16.01.2013

Sto trzydzieści osiem

Poets of the Fall – „Beautiful ones”
Renesmee
Światło lampy zatańczyło na srebrzystym nożu od którego nie mogłam oderwać wzroku. Gabriel bawił się narzędziem z taką wprawą i szybkością, że wkrótce zamieniło się ono w srebrzystą smugę, wirującą coraz szybciej i szybciej... Zaczynało mi się od tego kręcić w głowie, chociaż równie dobre mogło być to spowodowane samym wspomnieniem picia jego krwi.
– P-po co ci ten nóż? – zapytałam drżącym głosem, zerkając to na ostrze, to na odsłoniętą szyję ukochanego. – Gabrielu...
– Zaproponowałem, żebyś się ze mnie napiła – powiedział spokojnie. – Oczywiście, twoi bliscy przyjęli to w dość... nieprzychylny sposób, ale dobrze wiedzą, że to pomoże ci bardziej. Może i nie przypominam sarny, ale do człowieka też mi daleko, więc z moralnego punktu widzenia...
– Och, stul dziób, braciszku – przerwała mu Isabeau. – Prawda jest taka, że więcej czasu tracicie na takie brednie, jedynie dlatego, że szanowna rodzinka jest obecna. Gdybyście wyszli, już dawno by go ukąsiła – stwierdziła, a ja zapragnęłam cisnąć w nią czymś ciężkim, bo momentalnie poczułam na sobie spojrzenia Cullenów.
Powoli odwróciłam się w stronę dziadka, dziękując w duchu za to, że straciłam zbyt dużo krwi na to, żeby się zarumienić. Chciałam dowiedzieć się, co on o tym myśli, bo przecież zawsze mogliśmy z Gabrielem wyjść albo wymyślić coś innego, jeśli mieli z pomysłem mojego ukochanego jakiś problem.
– Gabriel uważa, że to ci pomoże – zwrócił się do mnie łagodnie, mówiąc tak, jakbym stała przed perspektywą czegoś, czego nigdy nie robiłam. A może i tak myślał? Nagle uświadomiłam sobie, że jego niepokój mógł brać się raczej z tego, czy nie wystraszę się koniecznością zranienia Gabriela. – Jeśli nie chcesz, nie musisz...
– Przecież wiesz, że dla nich i sobie otworzyłabym żył, gdyby tego ode mnie pragnęły – zapewniłam pośpiesznie. – Ja tylko wciąż nie rozumiem, po co ten nóż. Przecież mogę cię ukąsić – zwróciłam się do ukochanego i znów poczułam się niezręcznie, bo mówiłam jak ktoś bardzo obeznany w podobnych ekscesach.
Gabriel wymienił z Isabeau znaczące spojrzenia; siostra spojrzała na niego ostro, chyba zabraniając mu się z czegoś wycofać. Czarne tęczówki ponownie odnalazły moje, a potem Gabriel w końcu zdecydował się mi odpowiedzieć:
– Bo nie będziesz piła z szyi – odpowiedział spokojnie, w końcu przerywając zabawę nożem. Ostrze znieruchomiało, mierząc wprost w jego pierś. – To druga część pomysłu o której już nie wspomniałem – oznajmił, ku ogólnemu niezadowoleniu pozostałych, zwłaszcza Edwarda.
Zignorował ich, a potem bardzo ostrożnie się podniósł, cały czas spoglądając mi prosto w oczy. Wiedziałam, że ranna ręka coraz bardziej mu przeszkadzała i go irytowała, powstrzymał jednak wszelakie emocje, skupiając się na tym, co zamierzał zrobić – na... rozpinaniu guzików białej koszuli, którą miał na sobie.
Serce zabiło mi zdecydowanie szybciej i tym razem jakimś cudem jednak się zarumieniłam. Co on, do cholery, wyprawiał?! Przecież wiedział, jak reaguję na jego ciało, kiedy jesteśmy sami – efektem tego był chociażby mój zaokrąglony ciążą brzuch – i naprawdę nie musiał doprowadzać do tego, żeby wszyscy się o tym przekonali.
– Co ty...? – zaczęłam, jako pierwsza będąc w stanie wykrztusić z siebie chociaż słowo, pozostali bowiem zamarli, myśląc prawdopodobnie, że chłopak postradał zmysły; sama też zaczynałam mieć wątpliwości.
– Wymieniłem się z tobą krwią i to połączyło nas w sposób, który ciężko opisać. To silna więź, ale nie tak silna jak ta, którą stworzymy teraz, jeśli... jeśli mi na to pozwolisz – oznajmił cicho. – Isabeau omal mnie nie zabiła, kiedy jej oznajmiłem, że nie potrafię cię odnaleźć, bo jeszcze się do tego nie posunąłem. A więc drugi raz nie zamierzam tego błędu popełnić – oświadczył.
Gapiłam się na niego okrągłymi ze zdumienia oczami, nic z jego wypowiedzi nie rozumiejąc. Nie ja jedna zresztą i ta świadomość była w jakimś stopniu pocieszająca. A jednak i tak czułam się przy Gabrielu głupia i niedoświadczona.
Isabeau westchnęła.
– Gabriel nie tylko chce dać ci krew, ale i energię. Robiłaś coś podobnego, kiedy karmiłaś go w lesie, ale to nie to samo, co to, co zaraz zrobicie – wyjaśniła i poczułam, że jest bardzo obeznana w tym temacie. Isabeau w tym momencie brzmiała jak ktoś bardzo doświadczony i ważny, niemal jak jakiś przywódca albo ktoś w tym rodzaju. – Moc ma swoje główne źródło w najważniejszym miejscu – koło serca. Nic nie łączy dwóch dusz ze sobą tak mocno, jak picie właśnie z tego punktu – dodała spokojnie. – To już nawet taki rytuał. Partner robi niewielkie nacięcie, jakieś pięć centymetrów nad sercem, po czym karmi swoją partnerkę... – ciągnęła, kreśląc palcem linię na swojej piersi. Nagle urwała i spojrzała na mnie, lekko przekrzywiając głowę. – Hej, zawsze byłaś taka blada? – zapytała ze słodkim uśmiechem.
Pokręciłam głową, czekając aż ktoś wybuchnie śmiechem i powie, że znalazłam się w ukrytej kamerze czy czymś podobnym. Co oni znów wymyślili?! Gabriel ucierpiał równie mocno, co ja, jeszcze się nie zregenerował i sam potrzebował krwi oraz energii, a jednak wyrywał się dzielić się tym ze mną? Przecież nie mogli być aż do tego stopnia szaleni, prawda?
– Gabrielu, nie ma mowy! – naskoczyłam na ukochanego, jeszcze zanim jego siostra zdążyła cokolwiek powiedzieć. – Czyś ty oszalał? To nie ja omal nie umarłam z braku krwi i wyczerpania zużyciem zbyt wielkiej ilości mocy! Gdyby chodziło o samą krew, jeszcze bym się zgodziła, ale na trochę, dla dobra dzieci. Ale ja nie zamierzam być tą, która cię zabije! – ucięłam, starając się uspokoić, żeby nie denerwować bliźniąt. Carlisle już i tak dla pewności mnie podtrzymywał, próbując przemówić mi do rozsądku i chyba zaczynając się zastanawiać, czy nie przerwać tego wszystkiego i nie wygonić mnie do łóżka. – Nie ma mowy – powtórzyłam wyczerpanym głosem.
Na Gabrielu mój wybuch nie zrobił żadnego wrażenia. Może trochę zmartwiło go, że znów się denerwuję, ale poza tym z pewnością nie wziął sobie moich słów do serca. Nie usiadł nawet, nie zapiął też koszuli, więc chcąc nie chcąc błądziłam wzrokiem po jego idealnej klatce piersiowej, jak zwykle marząc o tym, żeby poczuć jego gładką skórę pod palcami.
Mi amore, możesz mi wierzyć, że czuję się świetnie. Mam już wprawę w szybkim dochodzeniu do siebie – zapewnił. Jedynie prychnęłam, dając mu do zrozumienia, że nie zmieniłam zdania. – Kocham cię. Ranisz mnie, odmawiając przyjęcia największego daru, jaki mogę ci ofiarować – stwierdził, postanawiając zagrać nieczysto i doprowadzić, żebym poczuła wyrzuty sumienia.
– Twoja śmierć ma być największym darem, jaki otrzymam? – zapytałam sceptycznie. Wzniósł oczy ku niebu. – Dziękuję, chyba obejdę się bez podarków. Dziadku... – zaczęłam, zamierzając zwrócić się do Carlisle'a i poprosić go o jakiś środek przeciwbólowy, zanim wróciłabym do łóżka, ale wtedy wszystko potoczyło się błyskawicznie.
Ostrze zabłysło; jedno płytkie cięcie wystarczyło, żeby na gładkiej, alabastrowej skórze Gabriela pojawiła się czerwona kreska. Na linii rozcięcia momentalnie zebrała się krew, która zaczęła powoli sączyć się z rany.
Edward i Esme zamarli, i jak na zawołanie rzucili się do wyjścia. Usłyszałam dźwięk zamykanych frontowych drzwi, ale prawie to do mnie nie docierało.
Ja wpatrywałam się w krew.
Słodką, znajomą krew, której zapach momentalnie przyprawił mnie o zawroty głowy. W moim gardle zapłonął ogień, nogi zaś odmówiły mi posłuszeństwa; zamarłam niczym sparaliżowana, całkowicie oszołomiona tym, co widziałam.
– Ja... – zaczęłam słabym głosem. – Ja chcę...
Gabriel uśmiechnął się zachęcająco.
– Tak, moja śliczna? – zapytał aksamitnym, hipnotyzującym głosem, który owinął się wokół mnie, jeszcze bardziej wytrącając z równowagi. – Czego chcesz?
Pamiętałam, jak pierwszy raz z niego piłam – wtedy czułam się równie zdezorientowana i pragnęłam uciec, gdzie pieprz rośnie, a jednocześnie byłam ciekawa tego, jak to będzie. Wpatrywałam się w ranę na jego piersi jak oczarowana, czując, jak moja zdolność opierania się spada do zera.
Gardło mnie palił, zaś zapach krwi i głos Gabriela pociągały pod każdym względem, odbierając wolną wolę i nie pozwalając mi sprzeciwiać się swoim pragnieniom. Czas na moment stanął, wszystko inne zaś zniknęło – byliśmy jedynie ja, on i ta niesamowita chwila oczekiwania.
Nie byłam pewna, w którym momencie wyrwałam się Carlisle'owi, pokonując dzielącą mnie od Gabriela odległość. Nagle po prostu poczułam pod palcami ciepłe ciało ukochanego, a chwilę później zmusiłam go do tego, żeby usiadł. Posadził mnie sobie na kolanach, mocno obejmując ramionami i szeptem jeszcze zachęcając do tego, żebym zrobiła cokolwiek pragnę.
– Tak, kochanie, tak... – Jego dłonie miarowo przesuwały się po moich plecach, głaskały końcówki włosów... Doskonale wiedział, że uwielbiam takie pieszczoty i z premedytacją to wykorzystywał. – Pozwól mi sobie pomóc. Oddaję się tobie w pełni, mój ty aniele – wymruczał, muskając ustami płatek mojego ucha.
Dłużej już nie wytrzymałam i – bardzo ostrożnie, chociaż wszystko we mnie wyrywało się do tego, by momentalnie dobrać się do jego krwi – przysunęłam usta do rany na jego piersi. Wciąż lekko oszołomiona i niepewna (nie mogłam zapomnieć o tym, że Carlisle i Isabeau nie wyszli, niestety), zlizałam spływającą krew. Moim ciałem wstrząsną dreszcz, kiedy osoka spowodowała istną eksplozję w moich ustach – coś po stokroć lepszego od tego, co do tej pory piłam. To była jego krew, ale nie smakowała tak, jak wcześniej, kiedy karmiliśmy siebie nawzajem.
Nagle po prostu dałam porwać się chwili i zaczęłam pić. W kontakcie z moją śliną rana zaczęła krwawić jeszcze bardziej obficie, więc nie było to znów takie trudne. Usłyszałam jęk Gabriela, ale nie było w nim bólu, którym mogłabym się martwić – jedynie przyjemność; dzika rozkosz dzielenia się z kimś, kogo się kocha swoim życiem. W każdej kropli tej niezwykłej krwi czułam moc, która go wypełniała i rozumiałam już, dlaczego tak ciężko było mu się powstrzymać, kiedy pragnienie spowodowane niedoborem energii zaczynało go przytłaczać – nie dało się po prostu spokojnie siedzieć, kiedy czyjś silniejszy umysł znajdował się obok.
Krew i moc rozchodziły się po moim ciele przyjemnymi falami ciepła, rozgrzewając mnie i dodając siły. Gabriel mocno przytulał mnie do siebie, głaskając po włosach i szepcąc coś czułym głosem; wychwalał moją urodę, i zdolności, powtarzał jak bardzo kocha mnie oraz bliźnięta... Czułam jego radość, która mieszała się z moją własna. Dzieliliśmy się uczuciami, powoli zatracając się w euforii i zamykając się w naszej prywatnej bańce szczęścia, której nikt nie mógł zniszczyć ani sforsować. W tamtym momencie nic złego nie mogło się stać – byłam tego absolutnie pewna.
Poczułam, że mam dość, przynajmniej jeśli chodzi o moc. Złocista energia krążyła po moim ciele, sprawiając, że czułam się wręcz tak, jakbym się przejadła – nadmiary zdawały się ciążyć, powodując dyskomfort, dlatego postanowiłam przerwać. Odsunęłam się od rozcięcia nad jego sercem, raz jeszcze przejeżdżając po ranie językiem. Był to impuls, czułam się bowiem na tyle silna, by wykorzystać zdolności, żeby zatrzymać krwawienie.
Gabriel spojrzał na mnie zafascynowany. Byliśmy tak blisko siebie, że nasze aury przenikały się wzajemnie – moja własna, barwy bursztynu, zdawała się połyskiwać złotem, zdradzając jak silnie w tym momencie się czułam. Ukochany nie mógł przywyknąć do tego, że rozwinęłam zdolności, nagle ucząc się kontrolować coś, co było poza moim zasięgiem przez tak długi okres czasu. Ale teraz już rozumiałam z czym mam do czynienia i sama dziwiłam się sobie, jak mogłam nie być w stanie poradzić sobie z tym wcześniej.
Nasze spojrzenia się spotkały, a ja poczułam, że się rumienię. Wciąż byłam głodna, ale było to już zwyczajne pragnienie krwi – więcej energii już nie potrzebowałam. Palenie w gardle zaczynało mnie rozpraszać, co mnie irytowało, bo nie chciałam myśleć o krwi, skoro w końcu po tylu dniach byłam tak blisko niego.
Uśmiechnął się, zdradzając, że przez cały czas siedzi w mojej głowie.
– Ne krępuj się, aniele – powiedział miękko. – Pij, jeśli tego potrzebujesz.
Większej zachęty nie potrzebowałam. Wyprężyłam się, prostując w jego ramionach, żeby dosięgnąć jego szyi. Czule musnęłam wargami cienką skórę jego szyi, po czym w końcu ugryzłam, dostając się do krwi. Tym razem nie było w niej nic nadzwyczajnego, ale i tak czułam się fantastycznie, łapczywie spijając coś, czego potrzebowałam zarówno ja, jak i nasze dzieci.
Nie byłam już tak bardzo głodna, żeby tracić nad sobą kontrolę, dlatego wychwyciłam połączenie, które pojawiło się pomiędzy umysłem moim i Gabriela. Czułam jego obecność, jego emocje i wiedziałam, że gdybym zechciała, mogłabym dowiedzieć się o czym myśli albo zagłębić w jego pamięć, w jego duszę, poznając niedostępne mi dotąd wspomnienia. Oczywiście, działało to również w drugą stronę – i właśnie to zdecydowałam się wykorzystać.
Odsunęłam się od jego szyi, uprzednio zamykając ranę, po czym usiadłam prosto, żeby spojrzeć mu w oczy. Obie dłonie położyłam na jego ciepłych policzkach, uśmiechając się łagodnie; jego emocje się zmieniły – teraz był przede wszystkim zaintrygowany i ledwo powstrzymywał chęć, żeby wykorzystać moc do dowiedzenia się, co kombinuję. Na szczęście powstrzymał się, decydując się pozwolić mi zadecydować, czy chcę zdradzić mu ten sekret.
Gabrielu..., pomyślałam, zwracając na siebie jego uwagę. Mój mentalny głos był silny i pewny, co znów wywołało wybuch radości z jego strony, bo miał świadomość, że jego krew i energia mi pomogły. Kochanie moje, ciągnęłam, postanawiając nazwać go równie czule, co on zawsze mnie. Chcę ci coś pokazać, oznajmiłam, a potem już dłużej się nie zastanawiałam.
Zamknęłam oczy i uwolniłam wspomnienia, pozwalając, żeby wypełniły nas oboje. Kiedy to ja pierwszy raz pozwoliłam mu karmić się swoją energią, a nasze umysły się połączyły, przeżyłam coś wspaniałego, mogąc spojrzeć na pewne rzeczy i wydarzenia jego oczami. Nie pokazał mi tego świadomie – wtedy wciąż bronił się przed łączącym nas uczuciem – ja jednak zamierzałam otworzyć się przed nim jak najbardziej świadomie i chętnie.
Gabriel jęknął, zszokowany.
Uśmiechnęłam się.
Gabriel
To było... coś, czego z pewnością się nie spodziewał. Wiele czynników składało się na to, jak niezwykle Gabriel czuł się w tym momencie. Zaczynając oczywiście od tego, że trzymał w ramionach swojego anioła – całego i zdrowego – teraz dodatkowo emitującego łagodną złocistą poświatą. Wyglądała fantastycznie z rozrzuconymi włosami, opadającymi falami na jej ramiona i plecy, ciepła i miękka, w koszuli nocnej, która podkreślała każdy atut jej figury – nawet zaokrąglony brzuch dodawał jej uroku; była po prostu piękna.
Kiedy posłyszał w głowie jej głos – silny i zaskakujący pewny, co go zaskoczyło, by zwykle Nessie kojarzyła mu się z kruchą i eteryczną istotą, którą łatwo skrzywdzić – przeszedł go dreszcz rozkoszy. Ciekawość zżerała go od środka, ale nie posunął się do tego, żeby poznać jej myśli inne niż te, którymi chciała się z nim podzielić. Intymność tej chwili wręcz go porażała i zaczął dziękować w duchu Isabeau, która ulotniła się, kiedy tylko stało się jasne, że wszystko jest w porządku; w przypadku Carlisle'a nie było w tym nic dziwnego, ale siostra Gabriela lubiła być złośliwa, dlatego był jej wdzięczny, że niczego nie utrudniała.
Przestał się nad tym zastanawiać, kiedy stało się coś, czego zupełnie się nie spodziewał. W jego głowie pojawiły się obrazy, które dopiero po chwili zinterpretował – jej wspomnienia.
Zamarł.
Ten pierwszy moment, w którym go ujrzała. Męczyła się wtedy jednym z tych koszmarów, które ją dręczyły – szła bez celu bez las, potykając się i nie wiedząc, gdzie powinna iść. A potem wyszła spomiędzy drzew na polanę, którą dla niej stworzył – i go zobaczyła, zaledwie przez ułamek sekundy, ale to wystarczyło, by poczuła coś niezwykłego i niezrozumiałego.
A potem wpadła na niego w lesie, uciekając przed telepatami. Zobaczył siebie jej oczami – mroczny anioł, tak zawsze go sobie opisywała. Niebezpieczny, ale ona nie potrafiła go za to znienawidzić, pociągał ją pod każdym względem i to wcale nie równało się z tym, że jako w połowie wampir miał w sobie naturalny wabik na ewentualne ofiary. Ją pociągała jego dusza – to, jaki naprawdę był.
Scena się zmieniła. Teraz wspominała ten moment, kiedy uratował ją po ataku telepatycznym i pierwszy raz skosztowała jego krwi. Czuła się tak bardzo bezpieczna, a potem ufnie zasypiała, mocno wtulona w jego tors...
Ten moment, kiedy pierwszy raz ją pocałował. I ten, kiedy wyznał jej miłość – jej emocje oraz wspomnienia stały dla niego otworem. Nagle zrozumiał, że kochała go nade wszystko i wręcz warunkowała to, że żyje z jego istnieniem. Był dla niej właśnie aniołem – upadłym, który jednak ją pokochał i którego pragnęła zmienić, ucząc go tego, czym jest miłość. Sama uczyła się wraz z nim.
Tak bardzo niewinna... Czasami wciąż wydawało mu się, że popełnia okropną zbrodnię, zdradzając jej okrucieństwa tego świata; pozwalając, by poznała czym jest przemoc i śmierć. Chciał ją przed tym chronić, ale przecież tak się nie dało; nieświadomość była niczym wyrok.
Ale była na to wszystko gotowa, widział to z każdym kolejnym wspomnieniem. Skrzywił się, kiedy wspomniała o tym, jak przebudziła się z temperaturą po tym, jak uratował ją na Alasce albo niedługo po ataku Jane. Czuła się bezpieczna za każdym razem, kiedy zastawała go u swojego boku – wtedy po prostu wiedziała, że nic złego więcej ją nie spotka, wtedy mogła odpoczywać...
Ten moment na balkonie, kiedy przyrównał ją do brzasku. I ten, kiedy pierwszy raz zdecydowali się na coś poważniejszego – moment, w którym połączyli się w jeden organizm, podczas tych wspaniałych, wspólnie spędzonych nocy. Efekt tego czuł pod palcami zdrowej dłoni, którą trzymał na jej zaokrąglonym brzuchu.
Wiedziała, że pomyślał o dzieciach – tor jej wspomnień również się zmienił, teraz skupiając się na czymś zdecydowanie bardziej aktualnym. Wspominała moment, kiedy zorientowała się, że jest w ciąży. Bała się, że ją odrzuci albo zażąda, żeby pozbyła się dzieci z obawy przed tym, że historia jego rodziców powtórzy się. Teraz się tego wstydziła, ale przecież miała prawo zwątpić, zwłaszcza po tym, jak wiele emocji okazał opowiadając jej historię swojego życia. Poza tym jej własny ojciec nie zachowywał się wcale wzorowo, kiedy jeszcze była płodem.
Ale potem przykląkł przy niej, układając policzek na jej brzuchu. Spodobało jej się to. Uśmiechnął się jedynie, po czym delikatnie wyswobodził twarz z jej dłoni i ponowił ten gest – ucałował jej brzuch, a potem przyłożył do niego policzek, jeszcze wyraźniej słysząc dwa bijące serduszka rozwijających się pod warstwą skóry istotek.
Teraz już płakała ze szczęścia, co całkiem go rozczuliło. Wyprostował się, po czym jeszcze mocniej przyciągnął ją do siebie, nie zwracając uwagi na ból w złamanej ręce, którą zmusił do wysiłku, byleby tylko mieć Renesmee tak blisko, jak tylko będzie to możliwe. Dla niej byłby gotów poświęcić wszystko, łącznie z życiem, więc odrobina bólu nie zaszkodzi.
Wiedział, że ona czuje jego ból i to ją martwi, ale nie pozwolił jej długo się nad tym rozwodzić. Tym razem sam ujął jej twarz w dłonie, a potem sprawił, że zapomniała o wszystkim, składając na jej ustach długi, namiętny pocałunek, wyrażający całą tęsknotę, którą czuł od momentu, w którym mu ją odebrano. Tak bardzo cieszył się, że znów ją ma przy sobie i że dotrzymał obietnicy...
W tym momencie słowa nie były potrzebne – wystarczyły gesty, uczucia i to, jak siebie dotykali. Każda pieszczota jednoznacznie wyrażała miłość i wzajemne pragnienia, żeby ta chwila trwała tak długo, jak to tylko możliwe.
Spojrzał jej w oczy, niemal błagalnie. Czekoladowe tęczówki popatrzyły na niego w nieco zdezorientowany sposób. Pokaż mi więcej, poprosił, gotów niemal błagać, byleby poznać więcej jej myśli.
Ale tym razem nie musiał błagać – ona po prostu to zrobiła.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz




After We Fall
stories by Nessa