21.01.2013

Sto pięćdziesiąt

Renesmee
To był jeden z tych momentów, kiedy pragnąc biec jak najszybciej, miałam niejasne wrażenie, że nie mogę. Pędziłam przez las, ignorując wciąż odczuwany ból i nawoływania Esme, ale chociaż byłam od babci zdecydowanie szybsza, mogłabym przysiąc, że i tak poruszam się niemal w żółwim tempie i zaraz zacznę się cofać. On był gdzieś tam, potrzebował mnie – a ja nie potrafiłam poruszać się tak, jakbym chciała; to było co najmniej frustrujące.
– Nessie, co się dzieje? – Esme powtórzyła to pytanie po raz któryś z kolei. W końcu też udało jej się ze mną zrównać, chociaż nie byłam pewna, czy to ja zwolniłam, czy ona przyśpieszyła. – Gdzie biegniemy? I co z...? – zaczęła, ale jej przerwałam.
– Po prostu mi zaufaj i o nic nie pytaj. Gabriel potrzebuje pomocy – powiedziałam jedynie, bo niczego więcej nie potrafiłam stwierdzić. Czułam wyłącznie ból, sprzeczne ze sobą emocje i własne pragnienie, żeby cokolwiek zrobić. – Spróbuję podesłać Edwardowi jakąś myśl o tym, co się dzieje, ale nie jestem pewna, czy uda mi się skupić – obiecałam, odpowiadając na jej niedokończone pytanie.
Starałam się wyciszyć, jednocześnie nie przerywając biegu, ale szło mi to marnie. Zanim zresztą podjęłam jakąkolwiek próbę wykorzystania telepatii, coś poruszyło się między drzewami i na gałęzi najbliższego drzewa pojawiła się Isabeau. Siostra Gabriela zrównała się z nami, przeskakując na kolejne konary z gracją dzikiej pantery.
– Już to zrobiłam, ale nie wiem, jak na to zareagują – zapowiedziała spiętym tonem. Spojrzałam na nią z niejaką wdzięcznością.
– Lepiej niech siedzą w domu – stwierdziłam. – Dzieci będą bezpieczniejsze, jeśli przypilnują ich razem – dodałam, nawet nie chcąc brać pod uwagę opcji, że Carlisle i Edward postanowiliby wziąć je ze sobą, żeby do nas dołączyć. – Isabeau, czuję... – zaczęłam, mając nadzieję, że może ona wyjaśni mi, czego właśnie doświadczam, ale przerwała mi wpół słowa:
– Dziwi cię to? – żachnęła się. – Już dawno wyparliście więź, która łączyła Gabriela z Laylą. Piliście z siebie, kochaliście się – powiedziała bez ogródek, a ja nawet w tej sytuacji spąsowiałam – i ogólnie jesteście dla siebie stworzeni. Gabriel już dawno wiedział wcześniej, kiedy działa ci się krzywda. Hm... Mam tylko nadzieję, że porównując to do przebicia kołkiem, nie mamy do czynienia z prekognicją – mruknęła mimochodem, a ja potknęłam się o własne nogi i na moment wypadłam z rytmu.
– Prekognicją?! – powtórzyłam oszołomiona, mając ochotę skręcić jej kark za takie sugestie. Ostatnim czego chciałam było to, żeby przypadkiem przewidzieć, co może stać się Gabrielowi. – Isabeau, chyba sobie żartujesz! – naskoczyłam na nią.
Wzruszyła jedynie ramionami i wysunęła się na prowadzenie. Przyśpieszyłam, żeby nie stracić jej z oczu, chociaż podświadomie sama wiedziałam, dokąd powinnam biec. Dla odmiany zamiast prekognicji doznałam déjà vu – jak nic kierowaliśmy się w stronę polanki do baseballu, gdzie przecież kilka tygodni temu zdradziła nas Layla i omal wszyscy nie zginęliśmy. Samo wspomnienie dodało mi energii i wkrótce zostawiłam obie towarzyszące mi nieśmiertelne daleko w tyle.
Wybiegłam na polankę, a potem wszystko potoczyło się błyskawicznie.
Gabriel
Gabriel miał ochotę kogoś zabić – i to zadając zdecydowanie więcej bólu niż ten, który czuł w tym momencie. Nigdy nie zaznał tortur, które samym spojrzeniem wywoływała Jane, ale tak to chyba wyglądało – jakby się płonęło albo wręcz było ciętym żywcem. Jeśli tak, wcale nie zdziwił się temu, jak bardzo Nessie bała się sadystycznej wampirzycy.
Ale Jane tutaj nie było, poza tym dziewczyna nie byłaby w stanie ominąć psychicznych barier, którymi Gabriel otaczał swój umysł, chroniąc go przed atakami z zewnątrz. Jedynie telepata – i to uzdolniony, może nawet potężniejszy od niego – byłby w stanie jakość się przez te bariery przedostać. Drake jak najbardziej był takim kandydatem, chociaż wciąż do Gabriela nie dochodziło to, że dhampirowi udało się tak łatwo go podejść.
Wyczuł go, kiedy wracał do domu (poszedł szukać Nessie, ale szybko przekonał się, że ta jest zajęta rozmową z Esme, więc postanowił dać im trochę prywatności, postanowił więc trochę pokręcić się w okolicy). Był już przewrażliwiony, jeśli chodziło o telepatów, oczywiste więc, że pobiegł przekonać się, co też Devile może robić tak blisko domu. Przez kilka minut ścigali się – Drake natychmiast zorientował się, że jest śledzony i puścił się biegiem.
Dopiero kiedy wypadli na polanę, a nieśmiertelny odwrócił się w jego stronę z tryumfalnym uśmiechem, Gabriel zorientował się, że najprawdopodobniej źle wszystko zinterpretował i dał się podejść. Drake wcale nie uciekał: on chciał, żeby jego przeciwnik za nim poszedł.
A potem pojawił się ból i intencje przestały mieć jakiekolwiek znaczenie.
Cierpienie przede wszystkim miało swoje źródło w okolicach serca i głowy. Gabriel wiedział, jak to działało, chociaż sam nigdy do czegoś podobnego by się nie posunął – i to nie tylko dlatego, że nawet on miał na to zbyt mało mocy. Zasada była prosta: oszukać umysłem jakieś drobne naczynie krwionośne i je zmiażdżyć. A potem kolejne, i kolejne. Obrażenie mimo wszystko było niewielkie i moc szybko je regenerowała, dlatego „zabawa” mogła trwać bez końca.
Drake jedynie patrzył i to było w tym najgorsze. Widzieć jego uśmiech, błysk satysfakcji w ciemnych oczach. A do tego upokorzenie tego, że dosłownie zwijał się z bólu u jego stóp. Chyba już nawet ten okropny ból był lepszy od bezradności.
Przynajmniej nie krzyczał. Nie potrafił zachować pokerowej twarzy w obliczu takiego cierpienia, ale przynajmniej wciąż miał tę resztkę godności, bo nie pozwalał sobie na krzyk. Było to tym trudniejsze, że jednocześnie próbował zablokować więź, która łączyła go z Renesmee, a o której brutalnie sobie w tym momencie przypomniał. Nie mogła tego poczuć, nie mogła się dowiedzieć – przez niego mogła zginąć, a przecież nie mógł na to pozwolić.
Ale było za późno i przekonał się o tym, kiedy Drake gwałtownie uniósł głowę, spoglądając na ścianę lasu za plecami Gabriela.
A potem ciszę przerwał jej głos:
– Ty sukinsynu!
Do tej pory bawiła go, kiedy próbowała przeklinać, ale nie tym razem. Zacisnął zęby i spróbował jakość ją powstrzymać, kazać jej odejść, ale wyrwał mu się jedynie krótki okrzyk bólu i wściekłości. Chociaż oszołomiony tym, co odczuwał, jednocześnie poczuł złość swojej ukochanej – i wiedział, że w tym momencie coś w niej pękło.
Rzuciła się na Drake'a, ale okazała się zbyt wolna. Gabriel warknął wściekle, kiedy poczuł, że ból, który odczuwał, maleje na sile, kiedy dhampir skupił się na swojej drugiej przeciwniczce. Renesmee poczuła pełnię jego mocy jeszcze zanim dosięgła Drake'a, ale chociaż wyrwał jej się pełen bólu pisk (Gabriel znał go aż za dobrze i przez moment miał wrażenie, że zaraz rozpadnie się na kawałki – jej cierpienie było gorsze od jakichkolwiek tortur), nie przerwała ataku.
Kiedy z impetem wpadła na Drake'a i oboje wylądowali na ziemi, stało się coś, czego nikt nie przewidział. Devile wciąż skupiał atak na niej, sprawiając jej coraz większe cierpienie, ale zupełnie nie myślał o tym, że Renesmee go dotyka. Obwód się zamknął, a uśmiech zniknął z ust nieśmiertelnego, kiedy i on poczuł pełnię mocy swojej własnej broni – czuł wszystko to, co jego przeciwniczka, dodatkowo wzmocnione przez jej parapsychologiczne zdolności i przerażenie.
Drake zawył i spróbował zrzucić z siebie dziewczynę, ale ta już zorientowała się, że coś poszło nie tak i mocniej do niego przywarła. Gabriel przez moment obserwował szarpiącą się dwójkę, mając niepokojące wrażenie, że mimo wszystko to Nessie jest na straconej pozycji i w każdej chwili może z bólu zemdleć; dopiero po chwili zorientował się, że Drake już go nie atakuje i może się poruszyć.
Chociaż obolały, momentalnie zerwał się na równe nogi i podbiegł do telepaty oraz swoje ukochanej. Wyczuł, że również Isabeau i Esme są gdzieś za nim, ale machnięciem ręki dał im do zrozumienia, żeby nie podchodziły. Jeszcze tego brakowało, żeby musiał i ich pilnować, gdyby coś poszło nie tak! Musiał skupić się na jednej rzeczy, tej najistotniejszej – na odciągnięciu Nessie.
Z tym, że to wcale nie było takie proste. Gdyby dotknął jej albo Drake'a, ból ponownie by go poraził, a wtedy żadne z nich nie miałoby pola manewru. Zamierzał wykorzystać moc, żeby odrzucić przeciwnika Renesmee, ale to również wydawało się trudne – w plątaninie ciał, ciężko było mu wybrać odpowiedni moment na to, żeby zaatakować; mógł przypadkiem skrzywdzić Nessie, a przecież tego nie chciał.
Trudno. Więc zaryzykuje. Ważne, żeby przestać bezradnie obserwować, jak dziewczyna traci siły. Może i to, co odczuwał Drake było gorsze, ale jakby nie patrzeć był od niej silniejszy i mógł więcej znieść. Prędzej czy później miał wygrać – Renesmee już i tak była ledwo przytomna z bólu.
Zamknął oczy, zgromadził moc i...
– Drake! – Głos Layli wdarł się w ciszę, całkowicie wszystkich zaskakując. – Do jasnej cholery, co ty wyrabiasz?!
Dziewczyna wybiegła spomiędzy drzew, z zupełnie innej strony polanki niż przyszły Renesmee, Isabeau i Esme. Teraz biegła tak szybko, jak tylko była w stanie, prowadząc za sobą grupkę przynajmniej dziesięciu, a może nawet piętnastu innych osób, w tym siostrę Drake'a – Bliss.
Wtargnięcie blondynki w jednej chwili wszystko zmieniło – i to niekoniecznie na lepsze. Drake nagle poderwał się mimo bólu i jednym silnym uderzeniem odrzucił od siebie Renesmee. Gabrielowi dosłownie w ostatniej chwili udało się ją złapać, a i tak nie utrzymał równowagi – oboje wylądowali na ziemi, ale przynajmniej byli bezpieczni.
– Już, już... Nic ci nie jest? – wyszeptał zdenerwowany, dodatkowo odsuwając się wraz z ukochaną; właściwie początkowo musiał ją na wpół prowadzić, na wpół nieść, zanim się otrząsnęła i zdołała sama uchwycić pion.
– Mnie? – zapytała cicho. Jej głos zdradzał resztki cierpienia, ale poza tym brzmiał najzupełniej normalnie. – To o ciebie się bałam – sprostowała, obejmując go mocno i kątem oka obserwując zebraną przy Drake'u grupę telepatów.
Gabriel odetchnął, po czym pochwycił Nessie w pasie i wraz z nią odskoczył na dobrych kilka metrów, znacznie zwiększając dystans pomiędzy sobą, a telepatami. Odległość nie miała powstrzymać Drake'a przed ponowieniem ataku, ale przynajmniej mieli mieć chociaż pozory bezpieczeństwa. Teraz zresztą mogli się przygotować do walki, nawet jeśli przewaga przeciwników była uderzająca.
Esme i Isabeau zaraz znalazły się przy nich. Wampirzyca lekko objęła wnuczkę, chociaż ta wciąż przytulała się do Gabriela, więc w trójkę wyglądali nieco dziwnie. To jednak nie było istotne – ważniejsze było to, do czego w każdej chwili mogła doprowadzić sytuacja.
Isabeau zrobiła krok do przodu i wbiła wzrok w całą grupę. Gabriel poszedł w jej ślady i w końcu uświadomił sobie, że Layla wcale nie zamierza poprowadzić swoich podopiecznych do ataku. Wręcz przeciwnie – dziewczyna właśnie w najlepsze strofowała Drake'a!
– Czyś ty oszalał?! – wydarła się na niego. – Chyba zapominasz, kto teraz rządzi, Drake! To ja wydaję rozkazy, a ty znów mi się przeciwstawiasz! Poza tym ustaliliśmy, że ani Cullenowie, ani moje rodzeństwo nie będą już mieli z naszymi planami nic wspólnego, poza tym...
– Jakimi planami? – zadrwił, przerywając jej wpół słowa. – Prawda jest taka, Licavoli, że ty nie masz żadnych planów. Jedynie chowamy się po kątach, a ja mam tego dość – oświadczył i nagle uśmiechnął się niepokojąco. – Wszyscy mamy tego dość.
Pstryknął palcami, tym samym wywołując natychmiastową reakcję swojej siostry. Bliss sięgnęła do przerzuconej przez ramię siostry tak błyskawicznie, że nikt nie zauważył nawet, co z niej wyjęła – przynajmniej do momentu, w którym jednym szybkim gestem wylała na Laylę jakiś przeźroczysty, ostro pachnący płyn, którego zapach momentalnie rozszedł się po całej polanie. Gabriel nie był pewien, ale przypominał mu on...
Benzynę?
Ale w tym musiało być coś więcej. Layla wrzasnęła i osłoniwszy oczy, opadła na kolana. Wszyscy momentalnie się odsunęli, chociaż nieliczni – w tym jakiś rudowłosy chłopak, który chyba nazywał się Dylan – zaczęli głośno protestować. Rudzielec chciał nawet zareagować i dopaść do Layli, ale drogę zastąpiła mu jedna z obecnych w grupie dziewczyn.
– Może teraz spróbujesz nami dyrygować, co ślicznotko? – zapytał spokojnie Drake. – Użyjesz ognia? Cudownie, płomienie uwielbiają benzynę. Chcesz sprawdzić, czy nadal będą ci posłuszne, zwłaszcza, że do tej wybuchowej mieszanki dodaliśmy srebra? – Roześmiał się, ale śmiech bynajmniej nie objął jego oczu. – Wydaje mi się, że przywództwo kolejny raz uległo zmianie – oświadczył.
Gabriel poczuł wściekłość, bo jakby nie patrzeć, to wciąż była jego siostra. Dopiero kiedy poczuł, że palce Nessie zaciskają się na jego ramieniu, uświadomił sobie, że nieświadomie zrobił krok do przodu. Cofnął się pośpiesznie, ale wciąż obserwował rozgrywającą się na jego oczach scenę, zgrzytając zębami. Jasne, interwencja mogłaby go kosztować życie – Laylę też – ale jak mógł spokojnie pozwalać, żeby coś takiego się działo?
Srebro i żelazo blokują telepatyczne zdolności, usłyszał urywek myśli Isabeau i zorientował się, że dziewczyna tłumaczy Renesmee i Esme, co się dzieje. Sam jakimś cudem musiał przegapić ich pytanie, ale wcale go to nie zdziwiło – był tak rozemocjonowany, że cudem można było nazwać to, że wciąż zachowywał resztki zdrowego rozsądku.
Ponownie skupił się na telepatach, tym samym rezygnując z okazji do tego, żeby się wycofać. Poza tym podejrzewał, że nawet jeśli Drake i pozostali nie okazywali żadnego zainteresowania obecnością swoich wrogów, prawdopodobnie sytuacja momentalnie by się zmieniła, gdyby tylko ci zaryzykowali ruszyć się z miejsca.
Jak na razie mimo wszystko byli bezpieczni, bo Drake dopiero rozkręcał się, jeśli chodziło o sprawę wyrwania się spod wpływu Layli:
– Jedno ci muszę przyznać – przyznał, kucając przy dziewczynie. Spojrzała na niego wściekle, odgarniając z twarzy mokre włosy, ale wydawała się być świadoma tego, że nie ma możliwości obrony. Mogła co najwyżej pyskować albo walczyć wręcz, ale była z góry skazana na porażkę. No i bez wątpienia czuła się upokorzona, Gabriel to wiedział, chociaż emocje siostry były poza jego zasięgiem. – Charakterek to ty masz. Do tej pory myślałem, że to Isabeau jest jedynym tak niezwykłym stworzeniem – zachichotał.
Stojąca przy Gabrielu Isabeau nagle zesztywniała; cień przebiegł przez jej śliczną twarz, ale tak szybko, że równie dobrze mogło to wydawać się złudzeniem. A jednak w sposobie w jaki Beau zaciskała usta, Gabriel doszedł do wniosku, że przegapił coś bardzo istotnego.
– Drake, daj jej spokój! – Ktoś jednak odważył się stanąć w obronie Layli, tym samym ponownie ściągając uwagę Gabriela na drugą siostrę. Dylanowi w końcu udało się wyminąć pozostałych telepatów i teraz stanął pomiędzy dziewczyną, a jej oprawcą. – Gdyby nie ona, za nic nie wyciągnąłbyś Bliss z tamtego budynku – wytknął chłopakowi.
Drake zacisnął usta i przez moment wyglądał, jakby zamierzał Dylana uderzyć, ostatecznie się jednak powstrzymał. Zmierzył pół-wampira wzrokiem, a na jego ustach ponownie pojawił się ten niepokojący uśmiech.
– Masz rację, czasami była przydatna – przyznał nieco niechętnie. – Właśnie dlatego jej nie zabiję – dodał spokojnie.
W tamtym momencie zarówno Gabriel, jak i Dylan nie wytrzymali – obu wyrwało się dzikie warknięcie. Gabriel poczuł się nieco dziwnie, nagle doznając takiej solidarności z wrogiem, ale musiał przyznać, że gdyby nie strona po której rudzielec stał, mógłby go nawet polubić – i to nie tylko ze względu na kolor włosów, ale wyraźne uczucie, którym darzył jego siostrę.
– Dylan... – szepnęła ostrzegawczo Layla, ciągnąć chłopaka za rękaw, żeby przypadkiem nie zrobił czegoś głupiego. Jednocześnie przelotnie zerknęła na Gabriela; jej spojrzenie było niemal błagalne i przepraszające jednocześnie. – Czego oczekujesz, Drake? – zapytała, nagle biorąc się w garść i spoglądając pół-wampirowi prosto w oczy.
Devile wydawał się jedynie czekać na to pytanie.
– Przecież to oczywiste – stwierdził. – Chcę, żebyś zniknęła. Zabić cię nie mogę, bo to by zostało... źle przyjęte – ciągnął, ostrożnie dobierając słowa – ale nie zamierzam dalej być ci posłusznym. Nie jako jedyny – dodał, żeby podkreślić, dlaczego to on nie może odejść.
Dylan znów wyglądał, jakby zamierzał zaprotestować, ale zanim chociażby zdążył otworzyć usta, ubiegła go Layla:
– Dobrze.
To, jak łatwo się poddała, zaskoczyło wszystkich, łącznie z samym Drake'm. Gabriel był niemal pewny, że jednak liczył na to, że będzie miał okazję, żeby Laylę zabić, ta jednak postanowiła pokrzyżować mu plany.
Podniosła się powoli, po czym dumnie odrzuciła włosy i uniósłszy podbródek, spojrzała Drake'owi prosto w oczy. Jej spojrzenie było zdecydowane i nawet jeśli czegokolwiek się obawiała, w tym momencie nie zamierzała dać tego po sobie poznać.
– Radzę ci, żebyś nie wchodził mi w drogę. Następnym razem nie dam się tak upokorzyć – zapowiedziała lodowatym tonem, a potem po prostu odwróciła się do Drake'a plecami, co było jednocześnie wybitnie głupie i odważne.
Puściła się biegiem, by chwilę później zniknąć pomiędzy drzewami. Dylan momentalnie ruszył za nią, a po chwili zastanowienia, jeszcze cztery inne osoby postanowiły opuścić grupę. Drake wyglądał na zdenerwowanego, bo najwyraźniej nie oczekiwał, że ktokolwiek mu się przeciwstawi, ale ostatecznie postanowił skupić się na zwycięstwie.
Zupełnie jakby nic się nie stało, a przerywnik z udziałem Layli nie miał miejsca, powoli odwrócił się w stronę pozostałych Licavolich i Cullenów. Gabriel zupełnie machinalnie mocniej przygarnął do siebie Nessie i skupił się na tym, żeby w razie potrzeby obronić ukochaną przed kolejnym atakiem bólu, który mógł wywołać Drake'a.
Niepotrzebnie, jak się okazało.
– Nie da się ukryć, w jednym twoja siostra ma rację – stwierdził w zamyśleniu; Gabriel nie był pewien, czy zwraca się do niego, czy do Isabeau. – Lawrence tracił czas, wykorzystując nas do rozwiązywania swoich prywatnych problemów – oznajmił. – Życie byłoby zdecydowanie prostsze, gdybyśmy nie musieli dodatkowo użerać się z Licavolimi.
– Zdecydowanie – odparł chłodno Gabriel, błyskając ostrymi zębami. Miał wielką ochotę zatopić je w krtani Devile'a, ale chyba musiał obejść się smakiem. – Gdybyś był rozsądny, Drake, już dawno wykorzystałbyś to, że moja siostra skopała Lawrence'owi tyłek i dał nam spokój.
– A cóż ja niby planuję? – zapytał tamten, całkiem dobrze udając zaskoczenie. – Nasze dzisiejsze spotkanie to taki mały... eksperyment. – Uśmiechnął się. – Gdybyś mnie nie gonił, wszyscy mielibyśmy święty spokój – zauważył spokojnie.
Gabriela omal nie trafił szlag.
– Kręciłeś się przy naszym domu! – warknął. – Chyba nie powiesz mi, że nic nie planowałeś, Devile. I tak ci nie uwierzę – zapowiedział.
Drake wywrócił jedynie oczami, ale nie zaprotestował. Ostatecznie podwinął kurtkę i wyjął spod niej czarną, oprawioną w skórę książkę, którą wszyscy natychmiast rozpoznali – Renesmee również; poczuł, że drgnęła. Gabriel był pewien, że gdyby wysilili wzrok, dostrzegliby na grzbiecie wytłoczony niewielki pentagram.
– Podziękuj swojej uroczej córeczce, bardzo mi pomogła – rzucił prowokująco. Tym razem to Gabriel musiał przytrzymać Renesmee, która warknęła wściekle i spróbowała wyrwać się do przodu. – A ty – zerknął na Esme – możesz przekazać pozdrowienia mężowi. Wam i tak się nie przyda. Nie potraficie zrobić użytku z takiego skarbu... – rozmarzył się.
– Masz książkę, więc spadaj – warknął zmęczony już całą tą wymianą zdań Gabriel. Nie zamierzał szarpać się z telepatami o głupią książkę, której zawartość w znamienitej większości uważał za śmiecie. W tym momencie chciał już jedynie spokoju i bezpieczeństwa swoich bliskich. – A jeżeli jeszcze raz spróbujesz zbliżyć się do mojej córki albo kogokolwiek innego z mojej rodziny, znajdę cię i skręcę ci kark – zagroził, taksując Drake'a wzrokiem.
– Jak sobie życzysz – odparł tamten zaskakująco spokojnym tonem.
A potem, wraz z całym towarzystwem, po prostu oddalił się i podobnie jak Layla, znikną pomiędzy drzewami.

1 komentarz:

  1. No i wszystko jasne.Tak myślałam że łączy ich jakaś więź.Dobrze że Gabrielowi nic się nie stało.Czekam niecierpliwie na nn i pozdrawiam.
    Ola(oldud)

    OdpowiedzUsuń




After We Fall
stories by Nessa