16.01.2013

Sto dziewiętnaście


Renesmee
Pocałunek był coraz bardziej namiętny i z wrażenia całkowicie zapomniałam o oddychaniu. Nie miało to dla mnie najmniejszego znaczenia, najważniejsze bowiem było, że Gabriel był przy mnie i całym sobą wspierał mnie w tym, co się działo. Więcej – cieszył się i równie mocno jak ja pragnął dziecka, które nosiłam pod sercem, a to było dla mnie najważniejsze; w tym momencie nie cierpiałam znów tak bardzo z powodu reakcji taty, mając poczucie, że w tym momencie mam naprawdę wszystko, czego mogłabym potrzebować do szczęścia.
Wszystko, co mnie otaczało nagle całkiem przestało dla mnie istnieć, dlatego nie od razu dotarło do mnie znaczące chrząknięcie. To Gabriel musiał odsunąć mnie od siebie, bym w końcu zdołała nad sobą zapanować i przypomniała sobie o obecności Carlisle’a i Esme; to właśnie doktor nam przerwał, a ja spąsowiałam cała, kiedy zorientowałam się, że przygląda nam się z rozczuleniem, ale przede wszystkim troską. Fakt, że prawdopodobnie z powodu gorączki właściwie nie widać moich rumieńców, skutecznie przypomniał mi, że dziadek jak najbardziej ma powody, żeby się o mnie martwić.
– Nie chcę wam przeszkadzać i bardzo chętnie zostawiłbym was samych – zapewnił pośpiesznie – ale teraz najważniejsi są Nessie i dziecko. Muszę zrobić jeszcze kilka badań, żeby ustalić czy wszystko w porządku i czego możemy się spodziewać – wyjaśnił.
Gabriel skinął głową.
– Jasne – zreflektował się, ale w przeciwieństwie do mnie nie był speszony tym nagłym wybuchem czułości. – Co teraz? – zapytał, nie puszczając mojej ręki i raz po raz spoglądając mi z uczuciem w oczy.
– Jedziemy do szpitala – wyjaśnił po prostu, a ja cała zesztywniałam, bo to było ostatnie miejsce, w którym chciałam się znaleźć.
– Chyba żartujesz – skrzywił się Gabriel, lekko ściskając moją dłoń, żeby mnie uspokoić. – Mamy ją ciągać po mrozie, o tej porze na dodatek? – zapytał z niedowierzaniem. – Poza tym, o ile mnie pamięć nie myli, wziąłeś wolne, żeby mieć Nessie na oku – zauważył; zerknęłam to na jednego, to na drugiego, bo najwyraźniej całkiem sporo mnie ominęło, kiedy przez większość czasu właściwie spałam.
– Wiem, że Nessie jest zmęczona i też wolałbym, żeby się położyła, ale muszę zrobić podstawowe badania – wyjaśnił łagodnym tonem, mającym na celu uspokojenie przede wszystkim mnie. – Pojedziemy samochodem, a jak dobrze pójdzie, nie zostaniemy tam więcej niż dwie godziny. To chyba nic złego, że zabieram przybraną córkę na prywatną wizytę – zauważył, jednocześnie wyjaśniając nam, co zamierza powiedzieć swoim współpracownikom.
Na słowo „córka” momentalnie przypomniałam sobie o Edwardzie i o tym, jak zareagował na wieść o tym, że jestem w ciąży. Łzy momentalnie napłynęły mi do oczu, wróciły bowiem wspomnienia tych tygodni, kiedy ukrywałam przed bliskimi prawdę; a potem jak ją wyznałam i tata odwrócił się ode mnie, tak jak dzisiaj. Porażające podobieństwo tych dwóch okropnych dni oraz fakt, że za wszystko omal nie odpowiedział Gabriel, były naprawdę dobijające; dla mojej psychiki zaczynało to być zdecydowanie zbyt wiele.
– Kochanie moje, to nie potrwa długo. – Gabriel źle zinterpretował moją reakcję. – Przecież nie masz się czego obawiać, nie przy mnie – zapewnił, poprawiając się przy końcu, nie chcąc mówi za pozostałych.
– Nie o to chodzi – westchnęłam, ocierając oczy wierzchem dłoni. – Gdzie jest tata? – zapytałam, co było lepsze od jakichkolwiek nieskładnych wyjaśnień na jakie byłoby mnie w tym momencie stać.
W oczach ukochanego pojawiło się zrozumienie.
– Och… – zreflektował się. – Tak po prawdzie, to jak już zostaliśmy wywa… wyproszeni z domu – poprawił się, zerkając przelotnie na Carlisle’a – to nie walczyliśmy, więc nikomu nic się nie stało. Edward uciekł, ale posłałem za nim Isabeau. Jak dla mnie zetknięcie z jej upierdliwością, będzie lepsze niż kubeł zimnej wody – stwierdził.
Pokiwałam głową, choć bynajmniej nie sprawiało to, że czułam się choć w najmniejszym stopniu lepiej. Wciąż mnie to dręczyło, jakoś jednak zmusiłam się, by o tym nie myśleć, tym bardziej, że najważniejsze teraz było to, że byłam w ciąży.
Dziadek poszedł przyszykować samochód, Esme zaś wyszła po jakieś cieplejsze ubrania dla mnie. Gabriel nie pozwalał mi ruszyć się z miejsca, wciąż klęcząc u mojego boku i albo muskał wargami moje czoło, albo raz po raz głaskał mój wzdęty ciążą brzuch. Przymknęłam oczy, zaskoczona tym, jak bardzo przyjemny był dotyk jego palców; w przeciwieństwie do napięcia, które czułam podczas badania, dotyk ukochanego działał na mnie kojąco i pozwalał mi się rozluźnić.
– Już jestem – oznajmiła Esme, wchodząc do gabinetu; przez ramię przerzucony miała jeden z moich grubszych swetrów i kurtkę.
Gabriel podtrzymał mnie, kiedy się ubierałam, po czym – nie zwracając na moje protesty – wziął mnie na ręce; najpierw zniósł mnie z podniszczonych schodów, po czym wyniósł w mroźną noc. Carlisle faktycznie czekał na nas przed domem, w samochodzie Edwarda i ruszył natychmiast, gdy Gabriel i ja bezpiecznie znaleźliśmy się na tylnim siedzeniu. Chłopak trzymał moją głowę na swoich kolanach, czule głaskając mnie po czole, zarzucił również na mnie koc, który został jeszcze po tym, jak ja i Cullenowie jechaliśmy w odwiedziny do sióstr Denali.
Byłam zmęczona, uczucie to zaś wzięło górę, kiedy samochód zaczął się miarowo kołysać. Czując się absolutnie bezpiecznie przy Gabrielu i ukołysana pomrukiem silnika, ostatecznie w którymś momencie zasnęłam; obudził mnie dopiero Gabriel, szepcąc cicho, że już jesteśmy na miejscu i muszę chwilę wytrzyma nim będę mogła ponownie zasnąć.
– Zaraz zrobi się cieplej – obiecał mi, kiedy zadrżałam, bo wyciągnął mnie z auta na mórz. – I pamiętaj, przy mnie i Carlisle’u nic ci tam nie grozi – przypomniał, pośpiesznym, ale ludzkim tempem podążając za moim dziadkiem w stronę głównych drzwi szpitala.
Dopiero w środku zaczęłam powoli się rozbudzać; zrobiło się cieplej, poza tym rozpraszała mnie nagła zmiana oświetlenia. W aucie było przyjemnie ciemno, w korytarze szpitala jednak były jasne i dobrze oświetlone, co początkowo mnie drażniło. Wtuliłam się w tors Gabriela, nie chcąc myśleć o tym, że na izbie jak zwykle panował ruch i kręciło się wystarczająco dużo osób mogących mi zaszkodzić, bym zaczęła się obawiać.
Carlisle poprowadził nas korytarzem, właściwie nie zwracając uwagi na kogokolwiek; jak na ironię, my byliśmy aż nadto charakterystyczni – pomijając porażającą dla śmiertelników urodę doktora i Gabriela, ukochany na dodatek trzymał mnie na rękach, co raczej zwracało uwagę.
Tym bardziej nie zdziwiło mnie, kiedy nagle podbiegła do nas drobniutka blondynka – sądząc po stroju, pielęgniarka. Była niska – miała niewiele ponad półtora metra wzrostu – i nawet burza kręconych loków nie dodawała jej wzrostu. Spoglądała na całą naszą trójkę wielkimi, błękitnymi oczami, choć nie mogłam nie zauważyć, że to nie ja ją interesowałam; zdecydowanie bardziej ciekawa była płci przeciwnej.
– Dobry wieczór, doktorze Cullen – zagruchała dźwięcznym głosem; na miejscu Esme, chyba w tym momencie poczułabym się naprawdę niezręcznie. – Panie Gabrielu – dodała, po czym skinęła mojemu ukochanemu głową, dzięki czemu skutecznie przestałam zwraca uwagę na to, że może i nawet podrywała mojego dziadka.
Bo Gabriela dosłownie rozbierała wzrokiem.
Panie Gabrielu?!, pomyślałam, całkowicie wytrącona z równowagi, nieświadomie tracąc panowanie nad darem, o czym przekonałam się, bo Gabriel zaczął chichotać; spróbował zamaskować to wybuchem kaszlu, co bynajmniej nie zaoszczędziło nam dziwnych spojrzeń.
– Mogę w czymś pomóc? – zapytała dziewczyna, kiedy mój ukochany się uspokoił. Powstrzymałam cisnący mi się na usta komentarz o tym, że nie powinno się uszczęśliwiać ludzi na siłę… A tym bardziej zajętych nieśmiertelnych. – Wydawało mi się, że wziął pan urlop – zwróciła się na powrót do Carlisle’a, choć wzrok raz po raz uciekał jej w stronę Gabriela. – A pana dawno u nas nie było – dodała mimochodem, uśmiechając się promiennie do… ojca mojego dziecka.
– Byłem zajęty – mruknął z naciskiem na ostatnie słowo Gabriel; patrzył przy tym na mnie i to z taką intensywnością, że pomimo złości się zaczerwieniłam. Blondynka z kolei zerknęła krótko na mnie z mieszaniną rozczarowania i szoku, zupełnie jakby dostrzegła mnie po raz pierwszy. Wcale nie zdziwiłabym się, jakbym doszukała się w jej oczach zawiści. – Kate, tak? – upewnił się nieco roztargnionym tonem.
– Melanie – poprawiła, tym bardziej dotknięta, że nie był nawet bliski. Choć rozczarowana, spróbowała szybko się pocieszyć, bo przeniosła wzrok na doktora. – Więc przydam się? – ponowiła pytanie; być może zaczynałam być przewrażliwiona, ale miałam wrażenie, że bardzo chętnie by się mną „zajęła”, gdyby Carlisle sobie tego zażyczył.
– Poradzimy sobie – zapewnił nieco zdezorientowany dziadek, chyba nawet nieświadomy intencji dziewczyny. – To moja córka – dodał, spoglądając w moją stronę. – Jesteśmy tutaj dosłownie na chwilę i trochę się śpieszymy – dodał, pośpiesznie kończąc rozmowę i prowadząc nas dalej w głąb korytarza.
Kiedy Gabriel mijał Melanie i zobaczyłam spojrzenie, jakim go odprowadzała, wyrwało mi się ciche warknięcie, które co prawda nie doszło do pielęgniarki, ale nie uszło uwadze mojego ukochanego.
Tym razem otwarcie się roześmiał, rozbawiony.
– No co? – zapytał mnie uprzejmie, kiedy urażona odwróciłam wzrok; niestety, wyswobodzenie się z jego objęć nie wchodziło w grę.
– Nic – warknęłam. A potem nie wytrzymałam: – Żadnych seksownych pielęgniarek? Żadnych seksownych pielęgniarek?! – jęknęłam, nawiązując do jednej z naszych rozmów, kiedy jeszcze praktykował pod okiem Carlisle’a. – Wyglądała, jakby była chętna oddać ci się na miejscu – bąknęłam, choć może byłam nieobiektywna, bo do doktora również próbowała się zalecać.
– Nie ona pierwsza, nie ostatnia – stwierdził, co całkiem wytrąciło mnie z równowagi. – Oj, daj spokój, kotku. Co nie zmienia faktu, że lubię, kiedy jesteś o mnie zazdrosna – stwierdził spokojnie, nie powstrzymują pełnego arogancji uśmieszku.
– Nie jestem zazdrosna – zaprotestowałam, co było jednym z najbardziej żałosnych kłamstw, jakie kiedykolwiek wypowiedziałam. – Po prostu nie podobało mi się, jak na was patrzyła – ucięłam, w ostatniej chwili powstrzymując się od powiedzenia jedynie o nim.
Gabriel mruknął coś, czego nie zrozumiałam; wiedziałam, że wciąż się ze mnie naśmiewa, chociaż bardzo się powstrzymywał. Uparcie milczałam, chcąc okazać to, że jestem zła – ignorowałam go do momentu, w którym wzniósł mnie do jednego z pokoi, którego drzwi otworzył przed nami Carlisle. Cała zesztywniałam, bo oczekiwałam równie przytulnego pokoju, gdzie mieścił się jego gabinet w szpitalu w Columbus, czekało mnie jednak rozczarowanie – to była jak najbardziej prawdziwa sala zabiegowa z rozkładanym fotelem, sprzętem pod ścianami i typowym dla tego typu miejsc zapachem środków do dezynfekcji.
Zadrżałam mimo woli.
– Tylko bez paniki, kochanie – zwrócił się do łagodnym głosem dziadek; przechodząc obok Gabriela nachylił się, żeby ucałować mnie w czoło. – Połóż ją tutaj – dodał, tym razem do mojego partnera.
Gabriel spełnił polecenie i delikatnie ułożył mnie na fotelu; wczepiłam palce w jego koszulę, nie chcąc żeby się ode mnie osunął chociażby na metr, co ponownie wywołało na jego twarzy uśmiech.
– Więc jak to jest z tą zazdrością? – szepnął mi do ucha. Droczył się ze mną, chcąc żebym zapomniała gdzie jestem.
– Dobra, jestem zazdrosna – dałam za wygraną. – Co w tym dziwnego? Nie chcę, żebyś mnie zostawił – szepnęłam zdławionym głosem.
Jego wzrok momentalnie złagodniał. Dobrze wiedział, że jestem przerażona, a przez hormony ciężko panować mi nad nastrojami. No i nie powinnam się denerwować.
Ujął moją twarz w dłonie.
– Hej, spójrz tutaj na mnie – powiedział stanowczo. – Ty jesteś moja, tylko moja, a ja należę do ciebie – oznajmił. – Nigdy nie zostawię ani ciebie, ani naszych dzieci. Nawet ciężko mi cokolwiek powiedzieć o tej blondynce, bo nie odwracałem wzroku od twojej ślicznej twarzy, jasne?
Uspokojona, potulnie pokiwałam głową. Dopiero teraz uświadomiłam też sobie, że przecież w Volterze byłam już zazdrosna o Annę, co bynajmniej dobrze się dla niej nie skończyło. Musiałam nad sobą zapanować, bo przecież Melanie nie była nic winna temu, że zauroczyła ją niezwykła uroda nieśmiertelnych. Wiedziałam jedno – musiałam zaufać Gabrielowi i przestać się złościć, kiedy jakakolwiek inna dziewczyna zwracała na niego uwagę; przecież wiedziałam, że mnie kocha.
Carlisle podszedł do nas z niewielką tacą, na której dostrzegłam buteleczkę jakiegoś płynu, ucisk, gaziki i… zapakowaną strzykawkę. Serce momentalnie mi przyśpieszyło, ale dziadek chyba właściwie tego nie zauważył, zaaferowany czymś innym.
– Powiedziałeś: dzieci? – upewnił się. – To pewnie jedynie moje wrażenie, Gabrielu, ale wydawało mi się, że zaakcentowałeś to w dość specyficzny sposób – przyznał.
Jego słowa sprawiły, że i ja się nad tym zastanowiła. W głowie znów usłyszałam słowa ze swojego snu, jedno jedyne zdanie…
Uważaj na nie…
– Na nie… – wyszeptałam nieświadomie na głos. – Uważaj na nie… – powtórzyłam.
Doktor spojrzał na mnie i dla pewności przyłożył dłoń do mojego czoła, żeby upewnić się, czy temperatura jeszcze bardziej mi nie skoczyła. Sama nie byłam już pewna, czy dręczące mnie myśli nie były faktycznie wywołane gorączką.
– Nie przywidziało ci się – zapewnił Carlisle’a Gabriel, jak gdyby nigdy nic głaskając mnie po włosach. – Mówiłem o dzieciach – potwierdził spokojnie, wzruszając ramionami.
Oboje na niego spojrzeliśmy.
– Co masz na myśli?
Dziadek dosłownie wyjął mi to pytanie z ust.
– Mówię po prostu o tym, że to niemal na sto procę bliźnięta – oznajmił, a ja cała zesztywniałam. Jeszcze zanim pełen sens słów ukochanego dotarł do mojej świadomości, chłopak ciągnął dalej: – Myślałem, że zorientowaliście się, że w rodzinach telepatów prawie zawsze pojawiają się bliźniaki. Ja i Layla, Drake i Bliss… Nawet Alec i Jane, bo to, co robią, wcale tak bardzo nie różni się od tego, co potrafią telepaci – wyjaśnił. – To normalne. Telepatyczne zdolnością są dziedziczne, jedna istota nie poradziłaby sobie, obciążona genami obojga rodziców. Bardzo rzadko trafiają się takie przypadki, ale zwykle równoznaczne jest to z posiadaniem ogromnej mocy, która pojedynczą istotę może doprowadzić do szaleństwa – przyznał. – Ja i Nessie mamy niezwykłe zdolności, poza tym w mojej rodzinie od pokoleń rodzą się bliźnięta, dlatego zakładam, że i tym razem tak będzie – stwierdził, uśmiechając się niepewnie.
Wszystkie elementy układanki nagle wskoczyły na swoje miejsca, nabierając sensu. Uważaj na nie… Od samego początku wiedziałam, że nie chodzi o jedno dziecko, choć jeszcze nie byłam tego świadoma. Carlisle nie mógł zrobić mi USG, bo w tych czasach ultrasonografy nie były stosowane, ale po prostu wierzyłam Gabrielowi, kiedy oznajmił, że będziemy mieli dzieci.
To, co nagle poczułam, było mieszaniną niedowierzania, euforii oraz strachu; to wciąż było dla mnie trudne do zrozumienia, poza tym nagle dotarło do mnie, że przecież ja sama jestem jeszcze dzieckiem i zupełnie nie jestem gotowa na macierzyństwo. Było już za późno, by się tym przejmować, a ja miałam zrobić wszystko, byleby moje dzieci były bezpieczne i szczęśliwe, ale nie zmieniało to faktu, że naprawdę się bałam i nade wszystko potrzebowałam wsparcia bliskich.
Gabriel musiał to wiedzieć, bo mocno mnie przytulił i krótko ucałował w usta. Carlisle przez chwilę nam się przyglądał, równie oszołomiony jak ja, szybko jednak wziął się w garść i przeszedł do rzeczy:
– Nessie, to w pewnym sensie wszystko komplikuje. Mnogie ciąże zwykle niosą ze sobą podwyższone ryzyko. W twoim wypadku tym większe, bo wszystko przebiega szybciej niż u człowieka, a na dodatek dzieci są silniejsze i mogą być dla ciebie zagrożeniem – wytłumaczył. – Wiem, że chcesz urodzić, ale musisz być świadoma zagrożenia, skarbie – podkreślił, bo drgnęłam, zaniepokojona, że jednak zmienił zdanie i zacznie nakłaniać mnie do zabiegu. – Musimy zrobić podstawowe badania. Wezmę próbkę krwi, a potem sprawdzimy coś jeszcze i wrócimy do domu – obiecał, uśmiechając się do mnie uspokajająco. – Odwróć głowę, kochanie, dobrze? – doradził mi, bo wbiłam spanikowane spojrzenie w przygotowany zestaw do pobierania krwi.
Posłusznie wykonałam polecenie, przenosząc wzrok na twarz Gabriela i szukając w jego oczach wsparcia. Uścisnął moją dłoń, ale i tak byłam świadoma, że dziadek bada wnętrze moich łokci, szukając żyły; ostatecznie założył mi ucisk na prawej ręce i zajął się przygotowywaniem środka dezynfekującego oraz strzykawki.
Gabriel ujął moją twarz w dłonie i spojrzał mi w oczy z taką intensywnością, że dosłownie zatonęłam w jego czarnych tęczówkach. Na moment straciłam kontakt z rzeczywistością i dopiero po chwili zorientowałam się, że chłopak wykorzystuje moc, żeby odwrócić moją uwagę od zabiegu i mnie znieczulić.
– I po krzyku. – Dziadek uśmiechnął się do mnie czule, mocno przyciskając kawałek gazy do ranki po igle. – Zegnij tak rękę, słońce – dodał, po czym wyszedł na chwilę, żeby jak najszybciej zanieść próbkę mojej krwi do laboratorium.
W czasie jego nieobecności Gabriel zachęcił mnie, żebym jeszcze spróbowała się przespać. Siedział przy mnie, przytulał mnie i delikatnie kołysał, co działało nader kojąco; chciałam z nim o tym wszystkim porozmawiać, ale okazałam się zbyt zmęczona, żeby się spierać, ostatecznie więc udało mi się zasnąć.
Dziadek wrócił z wynikami mniej więcej po godzinie i zabrał mnie na dodatkowe badania, tym razem bez udziału igieł, co pozwoliło mi je spokojnie znieść, byłam zresztą tak zaspana i oszołomiona, że właściwie nie zapamiętałam, co mi robił. Wiedziałam jedynie, że czuję się przy nim bezpieczna i mogę mu zaufać, raz po raz też powtarzałam sobie, że to wszystko jest dla dobra mojego i dzieci.
Nie zmieniało to jednak faktu, że zdecydowanie ulżyło mi, kiedy w końcu mogłam wróci do domu. Tym razem udało mi się nie zasnąć podczas podróży; po prostu siedziałam w objęciach Gabriela, przypatrując mu się uważnie i nie mogąc uwierzy, jak bardzo pomaga mi jego wsparcie. Już wcześniej łączyło nas niezwykłe uczucie, wykraczające poza wszystkie inne, jakich kiedykolwiek doznałam, ciąża zaś wydawała się zbliżyć nas do siebie jeszcze bardziej.
Być może spowodował to fakt, że byliśmy w samochodzie, ale przypomniała mi o podróży na Alaskę, do sióstr Denali, kiedy to podczas rozmowy z dziadkiem na temat bolesnego okresu, zaczęłam się obawiać, czy witaminy, które chciał zacząć mi podawać, nie odbiorą mi możliwości zajścia w ciążę. Wiedziałam, że zarówno on, jak i tata mieli mnóstwo wątpliwości co do tego, czy kiedykolwiek powinnam tak bardzo ryzykować, ale już wtedy nie myślałam o konsekwencjach, wiedząc, że kiedyś to zrobię.
Wtedy, zupełnie nieświadomie, zaczęłam wyobrażać sobie, jak mogłoby wyglądać moje dziecko – i zasypiając uświadomiłam sobie, że przypomina nie tylko mnie, ale i Gabriela. Cudowna istota o jego oczach i moich rysach twarzy, cząsteczka mnie i jego.
Już wtedy wiedziałam, że to Gabriel jest mi przeznaczony, choć jeszcze nie chciałam tego przed samą sobą przyznać, przekonana, że w którymś momencie stanie się coś, co spowoduje, że mój ukochany będzie musiał odejść.
Ale teraz już wiedziałam, że mnie kocha i nigdy więcej nie miałam w niego zwątpić.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz




After We Fall
stories by Nessa