16.01.2013

Sto trzydzieści dziewięć

Poets of the Fall – „Sleep”
Renesmee
Nie byłam pewna, kiedy Gabriel zabrał mnie do pokoju. Nagle po prostu znalazłam się z powrotem w łóżku, a on leżał tuż obok mnie, mocno tuląc do siebie i wciąż podtrzymując łączącą nasze umysły więź. Czułam jego emocje, czułam jego obecność; wciąż wymienialiśmy się myślami albo po prostu leżeliśmy, napawając wzajemną bliskością po tylu dniach rozłąki.
Czasami głaskał mój brzuch albo muskał go wargami, co mnie rozluźniało. Byłam wbrew wszystkiemu zmęczona, ostatecznie więc zasnęłam. Nie pojawił się w moim śnie tak od razu – prawdopodobnie planował dać mi odpocząć, ale plany pokrzyżował mu ktoś, kogo nigdy bym się nie podziewała. Zaczynałam już zapomnieć o snach z ciemnowłosą dziewczynką, które pojawiały się odkąd zaszłam w ciąże – jeszcze wtedy, gdyby o tym nie wiedziałam – kiedy zaś z ciemności znów pojawiło się to niezwykłe dziecko, uznałam to za zwykły, ale niezwykle uroczy sen.
Wtedy pojawił się Gabriel i wszystko zniknęło. Obudziłam się gwałtownie, z bijącym sercem i zlana potem, czując nieopisany strach przed tym, że coś stało się tej dziewczynce. Chociaż to sen, jego zakończenie poruszyło mnie całkowicie, tym bardziej, że sama nie byłam pewna, co się stało.
Musiałam przespać kilka godzin, bo dookoła panowały nieprzeniknione ciemności. Ciepłe ramiona Gabriela zaraz mnie otoczyły; ukochany przytulił mnie mocno, odgarniając mi z czoła wilgotną grzywkę i sprawdzając temperaturę. Też miałam wrażenie, że jestem jeszcze bardziej rozpalona niż zazwyczaj, ale to raczej przez nerwy i rozespanie – wciąż byłam zdezorientowana.
– Dobrze się czujesz? – szepnął mi do ucha, wyraźnie podenerwowany. – Wystraszyłaś mnie. Miałem wrażenie, że znów spróbowali sztuczki ze snami i wniknęli do twojego umysłu... – powiedział cicho, jakby wahając się, czy dla pewności nie zawołać Carlisle'a, żeby mnie obejrzał.
Spojrzałam na niego całkiem zdezorientowana, bo przez myśl mi nie przeszło, że na moje sny mogliby mieć jakikolwiek wpływ telepaci. Ciemnowłosa dziewczyna z pewnością nie była ich dziełem, po prostu to wiedziałam.
– To nie był taki sen – zaoponowałam. – Poza tym nie pierwszy raz śni mi się ta dziewczynka – przyznałam.
Zesztywniał.
– Jaka dziewczynka? – zapytał wytrącony z równowagi. – Niczego nie zdążyłem zobaczyć, bo ledwo tknąłem twojego umysłu, obudziłaś się. Ale czułem, że coś jest nie tak z twoimi snami, że miesza przy nich ktoś z zewnątrz i... – Pokręcił głową, po czym zreflektował się i pomógł mi się położyć, uświadamiając sobie, że o tak później godzinie i z takim brzuchem mam prawo czuć się słabo. – Jaka dziewczynka? – powtórzył pytanie już spokojniejszym tonem.
– Nie wiem. Widziałam ją kilka razy, ale myślałam, że to zwykłe sny – usprawiedliwiłam się. – Poczekaj, pokażę ci – zaproponowałam, zamykając oczy i koncentrując się na tym, żeby przesłać mu właściwą myśl. – Wiesz, to zabawne. Zawsze czuję się za nią odpowiedzialna, poza tym jest taka śliczna... Oczy to ma chyba po tobie – stwierdziłam z rozczuleniem, niezbyt zastanawiając się nad tym, co mówię. – A rysy twarzy... No, po prostu aniołek – westchnęłam, unosząc powieki, żeby spojrzeć na pogrążonego w milczeniu Gabriela.
Mina, jaką zobaczyłam, w pierwszej chwili całkiem wytrąciła mnie z równowagi. Gabriel gapił się na mnie niewidzącym wzrokiem, z oczami wielkimi jak spodki. Chociaż w ciemnościach słabo widziałam szczegóły, mogłabym przysiąc, że w tym momencie czuł się przede wszystkim oszołomiony i zszokowany, czego zupełnie nie rozumiałam. Co złego było w tych snach?
– Gabriel? – zagadnęłam go cicho, tym razem zaniepokojona jego stanem. W sumie dopiero co oddał mi krew i moc, których sam potrzebował, więc może coś mu się stało? – Gabrielu, straszysz mnie – poskarżyłam się, pośpiesznie siadając.
Rzeźba, którą do tej pory mi przypominał, nagle ożyła, a ja odetchnęłam z ulgą. Ciemne oczy odnalazły moją twarz; chłopak nawet nie starał się zapanować nad emocjami, co było dla niego czymś zupełnie nowym, bo zwykle robił wszystko, byleby ukrywać negatywne uczucia.
– Przepraszam... – wyszeptał, myślami będąc chyba gdzieś zupełnie indziej. – Od jak dawna miewasz te sny? – zapytał powoli, intensywnie coś analizując. Przynajmniej nie miał do mnie pretensji o to, że jakoś nie spamiętałam ich i mu o nich wcześniej nie opowiedziałam.
– Nie wiem, jeszcze zanim dowiedziałam się o ciąży. Kiedyś wspominałam Esme... – odpowiedziałam, sięgając pamięcią wstecz. – Tak, wtedy jak zaczęłam się źle czuć i przesypiałam niemal całe doby – przypomniałam sobie. – A dlaczego pytasz? – zapytałam, chociaż w mojej podświadomości zaczynało się formułować coś, czego jeszcze nie mogłam zrozumieć.
Minęłam dłuższa chwila, zanim odpowiedział. Moje wyznanie musiało być istotne, bo przez ten czas zaobserwowałam zmianę w jego postawie – strach ustąpił niedowierzaniu, które ostatecznie zamieniło się w coś, jak pozytywne zaskoczenie. Powoli zaczynałam się niecierpliwić.
– Powiedz mi, kochanie moje, jak opisałaś tę dziewczynkę przed chwilą? – powiedział, ostrożnie dobierając słowa. – Że ma moje oczy? Kolor włosów też, ale loki to z pewnością nie moja działka. A rysy twarzy... – zacytował mnie, urywając dokładnie w tym samym miejscu. – Dobra bogini, jak mogłaby być inna przy naszych zdolnościach? – mruknął do samego siebie.
Zapragnęłam na niego warknąć za to, że nic mi nie wyjaśnia, ale jego słowa skłoniły mój zamglony wyrwaniem ze sny umysł do wysiłku. Wszystkie kawałki układanki nagle wskoczyły na swoje miejsce, a moje dłonie momentalnie powędrowały na zaokrąglony brzuch.
– Przy zdolnościach...? – powtórzyłam równie zszokowana, co on na początku. – Powiedziałeś, że to przypominało to, co robią telepaci albo ty, kiedy wnikasz we sny? – upewniłam się.
– W rzeczy samej – odparł spokojnie, spoglądając na mnie zachęcająco; on już rozumiał i wiedział, że jestem na dobrej drodze, żeby dojść do tych samych wniosków.
Poczułam, że wiruje mi w głowie.
– Czy chcesz powiedzieć...? Chcesz... – Potrzebowałam chwili, żeby zebrać myśli i w końcu sformułować wnioski. – Czy dziewczynka, którą widziałam...? Gabrielu, czy to Alessia? – zapytałam niemal szeptem, chociaż coś podpowiadało mi, że tak właśnie wygląda prawda.
Gabriel nawet nie musiał mi odpowiadać – rozemocjonowana, dosłownie wpadłam mu w ramiona, omal nie zrzucając go z łóżka. Jęknął, bo przypadkiem całym ciałem upadłam na jego obolałe ramię, szybko jednak wciął się w garść i wygodnie ułożył mnie w swoich objęciach. Jego usta odnalazły drogę do moich, kiedy złożył na nich słodki, pełen czułości pocałunek.
Myśli z zawrotną prędkością krążyły w mojej głowie. Dobry Boże, nasza mała córeczka, nasza Alessia... Jak mogłam się nie zorientować, kiedy zobaczyłam ją po raz pierwszy? Jak mogłam nie zrozumieć, kim jest to prześliczne dziecko, tak bardzo podobne do mnie i do Gabriela, które za wszelką cenę chciałam w swoich snach chronić? A nawet jeśli wtedy nie wiedziałam, mogłam się zorientować, kiedy dziadek potwierdził ciążę, a Gabriel wyjaśnił nam, dlaczego w rodzinach telepatów podczas pierwszej ciąży najczęściej rodzą się bliźnięta.
Teraz już nie tylko myślałam, ciesząc się, ale wręcz płakałam z radości. Ułożyłam się na łóżku, czule głaskając brzuch i pragnąc ze wszystkimi podzielić się swoim szczęściem. Moja maleńka! Niezwykła, oczywiście, że była niezwykła – w końcu mając takiego ojca, musiała być istnym cudem.
Nie zapominaj, że jej matka jest równie uzdolniona, usłyszałam stanowczy głos Gabriela w swojej głowie. Teraz już nie możesz się opierać. A ja założę się, że nasz syn będzie równie niezwykły, dodał. Nie musiałam zbytnio zastanawiać się nad jego emocjami, by wiedzieć, że Gabriel jest dumny jak paw. Już moje postępy sprawiły, że gdyby mógł, chyba zacząłby latać, a teraz dowiedział się, że jego córka przejęła dar po nim – już jako płód była w stanie manipulować sennymi marzeniami.
– Musi potrafić zdecydowanie więcej – odezwał się już na głos. – Ja wnikam we sny, ale nic poza tym. Zmieniam je według uznania, ale to potrafi każdy, kto wie, że śpi – stwierdził spokojnie. – Skoro Ali już teraz potrafi takie rzeczy, nie mogę się doczekać, żeby dowiedzieć się, jaka będzie pełnia jej daru – wyznał z łobuzerskim uśmiechem, który tak uwielbiałam.
– Dziadek będzie zachwycony – wtrąciłam z przekąsem. – Mój dar był dla niego czymś niezwykłym, teraz pewnie też zasypałby mnie pytaniami, jeśli chodzi o moc, gdyby nie chciał, żebym ze względu na ciążę odpoczywała. Podejrzewam, że Alessię i Damiena będzie się na rękach nosić.
Gabriel spojrzał na mnie w uroczym uśmiechem, który sprawił, że na moich ustach momentalnie pojawił się uśmiech.
– Ja już was noszę na rękach – przypomniał, układając się na boku i podpierając na zdrowej ręce. – Ani na moment też nie zwątpiłem, że nasze dzieci będą niezwykłe. Po prostu nie spodziewałem, że już teraz... Hm, tak swoją drogą, próbowałaś już wnikać w ich umysły? – zapytał mnie nagle.
Zamrugałam zaskoczona, po czym pokręciłam głową. Dopiero co odkryłam, jak posługiwać się mocą. Poza tym nie miałam czasu zastanawiać się nad takimi drobiazgami – przed porwaniem tata nie wychwycił myśli bliźniąt, a i teraz pewnie by się zorientował, gdyby tak było.
– Moje myśli dało się usłyszeć na kilkanaście godzin przed porodem. Mnie zostało jeszcze trochę czasu, więc chyba oczywiste, że nie próbowałam – zirytowałam się. A mnie się zdawało, że to ja jestem zaspana i nie kontaktuję! – Tata powiedziałby mi, gdyby coś usłyszał – stwierdziłam z przekonaniem.
– Wiem, wiem... Faktycznie, zapomniałem – zreflektował się pośpiesznie. – Ale Nessie, z drugiej strony, Alessia już od dawna jest w stanie się tobie ukazywać. Nawet jeśli jej myśli nie słychać, to wcale nie znaczy, że jakbyśmy spróbowali, nic byśmy nie wychwycili – stwierdził, spoglądając na mnie w tak natarczywy sposób, że zaś się zarumieniłam, chociaż w ciemnościach nie było tego widać.
Westchnęłam, ale jego słowa mnie zaintrygowały. W zamyśleniu głaskałam brzuch. musząc przyznać przed samą sobą, że perspektywa wniknięcia w umysły dzieci była kusząca, ale jednocześnie sprawiała, że się denerwowałam. Nie dlatego, że mogłoby to im zaszkodzić – żadne z nas nie chciało ich skrzywdzić, więc nic złego nie miało się stać. Obawiałam się raczej tego, co mogłabym wychwycić...
Kiedy tata usłyszał moje myśli po raz pierwszy, akurat zachwycałam się bezpieczeństwem, które dawała mi mama; myślałam o tym, że ją kocham – popłakała się po wampirzemu, kiedy mi o tym opowiadała. Ale ona przez całą ciążę siedziała bezpiecznie w domu, ja zaś niejednokrotnie miałam od bliźniąt sygnał, że coś jest nie tak; stresowałam się, co je niepokoiło. Bałam się, że mogą żywić do mnie zupełnie inne uczucia, niż ja do Belli w czasie ciąży.
Gabriel nachylił się nade mną, po czym ucałował mnie w czoło. Przestałam rozmyślać, skupiając wzrok na jego przystojnej twarzy. Uśmiechał się łagodnie, spoglądając na mnie z czułością.
– Wiesz, że nie chcę, żebyś robiła cokolwiek przeciwko sobie. Jeśli się czegoś obawiasz, po prostu mi powiedz, najdroższa – poprosił, raz jeszcze muskając wargami czubek mojej głowy.
Przymknęłam oczy, poddając się pieszczocie i czując, jak moje ciało zaczyna się rozluźniać. Raz jeszcze pogłaskałam brzuch, po czym powoli skinęłam głową, ostatecznie podejmując decyzję.
– Spróbujmy – zgodziłam się.
Nie miałam jeszcze zbyt wielkiej wprawy w posługiwaniu się mocą – jasne, wiele się nauczyłam, ale wcześniej nie próbowałam się połączyć z bliźniętami i nie miałam pojęcia, jak się do tego zabrać. Pozwoliłam, żeby to Gabriel mnie poprowadził. Poczułam strumień mocy, pośpiesznie więc podłączyłam pod niego swój własny umysł, podświadomie robiąc to, co ukochany.
Było to dziwne uczucie, przypominające to, co zrobiłam, kiedy starałam się otworzyć drzwi pokoju, w którym byłam więziona przez Lawrence'a i telepatów. Dla Gabriela było to czymś naturalnym – po prostu łączył się z cudzym umysłem, zupełnie jak wtedy, kiedy chciał podesłać komuś myśl albo przejrzeć wspomnienia – jednak w moim przypadku przypominało to zapadanie się w siebie. Całkowicie się wyciszyłam, starając się wyłączyć wszystkie myśli i skupić jedynie na przeszukiwaniu własnego ciała i znalezieniu tego na czym mi zależało.
Zmysły nagle mi się wyostrzyły, ale nie odbierały żadnego impulsu z zewnątrz – jedynie to, co płynęło ze mnie. Poczułam krew krążącą w żyłach, usłyszałam dudnienie własnego serca i powietrze przesuwające się w płucach. Miarowy wdech i wydech, znów wdech i wydech... Moje serce zwolniło i przez moment miałam wrażenie, że po prostu zapadnę się w ciemność, zasypiając.
I właśnie wtedy je poczułam.
Dwa dodatkowe pulsy, dwa żywe organizmy wewnątrz mnie. Nagle byłam świadoma rozwijającego się we mnie życia bardziej niż kiedykolwiek wcześniej. Już nie czułam pod palcami zaokrąglonego brzucha, a jednak wyczuwałam Alessię i Damiena tak wyraźnie, że ze szczęścia znów zebrało mi się na płacz. Doświadczenie było cudowne i przez moment zupełnie zapomniałam, jaki był główny cel tego, co zdecydowałam się zrobić – w tym momencie to nie było istotne.
To jednak był dopiero początek. Czułam ich umysły, lśniące i czyste tak, jak tylko potrafią być umysły dzieci. Ich niewinność mnie poraziła, a ja jakimś cudem pokochałam je jeszcze bardziej niż do tej pory. Wiedziałam, że znów płaczę, chociaż praktycznie nie czułam spływających mi po policzkach łez, zbyt zaabsorbowana chłonięciem tej cudownej chwili.
Nie usłyszałam ich myśli – na to było zbyt wcześniej, tak jak powiedziałam Gabrielowi. Ale je czułam. To było niezwykłe doświadczenie, dotykać czegoś, co istnieje, chociaż jeszcze nie zostało w pełni ukształtowane. Wiedziałam, że moment, kiedy Edwardowi uda się w końcu posłyszeć ich mentalne głosiki, jest jedynie kwestią czasu, to jednak nie miało poruszyć mnie tak bardzo, jak to, czego doświadczyłam nagle.
Otoczyła mnie miłość. Przypominała złocistą mgiełkę, która unosiła się dookoła mnie, dodając mi skrzydeł i sprawiając, że nagle poczułam się tak, jakbym mogła sprzeciwić się grawitacji i zacząć lewitować, unoszona na mojej prywatnej chmurce szczęścia. Uczucie to było tak ciepłe i prawdziwe, że w żaden sposób nie mogłam go podważyć. Wszelakie wątpliwości momentalnie zniknęły, a ja już po prostu wiedziałam, że one kochają mnie nade wszystko.
Ja też was kocham, ja też..., zaczęłam powtarzać niczym mantrę, chociaż nie miałam pojęcia, czy ta myśl jest w stanie do nich dotrzeć. A więc spróbowałam doprowadzić do tego, żeby i one poczuły, jak ważne dla mnie są, jak bardzo je kocham. I że już są bezpieczne, bo więcej nie pozwolę, żeby stała im się krzywda. Lawrence ani ktokolwiek inny nie miał być w stanie nas tknąć.
Do tej pory praktycznie nie byłam świadoma obecności Gabriela. Usunął się w cień, jedynie obserwując i pozwalając mi napawać się tą chwilą w pełni, teraz jednak postanowił się ujawnić. Kiedy i jego uczucia do mnie dotarły, poczułam czystą euforię – otaczała mnie miłość trzech najważniejszych istot w mojej egzystencji, nie było więc możliwości, żebym poczuła się jakkolwiek źle.
Kochałam ich. Oni kochali mnie.
Niczego więcej nie było mi w tym momencie potrzeba.

Długo napawałam się emocjami dzieci oraz obecnością Gabriela, zanim w końcu zmusiłam się do tego, żeby wrócić do rzeczywistości. Zapłakana, po prostu wtuliłam się w tors ukochanego i zamknąwszy oczy, po prostu pozwoliłam, żeby mnie przytulał. Znów udało mi się zasnąć, chociaż czułam się tak podekscytowana, że początkowo myślałam, że mi się nie uda.
Sen nie trwał długo. Kiedy otworzyłam oczy, dopiero zaczynało świtać. Szarawe światło poranka wlewało się przez okno, zapowiadając kolejny pochmurny i mroźny dzień. Nie zwróciłam na to uwagi, bo nikt i tak nie pozwoliłby mi ruszyć się z domu, poza tym rozpraszała mnie inna istotna sprawa, która w ogóle zmusiła mnie do otwarcia oczu i przebudzenia.
Gabriel spał, ostrożnie więc wyswobodziłam się z jego objąć i po cichu wykradłam się z pokoju, kierując się w stronę łazienki. Moja dieta była podczas ciąży zróżnicowana, poza tym wypiłam przecież tyle (nie tylko krwi, ale i zwyczajnej wody, żeby móc przełknąć leki przeciwbólowe, które podawał mi dziadek), że nagła ludzka potrzeba wcale nie powinna mnie dziwić. Poza tym naturalne było, że podczas ciąży korzystałam z toalety zdecydowanie zbyt często.
Zamknęłam drzwi, ale nie przekręciłam zamka, bo cały czas czuła się trochę słabo, a nie chciałam, żeby zaalarmowani Edward czy Gabriel przesadzili, decydując się wyłamać drzwi. Zrobiłam kilka kroków i z jękiem podtrzymałam się umywalki, kiedy nagle poczułam nagłe szarpnięcie w żołądku. Myślałam, że etap porannych mdłości miałam już za sobą, a jednak zmuszona byłam szybko dopaść do toalety; zwymiotowałam, po czym szybko odsunęłam się, żeby nie musieć patrzeć na zawartość swojego żołądka – zwłaszcza biorąc pod uwagę ilość krwi, jaką spożyłam.
Stanęłam z trudem, czując, że kolana mi drżą. Czułam się okropnie; brzuch zaczął mnie boleć, ale nie miałam skurczy – przypominało to raczej dyskomfort związany z tym, że za dużo się zjadło albo wypiło. Wrażenie było takie, jakby ciało nie wiedziało, jak spożytkować krew, którą przyjęłam dzień wcześniej i ta po prostu zalegała w moim organizmie.
Podtrzymałam się ściany, wahając się nad tym, czy nie powinnam zawołać dziadka. On z pewnością byłby w stanie stwierdzić, co się ze mną dzieje i jakoś mi pomóc. Poza tym byłam w ciąży i obawiałam się, że jakiekolwiek objawy związane ze mną mogły źle wpłynąć na dzieci.
Oddychałam ciężko, próbując zapanować nad kolejnymi mdłościami. Płożyłam dłoń na brzuchu i oparłam czoło o chłodną ścianę, chcąc sobie trochę ulżyć, zanim zdecyduję się na cokolwiek.
Właśnie wtedy poczułam, że coś spływa po wewnętrznej stronie moich ud. Na poród było zbyt wcześnie, poza tym w przypadku kogoś takiego jak ja, nigdy nie odchodziły wody – dzieci po prostu starały się wygryźć przez ścianę brzucha, co było głównym powodem, dla którego nie mogłam uniknąć cesarskiego cięcia. To uczucie przypomniało mi, dlaczego w ogóle przyszłam do łazienki i nagle poczułam się bardzo zażenowana, bo wyjaśnienie wydało mi się oczywiste, coś jednak skłoniło mnie do tego, żeby otarła skórę ud palcami i...
Czerwień. Kiedy spojrzałam na swoje palce, mój umysł po prostu odmówił zinterpretowania tego, co widziałam. Skórę mojej dłoni pokrywała czerwona ciecz, lepka i o słodkim zapachu, która... Coś czerwonego. Coś czerwonego, ale to przecież nie mogła być...
Nie mogła...
Poczułam, że robi mi się słabo.
– Gabriel! – załkałam histerycznie, czując, że tracę grunt pod nogami. Ukochany był pierwszą osobą, którą przyszła mi na myśl, chociaż zdecydowanie bardziej wskazane, żeby obejrzał mnie lekarz, w szoku jednak jakoś o tym nie myślałam. – Gabriel... – powtórzyłam.
Zachwiałam się i byłabym upadła, gdyby ciepłe ramiona nie chwyciły mnie w pasie. Zaspany i całkiem oszołomiony Gabriel posadził mnie na podłodze, klękając przy mnie, żeby ocenić, co się dzieje. Był blady jak prześcieradło, próbował podpytać mnie o to, czy coś mnie boli albo mam skurcze, ale ja przecież wcale nie rodziłam. Ja wcale nie rodziłam...
Nagle wybuchłam histerycznym płaczem i wtuliłam się w niego, zupełnie nie mogąc zapanować nad głosem i własnym ciałem. Przytulił mnie zaniepokojony, głaskając mnie po włosach i próbując jakoś uspokoić, chociaż okazało się to niemożliwe. To, co się działo wciąż do mnie nie dochodziło.
– Cii... Cii, skarbie, cii... – powtarzał, próbując jakoś zwrócić na siebie moją uwagę. – Co się dzieje? Nessie, musisz mi powiedzieć – nalegał, spoglądając na mnie bezradnie. W jego oczach dostrzegłam strach, co zupełnie mi się nie zgadzało. Gabriel nigdy się nie bał. – Kochanie...
– Krew... – załkałam, drżąc na całym ciele. – Gabrielu, pomóż mi... – jęknęłam i znów wybuchłam płaczem. Nie mogłam wręcz złapać oddechu, a tym bardziej jasno się wysłowić. – Ja nie chcę... Ja nie mogę...
Chciałam mu powiedzieć, że nie mogę ich stracić, że tego nie przeżyję, ale nie byłam w stanie. Zakrztusiłam się łzami, znów zrobiło mi się niedobrze, chociaż nie zwymiotowałam. Gabriel był coraz bardziej zaniepokojony, poza tym musiał dostrzec krew na moich palcach i zrozumieć, co się dzieje – osoki było coraz więcej i mogłabym przysiąc, że dostrzegłam szkarłatną plamę na posadce na której siedziałam.
Usłyszałam, że Gabriel woła dziadka, a chwilę później próbuje znów jakoś mnie uspokoić, ja jednak nie byłam w stanie nad sobą zapanować. Traciłam je – jedynie ta jedna rzecz była dla mnie w tym momencie jasna.
– Kochanie moje, musisz się uspokoić – szeptał coraz bardziej gorączkowo Gabriel. – Wszystko będzie dobrze, ale musisz się uspokoić – powtórzył, kołysząc mnie delikatnie, jakbym była małym dzieckiem. – No już, oddychaj głęboko – zachęcił mnie.
Zaczął coś nucić, to chyba była moja piosenka – ta cudowna ballada do której dopasował słowa, którymi przyrównywał mnie do brzasku – ale nie byłam pewna. Chociaż naprawdę chciałam podporządkować się do tego o co mnie prosił, po prostu nie byłam w stanie się uspokoić.
A potem znów zawirowało mi w głowie i straciłam przytomność.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz









After We Fall
stories by Nessa