać oddech i delikatnie pocierając obolałą szyję. Znów rozpętało się zamieszanie. Kiedy usiadła, zobaczyła jak wytrącona z równowagi Esme próbuje zaatakować najbliższego nieśmiertelnego; uskoczył w ostatniej chwili i sam odpowiedział atakiem, co momentalnie sprowokowało Carlisle’a.
Walka jednak nie wywiązała się na nowo, nawet jeśli wszystko na to wskazywało.
– Dość! – zarządził Drake, próbując odzyskać kontrolę nad sytuacją. – Powiedziałem: dość! – huknął, ale tym razem nie tylko na słowach poprzestano.
Isabeau nie zobaczyła żadnego znaku, nawet najdrobniejszego gestu ze strony Drake’a – może po prostu go nie było, a Amelie zareagowała sama z siebie. Był to jeden, szybki ruch, a jednak wypalił się w jej pamięci z taką dokładnością, że chyba nigdy nie miała go zapomnieć. Amelie skręciła Sunny kark tak błyskawicznie, że Isabeau przez moment nie miała pewności, czy to naprawdę się wydarzyło.
Szarpiąca się do tej pory mała nagle znieruchomiała. Błękitne oczy znieruchomiały wciąż patrząc w przestrzeń, ale nic już nie widząc; wesołe iskierki, które zawsze można było dostrzec w spojrzeniu małej, w jednej chwili zgasły. Głowa opadła jej na bok, ciało zaś znieruchomiało i rozluźniło się, kiedy Amelie poluzowała uścisk i Sunny z głuchym uderzeniem wylądowała na podłodze. Z rozrzuconymi w nienaturalny sposób kończynami wyglądała trochę tak jak porzucona, szmaciana lalka.
Ktoś krzyknął, a Isabeau z opóźnieniem uświadomiła sobie, że to Esme. Sama również pragnęła zacząć krzyczeć, ale nie była w stanie. Mogła po prostu patrzeć.
Esme znów krzyknęła, chociaż to już nawet nie był wrzask czy warknięcie – to był bezradny szloch, który Isabeau rozpoznała, chociaż nigdy wcześniej nie miała szansy go usłyszeć. Mogła się za to założyć, że kiedy zmarło kilkudniowe dziecko wampirzycy…
Isabeau poderwała się na równe nogi. Drake stał, równie zaskoczony co wszyscy w koło, ale z pewnością nie zszokowany czy zły. Nie zdążył się uchylić, kiedy wymierzyła mu siarczysty policzek i to tak silny, że głowa odskoczyła mu do tyłu i omal się nie wywrócił.
– Ty sukinsynu… – wyszeptała i znów go uderzyła. – Ty sukinsynu! – powtórzyła, a właściwie wykrzyczała, rzucając się na niego z pięściami. Minęła dłuższa chwila, zanim złapał ją za nadgarstki i mocno skrzyżował jej ręce na piersi. – W tej chwili mnie puść! Do jasnej cholery, puść mnie! Nienawidzę cię! – zawyła. Płacząc z żalu i wściekłości, spróbowała go kopnąć, w jakikolwiek sposób dosięgnąć i zranić, to jednak najwyraźniej nie miało być jej dane.
Szarpnęła się i znów udało jej się go uderzyć – tym razem łokciem. Zanim zdołał ją uspokoić i unieruchomić, z niejaką satysfakcją stwierdziła, że ręce miał całe podrapane i krwawił z wargi. Żałowała jedynie, że do tego nie dochodził jeszcze złamany nos – była to marna pociecha, ale przynajmniej miałaby świadomość, że będzie miał po niej pamiątkę.
Wyczuła jego gniew i to ją ucieszyło. Chciała, żeby się na nią wściekał i z nią walczyć. Chciała nawet tego, żeby spróbował ją uderzyć, a może nawet zabić – cokolwiek, byleby mogła wyładować frustrację. Wszystkie emocje mieszały się ze sobą, ostatecznie przeradzając się dziką wściekłość, która jednak nie miała szans znaleźć ujścia.
Drake nie zamierzał jej bić.
– Wystarczy! – Wyraźnie zmęczony szarpaniną, postanowił przejąć kontrolę nad sytuacją. Jeszcze bardziej stanowczo unieruchomił szarpiącą się Isabeau, uważając jednak przy tym, żeby nie ucisnąć jej brzucha. – Mam już tego serdecznie dość – oznajmił.
Spojrzał krótko na Amelie, zaraz jednak przeniósł wzrok na klęczącą przy ciele Sunny Esme. W jego spojrzeniu pojawiło się coś, co można było od biedy nazwać żalem, zniknęło jednak tak szybko, że równie dobrze mogło wydawać się złudzeniem. Przez moment przypatrywał się wampirzycy, która płakała bez łez i trzymając głowę Sunny na kolanach, delikatnie głaskała ją po policzku albo przeczesywała palcami złociste loki dziecka. Carlisle znajdował się tuż przy niej, obejmując ją, ale nie próbując jej pocieszać, bo to i tak by nic nie dało.
– Jeśli się nie mylę, na dzisiaj wystarczy śmierci – powiedział Drake. – Nie musiała umierać, ale że Amelie jest porywcza… – Wzruszył ramionami, co jasno dało Isabeau do zrozumienia, jak odnosi się do morderstwa dziecka na oczach ich wszystkich. – Najwyższa pora się zbierać – zwrócił się do swoich telepatów. Wszyscy zdawali się już dojść do siebie po walce, która rozegrała się zaledwie kilkanaście minut wcześniej. Beau wydawało się, że od tamtego momentu minęła cała wieczność. – Isabeau idzie z nami. Ty swoją drogą też – powiedział nagle, spoglądając wzrost na Carlisle’a. – Zależy mi na tym, żeby moje dzieci przyszły na świat żywe. Nie muszę chyba dodawać, że w razie co, jest jeszcze jedna osoba, która mogłaby dołączyć do tej małej. Rozpalenie ognia to nie jest znów taka trudna sprawa – zagroził, zerkając przelotnie na Esme.
Rozejrzał się po pokoju, żeby zobaczyć, jak zostały przyjęte jego słowa. Nikt nie wydał z siebie żadnego dźwięku – jedynie Esme wciąż szlochała, całkowicie obojętna na wszystko.
– No, na co czekacie? Teraz pójdziemy sobie na małą wycieczkę.

5 komentarzy:

  1. Ten rozdział pragnę zadedykować Oli, która najdłużej na niego czekała - Drake w końcu wie. Podejrzewam, że część z was będzie chciała mnie zabić za to, co się wydarzyło, ale tak miało być od samego początku. To ważne, żeby Isabeau go znienawidziła.
    Mam nadzieję, że nie zawiodłam. Najbliższe rozdziały będą ważne i odkryją kilka szczegółów oraz faktów z przeszłości Isabeau. Wszystko powoli zacznie się wyjaśniać, chociaż do końca historii mimo wszystko daleko.

    Pozdrawiam wszystkich, którzy czytają,
    wasza Nessa.

    OdpowiedzUsuń
  2. Nie spodziewałam się takiej reakcji Drake'a.
    oprocz tego ciekawi mnie jedna rzecz mianowicie to czy tak jak przedtem opisywałaś wigilię to czy też opiszesz wielkanoc ;>
    Anja ^^

    OdpowiedzUsuń
  3. Nieeeeee... Dlaczego Sunny?! No tak nie mozna. Niby wiem, ze mowilas ze tak musi byc, ale zeby tak drastycznie... No ok. Musze sie z tym pogodzic. Ciezko, ale dam rade.
    Ja na razie nie mam pomyslu na kolejna notke, ale czekam na nagly przyplyw natchnienia.
    Wiec zycze ci weny i jak na mnie przystalo (znaczy na niecierpliwa dusze ) czekam na kolejny rozdzial.
    Pozdrawiam i caluje
    Aleks

    OdpowiedzUsuń
  4. Nie no.. Wow. Tak długo na niego czekałam i opłacało się. Dobrze Beau go nienawidzi. Ja od początku go nie lubię. Skoro chce mieć dzieci, to dlaczego pozwolił zabić Sunny. Strasznie mi jej szkoda. Wydawała się być ciekawą bohaterką.
    Czekam niecierpliwie na nowy rozdział i życzę weny.
    Pozdrawiam. Ola.

    OdpowiedzUsuń
  5. Aleks, złotko, przebolejesz to, nie masz wyboru, moja ty niecierpliwa istoto xD. Dzięki ci bardzo, weny mi nie brakuje, ale więcej zawsze się przyda. Mam nadzieję, że w końcu coś napiszesz i jestem przekonana, że jak zwykle będzie znakomite.
    Anju, nie mam w planach akurat Wielkanocy, bo jakoś tego nie widzę. Ale kilka dodatków będzie i obecnie waham się nad małą retrospekcją, dotyczącą albo Gabrielli i Marco, albo... Lawrence'a i Beatrycze, chociaż tych dwoje akurat może powinnam zachować w sekrecie do księgi, która będzie bezpośrednio ich dotyczyła. Może wy mi doradzicie na czym powinnam się skupić w pierwszej kolejności ^^
    Olu, o to jak najbardziej chodziło, chociaż z czasem wiele się zmieni. Drake i Isabeau to najbardziej niezwykła para, jaką udało mi się wykreować, a ich historia miłosna jest niezwykła. Drake to Drake - dodam jedynie, że nie ma wpływu na wszystkie swoje decyzje, przynajmniej nie w takim stopniu, jakby oczekiwał...
    Nowy rozdział pojawi się jeszcze dzisiaj...

    Nessa.

    OdpowiedzUsuń




After We Fall
stories by Nessa